środa, 27 kwietnia 2016

Sklepy cynamonowe

Hejka!
Zawsze mam inną wymówkę na moją nieobecność, więc dzisiaj zarzucę nową: mam gorączkę, jestem umierająca i ogólnie nie za ciekawie. Wczoraj po szkole wróciłam, weszłam do łóżka, zasnęłam na kilka ładnych godzin i nie interesował mnie cały świat. Aktualnie gorączki już chyba nie mam, ale zajadam się czosnkiem, wodą z cytryną, miodem itp. Jutro już będę zdrowa! Od piątku zaczynam swój baaaaardzo długi weeend majowy. Do dyspozycji będę miała aż dziewięć dni, będzie się działo. Mam taki plan, że będę miała plan! Jakoś ostatnio mi to chyba umyka i później bardzo na tym tracę. Pozdrawiam gorąco ludzi zorganizowanych, bo jeżeli mają w sobie mnóstwo miejsca na spontaniczność, to są najlepsi. Dzisiaj usiądę (okey, poleżę), wezmę kartkę i w te dziewięć dni zapiszę same super rzeczy, na które nigdy nie mam czasu. W żadnym dniu nie zapomnę o fioletowym-sercu. Powiem więcej: wymyślę coś super, lepszego niż zawsze. Mam nadzieję, że się uda :D

A czemu taka długa ta przerwa? Poza trzydniową majówką doliczają mi się również dni, w których maturzyści piszą matury. Tak, jestem w wieku, w którym i ja powinnam przeżywać, stresować się i uważać te dni za najgorsze na świecie. Na szczęście zostało mi to oszczędzone- mam jeszcze rok! ♥ Kiedyś wydawało mi się, że to nie ma sensu. Rok dłużej w szkole? NIGDY! Teraz wybrałabym tak jeszcze tysiąc razy. Naprawdę. Także- zbliżają się wybory szkół. Pamiętajcie o tym co mówię. Jeżeli w plastykach odstrasza Was jedynie ten dodatkowy rok, to uwierzcie, że po czterech latach będziecie rękami i nogami zapierać się żeby nie odchodzić. 

Trzecia liceum zobowiązuje. Nie wiem, czy też tak mieliście, ale ja przy starszym rodzeństwie, kuzynkach i Babci posiadającej małą biblioteczkę ze starymi najważniejszymi polskimi książkami, zawsze czekałam aż dojdę do momentu, w którym będę musiała przeczytać Pana Tadeusza, Lalkę, Quo Vadis, Przedwiośnie no i oczywiście te niesamowite Sklepy cynamonowe. 
Zazwyczaj okazywało się, że moje marzenia o przymusie przerobienia tych książek kończyły się moim wewnętrznym płaczek. Oczywiście- każda z nich coś w sobie miała, ale kiedy przychodzą wątki historyczne, rozpracowywanie wszystkiego na części pierwsze i dostawanie ocen za swoją wiedzę z literatury, którą właśnie się omawia... ludzie! Nie polecam nigdy. 

Jednak ze Sklepami cynamonowymi było trochę inaczej. Pamiętacie jak w tamtym roku pojechałam do Zakopanego? Codziennie przed wędrówką lub zaraz po niej wracaliśmy do pokoju. Jednak chwilkę przed zachodziliśmy do sklepu. Do Sklepu cynamonowego. Jeszcze wtedy o tej książce wiedziałam, że jedynie jest, natomiast mój kolega był już dawno po jej przerobieniu. Opowiadał mi niesamowite historie tego sklepu i podsycał moją ciekawość. Jednak z racji wielu innych propozycji do czytania w moim zbiorze- postanowiłam, że książkę, która i tak będzie moją lekturą- zostawię sobie na później. Tak też zrobiłam. 

Właśnie nadszedł ten rok, w którym to Sklepy cynamonowe były zadane mi na lekcji. Jedno opowiadanie, tytułowe. Zasiadłam z niesamowitą ciekawością, chłonęłam każde słowo. Czekałam na to, o czym opowiadał mi mój kolega. I wiecie co? Całe opowiadanie ma lekko ponad trzydzieści stron, ale o sklepach jest zaledwie.... jedno, może dwa zdania. 

Czytałam i czułam, że nie rozumiem niczego. Zestresowana poszłam do szkoły i okazało się, że to co miałam zrozumieć-zrozumiałam. Jednak Schulz jest postacią tak zagadkową, że Łatwiej mówić Schulzem niż o Schulzu. Dlatego ja nie będę próbowała wyjaśnić Was o co w nich chodzi. Oszczędźcie mi tego ^^ Powiem Wam jedynie, że zaciekawiona tym jednym opowiadaniem przeczytałam wszystkie pozostałe. Idealny przykład literatury, do której wiem, że będę musiała wrócić jeszcze wiele razy, ponieważ za każdym razem zrozumiem ją zupełnie inaczej- lepiej. To książka magiczna, w której jest tak wiele ukryte, z której trzeba tak dużo wyciągnąć. Podobno Schulza nie da się nie czytać na głos. Coś w tym jest. Po Sklepach cynamonowych już każde inne czytałam na głos. Było warto. Chociaż rozumiałam i tak jeszcze w niewielkim stopniu, to mimo wszystko w większym. Te historie po prostu trzeba poczuć, usłyszeć i wyobrazić sobie. Jeżeli będę pisała tego bloga w wieku trzydziestu lat, to obiecuję Wam, że napiszę o niej znów, po drugim przeczytaniu. Post będzie wyglądał zupełnie inaczej i tysiąc razy lepiej. Na razie moją uwagę i zachwyt przyćmiewa tak niesamowita odmienność od innych książek, które miałam w ręce. 

Co do oprawy graficznej. Wydawnictwo MG i ich serię ilustrowaną na pewno już dobrze znacie. Sklepy wydane w tej samej konwencji w przepięknym żółtym kolorze zawierają w sobie rysunki Schulza! ♥ Rewelacyjne szkice, które dopełniają tę książkę i tworzą z niej małe arcydzieło literackie jak i kulturalne. Posiadanie takiego małego cuda w domu, moim zdaniem, jest konieczne i bardzo uszczęśliwiające. No i pięknie wyglądające przy okazji! :) Schulza można lubić i nie lubić, jednak nie można nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że to wybitny artysta! Także ja gorąco polecam. Kupić, w tym wypadku kupić, ponieważ niewątpliwie nie będziecie chcieli się z nią rozstawać i z miłą chęcią będziecie chcieli wrócić do niej po kilku latach. A przynajmniej moje myśli są ulotne i wydaje mi się, że jeżeli nie miałabym jej na półce szybko bym o niej zapomniała, a na pewno nie miałabym sentymentu, kiedy otwierałabym zupełnie inne wydaje, niż to które czytałam będąc dziewiętnastoletnią dziewczynką :)


Buziaki! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz