poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Mędrzec kaźni

Hejka! :)
Jejku, ale mamy ześwirowaną tę pogodę! Raz pada, raz świeci słońce i to wszystko w naprawdę niezbyt dużym odstępie czasu. Trochę smutek, bo chciałabym już się pozbyć kurtki i latać w kolorowych spodenkach. Za niewiele ponad dwa miesiące zaczynają się wakacje i wtedy zaczną się upały i piękny czas. Już się nie mogę doczekać, będzie czadowo! :D Macie już jakiś plan na ten czas? Ja niby mam, ale to wszystko mi się jakoś komplikuje i nie wiem, czy do czerwca będę miała cokolwiek zaplanowane. Szkoda, lubię mieć taki chociaż malutki szablon i chociaż jeden poważny wyjazd- tak, żeby mieć pewność, że wakacje nie będą zmarnowane. Oczywiście, w moim wypadku zmarnowane nie są nigdy... ale jednak dla dobrego samopoczucia fajnie być pewnym. Zobaczymy jak to będzie. Jedno co jest pewne- chciałabym żeby w tym roku fioletowe-serce nie ucierpiało na moich wyjazdach i żeby było tu bardzo inspirująco, wartościowo i fajnie. Relację zdam Wam we wrześniu :p

Dzisiaj jednak nie o planach, a o książce! Tak mocnej książce, że ciężko zapomnieć o niej chociażby na chwilę po zamknięciu ostatniej strony. Czytam bardzo dużo i zazwyczaj są to pozycje, które mnie zadowalają. Jednak czasami zdarzają się takie petardy, że brakuje słów, którymi można by było opisać swoje uczucia. Mędrzec kaźni właśnie taki jest. Niepozorna, cieniutka książka zawierająca w sobie niewiele ponad sto trzydzieści stron. Nie wiem dlaczego, ale kiedy po nią sięgałam wydawało mi się, że będzie ona o kanibalu. Tak jakoś dwa słowa na "k", więc uznałam, że będzie fascynująco. Jednak już po kilku stronach okazało się, że nie o kanibalu, a o kacie. Zupełnie dwie różne postacie, ale moim zdaniem równie ciekawe. W tym wypadku nawet ciekawsza.

Młody dziennikarz wyjeżdża do Paryża w celu przeprowadzenia swojego pierwszego, poważnego wywiadu. Jest bardzo podekscytowany. Jak to bywa z sytuacjami pierwszymi- wkłada w to całe serce. Wie, że od tego zależy jego przyszłość i może osiągnąć naprawdę wiele. Rozmowę przeprowadzić ma ze starszym już mężczyzną, który przez wiele lat był paryskim katem i sprawował władzę nad gilotyną. Podczas jego służby życie straciło ponad trzysta przestępców. Mężczyzna jednak okazuje się bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną. Wspólnie spędzają przyjemnie czas, a poza odpowiedziami na pytania zadawane przez młodego dziennikarza nawiązują rozmowę o swoich poglądach na temat wyroków śmierci. Jest to niesamowicie mocne wejście wgłąb człowieka. Tak ciężko czasami zrozumieć naszą naturę i nasze postępowanie. Kiedy na wierzch wychodzą nasze najgorsze cechy, które niestety posiada praktycznie cała ludzkość w świadomości czytelnika dzieje się coś tragicznego! Ja byłam w stu procentach rozwalona i ciężko mi było dojść do siebie przez długi czas. Oczywiście poza niesamowitymi przemyśleniami dwóch mężczyzn w książce znajduje się również niesamowita historia, która trzyma w napięciu. Mędrzec kaźni należy do tych tytułów, które tak bardzo zaciekawiają, że po pierwsze: nie można się od niej oderwać i pochłania się ją za jednym razem, a po drugie: tak bardzo trzyma w napięciu, że naprawdę trzeba się mocno skupić, aby nie wybiegać wzrokiem zbyt daleko. Mam nadzieję, że każdy z Was zna to uczucie, kiedy serce zaczyna bić szybciej, a Wy chcecie jak najszybciej skończyć całą historię- nie dlatego, że macie tego wszystkiego dość, a dlatego, że już nie możecie się doczekać zakończenia! Jeżeli nigdy tak nie mieliście, to śmigajcie do księgarni i bez zastanowienia kupujcie Mędrca kaźni. Moim skromnym zdaniem- dzieło wybitne! W najbliższym czasie mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po kolejny tytuł Tomasza Kowalskiego i jeżeli on również okaże się tak dobry, to zostanę wierną fanką! Ah, już dawno nic nie poruszyło mnie tak bardzo. 

O okładce dzisiaj aż nie wypada wspominać. Ja mimo wszystko to zrobię, jednak nawet jeżeli byłaby to najgorsza z okładek, które widziałam w życiu, to i tak nie wiele by mnie to interesowało. Treść, moi drodzy, treść w środku załatwia wszystko! Jednak tym razem wszystko skomponowało się w idealną całość, a oprawa graficzna dodaje jedynie plusów. Nie będę się nad nią zbyt długo rozczulać, ale uważam, że jest bardzo, bardzo dobra! Zaczynając od kolorystyki, poprzez font (chociaż ten języczek od "ę" jest niepokojący! ^^), umieszczenie napisów i kawałka tej gazety. Dobrze no! Bardzo dobrze. Jedyne nad czym bym popracowała chwilę dłużej to ta krew spływająca z kołnierzyka koszuli. Już prawie jest dobrze, ale mimo wszystko wygląda troszkę zbyt nienaturalnie... Pomysł jest rewelacyjny, a poprawka zajęłaby pewnie kilka minut. To tylko takie moje małe przyczepienie się, jak zawsze ^^ 
A jeśli już zaczęłam o tej stronie dla oka, a nie dla duszy przede wszystkim- to moim zdaniem zawarte w środku fotografie wszystko psują! Tak, w środku znaleźć możecie naprawdę wiele zdjęć, rysunków, rycin przedstawiających gilotyny, ludzi z obciętymi głowami, itp. Jedna wydaje mi się, że bez tego książka obyłaby się bez dwóch zdań, a czytelnik nie byłby rozpraszany podczas czytania. Często patrzy się na książkę i szuka obrazków- kiedy są jest dobrze, jednak nie w tym wypadku :D


Polecam tak bardzo, że nawet nie wiecie jak! :D
Biegnijcie do księgarni. Zobaczycie, że ta książka będzie żyć swoim życiem- będziecie pożyczać ją każdemu, bo to naprawdę dobra lektura!
Buziaki! :*

2 komentarze:

  1. Ponieważ nie dostałam zjebki za mój ostatni komentarz i moje czepialstwo, to znowu się przyczepię - wgłąb piszemy łącznie (NIE "w głąb"). Analogicznie - NIEWIELE zamiast "nie wiele".
    A książki trochę się boję, jednak czuję że to moje klimaty, bo ja lubię takie chore historie (na papierze - w życiu realnym nie bardzo ^^), więc na pewno przeczytam, jeśli wpadnie mi w łapki.

    OdpowiedzUsuń