poniedziałek, 15 lutego 2016

Kawalerka

 Hejka! :)
Co tam u Was? Ja właśnie od godziny wałkuję najpiękniejszą piosenkę świata i sądzę, że zaraz doprowadzę do tego, że nie będę mogła jej już słuchać- także na razie wykorzystuję sytuację ^^ Wracałam sobie dzisiaj padnięta ze szkoły ( czaicie, ze na lekcjach mieliśmy po trzy, jedenaście lub sześć osób O.o ) myślałam nad tym, że nie mam żadnego fajnego pomysłu na poniedziałkowy post. Nie wiem o czym pisać, a chcę pisać o czymś ekstra- ponieważ nadal chciałabym aby mój blog był fajny... kurde! Przecież nie mogłabym się poddać po kilku tygodniach ^^ Będzie fajny- serio ^^ No i taka głodna, zmęczona i z głową pełną marnych pomysłów weszłam do domu i ( teraz poznacie jedną z moich tajemnic ^^ ) jak się wchodzi do mojego domu to na przeciwko jest wielkie lustro ( no pewnie już je kilka razy widzieliście ) a po prawej stronie, zaraz za drzwiami znajduje się taka biała szafa na buty i na niej znajdują się klucze, cukierki, trzy lusterka, kwiatki i kilka innych ciekawych rzeczy... ale poza tym prawie codziennie znajduje się na niej coś jeszcze. Jakieś awizo, albo pocztówka, reklamy lub cokolwiek co zostało wcześniej wyjęte ze skrzynki przez moją mamę. Zazwyczaj wszystkiego się spodziewam, więc niespodzianką jest jedynie to, że wreszcie mogę to odebrać... ale dzisiaj w taki deszczowy pochmurny dzień zostałam po tej prawej stronie nieźle zaskoczona. Weszłam. Patrzę. Tam coś leży. Małego, więc nie książka, dosyć miękkiego i takiego przedziwnego. Mówię wooow! Co to może być? Cóż to za niespodzianka? 

O wspaniałych niespodziankach piszę się zawsze bardzo dobrze, więc po otworzeniu,wielkim zachwycie, po przeczytaniu i ocenieniu, że to jest dobre- a dobrem trzeba się dzielić- postanowiłam, że mam już rewelacyjny temat na poniedziałkowy post! :D Dzisiaj mianowicie o malutkiej książeczce ( taaaak, okazało się, że mimo małej koperty w środku była książka! A dla takiego mola książkowego to nie ma lepszych niespodzianek [ no dobra, niektórym czasami się udaje wymyślić coś innego lepszego... ale to są wtedy jacyś kosmici, którzy czytają mi w duszy! :D ] ) .

Rzec by można było, że do momentu wydania książki Zniszcz ten dziennik nie było mowy o żadnej innej pozycji, która zawierałaby w sobie z pozoru takie nic i jeszcze można było po niej pisać! Książka rzecz święta- z kredkami i długopisami z daleka! I można by było pomyśleć, że książki, w których główną rolę odgrywa biała kartka, kilka linijek tekstu i jakiś tam mały obrazek to dopiero niedawno, że to ludzie chcą zarobić pieniądze, bo taka to teraz moda, że w środku to może być nic. Może być pusto, bo ludzie lubią być szokowani ( ciśnie mi się tutaj na język Wszystko co mężczyźni wiedzą o kobietach )  I że to jest takie zabawne, ale z drugiej strony żałosne, bo co to się z tym światem porobiło.... bo za moich czasów....
I w sumie przed zanalizowanie tego niedawnego fenomenu niczego w książkach doszłam do wniosku, że wcale nieprawda! To wcale nie jest nowe! Teraz po prostu jest tego więcej i jak zawsze w tych trudnych momentach ciężko znaleźć coś dobrego. To tak samo jak nie ma dobrych polskich filmów- nienawidzęęę! Jest mnóstwo dobrych! Jak się ktoś bierze tylko za słabe polskie komedie, to się później nie dziwmy takim opiniom! Pamiętam,  że jeszcze jako dzieciak moja siostra dostała pod choinkę wspaniałą książkę, która tak bardzo wzruszała, że pamiętam jak płakałyśmy kończąc ją - zajęło nam to co prawda kilka minut, ale byłyśmy tak bardzo targane emocjami, że jeju! Polecam każdemu: A ja czekam KLIK Wtedy to było coś. Taka książka z jednym obrazkiem na białej stronie i z kilkoma słowami. Pamiętam i nie zapomnę chyba nigdy! ♥

Czemu dzisiaj o tych skąpych w słowa książkach? Bo w paczce znalazłam coś właśnie takiego. Tylko, że dobrego! Bardzo dobrego! I nie było możliwości żeby na fioletowym sercu się nie znalazło. 

Kawalerka to wielkości dłoni niewielka książeczka, która składa się z niewielu ponad dziesięciu kartek. W środku są rewelacyjne linearne ilustracje i kilka zdań tekstu. Poznajemy Pana Józka, który mieszka w kawalerce i nie chce już być sam... tylko jak w takim małym mieszkanku pomieścić kogoś jeszcze? Oj, no wiadomo, że przewidywalna, że cwaniaczki to już na początku mogą krzyczeć jak bardzo wiedzą jak się skończy i jak bardzo ich w ogóle nie zaskakuje... tylko moi Państwo, nie zawsze chodzi o zaskoczenie. Na niektóre rzeczy trzeba spojrzeć po prostu od strony graficznej, od ilustracji od prostego przekazu. Proste nie zawsze znaczy złe. Nawet bardzo rzadko to oznacza złe.... a to dobre jest na pewno, bo nawet jeżeli nie wierzycie moim słowom, to może uwierzycie międzynarodowej nagrodzie przyznawanej w konkursie na projekt ilustrowanej książki dla dzieci, którą Kawalerka otrzymała w 2014 r. ? ;) Mnie to przekonuje! :D

Dzisiaj miałam jakąś wielką potrzebę podzielenia się z Wami kilkoma spostrzeżeniami i może o książce zbyt dużo nie napisałam... ale przekonuję Was po raz kolejny- takie małe cudeńko jest warte kupna- czy to dla siebie czy na prezent. Aha! No i oczywiście w stu procentach nadaje się dla dzieci- jest wprost idealna! :)



Książka wydawnictwa Dwie Siostry - wiadomo! 
Przecież to stamtąd ilustrowane książki zawsze łapią mnie tak za serce, że nie mogę przejść obok nich obojętnie ^^
Lecę. Buziaki! :*

2 komentarze:

  1. Prześliczna! Ejj, w sumie to Ci zazdroszczę że dostajesz tak sobie książki. W tym sensie że ja muszę sobie wybrać, wyszperać, wyszukać i kupić albo wypożyczyć, a Ty czytasz to, co proponują Ci inni. No mega! <33
    A książka piękna, kocham takie minimalistyczne dzieła sztuki. Ja czekam aż na świat przyjdzie Henio, synek mojej siostry, i będę mogła obkupywać się w takie cudowne rzeczy, pod pretekstem prezentów dla Niego :D
    Btw, ja właśnie skończyłam czytać książkę "Bestiariusz Słowiański", na każdej stronie cudowne ilustracje. W zupełnie innym stylu niż w "Kawalerce" ale się bardzo zakochałam. Serdecznie polecam. Dodatkowo ciekawa inicjatywa, bo książka to tak jakby biografie wszystkich demonów, duchów i innych stworów, w które wierzyli nasi przodkowie. Ja dopiero co ją odłożyłam i nie.mogę się nadziwić, jaką wyobraźnię mieli Ci ludzie! Jeszcze raz serdecznie polecam. Szczególnie że każdy zna starożytne mity, a na hasło "szątopierz" każdy bezradnie rozkłada ręce :D
    A no i btw, co to za piosenka, o której mowa na początku? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sobie zazdroszczę możliwości czytania wszystkich książek, na które mam ochotę... ale to nie jest tak, że czytam tylko te, które proponują mi inni. Zazwyczaj sama sobie wybieram książkę, która mnie ciekawi ^^ A co do piosenki- to nie zdradzę, czekaj na muzyczną siódemkę- tym razem postaram się pisać je trochę częściej. Mam już cztery tytuły, więc coraz bliżej ;D

      Usuń