czwartek, 17 września 2015

Nieznajomy mąż

Czuję się oszukana. Liczyłam na naprawdę dobrą lekturę. W paczce z książkami wydawnictwa Świat Książki znalazłam trzy tytuły. Dwie od razu wrzuciłam na półkę później, a za Nieznajomego męża zabrałam się od razu!

Od pierwszych stron coś mi nie grało. Sposób pisania Holly Peterson doprowadzał mnie do białej gorączki, historia niby fajna, ale nieubłaganie się dłużyła i wynudziła mnie do żywego. Takie fabuły czytałam kiedy miałam dziesięć lat i podkradałam dorosłe książki mamie. Chyba dzięki temu teraz nie zachwycam się byle jakim czytadłem i doceniam te większe dzieła. 

Chociaż oczywiście nie lubię odkładać nieskończonych książek, to czasami po prostu nie ma innego wyjścia. Z dwojga złego już lepiej odłożyć nieskończoną niż przeżywać katusze czytając! Zdecydowanie nie popieram czytania na przymus, chociaż oczywiście- czasami wychodzi to na dobre. Tak jak już kilka razy Wam wspominałam, czasami dopiero po skończonej historii okazuje się jakie to wszystko było potrzebne... ale tutaj po prostu nie mogłam! Po przeczytaniu kilku stron oczy dosłownie zamykały mi się i musiałam ją schować do torby, w autobusie wybierając rozmowę z Magdą. W domu nawet do niej nie siadałam!

No i okey, może coś tam się fantastycznego nagle zadziało i ja o tym nie wiem i trochę przez to płacze, ale jak dla mnie Nieznajomy mąż jest całkowicie nie do przejścia.
Mimo wszystko zachęcam serdecznie- niech ktoś przeczyta, niech mi opowie co się stało! :D 

Na razie wiem jedynie tyle, że główną bohaterką jest nieszczęśliwa kobieta, którą zdradza mąż. Wiem, że to temat dość pospolity i można by było uważać za całkiem normalny, ale jak dla mnie zdrada małżeńska to jedna z najgorszych rzeczy w życiu, będąc na miejscu tej kobiety chyba bym nie przeżyła- załamałabym się psychicznie i tyle by ze mnie zostało. Dlatego strasznie trudno czyta mi się o takich okropnym mężczyznach, mam nadzieję, że nigdy przenigdy na takiego nie trafię! Pojawia się tam jakaś intryga, jakieś napięcie- wszystko sprowadza się do pieniędzy, a informuję ją o tym kochanka męża. Wiem jeszcze trochę więcej, bo przeczytałam ponad połowę, ale nie będę Wam tutaj streszczać książki :D

Dobre jest to, że książka ma naprawdę bardzo ładną okładkę ( na żywo zupełnie inne kolory! Lepsze ) i dobrego promotora, bo opis z tyłu naprawdę zachęca :)



Jutro piątek! Niesamowicie czekam.
Poza tym- na moim blogu chyba nigdy nie było informacji o liczniku jaki pokonuje... ale teraz od kilku dni jakoś mnie to ruszyło. Wczoraj przekroczyłam ponad 300 tysięcy odsłon łącznie. Ładna liczba. Podoba mi się! :D Podoba mi się tym bardziej, że czasami się odzywacie, pozwalacie się poznać i że tak ogólnie to jest tu całkiem sympatycznie. Mam nadzieje, że Wam też! :D Jeżeli lubicie tutaj zaglądać, to możecie link do fioletowego-serca wstawić na tablicę na facebooku czy gdziekolwiek lub informować znajomych, że takie coś dziwnego w internecie istnieje. Im więcej tym milej. Może kolejne 300 tysięcy osiągnę w jeszcze krótszym czasie. Wszystko zależy od Was. Także tak!^^ Buziaki! :*

3 komentarze:

  1. Czytałam inną recenzję książki, w podobnym tonie jak twoja. Raczej się nie skuszę :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na lubimyczytać też coś tam widziałam niezbyt pozytywnego. No cóż, czasami musi być coś złe, żeby później doceniać dobre :D

      Usuń