czwartek, 13 października 2016

notka filmowa

Koniec tego dobrego, moi mili. Od tygodnia zbieram się do napisania notki, otwieram to okno i zupełnie nie wyrabiam się z czasem. Nie wiem jak to się dzieję, że przy tak dobrej organizacji (ej, serio jestem dobrze zorganizowana!) nie wyrabiam się z niczym. Moja jedna czynność zajmuje mi masę czasu, przez co nie mogę zrobić ich tyle ile zapisuje rano. Ostatnio na grafikach miałam temat, który postanowiłam potraktować w sposób bardzo inny i taki, gdzie praca nad nim będzie sprawiała mi jedynie przyjemność. Sprawiała. Uszyłam dwa świetne worko-plecaki... tylko poświęciłam na to niesamowitą ilość czasu. No ale nic. Aktualnie siedzę na lekcji filmu. Powinnam pisać scenopis, ale zupełnie nie mam dzisiaj do tego głowy. Mam jakieś pół godziny na napisanie notki... przynajmniej zaczęcie, także postanowiłam to zrobić (ale nigdy nie bierzcie ze mnie przykładu, aktywne uczestniczenie w lekcjach jest bardzo ważne ^^).... ja się trochę usprawiedliwiam tym, że będzie filmowo ^^

1. Złodziej tożsamości:
Film, który swoją premierę miał już trzy lata temu. Do dzisiaj pamiętam jak świetnie bawiłam się na sali kinowej i jako jedyna śmiałam się do łez. Boję się oglądać drugi raz film, z którym mam dobre wspomnienia. Obawiam się, że po kilku latach, większej świadomości, doświadczeniu życiowym i zmianie samej siebie nie będę już zadowolona z efektów, które będę widzieć na ekranie. Na całe szczęście z tym filmem tak nie było! Mogę powiedzieć, że w stu procentach jestem przekonana, że poświęcenie niecałych dwóch godzin na ten film jest dobrym wykorzystaniem czasu! To rewelacyjnie dobra komedia. Bardzo śmieszna, co chyba najważniejsze. Do obejrzenia w zimne dni z kimś obok jak znalazł! ;)


2. Rewers:
Czarna komedia. Wydaje mi się, że ten gatunek ma to do siebie, że osoby oglądające te filmy naprawdę wiele wybaczają po prostu niedobrym filmom. Jeśli film jest beznadziejny, ale oznaczony jako czarna komedia, to po prostu jest czarną komedią... a nie złym filmem. O CO CHODZI?! Okey, rozumiem, że ten gatunek jest czymś wyjątkowym, rzadkim i z tego powodu bardzo ekscytującym. Tylko, że podczas oglądania tego rodzaju filmów trzeba mieć w głowie troszkę rozsądku (można mieć w głowie rozsądek? O.o). Poszliśmy z klasą i tak się stało, że siedziałam po jednej stronie z Magdą, a po drugiej z kolegą. Z Magdą umierałyśmy z żenady tego filmu, natomiast osoba po mojej drugiej stronie co kilka minut powtarzała: "To czarna komedia.... zrozumcie". No nie, to nie chodziło o czarny humor, nie chodziło o trudny humor... chodziło o żałosny scenariusz i historię. To pierwszy film, w którym zachwycona byłam muzyką, kadrami, montażem i oceniałam tych wszystkich twórców na dziesięć na filmwebie... natomiast reżyser i scenarzysta dostał ode mnie naprawdę słabe oceny. Wychodziłam z sali zażenowana, kiedy to panie wychodzące ze mną zachwycały się nad artyzmem i wspaniałością tego dzieła! I właśnie takich chwil nie znoszę! Już wolę iść na film, z którego ludzie opuszczają salę, który nikomu się nie podobał, którym jestem zażenowana.... niż kiedy ludzie się zachwycają, a ja zastanawiam się co jest ze mną nie tak. W głowie nadal mam piękne kadry, jestem zadowolona, że obejrzałam ten film po tylu latach, odkąd chciałam to zrobić.... ale nie, no nie polecam Wam....


3. Szefowa:
UWAGA! To pierwszy film, w którym występowała Melissa McCarthy i który zupełnie nie przypadł mi do gustu. Był nudny. Nie miał żadnego sensu. Zupełnie nie był śmieszny... ale oglądanie go nie sprawiało mi bólu. Oglądałam. Obejrzałam. Poszłam spać. Koniec. Filmów nie tworzy się po to żeby zrobić te trzy czynności, filmy tworzy się w zupełnie innym celu. Nawet takie. Czy polecam? Nie umiem powiedzieć, że nie... ale jeśli macie mało czasu, a chcecie obejrzeć jakiś fajny film, to zabierzcie się za jakiś inny film ;)


4. Ostatnia rodzina:
Mam nadzieję, że nadrobiliście, tak jak ostatnio Was prosiłam. To ważne żeby zobaczyć ten film. To zawsze jest bardzo ważne oglądać wszystkie filmy, o których mówi cała Polska i które zbierają tyle nagród. Trzeba obejrzeć, ale nie trzeba się zmuszać do tego, żeby się Wam podobał. Miałam tą przyjemność, że mogłam uczestniczyć w spotkaniu po seansie z Dawidem Ogrodnikiem. Tylko, że w Elblągu mamy takiego dziennikarza, który nie umie zadawać pytań, którego pytania nic nie wnoszą, które są nieprofesjonalne i zupełnie niemające sensu. Także spotkanie zupełnie nic mi nie dało, bo aktor nie mógł się otworzyć.... no okey, coś tam powiedział, coś mi objaśnił... ale bez większych fajerwerków. A co z filmem? W połowie filmu wpatrzona w ekran (bo przecież to genialny film! Dostał tyle nagród! Wszyscy się zachwycają! Dawid Ogrodnik! Beksińscy!) nagle się ocknęłam i zadałam sobie pytanie: "czy on rzeczywiście jest taki dobry? Chyba mi się nie podoba". Borykałam się z tym pytaniem przez wiele dni i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie- nie podobał mi się. Nie podobał mi się pod względem biograficznym to jeszcze zupełnie nie urzekł mnie swoją formą. Dusił mnie swoją scenerią, denerwował dynamiką bohaterów- ciągłym krzykiem, biegiem, rozwalaniem mebli [...]  Nie podobał mi się tym bardziej, że Tomek Beksiński został przedstawiony w sposób haniebny. Cały film zastanawiałam się jak z taką manierą ten człowiek mógłby prowadzić audycje w tak spokojnym radio jakim jest Trójka. No nie mógłby, ponieważ Tomek mówił zupełnie inaczej. I uwierzcie, że to duży problem. Spaczony obraz jednego z dwóch głównych bohaterów jest jednym z największych minusów tego filmu. Okey, film pobudził mnie do głębszego zapoznania się z Beksińskimi. Znałam, lubiłam (Zdzisława Beksińskiego niesamowicie szanuję za jego wrażliwość i piękne fotografie, obrazy mnie nie przekonują zupełnie. Tomka Beksińskiego szanuję natomiast za rewelacyjne audycje, które miałam okazje słuchać na Youtube oraz za płytę z wybranymi przez niego piosenkami, którą udało mi się posiadać), ale po filmie i wielkim wkurzeniu postanowiłam zagłębić się w to bardziej. Mimo wszystko- niesamowicie polecam obejrzeć ten film, ponieważ taki film po prostu trzeba zobaczyć, nawet tylko dlatego, żeby światu ogłaszać, że nie jest dobry. Polecam go obejrzeć, abyście mogli wchodzić z ludźmi w świadome dyskusje.


5. Las, 4 rano:
W świecie kina istnieje niepisana zasada, w której znajdują się rzeczy/ sceny/ zachowania/ czyny, których nie pokazuje się na ekranie, a jedynie można je sugerować. Ten film jest tego zupełnym przeciwieństwem. Pierwsza ze scen, to taka, w której główny bohater przez kilka minut zabija królika, a później bardzo dokładnie pozbawia go skóry, kroi go itp. Uwierzcie, że nie jest to pożądany widok i z całą pewnością przynajmniej w połowie ludzi na sali zapaliła się w głowie lampka z myślą :" Już nigdy nie zjem zwierzęcia!"- oczywiście, takie myśli bardzo szybko przechodzą ^^ Pomijając to, Las, 4 rano to naprawdę dobry film. Po prostu dobry. Bardzo dziwny, przedziwy.... ale dobry. Wkurzało mnie w nim wiele, ale i wiele cieszyło i zachwycało. Z miłą chęcią mi się go oglądało i z całą pewnością mogę powiedzieć, że był to najlepszy film, który w tym roku widziałam na Replikach Festiwalu w Gdyni.


6. Gdzie jest Dory:
To bardzo stara pozycja, którą widziałam w kinie już kilka miesięcy temu, ale z racji tego, że zapomniałam o niej wspomnieć, robię to dzisiaj. Gdzie jest Nemo to bajka, która cieszy w każdym wieku, którą można oglądać miliony razy i za każdym razem jest świetna. Tak, mogę oglądać jak wiele razy.... ale jeżeli wychodzi kolejna część, to nie chcę oglądać pierwszej po raz kolejny O.o To chyba całkiem logiczne, prawda? No cóż, niestety. Dory miała te same problemy co przed lat mały Nemo, działo się zupełnie to samo. W niektórych momentach było troszkę inaczej i w całym filmie śmieszył mnie jedynie wątek z Krystyną Czubówną... to tyle, nie polecam. Weźcie się lepiej za pierwszą część, jeśli ktoś z Was jeszcze jakimś cudem jej nie widział ;)


7. Little Boy:
Oglądałam go z moim kolegą, który widział to już chyba pięć razy i który.... znał cytaty na pamięć. Nie znoszę oglądać filmu pierwszy raz z człowiekiem, który go już widział, więc miałam złe nastawienie, ale- okazało się, że to cytowanie jedynie dodawało temu seansowi :D Jest to film religijny, ale religia jest tutaj tak subtelnie zarysowana, że nadaje się dla każdego. To po prostu fantastyczna opowieść o dziecięcej ufności. Piękne przekazanie miłości do Ojca.... i jestem pewna, że będziecie płakać, bo płaczą nawet faceci! :D Polecam najbardziej!♥ Pomijając to, że gra tutaj Czarodziej z Wavery Place i robi to całkiem marnie.



Jutro będzie notka muzyczna, a że aktualnie poznaję ogrom muzyki, to będzie maksymalnie ciekawie! Zapraszam :)
Buziaki! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz