poniedziałek, 18 stycznia 2016

Nienawistna ósemka

Hejka! :)
Dzisiaj co prawda dopiero środek miesiąca, ale postanowiłam, że taki film i takiego reżysera warto wyodrębnić z notki filmowej na rzecz kilku słów osobno. Jako największa fanka Tarantino ( urodziłam się w jego urodziny, jolo! ) z niecierpliwością czekałam na najnowszą produkcję. Kiedy dowiedziałam się, że ma być podobna do poprzedniego Django to aż zaklaskałam w ręce! Trzeba było czekać, ale wreszcie się doczekałam. Dzień po premierze dostałam z trzy wiadomości jak było... a jak było? Nie było, bo nie umiałam wygospodarować czasu na wyjście do kina -.- Koszmar! Na szczęście kilka dni temu zmotywowałam się, postanowiłam, że poniedziałek spędzę w kinie i wreszcie będę mogła podzielić się z ludźmi moimi odczuciami odnośnie tej produkcji.

Zacznę od tego, że Django sprzed czterech lat to mój ulubiony film życia! Nie wiem czy kiedykolwiek obejrzę coś, co przebije ten obraz! Jestem w stu procentach zakochana i co dziwne- mogę oglądać ten film miliony razy, a i tak zawsze śmieję się tak samo. Widziałam go już naprawdę wiele razy i nigdy nie jest mi mało, co więcej moja miłość do niego po prostu za każdym razem jeszcze wzrasta ( to możliwe? ) Jejku, teraz nawet bym włączyła i chociaż jestem mega zmęczona wiem, że ten rewelacyjny humor by mnie rozbudził. No magia po prostu! Wielbię. A płyta z muzyką, którą dostałam w tamtym roku od siostry jest jedną z najczęściej słuchanych płyt w moim pokoju. Wzbudza we mnie jakoś tak niesamowicie dużo emocji, że czasami nawet zdarza mi się przy niej płakać...:D

Wiedziałam, że ciężko będzie przebić tak dobry film, nawet jeżeli miał pokonywać go sam Tarantino. Czy się udało? Zdecydowanie nie. Przed chwilą oceniałam na filmwebie film i dałam naciągane osiem, bo moje serce nie pozwalało na nic mniej. Jednak mimo wszystko nie było dobrej muzyki ( tzn. była... ale Tarantino jest  oceniany przeze mnie o wiele surowiej niż inni twórcy i ich produkcje... ale idealnego soundtracku to nie mogę przeżyć najbardziej :< Brakowało mi chociaż jednej tak dobrej sceny z piosenką! Chociaż jednej. Zawsze przynajmniej jedną w każdym filmie dostawałam. Co się stało?! Przyzwyczaił, a teraz nie daje... ) brakowało mi krwi, brakowało mi idealnych dialogów... no i brakowało mi tego powalającego z nóg humoru. Natomiast kadry to cudo! Każda minuta tego filmu pod względem zdjęć jest perfekcyjna! Czołówka zapiera dech w piersi i każda kolejna scena jest równie dobra. Jestem na tak!

I oczywiście, to słaby film- ale jak na mojego ukochanego reżysera, gdzie jego prawie wszystkie filmy są w tysiąc kilometrów nad innymi moimi ulubionymi filmami, więc mimo wszystko i tak wpisuje się bardzo wysoko. Żebyście mnie źle nie zrozumieli :)
Poza tym w filmie odkryłam rewelacyjną Jennifer Jason Leigh, która świeciła w filmie swoim własnym blaskiem- coś niesamowitego. Jestem zauroczona i postaram się w najbliższym czasie obejrzeć ją w jakiejś innej roli- mam nadzieję, że trafię na równie odjechaną jak teraz. No i Samuel L. Jackson jak zawsze fenomenalny. Kurcze no- TARANTINO JEST MISTRZEM! Ale mimo wszystko mam do niego żal, że nie wyszłam z kina z wielkim rozwalającym ze szczęścia sercem. 

