wtorek, 23 sierpnia 2016

Krynica Morska

Hejka! :)
Wakacje chyba nigdy nie minęły mi aż tak szybko, a przynajmniej nigdy tak szybko nie zleciał mi sierpień. Dopiero kilka dni temu się zaczął, a już wszędzie wszyscy gadają o zakończeniu wakacji. Jak to?! Mój wyjazd do krynicy na ostatnie dziesięć dni wakacji był najlepszym co mogłam sobie wymyślić! Dzięki temu nie mam uczucia szybkiego powrotu do szkoły, a poza tym mam tu zbyt mało rzeczy, które mnie rozpraszają (chociaż internet, laptop i youtube jest, ale youtuberzy są dla mnie wyjątkowo łaskawi i jakoś nic nie dodają ♥), więc spokojnie mogę uczyć się matematyki całymi dniami bez żadnych wyrzutów sumienia. Dzisiaj tym bardziej, ponieważ od rana strasznie pada! W radio słyszałam o nadchodzących upałach, ale one najwidoczniej dopiero przed nami, myślałam, że zaczną się dzisiaj.

Kolejnym plusem pobytu w Krynicy jest radio, które odbiera tylko Trójkę, przez co powoli odzwyczajam się od słuchania Eski, uf! całe szczęście dla moich uszu :D Niestety do muzycznej siódemki mam na razie tylko jedną piosenkę, ale jak tylko znajdę kolejne sześć, to od razu biorę się za pisanie postu! 

Myślałam, że w tym roku już wyrosnę z tych głupich postanowień:" Jak się zacznie szkoła, to będę się uczyć z każdej lekcji!"... jednak nie. Już zaczynają mi w głowie świtać te dziwne myśli, kiedy to odrzucę całkowicie komputer na rzecz podręczników do historii sztuki, matematyki, angielskiego i polskiego. Hahahaha, mam nadzieję, że jeżeli te myśli świtają mi w głowie, to chociaż ,wyjątkowo (!) w ostatnim roku liceum uda mi się je zrealizować. Byłoby miło. Poza tym nie będę się rozstawać z kamerą. Nakręcę swoje filmy do filmówki i zrobię wspaniały dylom i aneks! Takie są właśnie moje plany.... tylko trzymajcie za mnie kciuki trzydziestego sierpnia- przydadzą się bardzo! ;)


Tyle ode mnie. Buziaki! :*

czwartek, 18 sierpnia 2016

cześć!


Hejka! :)
Przyznaję, nie mam żadnego usprawiedliwienia na swoją nieobecność. Nie robiłam nic ciekawego, nigdzie nie wyjeżdżałam (w sumie wyjeżdżałam, ale zapominałam karty pamięci do aparatu. Szkoda gadać -.-), nikogo u mnie nie było i nikt nie ukradł mi internetu. Po prostu najzwyczajniej w świecie zapomniałam, że mam bloga. Można? Można. Zapomniałam, ale na szczęście dzisiaj sobie przypomniałam. 

W sobotę wyjeżdżam na ponad dziesięć dni do Krynicy Morskiej, więc postanowiłam, że już dzisiaj zacznę się pakować. Z racji tego, że wracać będę prawdopodobnie autobusem wziąć wszystkiego muszę jak najmniej. Jednak przez fakt, że jadę tam na bardzo długo, muszę czuć się komfortowo i nie wiem jak to wszystko ze sobą pogodzić. Wiele razy oglądałam różne filmiki na youtube, w których dziewczyny mówią jak pakować minimum rzeczy. Wtedy wydaje się to dla mnie takie rozsądne i normalnie. No wiecie- branie białych koszulek, czarnych spodni i sportowych butów- tak żeby zawsze wszystko do siebie pasowało. To serio bardzo mądre.... tylko gdybym na co dzień chodziła w czarno-białych ciuchach może nawet bym się na to skusiła. A tak? Pakowanie zaczęłam od wyjęcia z szafy dziesięciu par kolorowych spodni, do których pasuje mi tylko po jednej konkretnej bluzce i swetrze. Robi się z tego trzydzieści szmatek- gdzie tu rozsądne pakowanie? Nie, to nazywa się pakowanie według Karoliny- robię tak zawsze i muszę z tym walczyć! ^^ No więc po kolei wyrzucałam jedno po drugim. Powoli osiągałam sukces. Będzie nudno i nie po mojemu- ale przynajmniej plecak nie będzie tak ciężko, a moje plecy może nawet mi za to podziękują. Weszłam do swojego pokoju i podeszłam do książek... zaczęłam obliczać, brać wszystko co mnie interesuje- wyliczać, że skoro będę odpoczywać na plaży, to na czytanie będę miała bardzo dużo czasu (+ 10 kg!). Najgorszy policzek w twarz, kiedy chcesz wziąć najmniej rzeczy... i musisz spakować obcasy hahahhahaa. To się nie dzieje naprawdę, błagam! ^^ No ale cóż- to jedna z tych rzeczy obowiązkowych, więc pakuję (tylko tym razem, nie jestem uzależniona od obcasów). Później, z powodu jesieni tego lata, pakowanie kurtek, szalików, czapek i bluz. Tiaaaa..... Kalosze, laptop, aparat, ładowarki. 

I to nie chodzi, że nie umiem się zapakować w malutką torbę. Umiem, kiedyś Wam nawet o tym mówiłam.... ale czuję się wtedy tak niedobrze, że unikam tych sytuacji. Nie cierpię korzystać z tych małych buteleczek na żele i szampony! I mam bzika na punkcie okularów przeciwsłonecznych i na każdy wyjazd biorę ich tyle ile dni. SUKCES: dzisiaj spakowała jedne (!), z bólem serca ^^


Pomijając nawet to pakowanie... to chylę czoła wszystkim, którzy umieją zrobić idealne instagramowe, poukładane zdjęcie na instagrama hahahhaa. Tyle się przy tym namęczyłam, a i tak wyszło bezsensu- więc poddałam się i nie będzie idealnej fotografii tuż przed wyjazdem. Wybaczcie ^^


Takie moje przemyślenia w trakcie pakowania.
Buziaaaczki! :*

czwartek, 11 sierpnia 2016

doczekałam się!


Hejka! :D
Jestem przekonana, że każdy kto odwiedza tego bloga przynajmniej od roku doskonale wie, jak bardzo zmagam się z moimi krótkimi włosami. Oczywiście nigdy w życiu nie żałowałam dredów, ścięcia włosów, czy nawet pofarbowania ich na blond (chociaż tutaj się sobie dziwię- powinnam żałować hahaha). Jednak jestem przekonana, że każdą dziewczyna zna z własnego doświadczenia cierpienie po postanowieniu zmiany w swoim wyglądzie. Drastyczne ścięcie włosów, czy (o zgrozo!) obcięcie prostej grzywki. Co jest najdziwniejsze? W moim przypadku grzywki są takim punktem zastanawiającym.... mam je praktycznie całe życie- ale zawsze podpięte do góry. Nie wiem co siedzi w mojej głowie, że kiedy już po wielkich trudach odrośnie- ja ją znów ścinam. Pytam się PO CO?! Wiem, że przy moich lokach grzywka to pomysł najgłupszy na świecie, ale robię to zawsze. Nawet z coraz to większym doświadczeniem wczoraj w głowie zaświtała mi myśl zrobienia tego ponownie. No i nie przetłumaczysz! Wiem, że błąd, a i tak zrobię i będę płakać, że będę musiała cały czas ją podpinać ^^ W każdym razie to dopiero w momencie kiedy włosy będę miała do ramion i będę mogła wyglądać jak Magda M (kojarzycie?! ^^).

W każdym razie przechodząc do sedna, bo rozgadałam się na temat tej nieszczęsnej grzywki. Tak jak głosi tytuł postu- doczekałam się! ♥ Wreszcie po wielu trudach i cierpieniach (jak nie wierzycie, przypomnijcie sobie jak piłam drożdże! Nie polecam :D) i wizycie u fryzjera (!) jestem w momencie, w którym długość moich włosów pozwala mi na swobodne (w pewien sposób) poruszanie się w rozpuszczonych włosach. Od jakiś sześciu miesięcy słyszałam od wszystkich, że mam chodzić w rozpuszczonych, bo tak ładniej, bo tak lepiej. Oczywiście robiłam swoje i nie rozstawałam się z gumką, bo czułam się bardzo źle i było mi po prostu bardzo niewygodnie. Włosy, które rosną mi z tyłu głowy, chociaż wygolone na zero, rosły o wiele szybciej niż wszystkie inne i wyglądało to wszystko przedziwnie. Kojarzycie taką fryzurę na małpę- moja mama kiedyś taką mała, bo to było niesamowicie modne. Wszystkie włosy były jednej długości, nie za długie... a te z tyłu aż do ramion! Szalona i nie za ładna fryzura, ale wiadomo- co moda to obowiązki. Jednak teraz posiadając taką fryzurę nie byłam w żaden sposób modna, więc żadnych plusów z tego, że wyglądam źle nie miałam :D Tak jak już Wam pisałam- zdecydowałam się na ich wyrównanie. Bardzo się bałam (tak, tak działam- nie boję się golić głowy, ale boję się je lekko podcinać, eh ^^), ale od momentu mojego wyjścia z salonu czułam się ekstra świetnie. Nadal dosyć rzadko chodzę w rozpuszczonych, bo nie lubię ich prostować, a moje loki nie zawsze się dobrze układają... ale polecam! :D Myślę, że za trzy miesiące będą jeszcze bardziej idealne! ♥ No to tyle, zostawiam Was ze zdjęciami i uciekam.

Aha no i przy okazji- strasznie znudziło mi się pozowanie na tle białej ściany, za dużo tego wszystkiego na tym blogu, więc definitywnie kończę z tym przynajmniej na pewien czas. Dla ukazania jak bardzo z tym kończę dzisiaj za mną totalny chaos z książek, drzewa i łózka. A co- czasami można! :D No i jeszcze jedna niesamowicie ważna sprawa: odgrzebałam swoją lustrzankę (jak to dziwnie brzmi!!) i próbowałam robić nią zdjęcia. Jest o wiele trudniej, niż moim zwykłym kompakcikiem, ale .... jeeeeeej! Stęskniłam się za tą analogową jakością i widzicie tą rewelacyjną głębię ostrości. Niesamowite. Muszę pamiętać żeby nigdy nie zapominać jak niesamowite są lustrzanki, nawet te najbardziej popsute, ponieważ w codziennym, szybkim życiu, kiedy potrzebuję kilka zdjęć na bloga zatracam się w tym małym kompakcie, który robi naprawdę dobre zdjęcia, ale mimo wszystko to tylko jeden procent tego co potrafi sprzęt z lustrem! Ah.... Jak umiecie zauważać takie rzeczy, to kupujcie lustrzanki, będziecie szczęśliwszymi ludźmi. Ja się mimo wszystko cieszę, że tak dawno nie używałam mojego profesjonalnego sprzętu- bo przynajmniej dzisiaj nie wkurzałam się aż tak bardzo na jego słabe działanie i pokazywanie w wizjerze zupełnie czegoś innego niż na gotowym zdjęciu. Dzisiaj doceniałam go za jego możliwości. Trzeba czasami akceptować mnóstwo wad drugiej strony- zaakceptowałam! :D Bo nawiązanie dobrych relacji ze swoim sprzętem to rzecz najważniejsza! Koniec. Kropka.


Zjadłam dzisiaj pierwszą gruszkę z działki!♥
Buziaki! :D

środa, 10 sierpnia 2016

wałek we wzory

Hejka! :)
Dzisiaj, tak jak już wspominałam, będzie o rzeczy niesamowicie przeze mnie wyczekiwanej, chociaż na długi okres zapomnianej- nie da się ukryć ;) Nie wiem, czy znacie taki okres przed świętami, kiedy wszyscy w rodzinie wypytują Was o to co byście chcieli dostać, a z racji tego, że czasami nie ma oczywistych i szybkich pomysłów przychodzi czas na odwiedzanie ulubionych (lub mniej) stron w poszukiwaniu czegoś ciekawego. No i tak pewnego dnia trafiłam na wałki we wzory. Wspominałam Wam już kiedyś, że jestem trochę zrozpaczona tym, że niesamowicie się cieszę, kiedy dostaję takie rzeczy jak nowe blaszki czy patelnie? No tak, cieszę się z takich rzeczy- tak już mam ^^ I pamiętam, jak w grudniu wszyscy na lekcji grafik siedzieli na fejsie, czy na kwejku... a ja przeglądałam wałki. Coś ze mną jest nie tak! :D Na wałek w grudniu się nie zdecydowałam, ale na wczorajszym Jarmarku Dominikańskim moja miłość powróciła. No i jest! Nie było możliwości, aby nie wypróbować go przy najbliższej okazji. Tak więc dzisiaj po południu zabrałam się za zrobienie szybkich kruchych ciasteczek z przepisu TUTAJ 

I jakie jest moje zdanie na temat tego gadżetu w kuchni? Świetna sprawa! Co prawda ja zdecydowałam się na kruche ciastka, które wałka nie powinny nawet widzieć, więc musiałam obchodzić się z nimi bardzo delikatnie i wzór nie jest aż tak bardzo wytłoczony, ale moim zdaniem widać go w wystarczającym natężeniu... to co dopiero przy odpowiednim nacisku! ♥ Należę do osób, które lukier, posypkę, czy inne ozdobniki dodaję tylko w formie wizualnej, więc skoro mogę z tego zrezygnować ze względu na ten wałek, to skaczę pod sufit ze szczęścia. Obawiałam się, że kiedy ciasto będzie mi wchodzić w rowki będzie mi je później ciężko wyczyścić, ale wystarczy posłużyć się kuchenną szczoteczką i po kłopocie w kilka minut. Nie widzę żadnych minusów- jedynie plusy. Ja swój posiadam ze sklepu Stodola, ale wiem, że mnóstwo internetowych sklepów wprowadziło je do swojej oferty :)


`Buziaki! :*

wtorek, 9 sierpnia 2016

Jarmark Dominikański

Hejka! :D
Dzisiaj z rana pojechałam na Jarmark Dominikański. Uwielbiam przebywać w Gdańsku w tym czasie. Zapewne gdybym tam mieszkała i nagle na głowę zwalałyby mi się tysiące turystów, to byłabym zrozpaczona, ale z racji tego, że w Gdańsku nigdy mieszkać nie będę i poznam to jedynie z perspektywy tego wkurzającego mieszkańców turystę- to z pełną odpowiedzialnością tych słów mogę powiedzieć, że baaaardzo lubię od zawsze i na zawsze. To jedno z miejsc, gdzie ogromne tłumy ludzi wcale mi nie przeszkadzają, a wręcz jest to element niezbędny do stworzenia całego tego klimatu.

Wiecie, wczoraj oglądałam jakiś kanał na youtube i jeden z youtuberów polecał aplikację Sleep Cycle miała ona działać na zasadzie budzika, tyle, że o wiele bardziej zaawansowanego, od tego, który standardowo jest w telefonach. O co chodziło? Już mówię. Ten inteligentny budzik miał czuwać nad naszym oddechem i wychwytywać, kiedy jesteśmy w najlepszej fazie Rem i kiedy najlepiej jest dla nas abyśmy się obudzili. Podekscytowana ściągnęłam, nastawiłam i oczywiście kiedy poszłam spać, w głowę wbiło mi się, że teraz te wszystkie fale z telefonu wbijają mi się w głowę i zaczęła mnie nawet boleć hahahha, ale to ja- tego nie zrozumiecie. No ale niestety nie ładowałam telefonu w nocy, a aplikacja zużywa niesamowicie dużo baterii... więc obudziłam się z budzikiem w postaci mamy (która uwierzcie, że trafia idealnie w moje NIE fazy Rem i zawsze jestem zmęczona). W każdym razie mam jeszcze taki plan, że będę próbować- i jeśli uda mi się przeprowadzić test pozytywny do niedzieli, to dam Wam znać co i jak :D Myślę, że taka aplikacja to cud świata, tylko niech działa! Wyobrażacie sobie codziennie być wypoczętym. Fantastycznie♥ 

+ dzisiaj zainspirowało mnie naprawdę mnóstwo rzeczy, o których nie chcę wspominać w jednym poście, bo spowodowałoby to to, że nie musiałabym do Was pisać już w ogóle przez cały miesiąc (tak, to tej rangi ilość inspiracji! :D). Zaczynam już jutro... a jutro będzie o czymś, w czym zakochałam się już przed świętami (no wiecie, ta magia szukania w internecie prezentów dla siebie zobowiązuje ^^) i dzisiaj zostałam obdarowana i uszczęśliwiona! Także tak. Jutro będzie fajnie. Zapraszam! :D


