piątek, 23 września 2016

UWAGA!

Hejka! :D
Mam nadzieję, że kiedy czytasz tę notkę czujesz, że Twoje życie wraca do dawnego rytmu i że w końcu będziesz miał co czytać w internecie :* Dzieje się w moim życiu tyle dobrego, że aż ciężko mi to wszystko udźwignąć. Uwierzcie, że tym razem nie pisałam nie z lenistwa, ale tylko dlatego, że robię masę rzeczy i do domu przychodzę tylko po to żeby kilka godzin pospać w łóżku (bo nie wyspać się, oczywiście- szkoła na to nie pozwala) i zacząć działać dalej. Nie będe Wam tu obiecywać, że dzisiejszą notką zaczynam nowy rozdział na blogu, bo już samą mnie nudzą te teksty, które aktualne są może przez siedem dni- staram się, naprawdę. Jednak nie zawsze może wszystko iść po mojej myśli... ale postaram się starać bardziej :D Dzisiejszy post pojawia się dlatego, że zmotywowało mnie do tego kilka rzeczy i o nich wszystkich dzisiaj pokrótce poopowiadam, tak szybciutko.

Po pierwsze: długo o tym nie chciałam mówić, bo chciałam wszystko dopiąć na ostatni guzik. Chciałam sama oswoić się z tą informacją i być pewną. Wreszcie mam nowy aparat! Nowy aparat, nowa firma, nowe obiektywy, nowe wszystko! To jeszcze zupełnie nie jest moje. Nie ma gripu, nie ma paska, nie ma żadnych zarysowań i zniszczeń (ale bez nich spokojnie sobie poradzę, niech się nie pojawiają). Czuję się z tym wszystkim jeszcze mega dziko i bardzo niekomfortowo, ale po dwóch tygodniach bezczynnego leżenia i kurzenia się nowego sprzętu postanowiłam wreszcie go wypróbować. Nie sądziłam, że będzie to dla mnie tak trudne, trudne w przełamaniu się do zrobienia zdjęcia. Nie wiem czy też tak macie, ale kiedy ja do czegoś długo dążę i to nagle się dzieje bardzo się tego obawiam. Nowy aparat wymyśliłam sobie już kilka ładnych lat temu, kiedy moja alpha dochodziła już do totalnego zniszczenia... jednak cały czas coś wypadało, coś nie szło po mojej myśli, bałam się wydawać tak duże pieniądze na rzecz, która nie wiem, czy zda jakikolwiek egzamin w moim życiu. Jednak tak jak już pisałam, w pewnym momencie, leżąc na plaży, analizowałam kiedy ostatni raz tak naprawdę robiłam dobre zdjęcia.... i uznałam, że zbyt dawno. Postanowiłam, że nie obchodzą mnie konsekwencje i inwestuje w sprzęt- najwyżej przez następne miesiące nie będę jadła nic prócz suchego chleba ;) W ten sam dzień kupiłam body Cannon 6d. Dokupiłam do niego dwa analogowe obiektywy i od dzisiaj zaczynam działać moi mili! Coś mi tam jeszcze nie działają Rawy w photoshopie, ale na dniach to ogarnę i będę wstawiała piękne zdjęcia! ♥ Mam nadzieję, że cieszycie się równie mocno jak ja :)

Po drugie: byłam dzisiaj u makijażystki na pierwszą próbę odnośnie studniówkowego makijażu. Z racji tego, że nigdy się nie maluje chciałam wypróbować w czym będzie mi dobrze, bo nie znoszę nakładać cokolwiek na twarz! No i tak jak myślałam- to nie moje umiejętności, a twarz, robi mi zawsze pod górkę. Wymyśliłam sobie piękny makijaż, który idealnie wyglądał na zdjęciu.... ale na moim oku wyglądał całkowicie źle. Będę próbowała z innymi, delikatniejszymi. Ale kurcze! To jest takie smutne. Chciałabym chociaż raz, jeśli mam taką możliwość, pomalować się na full i być piękną... a tu nie ma takiej możliwości, bo w makijażu wyglądam koszmarnie. Dzisiaj byłam w kinie i szłam na salę z opuszczoną głową z obawą, że mogę spotkać kogoś znajomego. Tragedia!:D

Po trzecie: zapomniałam co chciałam :D Ale jutro już będzie nota bardziej na konkretny temat, więc (!) przybywajcie jutro, bo jutro na pewno się nie rozczarujecie. BUM!
Buziaki! :*
ps zdjęcie zostało zrobione chwile temu (ok. 22.00). Wyobrażacie sobie, że moim soniaczem zrobiłabym takie dobre zdjęcie bez jakiejkolwiek przeróbki tak na szybko w dwie sekundy? Odpowiedz jest jedna i oczywista: "nie zrobiłabym go nawet z najlepszą przeróbką na rawach!"

poniedziałek, 12 września 2016

nienormalna niedziela

Hejka! :)
Miałam wczoraj tak niesamowicie przeokropny dzień, że zupełnie nic mi nie wychodziło. Tak więc nie dziwcie się z powodu braku wczorajszego postu. Długo się do niego zbierałam, próbowałam zrobić zdjęcia i coś napisać.... skończyło się jedyna na nieudolnej próbie zrobienia czegoś ładnego i świadomości, że jednak nic dobrego z tego nie wyjdzie hahahaha. Zauważyliście, że jestem blogerką jednej twarzy? Ostatnio przeglądałam sobie całkiem sporo notek (patrząc jedynie na zdjęcia) i stwierdzam, że jest całkiem nudno z tą moją twarzą. Co innego jak pozuję jako modelka albo z kimś. Wtedy mam całą gamę min... ale kiedy chcę zrobić na szybko zdjęcie i je wstawić na bloga, to mam jedną ustaloną minę. Strasznie to przedziwne, ale po wczorajszej próbie zmienienia tego stwierdzam, że bardzo trudno będzie mi z tym walczyć :D Myślałam nawet nad tym żeby na blogu wstawiać jedynie piękne i artystyczne zdjęcia, ale uznałam, że fioletowe-serce jedynie by na tym straciło i zupełnie nic nie zyskało. Nie mogę w pewnym momencie postanowić sobie zrobić z tego miejsca zupełnie czegoś innego niż było dotychczas. Pewnie, super jest poprawiać, ale nie tak drastycznie zmieniać. Będzie jak dawniej, chociaż niedługo dojdzie coś baaaardzo znaczącego, ale o tym za kilka dni, bo jeszcze tego nie mam do końca, a już chcę to mieć. 

Na zdjęciu zauważyć możecie kawałek nowego katalogu Ikea. Szykuję super mega designerski post skierowany jedynie na ten sklep. Próbowała ograniczyć kontakt z tym szwedzkim producentem, ale nie umiem no. O wszystkich moich przemyśleniach na ten temat już za kilka dni, serio.. tylko szukam drugiego egzemplarza do zniszczenia.

Zdjęcia próbowałam zrobić żeby pokazać Wam jakie mam już długie włosy. W świadomości nadal jakoś mam zakodowane, że są bardzo krótkie i nic nie mogę z nimi zrobić. Nagle gdy po wielu tygodniach postanawiam je wyprostować to zostaję bardzo miło zaskoczona. Teraz już będzie tylko łatwiej. Dzisiaj facebook przypomniał mi wydarzenie sprzed roku, gdzie dodałam zdjęcie jakiejś dziewczyny z włosami idealnej długości- okazało się, że właśnie taką długość mam teraz również i ja! A tak bardzo wtedy chciałam do tego dążyć. Udało się! :) Niestety z lokami włosy takiej długości nie są łatwą rzeczą, a zdecydowanie nie są wygodne. Dlatego czekam aż podrosną jeszcze bardziej... chociaż nie wyobrażam sobie siebie w długich włosach. Ostatni raz miałam takie w gimnazjum (w sumie jedynie w trzeciej klasie gimnazjum miałam aż tak długie, nigdy wcześniej nie były aż tak długie). Gdyby moje włosy po prostowani były proste przez cały dzień, to mogłabym robić to nawet codziennie, ale kiedy są takie krótkie niestety są bardzo lekkie, bardzo szybko wracają do swojej pierwotnej postaci... tak szybko, że kiedy tylko odłożę prostownicę już zaczyna być z nimi coś nie tak. Eh. Wczoraj próbowałam posłuchać internetu i oczywiście było to ogromnym błędem. Napisane tam było, że warto użyć lakieru, aby efekt trzymał się dłużej. Efekt nie trzymał się wcale, a moje włosy były tak niemiłe w dotyku i automatycznie wyglądały na przetłuszczone. Fu. Macie jakieś sposoby na proste włosy, czy po prostu muszę poczekać aż będą długie i ciężki.... i nie będę chciała ich już prostować? Życie jest takie niesprawiedliwe. Zawsze można robić coś czego się już nie chce. A jak się chce, to za żadne skarby świata Ci nie wyjdzie. Takim oto miłym akcentem zakończę ten post ^^


Buziaki! :*

piątek, 9 września 2016

muzyczna siódemka

Hejeczka! :D
Wczoraj tak jedynie z ciekawości postanowiłam poszperać w mojej historii na youtube i zobaczyć, czy moja lista kolejne muzycznej siódemki zbliża się ku końcowi, czy jeszcze nie. Miałam kilka pozycji, kilka podrzucił mi portal i tak się stało, że mam utworów chyba na dwa posty. Na początku jednak muszę się Wam czymś pochwalić: ostatnio zrobiłam porządek na swoim koncie na youtube, ściślej mówiąc w swoich subskrybcjach. W pewnym momencie zrobił się tam ogromny śmietnik i codziennie dostawałam mnóstwo bardzo świeżych i nowych filmików,które z ciekawości oglądałam. Wiedziałam, że nie obędzie się bez drastycznych cieć, dlatego usunęłam dosłownie wszystkie kosmetyczne kanały, bo jedynie traciłam na nich czas- okey, zapewne coś tam zapamiętywałam, ale przecież i tak nie przekładałam tego na praktykę. Chociaż, kiedy ostatnio głośniej zrobiło się o pierwszym Polaku, który założył kanał urodowy i na którym się maluje- musiałam zobaczyć co w trafie piszczy.... no i po tylu latach wreszcie nauczyłam się podkręcać prawidłowo rzęsy moją zalotką, której czasami zdarza mi się użyć. Czy świat się już skończył? Uszczypnijcie mnie, bo nie wytrzymam. Mimo wszystko, wbrew wszystkim moim znajomym, kanał BeautyBoy  jest całkiem w porządku. Serio. Wiem, jak to może brzmieć- chłopak, który się maluje i tworzy o tym kanał, ale mimo wszystko wydaje mi się, że robi to całkiem delikatnie i jeśli jemu samemu z sobą jest dobrze, to super! Całkiem miło się go słucha, bo czuć, że ma poukładane w głowie. Ja jednak trzymam się tego, że nie subskrybuje urodowych kanałów (tym bardziej urodowych męskich kanałów, to już w ogóle nie miałoby sensu ^^), ale jeśli Wy macie czas i ochotę- to polecam :) W ostatnim moim poście o youtuberach postanowiłam napisać o wszystkich, których zdarza mi się oglądać nawet sporadycznie- teraz po dużej selekcji zastanawiam się, czy nie zrobić takiego postu znowu. Tym razem będzie o wiele ambitniej, skupiać się będzie przede wszystkim na wartościowej treści i dobrym montażu :) No ale nie przedłużając: dzisiaj nie o kanałach, a o muzyce! Przed Wami moja najnowsza siódemka:


1. Fisz Emade Tworzywo Biegnij dalej sam- to właśnie o tej niesamowitej niespodziance muzycznej ostatnio Wam mówiłam. Czekałam na muzyczną siódemkę żeby wykrzyczeć Wam jak bardzo czekam na płytę (premiera 21. 10. 2016 r.) i jak bardzo kocham ten zepsuł! Niewielu jest takich artystów, którzy zachwycają mnie każdą jedną piosenką, ale Fisz Emade do nich należy. Nie dziwcie się, jeżeli przy każdej premierze singla będą pojawiali się na mojej liście. To po prostu taki pewniak :D Przy okazji piosenka promuje nowy polski film Sługi Boże, którego premiera przypada na 16 września. Niewątpliwie pójdę i powiem Wam czy warto, ale z taką ścieżką dźwiękową nie mam złudzeń ;)


2. Alicia Keys Queen of Katwe - dziwna historia, ponieważ nadal nie wiem, czy mi się podoba, ale coś w niej musi być, skoro po przesłuchaniu tak wielu piosenek, skreślaniu z listy, ta mimo wszystko się uchowała. Jestem ciekawa Waszego zdania na jej temat :) Ja mimo wszystko najbardziej czekam na film, bo wydaje mi się arcyciekawy... no i robiony przez Disneya. To nie może się nie udać ♥


3. Michael Kiwanuka Love & Hate- to jedna z tych największych perełek dzisiejszego dnia! Usłyszałam już jakiś czas temu, zupełnie przypadkiem na Youtube (jeśli nie wiecie czym mnie zwabić, to róbcie to piosenkami nagranymi na żywo z rewelacyjnym wideo w studio! Będę wasza!^^). Od tego czasu zagłębiam się w twórczość tego artysty i jestem zachwycona. Wszystko jest wspaniałe! Bardzo głębokie, bardzo smutne i prawdziwe. Strasznie jestem zakochana w samych piosenkach, muzyce, ale i tekstach. Piękne ♥ Właśnie włączyłam i słucham. Nie mogę się skupić, podczas słuchania tej piosenki umiem tylko... słuchać, nic więcej! :) Polecam serdecznie!


4. Allie X All the Rage - poznane dopiero wczoraj wieczorem dzięki Pawłowi i przypadło mi do gustu od pierwszych chwil. Odpowiednie dla mnie w stu procentach. Wczoraj zajęłam się jedynie muzyką. Dzisiaj obejrzałam kilka teledysków i zdjęć... no i tak, to artystka trafiająca w moje gusta ze wszystkim. Skoczne, radosne i idealne do tańczenia przed laptopem na krześle- na rozluźnienie ;)


5. Sia The greatest - nie wiem, czy kiedykolwiek nastąpi moment, w którym powiem, że singiel wydany przez tą artystkę mi się nie podoba. Nie jestem aż tak wielką fanką, aby kupować płyty i słuchać całej dyskografii, ale jestem jak najbardziej wystarczającą fanką, aby bardzo szybko dowiadywać się o premierach piosenek wraz z ich teledyskami. Jestem dosłownie zakochana w pomyśle na uwzięcie do każdego teledysku Maddie Ziegler. Pamiętam jak kiedyś oglądałam jakiś głupkowaty program, w którym jeszcze głupsze matki wysyłały swoje dzieci do nauczycielki tańca. Smutno było patrzeć na te małe dziewczynki spełniające marzenia matek... ale patrząc teraz jak bardzo ta dziewczynka się spełnia (mam nadzieję, że jest z tego powodu szczęśliwa!) i jak pięknie tańczy w tych wszystkich teledyskach, to stwierdzam, że może jakiś sens to miało. No piękne są te wszystkie teledyski ♥ Uwielbiam je♥ Zawsze idealnie dopełniają piosenkę, które same w sobie są świetne. Z tą jest tak samo. Polecam, jeżeli ktoś z Was jeszcze by jej nie słyszał :)


6. Oh wonder Without you i Lose it- kolejna perełka znaleziona wczoraj. Niestety nie umiałam zdecydować się na jedną konkretną piosenkę, bo obydwie równie mocno przypadły mi do gustu. Tak mocno, że aż jedną udostępniłam na fejsie, a robię to ostatnio bardzo sporadycznie. Jednak żeby Was to nie zmyliło- polecał obydwie, ale również polecam zapoznać się ze wszystkim co Ci fantastyczni ludzie robią! Jestem zakochana! ♥ Bardzo. Mam nadzieję, że mi nie przejdzie ;)


7. Lp Lost on you LIVE! - w tym wypadku muszę to podkreślić wielkimi literami z wykrzyknikiem. Jedynie live nagrany w studio! Słuchałam tego pół wakacji w radio i czekałam tylko aż się skończy i puszczą coś fajnego. Nie znosiłam tej piosenki! Serio. Później pokazano mi tą wersję i zakochałam się od pierwszych dźwięków. Genialna! ♥ Jestem świadoma, że pewnie większość z Was zna już i tę wersję, ale to dobrze:) Ja mimo wszystko musiałam również o tym napisać, bo skradło moje serce! ♥ Inne piosenki też są okey, ale jakoś tak przeciekają przez moje uszy i nic po nich nie zostaje. Także tak. Poza tym tą piosenką sygnalizuję Wam, ze niedługo zrobię długi post muzyczny, w którym będą nieambitne letnie hity, które przypadły mi do gustu. Tak sobie myślałam, że może ktoś z Was radia nie słucha, a w te wakacje było naprawdę całkiem fajnie. Niefajnie też było- ale postaram się o tym nie pisać i jak najszybciej zapomnieć ^^

Buziaki :*

czwartek, 8 września 2016

Pani Furia

Hejka! :)
Ostatnio wydarzyła się dosyć duża tragedia, ponieważ w Krynicy Morskiej zostawiłam wszystkie swoje zabrane tam książki (czyli około dziewięciu tytułów). Przez matematykę zupełnie nie miałam głowy do czytania i jeżeli już brałam się za jakąś książkę, to był to podręcznik. Jej, ale wiecie jaką mam teraz motywację i jaka jestem szczęśliwa siedząc na matematyce i ciesząc się z tego przedmiotu. Wcześniej mi się to nie zdarzało. Oczywiście, wakacje miałam przez to całkiem dziwne, trudno było z motywacją i jeszcze ciężej kiedy coś mi nie wychodziło, ale teraz widząc owoce tej pracy jestem naprawdę bardzo zadowolona- polecam. W każdym razie, z powodu braku moich książek w domu nie mogłam zrobić dobrego zdjęcia okładki, jednak z racji tego, że po otworzeniu koperty moje oczy ujrzały naprawdę przepięknie opracowaną graficznie pierwszą stronę wzięłam telefon i wysyłałam znajomym zdjęcie- dlatego mogła teraz sięgnąć po zdjęcia z facebooka i wykorzystać je na blogu. Może nie wygląda to aż tak ładnie, jakby wyglądało ze zdjęciem z aparatu- ale no trudno. Musicie to jakoś przeboleć, a ja przechodzę do moich odczuć na temat Pani Furii.

Pani Furia trafiła do mnie w momencie, kiedy byłam niesamowicie przemęczona i kiedy znajdowałam chwilę wolnego z radością sięgałam po mój egzemplarz, siadałam w najwygodniejszym miejscu w moim domu i czytałam kilka stron... aż w pewnym momencie zamykały mi się oczy i poddawałam się. Szło mi bardzo opornie, chociaż książka od pierwsze chwili bardzo mi się podobała. Wiecie jak to jest- kiedy czyta się coś bardzo urywkowo i przerywa się to co chwilę nie ma tego wydźwięku, który wzbudza w nas wielkie WOW! Próbowałam się motywować, pić kawę, ale uznałam, że nie będę z czytania robić kary i na pewno kiedyś nastąpi ten moment, kiedy po prostu usiądę i połknę ją w całości. Tak też się stało. Kiedy już raz porządnie przysiadłam, bez żadnych problemów na głowie- nagle tekst wchodził mi do głowy bardzo płynnie, a ja byłam ciekawa co stanie się dalej.

Książka opisuje historię Alii- czarnoskórej emigrantki mieszkającej ze swoją rodziną w Belgi. Porusza bardzo mocne tematy nietolerancji i wielkich problemów z jakimi borykają się czarnoskórzy ludzie. Alii nie ma oparcia nawet w swoim domu, gdzie od maleńkości musi zajmować się swoim bratem, jej mama nie akceptuje samej siebie i na siłę próbuje upodobnić się do panującej mody. Prostuje włosy, rozjaśnia skórę. Całymi dniami siedzi przed telewizorem i nie interesuje się dorastającą córką. Jedyną jej twierdzą jest Ojciec, którego chociaż nie ma całymi dniami w domu, bo pracuje, stara się poświęcać córce jak najwięcej czasu. W swoim rodzinnym kraju był wspaniałym gawędziarzem i dzięki temu mamy niesamowitą możliwość poznania kilku fantastycznych historii. Niestety w pewnym momencie wraca z powrotem do umierającego dziadka, a życie Alii zmienia się diametralnie.

Na ponad czterystu stronach poznajemy historię malej dziewczynki i przechodzimy z nią przez połowę życia. Czytamy o jej problemach dziecięcych, nastoletnich, a później już dojrzałej Kobiety. Uwielbiam właśnie takie książki, które ciągną się przez bardzo długi okres czasu, kiedy mogę patrzeć na dorastanie bohatera i nawiązać z nim niesamowitą więź. Jedną z najważniejszych informacji jest to, że (przynajmniej ja) po przeczytaniu ostatniego słowa nie wiadomo co z sobą zrobić... i najlepiej to iść się położyć, bo i tak nie jest się w stanie zrobić czegokolwiek. Uwielbiam to uczucie! ♥ 

Chciałabym tutaj powiedzieć coś zupełnie negatywnego, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Grażyna Plebanek napisała naprawdę rewelacyjną książkę. Na razie nie czytałam nic innego tej autorki, patrząc po ocenach na lubimyczytac.pl nie jest zbyt zachęcająco, ale z racji tego, że nawet Pani furia ma niecałe siedem gwiazdek czuję, że oceniali to nieodpowiedni ludzie. Na moim koncie zauważyć będzie można na pewno o wiele wyższą notę :) Mam nadzieję, że za jakiś czas mój stos książek zmieni się w ten bardziej przeczytany niż nie... i będę mogła pozwolić sobie na zakup nowych pozycji. Na razie się ograniczam, serio. Jestem z siebie dumna, bo w wakacje nie zostałam skuszona przez namioty z tańszymi książkami. Uf! W tamtym roku kupiłam chyba z dwadzieścia tytułów i przeczytałam na razie chyba tylko jedna. Tak to już jest jak interesują Cię wszystkie nowości i to po nie szybciej sięgasz ręką. Nie ważne czy nowe, czy stare- ważne żeby czytać i bardzo Was do tego zachęcam. Nawet jeżeli nie macie tak doskonałych warunków jak ja- w postaci dwugodzinnych codziennych podróży autobusem do szkoły. Warto.


Buziaki! :*

środa, 7 września 2016

Mali odkrywcy wielkich miast


Hejka! :D
Obawiałam się, że ten post nigdy nie powstanie. Chciałam już wiele razy o tym napisać, ale w ostateczności rezygnowałam. Na szczęście mój harmonogram, który ostatnio napisałam motywuje mnie do pisania codziennych notek i nie muszę wymyślać ich podczas włączania komputera. To jest super. Bardzo mocno polecam :) 

Zapewne już bardzo mocno zauważyliście jak jestem zakochana w moim kuchennym blacie. Ma idealny kolor i kiedy próbuję zrobić zdjęcia na moim połyskującym ciemnym stole, który znajduje się w moim pokoju, to nie dość, że odbija się w nim totalnie wszystko i poza książkami moglibyście zobaczyć sufit, okno i wszystko co stoi blisko krawędzi zdjęcia na stole. Z tego powodu naprawdę mocno się staram i za każdym razem kilka zdjęć na ciemnej powierzchni powstaje... ale szybko po tym przenoszę się do kuchni. Taka sytuacja. Nie wiem, czy to nie jest zbyt oczywista rzecz, aby o tym pisać, ale zaryzykuję: jeżeli chcecie kupić biurko nie tylko po to żeby przy nim siedzieć i żeby dobrze wyglądał w pokoju, ale również chcielibyście czasami zrobić dobre zdjęcie jakiegoś gadżetu, książki, roślinki- to polecam jasne i matowe. Będzie wybornie.  Ja oczywiście z mojego jestem bardzo zadowolona. Właśnie taki mi się marzył- ogromny (u mnie jest rozłożony tylko na  2/3- a i tak już się w nim gubię jest taki duży^^) w idealnej stylistyce o idealnym kolorze i idealnie wpasowuje się w aktualny klimat mojego pokoju. No a jeśli nie miałabym blatu kuchennego- to zawsze zdjęcia mogłabym robić na podłodze ;)

Dzisiaj jeszcze na chwilkę wracamy do tematyki wakacyjnej, ponieważ mam dla Was bardzo fajne propozycje serii książeczek dla dzieci- tych mniejszych, jak i większych. Wszystko rozprawia się o serię trzech książeczek Mali odkrywcy wielkich miast, w skład których wchodzi miasto Rzym, Wenecja i Florencja. Na stronie wydawnictwa Esteri można zobaczyć fragment środka i naszym oczom ukazują się dwie pierwsze kartki, na których jest szkic, trochę tekstu, a wszystko utrzymane jest w stylistyce starego zeszytu... zapewne od geografii. Ten pomysł bardzo mi się spodobał, więc postanowiłam zainteresować się również kolejnymi stronami. Kiedy książki do mnie przyszły, okazało się, że strona z zeszytu jest tylko jedna. Poczułam się trochę oszukana i książki wyrzuciłam w kąt. Nie tylko dlatego, że cała nie była we wcześniej, zakładanej przede mnie, tematyce, ale również dlatego, że inne pomysły wydawały mi się sztuczne, plastikowe i bez żadnego pomysłu. Uznałam, że to kolejne zwykłe książeczki dla dzieci nie wnoszące nic nowego do świata ilustracji. 

Na szczęście jakiś czas później dałam im drugą szansę (i całe szczęście! Jak to dobre, że tylko czasami zdarza mi się pisać do Was o czymś bez dania drugiej szansy, w przypływie złych emocji i rozżalenia nad marnowanym tematem!), na spokojnie usiadłam, przejrzałam, poczytałam, przeanalizowałam i powiem Wam, że to naprawdę bardzo ładnie wydany zbiór trzech książeczek. Nie dość, że są bardzo kolorowe (zarówno w środku jak i na zewnątrz), to ich ilustrację (po głębszym wdrożeniu) okazują się jednak nie takie głupie, powiem więcej- nawet całkiem fajne. W bardzo prosty sposób jest opisana historia każdego z miast, ważni ludzie, legendy, historyjki, ciekawostki oraz najważniejsze zabytki. Jak wiadomo- uczymy się najłatwiej na dziecięcych przykładach lub idiotycznych (czego przykładem jest Masochista i jego streszczenia lektur^^) także przeglądając chociażby Rzym zauważyłam, że zapewne o wiele łatwiej będzie mi utrwalić swoją wiedzę na przykład na temat Forum Romanum, czy Koloseum po przeczytaniu króciutkiego tekstu z ciekawą ilustracja. Wiecie, moje życie aktualnie opiera się na dyplomie, aneksie i maturze, więc nie miejcie mi za złe, jeżeli będę w dziwnych rzeczach wynajdywać dla siebie dydaktyczną pomoc ^^ To jednak natchnęło mnie do pracowania właśnie na takiej zasadzie, przynajmniej przy architekturze. W niedługiej przyszłości siądę z markerami, rozrysuje, rozpisz i przypominanie tych wszystkich dzieł będzie mi sprawiało na pewno o wiele więcej przyjemności :) 

Na początku wydawało mi się, że te wydanie jest skierowane przede wszystkim do dzieci, ale aktualnie jestem zupełnie innego zdania. Myślę, że jeżeli ktoś na ślub zażyczyłby sobie zamiast bukietu książki lub przewodniki (co od jakiegoś czasu jest bardzo modne), to  miłą chęcią zakupiłabym właśnie to. Z powodu odmienności od innych, zapewne bardzo suchych przewodników, jak i  z powodu radości, którą emanują. Oczywiście, nie dowiemy się z nich tylu rzeczy, co z mozolnie opracowanych encyklopedii, ale czy zawsze o to chodzi? Jeśli jedzie się gdzieś pierwszy raz, warto zainteresować się jedynie tymi najważniejszymi rzeczami, a ta książka właśnie do tego nas pobudza. Przeglądając Rzym (bo jedynie tam byłam z tych trzech miejsc) stwierdzam, że byłam w większości tych najważniejszych miejsc- i to napawa mnie dumą i stwierdzam, że mój czterodniowy wyjazd (w zupełnie innym celu niż zwiedzanie) nie poszedł na marne! :D 

Rozpisałam się na zupełnie dziwne tematy, ale dzisiaj chyba taki dzień. W każdym razie wydaje mi się, że ten post potrzebuje lekkiego podsumowania ;) Po pierwsze: polecam jasne, matowe, beżowe blaty do kuchni- przydają się bardzo mocno! Po drugie: polecam Wam serię książeczek Mali odkrywcy wielkich miast. Rzym. Wenecja. Florencja ponieważ to naprawdę dobre wydanie. Bardzo dobrze zilustrowane, opracowane i w ciekawy sposób zachęca do odwiedzenia tych pięknych miast. Książki nie są jedynie dla dzieci, ale również dla dorosłych, dla których ilustracja, zabawny tekst, jak i nie tylko chęć poszerzania wiedzy na poziomie akademickim, ale odnajdywanie ciekawostek dla samej zabawy jest jak najbardziej dobrą pozycją, więc polecam ją serdecznie!


Aaaah. Wyjechałabym tak teraz na wakacje :D
Buziaki! :*

wtorek, 6 września 2016

przegląd sierpniowych filmów

Hejka! :D
Wchodzimy mocnym krokiem w okres najlepszych miesięcy w świecie kina. Wrzesień, październik i listopad to zawsze najlepsze i najbardziej wyczekiwane premiery roku. Tej jesieni jednak niesamowicie przykro patrzeć mi na rozpiski repertuaru w kinie ponieważ chciałabym iść na wszystko, a po pierwsze- rozkład godzin mi to uniemożliwia, a po drugie- w tym roku ważniejsza musi być dla mnie nauka i przesiadywanie w domu nad pomysłami na dyplom itp. Jednak muszę się Wam pochwalić, że kilka dni temu zrobiłam burzę mózgów i wczoraj spisałam te moje wszystkie pomysły, które dzisiaj zostały przedstawione mojemu nauczycielowi prowadzącemu i... zostały zaakceptowane. Przynajmniej na razie jest dobrze. Mam nadzieję, że dobrze będzie mi się tworzyć te prace przez cały rok, że temat w pewnym momencie mi nie zbrzydnie i bardzo chcę żeby wszyscy byli szczęśliwi! ^^ Taki mam pomysł, że tym razem będę mocno ten dyplom wplatać w notki na blogu tj. przy jakimś większym kroku w postępie mojej pracy będę Was informować co i jak i dodawać zdjęcia twórcze. Mam nadzieję, że będzie to ciekawe nie tylko dla mnie hahaha. Jednak zanim cokolwiek pójdzie w przód minie zapewne jakiś miesiąc, później poszukiwanie inspiracji, robienie zdjęć i dopiero wtedy wplatanie jej w grafikę. Także spokojnie, to jeszcze nie ten etap. 
Dzisiaj mam dla Was listę sierpniowych filmów z wczorajszą bardzo fajną biografią z Meryl Streep, która jeszcze jest w kinie- więc śmiało możecie czytać poniżej co o niej piszę i oczywiście jak najszybciej biec do kin!


1. Destrukcja (2015) - mam ostatnią taką dziwną przypadłość, że filmy, które zaznaczałam na filmwebie z chęcią obejrzenia w wolnej chwili nagle zupełnie przestały mnie interesować, dlatego za każdym razem, kiedy w głowie urodzi mi się pomysł zobaczenia jakiegoś dobrego filmu- wchodzę na kinomana i poszukuję w liście ostatnio dodanych pozycji. Dzięki temu jestem całkiem dobrze poinformowana co i jak w świecie kina nawet jeżeli obok kina przechodziłam parę miesięcy wcześniej- nie pochwalam tego, ale kiedy nagle w twoim mieście nie grają niczego na co czekałeś, to można się wkurzyć i zrobić sobie niedługą separację z tym miejscem i zakochać się w nielegalnych stronach. No naprawdę! Kurcze, wiadomo, że kocham kino i uwielbiam tam przebywać, w zwykłym roku (nie maturalnym) nie przeszkadza mi przesiadywanie nawet na trzech seansach pod rząd. Z tego powodu wiem, że wspieram kulturę, pracę reżyserów, aktorów i wszystkich, którzy przy produkcji współpracują... ale kiedy nagle chcę iść coś zobaczyć i tego nie grają, to mam dosyć i sięgam po Internet. Później w głowie rodzi mi się myśl, że tak jest szybciej i łatwiej, więc na jakiś czas przestaje interesować się instytucją, w której wyświetlają tylko filmy, które im się podoba. Taki mały bunt z mojej strony ^^ Okey, nie rozumiem ludzi, którzy filmy oglądają tylko w domu i bardzo Was zachęcam żebyście tego nie robili... ale jak ktoś robi to tylko czasami to myślę, że jest to jak najbardziej właściwe. I jest jeszcze jeden wariant- pokusa w postaci filmu, który jeszcze premiery w Polsce nie miał, ale już jest w sieci. Z tymi jest najtrudniej ^^ Masz możliwość obejrzeć go w dobrej jakości na dużym ekranie... ale jednak ciekawość wygrywa i oglądasz go w domu parę miesięcy wcześniej. Ja tego w sobie nie lubię, ale robię to bardzo często. Musicie mi to wybaczyć hahhaha ^^ No ale nie przedłużając już dłużej, Destrukcja, to film naprawdę dobry, chociaż jeszcze nie odszyfrowałam, czy zabieg "wielkiej niewiadomej" jest tutaj zabiegiem zaplanowanym, czy po prostu reżyser nie poradził sobie z ciężarem scenariusza. Mimo wszystko Gyllenhaal to taki aktor, którego zawsze miło jest oglądać na ekranie- nie tylko przez idealną fizjonomię, ale również (a przede wszystkim) dzięki genialnej grze aktorskiej, którą tutaj również fenomenalnie zaprezentował. Historia opowiada losy mężczyzny, który po śmierci swojej żony poznaje Kobietę. Tyle wiedziałam z filmwebu i tyle mi wystarczyło. Wam też więcej nie powiem, a co. Taka będę ^^ Tylko napomknę, że polecam! :)


2. Zupełnie nowy testament (2015) - chciałam obejrzeć bardzo bardzo długo, ale nie miałam czasu, zdrowia i najwidoczniej aż tak dużo chęci. Jednak po namowie Łukasza wreszcie mi się udało! Wspomniany już Łukasz zrobił mi niezłą reklamę filmu i po jego opinii wywnioskowałam, że to coś tak dobrego i śmiesznego, że czas najwyższy odpalić go na swoim komputerze. Odpaliłam i... rzeczywiście, wszystkie fragmenty, o których mówił mój kolega były zabawne... ale reszta zupełnie nie, a stanowiło to ok. 80% całości. Cała zabawa polega na tym, że Bóg jest człowiekiem, ma żonę i córkę. Ma również syna- Jezusa, który został ukrzyżowany. Ma taki pokoik, w którym ma zapisane losy wszystkich ludzi na świecie, ze swojego komputera może wysyłać do nich maile lub zmieniać ich historię. Jego córka ma w pokoju figurkę Jezusa i, jak to ze starszym bratem, uwielbia z nim rozmawiać (bo tak się dzieje, że on podczas rozmów ożywa). Pewnego dnia dziewczynka wysyła wszystkim datę śmierci każdego z ludzi na świecie i... zaczyna się chaos. Niektórzy są zrozpaczeni, inni szczęśliwi, niektórzy czują wielką niesprawiedliwość, a niektórzy dzięki poznanej długoterminowej dacie życia odnajdują sens swojego istnienia. Wszystko byłoby naprawdę dobre i znakomite, gdyby nie to, że Bóg został przedstawiony jako typowy, obleśny typ. Nieszanujący swojej rodziny, pijak i cham. Mam naprawdę dużą tolerancję jeżeli chodzi o przedstawianie Boga, wiele razy śmieszą mnie ostre żarty na temat religii, bo wychodzę z założenia, że jeżeli potrafię śmiać się z siebie, to ze swoich najbliższych również (a Bóg jest mi najbliższy- tak dla jasności^^), jednak z tą interpretacją w żadnym wypadku nie mogę się zgodzić. Przez cały film czułam spore zażenowanie i dyskomfort. Przez co wszystkie, nawet zabawne sytuacja, nie śmieszyły mnie tak jak powinny. Szkoda.


3. Legion samobójców (2016) - obawiałam się tego, że jeśli nie znam kontekstu wszystkich tych złych charakterów, to będzie mi ciężko odnaleźć się w historii. Poza tym, kiedy dowiedziałam się, że jedyny bohater, który jest mi bardzo dobrze znany tj. Joker, jest tak naprawdę zupełnie pominięty- trochę się załamałam. Jednak dałam szansę. Uznałam, że jeżeli jest dobrze nagrany, to zaciekawi nawet największego ignoranta tej tematyki (czyt. mnie) i będzie dobrze! Seans się zaczął, a ja popłynęłam i to nieźle popłynęłam, aż do końca filmu! GENIALNY jak na swój rodzaj tj. akcja- za którą jakoś specjalnie nie przepadam. Naprawdę warty obejrzenia, tym bardziej, że Harley Quinn skradła moje serce i wasze skradnie zapewne też. Na zachętę dodam tylko, że aktorka, która wcieliła się w jej postać- Margot Robbie- na filmwebie zajmuje pierwsze miejsce w rankingu Top 100 kobiet kina. A jeśli już wcześniej wspominałam o tym Jokerze, to teraz chciałabym pogłębić temat- gówno prawda te wszystkie negatywne komentarze! Znacie to uczucie, kiedy w dzieciństwie słodycze były dla Was nagrodą i czymś naprawdę świetnym, na co rodzice pozwalali Wam raz dziennie? Przyznajcie, że teraz kiedy dorośliście i zarządzacie już własnymi finansami również kupujecie słodycze, ale robicie to kiedy tylko macie ochotę i nie sprawia Wam to już takiej przyjemności. Jest to na tyle naturalne, że czasami podczas wizyty w sklepie potraficie nawet nie zwrócić na nie uwagi! A co z tą zasadą, że kiedy będziecie dorośli będziecie jeść tylko słodycze?! Nadmiar nie powoduje szybszego bicia serca, a jedynie prowadzi do rutyny. Teraz wyobraźcie sobie zamianę i zamiast słodyczy podstawmy Jokera. Okey, nie było go w każdej minucie filmu (film załatwiała Harley i ona odbiorcy wystarczyła w stu procentach, uwierzcie), ale kiedy się pojawiał, to jestem przekonana, że każdy w sercu miał większy skurcz, a w głowie pojawiał się krzyk "Joker! Joker! To znowu on. Oglądajmy teraz uważniej, bo zaraz znowu sobie pójdzie!". Co najważniejsze- pojawiał się on przez cały film, chociaż z komentarzy wywnioskowałam, że miał swój dziesięciominutowy blok, w którym przedstawiono jego historię i się ulotnił. Nie! Pojawia się przez cały film, w najbardziej odpowiednich i idealnych momentach. Polecam w stu procentach ♥ 


4. Boska Florence (2016) - wczorajsze zjawiskowe odkrycie! Już dawno nie widziałam Meryl Streep w tak dobrej formie, a od 2009 roku i pamiętnego Mamma mia, w którym moja mama do teraz jest tak mocno zakochana, że może go oglądać codziennie ^^, widziałam z nią wszystkie filmy prócz Eskorty oraz Sufrażystki, więc chyba mam niewielkie pojęcie nad kondycją jej gry. Oczywiście, nigdy nie gra jak drewno, to zbyt dobra aktorka żeby zarzucić jej chociażby dobrą grę, ale od zdobywczyni tylu Oskarów (które podobno definiują wszystko co najlepsze -.-) wymagam gry wybitnej! W tym filmie pokazała swój blask, na który czekałam. To bardzo piękny film. Ładny, dobrze skadrowany, bardzo świeży i niesamowicie dobrym humorem i historią. Piękne kostiumy i scenografia. Jeden z nielicznych filmów, do których obejrzałam zwiastun (ale jak Mama proponuje ci wyjście do kina, a nie na odwrót, to musisz sprawdzić, czy nic w tym zdarzeniu nie jest podejrzane hahahah) i po nim spodziewałam się właśnie takiego, bardzo dobrego i śmiesznego filmu. Polecam serdecznie, bo naprawdę warto! A tak jak zawsze wkurzają mnie ludzie głośno śmiejący się na sali kinowej (jestem pewna, że można to powstrzymać i śmiać się jedynie lekko- wystarczy ludzie, serio!), tym razem byli jakby zaplanowaną ścieżką dźwiękową :)


5. Imperium (2016)- kolejny mój strzał w kolano, czyli obejrzenie filmu przed polską premierą, aaaaa! Spowodowane to zostało tym, że Daniel Radcliffe był moim aktorem miesiąca- obejrzałam z nim aż dwa filmy w tym miesiącu, a uwierzcie, że to naprawdę bardzo dużo, ponieważ poza wszystkimi częściami Harrego Pottera widziałam w swoim życiu jeszcze cztery inne pozycje, gdzie w jednej był jedynie "wyprowadzającym psa" ^^ Uwierzcie, że nie umie przestać o nim myśleć jak o młodziutkim czarodzieju. Wiem, że bardzo się stara zerwać z tym wizerunkiem i zupełnie mnie to nie dziwi, ale ja po prostu kiedy widzę jakiś plakat filmowy lub jego nazwisko w obsadzie- myślę tylko o tym, że "O!Harry gdzieś znów zagrał". Błagam pomóżcie mi z tym walczyć hahhaha :D Na szczęście Daniel jest dobrym aktorem i podczas filmu, w pewnym stopniu, zapominam o jego wcześniejszej karierze i skupiam się na kreacji którą tworzy tu i teraz. Także wielki plus dla niego! Co do filmu, to jest naprawdę bardzo, bardzo dobry! Porusza trudny temat nietolerancji i nazistów. Od momentu Więzienia nienawiści bardzo poruszają mnie takie filmy,więc polecam :) Kurcze, ale owocny miesiąc. Same dobre filmy ;)


6. Hel (2016)- Łukasz to jeden z tych człowieczków, z którym najlepiej chodzi mi się do kina, a tym bardziej najlepiej mi się później o filmach dyskutuje. Na szczęście rozsądnie wykorzystuje tą moją słabość i czasami wybieramy się razem na jakiś seans (zdajecie sobie sprawę, że kiedyś wyciągnął mnie na maraton Władców pierścienia!? MNIE! Okey, lubię tą serię... ale żeby od razu maraton? hahaha- przyznać się: kogo ten maraton ominął? Z własnego doświadczenia wiem, że grają to tak często, że jest to zupełnie nieuniknione ^^). Nic wcześniej nie słyszałam o polskim filmie Hel, ale z racji tego, że w tym roku ten Hel w moim życiu był jakiś istotny przez jeden weekend, to właśnie w ten konkretny weekend, kiedy szłam z Łukaszem po mieście i zobaczyłam plakat filmowy- uznałam, że po prostu trzeba to zobaczyć! :D No i zobaczyliśmy. Na ulotce napisane było, że inspirowany Twin Peaks, ja co prawda nie oglądałam, ale mój towarzysz jest wielkim fanem, więc po wyjściu z sali uznał- duża, ale bardzo zdrowa i dobra inspiracja! A co z moimi odczuciami? Takiego zwykłego, szarego człowieka, który nie ogląda miasteczka Twin Peaks? To naprawdę bardzo ciekawy komentarz w świecie kina polskiego! Bardzo dziwny, bardzo dobry, bardzo ciekawy! Ja byłam zachwycona i chociaż w pewnym momencie nie usłyszałam najważniejszego zdania... to i tak mi się bardzo podobał! Niesamowicie mocno Wam polecam, bo właśnie dzięki takim filmom możecie zmienić zdanie na temat polskiego kina, co próbuję Wam wpoić od początku tego bloga. Kurcze, może to właśnie powinien być motyw przewodni mojego bloga? Zachęcanie do polskiego kina^^ Pomyślę o tym. Dobra myśl. Niech zostanie w mojej głowie :D


7. Silna płeć? (2015) - jeśli już mowa o polskim kinie, to polecam Wam polską komedie. Polską komedię?! Oszalałaś, Karolina!? No ale cóż, jak coś jest dobre, to Wam polecam. Podchodziłam baaaaardzo ostrożnie do tej pozycji, po plakacie widziałam, że może być krucho, ale tak jak ostatnio na podstawie Planety singli źle oceniłam całą produkcję, tak tutaj postanowiłam dać szansę. Nie myliłam się. To było dobre wykorzystanie szansy! :D Podczas oglądania miałam wrażenie, że gdybym oglądała amerykański odpowiednik tej historii, gdyby wszystko było tak samo, ale język byłby angielski, to po obejrzeniu nagle stwierdziłabym, że to bardzo dobra,typowa amerykańska komedia- i uważam to za komplement. W Polsce jest naprawdę mało tak fajnych, lekkich, ale nie bzdurnych komedii. Uwierzcie, że nie było tutaj płytkich żartów. Wszystko było na poziomie. Może nie płakałam ze śmiechu, ale na odprężenie było idealnie! Także tak. Nawet jak przewidywalny od pierwszej minuty, to cudo ♥


8. Alicja po drugiej stronie lustra (2016) - jakoś w maju na lekcji języka angielskiego dowiedziałam się, że niedługo do kin wychodzi druga część Alicji w krainie czarów. Kilka dni później dostałam wiadomość od wydawnictwa Vesper z możliwością przeczytania książki o tym samym tytule, ale okazało się, że nie miała ona zupełnie nic wspólnego ze świeżością i przeczytałam, dobrą, ale już starą bajkę o wpadającej do dziury Alicji, która biegnie za króliczkiem. Przed filmem krzyknęłam do koleżanki oby tylko ten film nie był powtórzeniem tych najważniejszych motywów. Żeby tylko nie wpadła do dziury! Żeby nie udawała dziecka. Proszę, niech to wszystko będzie dobre. BYŁO! Nie wpadła przez dziurę, a przeszła a drugą stronę lustra. Wszystko było naprawdę bardzo dobre, kolorowe i bardzo ciekawe. Jeżeli podobała Wam się pierwsza część, to druga spodoba Wam się równie mocno. Mam taką nadzieję, musicie przekonać się sami :)


9. Iluzja 2 (2016) - pomińmy fakt, że pomyliłam ten film z drugą częścią Prestiżu i dziwiłam się jak ktoś mi mówił, że Iluzja mu się nie podobała. Hahhaha, no tak mam ^^ W każdym razie, jak już sobie uzmysłowiłam, że to zupełnie inna historia, to powiem Wam, że bardzo ciekawy film! Zupełnie nie trzymający się logiki i bardzo baśniowy, bo niemożliwy do wykonania w rzeczywistości i kilka razy raziło mnie to o wiele za bardzo, ale wiele razy reżyser zawładnął moim umysłem i dałam się nabrać. Magiczny, ładny, ciekawy. Nie jest to niesamowicie ambitne kino, jest rozrywkowe i dobrze! Każdy czasami potrzebuje rozrywki- i to jest właśnie dobry film do tego :) Polecam :)

Jeeeej, ale długo. Uciekam stąd.
Buziaki! :*

poniedziałek, 5 września 2016

sierpniowy instagram

Hejeczka! 
Dzisiaj tyle dobra kulturowego zawitało przed moje oczy, że aż nie mogę się nadziwić. Najpierw poszłam z mamą na nowy film z Meryl Streep, o którym opowiem nieco więcej już jutro, bo właśnie na ten dzień planuje sierpniową listę filmów (z bonusem w postaci filmów z września), a po powrocie do domu czekała na mnie nowa piosenka jednego z moich ulubionych polskich zespołów... o czym również niedługo. Lecimy ostro i nadrabiamy fioletowe-serce! :D W sobotę na wszelki wypadek zrobiłam sobie listę tematów, które chciałabym na blogu poruszyć i dobrze by było o nich nie zapomnieć, zapisałam ich aż dziewięć, więc możecie być spokojni- głowę pełną pomysłów będę miała przynajmniej do następnego wtorku... chociaż nikt nie powiedział, że będę szła zgodnie z grafikiem- więc czas się może nieco wydłużyć ^^ Dzisiaj natomiast przedstawiam Wam parę zdjęć z mojego telefonu, gdzie motywem przewodnim jest oczywiście matematyka! Matematyka królową nauk- warto szanować, a przynajmniej w roku zdawania matury ;)


1-2. Tak właśnie powstawały zdjęcia do notki o polaroidzie, o którym więcej TUTAJ. Mój stół w kuchni, to najlepszy stół bezcieniowy w historii fotografii, te w moim szkolnym studiu niech się lepiej schowają hahahha 3. Bozie, czyli jak wygląda Bóg? Wydawnictwa Agora. Z pozoru rewelacyjna pozycja...po głębszej analizie już trochę gorzej, więc nawet nie doszłam z nią do kas. 4. Lobster- nadal bardzo polecam Wam ten film. Kto nie oglądał ma wiele do nadrabiania ;) 5. Sezon na śliwki i knedle ♥ 6. Długie spódnice w te lato okazały się idealną alternatywą na tą dziwną pogodę. 7-11. Moja nowa interpretacja pokoju ^^  12. Knedle! ♥ 13. Nienawidzę zakupów 14. Matematyka 15. Idę za Jezusem! ♥ 16. Matematyka 17-19. W przerwie między matematyką 20-22. Matematyka 23. W przerwie między matematyką ^^


1. Odgrzebany aparat 2-3. Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia! 4-5. Kilka chwil na tragicznie zimnym wietrze na Helu! 6. Z Krzysztofem 7. Hel Spot EB 8. Czemu za każdym razem wychodzę jak dres na cieniu?! :( 9. Najbrzydsze skarpetki na świecie już w moim posiadaniu! :D ♥ 10. Czytanie na plaży. 11. SMS-owanie z chłopakiem przy przyjaciółce. Idealna alternatywa na pogodzenie wszystkich kontaktów międzyludzkich na raz. Nie polecam robić tego we własnym otoczeniu^^ 12. Maskotki- jedna z niewielu rzeczy, która w Krynicy okazała się całkiem nietandetna ^^ 13. Morze z lasem ♥ 14. Najlepsze spodnie to z H&M ♥ 15. Najbardziej wyczekiwany autobus do Elbląga (myślałam o nim dwa miesiące ^^) 16. Matematyka 17. Z Piotrkiem G. 18. Z Robertem F.^^

niedziela, 4 września 2016

niedzielne inspiracje

Hejka! :)
Jeszcze przez jakiś czas będę troszkę wspominała wakacje, właśnie tak jak dzisiaj. Myślałam, że w tym roku nie uda mi się dotrzeć na żaden wakacyjny koncert, czy festiwal... ale chyba nie ma takiej możliwości. Jest ich zawsze tak dużo, że musiałabym się chyba zaprzeć rękami i nogami w domu, aby ktoś mnie gdzieś nie wyciągnął. W komentarzach widziałam zainteresowanie moją reakcją na koncert Taco, więc postanowił nie opisywać tego pod notką, tylko stworzyć cały osobny post, bo mogę! :D


1. TACO Hamingway - dziwie się samej sobie, że tak bardo lubię tą muzykę. Chyba cała Polska w pewnym momencie została zaskoczona faktem, że chociaż większość nie słucha tego rodzaju muzyki, to jednak to trafia w sedno każdego z nas. Coś musi w tym być! Większość moich znajomych lubi, słucha bardzo rzadko, ale zna wszystkie te najpopularniejsze piosenki. Ja również należałam do tego grona ludzi.... chociaż kilka razy słuchałam na Spotify całej płyty. Na Helu w sierpniu odbywały się koncerty w ramach EB Hel Spot. Pojechałam, znienawidziłam Hel i poszłam na koncerty. Od tego momentu jestem fanką TACO! Serio. Nie dość, że rewelacyjny człowiek, bardzo skromny, zabawny i bardzo bardzo sympatyczny. Poza tym dzięki niesamowicie dobremu nagłośnieniu (serio. Chyba pierwszy raz byłam na koncercie, gdzie nie znając tekstów słyszałam każde słowo) mogłam dobrze zapoznać się z tekstami i zrozumieć ich sens... no i kurde! Są takie proste, szczere, zwykłe i piękne. Wow! Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję znaleźć się na koncercie Taco Hamingway- to strasznie polecam. Niesamowite jest to, że przy nadmiarze wszystkiego (a przed Taco był Tede, więc wiem co znaczy nadmiar ^^) nagle na scenę wychodzi facet w bluzie, za sobą ma człowieka, który puszcza niesamowite podkłady muzyczne i on nagle zaczyna rapować i wszyscy czują się tak świetnie! No genialne no! :D


2. Łąki łan- to już moja druga przygoda z tym zespołem i po raz kolejny było idealnie! Z ręką na sercu mogę przyzna, że ten zespół daje najlepsze koncerty na świecie. Pierwszy z nich miałam w Mjazzdze. Mało ludzi, więc rozruszanie ich nie jest aż tak bardzo spektakularne (chociaż i tak uważałam to za wielkie WOW!), ale nagle na festiwalu, na piasku, na plaży w pewnym momencie kiedy pokazują, że mamy na spokojnie kucnąć.... i wszyscy WSZYSCY to robią. Wow. To musi być taki niesamowity widok ze sceny. Zabawa zaczyna się już od pierwszych dźwięków, pierwszej piosenki. Jeżeli potrzebujecie się wybawić, to to jest właśnie właściwe wydarzenie. Tak sobie myślę, że na ich koncert mogłabym nawet iść sama. Nie ma czasu na rozmowy, nie ma czasu nawet żeby powiedzieć do osoby towarzyszącej, że jest super. Tylko zabawa, zabawa i zabawa. Polecam! (jestem za zdjęciu, możecie mnie znaleźć^^)


3. Luxtorpeda- informacja dla Elbląga: jeżeli kiedykolwiek będziecie chcieli iść na koncert organizowany przez Pub Sąsiedzi, który odbywa się na ulicy Fabrycznej, a nie w pubie to tak bardzo nie polecam, że z miłą chęcią krzyczałabym o tym na środku miasta. Oczywiście, muzycy, którzy są fenomenalni poradzą sobie nawet z najgorszym miejscem.... ale wyobrażacie sobie zrobić mocno rockowy koncert w pomieszczeniu z kafelkami i ścianami ze szkła.... na dodatek w kolorowe witrażyki, którym daleko do stwierdzenia ładne. Wyobraźcie sobie, że idziecie na koncert super znanego, cenionego i dobrego zespołu... i nagle odbywa on się w miejscu, w którym koncerty mogłyby dawać zespoły miejskie, które mają właśnie swój pierwszy występ. Wyobraziliście to sobie? Właśnie tak było -.- No okey, nie ważne miejsce, nie ważni ludzie- ważni artyści.... tylko kiedy wychodzą na scenę i przez cały koncert borykają się z akustyką, bo miejsce jest zupełnie nieprzystosowane do koncertów to (przynajmniej mi) nie jest dobrze na to patrzeć. Na każdym koncercie, na którym jestem mam nadzieję, że artyści bawią się równie dobrze jak ja. Oczywiście, nie chodziło o to, że wyszli naburmuszeni i cały czas narzekali. Chodziło bardziej o to, ze bardo starali się, żeby było dobrze, a nie byli zadowoleni z efektów. Oni nie byli. Ja byłam. Chociaż nie było słychać wszystkich słów (w sumie tylko czasami było coś słychać bardzo wyraźnie), to słuchanie Luxtorpedy na żywo to doświadczenie zupełnie nieporównywalne do słuchania ich z płyt. Rewelacja! Poza tym, że robią naprawdę bardzo dobrą muzykę, to są również niesamowicie dobrymi ludźmi (wiem, że cały czas o tym wspominam, że powinnam się zająć muzyką, skoro mówię o koncercie.... ale dla mnie chyba bycie dobrym człowiekiem jest najważniejsze, więc o). Miałam możliwość poznać Litze- tego człowieka, którego pokochałam za serce i za to co ma w głowie i jaką ma duszę. Pamiętacie jak pisałam Wam o książce, którą napisał z Szustakiem? Poza tym są również różne rekolekcje na youtube i ... kiedy z nim rozmawiasz nagle okazuje się, że jest taki sam i to co czytasz i wydaje Ci się takie niesamowite- z niego wypływa tak po prostu. Jest to dla niego takie zwykłe i normalne, prawdziwe. Czuć, że ma to w sercu, a nie że wyuczył się tego chodząc do Kościoła, czy że gdzieś to zasłyszał. Wow! Chciałabym kiedyś dojść do takiego etapu w swoim życiu. I tak, jeżeli miałabym spędzić dwie godziny na rekolekcjach, w których dawałby swoje świadectwo, czy po prostu mówił o swoim życiu, to z miłą chęcią wybrałabym to bardziej niż koncert Luxtorpedy.... jednak miło jest widzieć takich zwykłych ludzi, którym nie odbiła sława. Którzy po prostu przed koncertem wychodzą zapalić fajkę tam, gdzie palą ją wszyscy. Normalnie rozmawia z ludźmi i czuć od niego taki spokój. No jestem zachwycona. Polecam serdecznie. Bardzo bardzo! ♥ (tutaj na zdjęciu grupowym też jestem ^^)

A Wy byliście na jakiś koncertach w te wakacje? Do jutra! :*
Buziaki! :D

sobota, 3 września 2016

sobota

Hejka! :D
Dzisiejszy dzień zatrzymał mi się na godzinie piętnastej i później czas płynął mi tak nienaturalnie, że patrząc teraz na zegarek nie mogę się nadziwić, że jest już grubo po dwudziestej. Do samej tej notki zbierałam się najwidoczniej dobre kilka godzin, bo zdjęcie zrobiłam jeszcze w pełnym, bardzo dobrym świetle. Mam w głowie mnóstwo pomysłów na notki tematyczne i sam mój pokój krzyczy do mnie, że powinnam wreszcie zrobić coś interesującego... ale tak się stęskniłam za blogiem, że potrzebuję kilku dni na takie gadanie o niczym i wstawianie aktualnych zdjęć. Prawdopodobnie jutro uda mi się dodać niedzielne inspiracje i od poniedziałku już jakoś pójdzie... a jak nie, to i tak dobrze- będzie to znaczyło tylko tyle, że w mojej szkole będzie na tyle fajnie, żeby wyciągnąć aparat i zrobić zdjęcie. Sytuacja idealna- każde rozwiązanie jest dobre. Tak, tak- huczy mi nad głową ostatni dzień miesiąca i brak notki filmowej, czy instagramowej- ale spokojnie. Jestem świadoma tego braku na blogu, więc na dniach powinno się pojawić.... a w sierpniu widziałam naprawdę sporo, więc będzie w czym wybierać :)

Wstałam rano i miałam trzy cele: napisać scenariusz, pomyśleć nad dyplomem i pouczyć się angielskiego- Codzienność szkolna, witaj! Tęskniłam.... Co z tego wyszło? Nie zrobiłam niczego^^ Tak to już jest, ale mam jeszcze całą noc, nie skreślam moich planów tak całkowicie, może mi się jeszcze uda. Na pewno trochę o tym myślałam i w głowie rodzą mi się jakieś plany,więc nie było aż tak źle. Co natomiast zajęło mi cały dzień? Sprzątanie pracowni, wyrzucanie starych, niepotrzebnych zeszytów, kartek, szkicowników, zapisków, gazet, wycinanek, itp. Mój drugi pokój to takie magiczne miejsce, w którym znajduje się wszystko. Pierwszy pokój, to miejsce w którym śpię, spędzam czas, zapraszam znajomych, czytam książki, oglądam zdjęcia, piszę notki [...], robię wszystko i mam w nim najważniejsze rzeczy tj. łóżko, zdjęcia, książki, płyty i maszynę do szycia. Natomiast ten drugi pokój to pomieszczenie, w którym jest WSZYSTKO co mam! Są książki do szkoły, teczki na prace plastyczne 100x70 cm, farby i wszystkie inne narzędzia do pracy no i oczywiście.... szafa z ciuchami! To sprawia mi zawsze najwięcej kłopotu, bo niestety trzeba tam czasami sprzątać, a (o zgrozo!) w momencie zmiany sezonu trzeba wszystkie ciuchy zamienić na inne. Nauczyła mnie tego moja mama i nie wiem czy jej za to dziękować hahah ^^ Też tak macie? Macie dwie szafy- w jednej trzymacie rzeczy letnie, a w drugiej zimowe, które zmieniają po prostu swoje miejsce zależnie od pory roku? Ja tak mam. Nie wiem jak to się dzieje, ale w momencie kiedy zaczyna się rok szkolny nie mogę chodzić w spódniczkach, czy krótkich spodniach. Nawet nie chodzi o szkołę, ale tak jak całe wakacje potrafię przelatać w spódniczkach, tak jak wczoraj założyłam jedną na koncert... to myślałam, że umrę. Czułam się bardzo nienaturalnie. Dziwne. Jednak to zmotywowało mnie do tego, żeby już dzisiaj zmienić, może niekoniecznie na stricte zimowe, rzeczy w szafie i wszystkie bardzo wakacyjne rzeczy wykopać do szafy o wiele wyżej poza zasięgiem mojej dłoni- żeby nie kusiło, a ja wychodząc na miasto czuła się komfortowo. Poza tym zrobiłam chyba największe pranie w historii mojego życia! Podchodziłam do tego czterokrotnie... a i tak jeszcze zostało. Mój balkon wygląda jak niezły bazarek.... z bardzo fajnymi ciuszkami- swoją drogą ^^ 
Na szczęście po raz kolejny bez sentymentów pożegnałam się z wieloma ubraniami i tak oto moja szafa jest chudsza o wielką, wypełnioną po brzegi siatę! Uf! :D 

Wiecie co, jestem strasznie chora! Powinnam zawiesić sobie chusteczki na szyi i chodzić tak cały dzień, ponieważ dzisiaj wchodziłam do mojego pokoju jedynie po papier chyba z tysiąc razy! To pewnie dlatego tak szybko mi zleciał czas, tyle go zmarnowałam na bzdurną czynność ^^. Gardło mnie na szczęście już nie boli aż tak bardzo, chociaż cały czas kaszlę... ale katar to jakiś koszmar! Znacie może jakieś domowe sposoby na wyleczenie tego paskudztwa?! Z góry dziękuję za pomoc :P


Wielkie buziaki z Elbląga! :D
Buziaki! :*

piątek, 2 września 2016

pierwszy dzień

Hejka! :D
O matko! Pierwszy dzień w szkole jako klasa maturalna. Naprawdę? Uszczypnijcie mnie, bo nie wierzę. Jako mała Karolinka chodząc do pierwszej, czy drugiej klasy patrzyłam na tych maturzystów, którzy byli tacy dorośli, ukształtowani artystycznie, robili fantastyczne rzeczy... no i jedną nogą stali już w wymarzonym ASP. Nagle okazało się, że przypadkiem ja również znalazłam się w tej klasie i pierwszaki patrzą właśnie na nas, tak jak my jeszcze trzy lata temu na innych. 