Mimo wszystko nie zawiodłam się, dostałam bardzo dobry film. Smutno mi jedynie dlatego, że nie miałam motylków w brzuchu i że prawdopodobnie już nigdy nie sięgnę po ten film... no może kilka razy ;) Jeżeli natomiast kogoś przeraża prawie trzygodzinna historia, to rozwiewam Wasze wszystkie wątpliwości- cała akcja jest tak zwarta i szybka, że ( pomimo, że czułam jakbym w kinie spędziła cały dzień ) naprawdę się nie dłuży i nie czeka na koniec :) Pod koniec jest najciekawiej! ♥ Więc czy polecam? A jakże bym mogła nie polecić? Oczywiście, że polecam i trzymam mocno kciuki żeby Was wszystkich złapał za serce :) Ja natomiast czekam na kolejny film - tym razem musi się udać... prawdopodobnie będę miała jakieś dwadzieścia dwa lata, jej O.o Trochę zabawnie :D


Byliście? Widzieliście? Jak wrażenia? :)

4 komentarze:

  1. Tak się składa że jestem szczęśliwym nabywcą soundtracku Nienawistnej Ósemki i nie mogę zgodzić się z zarzutem pod adresem słabej ścieżki dźwiękowej, skomponowanej przez Ennio Morricone. Fakt nie ma "sceny z piosenką" ale jest genialna ścieżka dźwiękowa mająca charakter oprawy dzieła. Imponuje mi pogląd jakby w filmie było za mało krwi, ta opinia z pewnością wyróżnia Twoją recenzję od innych :) Ja także jestem fanem Tarantino i moim zdaniem jest to jego najlepsza produkcja - dojrzała i nasycona klimatem Tarantinowskich produkcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po Twoim komentarzu poczułam, że coś w moim odczuciu filmu poszło nie tak. Postanowiłam chociaż trochę to nadrobić- włączyłam soundrack... no i nie, nadal tego nie czuję. Zostaję przy swojej opinii. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jestem tuż po powrocie z kina, dlatego nie omieszkam powiedzieć kilku słów na temat tego filmu właśnie tutaj, u Ciebie, bo chyba nikogo innego moje zdanie na ten temat nie obchodzi XD Nieważne.
    Rany, jeśli wg Ciebie w tym filmie było za mało krwi, to ja aż boję się oglądać inne filmy Tarantino (bo to mój drugi jego film, a pierwszym było Pulp Fiction dawno, dawno temu), bo dla mnie było jej miejscami trochę za dużo. Nie przeszkadzało mi to, bo wszystko było pokazane w tak groteskowy sposób, że czasem zamiast się krzywić wybuchałam śmiechem XD
    Soundtrack był świetny wg mnie, idealnie wpasowywał się w klimat i piosenki może by tego nie zniszczyły, ale tak jak było, było idealnie, ja nie zmieniłabym nic.
    A humor był! Skoro byłam w stanie śmiać się na widok lejącej się krwi, to musiał być. No błagam, nigdy w życiu nie śmiałam się z takich rzeczy.
    I nie zgodzę się też z tym, że każda sekunda po czołówce była dobra... bo początek był OKROPNIE NUDNY. Co jest ciekawego w bandzie gnojków jadących przez zamieć i rozmawiających? Nic. Początek był okropny. Ale potem się rozkręciło i było genialnie.

    "akcja jest tak zwarta i szybka, że naprawdę się nie dłuży i nie czeka na koniec" - z tym też się nie zgodzę, bo mnie momentami nużyło okropnie... ale za chwilę dostawałam tak makabrycznie-straszno-okropnie-cudowne momenty, że z miejsca wybaczałam zastój w akcji, niemniej jednak zastoje były.

    Ale śmiesznie, mieć tak skrajne opinie na temat jednego filmu, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahha, to taka magia kina! :D
      W filmie było mnóstwo krwi, nie przeczę, ale mimo wszystko była ona prawdziwa, nie przesadzona. Kiedy na tą laskę spadł mózg brata- wooooow! Rewelacja! ♥♥♥ Ale czegoś mi brakowało, co zawsze było... ale jak widzę to tylko moje odczucia.

      Co do czołówki- to nadal uważam, że arcydzieło. Kadry, muzyka WSZYSTKO! Cudo :)

      + oczywiście, że mnie interesuje Twoje zdanie na temat filmów, więc możesz pisać zawsze :)

      Usuń