Buziaki! ;*

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Prawo pierwszych połączeń

Hejka! :D
Jednym z najważniejszych tematów w mojej głowie od kilku dni są oczywiście moje książki. Ich nowe ułożenie dało im mnóstwo świeżości, a poza tym pierwszy raz od bardzo dawna leżąc na łóżku widzę wszystkie grzbiety (co za tym idzie tytuły) pozycji, które posiadam w swoi zbiorze. I to właśnie podczas tych kilku dni uświadomiłam sobie jak bardzo moja biblioteczka rozrosła się od momentu, kiedy zaczęłam współpracę z wydawnictwem MG. Często powtarzam sobie, że była to jedna z najlepszych decyzji jaką podjęłam w swoim blogowym życiu, ale nie wiedziałam, że była ona aż tak dobra ^^ Aktualnie, przez to, że połowa moich książek kurzy się u mojej koleżanki, praktycznie połowa książek pochodzi właśnie stamtąd. Jednak spokojnie- do października to się zmieni, bo większość książek wreszcie do mnie wróci. Tęsknicie czasami za książkami? Ja bardzo! :D Kiedy robiłam te porządki i zauważyłam w jak wielkie zaległości w czytaniu ostatnio popadłam postanowiłam, że biorę na warsztat aż pięć najnowszych książek i napiszę o nich wspólny post... ale jednak mi się to nie uda, co można wywnioskować po dzisiejszym poście. 

Aż trudno w to uwierzyć, ale ostatnią książkę, którą czytałam była Idealna, o której pisałam TUTAJ prawie miesiąc temu!!! Wieczorem postanowiłam, że skoro są wakacje warto wykorzystać każdy poniedziałek w sposób najlepszy, żeby chociaż przez te kilka tygodni postarać się polubić ten dzień tygodnia. No i udało mi się. Wstałam wyspana, prawdopodobnie w idealnej fazie Rem, sięgnęłam po książkę, które teraz mam na wyciągniecie ręki (tak, będę się zachwycać moim nowym ustawieniem jeszcze przez kilka dni, musicie mi wybaczyć ^^) i zaczęłam czytać robiąc przerwy jedynie na szybki prysznic, umycie zębów, założenie podomki i co jakiś czas wędrówki po jedzenie. Dzień idealny, na który już dawno nie miałam okazji ♥ Jak to się mogło skończyć? Był na to jedyny scenariusz- skończyłam i z miłą chęcią właśnie Wam coś o tym napiszę.

Prawo pierwszych połączeń zachęciło mnie rewelacyjnym tytułem. Nie wiem co w nim odkryłam, ale uznałam, że jest bardzo dobry i może w sobie kryć coś naprawdę fajnego. Dopiero kiedy do mnie przyszła zauważyłam, że autorką jest Agnieszka Tomczyszyn, której debiut udało mi się przeczytać i wcale nie przypadł mi go gustu- moich kilka słów na temat Ezotero. Córka wiatru TUTAJ. Jednak jak wiecie- uwielbiam dawać kolejne szanse, a już te drugie uważam za najbardziej magiczne, które potrafią zmienić każdą pierwotną opinię o sto osiemdziesiąt stopni! Tak więc tego pięknego poranka postanowiłam na pierwszy rzut wziąć właśnie tę pozycję. 

Pierwsze co mnie zaskoczyło, to to, że jest to książka typowo młodzieżowa. Bardzo rzadko (chyba jeszcze nigdy) nie spotkałam się z literaturą młodzieżową w wydawnictwie MG, ale czasami lubię sięgnąć i po to, więc nie zraziło mnie to w ani jednym procencie. Przeczytałam jednym tchem i muszę Wam powiedzieć, że jest to naprawdę bardzo fajna pozycja na wakacje.... bo i w lecie się rozgrywająca. Głównym bohaterem jest Jonasz, nastoletni chłopak, którego rodzice wysyłają na obóz językowy na Korsyce. 

Tym razem się udało. Druga szansa jak najbardziej potrzebna i dobrze wykorzystana :D No i jeszcze jedno słowo od strony graficznej: bardzo fajna okładka i fajnie, że została zachowana w stylistyce takiej jak poprzednie dwie książki autorki. Dobry font, dobre kolory- jak najbardziej na tak! + wyjaśnienie znaczenia prawa pierwszych połączeń było rewelacyjne i chyba zawiera w sobie mnóstwo prawdy.


Nie myliłam się! Spotify i Strachy na lachy towarzyszą mi od początku pisania dzisiejszego postu! :D
Buziaki! :*

niedziela, 7 sierpnia 2016

niedzielne inspiracje

Hejka! :D
Z racji tego, że dzisiaj niedziela, a ja z niewiadomych względów zrozumiałam to szybciej niż przed północą (jak to ostatnio bywa) przestawiam Wam dzisiaj moje inspiracje ostatniego czasu. Tak jak już wspominałam będzie kilka fajnych miejsc, które ostatnio odkryłam w Elblągu, będzie książka, film i kilka innych rzeczy ;) Zapraszam do zapoznania się z postem ;D ... taka sytuacja, że jak skończyłam to pisać, to odeszłam "na chwilkę" od laptopa i już do niego nie wróciłam. Tak więc wracam po jedenastu godzinach i może przed północą się wyrobię- standard! ^^

1. ANIELSKA CHATA- coś dla Elblążan na sam początek! Na starym mieście w tym sezonie otworzono naprawdę wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia w te upalne dni. Ja mimo wszystko automatycznie już na wstępie odrzucam wszystkie lodziarnie i zostaję na zawsze wierna Tradycji (w tym momencie zainspirować Was mogę również najlepszym smakiem lodów jakie jadłam w swoim życiu [okey, do momentu aż nie zjadłam lodów produkowanych przez moją mamę- to było NIEBO!] mowa tutaj o smaku Skittles. Ja w pierwszym wydaniu połączyłam go z gałką lodów ciasteczkowych i to było coś niesamowitego! Jak uda Wam się trafić na taki zestaw, to koniecznie bierzcie. Najlepiej po kilka kulek, bo jak się skończą, to będzie Wam smutno ^^ Ale no.... wracając do pierwszego punktu. Sama z siebie zapewne nie zajrzałabym nawet do tej budki, tylko przeszła szybko na bulwar i usiadła patrzeć jak podnosi się most i przepływają przez niego najmniejsze stateczki na świecie (to nie jest fajny widok, serio ! Liczysz na coś wielkiego, a tu nagle mały jacht. Eh :D ) ale nie byłam sama i tak jakoś się wybraliśmy. Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak bardzo obsługa robi to całe miejsce!!!!! ♥ Mogłabym wykupić tam wszystkie pozycje tylko dlatego, że dziewczyna, która stworzyła to miejsce była tak niesamowicie pogodna, fantastyczna i tak genialnie się nami zajęła. Niby nic, bo to przecież jej praca, po prostu odbierała zamówienie... ale uwierzcie, że nie. Czasami po prostu wystarcza troszkę głębszy uśmiech i tyle. No i tutaj wystarczyło... chociaż to nie był koniec. Anielska Chata to pierwsze w Polsce (o ile pamiętam) bąbelkowe gofry. Cała magia polega na tym, że w bąbelkach znajduje się czekolada lub kawałki ulubionego batona, zawinięte jest to w rożek, w którym znajdują się lody i owoce. Wow! Spoko. Ja co prawda trafiłam na drugi dzień po otwarciu, więc nie były one jeszcze takie idealne, ale sądzę, że dziewczyny aktualnie doszły do perfekcji. Tego drugiego dnia robiły już najlepsze soki marchewkowo-jabłkowe, więc możecie sobie wyobrazić co teraz z nimi robią! ♥ No i jeszcze żeby tego było mało- kilka dni temu została otworzona druga część chaty z....kanapkami, panini i frytkami belgijskimi! UMARŁAM ZE SZCZĘŚCIA! Ogłaszam to wszem i wobec! Nie dostałam darmowego bonu na wakacyjne darmowe żarcie (a szkoda ^^), tak więc jest to w stu procentach moja opinia z serca wypływająca wielkim szczęściem! Idźcie i jedzcie! NO :D


2. SAMA SŁODYCZ CAFE- pierwsza w Elblągu manufaktura cukierków!! WOW! Ile szczęścia jednego roku! I jak tu się dziwić, że nigdzie nie wyjeżdżam w te wakacje (no dobra, trochę wyjeżdżam)?! Miałam zamiar tam iść od dłuższego czasu, ale kiedy tylko opuszczałam starówkę... jakoś o tym zapominałam. Aż pewnego razu się udało. Czemu to jest aż tak fajne? Ponieważ nie jest to sam sklep z własnoręcznymi słodyczami, ale i kawiarnia!!! Czaicie?! Można kupić sobie wielkiego lizaka (nie polecam arbuzowych, bo smakują jak mydło. Dobre, ale to zawsze mydło^^), a do tego zaserwować sobie kawę, usiąść przy stoliczku i wystawiać twarz do słońca ♥ Żeby tego było mało można zorganizować sobie tam urodziny i przyjść na pokaz robienia słodyczy i samemu zrobić lizaka. Mi się nie udało wstrzelić w godzinę, ale kto wie, może kiedyś? :p POLECAM! 

3. TO NIE JEST KSIĄŻKA DO MATEMATYKI- do pomalowania pokoju było potrzeba mi kilka rzeczy, m. in. wyniesienie wszystkich książek z pokoju. Jeżdżąc wałkiem po ścianach wpadałam na lepsze i gorsze pomysły na zmiany, jakie mogłabym zmienić w moim pokoju. Chciałam zmienić miejsce moich książek, tylko nie wiedziałam jak to zrobić. Czekałam z tym więc dwa dni, zanim wniosłam je na nowo. Odkurzyłam je, ustawiłam i powiem Wam, że wyglądają super i jak zawsze jestem zadowolona ze zmiany. Co za tym idzie? Przypomniałam sobie o książce, o której chciałam Wam powiedzieć jeszcze przed wyjazdem do Karpacza (uhuhuu, to jeszcze w czerwcu!). W tym roku bardzo mi nie po drodze z matematyką, więc książka, w której wyraźnie jest zaznaczone, że do matematyki nie jest- jest wprost idealna dla mnie! :D Nie do matematyki i z wydawnictwa Dwie Siostry? Fantastycznie! Znajduje się w niedzielnych inspiracjach, więc już możecie wywnioskować, że jestem zadowolona, ale.... no właśnie. Nie ma żadnego ale, wszystko spoko i cała książka, to bardzo fajny i kolorowy zeszyt dla dzieciaka, spodziewałam się właśnie tego po wydawnictwie, które (według mnie) robi najlepsze ilustracje w Polsce! Otwierając zeszyt możemy poczuć się troszkę jak za dawnych lat. Stara stylistyka, stare kartki, charakterystyczna paleta barw... wszystko to kojarzy mi się ze starymi zeszytami, które pokazywała mi moja mama.... no może moja mama miała nieco brzydsze^^ Zadania żadnego nie zrobiłam, ale już czekam aż mój Tymon podrośnie do wieku, w którym będzie miał pełną kontrolę nad swoją ręką i będziemy mogli dobrze bawić się razem. Właśnie teraz zauważyłam, że tytuł książki jest naklejony na pierwszą stronę, jak w prawdziwym zeszycie! W mojej skali to plusuje na 100 punktów! :D Jeżeli macie w swoim towarzystwie siedmioletnie dziecko- to prezent idealny dla nich. Polecam! :D


4. STRACHY NA LACHY NA SPOTIFY-  wreszcie się doczekałam! Dzisiaj, standardowo, weszłam na Spofity, w opcję odkrywaj i moim oczom ukazała się płyta Pidżama Porno, od razu ją włączyłam i postanowiłam sprawdzić, czy inne płyty również w końcu się pojawiły. I wiecie co?! Wreszcie się doczekałam. Serio. Sprawdzałam to prawie za każdym razem, jak wchodziłam na ten portal. W mojej głowie zaświtała właśnie myśl, że przez kilka dobrych tygodni nie muszę wchodzić na yt pod pretekstem szukania muzyki, bo mogę robić to na Spotify ♥ A wiecie jak kończą się moje wizyty na Youtube? Tak że spędzam tam przynajmniej trzy godziny na oglądaniu vlogów. Eh.


5. BALLADY I ROMANSE SEZON 2!- w tamtym roku pisałam Wam bardzo często o serii Ojca Adama Szustaka o miłości i Bogu. Przypadło mi to ogromnie do serca i oglądałam każdy odcinek z zapartym tchem. Ostatnio nawet chciałam sobie je odświeżyć, bo pomyślałam, że to dobry moment na tego typu lekcje... ale okazało się, że jednak już do mnie nie przemawia :/ I nagle pojawił się drugi sezon... i w sumie nadal to do mnie nie przemawia, ale już jest lepiej. Słucham co niedzielę i staram się czerpać z tego garściami, bo wiem, że to jest właściwe.... ale Szustak to tylko człowiek, nie muszę zgadzać się z każdym jego słowem- tak to sobie tłumaczę ;) Ale polecam oglądać... nawet jeżeli się nie zgadzacie, to zawsze warto coś tam w głowie samemu z sobą przemyśleć :)


6. HIPSTER KATOLICZKA- trafiłam dzisiaj zupełnie przypadkiem na fantastyczny kanał na Youtube! Dziewczyna w genialny sposób mówi o rzeczach najprostszych, a zarazem najtrudniejszych. Kanał oczywiście o wierze, ale prowadzony w bardzo mądry i moim zdaniem właściwy sposób. Uwielbiam bloga Bóg w wielkim mieście, ale nie znoszę czytać dużych artykułów w internecie- to zaprzecza mojej miłości do książek ;) - a oglądanie krótkich filmików, w których wypowiada się mądra, bardzo wartościowa i przesympatyczna dziewczyna jest dla mnie całkowicie do zniesienia :D Polecam Wam również zapoznać się... ze wszystkimi filmikami. Ja mam jeszcze wiele do nadrobienia, ale już się nie mogę doczekać, kiedy skończę ten post i pójdę na kanał Joli. Bardzo jest mi to teraz chyba potrzebne ♥ 


7. NI MOM POJĘCIA CO ROBIĘ- to z tych bardziej poważnych tematów przejdźmy na te luźniejsze. Mianowicie- Mietczyński! To jedno słowo, jedno nazwisko mówi już wszystko! :D Ostatnio trafiłam na jego drugi kanał (bo Masochiste polecam z całego serca bardzo każdego dnia!^^) teetres.com, na którym z niewiadomych względów Mieciu postanowił gotować dziwne potrawy. I tak oto możemy oglądać jak robi mielone z parówek.... i na końcu dowiedzieć się, że całkiem mu nawet smakują O.o Jak zawsze jest przy tym mnóstwo śmiechu, cięty język prowadzącego program i całkiem dziwne jedzenie. Same plusy. Jestem jak najbardziej na tak! A poza tym- można wygrać super fartuch i szczerze przyznam, że nie znoszę tych wszystkich sklepów koszulkowych youtuberów, bo ich grafiki wołają o pomstę do nieba.... ale te są całkiem dobre i w taki fartuch chyba sama się niedługo zaopatrzę! ;)


8. LEMONADE BEYONCE- dzięki dobrej duszyczce czytającej tego bloga (tak, to Paweł) dostałam wreszcie link, o który prosiłam kilka postów wcześniej i mogłam z bananem na twarzy obejrzeć zestaw wszystkich teledysków do najnowszej płyty Beyonce połączonych w jeden film. Link macie TUTAJ To teraz kilka słów o samym dziele- CUDO! Rewelacja od pierwszej do ostatniej minuty. Fantastyczna muzyka (dwie piosenki tak poruszyły moje serce, że jestem gotowa kupić płytę!), fantastyczne kadry, pomysły, połączenie, stylistyka, temat, treść, klimat [...], kurcze- tu dobre było wszystko! Film trwa chwilkę ponad godzinę, ale to tak dobre, że polecam każdemu!!!!!!! KAŻDEMU!


O no już tak mi się nie chciało pisać tego postu, że zaraz się popłaczę ze zmęczenia!
Buziaczki! :*

piątek, 5 sierpnia 2016

skończyłam!


Hejka! :D
Jejku, uwierzycie, że dopiero dzisiaj skończyłam malować swoje ściany w pokoju?! Tzn. jeszcze nie skończyłam, bo na razie schnie mi przedostatnia warstwa, ale wiem, że skończę to dzisiaj, tak więc jestem baaaaardzo szczęśliwa. Nawet nie wiecie ile czekałam na to żeby wreszcie się zmotywować, wynieść te wszystkie ciężkie książki z pokoju i skupić się już nie na dwóch, a na wszystkich czterech ścianach! Zosia Samosia KLIK wchodziła na tego bloga w kwietniu, a aktualnie mamy już sierpień. Zapewne to jeden z najdłuższych remontów na świecie ^^ 

W drugim poście z tej serii pisałam o najlepszych i najgorszych farbach, na błędach się nie nauczyłam niczego i kolejne wiadro białej farby miałam z jeszcze innej firmy. Nie było tak złe, jak to, o którym pisałam wcześniej, ale ogłaszam wszem i wobec, że nie polecam Śnieżki! Fu! Miałam całą twarz, ręce i oczy w kropkach. Malując czułam jakby padał deszcz. Co to za tragedia?! Nie rozumiem jak można produkować tak złe rzeczy! Na szczęście, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że ściany malowane są wodą i nic nie kryją, po wyschnięciu kryją całkiem dobrze. Tyle dobrego w tej sytuacji -.- 

Malując ściany włączyło mi się kilka nowych pomysłów na mój pokój. Aktualnie poszukuję starego, drewnianego krzesła. Może ktoś z Was posiada i chcę mi podarować? :D Poza tym w najbliższych dniach mam zamiar wybrać się do sklepu po paproć i inne zielone rośliny... chociaż to dosyć ryzykowne przy moim talencie do zajmowania się roślinami ^^ Mój ukochany rododendron niestety wylądował na balkonie, bo ostatnio (ostatnio? w maju! Jak ten czas szybko leci) wyczytałam, że jest to roślina trująca i moja Mama, która jest strażnikiem mojego zdrowia nie pozwala mi jej trzymać w domu hahaah :D Muszę chyba poszukać bardziej poważnego źródła informacji niż ilustrowaną książeczkę dla dzieci O.G.R.O.D.Y. A może Wy coś o tym słyszeliście? Serio nie mogę mieć go w pokoju? Tak idealnie dopełniam mi w nim wszystko :( 


Buziaki! :*

środa, 3 sierpnia 2016

muzyczna siódemka

Hejka! :D
Myślałam, że będzie mi bardzo trudno wybrać jedynie siedem dobrych piosenek, z racji tego, że postu muzycznego nie było dość dawno, a ja teraz na okrągło słucham radia i poznaję wiele radiowych piosenek, które mocno wpadają w ucho. O tym wszystkim troszkę więcej w siódmym punkcie, więc lecimy, żeby jak najszybciej do niego dojść ;)


1. Tom Rosenthal- Don't you know how busy & important I am? - od tej piosenki zaczęła się moja miłość do tego wykonawcy! Polecam zapoznać się z każdym proponowanym przez youtube utworem tego czarującego głosem chłopaka. + jestem ciekawa Waszego zdania na temat tego teledysku (to nie ten sam co na obrazku. Kadr pochodzi z teledysku do piosenki Watermelon). Mi na początku w ogóle się nie podobał, ale im dłużej go oglądałam i im bardziej poznawałam twórczość Toma, tym bardziej się do niego przekonywałam. Napiszcie mi co o tym myślicie :D


2. Alicia Keys- Hallelujah - rewelacyjna piosenka, od której uzależniłam się w nieprzyzwoitym stopniu :D Pisząc ten post chciałam jeszcze sprawdzić dokładne informacje na temat premiery płyty, ale znalazłam jedynie informacje, że miała ukazać się w te wakacje. Na empiku jeszcze nie jest w sprzedaży, więc mniemam, że do końca wakacji jednak się nie wyrobi. Włączyłam sobie również drugą piosenkę- singiel In Common i okazało się, że wiele razy słyszałam ją w radio, ale nie przypadła mi za bardzo do gustu. Zwykły zapychacz radiowy. Chociaż jeżeli już wybierać co lepsze- to polecam remixy, do nich chociaż można potupać nóżką pisząc post na bloga ^^ Ale moja pierwsza propozycja jest jak najbardziej godna uwagi- polecam! :D


3. Iwan Rheon- Bang! Bang! - zakochałam się od pierwszych dźwięków i słucham na okrągło (w sumie pomijając siódmy punkt wszystkich tych piosenek słucham naprzemiennie nie włączając niczego poza tym. Szalona! ^^). To drugi artysta po Tomie, który swoim głosem przekonuje mnie w stu procentach i każda jego piosenka trafia w moje serce... jednak pierwsza, to pierwsza- zostaję wierną i polecam ją z tytuły. Reszty szukajcie sami, jeśli oczywiście ten utwór Was przekona :)


4. PIONA feat. Ptakova - Lawina - o Ptakovej pisałam Wam już TUTAJ i nadal moja miłość do niej się nie zmieniła. Nie wiem jak Paweł, ale ja od kiedy dostałam info o tej piosence od niego jakieś dwa tygodnie temu cały czas słuchaj! CIĄGLE! Myślę, że Pan, który maluje mi klatkę i słyszy jak cały czas to puszczam (i śpiewam) ma już serdecznie dosyć... ale on też mi daje nieźle popalić. Kiedy tylko mam cicho w domu wykorzystuje sytuacje i zaczyna nucić ^^ Polecam najserdeczniej na świecie z całego tego zestawu to moja miłość numer 1! Ah ten Paweł, wyjechał do tego Krakowa i wreszcie zaczął słuchać dobrej muzyki. Czekałam na to zdecydowanie za długo- ale jak mi ktoś powie, że niemożliwe zostaje takie niezmiennie, to nigdy się nie zgodzę ^^


5. Beyonce - Bad/ Lemonade - nie wiem w sumie dlaczego znalazła się na tej liście, powinnam się wstydzić. Wcale nie jest fajna, ale wpadła mi w ucho- więc cóż poradzić ^^ Poza tym cała historia płyty i wszystkich teledysków połączonych w film wydaje mi się bardzo intrygująca... jednak nigdzie nie mogę ich znaleźć. Premiere podobno miały na HBO, później przez chwilę były gdzieś w internecie i nagle głucho. Jeśli macie informacje, gdzie można go obejrzeć, to prosiłabym o komentarz! :D


6. Red hot chili peppers - Dark Necessities i Get away - zacznę od tego, że cała płyta jest genialna (i jest dostępna na Spotify!) i słuchałam jej naprawdę wiele razy, ale te dwa utwory (w sumie jeszcze jeden, ale o nim już zapomniałam, więc najwidoczniej nie był aż tak genialny) rzucają się na pierwszy plan! Pierwsza poza rewelacyjną piosenką ma idealnie dopełniający teledysk! Zauważcie jak smaczny jest. Zero w nim nagich dziewczyn, wyginających się przed kamerą oraz seksualnych podtekstów. Wszystko idealnie zgrywa się z brzmieniem, rewelacyjne kadry i montaż. Polecam obejrzeć! :D 


7. Selena Gomez - Kill em with kindness- no i właśnie przeszliśmy do siódmego puntu, o którym wspominałam na górze. Tak, wsadzenie Seleny Gomez do muzycznej siódemki Karoliny, to chyba najdziwniejsza rzecz na świecie. Ostatnio doszło do tego, że nieświadomie spodobała mi się piosenka Biebera... czekam jeszcze tylko na Taylor Smitf :/ Co się ze mną dzieje?! A może to z nimi się dzieje dobrze? Oczywiście, nie zaczynam być ich fanką, ale słuchając radia nie mam ochoty się zabić, a wręcz przeciwnie- tupie nóżką i śpiewam razem z nią! ;) Takie uroki słuchania Eski... ale już tak mam, że kiedy całe wakacje siedzę sama w domu, nie znoszę ciszy. Bardzo lubię być sama, ale cisza wypełniona przez radio mi w tym idealnie pomaga. Eska ma to do siebie (jak w sumie większość stacji), że mają swoją sezonową płytę z hitami (którą nawet można wygrać, gdzie tu logika?!) i puszczają ją na okrągło. Chcąc, nie chcąc znam każdy kawałek już prawie na pamięć (nie przesadzajmy, to że radio gra przez mój cały pobyt w domu, to nie znaczy, że leci 24/7- wychodzę z domu, nawet całkiem często ^^) .. i niestety nawet Tamta dziewczyna Sylwii Grzeszczak jest już zakodowana w mojej głowie, a uwierzcie, że dla mnie nie ma gorszej piosenki tych wakacji! No dobra, może zaliczę do tego jeszcze najnowszą piosenkę Farny, ale ona na szczęście nie leci tak często, więc nawet nie mogę sobie teraz jej przypomnieć.... ale wracając do Seleny- słuchając jej innych piosenek jest całkiem w szoku, że ktoś stworzył dla niej coś tak dobrego. Spoko całkiem.... porównując do jej innych piosenek jest serio spoko- dlatego o niej piszę, w innym wypadku zostałaby jedynie zapamiętana jako spoko radiowo-wakacyjny utwór. 
Co Wy o tym myślicie? Również lubicie piosenkę Biebera Love yourself ? Założę się, że większość z Was wykrzyknie NIE!Nawet nie znam, nie słucham Biebera! Ale wpiszcie sobie w youtuba i okaże się, że doskonale znacie i nawet sobie nie zdajecie sprawy, że to on. Wielu znajomym pokazywałam ją w necie i mieli taką samą reakcję ^^

No to buziaczki! :*

wtorek, 2 sierpnia 2016

polaroid 1000



Hejka! :D
Złapała mnie jakaś okropna choroba, więc nie mam aktualnie na nic siły, ale mam tak wielką ochotę napisać długi, ambitny post, że właśnie gotuję mleko i robię kakao, które będzie mi towarzyszyło mam nadzieję przynajmniej przez połowę mojego twórczego wymachiwania palcami po klawiaturze. 

Rok 2016 muszę zaliczyć chyba do tych najbardziej owocnych jeżeli chodzi o spełnianie swoich gadżetowych zachcianek, które od zawsze chciałam, żeby pojawiły się w moich rękach, ale zawsze znajdywałam jakieś ale W tym roku jednak coś się zmieniło i chyba rezygnuję z moich barier przed kupieniem czegoś więcej niż nowego obiektywu do mojej lustrzanki (niedziałającej już oczywiście). 

Jedną z takich rzeczy był polaroid. Co jakiś czas miałam fazy, że wchodziłam na allegro, szukałam i zazwyczaj już byłam prawie przy zakupie, kiedy jednak rezygnowałam i tak z roku na rok. Jednak nie tym razem! Jakieś pół roku temu wreszcie się zdecydowałam i uwierzcie, że kiedy przyszła do mnie paczka, w której się znajdował byłam najszczęśliwsza na świecie! Na robienie zdjęć jednak miałam poczekać do wakacji, więc powiesiłam go godnie na mojej pięknej drabinie i czekał. Cierpliwie. Aż wreszcie się doczekał. Dzisiaj jest post, w którym opiszę wszystko z mojej perspektywy i powiem, czy warto było tak sobie tym zaprzątać głowę, czy efekt mnie zadowala, czy może bardzo rozczarowuje.... no i oczywiście sprawdzimy prawdziwość amerykańskich filmów! ^^


Zdecydowałam się na zakup starego polaroida 1000. Nawet do głowy nie przyszło mi, aby kupić jakąś nowszą wersję ponieważ zależało mi nie tylko na zabawie, ale również na wyglądzie. Stare polaroidy to klasyki same w sobie. Każdy nawet nieinteresujący się fotografią człowiek widząc na ulicy takie cudo doskonale wie jak się nazywa i do czego służy. Jednym zdaniem: potrzebowałam tej tęczy, która sprawiała mi niesamowitą radość :D Do tego modelu nadają się jedynie klisze SX-70 z Impossible, które bardzo polecam, bo u mnie sprawdziły się idealnie. W jednym opakowaniu jest osiem kliszy, w internecie są filmiki, które pokazują jak je zamontować w środku i jak z nich korzystać. Uwierzcie, że jest to dziecinnie łatwe :)

Przez pół roku obawiałam się, że tak stary sprzęt może już nie działać i cóż... nie myliłam się. Podekscytowana włożeniem kliszy byłam w idealnym stanie na zrobienie pierwszego zdjęcia. Niestety klisza nie wyskoczyła, a za drugim razem guzik nie chciał już ze mną współpracować. Na szczęście nie byłam sama i kiedy aparat wpadł w magiczne ręce od razu się naprawił! UF! 

Do wykorzystania miałam 16 kliszy i w aparacie zostały mi jeszcze prawdopodobnie jedna, którą wykorzystam chyba dopiero w następne wakacje. Jednak: na piętnaście zrobionych aż cztery nie wyszły. Trzy z powodu zepsutego na początku aparatu, a czwarta została zmarnowana w najgłupszy sposób w jaki mogła zostać zmarnowana klisza z polaroida- wsadziłam aparat do torebki, coś w środku przytrzymało czerwony guzik i tak powstała czarna plama z mojej torebki, eh :p 

Wszystkie zdjęcia (oprócz jednego) były robione jako selfie (oczywiście zawsze w dwie osoby, nie jestem psycholką, żeby kupować polaroida do pstrykania jedynie sobie zdjęć^^) i niestety jeszcze nie doszłam do momentu, w którym mogłabym powiedzieć, że rozumiem w jaki sposób ten aparat ustawia ostrość. Kiedy chcę zrobić zdjęcie czegoś co widzę przez wizjer wszystko jest banalne- czekam chwilę, aż pożądany przedmiot stanie się wyraźny i wciskam guzik... ale takie zdjęcie z rączki, to już nie lada wyzwanie. Miałam już tezę, że polaroid 1000 to po prostu anyselfiacz. Może coś w tym jest?! ^^ Drugim problemem jest ustawienie idealnej ekspozycji. Pokrętełko ze światłem jest bardzo czułe i tylko kilka zdjęć udało się ustawić na perfekcyjnym naświetleniem. Zazwyczaj było troszkę prześwietlone.


Wiecie co jest najwspanialsze w tego typu fotografiach?! To, że nawet jeżeli osoby na zdjęciu są w połowie ucięte, nieostre i prześwietlone to dla Was i tak będzie to najpiękniejsze zdjęcie na świecie :D Ja swoim zestawem chwalę się na około, a sama oglądam go miliardy razy. To o wiele fajniejsze niż cały czas klikanie w zdjęcia na laptopie (chociaż takowe oczywiście również posiadam). Poza tym jeszcze żaden sprzęt podczas robienia zdjęć nie sprawiał mi tyle szczęścia... i stresu. Dobre ustawienie, upewnianie się, że na pewno już, że teraz klikamy, że robimy- polecam każdemu. No i co najważniejsze,a  czego zawsze brakuje mi w zdjęciach z telefonu- te zdjęcia są niesamowicie szczere. Przynajmniej na moich zdjęciach bije mnie po oczach ta niesamowita radość i prawdziwy uśmiech, ta radość z robienia zdjęć czymś tak niesamowitym. Na telefonie zazwyczaj robię głupie miny, albo uśmiecham się sztucznie, ale wyglądam wtedy ładnie. Tutaj z racji tego, że nie ma podglądu, a serce przepełnia Ci radość nie ma możliwości na pokazanie fałszu. Strasznie mnie to cieszy! ♥



Minusem jest przede wszystkim cena. Kiedy już robiłam zdjęcia zupełnie się tym nie przejmowałam, serio. Zupełnie nie patrzyłam na to jak na "kurde, mogło być lepiej, dziesięć złotych w plecy :(" NIE! W ogóle o tym nie myślałam i nie myślę. Mam tu na myśli jedynie to, że do nowych polaroidów (brzydkich fuj!) jedna klisza to koszt około jednej złotówki, czyli około dziesięć razy taniej.... no ale wiecie, z drugiej strony to jest plus: gdyby były takie tanie, to pewnie strzelałabym tych fot na okrągło i nie miałabym piętnastu, tylko czterysta! A przecież nie o to w tym chodzi. Przynajmniej dla mnie ważne jest to żeby było ich jak najmniej, ale były jak najbardziej dobrym fundamentem do wspomnień. Moje takie są.... chociaż zapewne istnieje tylko jedna osoba na świecie, której podobają się one równie mocno jak mi. Jak będę chciała kiedyś robić artystyczne zdjęcia tym sprzętem, to Was o tym poinformuję i stworzę osobny post, na którym przedstawię wszystkie, a nie tylko jedno, zdjęcia, które zrobię. Myślę, że za rok taki post się pojawi, bo czemu by nie spróbować. Myślę, że wymyślę fajny projekt i go wykonam! :D Także chociaż widnieje to pod minusem- wszystko jest jak najbardziej na plus.


Czy warto? Nie będę się tutaj zbyt długo rozpisywać. Myślę, że z mojego całkiem długiego wywodu mogliście już wywnioskować jak bardzo jestem zadowolona z tego cudeńka. Wszystko mi w nim odpowiada, a poza tym- kiedy go nie używam bajecznie komponuje się z moim pokojem, co również jest dużym plusem. Jestem całkowicie anty nastawiona do tych nowych wynalazków. Są bardzo brzydkie dizajnersko, wyglądają jak niezbyt dobre zabawki dla dzieci i nie podoba mi się ich kształt oraz rozmiar kliszy. Z tego co się orientuje takie zdjęcia nie są nawet kwadratowe.... nie korzystajcie z tego ^^ Ja jestem w stu procentach zakochana, zadowolona i zauroczona! Polecam wszystkim... chociaż teraz świta mi w głowie pytanie, czy rzeczywiście chcę żeby teraz wszyscy mieli taki aparat. Chyba włącza mi się ten syndrom chęci bycia niesamowicie oryginalną. Wybaczcie, już tam mam ^^


No i teraz najważniejsze!!! Kojarzycie te filmy, w których młoda dziewczyna idzie ze swoim chłopakiem na plażę i robią sobie zdjęcie z polaroida, ono wyskakuje, Ona kilka razy nim potrząsa w prawo i w lewo- i jest! Piękne, ostre, idealne, w dwie sekundy. O! Albo kiedy amerykańskie dziewczyny robią sobie pidżama party i razem postanawiają uwiecznić tę chwilę na zdjęciu- wyjmują polaroida i wyskakujący papier jest już zrobionym, idealnym zdjęciem. Tak, ja też wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nie wiem, czy wszystkie modele tak mają, w każdym razie słyszałam, że większość, ale klisza, która wyskakuje z aparatu jest oblana takim jakby niebieskim płynem. Jak najszybciej zdjęcie trzeba schować w ciemne miejsce i odczekać około dziesięciu minut. Po kilku dniach nawet to polubiłam i uznałam, że ten okres czekania jest o wiele fajniejszy, niż gdybym miała gotowe zdjęcie od razu po wyzwoleniu migawki. Serio! ♥ Także wiedzcie, że amerykańskie filmy kłamią nawet z tym.... ale wiedzcie, że dobrze, że w prawdziwym życiu nie jest tak jak proponują to reżyserzy. 

Miałam mały problem z przechowywaniem tych zdjęć. Zastanawiałam się, czy kupić jakiś album, czy powiesić je wszystkie w widocznym miejscu, albo czy kupić skrzyneczkę i całe życie wrzucać do niej coraz to nowsze zdjęcia. Uznałam jednak, że na razie nie będę kombinować i okleiłam zwyczajnie pudełeczko po kliszy szarym papierem i zawiązałam na nim wstążeczkę- Ameryki nie odkryłam, ale pasuje mi do tego klimatu idealnie. Oczywiście nie mogłam nie ulec pokusie zawieszenia jednego zdjęcia na drzwiach, ale to tylko jedno- resztę chowam i wrzucam do mojej drewnianej skrzyni ze zdjęciami ^^ Zostawiam Was z dużą ilością zdjęć i uciekam, a Wy piszcie co o tym myślicie ;)


Buziaki! :*

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

wracam!

Hejka! :)
Wczoraj odwiozłam na lotnisku powód mojej dwutygodniowej nieobecności na blogu i... wracam! Wracam z codziennymi notkami i mam głowę pełną pomysłów na nowe, bardzo ciekawe posty także jeśli przestaliście mnie już lubić za to, że wchodziliście tu codziennie, a ja nie dawałam znaku życia- to wybaczcie, przestańcie się gniewać i zapraszam każdego dnia. Co dla Was szykuję? Najnowszą muzyczną siódemkę, kilka słów na temat używania polaroida oraz mnóstwo fajnych miejsc w Elblągu, które ostatnio odkryłam. Wszystkiego Wam nie zdradzę, więc zapraszam na fioletowe-serce. 

Zabrałam się dzisiaj za to profesjonalnie. Czuję, że moją krew wypełnia dzisiaj wena, tak więc wygramoliłam się z łóżka (po obejrzeniu miliona filmików na youtube- standard.), założyłam podomkę, usiadłam na swoim dizajnerskim krześle przy prl-owskim stole, podłączyłam laptopa pod ładowarkę i zabrałam się za bloga. Za każdym razem kiedy nie ma mnie tu dłuższy czas czuję się obco i z nieśmiało opuszczoną głową w dół próbuję wbić się w Wasze umysły i mieć nadzieję, że rozumiecie ;)

Jeśli byliście tutaj wczoraj i nic nie zobaczyliście, to wymarzcie sobie ten dzień z pamięci. Śmiało zaglądajcie pod ten post ponieważ po jego opublikowaniu idę pisać notki, które dodaję w każdą ostatnią niedzielę miesiąca oraz każdego ostatniego dnia miesiąca. W lipcu wyszło akurat tak, że te dwa posty się pokrywają, więc troszkę oszukam i żeby zachować porządek na tym chaotycznym blogu- publikując je dzisiaj wpiszę wczorajszą datę. Także no. Taka sprytna! ^^

I jeszcze jedna prośba do Was! Skończyły się właśnie Światowe Dni Młodzieży. Nie mam telewizora w domu, więc zupełnie nie śledziłam tego co się tam działo (gdybym nawet miała, to nie robiłabym tego), jedynie czasami będąc u kogoś w gościach rzucałam niewinnym oczkiem w stronę migających obrazków z Krakowa. Bardzo źle podchodziłam do tego wydarzenia. Przez kilka miesięcy pochłonęło mnie to całym sercem i za mocno się zaangażowałam, co, przez beznadziejną organizację, spowodowało, że o wyjeździe nawet nie myślałam. ALE wiem, że wiele z Was tam było i chciałabym poznać Waszą opinię. Jak Wam się podobało, czy było warto i fajnie i w ogóle! Znacie mojego maila, wiecie jak działają komentarze- piszcie, bo chciałabym poznać Wasze odczucia :D


Buziaki! :*

niedziela, 31 lipca 2016

lipcowe inspiracje

Hejka! :D
Góry, góry, góry, góry! Już zapomniałam, że było to jeszcze w tym miesiącu. Przechodzę do prezentacji kilku kwadratowych zdjęć i lecę stąd. W sierpniu prawdopodobnie będzie więcej. Przez ostatnie dwa tygodnie mój telefon był rzucony w kąt... no dobra nie tak do końca, bo musiałam mieć przynajmniej jakikolwiek kontakt z moimi znajomymi. Eh. Głupi jest ten facebook czasami jednak ;)


1-4. Lubomirze: zaułek filmowy i muzeum Sami swoi. Bardzo fajne, polecam :D 5-11. Góry! ♥ 12. mix wzorów :D 13. Szustak i jego pięć minut w moim sercu. Z tym typem mam tak, że przemawia do mnie tylko w niektórych dniach i to nie chodzi o to co mówi.... bo filmik, który w piątek mnie wkurza i irytuje może wpaść mi to serca w niedzielę. Coś w tym jest niesamowicie przedziwnego, ale pozytywnego. Wtedy trafiał, aktualnie trochę nie trafia ;) Ale są nowe Ballady i Romanse! ♥ 14-25. Muzeum zabawek w Karpaczu. Powiem Wam, że całkiem przyjemne... chociaż te lalki takie przerażające, ale widziałam pierwszą Barbie- dla dziewczynki to nie lada wydarzenie (tak, mówię o sobie!^^) 


26-29. ciąg dalszy muzeum zabawek w Karpaczu... no i miś Jasia Fasoli :D 30. Dzikie serce- w moim wspólnotowym otoczeniu chyba każdy chłopak przeczytał już tą książce, co pociągnęło za tym również falę dziewczyn, które chciały się dowiedzieć co tam jest takiego ciekawego. Jeszcze nawet kiedy nie byłam w mojej wspólnocie, a miałam z niej jedynie koleżanki wiedziałam, że książka istnieje i kiedyś po nią sięgnę. Miałam już nawet w planach ją kupić.... kiedy zobaczyłam okładkę i uznałam, że serce mi pęka i chyba nie mogę mieć czegoś takiego w domu. Postanowiłam poczekać i od kogoś ją pożyczyć. Wszczęłam śledztwo kto takową książkę może mieć i okazało się, że już mój pierwszy cel miał... ale jakoś tak jej nie pożyczyłam O.o Bóg chyba czuwał i chciał żebym się z tą treścią zapoznała, bo po roku przypadkiem pojawiła się w moim domu. Wzięłam ją na wyjazd i pochłonęłam w dwa dni! DOBRE TO BARDZO! Polecam serdecznie. Mężczyznom jak i Kobietom. O Kobietach jest Urzeczona również się do niej zbieram, bo chyba nieziemsko warto :) 31-34. Wrocław odwiedzony! ♥ 35-37. Tak powstawały zdjęcia do postu TUTAJ   38-40. Disco Mjażdżżo ♥ 41-42. Arbuzowa lemoniada z przepisu z tamtego roku TUTAJ 43. Śniadanie ;D 44. Nowa fryzura prosto od fryzjera, który nie podcina końcówek i jest NAJLEPSZY! ♥ 45. Znalazłam zabawki dzieciństwa Pixel Chix! ♥♥♥ Nie kojarzycie? Obejrzyjcie reklamę TUTAJ 46-47. Pomagałam malować balkon w środku nocy! :D 48. Aktualnie prace w Galerii El zupełnie mnie nie przekonują, ale znalazłam kilka świetnych połączeń kolorystycznych i plakatów. Polecam zajść nawet jedynie dla nich ;) 49. Manufaktura lizaków w Elblągu! O niej już za kilka dni na blogu! ♥ 50. Recenzja Wszyscy jesteśmy hipsterami TUTAJ

Tyle. Buziaki! :*

przegląd filmów czerwiec/ lipiec

Aż wstyd się przyznać. Ostatni filmowy post pojawił się w połowie maja, tak więc opuściłam cały czerwiec... a filmów jest tylko osiem i to jeden jeszcze nie skończony, ale zaryzykuję i już go polecę! :D Nie ma co przedłużać. Powiem tylko, że dwóch nie warto, a reszta idealna na burzowe wakacyjne wieczory :)


Bank Lady (2013) - chciałam obejrzeć ten film naprawdę od bardzo dawna! Jak to zwykle przy takich wyczekiwanych filmach bywa- łączy się z tym rozczarowanie. Na szczęście nie tym razem! ♥ To naprawdę bardzo fajny film... z trochę dziwnymi czasami kadrami, ale do wybaczenia. Opowiada on o pierwszej Kobiecie, która okradała banki. Rewelacyjny i z dobrą muzyką. Polecam :)


Hotel (2013) - bardzo ciężki, drastyczny i bolesny. Kilka scen bardzo niepotrzebnych, ale ogólnie bardzo dobry! Byłam na nim w kinie, a aktualnie rzadko się tam pojawiam, więc pewnie moje odczucia były kilkukrotnie wzmocnione. Mimo wszystko bardzo polecam! Rewelacyjna Alicia Vikander, która powoli zaczyna zaliczać się do jednych z moich ulubionych aktorek! :)


Kamper (2016) - kiedyś (dokładnie TUTAJ) w muzycznej siódemce wspominałam o piosence Co jest ze mną nie tak, przy której myślałam, że do teledysku zostali zatrudnieni super aktorzy i zrobili po prostu coś dobrego. Dopiero później się okazało, że to zapowiedź polskiego filmu. Czekałam, czekałam i wreszcie się doczekałam.... tylko okazało się, że moje kino nie będzie grało tego filmu. Zapewne nawet nie wyobrażacie sobie mojej rozpaczy. Nie wiem jak to się stało, ale kilka dni po oficjalnej liście kin, w których będzie grany Kamper (i oczywiście braku Elbląga w niej) Światowid opublikował na facebooku, że jednak grają przez tydzień! Gdybym miała czas, to pobiegłabym do kina od razu po przeczytaniu tego wpisu... jednak moja cierpliwość musiała być oblana wiadrem z zimną wodą i odczekać kilka dni. Opłacało się! To był naprawdę nieziemsko dobry film! Wspaniały! ♥ Tak bardzo szczery, prawdziwy i zwykły! Jej. Pewnie już nigdzie go nie grają, ale jeśli będziecie mieli kiedyś możliwość obejrzenia go, to nie zastanawiajcie się ani chwili! :D


On wrócił (2015) - pamiętacie jak kilka lat temu pisałam Wam o rewelacyjnej książce, którą dostałam z autografem i byłam w niej długo zakochana, a opowiadał w komiczny sposób o przebudzeniu Hitlera w dzisiejszych czasach? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Nawet nie wiedziałam, że powstał film na podstawie książki, ale kiedy szukałam jakiegoś dobrego filmu i znalazłam ten- nie chciałam szukać już nic innego. I co? I po pół minucie, kiedy zobaczyłam, że film jest kręcony jak typowa hiszpańska opera mydlana poddałam się. Nie wyłączyłam filmu do końca, ale zupełnie się na nim nie skupiałam, bo szkoda było mi mojego czasu. TRAGEDIA! Filmweb pokazuje mi, że na jeden oceniłam tylko dwanaście filmów (z 1074 ocenionych filmów na filmwebie wydaje mi się, że to całkiem niewiele) ... chociaż ten zapewne przodowałby w pierwszej trójce. Nie polecam! Jeśli chcecie poznać tą całkiem przyjemną historię- to polecam zapoznać się z książką Timura Vermesa. 


Zanim się pojawiłeś (2016) - mam jakoś tak, że bardzo długo wzbraniam się przed każdą tego typu produkcją. Rozumiecie o co chodzi? Te młodzieżowe filmy, z ogromnym budżetem, wyprodukowane w Hollywood, z pięknymi aktorami, którzy niekoniecznie skupiają się na dobrej, warsztatowej grze aktorskiej. No cóż. Bardzo mi się podoba ta moja postawa skierowana na te filmy bardzo na anty.... tylko wychodzi zawsze jakoś tak.... że i tak je oglądam ;) To był jakiś taki nudnawy dzień, w którym oglądałam vlogi (robię to zawsze, nawet jak nie mam nudnawego dnia -.-) i na jednym z nich ktoś mówił o tym filmie. Włączyłam, obejrzałam i nie mogłam nadziwić się jak beznadziejny był! Pominę grę aktorską, bo aż brak słów.... ale przejdę do tematu, który poruszył mnie najbardziej tj. eutanazja. Film, który ma trafiać do młodych dziewczyn i opowiada o czymś takim nawet nie w negatywny sposób?! Dlaczego później mamy się dziwić, że ludzie chcą dokonywać tak okrutnych rzeczy! Oczywiście- sama eutanazja jest już tematem na inny dzień (chociaż na moim blogu zapewne nie pojawi się nigdy), ale nawet jeżeli byłabym za, to jestem zdecydowanie przeciw przedstawianiu jej w takim świetle. W tak dobrym świetle. Okropne! Bardzo mnie to poruszyło. Bardzo źle i nie polecam!


Nice guys. Równi goście (2016) - każdy mi mówił, że genialny, oceny na filmwebie powyżej siedem, a u moich znajomych prawie dziewięć. Myślałam, że nie może się nie udać... no mi się nie udało. Nie poruszył mnie ani na minutę. Nie mam o nim zdania, ale nie zmusiłam się nawet do obejrzenia do końca. I jest mi smutno pisać o tym filmie źle tylko dlatego, że każdemu się podobał i w tym momencie czuję, że gdzieś popełniłam błąd ^^ Gdyby o tym filmie było cicho, a moja reakcja byłaby taka sama, to poleciałyby hejty :D Oglądajcie na własną odpowiedzialność. Wiedzcie, że ja jestem na nie, ale istnieje mnóstwo ludzi, którzy są zachwyceni :D


Przypadek Harolda Cricka (2006) - kojarzycie filmy z Polsatu? Dzielą się na trzy kategorie: 1) zazwyczaj te słabe, na wieczorną nudę (jeżeli ktokolwiek jeszcze na wieczorną nudę wybiera film z reklamami w telewizji zamiast w komputerze) 2) świąteczny Kevin sam w domu 3) rzadko, bo rzadko, ale te polsatowskie perełki, które nie są objawieniem kinematografii, ale są całkiem przyjemne. To właśnie ten film! :D Ja ostatnimi czasy jestem zakochana w tym dziwnym aktorze... nie pytajcie dlaczego! ^^


Lobster (2015) - uwielbiam właśnie tego typu filmy! Kiedy reżyser wytwarza całkowicie nieistniejący świat i prowadzi widza w taki sposób, że, chociaż z wielki zdziwieniem, człowiek chce się tam znaleźć, a przynajmniej poznać dalsze losy bohatera. Film opowiada o hotelu, do którego na czterdzieści pięć dni przyjeżdżają samotni ludzie, aby zapoznać swoją miłość... w innym wypadku zostają zamienieni w zwierzęta. WOW! Niestety na razie obejrzałam tylko trzydzieści minut, ale dzisiaj jest chyba ten wieczór, w którym go skończę. Wydaje mi się wybitny!!!! Już teraz polecam Wam wszystkim! ♥ A jeżeli dzisiaj go obejrzę, to w jutrzejszej notce napiszę Wam dokładnie swoje odczucia! :D

No i niestety tyle. Buziaki! :*