Klasa czwarta, to w liceum plastycznym przede wszystkim DYPLOM artystyczny. Matura maturą, ale to właśnie ten artystyczny wątek wzbudza w nas wszystkich najwięcej emocji. Przez trzy lata większość z nas miała już naprawdę wiele pomysłów na tą najważniejszą pracę... ale wiadomo- im więcej umiejętności zdobywaliśmy i świadomości artystycznej, tym więcej pomysłów z naszej listy automatycznie musiało zostać wykreślonych. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że nie jest to jedna z wielu prac... tylko JEDYNA! Musi być na najwyższym poziomie, musimy się z nią dobrze czuć przez cały rok, musi pokazać nasze najlepsze umiejętności, a przede wszystkim musi być czymś czego nie będziemy się wstydzić my, nauczyciel prowadzący, czy szkoła. To musi być coś tak mega, że nawet sobie nie wyobrażam jak mogę kiedykolwiek podjąć tak ważną decyzję, która zaważy nad całym moim nadchodzącym rokiem, jak i będzie również swoistą pieczęcią zapamiętania mnie w jednej z najlepszych szkół na świecie ^^

Jeszcze to do mnie nie dociera, jeszcze muszę się z tym oswoić. Zapewne kiedy od poniedziałku wejdziemy już w normalny tryb lekcji i stałego planu lekcji (żart, w naszej szkole nigdy nie ma stałego planu tak naprawdę) będzie o wiele łatwiej zakasać rękawy i zrozumieć, że to tak naprawdę już koniec, a zarazem wielki początek czegoś większego. Jeżeli Liceum Plastyczne może być aż tak genialne, to co dopiero poziom wyżej i robienie już przede wszystkim jedynie tego co tak naprawdę najbardziej nam odpowiada i na co najbardziej jesteśmy zajarani.

Zawsze cieszyłam się na maturalną klasę, która oznaczała najdłuższe na świecie wakacje i bardzo krótki rok szkolny, aktualnie sama poszłabym do kogoś i błagała go o przedłużenie tego czasu. Jak mamy się z tym wszystkim wyrobić?! :D Nasza wychowawczyni czytała nam dzisiaj plan na ten rok. 15 tygodni w pierwszym semestrze, 10 tygodni w drugim. CO?! Przeczuwam, że ten weekend, to ostatni mój spokojny weekend w tym roku szkolnym ^^ Chyba zaczynam w pewien sposób rozumieć ludzi, którzy podczas matury usuwają facebooki i zupełnie przestają żyć dla innych ludzi. Ja na szczęście nie będę musiała uczyć się na rozszerzoną matematykę i będę relaksować się przy artystycznym tworzeniu graficznego dyplomu. Uf! 


My jeszcze wykorzystujemy ostatnie dni otwartej Tradycji. 
A Wy jak spędzacie pierwszy dzień lekcji? ;)
Buziaki! :*

czwartek, 1 września 2016

koniec

Witajcie moi mili! :D
No i jestem. Koniec obijania, koniec leniuchowania, koniec spania na plaży i całodobowego przesiadywania w łóżku. Tak naprawdę to w tym roku nie było nawet takiego początku. To były najgorsze wakacje w moim życiu: pod względem lenistwa, nic nierobienia i podróżowania. Tych wymienionych rzeczy po prostu zabrakło. Nie zabrało natomiast matematyki i codziennego uczenia się o dziesiątej rano- MATURA! Zbliża się wielkimi krokami i właśnie dzisiaj rozpoczęłam rok, w którym do tego pamiętnego egzaminu zostało niewiele czasu. Ta matura w tym roku nie była aż tak pewna, ale już jest- więc spokojnie :D To będzie dziwny rok. Tak myślę. Będzie trudnym rokiem, a zarazem najwspanialszym. Bardzo twórczym z powodu dyplomu i aneksu, a zarazem niesamowicie stresującym i wysysającym energię. Jednak tak bardzo na niego czekam, że już nie mogę się doczekać! ♥ 

Wakacji, których w tym roku nie miałam, przedłużyłam sobie o jeden dzień i tak o to dopiero co wróciłam do swojego pokoju, rozłożyłam laptopa i zasiadłam do pisania notki. Tak naprawdę to te wakacje nie były takie najgorsze. W teorii powinny być... ale nie były. Były w pewien sposób najlepsze. Kiedy nie wymagasz od czasu niczego niezwykłego każda mała rzecz, każda mała podróż zaczyna cieszyć. W tamte wakacje zwiedziłam całą Polskę i nie było tygodnia żebym nie przepakowywała plecaka i nie uciekała z Elbląga. Było wspaniale.... jednak w tym roku było równie dobrze! Bardzo dobrze! Dwa miesiące wakacji zamieniłam na dwa tygodnie ferii letnich z jedną jedyną osobą, która jest tak najlepszym człowiekiem, że wystarczyło mi tego aż nadto! :D Poza tym spędzałam również krótkie momenty z ludźmi, na których nigdy w wakacje nie miałam czasu. Super! Może to wszystko nie było jakoś niesamowicie egzotyczne, zapoznawcze i odkrywcze... ale było cudowne!

Wróciłam dzisiaj z tej Krynicy i jadąc autobusem myślałam, że dobrze jeśli każdemu udało się spędzić dobrze wakacje... nawet jeżeli tylko siedzieliście przed komputerem i oglądaliście seriale. Nie lubię tego w sobie, ale bardzo często łapię się na tym, że chcę aby coś dobrze wyglądało. Żebym robiła rzeczy, które są dobrze odbierane, w których dobrze się czuję.... ale przede wszystkim, które są dobre dla otoczenia. Próbuję to w sobie niwelować, ale wychodzi całkiem marnie. Kurcze, najważniejsze jest to, abyśmy sami z sobą czuli się świetnie. Nie promuję tu oczywiście bycia egoistą, chodzi mi bardziej o normalne małe rzeczy jak- dzień z książką w łóżku. Może nie jest to nic nadzwyczajnego i większości się nie spodoba, ale jeżeli masz ochotę przesiedzieć tak cały tydzień i zapoznać się z siedmioma różnymi książkami- to dlaczego nie?! Wiadomo, że podróżowanie po całym świecie i zrobienie sześćdziesięciu spektakularnych rzeczy w ciągu dwóch miesięcy jest bardzo imponujące... ale chyba nie o to chodzi. I uwierzcie, że zrozumiałam to dopiero po osiemnasty wakacjach w swoim życiu. Potrzebne mi było chyba takie uziemienie w Elblągu, potrzebne mi było poznanie innych wakacji i odpoczęcie podczas lipca i sierpnia, a nie podczas wszystkich innych miesięcy, jak to działo się dotychczas^^ Wchodzę w ten rok wypoczęta, ucieszona i pełna pomysłów i jest mi z tym dobrze! Bardzo dobrze. I nawet jeżeli na moją odpowiedź: "Co robiłaś w wakacje" nikt nie krzyknie: "WOW!", to ja i tak uważam je sama w sobie, za udane.

Poza tym dzisiaj kupiłam aparat! WRESZCIE! KUPIŁAM APARAT KUPIŁAM APARAT KUPIŁAM APARAT! Ostatnio leżąc na plaży próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatni raz byłam na naprawdę udanej sesji zdjęciowej, która nie wymagała ode mnie zdenerwowania na mój sprzęt. Doszłam do wniosku, że naprawdę dawno! Uznałam, że życie mi przeminie, a ja nigdy nie podejmę tego ważnego kroku. Zdecydowałam, że koniec z tym! Wróciłam do domu i znalazłam aparat, który robi zdjęcia, kręci filmy i jest z tej najwyższej półki, która spełnia moje oczekiwania i z którym będę mogła rozwijać wszystkie swoje pasje! Wchodzę w ten wrzesień z pozytywną energią, z nowym sprzętem i milionem pomysłów na kolejne jutro! Będzie super, serio! :D


buziaczki! :*

wtorek, 23 sierpnia 2016

Krynica Morska

Hejka! :)
Wakacje chyba nigdy nie minęły mi aż tak szybko, a przynajmniej nigdy tak szybko nie zleciał mi sierpień. Dopiero kilka dni temu się zaczął, a już wszędzie wszyscy gadają o zakończeniu wakacji. Jak to?! Mój wyjazd do krynicy na ostatnie dziesięć dni wakacji był najlepszym co mogłam sobie wymyślić! Dzięki temu nie mam uczucia szybkiego powrotu do szkoły, a poza tym mam tu zbyt mało rzeczy, które mnie rozpraszają (chociaż internet, laptop i youtube jest, ale youtuberzy są dla mnie wyjątkowo łaskawi i jakoś nic nie dodają ♥), więc spokojnie mogę uczyć się matematyki całymi dniami bez żadnych wyrzutów sumienia. Dzisiaj tym bardziej, ponieważ od rana strasznie pada! W radio słyszałam o nadchodzących upałach, ale one najwidoczniej dopiero przed nami, myślałam, że zaczną się dzisiaj.

Kolejnym plusem pobytu w Krynicy jest radio, które odbiera tylko Trójkę, przez co powoli odzwyczajam się od słuchania Eski, uf! całe szczęście dla moich uszu :D Niestety do muzycznej siódemki mam na razie tylko jedną piosenkę, ale jak tylko znajdę kolejne sześć, to od razu biorę się za pisanie postu! 

Myślałam, że w tym roku już wyrosnę z tych głupich postanowień:" Jak się zacznie szkoła, to będę się uczyć z każdej lekcji!"... jednak nie. Już zaczynają mi w głowie świtać te dziwne myśli, kiedy to odrzucę całkowicie komputer na rzecz podręczników do historii sztuki, matematyki, angielskiego i polskiego. Hahahaha, mam nadzieję, że jeżeli te myśli świtają mi w głowie, to chociaż ,wyjątkowo (!) w ostatnim roku liceum uda mi się je zrealizować. Byłoby miło. Poza tym nie będę się rozstawać z kamerą. Nakręcę swoje filmy do filmówki i zrobię wspaniały dylom i aneks! Takie są właśnie moje plany.... tylko trzymajcie za mnie kciuki trzydziestego sierpnia- przydadzą się bardzo! ;)


Tyle ode mnie. Buziaki! :*

czwartek, 18 sierpnia 2016

cześć!


Hejka! :)
Przyznaję, nie mam żadnego usprawiedliwienia na swoją nieobecność. Nie robiłam nic ciekawego, nigdzie nie wyjeżdżałam (w sumie wyjeżdżałam, ale zapominałam karty pamięci do aparatu. Szkoda gadać -.-), nikogo u mnie nie było i nikt nie ukradł mi internetu. Po prostu najzwyczajniej w świecie zapomniałam, że mam bloga. Można? Można. Zapomniałam, ale na szczęście dzisiaj sobie przypomniałam. 

W sobotę wyjeżdżam na ponad dziesięć dni do Krynicy Morskiej, więc postanowiłam, że już dzisiaj zacznę się pakować. Z racji tego, że wracać będę prawdopodobnie autobusem wziąć wszystkiego muszę jak najmniej. Jednak przez fakt, że jadę tam na bardzo długo, muszę czuć się komfortowo i nie wiem jak to wszystko ze sobą pogodzić. Wiele razy oglądałam różne filmiki na youtube, w których dziewczyny mówią jak pakować minimum rzeczy. Wtedy wydaje się to dla mnie takie rozsądne i normalnie. No wiecie- branie białych koszulek, czarnych spodni i sportowych butów- tak żeby zawsze wszystko do siebie pasowało. To serio bardzo mądre.... tylko gdybym na co dzień chodziła w czarno-białych ciuchach może nawet bym się na to skusiła. A tak? Pakowanie zaczęłam od wyjęcia z szafy dziesięciu par kolorowych spodni, do których pasuje mi tylko po jednej konkretnej bluzce i swetrze. Robi się z tego trzydzieści szmatek- gdzie tu rozsądne pakowanie? Nie, to nazywa się pakowanie według Karoliny- robię tak zawsze i muszę z tym walczyć! ^^ No więc po kolei wyrzucałam jedno po drugim. Powoli osiągałam sukces. Będzie nudno i nie po mojemu- ale przynajmniej plecak nie będzie tak ciężko, a moje plecy może nawet mi za to podziękują. Weszłam do swojego pokoju i podeszłam do książek... zaczęłam obliczać, brać wszystko co mnie interesuje- wyliczać, że skoro będę odpoczywać na plaży, to na czytanie będę miała bardzo dużo czasu (+ 10 kg!). Najgorszy policzek w twarz, kiedy chcesz wziąć najmniej rzeczy... i musisz spakować obcasy hahahhahaa. To się nie dzieje naprawdę, błagam! ^^ No ale cóż- to jedna z tych rzeczy obowiązkowych, więc pakuję (tylko tym razem, nie jestem uzależniona od obcasów). Później, z powodu jesieni tego lata, pakowanie kurtek, szalików, czapek i bluz. Tiaaaa..... Kalosze, laptop, aparat, ładowarki. 

I to nie chodzi, że nie umiem się zapakować w malutką torbę. Umiem, kiedyś Wam nawet o tym mówiłam.... ale czuję się wtedy tak niedobrze, że unikam tych sytuacji. Nie cierpię korzystać z tych małych buteleczek na żele i szampony! I mam bzika na punkcie okularów przeciwsłonecznych i na każdy wyjazd biorę ich tyle ile dni. SUKCES: dzisiaj spakowała jedne (!), z bólem serca ^^


Pomijając nawet to pakowanie... to chylę czoła wszystkim, którzy umieją zrobić idealne instagramowe, poukładane zdjęcie na instagrama hahahhaa. Tyle się przy tym namęczyłam, a i tak wyszło bezsensu- więc poddałam się i nie będzie idealnej fotografii tuż przed wyjazdem. Wybaczcie ^^


Takie moje przemyślenia w trakcie pakowania.
Buziaaaczki! :*

czwartek, 11 sierpnia 2016

doczekałam się!


Hejka! :D
Jestem przekonana, że każdy kto odwiedza tego bloga przynajmniej od roku doskonale wie, jak bardzo zmagam się z moimi krótkimi włosami. Oczywiście nigdy w życiu nie żałowałam dredów, ścięcia włosów, czy nawet pofarbowania ich na blond (chociaż tutaj się sobie dziwię- powinnam żałować hahaha). Jednak jestem przekonana, że każdą dziewczyna zna z własnego doświadczenia cierpienie po postanowieniu zmiany w swoim wyglądzie. Drastyczne ścięcie włosów, czy (o zgrozo!) obcięcie prostej grzywki. Co jest najdziwniejsze? W moim przypadku grzywki są takim punktem zastanawiającym.... mam je praktycznie całe życie- ale zawsze podpięte do góry. Nie wiem co siedzi w mojej głowie, że kiedy już po wielkich trudach odrośnie- ja ją znów ścinam. Pytam się PO CO?! Wiem, że przy moich lokach grzywka to pomysł najgłupszy na świecie, ale robię to zawsze. Nawet z coraz to większym doświadczeniem wczoraj w głowie zaświtała mi myśl zrobienia tego ponownie. No i nie przetłumaczysz! Wiem, że błąd, a i tak zrobię i będę płakać, że będę musiała cały czas ją podpinać ^^ W każdym razie to dopiero w momencie kiedy włosy będę miała do ramion i będę mogła wyglądać jak Magda M (kojarzycie?! ^^).

W każdym razie przechodząc do sedna, bo rozgadałam się na temat tej nieszczęsnej grzywki. Tak jak głosi tytuł postu- doczekałam się! ♥ Wreszcie po wielu trudach i cierpieniach (jak nie wierzycie, przypomnijcie sobie jak piłam drożdże! Nie polecam :D) i wizycie u fryzjera (!) jestem w momencie, w którym długość moich włosów pozwala mi na swobodne (w pewien sposób) poruszanie się w rozpuszczonych włosach. Od jakiś sześciu miesięcy słyszałam od wszystkich, że mam chodzić w rozpuszczonych, bo tak ładniej, bo tak lepiej. Oczywiście robiłam swoje i nie rozstawałam się z gumką, bo czułam się bardzo źle i było mi po prostu bardzo niewygodnie. Włosy, które rosną mi z tyłu głowy, chociaż wygolone na zero, rosły o wiele szybciej niż wszystkie inne i wyglądało to wszystko przedziwnie. Kojarzycie taką fryzurę na małpę- moja mama kiedyś taką mała, bo to było niesamowicie modne. Wszystkie włosy były jednej długości, nie za długie... a te z tyłu aż do ramion! Szalona i nie za ładna fryzura, ale wiadomo- co moda to obowiązki. Jednak teraz posiadając taką fryzurę nie byłam w żaden sposób modna, więc żadnych plusów z tego, że wyglądam źle nie miałam :D Tak jak już Wam pisałam- zdecydowałam się na ich wyrównanie. Bardzo się bałam (tak, tak działam- nie boję się golić głowy, ale boję się je lekko podcinać, eh ^^), ale od momentu mojego wyjścia z salonu czułam się ekstra świetnie. Nadal dosyć rzadko chodzę w rozpuszczonych, bo nie lubię ich prostować, a moje loki nie zawsze się dobrze układają... ale polecam! :D Myślę, że za trzy miesiące będą jeszcze bardziej idealne! ♥ No to tyle, zostawiam Was ze zdjęciami i uciekam.

Aha no i przy okazji- strasznie znudziło mi się pozowanie na tle białej ściany, za dużo tego wszystkiego na tym blogu, więc definitywnie kończę z tym przynajmniej na pewien czas. Dla ukazania jak bardzo z tym kończę dzisiaj za mną totalny chaos z książek, drzewa i łózka. A co- czasami można! :D No i jeszcze jedna niesamowicie ważna sprawa: odgrzebałam swoją lustrzankę (jak to dziwnie brzmi!!) i próbowałam robić nią zdjęcia. Jest o wiele trudniej, niż moim zwykłym kompakcikiem, ale .... jeeeeeej! Stęskniłam się za tą analogową jakością i widzicie tą rewelacyjną głębię ostrości. Niesamowite. Muszę pamiętać żeby nigdy nie zapominać jak niesamowite są lustrzanki, nawet te najbardziej popsute, ponieważ w codziennym, szybkim życiu, kiedy potrzebuję kilka zdjęć na bloga zatracam się w tym małym kompakcie, który robi naprawdę dobre zdjęcia, ale mimo wszystko to tylko jeden procent tego co potrafi sprzęt z lustrem! Ah.... Jak umiecie zauważać takie rzeczy, to kupujcie lustrzanki, będziecie szczęśliwszymi ludźmi. Ja się mimo wszystko cieszę, że tak dawno nie używałam mojego profesjonalnego sprzętu- bo przynajmniej dzisiaj nie wkurzałam się aż tak bardzo na jego słabe działanie i pokazywanie w wizjerze zupełnie czegoś innego niż na gotowym zdjęciu. Dzisiaj doceniałam go za jego możliwości. Trzeba czasami akceptować mnóstwo wad drugiej strony- zaakceptowałam! :D Bo nawiązanie dobrych relacji ze swoim sprzętem to rzecz najważniejsza! Koniec. Kropka.


Zjadłam dzisiaj pierwszą gruszkę z działki!♥
Buziaki! :D

środa, 10 sierpnia 2016

wałek we wzory

Hejka! :)
Dzisiaj, tak jak już wspominałam, będzie o rzeczy niesamowicie przeze mnie wyczekiwanej, chociaż na długi okres zapomnianej- nie da się ukryć ;) Nie wiem, czy znacie taki okres przed świętami, kiedy wszyscy w rodzinie wypytują Was o to co byście chcieli dostać, a z racji tego, że czasami nie ma oczywistych i szybkich pomysłów przychodzi czas na odwiedzanie ulubionych (lub mniej) stron w poszukiwaniu czegoś ciekawego. No i tak pewnego dnia trafiłam na wałki we wzory. Wspominałam Wam już kiedyś, że jestem trochę zrozpaczona tym, że niesamowicie się cieszę, kiedy dostaję takie rzeczy jak nowe blaszki czy patelnie? No tak, cieszę się z takich rzeczy- tak już mam ^^ I pamiętam, jak w grudniu wszyscy na lekcji grafik siedzieli na fejsie, czy na kwejku... a ja przeglądałam wałki. Coś ze mną jest nie tak! :D Na wałek w grudniu się nie zdecydowałam, ale na wczorajszym Jarmarku Dominikańskim moja miłość powróciła. No i jest! Nie było możliwości, aby nie wypróbować go przy najbliższej okazji. Tak więc dzisiaj po południu zabrałam się za zrobienie szybkich kruchych ciasteczek z przepisu TUTAJ 

I jakie jest moje zdanie na temat tego gadżetu w kuchni? Świetna sprawa! Co prawda ja zdecydowałam się na kruche ciastka, które wałka nie powinny nawet widzieć, więc musiałam obchodzić się z nimi bardzo delikatnie i wzór nie jest aż tak bardzo wytłoczony, ale moim zdaniem widać go w wystarczającym natężeniu... to co dopiero przy odpowiednim nacisku! ♥ Należę do osób, które lukier, posypkę, czy inne ozdobniki dodaję tylko w formie wizualnej, więc skoro mogę z tego zrezygnować ze względu na ten wałek, to skaczę pod sufit ze szczęścia. Obawiałam się, że kiedy ciasto będzie mi wchodzić w rowki będzie mi je później ciężko wyczyścić, ale wystarczy posłużyć się kuchenną szczoteczką i po kłopocie w kilka minut. Nie widzę żadnych minusów- jedynie plusy. Ja swój posiadam ze sklepu Stodola, ale wiem, że mnóstwo internetowych sklepów wprowadziło je do swojej oferty :)


`Buziaki! :*