poniedziałek, 28 listopada 2016

WAJDA. Kronika wypadków filmowych

Hejka! :)
Bardzo trudno zabrać mi się za ten post. Zawsze kiedy dostaję propozycję przeczytania jakiejś książki mniej więcej już w głowie ustalam sobie zarys wstępu. Moje pierwsze odczucia co do ogólnego tematu itp. W tym wypadku jednak nikt przed premierą prawdopodobnie nie spodziewał się takiego przebiegu akcji i czytając ostatnie słowa książki łza w oku się kręci...

Z twórczością Andrzeja Wajdy nie miałam wiele wspólnego. Na filmwebie odnotowano sześć moich spotkań z jego twórczością. Nie popadajmy jednak w skrajności i nie utożsamiajmy liczby z moją wiedzą na temat reżysera. Wiedza była duża, uznanie i szacunek jeszcze większy, jednak nikt nie przyznaje dodatkowych godzin w ciągu doby na nadrabianie starych filmów. W pewnym momencie mojego życia nie robiłam nic innego, jak tylko zagłębiałam się w dobre kino dawnych lat. W czasie kiedy mój chłopak pasjami oglądał wszelkie nowości, ja wracałam do starych dat, pięknych plakatów, czarno białych filmów. Żyło mi się świetnie. Z biegiem czasu świadomość wzrosła, czasu brakowało, a do nadrobienia zostało jeszcze masa filmów. Ba, stwierdzam nawet, że z każdym rokiem klasyki na mojej liście "do obejrzenia" wzrasta w coraz to nowsze punkty. Kilka lat temu naszła mnie ogromna fala fascynacji twórczością polskich twórców. Zachłysnęłam się Romanem Polańskim.... a Andrzej Wajda nadal był gdzieś z boku.

Miałam nadzieję, że ta książka pobudzi mnie do nawiązania pewnego rodzaju romansu z ponad sześćdziesięcioma filmami, które stworzył. Nie spodziewałam się jednak wydarzeń z dziewiątego października... 

Nie lubię (i wiele razy o tym wspominałam) sytuacji, kiedy to po śmierci nagle wszyscy zachłystują się muzyką, filmami, czy fotografiami danego artysty. Przed śmiercią obojętny, nagle rośnie w oczach tych ludzi do kogoś wybitnego. Na szczęście tym razem tak się nie stało, przynajmniej nie w moim otoczeniu. Tak więc bez żadnej krępacji i obrzydzenia mogłam w spokoju zapoznać się  pozycją proponowaną przez wydawnictwo Mg. 

Chciałabym w jednej chwili napisać o wszystkim co mam w sercu, wiem, że się nie da... dlatego postaram się opanować i w spokoju wybrać poszczególne rzeczy w kolejności poruszenia ^^ Tak więc po pierwsze: fantastyczna okładka! Zakochana w fotografii od wielu lat uwielbiam biało czarne zdjęcia mężczyzn z głębokim spojrzeniem w obiektyw. Tylko raz udało mi się uchwycić mojego Dziadka w sposób mnie zadowalający- ale graficznie (zrobiłam jedną z najlepszych grafik w swoim życiu!), zdjęcie nie wyszło aż tak dobre. Nadal szukam i poszukuję dobrego rozwiązania. Jeśli kiedykolwiek jakikolwiek młody człowiek będzie chciał mnie wziąć na zdjęcia i uda mi się wychwycić w nim właśnie to nieodgadnione coś- to obiecuję, że pierwsza rzucę się na kolana i oświadczę, że chcę zostać jego żoną hahahha. A może to nie chodzi o sam kadr, o dobrą pozę? Może wszystko kryje się w historii tych oczy? To zdjęcie jest tego idealnym przykładem, ponieważ to co dzieje się na ponad trzystu stronach tej książki opowiada historię przepiękną! Człowieka wybitnego i docenionego, którego grono wielbicieli nie zmaleje nigdy. Mogłabym patrzeć w to zdjęcie godzinami. Jestem zachwycona wyborem i chylę czoła przed fotografem (Rafałem Latoszkiem). Wiem jak trudno jest zmusić mężczyznę żeby pozował do portretu z ręką przy twarzy. Nie doszłam jeszcze do takiego poziomu, żeby dla mnie i modela była to sytuacja naturalna. Natomiast Pan Rafał robi to nadzwyczaj często i robi to wybitnie. Polecam portfolio zobaczyć TUTAJ. Wybór fontu i idealny odcień zielonego. To wszystko zdziałało cuda i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że to jedna z najlepszych okładek jaka wpadła w moje ręce ostatnimi czasy! Ale przejdźmy do kolejnego punktu^^

