czwartek, 15 grudnia 2016

Sully

Hejka! :)
Nie wiem, czy wiecie- ale ja wiem- jestem masochistką! Jutro pewien pilot samolotu z Liverpoolu odbędzie najważniejszy lot w moim dotychczasowym życiu. Kiedy wyląduje w Gdańsku moje życie ulegnie całkowitej zmianie i będzie tysiąc razy lepsze, fantastyczniejsze i piękniejsze. Odliczałam do wystartowania tego samolotu każdy dzień od ponad pół roku (jeśli nie od półtora roku). Jutro się go spodziewam. Więc co robi Karolina przed lądowaniem? Czyta książkę o katastrofie lotniczej. Oj, litości! ^^

Wszystko co napisałam powyżej jest prawdą, ale opisaną z przymrużeniem oka, teraz zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią na temat najnowszej pozycji od wydawnictwa Znak. Sully już okładką krzyczy, że film można obejrzeć w kinach. Można i niewątpliwie trzeba. Słyszałam wiele dobrego, a poza tym Tom Hanks mówi sam za siebie. Właśnie z niesamowitej ciekawości ogarniającej całe moje wnętrze włączyłam zwiastun (a przecież nigdy tego nie robię!). Te kilka minut trzyma w napięciu. Czuję dosyć duży zgrzyt pomiędzy książką, a filmem, ale jak wiadomo- kino rządzi się innymi prawami. Teraz oczywiście nie będę wypowiadać się na ten temat zbyt obszernie, ale mam nadzieję, że za kilka dni uda mi się go obejrzeć i napiszę co nie co. Tymczasem przejdźmy do książki. 

We wstępie wspominałam, że jestem masochistką. Na szczęście czytanie o różnych tragediach w lotnictwie nie była aż tak bardzo traumatyczna. Sully to książka stworzona przez mężczyznę, który dokonał cudu na rzece Hudson i ocalił 155 osób przed śmiercią. Niewiele ponad dwieście sekund sprawiło, że stał się bohaterem i niewątpliwie zapisał się w historii lotnictwa. Pilot Sullenberger już od małego wiedział co chce robić w przyszłości. Chciał zostać pilotem. Jego marzenie się spełniło. W powietrzu spędził wiele godzin swojego życia i dopiero czytając jego słowa tak naprawdę doceniłam rolę pilotów w naszym życiu. To niesamowite jak niezauważalny jest on podczas naszej podróży, a przecież powierzamy mu całe swoje życie na kilka godzin. Rewelacyjne rozłożenie napięcia i tajemnicy. Autor zaczyna historię od swojego początku, jednak już na wstępie sugeruje do czego to wszystko prowadzi i jaki jest cel tej książki. Lot 1549 trwał niecałe cztery minuty, a ja podczas czytania poszczególnych kroków, które działy się w kokpicie myślałam, że piloci mają przynajmniej godzinę zanim wylądują. To niesamowicie jak muszą być oni wyszkoleni i zahartowani! Chylę czoła. To, że opisuję Wam jak to wszystko przebiegło nie ma nic wspólnego ze spojlerem. Nic nie straciliście czytając to wszystko co napisałam. Sully zawiera tam bardzo ważne treści, które warto przeczytać. Od momentu kiedy wsiadłam w swój pierwszy samolot, którym poleciałam do Rzymu nie czuję strachu przed lataniem. Uwielbiam to... chociaż oczywiście, przy większych turbulencjach, czy dziwnych zjawiskach pojawiają się w nas emocje. Paradoksalnie dzięki tej książce i po zapoznaniu się z wieloma katastrofami, które są tak przytaczane czuję się jeszcze pewniej. Dopiero teraz zostałam uświadomiona w tym, że nawet najpoważniejsze usterki samolotów dzięki wyszkolonym pilotom nie zawsze muszą uśmiercić wszystkich pasażerów. 

Książka napisana lekkim językiem. Idealna na kilka wolniejszych zimowych wieczorów. Bardzo polecam, a z racji tego, że mam do niej jeszcze wiele emocji- nie umiem napisać nic więcej sensownego ^^ Ale polecam! Polecam bardzo mocno! Warto. Warto przede wszystkim dla tych, którzy boją się latać. Może dzięki tej książce i wnikliwemu poznaniu jednego z pilotów zmienią swoje nastawienie do tego przecież najbezpieczniejszego transportu ;)


Buziaki! :*
ps hoł hoł hoł kolejny dobry prezent na święta!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na moim blogu pozwalają mi poznać tych, którzy czasami tutaj zaglądają. Pozwól poznać mi i siebie! Porozmawiaj ze mną! :)
Na każdy sensowny komentarz staram się odpisywać ( u mnie na blogu ) - jeżeli masz jakieś pytanie PYTAJ! :)
* reklamowanie swoich blogów poprzez moją stronę jest głupie, ale rób co chcesz! ;)