niedziela, 4 września 2016

niedzielne inspiracje

Hejka! :)
Jeszcze przez jakiś czas będę troszkę wspominała wakacje, właśnie tak jak dzisiaj. Myślałam, że w tym roku nie uda mi się dotrzeć na żaden wakacyjny koncert, czy festiwal... ale chyba nie ma takiej możliwości. Jest ich zawsze tak dużo, że musiałabym się chyba zaprzeć rękami i nogami w domu, aby ktoś mnie gdzieś nie wyciągnął. W komentarzach widziałam zainteresowanie moją reakcją na koncert Taco, więc postanowił nie opisywać tego pod notką, tylko stworzyć cały osobny post, bo mogę! :D


1. TACO Hamingway - dziwie się samej sobie, że tak bardo lubię tą muzykę. Chyba cała Polska w pewnym momencie została zaskoczona faktem, że chociaż większość nie słucha tego rodzaju muzyki, to jednak to trafia w sedno każdego z nas. Coś musi w tym być! Większość moich znajomych lubi, słucha bardzo rzadko, ale zna wszystkie te najpopularniejsze piosenki. Ja również należałam do tego grona ludzi.... chociaż kilka razy słuchałam na Spotify całej płyty. Na Helu w sierpniu odbywały się koncerty w ramach EB Hel Spot. Pojechałam, znienawidziłam Hel i poszłam na koncerty. Od tego momentu jestem fanką TACO! Serio. Nie dość, że rewelacyjny człowiek, bardzo skromny, zabawny i bardzo bardzo sympatyczny. Poza tym dzięki niesamowicie dobremu nagłośnieniu (serio. Chyba pierwszy raz byłam na koncercie, gdzie nie znając tekstów słyszałam każde słowo) mogłam dobrze zapoznać się z tekstami i zrozumieć ich sens... no i kurde! Są takie proste, szczere, zwykłe i piękne. Wow! Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję znaleźć się na koncercie Taco Hamingway- to strasznie polecam. Niesamowite jest to, że przy nadmiarze wszystkiego (a przed Taco był Tede, więc wiem co znaczy nadmiar ^^) nagle na scenę wychodzi facet w bluzie, za sobą ma człowieka, który puszcza niesamowite podkłady muzyczne i on nagle zaczyna rapować i wszyscy czują się tak świetnie! No genialne no! :D


2. Łąki łan- to już moja druga przygoda z tym zespołem i po raz kolejny było idealnie! Z ręką na sercu mogę przyzna, że ten zespół daje najlepsze koncerty na świecie. Pierwszy z nich miałam w Mjazzdze. Mało ludzi, więc rozruszanie ich nie jest aż tak bardzo spektakularne (chociaż i tak uważałam to za wielkie WOW!), ale nagle na festiwalu, na piasku, na plaży w pewnym momencie kiedy pokazują, że mamy na spokojnie kucnąć.... i wszyscy WSZYSCY to robią. Wow. To musi być taki niesamowity widok ze sceny. Zabawa zaczyna się już od pierwszych dźwięków, pierwszej piosenki. Jeżeli potrzebujecie się wybawić, to to jest właśnie właściwe wydarzenie. Tak sobie myślę, że na ich koncert mogłabym nawet iść sama. Nie ma czasu na rozmowy, nie ma czasu nawet żeby powiedzieć do osoby towarzyszącej, że jest super. Tylko zabawa, zabawa i zabawa. Polecam! (jestem za zdjęciu, możecie mnie znaleźć^^)


3. Luxtorpeda- informacja dla Elbląga: jeżeli kiedykolwiek będziecie chcieli iść na koncert organizowany przez Pub Sąsiedzi, który odbywa się na ulicy Fabrycznej, a nie w pubie to tak bardzo nie polecam, że z miłą chęcią krzyczałabym o tym na środku miasta. Oczywiście, muzycy, którzy są fenomenalni poradzą sobie nawet z najgorszym miejscem.... ale wyobrażacie sobie zrobić mocno rockowy koncert w pomieszczeniu z kafelkami i ścianami ze szkła.... na dodatek w kolorowe witrażyki, którym daleko do stwierdzenia ładne. Wyobraźcie sobie, że idziecie na koncert super znanego, cenionego i dobrego zespołu... i nagle odbywa on się w miejscu, w którym koncerty mogłyby dawać zespoły miejskie, które mają właśnie swój pierwszy występ. Wyobraziliście to sobie? Właśnie tak było -.- No okey, nie ważne miejsce, nie ważni ludzie- ważni artyści.... tylko kiedy wychodzą na scenę i przez cały koncert borykają się z akustyką, bo miejsce jest zupełnie nieprzystosowane do koncertów to (przynajmniej mi) nie jest dobrze na to patrzeć. Na każdym koncercie, na którym jestem mam nadzieję, że artyści bawią się równie dobrze jak ja. Oczywiście, nie chodziło o to, że wyszli naburmuszeni i cały czas narzekali. Chodziło bardziej o to, ze bardo starali się, żeby było dobrze, a nie byli zadowoleni z efektów. Oni nie byli. Ja byłam. Chociaż nie było słychać wszystkich słów (w sumie tylko czasami było coś słychać bardzo wyraźnie), to słuchanie Luxtorpedy na żywo to doświadczenie zupełnie nieporównywalne do słuchania ich z płyt. Rewelacja! Poza tym, że robią naprawdę bardzo dobrą muzykę, to są również niesamowicie dobrymi ludźmi (wiem, że cały czas o tym wspominam, że powinnam się zająć muzyką, skoro mówię o koncercie.... ale dla mnie chyba bycie dobrym człowiekiem jest najważniejsze, więc o). Miałam możliwość poznać Litze- tego człowieka, którego pokochałam za serce i za to co ma w głowie i jaką ma duszę. Pamiętacie jak pisałam Wam o książce, którą napisał z Szustakiem? Poza tym są również różne rekolekcje na youtube i ... kiedy z nim rozmawiasz nagle okazuje się, że jest taki sam i to co czytasz i wydaje Ci się takie niesamowite- z niego wypływa tak po prostu. Jest to dla niego takie zwykłe i normalne, prawdziwe. Czuć, że ma to w sercu, a nie że wyuczył się tego chodząc do Kościoła, czy że gdzieś to zasłyszał. Wow! Chciałabym kiedyś dojść do takiego etapu w swoim życiu. I tak, jeżeli miałabym spędzić dwie godziny na rekolekcjach, w których dawałby swoje świadectwo, czy po prostu mówił o swoim życiu, to z miłą chęcią wybrałabym to bardziej niż koncert Luxtorpedy.... jednak miło jest widzieć takich zwykłych ludzi, którym nie odbiła sława. Którzy po prostu przed koncertem wychodzą zapalić fajkę tam, gdzie palą ją wszyscy. Normalnie rozmawia z ludźmi i czuć od niego taki spokój. No jestem zachwycona. Polecam serdecznie. Bardzo bardzo! ♥ (tutaj na zdjęciu grupowym też jestem ^^)

A Wy byliście na jakiś koncertach w te wakacje? Do jutra! :*
Buziaki! :D

1 komentarz:

  1. Ja nie byłam na ani jednym :(
    A żałuję, bo chciałam się wybrać na festiwal !

    OdpowiedzUsuń