Dosyć przykro było mi w momencie, kiedy czytając Kronikę wypadków filmowych zdałam sobie sprawę, że autor książki- Bartosz Michalak- nie skorzystał z możliwości rozmowy z samym reżyserem. Oczywiście, rozumiem zamysł i jestem pełna uznania, że wszystkie wypowiedzi aktorów jak i współtwórców filmów Wajdy zostały poprowadzone w taki sposób, że chociaż samego artysty w książce nie ma, to przepiękne opisy jego osoby, historie z planu, czy sposób w jaki Andrzej Wajda pracował z aktorami stwarzają nam pełen obraz człowieka. Nie brakuje w tej książce niczego i pewnie gdybym przeczytała ją rok temu, to podobałoby mi się w niej wszystko... ale zważywszy na datę premiery zapewne każdy inaczej patrzy na to wydanie i nieświadomie doszukuje się chociażby tych ostatnich wypowiedzi reżysera. Jednak to moje odczucia, bardzo głębokie i zupełnie nie wpływające na jakość książki. Taki był zamysł i taki akceptuję.

Książka podzielona jest na rozdziały, w każdym z nich na warsztat brany jest jeden z najważniejszych filmów Wajdy. Wyczuwałam tą niesamowitą atmosferę na planie, tą inność, która towarzyszyła podczas pracy z Panem Andrzejem. Czułam ją, ponieważ w piękny sposób wypływała z wypowiedzi współpracowników reżysera. Nie jest to forma wywiadu (uf! Całe szczęście). Jednak wypowiedzi są w książce poukładane w taki sposób, że w jasny i czytelny sposób przemierzany te ponad sześćdziesiąt lat pracy i produkcji fantastycznych filmów.

Tekst dopełniony jest kilkoma zdjęciami, kadrami z filmów, a co najważniejsze- znaleźć tu można fragmenty scenariuszy, scenopisów, storyboardów, czy szkiców kadrów filmowych. Jest to dla mnie na tyle cenne, że wiem, że z takich materiałów warto korzystać. Kiedy w szkole uczymy się o tego typu formach przedfilmowych każdy z nauczycieli ma inny system, w internecie również można znaleźć wiele opinii jak powinno robić się np. storyboard. Przez pewien czas miałam z tym problem. Rok temu mój nauczycie ganił mnie za zbyt duże marnowanie czasu na jakiekolwiek zbędne kreski w szybkim zarysowaniu kilku kadrów filmowych, natomiast w tym roku moja nauczycielka kładzie nacisk na bardzo dokładne, wręcz komiksowe oddanie naszych wizji. Miałam mętlik w głowie, na szczęście co nie co podpatrzyłam w tej książce i wiem, że skoro Andrzej Wajda to akceptował, to jest to dobre hahahha. To taka mała dygresja. Może kogoś zainteresuje ^^ 
Cieszę się, że wstawki graficzne nie zostały potraktowane jedynie fotograficznie, cieszę się, że znalazło się tutaj naprawdę wiele zeskanowanych, bardzo ciekawych materiałów. 

To pozycja chyba wręcz obowiązkowa! Tak jak wspominałam: przez ten miesiąc będę proponowała Wam różne pomysły na prezenty i to bezapelacyjnie jest jedno z najlepszych rozwiązań! Pięknie wydana w niekonwencjonalnym formacie, idealnie nadaje się na sprawienie komuś radości spod choinki :)


A czemu zdjęcie zrobione zostało w pociągu? 
To bardzo ciekawa historia, o której opowiem Wam już jutro :)
Buziaki! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz