niedziela, 25 września 2016

odejścia

Hejka! :D
Mam dzisiaj na tyle dziwny dzień, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, dlatego postu z niedzielnymi inspiracjami nie będzie- ale to nie jest przecież aż tak zaskakujące ^^ 
Żegnałam dzisiaj kogoś bardzo ważnego dla mnie i dla ludzi z mojego otoczenia i jakoś ta nie mogę się po tym pozbierać. Co innego, kiedy rozstajesz się ze swoim przyjacielem z powodu studiów i zupełnie innych miast w Polsce, ze świadomością, że Wasza znajomość nie ma prawa się rozpaść ponieważ oboje budowaliście ją razem, starając się, aby to wszystko było trwałe i wieczne. Jednak kiedy przychodzi moment pożegnania kogoś, z kim widziałeś się prawie codziennie, ale służbowo nagle w głowie pojawia się milion myśli: "Czy to przetrwa? Czy znajdziemy dla siebie czas"... to taka sama sytuacja, jak ze szkoły. Kiedy macie w klasie swoich fajnych znajomych, których widzicie codziennie i z którymi świetnie spędzacie czas... ale jedynie na przerwach. Nie uważam żeby te znajomości były w czymkolwiek gorsze od tych, które istnieją jedynie poza szkołą. Moim zdaniem czasami są nawet dojrzalsze, ponieważ tacy ludzie spędzają ze sobą naprawdę sporo czasu dzień w dzień nawet kiedy tego nie chcą.... tylko jak o wiele trudniej jest wtedy utrzymać tą znajomość w momencie kiedy szkoła już nas nie dotyczy i dotrzeć musimy do siebie poza naturalnym środowiskiem naszej relacji. Teraz będąc w ostatniej klasie również mam w głowie myśli: "Czy to się utrzyma?" to nie zawsze chodzi o to, że w takich chwilach sprawdza się prawdziwość znajomości. Po prostu- czasami wynikają różne sytuacje i chociaż oby dwie strony chcą, to nie mogą. I tak mam właśnie teraz. Co prawda nie o szkołę, a o Kościół i Wspólnotę chodzi, ale czuję, że chociaż nikt dzisiaj nie umarł, to tracę dla siebie coś mocno ważnego. Dla siebie i dla innych.

Tyle się mówi o ludziach, którzy przywiązują się do innych z niesamowitym natężeniem... jeżeli to takie niesamowite i wymienia się ich, jak coś innego, to znaczy, że istnieje również druga strona medalu, czyli ludzie, którzy nie przywiązują się wcale. Zupełnie nie mogę sobie wyobrazić takich ludzi. Zupełnie! Jestem osobą, która do niektórych umie przywiązać się po kilku minutach rozmowy, przeszkadza mi to w życiu niesamowicie, ale chyba nie chciałabym inaczej. Cieszę się, że mam tak jak mam, chociaż bardzo często niesamowicie mnie to irytuje.

No i tak piszę dzisiaj bez jakiegoś większego sensu, tylko dlatego, że o niczym inny pisać dzisiaj bym nie umiała, bo to są moje dzisiejsze jedyne myśli. Mam nadzieję, że zrozumiecie... a u mnie na blogu kolejna dawna zdjęć z lustra. Na razie nie mogę dodawać ich w normalnych rozmiarach, bo jak już Was informowałam, coś tam muszę pozmieniać w Rawach i wtedy wszystko już będzie pięknie! Ale powiem Wam już teraz, że mój nowy analogowy obiektyw robi zdjęcia jak marzenie! Na razie na tych moich próbach jeszcze tego nie widać, muszę się z nim dotrzeć, aleeee to będzie coś! ♥ Zupełna różnica między tym co było, a co jest teraz :)

Buziaki
ps jutro powiem Wam o czymś superrrr! ♥

1 komentarz:

  1. Z przyjemnością czytało mi się twój post <3
    Obserwuje i zapraszam do siebie
    http://fashion-world-inspirations.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń