czwartek, 8 września 2016

Pani Furia

Hejka! :)
Ostatnio wydarzyła się dosyć duża tragedia, ponieważ w Krynicy Morskiej zostawiłam wszystkie swoje zabrane tam książki (czyli około dziewięciu tytułów). Przez matematykę zupełnie nie miałam głowy do czytania i jeżeli już brałam się za jakąś książkę, to był to podręcznik. Jej, ale wiecie jaką mam teraz motywację i jaka jestem szczęśliwa siedząc na matematyce i ciesząc się z tego przedmiotu. Wcześniej mi się to nie zdarzało. Oczywiście, wakacje miałam przez to całkiem dziwne, trudno było z motywacją i jeszcze ciężej kiedy coś mi nie wychodziło, ale teraz widząc owoce tej pracy jestem naprawdę bardzo zadowolona- polecam. W każdym razie, z powodu braku moich książek w domu nie mogłam zrobić dobrego zdjęcia okładki, jednak z racji tego, że po otworzeniu koperty moje oczy ujrzały naprawdę przepięknie opracowaną graficznie pierwszą stronę wzięłam telefon i wysyłałam znajomym zdjęcie- dlatego mogła teraz sięgnąć po zdjęcia z facebooka i wykorzystać je na blogu. Może nie wygląda to aż tak ładnie, jakby wyglądało ze zdjęciem z aparatu- ale no trudno. Musicie to jakoś przeboleć, a ja przechodzę do moich odczuć na temat Pani Furii.

Pani Furia trafiła do mnie w momencie, kiedy byłam niesamowicie przemęczona i kiedy znajdowałam chwilę wolnego z radością sięgałam po mój egzemplarz, siadałam w najwygodniejszym miejscu w moim domu i czytałam kilka stron... aż w pewnym momencie zamykały mi się oczy i poddawałam się. Szło mi bardzo opornie, chociaż książka od pierwsze chwili bardzo mi się podobała. Wiecie jak to jest- kiedy czyta się coś bardzo urywkowo i przerywa się to co chwilę nie ma tego wydźwięku, który wzbudza w nas wielkie WOW! Próbowałam się motywować, pić kawę, ale uznałam, że nie będę z czytania robić kary i na pewno kiedyś nastąpi ten moment, kiedy po prostu usiądę i połknę ją w całości. Tak też się stało. Kiedy już raz porządnie przysiadłam, bez żadnych problemów na głowie- nagle tekst wchodził mi do głowy bardzo płynnie, a ja byłam ciekawa co stanie się dalej.

Książka opisuje historię Alii- czarnoskórej emigrantki mieszkającej ze swoją rodziną w Belgi. Porusza bardzo mocne tematy nietolerancji i wielkich problemów z jakimi borykają się czarnoskórzy ludzie. Alii nie ma oparcia nawet w swoim domu, gdzie od maleńkości musi zajmować się swoim bratem, jej mama nie akceptuje samej siebie i na siłę próbuje upodobnić się do panującej mody. Prostuje włosy, rozjaśnia skórę. Całymi dniami siedzi przed telewizorem i nie interesuje się dorastającą córką. Jedyną jej twierdzą jest Ojciec, którego chociaż nie ma całymi dniami w domu, bo pracuje, stara się poświęcać córce jak najwięcej czasu. W swoim rodzinnym kraju był wspaniałym gawędziarzem i dzięki temu mamy niesamowitą możliwość poznania kilku fantastycznych historii. Niestety w pewnym momencie wraca z powrotem do umierającego dziadka, a życie Alii zmienia się diametralnie.

Na ponad czterystu stronach poznajemy historię malej dziewczynki i przechodzimy z nią przez połowę życia. Czytamy o jej problemach dziecięcych, nastoletnich, a później już dojrzałej Kobiety. Uwielbiam właśnie takie książki, które ciągną się przez bardzo długi okres czasu, kiedy mogę patrzeć na dorastanie bohatera i nawiązać z nim niesamowitą więź. Jedną z najważniejszych informacji jest to, że (przynajmniej ja) po przeczytaniu ostatniego słowa nie wiadomo co z sobą zrobić... i najlepiej to iść się położyć, bo i tak nie jest się w stanie zrobić czegokolwiek. Uwielbiam to uczucie! ♥ 

Chciałabym tutaj powiedzieć coś zupełnie negatywnego, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Grażyna Plebanek napisała naprawdę rewelacyjną książkę. Na razie nie czytałam nic innego tej autorki, patrząc po ocenach na lubimyczytac.pl nie jest zbyt zachęcająco, ale z racji tego, że nawet Pani furia ma niecałe siedem gwiazdek czuję, że oceniali to nieodpowiedni ludzie. Na moim koncie zauważyć będzie można na pewno o wiele wyższą notę :) Mam nadzieję, że za jakiś czas mój stos książek zmieni się w ten bardziej przeczytany niż nie... i będę mogła pozwolić sobie na zakup nowych pozycji. Na razie się ograniczam, serio. Jestem z siebie dumna, bo w wakacje nie zostałam skuszona przez namioty z tańszymi książkami. Uf! W tamtym roku kupiłam chyba z dwadzieścia tytułów i przeczytałam na razie chyba tylko jedna. Tak to już jest jak interesują Cię wszystkie nowości i to po nie szybciej sięgasz ręką. Nie ważne czy nowe, czy stare- ważne żeby czytać i bardzo Was do tego zachęcam. Nawet jeżeli nie macie tak doskonałych warunków jak ja- w postaci dwugodzinnych codziennych podróży autobusem do szkoły. Warto.


Buziaki! :*

3 komentarze:

  1. Też lubię książki, po których nie wiadomo co zrobić z życiem, bo tak duże emocje wywarła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, właśnie zauważyłam, że wyszła Ci zabawna literówka w tytule ♥

    OdpowiedzUsuń