czwartek, 9 lipca 2015

Lampa Maksa


Oooooo.... ostatnio było tylko chwalenie książek, albo chociaż w pewnym stopniu. Skończyło się jednak! Czasami trzeba trafić na coś co doprowadza do białej gorączki i zadania sobie pytania PO CO? CO MIAŁA NA CELU?! Świadomość, że naprawdę wielu artystów nie może wydać swojej twórczości, a sam proces wydania jest niewątpliwie bardzo żmudny i trudny nie rozumiem jak do druku mogą wychodzić książki beznadziejne i bez żadnego celu. No bo jak to tak? ;) Rozumiem, że każdy może mieć swój gust i nie każdemu spodoba się to samo... ale Lampa Maksa jest dla dzieci. Tak wiec każdy pewnie jakoś podświadomie czuje, że ma uczyć, albo bawić, rozwijać, pobudzać wyobraźnię, czy cokolwiek innego. I naprawdę nie mam nic przeciwko krótkim książeczkom, o czym pewnie jesteście już dobrze poinformowani. Czasami wystarczy mnie rozkochać grafikami żebym na tekst już nie zwracała uwagi. 

No i przyszła do mnie taka mała książeczka. Na okładce już działo się za wiele, ale z racji tego, że Maks ma naprawdę dużo części zostałam przekonana i na okładkę już nie zwracałam uwagi. Nie wszystko zawsze musi być idealne... ale w tej książeczce idealnego nie ma nic. Tak więc kilka chwil jeszcze przy grafice pierwszej strony zostanę. Takie wyciapcianie i nabazgranie wszystkiego na pierwszej okładce żeby tylko zapełnić miejsce nie jest chyba fajnym pomysłem. Chyba? Na pewno! Dobrze chociaż, że tło jest białe. Przecież mogłoby być w paski ( chciałam powiedzieć w tęczę, ale aktualnie to słowo nabrało takiego znaczenia, że już chyba bez podtekstów nie można go używać, mylę się? ). No okey.... obrazeczki nie zapierające dechu w piersi, ale mimo wszystko nie takie złe, patrząc na inne książeczki dla dzieci. Mimo wszystko- graficzną część już sobie odpuściłam. Pomyślałam, że uratować może to wszystko jedynie historyjka. 

Nie uratowała nic, ponieważ historyjka jest tak bezsensowna, że aż boli. No bo po co?! Wszedł, spadł i użył słowa głupia ( a propos, takie słowo chyba nie powinno pojawić się w książeczce dla maluchów? Okey, nie twierdzę, że dzieciaki takich słów nie słyszą, ale żeby od razu uczyć się ich z książek? Takie papuszki powtarzają wszystko co dziwne, więc .... nie. Jestem zdecydowanie przeciwko takich słów w książkach. Nawet takiego delikatnie wulgarnego. Dziwnie to brzmi, ale bądźmy przez chwilę dziećmi. Słowo głupie przynajmniej u mnie było zakazane i niedozwolone w towarzystwie dorosłych ). Tak więc- jeżeli nie macie pomysłu na książeczkę dla dziecka, a właśnie chcecie wyjść do sklepu, to polecam zapoznać się z innymi pozycjami w mojej kategorii książki . Już wiele dobrych książeczek dla dzieci wpadło w moje ręce, więc niewątpliwie coś znajdziecie. A z takim czymś lepiej dajcie sobie spokój!

Wkurzyłam się no. Kurde, nie lubię jak mi się coś aż tak nie podoba. Ja wiem, że ktoś włożył w to trochę serca... ale kurde. Nie. No nie i już.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz