wtorek, 2 sierpnia 2016

polaroid 1000



Hejka! :D
Złapała mnie jakaś okropna choroba, więc nie mam aktualnie na nic siły, ale mam tak wielką ochotę napisać długi, ambitny post, że właśnie gotuję mleko i robię kakao, które będzie mi towarzyszyło mam nadzieję przynajmniej przez połowę mojego twórczego wymachiwania palcami po klawiaturze. 

Rok 2016 muszę zaliczyć chyba do tych najbardziej owocnych jeżeli chodzi o spełnianie swoich gadżetowych zachcianek, które od zawsze chciałam, żeby pojawiły się w moich rękach, ale zawsze znajdywałam jakieś ale W tym roku jednak coś się zmieniło i chyba rezygnuję z moich barier przed kupieniem czegoś więcej niż nowego obiektywu do mojej lustrzanki (niedziałającej już oczywiście). 

Jedną z takich rzeczy był polaroid. Co jakiś czas miałam fazy, że wchodziłam na allegro, szukałam i zazwyczaj już byłam prawie przy zakupie, kiedy jednak rezygnowałam i tak z roku na rok. Jednak nie tym razem! Jakieś pół roku temu wreszcie się zdecydowałam i uwierzcie, że kiedy przyszła do mnie paczka, w której się znajdował byłam najszczęśliwsza na świecie! Na robienie zdjęć jednak miałam poczekać do wakacji, więc powiesiłam go godnie na mojej pięknej drabinie i czekał. Cierpliwie. Aż wreszcie się doczekał. Dzisiaj jest post, w którym opiszę wszystko z mojej perspektywy i powiem, czy warto było tak sobie tym zaprzątać głowę, czy efekt mnie zadowala, czy może bardzo rozczarowuje.... no i oczywiście sprawdzimy prawdziwość amerykańskich filmów! ^^


Zdecydowałam się na zakup starego polaroida 1000. Nawet do głowy nie przyszło mi, aby kupić jakąś nowszą wersję ponieważ zależało mi nie tylko na zabawie, ale również na wyglądzie. Stare polaroidy to klasyki same w sobie. Każdy nawet nieinteresujący się fotografią człowiek widząc na ulicy takie cudo doskonale wie jak się nazywa i do czego służy. Jednym zdaniem: potrzebowałam tej tęczy, która sprawiała mi niesamowitą radość :D Do tego modelu nadają się jedynie klisze SX-70 z Impossible, które bardzo polecam, bo u mnie sprawdziły się idealnie. W jednym opakowaniu jest osiem kliszy, w internecie są filmiki, które pokazują jak je zamontować w środku i jak z nich korzystać. Uwierzcie, że jest to dziecinnie łatwe :)

Przez pół roku obawiałam się, że tak stary sprzęt może już nie działać i cóż... nie myliłam się. Podekscytowana włożeniem kliszy byłam w idealnym stanie na zrobienie pierwszego zdjęcia. Niestety klisza nie wyskoczyła, a za drugim razem guzik nie chciał już ze mną współpracować. Na szczęście nie byłam sama i kiedy aparat wpadł w magiczne ręce od razu się naprawił! UF! 

Do wykorzystania miałam 16 kliszy i w aparacie zostały mi jeszcze prawdopodobnie jedna, którą wykorzystam chyba dopiero w następne wakacje. Jednak: na piętnaście zrobionych aż cztery nie wyszły. Trzy z powodu zepsutego na początku aparatu, a czwarta została zmarnowana w najgłupszy sposób w jaki mogła zostać zmarnowana klisza z polaroida- wsadziłam aparat do torebki, coś w środku przytrzymało czerwony guzik i tak powstała czarna plama z mojej torebki, eh :p 

Wszystkie zdjęcia (oprócz jednego) były robione jako selfie (oczywiście zawsze w dwie osoby, nie jestem psycholką, żeby kupować polaroida do pstrykania jedynie sobie zdjęć^^) i niestety jeszcze nie doszłam do momentu, w którym mogłabym powiedzieć, że rozumiem w jaki sposób ten aparat ustawia ostrość. Kiedy chcę zrobić zdjęcie czegoś co widzę przez wizjer wszystko jest banalne- czekam chwilę, aż pożądany przedmiot stanie się wyraźny i wciskam guzik... ale takie zdjęcie z rączki, to już nie lada wyzwanie. Miałam już tezę, że polaroid 1000 to po prostu anyselfiacz. Może coś w tym jest?! ^^ Drugim problemem jest ustawienie idealnej ekspozycji. Pokrętełko ze światłem jest bardzo czułe i tylko kilka zdjęć udało się ustawić na perfekcyjnym naświetleniem. Zazwyczaj było troszkę prześwietlone.


Wiecie co jest najwspanialsze w tego typu fotografiach?! To, że nawet jeżeli osoby na zdjęciu są w połowie ucięte, nieostre i prześwietlone to dla Was i tak będzie to najpiękniejsze zdjęcie na świecie :D Ja swoim zestawem chwalę się na około, a sama oglądam go miliardy razy. To o wiele fajniejsze niż cały czas klikanie w zdjęcia na laptopie (chociaż takowe oczywiście również posiadam). Poza tym jeszcze żaden sprzęt podczas robienia zdjęć nie sprawiał mi tyle szczęścia... i stresu. Dobre ustawienie, upewnianie się, że na pewno już, że teraz klikamy, że robimy- polecam każdemu. No i co najważniejsze,a  czego zawsze brakuje mi w zdjęciach z telefonu- te zdjęcia są niesamowicie szczere. Przynajmniej na moich zdjęciach bije mnie po oczach ta niesamowita radość i prawdziwy uśmiech, ta radość z robienia zdjęć czymś tak niesamowitym. Na telefonie zazwyczaj robię głupie miny, albo uśmiecham się sztucznie, ale wyglądam wtedy ładnie. Tutaj z racji tego, że nie ma podglądu, a serce przepełnia Ci radość nie ma możliwości na pokazanie fałszu. Strasznie mnie to cieszy! ♥



Minusem jest przede wszystkim cena. Kiedy już robiłam zdjęcia zupełnie się tym nie przejmowałam, serio. Zupełnie nie patrzyłam na to jak na "kurde, mogło być lepiej, dziesięć złotych w plecy :(" NIE! W ogóle o tym nie myślałam i nie myślę. Mam tu na myśli jedynie to, że do nowych polaroidów (brzydkich fuj!) jedna klisza to koszt około jednej złotówki, czyli około dziesięć razy taniej.... no ale wiecie, z drugiej strony to jest plus: gdyby były takie tanie, to pewnie strzelałabym tych fot na okrągło i nie miałabym piętnastu, tylko czterysta! A przecież nie o to w tym chodzi. Przynajmniej dla mnie ważne jest to żeby było ich jak najmniej, ale były jak najbardziej dobrym fundamentem do wspomnień. Moje takie są.... chociaż zapewne istnieje tylko jedna osoba na świecie, której podobają się one równie mocno jak mi. Jak będę chciała kiedyś robić artystyczne zdjęcia tym sprzętem, to Was o tym poinformuję i stworzę osobny post, na którym przedstawię wszystkie, a nie tylko jedno, zdjęcia, które zrobię. Myślę, że za rok taki post się pojawi, bo czemu by nie spróbować. Myślę, że wymyślę fajny projekt i go wykonam! :D Także chociaż widnieje to pod minusem- wszystko jest jak najbardziej na plus.


Czy warto? Nie będę się tutaj zbyt długo rozpisywać. Myślę, że z mojego całkiem długiego wywodu mogliście już wywnioskować jak bardzo jestem zadowolona z tego cudeńka. Wszystko mi w nim odpowiada, a poza tym- kiedy go nie używam bajecznie komponuje się z moim pokojem, co również jest dużym plusem. Jestem całkowicie anty nastawiona do tych nowych wynalazków. Są bardzo brzydkie dizajnersko, wyglądają jak niezbyt dobre zabawki dla dzieci i nie podoba mi się ich kształt oraz rozmiar kliszy. Z tego co się orientuje takie zdjęcia nie są nawet kwadratowe.... nie korzystajcie z tego ^^ Ja jestem w stu procentach zakochana, zadowolona i zauroczona! Polecam wszystkim... chociaż teraz świta mi w głowie pytanie, czy rzeczywiście chcę żeby teraz wszyscy mieli taki aparat. Chyba włącza mi się ten syndrom chęci bycia niesamowicie oryginalną. Wybaczcie, już tam mam ^^


No i teraz najważniejsze!!! Kojarzycie te filmy, w których młoda dziewczyna idzie ze swoim chłopakiem na plażę i robią sobie zdjęcie z polaroida, ono wyskakuje, Ona kilka razy nim potrząsa w prawo i w lewo- i jest! Piękne, ostre, idealne, w dwie sekundy. O! Albo kiedy amerykańskie dziewczyny robią sobie pidżama party i razem postanawiają uwiecznić tę chwilę na zdjęciu- wyjmują polaroida i wyskakujący papier jest już zrobionym, idealnym zdjęciem. Tak, ja też wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nie wiem, czy wszystkie modele tak mają, w każdym razie słyszałam, że większość, ale klisza, która wyskakuje z aparatu jest oblana takim jakby niebieskim płynem. Jak najszybciej zdjęcie trzeba schować w ciemne miejsce i odczekać około dziesięciu minut. Po kilku dniach nawet to polubiłam i uznałam, że ten okres czekania jest o wiele fajniejszy, niż gdybym miała gotowe zdjęcie od razu po wyzwoleniu migawki. Serio! ♥ Także wiedzcie, że amerykańskie filmy kłamią nawet z tym.... ale wiedzcie, że dobrze, że w prawdziwym życiu nie jest tak jak proponują to reżyserzy. 

Miałam mały problem z przechowywaniem tych zdjęć. Zastanawiałam się, czy kupić jakiś album, czy powiesić je wszystkie w widocznym miejscu, albo czy kupić skrzyneczkę i całe życie wrzucać do niej coraz to nowsze zdjęcia. Uznałam jednak, że na razie nie będę kombinować i okleiłam zwyczajnie pudełeczko po kliszy szarym papierem i zawiązałam na nim wstążeczkę- Ameryki nie odkryłam, ale pasuje mi do tego klimatu idealnie. Oczywiście nie mogłam nie ulec pokusie zawieszenia jednego zdjęcia na drzwiach, ale to tylko jedno- resztę chowam i wrzucam do mojej drewnianej skrzyni ze zdjęciami ^^ Zostawiam Was z dużą ilością zdjęć i uciekam, a Wy piszcie co o tym myślicie ;)


Buziaki! :*

6 komentarzy:

  1. Zniszczyłaś mi życie obaleniem mitu ;____; To prawie tak druzgocące jak dowiedzieć się, że w prawdziwym sądzie wcale nie wstaje się krzycząc "sprzeciw!".

    Kurczę, te zdjęcia mają w sobie jakiś taki specyficzny klimat mimo wszystko. Podobają mi się bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie w Polsce...

      W ogóle to chyba kiedyś już o to pytałam, ale czy możesz podać mi swojego filmweba? ♥

      Usuń
    2. karolina1358_filmweb :)

      Usuń
  2. Mega, zawsze o czymś takim marzyłam! ♥Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥ Buziaki!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na moim blogu pozwalają mi poznać tych, którzy czasami tutaj zaglądają. Pozwól poznać mi i siebie! Porozmawiaj ze mną! :)
Na każdy sensowny komentarz staram się odpisywać ( u mnie na blogu ) - jeżeli masz jakieś pytanie PYTAJ! :)
* reklamowanie swoich blogów poprzez moją stronę jest głupie, ale rób co chcesz! ;)