niedziela, 31 stycznia 2016

styczniowe filmy


Wiem, że w ogóle miałam już tak nie pisać, bo uznałam, że oglądanie przeze mnie dużej ilości filmów, to już przeszłość, ale w tym miesiącu serio chciałam się postarać. Chciałam oglądać miliony i miałam nawet maraton filmowy... podczas którego obejrzałam dwa filmy, bo resztę przespałam. Jednak te dwa filmy były w moim życiu dosyć istotne, bo chciałam je zobaczyć już dawno, ale nie mogłam się zebrać- więc spoko. Poza tym dwa razy byłam w kinie ( co prawda jednego dnia, ale zawsze ) no i w tych sześciu filmach znalazł się najnowszy Tarantino, wiec jak najbardziej miesiąc mimo wszystko udany. Tarantino tworzy moje życie! ♥ No to lecimy- będzie szybko, niestety.

1. Czas apokalipsy- pamiętacie jak pisałam Wam o książce Jądro ciemności jeszcze w wakacje? Byłam wtedy we Wrocławiu, było bardzo ciepło i ekstra super .. czytałam tę książkę i całkowicie jej nie rozumiałam, ale wiedziałam, że ma w sobie mega potencjał, który po prostu nie jest jeszcze na mój mózg i na wiek ! ^^ Wiedziałam, że kiedyś do niej wrócę. Nie musiałam długo czekać, bo w tym roku w szkole miałam ją wyznaczoną jako lekturę. Nadal nie rozumiem, ale po zanalizowaniu jej w szkole jest mi o wiele łatwiej i wiem, że jeszcze za jakiś czas znów po nią sięgnę. Jednak na lekcji Pani bardzo zainteresowała mnie filmem na podstawie książki- jednak w czasach współczesnych podczas wojny wietnamskiej. Wróciłam do domu, obejrzałam ponad trzygodzinną wersję i powiem Wam, że gust mi się nie zmienił i nadal nie lubię wojennych filmów, ale trzeba przyznać, że to film wybitny! Warty obejrzenia! :) Polecam, chociaż nie umiem ocenić.

2. Brooklyn- jestem zupełnie nie poinformowana odnośnie tegorocznych Oskarów, co jest rzeczą całkowicie okropną. W tamtym roku obejrzałam totalnie wszystko, pamiętam, że oglądałam całą galę i mogłam wyrazić jakiekolwiek swoje zdanie... tym razem jednak jest całkowicie odwrotnie. Na mojej liście jest chyba jedynie film Tarantino. Na maratonie filmowym postanowiłam z koleżanką obejrzeć jeden z bardzo dobrze zapowiadających się propozycji. Brooklyn przedstawiałam już kiedyś w inspiracjach niedzielnych jako rewelacyjny plakat- jednak po obejrzeniu filmu nawet on przestał mi się podobać -.- Totalna porażka! Wszyscy moi znajomi oceniali go na osiem, siedem... a ja niestety zostałam przy ocenie jeden. Całkowite nieporozumienie, niepodobające mi się od pierwszych sekund -.- Nie. 1/10

3. Marsjanin- oglądając ten film uznałam, że nigdy wcześniej nie widziałam lepszego filmu z kosmosu. Nadal w sumie tak uważam, a widziałam ich w swoim życiu już kilka... jednak nie potrafiłam go ocenić tak wysoko jak wcześniejsze pozycje. Zauważyłam u siebie ostatnio mega surowość w ocenianiu filmów. Mało rzeczy mi się teraz podoba, coraz mniej mnie zachwyca. Tak to już jest, kiedy siedzi się w czymś bardzo mocno. W momencie kiedy oglądałam naprawdę sporo, to tak jakoś rzeczy fajne lub bardzo fajne nagle stają się dla mnie normalne... no i gdybym teraz te wszystkie filmy ocenione na dziesięć obejrzała jeszcze raz - prawdopodobnie większość spadłaby do siódemki albo ósemki ( kurcze, chciałabym mieć tyle czasu, aby móc to zrobić! Niestety nie ma na razie takiej możliwości! :< ) Dlatego film Marsjanin uważam za najlepszy film z kosmosu... ale oceniam go jedynie na osiem. Jednak to bardzo mocna ósemka, a film polecam wszystkim! :D

4. Moje córki krowy- polski film! Jedyny w tym miesiącu! Każdego na sali zastanawiał przedziwny tytuł i każdy był bardzo ciekawy co się wydarzy... no i co? Tytuł filmu jest już zdradzony w pierwszych minutach, więc reżyser niezbyt długo trzyma nas w niepewności. A historia? Wchodzisz jednego dnia z buciorami komuś do domu. Akurat zdarza się tak, że to moment, w którym w ich domu dzieją się rzeczy złe, no więc jest ciekawie... ale to żadnej dramaturgi nie wprowadza, żadnego elementu ciekawości ani nic. Wchodzisz i nagle wychodzisz. Żadnego morału, ani żadnej odpowiedzi na pytanie Jak żyć?! Czy temu podobne inne ^^ Ostatnio rozmawiałam z koleżanką i podobno to film dla czterdziestolatków... mi on również został przez taką osobę polecony, więc może coś w tym jest? ;) W każdym razie... no nie nudziłam się, ale żeby to było chociażby dobre? Nie powiedziałabym. Rewelacyjna  rola Kuleszy- dla niej warto iść zobaczyć. Poza wspaniałą grą aktorką w moim sercu została jako taka... piękna istota. Jeju, serio! Była wspaniała. W samym dresie wyglądała tak pięknie i kobieco, jej. Panie Boże, pozwól mi za kilka lat też taką być hahahah :D 6/10

5. Nienawistna ósemka - o najnowszym filmie Tarantino możecie przeczytać TUTAJ osobny post. Zapraszam. Mocne tarantinowskie 8/10

6. Zjawa- jejku, tak bardzo czekałam na ten film i w ogóle tak podobno DiCaprio już ma dostać tego Oskara, ale ja się ludzie pytam DLACZEGO?! Za co?! Tak bardzo nie podobał mi się ten film! No i wiecie, czasami można obwiniać dzień, pogodę, złą temperaturę w pokoju czy złe towarzystwo lub brak jedzenia.... ale ja miałam wszystko najlepsze, w najlepszym towarzystwie ...i nie! Przeokropne skakanie kadrów- chociaż trzeba przyznać, że zdjęcia jako fotografie są przepiękne! :) Poza tym ten bohater raz umierał, za chwilę biegał, później nie mógł ruszać palcem a za chwile zabijał... eh! Wiem, że teraz zostanę zlinczowana, ale kurde- ZJAWA NIE PODOBAŁA SIĘ KAROLINIE! I koniec kropka. Pozdrawiam. 5/10- naciągane, bo dałabym jedynkę -.-

No to na tyle dzisiaj!:)
Od jutra na blogu będzie mega, serio! Obiecuję! :*
Buziaki! :*

styczniowy instagram

Hejka! :) Wiecie co, wczoraj sobie tak przejrzałam wszystkie moje instagramowe posty i jednak z miesiąca na miesiąc jest właśnie coraz lepiej, nie wiem o co mi chodzi, kiedy mówiłam w każdy miesiąc, że przepraszam za tak mało zdjęć- skoro było coraz więcej. Dobrze, że teraz to przejrzałam i już wiem! W tym miesiącu jednak nie byłoby nawet jak narzekać, bo przedstawiam Wam w styczniu miliard zdjęć! Ten styczeń był jakiś wyjątkowy. Od pierwszego dnia było super aż do ostatniego! Pierwszy śnieg, nowy aparat, super kopniak do pisania bloga, przegląd, nowe pomysły, nowe działania, nowe postanowienia no i oczywiście wyjazd do Londynu- to było takie wow! Tworzące całkowicie ten styczeń ♥ To lecimy ze zdjęciami i krótkimi opisami, co by Was nie zanudzać :)


1. Cudowne buty- jak macie jakieś stronki z takimi pięknymi, to czekam.Te z Reserved niestety całkowicie nie na moją stopę :< 2-3. Sylwestrowy kombinezon i sukienka ♥  4. Rewelacyjna wystawa fotografii w Światowidzie ( niestety nigdzie nie było i nie ma informacji co i ja -.- ) 5. Zimowe słońce chyba cieszy najbardziej 6. Liść Palmy prosto z Anglii ♥ 7-8. Zmiana wystroju sufitu ;)  9. Malarstwo 10. Przyzwyczajanie się do ciepłego zestawu- czapka, szalik, rękawiczki. 11-13. Zmienianie wystroju pokoju 14. Ulubione książki 15-21. Występ na Orszaku Trzech Króli i dochodzenie do siebie przez kolejne pół dnia- totalny brak tolerancji na zimno ^^ 25-26. Pracownia rzeźby tak bardzo spełnia marzenia! 27-28. Pracownia grafik komputerowych.  29. Styczeń pod znakiem zostawania po lekcjach. 30-34. Pierwszy śnieg i spacer ze szkoły. 35. Przyswajanie ust do czerwonej kredki ( polecam INGLOT - jestem fanką od miesiąca! )


1. Najgorszy sweter mojego życia! :D 2. Przyjaciel miesiąca- nowy aparat :) 3. Rzeźbienie po lekcjach ♥ 4-5. Miesiąc pod znakiem kolorowych skarpetek ( MANLIST)  6. Malarstwo 7-9. Kończenie linorytu- od października 10-13. PRZEGLĄD! 20-22. Trochę miałam psa ^^ 28. Zmotywowana do pójścia do kina. Nowy Tarantino! ♥ 29-35. Kolejna kredka do ust z INGLOTA równie świetna- trochę zmienia kolory. Raz jest brązowa ( nie znoszę brązowych szminek! A raz pięknie naturalnie podkreśla usta- polecam ^^ )


6-9. Zorganizowaliśmy szkolne zabawy na sankach! ♥ Było zimno, było zabawnie i tak strasznie ekstra, że szok! Pokochałam śnieg w tym roku już w 100% 10. Podróż do Gdańska na samolot 11. Najdziwniejsza kawa z rana na lotnisku. 12. Najwspanialszy przewodnik po Londynie! National Geographic Spacerem po Londynie polecam serdecznie, ponieważ długo szukałam idealnego! Może jakoś bardzo go nie używałam, ale sama świadomość możliwości przeczytania co i jak była super. W środku znajdują się również plany na poszczególne dni- dla ludzi, którzy jadą bez żadnego planu moim zdaniem idealne! 13-14. British Museum 15-16. Narodowa Galeria w Londynie ♥ 20. Z Bartkiem! :D 21. Tate Modern ♥ 22. Fontanna! Tate Modern ♥ 24. TRAGEDIA! Dwa krany... i to przeokropne uczucie kiedy bierzesz prysznic i czujesz falę gorąca i przenikającego zimna na raz! ... 25-26. Przygotowania do bycia weganem idą pełną parą- to już od poniedziałku. Wczoraj robiłam pierwsze podstawowe zakupy... niestety nie obyło się bez mięsa... ale o tym dowiecie się dosłownie za kilka dni! :)  27. Zielono i zdrowo nowa książka na ratunek przy braku pomysłów na potrawy bez mięsa! Rewelacyjne wydanie... jeżeli będzie się sprawdzać podczas ten miesiąc postaram się co nie co o niej napisać :) 28. Wyciskarka do cytryn nadal moim ulubieńcem życia! ♥ 29. Karolina nawet na co dzień maluje usta uuuu ^^ 30-31. Jak prawdziwy student wydzieliłam w lodówce miejsce na swoje jedzenie- bezmięsne ^^ Zdrowo, kolorowo i pięknie! :D 32. Coś czuję, że owsianka będzie jeszcze częstszym gościem podczas moich śniadań niż dotychczas.. ale oczywiście na wodzie ^^  33-34. Kuchnia gotowa do codziennych czarów wegańskich! Będziecie informowani! ;D 35. Autorka bloga taka szczęśliwa- od lutego przylatuje z nowymi super cyklami i pomysłami. Będzie mega, mam nadzieję, że nie tylko dla mnie! :) I rosną mi włosy! Bardzo wolno, ale mimo wszystko! Niedługo będą do pasa, serio ^^

No i tyle. W tym miesiącu dałam radę, prawda? :)
buziaki! :*
ej, a może tak spontanicznie ktoś postanowi spróbować być weganem na miesiąc razem ze mną?:)
No chodźcie! Będzie fajnie- będziemy się wspierać... może nie będzie tak źle- na pewno nie będzie ;)

sobota, 30 stycznia 2016

M.O.D.A.


Hejka! :)
Kilka dni temu zawitała do mojego domu nowa książka z wydawnictwa Dwie Siostry. Całkiem dawno nie pisałam o żadnych tytułach, ale dzisiaj sięgnęłam po M.O.D.Ę żeby zobaczyć co skrywa w środku i byłam tak podekscytowana, że przeczytałam całą i jestem zachwycona! No wiecie ostatnio tak sobie mówię, że już zamieniam się w dziewczynę, że postanawiam coraz bardziej myśleć o tych ciuchach i w ogóle... jeszcze daleko mi do normalności, ale każdy krok- to kilka centymetrów bliżej do sukcesu ;) Myślałam, że nie będzie możliwości, aby moda zaabsorbowała mnie bardziej niż design- jeżeli nie pamiętacie o nim pisałam TUTAJ  Tym bardziej, że już po okładce widziałam, że zielone tło i moja wspaniała wyciskarka do cytryn skradła tysiąc razy bardziej moje serce niż dosyć proste rozwiązanie na modę. Okazało się jednak, że o designie, sięgając po książkę, wiedziałam już tak wiele, że niektóre rzeczy były dla mnie oczywiste... natomiast w modę dopiero wchodzę i ciekawostki z jej świata są mi jeszcze całkowicie obce. Tak właśnie czytając ją siedziałam na facebooku i informowałam o wszystkich niesamowitych rzeczach Piotra i tacy byliśmy zajarani tym wszystkim. Ile to człowieka może inspirować! Wszędzie może znaleźć pomysł na własny projekt. Nawet z pozoru takie płytkie coś, jak projektowanie ubrań i prezentowanie ich po głębszym zapoznaniu się z tematem okazuje się dziedziną wybitną! Ta niepozorna mała książka zawiera w sobie tak wiele, że jestem prawie pewna, że podczas czytania jej swoim pociechom rodzice nie będą mogli oprzeć się dojścia do jej końca jednego wieczoru, kiedy dzieciaki już zasną z nosem w poduszce ;) Poza tym nie popadajcie w błędne myślenie, że jak fajna, kolorowa książeczka to od razu jedynie dla dzieci. M.O.D.A. jest przeznaczona dla każdego, nie ważny jest wiek. Trzeba tylko docenić całe to dobro zawarte w środku :)

Na ponad stu czterdziestu stronach można znaleźć informacje na temat trzydziestu trzech wybitnych projektów modowych, które zapisały się w historii. Czy wiedzieliście na przykład, że Mary Quant projektując szokująco krótkie sukienki nazwała je "mini" dlatego, że uwielbiała swój samochód- mini cooper lub słyszeliście o jednorazowych ubraniach z papieru lub aluminium? Jest tu również kilka podstawowych informacji o sławnych jeansach czy małej czarnej. Wszystko jest świetnie opisane- w prosty sposób, zrozumiały dla dzieci. Każde trudniejsze słowo zawarte w książce jest obok tłumaczone. Informacji jest wystarczająco, aby zaciekawić .. później swoją wiedzę można poszerzyć w internecie, a internet w tym wypadku akurat bardzo się przydaje- ponieważ czasami warto zobaczyć projekty już w realu na modelce czy modelu :)

Osobną kwestią są oczywiście ilustracje, które tworzą tutaj bardzo ważny element, prawdopodobnie najistotniejszy- nie umniejszając innym treściom zawartym w M.O.D.Z.I.E. Dosłownie każda ilustracja na każdej stronie jest perfekcyjna! Jestem zachwycona humorem, kolorystyką, kompozycją no i pomysłem na przedstawienie zawartego tekstu. 

Nie miałam jeszcze możliwości zapoznania się z całą serią czterech książek, ale myślę, że każdą z nich jest wspaniała i skrywa w sobie mnóstwo ciekawych rzeczy! Także z miłą chęcią kiedyś poznam wszystkie tj. jeszcze S.Z.T.U.K.A. i D.O.M.E.K.


Czytaliście? Posiadacie?
U mnie niewątpliwie ląduje na półeczce ulubieńców :D
Buziaki! :*

piątek, 29 stycznia 2016

Nie musicie tego czytać!

Hejka! :) Dzisiaj miał być super wartościowy post, ale postanowiłam, że z racji tego, że to mój blog i nikt w niego nie ingeruje, to czasami może być nijako o niczym jak o - po prostu. Bo wiecie cooo... obudziłam się dzisiaj taka szczęśliwa i myślałam, że już w sumie wszystko spoko i moje cierpienie psychiczne przeszło. Nawet wyszło słońce i postanowiłam, że sobie poświęcę godzinę na włosy żeby rosły szybciej i tak sobie żyłam i było całkiem fajnie. Pomyślałam, że w ogóle zasypie tutaj Was pozytywnym myśleniem i w ogóle powiem jak to super sobie tak istnieć... ale nagle zaszło słońce i stwierdziłam, że jednak wszystko jest do dupy ^^ Nie no, a tak na serio to za kilka dni zapewne mi przejdzie, ale na razie zupełnie nie mogę funkcjonować i najchętniej leżałabym w łóżku całymi dniami i oglądała filmy ( a to akurat trochę dobre! ) A odnośnie filmów- będę cały weekend oglądać ich miliard żebyście mieli coś na ferie, ale z racji tego, że ostatni dzień miesiąca to ostatnia niedziela miesiąca- notki pojawią się aż dwie, bo filmowa z instagramową, więc bądźcie czujni :)

A od pierwszego lutego autorka bloga fioletowe serce zamienia się w wegankę ( spokojnie tylko na miesiąc jako wyzwanie facebookowe- później zapewne wrócę do normalnego odżywiania ) także będzie duża rozbudowa kategorii jedzenie i pewnie powstanie nowa wegańska. Mój kolega już nie może doczekać się kiedy w końcu przestanę jeść mięso, więc kibicuje mi od kilku tygodni, wysyła przepisy i motywuje do działania. Także mówię Wam- będzie ekstra... i na pewno niesamowicie ciężko- muszę jeszcze wymyślić co i jak z tym zrobię na blogu, ale na pewno coś się zadzieje! :D 

Zostawiam Was ze zdjęciem, które kłamie! Jest zrobione dzisiaj ( jestem pomalowana, to jest ostatnio przedziwne coraz częstsze zjawisko ^^ ) ale wcale tak nie jest ^^ Może tylko troszeczkę ^^


Buziaki max! ;*

czwartek, 28 stycznia 2016

Karolina w Londynie



WRÓCIŁAM! Mówi się, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej... coś w tym jest, jednak ja przechodzę załamanie psychiczne z powodu powrotu, więc tym razem nie mogę posiłkować się znanym powiedzeniem. Mimo wszystko pełna entuzjazmu będę opisywać Wam co i jak z tym Londynem. Może komuś się przyda, może ktoś skorzysta! :) Ostatnio był dłuuugi tydzień z Karoliną i jej szkołą- tym razem będzie dłuuuga- ale jedna- notka z całego tygodnia Karoliny w Londynie. Będzie co warto, czego nie warto. Jakie są moje odczucia. Czy się zawiodłam i jak sobie to wszystko wcześniej wyobrażałam. Czy ten Londyn to w ogóle fajny? Zapraszam do zapoznania się z odpowiedziami na zadane pytania :D I oczywiście jak zawsze nie robiłam zdjęć. Patrzę teraz na folder Londyn i niby jest tam 160 zdjęć, ale są to same zdjęcia moje i Piotra i w sumie widoczków mam.... tylko to jedno co dodaję. Moja mama oczywiście jak zawsze była smutna, że nie mogę jej nic pokazać, no ale cóż- taka już jestem. Nie toleruję robienia zdjęć wszystkiemu w galeriach i muzeach, więc tego nie robię.. czasami tylko strzelam coś telefonem jak już naprawdę jestem zachwycona i chcę zapamiętać :)


Plany trochę ewoluowały w trakcie. Ponieważ najpierw miałam tam jechać z kimkolwiek pozwiedzać i zrobić jak najwięcej, jednak później okazało się, że mój Piotr może do mnie przyjechać na kilka dni- więc już w sumie to zwiedzanie aż tak bardzo się nie liczyło hahhaha. No ale nie no, nie myślcie teraz, że już nic nie robiłam. Robiłam bardzo dużo i w sumie spełniłam prawie wszystkie swoje oczekiwania. Tylko, że byłam w tej komfortowej sytuacji, że nawet gdybym nie zrobiła nic to i tak byłabym szczęśliwa, a więc wyjazd skazany na sukces :D 

Wiadomo, że jak jedzie się gdzieś daleko, tym bardziej do innego kraju- to chce się zwiedzić te najważniejsze, podstawowe rzeczy- żeby po powrocie ludzie nie mówili Przecież bez tego to jakbyś nie była w Londynie! Mój wyjazd trwał równe siedem dni, ale jednak przeliczyłam się do co czasu na zwiedzanie, gdyż pierwszego dnia mimo, że wyjechałam z Elbląga na samolot o piątej rano, to na miejscu, w domu byłam po piętnastej tak bardzo zmęczona, że marzyłam jedynie o prysznicu i łóżku. Tak samo było ostatniego dnia. Chociaż samolot miałam o godzinie osiemnastej trzydzieści, to z domu musiałam wyjechać o jedenastej. Taki jest Londyn moi mili- trochę tragedia ^^ Także jeżeli planujecie, że w dzień przylotu i odlotu zrobicie masę rzeczy, to musicie z tego zrezygnować. Moim zdaniem nie ma co latać nie wiadomo ile i być później padniętym pod koniec wyjazdu, ale wiadomo, że każdy na wyjazdach funkcjonuje inaczej :) Podam Wam dokładnie co zobaczyłam, co zwiedziłam- ponieważ ja w internecie szukałam i nie mogłam nigdzie znaleźć zadowalającego mnie przewodnika. Na szczęście mój brat był w Anglii kilka lat temu, więc utwierdził mnie w moich domysłach co jest ważne ( super mam tego brata, wiecie!? ♥ ) 

Anglia na pierwszą myśl kojarzy się z darmowymi muzeami i galeriami narodowymi. To dla Polaków coś niesamowitego, ponieważ u nas jedna wystawa w narodowym warszawskim kosztuje ponad trzydzieści złotych ( no nie dla mnie, bo ja mam za złotówkę z racji chodzenia do szkoły plastycznej- taka cwaniara ^^ ) - jeżeli chciałoby się wyjść z całą rodziną na taki wypad na każdą nową wystawę, to na sztukę zostawia się majątek. Oczywiście- sztukę trzeba docenić, trzeba finansować, ale kurcze.. to nie jest możliwe na każdą kieszeń i jestem tego świadoma. Dlatego darmowe wejścia w Londynie zobowiązują do tego, żeby zaplanować tak czas, aby obejrzeć jak najwięcej. Tym bardziej, że jest naprawdę co oglądać. Nie chodzi tu jedynie o sztukę, w Londynie znajduje się mnóstwo muzeów dla każdego. Sztuka, technika, nauka itp. Do wyboru, do koloru :) W internecie listy muzeów chyba są, chociaż mi na początku było trudno znaleźć niektóre rzeczy- ale nie mierzcie się moją miarą... ja rzadko umiem bez problemu znaleźć coś w necie ^^ Jeżeli chodzi o najważniejsze dla mnie to przede wszystkim Tate Modern, Narodowa Galeria, Narodowa Galeria Portretu, Muzeum Historii Naturalnej, British Museum, Muzeum Nauki i Techniki, Childhood of museum- i jak na pięć dni zwiedzania uznaliśmy, że nie ma co więcej planować, bo nie chcemy spędzić czasu jedynie w środku... można jeszcze skusić się na Madame Tussauds

Jak w każdym kraju podstawową rzeczą jest zwiedzenie zabytków. To chyba nawet nie jest jakimś przymusem. Moim zdaniem odwiedzenie Big Bena jest trochę tak ekscytujące jak zobaczenie Wierzy Eiffla czy Statuy Wolności. Zabytków w tym mieście jest masa- więc nic tylko planować i zwiedzać! No więc co: Big Ben z Pałacem Westminsterskim, Tower of London, London Bridge, Tower Bridge, Pałac Buckingham,  Katedra św. Pawła, no i może nie zabytek, ale jedna z najważniejszych rzeczy to Londyńskie oko. 

Dla mnie ważnym punktem było również odwiedzenie murali Banksy'ego . Piotr sprawdził, że istnieje fajna aplikacja z całą mapką jego prac. To było dla mnie w ogóle jakieś magiczne, że będziemy przechadzać się uliczkami Londynu i patrzeć na jego graffiti! Co i jak w następnym punkcie.

Będąc z Londynie i będąc fanem Harrego Pottera ( no może ja do takich fanów fanów się nie zaliczam, ale kilka razy widziałam wszystkie części i próbowałam przeczytać wszystko, ale w książkach chyba akurat mam luki. No lubię bardzo. Nigdy nie marzyłam żeby być czarodziejem w Hogwardzie, ale lubiłam bardzo! ) nie ma możliwości nie poświęcenia przynajmniej kawałka dnia na zwiedzenie miejsc, w których był kręcony film i przejścia miejscami Harrego Pottera  Myślę, że magia! Widzieliśmy zdjęcie naszej koleżanki przy peronie 9 i 3/4, więc zapragnęliśmy również się tam znaleźć. Poza tym więcej fajnych rzeczy znajdziecie tutaj: nam zrobiła niezłego smaka KLIK. No i jeszcze do odwiedzenia jest Warner Bros studio Harrego Pottera - można tam zobaczyć większość sal, które pojawiły się w filmie.

Londyn słynie też ze swoich szlaków np. Kuby Rozpruwacza, Sherlocka Holmesa, Kodu Leonarda da Vinci, czy spacery po ulicach po których chodzili nasi ulubieni bohaterowie filmów jak Dziennik Bridget Jones, filmy o Bondzie, czy Notting Hill. Pamiętam, że kiedy w Paryżu odwiedziłam kawiarenkę, w której pracowała Amelia to było to dla mnie mega wydarzenie. Jakieś to takie fajne widzieć na żywo miejsca z dużego ekranu ;) 

+ jest jeszcze kilka obowiązkowych ulic, które trzeba w Londynie odwiedzić jak dzielnica Soho z Oxford Street, Picadilly Circus  i China Town. City of London, Camden Town. 

No i wiadomo, że priorytetową rzeczą jest przejechanie się piętrowym autobusem i zrobienie sobie zdjęcia przy czerwonej budce, zobaczenie nieruszających się żołnierzy i wypicie herbaty z mlekiem. Czy udało mi się to wszystko zrobić? Przekonajcie się niżej ^^


Wiadomo jak to jest- plany planami, ale w praktyce tak dobrze nigdy nie jest ;) No i bardzo dobrze. Sztywne trzymanie się planów nie ma najmniejszego sensu. Także robię sześć adnotacji i będziecie już wszystko wiedzieć jak to było u mnie - jeżeli kogoś interesują jedynie plany, to może pominąć ten fragment i przejść od razu do transportu... chociaż wydaje mi się, że kilka ciekawych rzeczy tu powiem ;)

Ad.1 Muzea: powiem tak- w piątek da się obejść trzy muzea, w inny dzień jest to niewykonalne. Dlaczego? Ponieważ w ten dzień Tate Modern jest otwarte do 22, więc można ją sobie zostawić na sam koniec. Pierwszego dnia postawiliśmy na British Museum, które totalnie nie przypadło mi do gustu ponieważ było bardzo archeologicznie, a ja do fanów archeologi niestety nie należę, więc szybko stamtąd uciekliśmy ( szybko jak szybko.. byliśmy ponad 2 godziny, ale wydawało nam się, że śmignęliśmy w chwilkę ) późnej Galeria Narodowa - wkurzałam się trochę na te galerie, ponieważ wstawiali tam wszystko co stare, nie ważne czy ładne, czy wartościowe- ważne żeby zapełnić ściany. Słabo, ponieważ jeżeli nie chce się być ignorantem i chce się obejrzeć wszystko... to niestety przy końcu i przy najfajniejszych pracach jest się już bardzo zmęczonym. Byliśmy tam chwilkę, bo niestety jedynie cztery godziny. Mnóstwo wybitnych prac, no ale muzeum najbardziej szczyci się Słonecznikami Vincenta van Gogha... mi też jakoś udzielił się klimat, że to najważniejsze dzieło, ale to nie prawda^^ Mnóstwo Rembrandta, Van Dycka, Rubensa itp ♥ Bardzo dobrze, chociaż szkoda, że nie wybrane, a wstawione wszystko nawet takich słabych malarzy :( No i ostatnie Tate Modern- cudo! Współczesna sztuka to jednak coś! Żałuję trochę wystawy POP, ale darmowe wystawy były i tak świetne... no i w końcu była szatnia, gdzie mogłam zostawić ciężką walizkę- moje ramię umierało cały dzień. Uwierzcie ^^.

Muzeum Historii Naturalnej to coś tak wspaniałego, ze wróciłabym tam jeszcze milion razy, spędziliśmy tak około trzech godzin i było naprawdę wystarczająco jak na pierwszy raz. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Później przyszedł czas na Muzeum Nauki i Techniki- no i wiecie- Piotr to najmądrzejszy człowiek jakiego poznałam w życiu i kiedy weszliśmy sobie tam, to ja praktycznie nic nie wiedziałam ( trochę się tak zamieniamy ładnie... ja sztuka i kultura, a Piotr wszystko inne- trochę niesprawiedliwie rozłożone ^^ ) i na każde pytanie ten człowiek umiał mi odpowiedzieć O.o Więc w ogóle magia! Parter to był serio dla mnie fajny czas, ale później na innych piętrach już zajeżdżało trochę warszawskim Kopernikiem... tylko w jakiejś takiej gorszej wersji, więc ogólnie byliśmy zawiedzenie.

Do Muzeum dzieciństwa niestety nie dotarliśmy i jest mi tak strasznie smutno, bo miałam wielkiego smaka na to miejsce, ale nic straconego- może kiedyś powrócę... jak już moje zabawki będą w tym muzeum prehistorią ^^ To w sumie nawet fajniej! :D D Madame Tussaunds nie za bardzo chciałam iść, ponieważ byłam już w takich dwóch- magia na to miejsce w mojej głowie już przeszła, ale podobno w środku znajduje się jakaś kolejka, którą można przejechać się po Londynie czy coś takiego- no nie wiem, nie byłam ^^ 

Narodowa Galeria Portretu- miałam gorączkę, szukałam jedynie foteli żeby posiedzieć i pooglądać na siedząco. Niezbyt dobrze to wspominam... mimo wszystko nie było nawet za bardzo czego wspominać. Było kilka dobrych dzieł, ale niczym szczególnym się nie zachwycałam. No pomijając to, że PIERWSZY RAZ W ŻYCIU ZOBACZYŁAM NA ŻYWO FOTOGRAFIĘ ANNIE LEIBOVITZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zdjęcie przedstawiające Królową Anglii ( no bo jakby inaczej ) spędziłam przy nim z pięć minut... ale wiecie co? To zdjęcie jest nieostre O.o Nie mogę do teraz tego zrozumieć. Myślałam, że zdjęcia Leibovitz są ostre jak żyleta, a tu proszę- takie zdziwienie. W każdym razie dla tej jednej pracy warto było tam wejść i cierpieć :) Polecam!

Ad.2 Zabytki wszystkie udało mi się zobaczyć. Oczywiście z zewnątrz. Ostrzegano mnie, że Big Ben jest za mały i wcale nie jest fajny... no ale ludzie! Jest perfekcyjny! Serio. Może trochę za dużo ludzi, ale ogólnie cudo. Na Londyńskie Oko niestety nie wjechałam, czego bardzo żałuję, ale Wam gorąco polecam :) A Pałac Królewski nie zrobił na mnie żadnego wrażenia... serio :( Mimo wszystko przy wszystkich tych trzech miejscach spędziłam chyba najwięcej czasu- spacerując sobie wieczorami... i powiem Wam, że to było super! ♥ RÓBCIE TAK :D

Ad.3 BANKSY! No dobra- teraz się wyżyję. Jeżeli myślicie, że w ogóle będziecie sobie chodzić i widzieć na każdym kroku jego pracę ... to weźcie w ogóle tutaj nie przyjeżdżajcie -.- Po pierwsze wszystkie prace są zamalowywane, po drugie prace, które nie są zamalowywane są kradzione, po trzecie prace, które są zabezpieczane szkłem kuloodpornym są wycinane razem z tynkiem i sprzedawane gdzieś na jakimś miami -.- Prac zachowanych jest jak na razie pięć... albo cztery w sumie. My odwiedziliśmy dwie- jednak była na budynku, który właśnie był w remoncie, więc widzieliśmy ją jedynie przez rusztowanie, a druga była na wysokim budynku na górze. No i widzieliśmy jeszcze jedną- ale Wy jej już nie zobaczycie -.- o tym niżej. Serio kurde mi smutno! Ale znaleźliśmy przynajmniej dwa czy trzy miejsca, w których prace kiedyś były, więc też dobrze ... także luźno odpuście sobie ten punkt.

Ad.4 Harry Potter- no więc ogólnie Peron 9 i 3/4 to największy smutek życia. Jest kolejka, jest Pani, która daje szalik, mówi jak zapozować... a miliard innych ludzi patrzy na Ciebie jak szczerzysz się do obiektywu. Zdecydowanie nie dla mnie, więc poszliśmy jedynie do sklepu z gadżetami i było spoko :) Ale Piotr mnie też zabrał do sklepu Disney'a i tam było fajniej- zapewne dlatego, że to były pierwsze rzeczy, które widziałam. Pierwsze zawsze jest lepsze ^^ Do studia Warner Bros chcieliśmy jechać i już prawie pojechaliśmy, bo sprawdzaliśmy, że bilet kosztuje jedynie 5 funtów. Nie wiem, czy to była jakaś dzienna promocja, czy co, ale na następny dzień kosztowało już 35 funtów. Jestem przekonana, że jest tam najlepiej na świecie i jak będę miała mnóstwo kasy, że nie będę miała co z nią robić ( będzie taki moment w moim życiu! ^^ ) to pojadę, ale na razie odpuściłam... jednak wyobrażacie sobie co tam musi być?! Wow! Pewnie z racji ceny, to nawet nie ma aż tak wielkich tłumów, więc spoko!

Ad.5. Szlakami nie chodziliśmy, ale ostatniej nocy wybraliśmy się na Notting Hill- tylko mi się już nie chciało szukać biblioteki ani niebieskich drzwi, więc tak po prostu sobie przeszliśmy no i powiem Wam, że przepiękna dzielnica. Tam to bym mogła nawet zamieszkać, jakbym nie znała Polski i jej uroków ;) Jednak wiele osób pytało czy byłam, czy szłam- więc pewnie warte... ale nie na tej wyjazd. Może następnym razem ;)

Ad.6 Tych ulic też trochę żałuję, ale cała dzielnica SOHO to magia. Przepych ludzi jest tam tak bardzo pożądany, że w ogóle nie przeszkadza. Jest cały czas jasno, głośno i ma swój urok. Ściana bilbordów może nie dorównuje tym w Nowym Jorku ( chociaż przecież nie wiem, nigdy nie byłam.. ale będę! ) ale jest na co popatrzeć i pozachwycać się :) City of London nie wiem czy mogę zaliczyć, że byłam... chyba trochę tak. Jakoś nie jestem fanką nowej architektury, tzn. bardzo mi się podoba, ale na spacery wolę chodzić po starych zabudowach. Mimo wszystko widziałam, warto :) Troszkę mi szkoda Camden Town- na potrzeby notki sprawdziłam co i jak i kurcze... ciekawe :)

Ad. 7 Jeżdżąc piętrowym autobusem jest normalnie całkowicie, zachwycałam się jedynie widząc je daleka. Zdjęcie przy budce chyba jedno mam, ale nie czułam magii^^ Mimo wszystko dobrze, że były :D Żołnierzy nie widziałam. Herbatę z mlekiem piłam i pierwszy raz mi smakowała- to pewnie ta magia Anglii ^^


No i teraz mam dla Was w ogóle taką historię, że szok! :D Szliśmy sobie spokojnie wieczorkiem Londynem i nagle zebrało się dużo ludzi przy jednym murku. Ja jak ja- w ogóle nie spostrzegawczy człowiek po prostu bym przeszła, ale dobrze, że mam Piotra- spytał o co chodzi co się dzieje i okazało się, że patrzymy na pracę Banksy'ego zrobioną kilka godzin wcześniej! Godzin? Może nawet minut ponieważ spray jeszcze nie wysechł i wszystko było na świeżo. Może nawet stał przy nas, kto wie? Może właśnie z nim rozmawialiśmy... chociaż mam nadzieję, że nie. Wolałabym żeby wyglądał inaczej hahahah :D Praca przedstawia dziewczynkę z musicalu Nędznicy i jako sama praca nie za bardzo mi się podoba. Taka tam... już bym wolała zobaczyć małego szczurka, no ale wiecie- sam fakt, że widziałam świeżą pracę jako jedna z pierwszych W!O!W! Najkosmicznejsze jest to, że na następny dzień była już zabezpieczona deskami i pilnował jej jakiś koleś, więc nikt już jej nie mógł zobaczyć. Londyn pod tym względem jest ześwirowany... no ale ogólnie nie uważacie, że miałam super szczęście?! To w ogóle wynagradza wszystkie te nieudane próby znalezieni jego jakiejkolwiek pracy ^^  No to właśnie taka historia. A praca prezentuje się tak KLIK


No to jeszcze tak szybciutko transport, bo ja nie wiedziałam i pytałam, a więc: warto zainteresować się liniami Ryanair ( nie, nie dostałam darmowego lotu za tą informację, a Londyn nie płaci mi za to, że o nim piszę -.- ). Najtańsze loty są wtedy kiedy jest zimno ( ale ja miałam słońce, chodziłam w rozpiętej kurtce, z podwiniętymi rękawami i bez szalika- a nadal mi było ciepło. Zimno? Nie sądzę ^^ ) Oczywiście kiedy nie ma żadnych przerw świątecznych itp. Gdybym zdecydowała się wcześniej to dotarłabym do Londynu nawet za 39 zł, ale z racji tego, że zwlekałam to zapłaciłam 69 zł ( jej, jak za darmo! ♥ ) Lotnisko jest na Londyn Stansted, więc stamtąd najlepiej zamówić sobie bilety na autobus ( przez internet jeszcze w domu! ) national express za ok. 12 funtów. Taka jestem kochana, że Wam sprawdziłam co i jak z biletami teraz- no i nadszedł czasz już coraz cieplejszych dni w Anglii, więc bilety dochodzą do 200 zł, ale to też nie 500 zł ;)

W samym centrum warto zaopatrzyć się w karte oyster - można ją doładowywać na każdej stacji metra i podobno jest jakoś o wiele taniej, ale na pewno o wiele wygodniej! Jest też możliwość kupienia sobie dziennego biletu. Koszt ok. 12 funtów i można jeździć autobusami, metrami i tramwajami ( pociągami? to chyba nie są tramwaje ^^ ) No w każdym razie spoko- polecam :D


Nocleg - jak zawsze gorąco polecam grupy na fb. W Londynie jest chyba jeszcze łatwiej znaleźć nocleg niż w Polsce.. a może po prostu nie ma tak wielkich oczekiwań? ^^ No więc wyszukujcie : Przenocuj mnie! Weź mnie przekimaj i Jestem w dupie, weź mnie przekimaj- najlepiej spamować na wszystkich trzech i nocleg za każdym razem się znajdzie. ZA KAŻDYM, serio :) Ja tym razem co prawda skorzystałam tylko z jednej nocki, ale jeśli chcielibyście przyjechać na tydzień, to też na pewno nie byłoby problemu... bo ludzie są super! ♥

A ten Londyn to w ogóle fajny? Oczywiście! BARDZO FAJNY! Bardzo ładny i co najbardziej mnie zachwyciło... taki gustowny. Nie ma na każdym kroku sklepików z pamiątkami, nie ma ludzi wciskających małe Big Beny za 1 funta i nawet nie za bardzo odczułam tą deszczową pogodę, jak już wspominałam miałam słońce, a deszcz był dla mnie tylko angielską atrakcją bardzo rzadko. Jeżeli zastanawiacie się czy jechać- to już się nie zastanawiajcie. Kupujcie bilety i lećcie! :)

No i tyle.... piszę tę notkę od jedenastej, a jest piętnasta. 
Jeju. Nie znoszę! Ale mam nadzieję, że Wam pomoże ;) 
Jakbyście chcieli jeszcze coś wiedzieć, to możecie do mnie pisać, może umiałabym odpowiedzieć ;) Buziaki! ;*

środa, 27 stycznia 2016

3. skrzynka- leśna seria


Hejka! Dzisiaj środa, więc z racji tego pojawia się notka z leśnej serii. Na wstępie musicie mi wybaczyć moją nieobecność, ale robię tak mnóstwo fantastycznych rzeczy w Londynie, że zwyczajnie nie starcza mi nawet kilku minut na bloga- ale spokojnie, dzisiaj już wracam. W nocy będę w domu i fioletowe-serce odżyje :) Mam już pomysły na kilka fajnych notek- poza tym zaczęłam ferie, więc nie może nie być ciekawie! No to lecimy z trzecim leśnym gadżetem w moim pokoju.


Nie wiem czy pamiętacie, ale od jakiś trzech lat z mojego pokoju wyeliminowałam wszystkie albumy na zdjęcia zamieniając je na jeden wielki żółty karton materiałowy. Czemu to zrobiłam? Z prostego powodu- albumy zajmowały mnóstwo miejsca, a jeden starczał mi tak naprawdę na jedno zamówienie. Staram się zamawiać zdjęcia mniej więcej co kilka miesięcy, więc możecie sobie wyobrazić jak dużo ich już miałam. Kiedy przestały mi się mieścić na jednej półce uznałam, że może to i wygodne wiedzieć mniej więcej gdzie znajduje się poszczególna fotografia, ale nie jest to warte tak dużej ceny. Pewnego dnia w IKEA kupiłam rewelacyjne pudło ( możecie je zobaczyć TUTAJ ) powyciągałam wszystkie zdjęcia i powrzucałam luzem. Było trochę niewygodnie, kiedy chciałam znaleźć coś konkretnego, ale lubię czuć zdjęcie, lubię je nawet pognieść. Albumy nie mają w sobie tego czegoś. Ja lubię nawet kiedy zdjęcie jest podarte, wtedy ma w sobie coś czego potrzebuję. Tylko, że z żółtym pudłem było o tyle źle, że było bardzo ciężkie i niewygodne do wyciągania i przeglądania. Postanowiłam, że z jakiś palet złożę nową skrzynię. Sama oczywiście bym nie dała rady, ale na ratunek przyszedł mój brat- nawet nie musiał sam jej robić, bo moja piwnica chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać- wystarczy zejść i zawsze znajdzie się tam wszystko czego potrzeba :) No i powiem Wam, że teraz jest idealnie. Nie dość, że o wiele wygodniej i przejrzyściej, to jeszcze o wiele łatwiej wyciąga się ją z kąta :) Za nic w świecie nie wróciłabym do tysiąca albumów. W swoim przyszłym domu na pewno również znajdę kąt, w którym będę mogła postawić taką skrzynię... albo kilka skrzyń- kto wie ile mi się uzbiera fotografii do tego czasu ;)

Co myślicie na ten temat? Jesteście fanami albumów? :)
Buziaki! :*

piątek, 22 stycznia 2016

Skarpetkowo/ Manlist

Hejka! :) 
Dzisiaj jak już mogliście zobaczyć po górnej grafice- trochę kolorowo i skarpetkowo. Miałam o tym napisać jedynie we fragmencie niedzielnych inspiracji, ale uznałam, że sprawiają mi za wiele radości, żeby nie napisać o nich osobnego, pięknego, obszernego posta. Jeszcze zanim zacznę cokolwiek pisać o głównym temacie- wspomnę tylko, że moje przed dwu tygodniowe narzekanie na samą siebie się opłaciło. Mam nadzieję, że zauważyliście jak bardzo fioletowe- serce odżyło i jak bardzo zmieniło się pod względem estetycznym. Brak zdjęć z telefonu i z kamerki ( co jak dla mnie najważniejsze!) no i ogólnie wydaje mi się, że więcej czasu poświęcam na zbudowanie całej notki lepiej i tak- w tym momencie mogę powiedzieć, że te dwa tygodnie były chyba całkiem ciekawe, dobre graficznie, jakościowo i tematycznie. Także tego- warto czasami się kopnąć w tyłek i w końcu coś u siebie zmienić. Czytałam, że wcale nie było źle, że było wręcz dobrze... ale może po prostu przyzwyczaiłam Was do czegoś nijakiego, ale cicho wierzę, że dobrym Was będę jedynie zaskakiwać, a nie przyzwyczajać ;) Myślę, że w ferie też będzie fajnie i po nich i już cały czas. Byłoby miło.

Przechodząc jednak do sedna sprawy: kiedy w szkole mówiłam o tym, że właśnie zmierza do mnie siedem nowych, kolorowych par skarpetek wszyscy twierdzili, że jestem dziwna, że przecież już raz się przejechałam na tym, że one tak naprawdę kolorowe nie są i że są całkiem zwyczajne. Jednak ja mimo wszystko wiedziałam co robię i wiedziałam, że szczęka im opadnie jak wejdę do szkoły. Przyszły w poniedziałek, we wtorek założyłam jedne z najfajniejszych: żółte w psy. I od razu się zaczęło- a skąd wzięłaś? A podeślesz link? A też chyba bym takie chciała! Wow, jednak takie kolorowe. Karolina to jednak wie skąd wybierać ^^

Manlist, bo o tej firmie dzisiaj mowa ma jedną jedyną wadę- skarpety chciałam już na święta, ale wtedy cały asortyment, który mnie interesował był wykupiony. Dlatego spokojnie przeczekałam świąteczne szaleństwo i mam. Także minusów więcej nie będzie, jednak jeżeli ktoś z Was chciałby zdecydować się na zakup od razu uprzedzam. Jednak ja mam Wam do przedstawienia siedem propozycji z nowości, a z nimi problemu nie będzie ;)

No i dla wszystkich dziewczyn, które po wejściu na stronę stwierdzą no nieeee, przecież to dla facetów! oświadczam, że facetem nie jestem i chociaż pewnie tysiąc razy zastanawialiście się jak to możliwe- tak jest, nie da się ukryć. Noszę męskie ciuchy ( chociaż wiecie, że ostatnio zauważyłam, że coraz mniej! O.o ) buty, kurtki, czapki, okulary... wszystko noszę. Jeżeli na damskim dziale nie ma nic interesującego, to pędzę na męski i nie mam żadnego problemu z kupowaniem tam ciuchów. Poza tym w rewelacyjne męskie ciuchy zaopatruje mnie systematycznie również brat... dlatego- jest jak jest. Chodzę jak chodzę, ale podobno wychodzi mi to całkiem dobrze :D Muszę Wam przyznać, że ze skarpetkami jakoś nigdy nie próbowałam... zastanawiałam się, czy jest to jakaś wielka różnica, ale z racji tego, że zostałam podstawiona pod ścianę i tak naprawdę w polskich sklepach ciężko o damskie, kolorowe FAJNE skarpetki- zdecydowałam się, że zaryzykuję. A co mi tam, będę szalona! No i co? No i nic- muszę Wam powiedzieć, że pasują jak ulał- więc dziewczęta, nie martwcie się tylko bierzcie i kupujcie.Paradoksalnie wydaje mi się, że dziewczyny już przekonałam i wcale nie było ciężko, natomiast gorzej może być z facetami... ale mimo wszystko wydaje mi się, że mężczyzna, który ma do siebie trochę dystansu i nie wstydzi się zażartować ze swojego stroju zakładając żółte skarpety w psy jest bardzo atrakcyjny ^^ 

Przy okazji- ze skarpetkami dostałam również wizytówki... chwilę na to wszystko popatrzyłam i stwierdzam, że jest naprawdę gustownie. Bardzo mi się podoba. Szkoda jedynie, że z drugiej strony jest kalendarz- no ale nie można mieć wszystkiego ^^

Z kolorowymi skarpetkami jest jeden zasadniczy problem ( już pomijając dyskryminację kobiet w tej dziedzinie ) mianowicie: cena. Zazwyczaj za jedną parę wychodzi niecałe trzydzieści złotych i posiadanie jednej tak drogiej pary pewnie nie bardzo odbija się na budżecie, jednak jeśli ktoś nagle postanawia stworzyć na nowo kolekcję wszystkich skarpet... to takie kwoty dość solidnie mogą trzepnąć kieszenią. Jednak te są w bardzo przystępnej i dobrej cenie. Obawiałam się przez to trochę jakości- ale nie narzekam całkowicie. Jest bardzo dobrze :) Ostatnio nawet trochę się zapomniałam i przesiedziałam w jednej parze chyba z półgodziny w domu- ja tak nie działam. Jak już wspominałam dla mnie naturalną rzeczą jest zdejmowanie butów ze skarpetami od razu po powrocie do mieszania ^^ Także można uznać to za sukces.

Poza tym skarpetki zmieniły mnie w małego gimbusa, który to podwija lub podciąga spodnie. Na szczęście ja nie pokazuję kostek, a jedynie fajne kolorowe skarpety. Także na plus... ale i tak czułam się dziwnie. I nadal będę, bo dalej będę to robić. Chociaż kilka dni temu moja babcia przerobiła mi spodnie kupione w lumpekcie, także bez podwijania mają idealną długość. Niedługo zapewne je pokażę:)

No to przechodzę do szybkiej prezentacji moich nowych nabytków z odnośnikami do strony jakbyście automatycznie się zakochiwali i chcieli posiadać je na własność :D Aha, no i jeszcze jedna ważna informacja... skarpetki są już po jednym praniu i nadal są takie same, także nadal będę miała piękne kolorowe skarpetki wystające ze spodni! hura ^^

1. Skarpetki w małe buldożki KLIK

2. Skarpetki w paski KLIK - skarpetki w paski zawsze mnie jakoś mocno rozśmieszają. Kojarzą mi się z mocno babcino/ dziadzinym stylem. Jednak mimo wszystko, gdy zobaczyłam pierwszy raz te byłam urzeczona. Jak przyszły spodobały mi się jeszcze bardziej :D Nie wydaje Was się, że są idealne? 


 3.  Skarpetki w Beagle. KLIK. Jedne z ulubionych! ♥


4. Skarpetki w romby. KLIK


5. Skarpetki w liście KLIK. Kolejna para, która zalicza się do jednych z moich ulubionych. Może i nie są jakoś niesamowicie kolorowe, ale są pięknie gustowne i idealne po prostu! :D


 7. Skarpetki w Gwieździstą noc KLIK no i one należą do moich ulubionych i przodują przed wszystkimi naprawdę bardzo wysoko. Po pierwsze- sam w sobie obraz jest tak doskonały, że nie można by było w nim nic poprawić, także bardzo dobry wybór. Poza tym mają idealną długość, a przy podwinięciu ( o zgrozo ) spodni naprawdę rzucają się w oczy- oczywiście w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Jestem po prostu w nich zakochana i byłam taka szczęśliwa jak je miałam na sobie jejku, serio nie zdawałam sobie sprawy ile taka mała rzecz może sprawiać radości. A uwierzcie, że może naprawdę dużo :D Sami zobaczcie jak bardzo są eleganckie i gustowne.. aż spodnie od garnitury założyłam, żeby to jeszcze podkreślić ^^


W dzisiejszej notce to by było na tyle. Jednak na stronie  MANLIST  jest tego o wiele więcej. Ja dzisiaj mogą ją uznać, za jak na razie najbardziej uszczęśliwiającą mnie firmę w 2016 r. ^^ Poza skarpetkami możecie tam znaleźć inne równie piękne rzeczy tj, muszki czy krawaty- w sumie już czysto typowe dla facetów... ale ja już kilka rzeczy sobie upatrzyłam. Jeżeli się na nie zdecyduję, to z miłą chęcią Wam je tutaj przedstawię! :D

 Dziewczęta, nie wiem jak tam u Was z walentynkami....ja wielbię te wszystkie najbardziej tandetne pierdułeczki w okropnym odcieniu czerwonego. No i zawsze wtedy jem te okropne wielkie sercowe wiśniowe lizaki- przedziwna tradycja ^^ W każdym razie czasami można odejść od tradycyjnego kiczu i sprawić swojej drugiej połówce serio coś fajnego. Może niekoniecznie skarpety, ale gustowna muszka? Ja tam bym się cieszyła ( a ja mam dużo z faceta hahahha ^^ )  Co o tym myślicie?
Uciekam, buziaki! :*

czwartek, 21 stycznia 2016

Londyn

Hejka! :)
Jest już pierwsza w nocy, a ja za cztery godziny wsiądę w samochód żeby pojechać do Gdańska. Nie mówiłam o tym zbyt wielu osobom, bo wyszłam z założenia, że tyle razy się nie udawało, to teraz żeby nie przegadać, nie zacząć się za mocno cieszyć i nie zrobić ludziom złudnej nadziei, będzie lepiej kiedy o wszystkim poinformuję dopiero w momencie, gdy wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Myślę, że to właśnie ten moment, bo chociaż jestem strasznie już zmęczona i potrzebuję snu...to jednak właśnie już oficjalnie zapięłam swoją czerwoną podróżną torbę i mogę spać spokojnie... prawdopodobnie. 

O co chodzi? Jak pewnie już z tytułu notki możecie się domyślić- wyjeżdżam do Londynu! Wreszcie! Wiecie ile lat na to czekałam? Kilka razy były spontaniczne propozycje polecenia i zwiedzenia, ale wtedy jeszcze byłam zbyt młoda i za każdym razem moja mama mówiła nie. Nawet kilka razy miałyśmy się wybrać razem, ale ten Londyn jakiś taki był nie po drodze. No i nagle się uda! Przeglądałam dzisiaj trochę grafik w google, bo nie zdążyłam zrobić ani jednego zdjęcia dzisiaj podczas pakowania... i tak stwierdziłam, że kurde- to wszystko jest mi już tak bardzo znane ze zdjęć, że aż wydaje się nierealne. Wyobrażacie sobie, że już jutro będę zasuwać piętrowymi, czerwonymi autobusami. Będę udawała, że rozmawiam przez telefon z budki telefonicznej. Będę przechodziła obok Big Bena i będę robić wszystkie te rzeczy, które zawsze wydawały mi się takie dalekie i inne. No będę robiła to wszystko. I nawet trochę szybciej mi skacze serce ze szczęścia. 

Wiem, że wiele z Was podróż do Anglii już odbyło, bo na blogach spotyka się wiele notek na ten temat- nad swoim przewodnikiem na tym blogu poważnie się zastanawiam, ponieważ teraz kiedy potrzebowałam jakiś fajnych miejsc i szukałam czegoś godnego... to niestety, ale nie znalazłam nic wartego uwagi. Także jeżeli tylko znajdę czas i chęci, to z przyjemnością zrobię mini przewodnik po tym co zwiedziłam- czy warto, gdzie jak i kiedy. W takich notkach nie będzie mi chodziło o samą moją podróż i bycie ze znajomymi- a właśnie przede wszystkim o niewielką pomoc w planowaniu podróży :) Ale nie obiecuję... jeszcze myślę. No i zapewne pojaw się to dopiero po moim powrocie do Polski. Nie chcę marnować czasu na bloga kiedy będę miała obok siebie super ludzi i super miejsce- znacie mnie już, wiecie jaka jestem, więc chyba już to Was nie dziwi, prawda? :)

Wracam w środę w nocy. Nie wiem czy przez ten tydzień będą pojawiały się posty, ponieważ miałam ambitny plan zapisania siedmiu notek, ale niestety nie starczyło mi czasu. W każdym razie- może coś tam się pokażę :)


Buziaki! :*

środa, 20 stycznia 2016

2. poduszki- leśna seria

Hejka! :) Mam nadzieję, że na pierwszy rzut oka zauważyliście kolory i fajność tej notki. Pierwsza notka była robiona w sumie dosyć na szybko i wiedziałam, że będzie zmieniana, więc musicie mi wybaczyć te kilka dni poślizgu, ale już wszystko jest gotowe- poprzedni post również edytowany. Poświęciłam kawałek soboty na to, żeby cała seria była jedną częścią i wyglądała podobnie. Jestem bardzo zadowolona z efektów. Zdjęcia są już wgrane- teraz jedynie co tydzień będę dodawała tekst i wszystko gotowe! Jestem tak samo podekscytowana jak #tydzień_z_Karoliną. Chyba lubię jak to jest dużo, jak jest pięknie, kolorowo... no i przede wszystkim fajnie, że w końcu zobaczycie moją wielką fascynację ostatniego czasu. W tamtym tygodniu chyba o tym nie wspominałam, ale nie lubię tematycznych pokoi. Nie rozumiem jak ludzie mogą robić jakieś marynarskie sypialnie, czy jakieś tam afrykańskie. W każdym razie mimo, że w moim pokoju znajduje się dużo drewnianych i leśnych rzeczy nie uważam go za pokój tematyczny- w tym wypadku po prostu łączę i dopieram pasujące do siebie rzeczy, które razem tworzą dobrą całość :) Także niech ta kwestia będzie wyjaśniona. Swoją droga: tematyka leśna w pokoju może wcale nie byłaby aż taka zła? Chociaż przegadanie każdego tematu zawsze kończy się porażką. Mimo wszystko kiedyś bym się nad tym pochyliła bardziej. No wiecie, wtedy to już od ścian, po podłogi, rolety itp. Nie no! Na pewno byłoby za bardzo. Jak myślicie?

W dzisiejszej, drugiej odsłonie Leśnej serii chciałam Wam przedstawić leśne poduszki. Zrobione były już kilka tygodni temu, ale dopiero niedawno je dokończyłam. Materiał w pnie jak i ten drugi zakupiłam w IKEA ( mam problem z tym sklepem... z jednej strony nie znoszę patrzeć na swój pokój i widzieć rzeczy, które są u tysiąca ludzi i które widzę na prawie każdym zdjęciu. Z drugiej strony jednak uwielbiam tam jeździć i nigdy nie wychodzę z pustymi rękoma. Jednak mimo wszystko chyba pierdółki nie zajmują aż tak dużej przestrzeni i może wtedy zauważa się je rzadziej w innych domach? ^^ ) Nie mogłam się po prostu oprzeć. Poszewki na poduszki planowałam kupić/ zrobić już dawno- no ale wiecie, zanim człowiek się zmotywuje, to mija całe życie. Jednak będąc w sklepie po prostu nie mogłam się oprzeć. Jak toooooo!? Materiał w pnie i to jeszcze tak gustowny i ładny? BIERE!  :D Co prawda planowałam zrobić ich aż dwie, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie i dobrze (! ) bo teraz jest idealnie :)
Poduszki szyłam na maszynie, a ostatni bok szyłam ręcznie ściegiem maszynowym ( jej, nie wiem czy profesjonalnie się to tak nazywa, ale babcia mnie tak nauczyła.. chyba. Przynajmniej mi się tak kojarzy. W każdym razie ręcznie szyje się takim sposobem jak maszyna, no i każdy wie o co chodzi ^^ Kiedyś będę profesjonalistką, to będę mogła zarzucać Was nazwali wszystkich ściegów, ale musicie jeszcze trochę poczekać ^^ ) I wycięłam troszkę mniejszy materiał niż poduszka, ponieważ chciałam żeby były kształtne i nie były plackami, jak wcześniej ;)

Na moim małym łóżeczku ( oczywiście z IKEA -.- ) znajduje się mnóstwo rzeczy, tak że czasami trudno tam usiąść, ale jakoś zawsze wszyscy ludzie sobie radzą, więc nie ma większego problemu^^ Poza czterema leśnymi poduszkami mam tutaj również poduszkę w kamienice- to ten prezent świąteczny z tamtego roku, którego w końcu Wam chyba nigdy nie pokazałam- oraz poduszka z Tarantino ♥ No i najfajniejsze : świnia ( jej, nawet zabawki mam z IKEA, ale smutek ^^  ale tak mnie urzekła, że musiałam ją mieć. I teraz spędza ze mną każdą chwilę w domu... chyba wróciłam do dzieciństwa, tylko moją lalkę zamieniłam na różowego pluszaka. I jest najlepszym kompanem do spania, bo idealnie układa się do szyi i jest ciepło, także polecam ^^ ).


 Buziaki! :*

wtorek, 19 stycznia 2016

Wybór Jasminy

Hejka! 
Dzisiejszy post będzie dosyć trudny, jednak postanowiłam, że Wam o tym napiszę, ponieważ warto. Kilka dni temu do mojego domu zawitała nowa książka. Zaciekawiła mnie aż tak bardzo, że odłożyłam czytaną wcześniej ( a raczej jedynie noszoną w torbie ) Od pierwszej strony byłam przestrzegana, że to nie jest opowieść dla słabych nerwowo, że zaleca się odłożenie tej książki już na wstępie. No ale wiecie jak to jest: ostrzegają mnie, że nie powinnam jeść ostrej pizzy- jem i później cierpię katusze. Tak samo było i w tym wypadku. Nawet sobie nie wyobrażacie jak w bardzo złym stanie psychicznym byłam przynajmniej pół godziny po każdym zamknięciu książki. Z ręką na sercu mogę przyznać, że nigdy przenigdy nie czytałam tak drastycznej historii... na dodatek prawdziwej!

Wybór Jasminy to historia przepięknej kobiety, która została niewolnicą w więzieniu dla młodych dziewczyn, które całymi dniami były gwałcone przez żołnierzy. Właśnie w takich momentach wychodzi na wierzch moja niechęć do czytania opisów książki. Dopiero kiedy miałam ją w rękach przeczytałam zdanie pod tytułem. No i chociaż o niewolnictwie, to wydawało mi się, że będzie bardzo pozytywną i motywującą do życia opowieścią. Tak się jednak nie stało, a sam pomysł tworzenia takich więzień wydaje mi się tak nieludzką sytuacją, że nie wiem co na ten temat powiedzieć...

Wszyscy moi znajomi, którym mówiłam o książce lub widzieli jak się później zachowywałam mówili żebym od razu odłożyła ją i nigdy więcej do niej nie zaglądała. Jednak ja postanowiłam, że nie będę zamykać się na zło istniejące na tym świecie i przeczytam o losach tych biednych Kobiet. Udało mi się skończyć ją bez wizyty u psychologa i bez depresji, ale kiedy wychodziłam z autobusów wieczorem i widziałam jakiegoś mężczyznę, to przyspieszałam kroku.. tragedia ^^

Jean Sasson, autorka książki pojechała do Kuwejtu zaraz po wojnie, spotkała się ze zgwałconymi Kobietami i przeprowadziła z nimi wywiady- ze spotkania z Jasmin powstała właśnie ta książka. Autorka ma ogromny talent drastycznego opisywania zasłyszanych scen. Opisała to wszystko tak realistycznie jakby to właśnie ona była tą biedną Kobietą. Jestem zachwycona jej talentem i w najbliższym czasie mam zamiar wybrać się do księgarni po jej bestsellerową Łzy księżniczki. Może błędnie, ale mam nadzieję, że tam nie będzie to wyglądało aż tak bardzo źle. I właśnie w tym momencie jeszcze bardziej dziwię się zjawisku jakim jest feminizm. Czy naprawdę nie powinnyśmy doceniać tego jak mamy dobrze?! Mamy wspaniale... a dostanie kwiatków od mężczyzny jest czymś cudownym- więc kurde o co chodzi?! Każdy kto ma dobrze zawsze narzeka, że chciałby mieć lepiej... i nagle poznaje się losy Kobiety, która ma najgorzej, ale ona nie narzeka ani razu- po prostu przyjmuje życie jakim jest, stara się za wszelką cenę żyć i cieszy się niewielkimi ( naprawdę bardzo małymi! ) rzeczami i gestami. 

Czy polecam? BARDZO! Ale wiedzcie, że nikt nie jest na tyle mocny psychicznie, aby ta książka przeszła mu obojętnie po zakończeniu. Gwałty są bardzo realistycznie i dokładnie opisane, ale jak sama autorka napisała- nie było możliwości przedstawienia tego w inny sposób. Ma rację, ale mimo wszystko bardzo trudno przyjąć takie coś takiego do wiadomości. Mi chyba o wiele łatwiej obejrzeć jakiś ciężki film niż wchodzić w czyjąś głowę i być w tak bardzo intymistycznej sytuacji- ja i losy bohaterki. Tragedia, serio. Wydaje mi się, że długo o tym nie zapomnę, długo nie będę mogła dojść do siebie, bo aktualnie nie wiem jak do Was pisać w spokojny sposób. Bardzo ze sobą walczę, żeby nie przekazać tutaj swoich wszystkich emocji...

I na koniec- okładka. Chociaż wydaje mi się w tym momencie to tak nieistotne, że aż głupio mi o tym wspominać. No ale dobra- książka jak książka, strona wizualna jest ważna. Nie podobają mi się fonty- żaden. Nie podoba mi się rozmieszczenie i kolory liter. Zdjęcie jest przepiękne, ale moim zdaniem zupełnie nie pasuje do tego co znajduje się w środku. Ja wiem, ze nie mogła się tu pojawić scena gwałtu, krew czy inne dziwne rzeczy- nawet bym tego nie chciałam, ale to co dzieje się w środku pokazuje jak bardzo ludzie nie są ludźmi, a zwierzętami- więc pokazanie takiej spokojnej melancholijnej fotografii jest moim zdaniem wielkim nieporozumieniem. To tyle dzisiaj. 


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Nienawistna ósemka

Hejka! :)
Dzisiaj co prawda dopiero środek miesiąca, ale postanowiłam, że taki film i takiego reżysera warto wyodrębnić z notki filmowej na rzecz kilku słów osobno. Jako największa fanka Tarantino ( urodziłam się w jego urodziny, jolo! ) z niecierpliwością czekałam na najnowszą produkcję. Kiedy dowiedziałam się, że ma być podobna do poprzedniego Django to aż zaklaskałam w ręce! Trzeba było czekać, ale wreszcie się doczekałam. Dzień po premierze dostałam z trzy wiadomości jak było... a jak było? Nie było, bo nie umiałam wygospodarować czasu na wyjście do kina -.- Koszmar! Na szczęście kilka dni temu zmotywowałam się, postanowiłam, że poniedziałek spędzę w kinie i wreszcie będę mogła podzielić się z ludźmi moimi odczuciami odnośnie tej produkcji.

Zacznę od tego, że Django sprzed czterech lat to mój ulubiony film życia! Nie wiem czy kiedykolwiek obejrzę coś, co przebije ten obraz! Jestem w stu procentach zakochana i co dziwne- mogę oglądać ten film miliony razy, a i tak zawsze śmieję się tak samo. Widziałam go już naprawdę wiele razy i nigdy nie jest mi mało, co więcej moja miłość do niego po prostu za każdym razem jeszcze wzrasta ( to możliwe? ) Jejku, teraz nawet bym włączyła i chociaż jestem mega zmęczona wiem, że ten rewelacyjny humor by mnie rozbudził. No magia po prostu! Wielbię. A płyta z muzyką, którą dostałam w tamtym roku od siostry jest jedną z najczęściej słuchanych płyt w moim pokoju. Wzbudza we mnie jakoś tak niesamowicie dużo emocji, że czasami nawet zdarza mi się przy niej płakać...:D

Wiedziałam, że ciężko będzie przebić tak dobry film, nawet jeżeli miał pokonywać go sam Tarantino. Czy się udało? Zdecydowanie nie. Przed chwilą oceniałam na filmwebie film i dałam naciągane osiem, bo moje serce nie pozwalało na nic mniej. Jednak mimo wszystko nie było dobrej muzyki ( tzn. była... ale Tarantino jest  oceniany przeze mnie o wiele surowiej niż inni twórcy i ich produkcje... ale idealnego soundtracku to nie mogę przeżyć najbardziej :< Brakowało mi chociaż jednej tak dobrej sceny z piosenką! Chociaż jednej. Zawsze przynajmniej jedną w każdym filmie dostawałam. Co się stało?! Przyzwyczaił, a teraz nie daje... ) brakowało mi krwi, brakowało mi idealnych dialogów... no i brakowało mi tego powalającego z nóg humoru. Natomiast kadry to cudo! Każda minuta tego filmu pod względem zdjęć jest perfekcyjna! Czołówka zapiera dech w piersi i każda kolejna scena jest równie dobra. Jestem na tak!

I oczywiście, to słaby film- ale jak na mojego ukochanego reżysera, gdzie jego prawie wszystkie filmy są w tysiąc kilometrów nad innymi moimi ulubionymi filmami, więc mimo wszystko i tak wpisuje się bardzo wysoko. Żebyście mnie źle nie zrozumieli :)
Poza tym w filmie odkryłam rewelacyjną Jennifer Jason Leigh, która świeciła w filmie swoim własnym blaskiem- coś niesamowitego. Jestem zauroczona i postaram się w najbliższym czasie obejrzeć ją w jakiejś innej roli- mam nadzieję, że trafię na równie odjechaną jak teraz. No i Samuel L. Jackson jak zawsze fenomenalny. Kurcze no- TARANTINO JEST MISTRZEM! Ale mimo wszystko mam do niego żal, że nie wyszłam z kina z wielkim rozwalającym ze szczęścia sercem. 

Mimo wszystko nie zawiodłam się, dostałam bardzo dobry film. Smutno mi jedynie dlatego, że nie miałam motylków w brzuchu i że prawdopodobnie już nigdy nie sięgnę po ten film... no może kilka razy ;) Jeżeli natomiast kogoś przeraża prawie trzygodzinna historia, to rozwiewam Wasze wszystkie wątpliwości- cała akcja jest tak zwarta i szybka, że ( pomimo, że czułam jakbym w kinie spędziła cały dzień ) naprawdę się nie dłuży i nie czeka na koniec :) Pod koniec jest najciekawiej! ♥ Więc czy polecam? A jakże bym mogła nie polecić? Oczywiście, że polecam i trzymam mocno kciuki żeby Was wszystkich złapał za serce :) Ja natomiast czekam na kolejny film - tym razem musi się udać... prawdopodobnie będę miała jakieś dwadzieścia dwa lata, jej O.o Trochę zabawnie :D


Byliście? Widzieliście? Jak wrażenia? :)

sobota, 16 stycznia 2016

Sony alpha NEX-3N

Hejka. :)
Dzisiaj sobota, więc jak obiecałam pojawi się post odnośnie mojej tygodniowej przygody z nowym, kompaktowym aparatem. Mowa tutaj o Sony alpha NEX-3N i od razu dla niechcących czytać długich wstępów  notki stwierdzę, że WARTO! Wypiszę to w tabelce plusów i minusów, będzie przejrzyściej ^^ i znając mnie wiedziecie, że nie będę zagłębiała się w techniczne aspekty. Powiem tak, żeby każdy kto fotografią się nie interesował- wiedział o co chodzi ;) Aparat przeżył ze mną zwykły tydzień w szkole. Od rana do wieczora- czyli w każdym stanie słońca. W tym porannym najlepszym słońcu- kiedy to sony alpha NEX-3N robi naprawdę wspaniałe zdjęcia! I w tych wieczornych, gdzie słońca nie ma już wcale i istnieje jedynie sztuczne, marne światło autobusowe ( przynajmniej ja go w takim świetle testowałam ) W każdym wypadku dawał radę i przez tydzień zebrałam ponad pięćset zdjęć, które będą mega pamiątką... dobrze wykonaną, co może nie najważniejsze, ale mimo wszystko bardzo fajne :D


- mały, zgrabny, biały- wizualnie jest idealny
- coś dla miłośników selfiaczy ( ja się nią ewidentnie stałam przez ten tydzień, co mogliście zauważyć ) 
Aparat posiada obrotowy ekran, więc całą kompozycję z ręki można ładnie zaplanować ^^
- ma wymieniane obiektywy. Tutaj akurat jest zapewne standardowy, trochę ciemny... no ale można przecież wymienić :D
- zdjęcia robiłam zazwyczaj przy ISO 800 I ZERO SZUMÓW! Czaicie... mój przy 200 ISO ma już problem :(
- pięknie rozmywa zdjęcia ♥ łapie piękną głębię ostrości ♥ zdjęcia wychodzą naprawdę cudne!♥ 
- posiada akumulator, a nie baterie- a to bardzo istotne. Nie ufam akumulatorom w bateriach, bo niby się je ładuje, a i tak to nic nie daje. 
Nienawidzę swojej lampy, która jest na baterie -.- Nigdy nie działa tak jak powinna. Więc akumulator 100% na plus
- dla ludzi posiadających jedynie lustrzankę myślę że jest odpowiedni- nie widać rażących znaków kopania jakości po tyłku. Można robić fajne zdjęcia, nawet artystyczne nieporządki ^^ 
- można go wsadzić w kieszeń i lecieć na cały dzień- a nóż może zdarzy się coś godnego sfotografowania. Kiedyś robiłam tak również z lustrzanką, ale kiedy się zepsuła całkowicie nie mam ochoty bawić się nią dziesięć minut aż zrobi dobre zdjęcie- to nie jest zabawa moich marzeń ^^


* brak wizjera! O matko, jak bardzo cierpię. Zdjęcia z odległości przynajmniej 10 cm od twarzy są tak obce i dziwne. Myślicie, że można jakoś wbudować wizjer? ^^ Czy czekać na kolejną odsłonę tego modelu? Może firma Sony właśnie to czyta i myśli sobie " tak, to dobry pomysł, Karolina" czekam! hahahha :D I sądzę, że minusów będzie bardzo mało, ale ten jest tak poważny, że tysiąc razy jeszcze się zastanowię zanim kupię aparat bez tej jednej małej pierdółki. Serio....
*jest bardzo czuły na ruch, ale prawdopodobnie potrzeba trochę czasu, poszukanie w ustawieniach i może będzie ok.... ale przez ten tydzień bardzo mi to przeszkadzało.

I teraz najważniejsze pytanie. Czy zamieniłabym go ze swoją starą, popsutą lustrzanką ( swoją drogą również sony alpha ). NIE! Nie zamieniłabym. Wczoraj robiłam test- wyjęłam lustrzankę, wyjęłam kompakt i zrobiłam fotki gadżetu, który pojawi się w środę w leśnej serii i okey, mój aparat nie działa już na tyle, żeby można było zadowolić się surowym zdjęciem, trzeba je lekko przerobić, ale nie oszukujmy się: coś co posiada lustro jest tysiąc razy lepsze niż to co lustro tylko próbuje udawać. Głębia, ostrość- wszystko jest sto razy lepsze. Gdybym miała teraz na przykład sprzedać mój aparat za kwotę, za którą mogłabym kupić taki mały, poręczny, piękny aparat- to nie zrobiłabym tego. Chociaż pierwszego dnia myślałam, że te małe cudo to najlepsze co mnie w życiu spotkało ^^. Kiedyś mi ktoś powiedział, że nawet najgorsza lustrzanka jest tysiąc razy lepsza od kompaktu- tak, racja. Jednak mimo wszystko posiadanie lustrzanki i kompaktu jest bardzo właściwym rozwiązaniem. Tym bardziej na jakieś wyjazdy. Przy moich problemach z plecami noszenie jakiejkolwiek torby to już wielki ból ( podobno powinnam nosić jedynie plecaki. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, także przemilczę to ^^ ) a jeszcze lustrzanki najlepiej z dwoma obiektywami- cena niewarta świetnych zdjęć: które i tak zazwyczaj świetne nie są, bo na wycieczkach nie mam czasu na ustawienie wszystkiego dobrze, a jak już wspominałam- mój aparat tego potrzebuje. Poza tym nie łapie ostrości i w ogóle- no koszmar! Na sesje zdjęciowe jak najbardziej. Na wyjazdy nie. Poza tym ja bardzo nie lubię robić zdjęć na wyjazdach. Nie należę do osób, które cały czas strzelają zdjęcia wszystkiemu co popadnie- i prawie nigdy nie robię zdjęć w galeriach, no chyba, że bardzo mnie coś zainteresuje... ale to wolę zapisać sobie autora i nazwę. No jestem dziwnym człowiekiem... i mam zepsuty aparat, więc nie możecie mnie utożsamiać z takim prawdziwym fotografem zajaranym budyneczkami z super mega aparatem. Ja jestem Karolina i czasami jestem inna. Dzisiaj jestem inna. Musicie na mnie wziąć pewien margines ^^ 

To tyle. Mam nadzieję, że pomogłam. Kilka osób pisało mi, że właśnie zbiera się do kupienia nowego, małego aparatu- więc ta pozycja jest jak najbardziej na tak, w moim odczuciu :)
buziaki! :*

piątek, 15 stycznia 2016

#tydzień_z_Karoliną. DZIEŃ PIĄTY. KOŃCZYMY.

Hejka! :)
Powiem Wam, że tak tygodniowe pisanie na ten sam, narzucony już temat jest mega męczące i nużące- chociaż nie ukrywam- o wiele łatwiejsze niż wymyślanie na bieżąco z dnia na dzień tematu notki. W każdym razie z dnia na dzień czułam, że po woli już brakuje mi miejsc do fotografowania i że najwięcej radości to mi to sprawiało jednak w poniedziałek... no ale wiecie, wtedy to była magia. Jednak spadł śnieg i było tak cieplutko, biało, jasno i pięknie. Uwielbiałam! ♥ Ale nie to żebym teraz jakoś niesamowicie narzekała. Bardzo super był ten tydzień i niewątpliwie przez najbliższy czas nie będę się rozstawała z noszeniem aparatu wszędzie. Mam w planach w weekend przejrzeć wszystkie te tygodniowe fotki i stworzyć z nich jakiś fajny zestaw. Wszyscy w klasie jaramy się, że to za kilka lat będzie super pamiątka :)

PO PIERWSZE: właśnie piszę ostatnią notkę z serii #tydzien_z_Karoliną. Może kiedyś jeszcze taki cykl stworzę... na przykład na filmówce za dwa lata ?! ♥ Byłoby mega - tak sobie myślę ;) No ale to się zobaczy. W każdym razie jeżeli ktoś trafił dopiero teraz na notkę, to wszystkie może przeczytać w kategorii zatytułowanej tak samo jak seria.

PO DRUGIE: dzisiaj miałam chyba najfajniejsze skarpetki jakie znajdują się w moim zbiorze! Z motywem obrazu Van Gogha- jestem zachwycona i zakochana. Całościowo możecie je zobaczyć TUTAJ  Polecam serdecznie, bo mój dzień dzięki nim był jeszcze lepszy :D

PO TRZECIE: z mojej perspektywy wydaje mi się, że poznaliście już całą moją szkołę. Mogłabym jeszcze pewnie rozpisać się o każdym nauczycielu i uczniu mojej szkoły, ale wiem, że wchodzą i czytają to tak się wstydzę- nawet jeżeli o nauczycielach pisałabym prawie same pozytywne rzeczy- bo jak wiele razy wspominam.... Gronowo chyba nie toleruje złych i przeciętnych ludzi. Wiecie, że ostatnio jakoś w rozmowie przypadkiem wyszło, że nawet Pani, która sprząta nam szkołę jest artystką i robi zdjęcia ślubne O.o Nawet kilka zdjęć, które zrobiła pojawiło się we wtorkowej zlepce. No jestem zachwycona :D Zawsze byłam, bo to pierwsza szkoła, w której Panie sprzątaczki są super ekstra... no ale żeby aż tak super ekstra to się nie spodziewałam. Wszystko aż wrze od artystyczności w tym Liceum :D

PO CZWARTE: robię chyba całkiem fajną pracę na temat ciało. Kiedy ją skończę może Wam nawet pokażę :D


PO PIĄTE: chciałam dzisiaj znowu dobić do setki i na ratunek przybiegł mi Piotrek, z którym sobie strzelaliśmy milion fotek. No i udało się :D Poza tym widzicie jaką mam super marynarkę! Kupiłam ją już dawno dawno i teraz wygrzebałam z szafy i się jaram bardzo mocno. Na zdjęciach to wygląda już w ogóle super pezepięknie. I ma takie zdobienia złote na kieszeniach. No fantastyczny zakup- za jakieś 2 zł w lumpeksie. Polecam ;D


PO SIÓDME: zrobiłam dzisiaj bardzo podobne zdjęcie do tego, które rozpoczynało całą serię... ale tak uznałam, że to jednak całkowicie niepotrzebne, bo przecież nie będę dodawała po tym poście jeszcze jednego, który będzie oficjalnie to wszystko kończył- także głupota :D

PO ÓSME: dzisiaj jak co piątek o 15.00 odbyła się wspólna miejsca modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia. Tak jak już wspominałam w najbliższym czasie planuję trochę Wam opowiedzieć o tych Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, dlatego dzisiaj taki malutki wstęp- polubcie naszego facebooka TUTAJ. Co tydzień informujemy gdzie i jak będziemy się modlić. Zapraszamy! :)

PO DZIEWIĄTE: przedziwnie mi to kończyć jak już wiem, że w najbliższym czasie nie zrobię nic równie dziwnego i szalonego ( ej, serio to mi sie wydawało szalone. Trochę było chyba, no nie? ^^ ).. ale nie ma co pisać głupot. Przecież nie żegnam się z Wami na zawsze- tylko do jutra ^^
A jutro już będą normalne inne równie ciekawe ( może ciekawsze ) notki. I będzie obszerna relacja  mojego tygodniowego romansu z nowym Sony.


Buziaki. Ściskam mocno! :*

czwartek, 14 stycznia 2016

#tydzien_z_Karolina. DZIEŃ CZWARTY

Hejka! :D
Muszę Wam powiedzieć, że trafiliście chyba w najodpowiedniejszy tydzień mojego szkolnego życia. Bardziej zaangażowana w nią chyba nie byłam ( ale będę! Tak sobie mówię. ) Poza tym, że to całkowicie skarpetkowy tydzień to dzisiaj w końcu nastał ten pamiętny czwartek i przegląd. Jak obiecałam dzisiaj skupię się na nim całkowicie i mniej więcej wyjaśnię o co chodzi ( i chyba wszystkim znajomym podeślę link do tej notki, bo nie znoszę wszystkim z osobna tłumaczyć o co chodzi ^^ )

PO PIERWSZE: To będzie właśnie najdłuższe po pierwsze ponieważ będzie wszystko o przeglądzie! Nauka w każdym Liceum Plastycznym w Polsce trwa cztery lata. Ukończona jest wtedy, gdy uczeń obroni swój dyplom oraz gdy zna ze wszystkich przedmiotów no i oczywiście najmilej jest jeżeli zda się również maturę. Po ukończeniu Liceum Plastycznego mamy dyplom plastyka z wybraną specjalizacją ( u mnie specjalizacja: techniki graficzne artystyczna i komputerowa ) świadectwo ukończenia szkoły i świadectwo dojrzałości jakim jest zdana matura. Tak, w Liceum Plastycznym pisze się maturę. Jesteśmy normalną szkołą, tyle, że o wiele lepszą ^^

a) dyplom- jak już wspominałam w szkole wybieramy sobie specjalizację. Po trzech latach nauki, poznawania różnych technik przychodzi ostatni rok podczas którego tworzy się prace pokazujące nasze umiejętności warsztatowe. Od tego roku dyplom składa się z prac ze specjalizacji oraz odpowiedzi ustnej z wiedzy na temat historii sztuki. Zdany dyplom jest równoznaczny z pozytywnym ukończeniem Liceum Plastycznego. Do poprzedniego roku na dyplomie obowiązywał również aneks- czyli teczka prac z malarstwa i rysunku, którą później mogliśmy wypożyczać do prezentowania siebie na ASP.

b) przegląd- to pierwsze oficjalne i bardzo poważne sprawdzenie naszych umiejętności na tle całej szkoły klas trzecich ( u nas jedna klasa ). Z przeglądu dostaje się punkty i ocenę. Do sprawdzenia daje się podstawowe dziedziny sztuki jakimi jest malarstwo, rysunek i rzeźba. Z malarstwa trzeba pokazać trzy rzetelne, zgodne z rzeczywistością martwe natury. Z rysunku trzy rzetelne, zgodne z rzeczywistością, anatomiczne i rysowane z prawdziwego, żywego modela ( nie ze zdjęcia ) studia postaci oraz dziesięć najlepszych szkiców na kartce b1. Natomiast z rzeźby pokazuje się dwie najlepsze rzeźby z trzech lat nauki sfotografowane i przyklejone na kartkę b1 oraz jedna głowa rzeźbiona z modela, na lekcji ustawiona na kawalecie. 
Przegląd dzieli się na trzy części. Pierwsza miała miejsce dzisiaj. Wewnątrzszkolny przegląd wybiera z pośród wszystkich uczniów trzy osoby ( po jedne z rysunku, malarstwa i rzeźby ) które są najlepsze w swojej dziedzinie. Te trzy osoby jadą później na wojewódzki przegląd, skąd znów wybierani są najlepsi. Następnie najlepsi jadą na tygodniowy plener i z nich wyłaniane jest dwanaście osób, które otrzymują indeks i bez problemu wybierają sobie szkołę i kierunek jaki chcą ( oczywiście z tych artystycznych )

No i wiecie- ogólnie myśleliśmy, że to będzie super proste i fajne. Jednak w tym roku to wszystko było robione na wariata. Po pierwsze- nie mieliśmy testów... co roku poza prezentowaniem swoich prac w osiem godzin trzeba było również namalować jedną martwą, jedno studium postaci i wyrzeźbić jedną głowę. Jednak w tym roku tego nie było i to wcale nie było fajne :( 
Przychodząc do szkoły wyczuwało się ogromne napięcie i serio wszystkim udzieliło się zestresowanie. Naprawdę było ciężko i uważam ten dzień za jeden z najtrudniejszych w tej szkole ( w sumie najtrudniejszy!). Nie wiem jak poradzę sobie ze stresem na dyplomie, kiedy tak naprawdę Twoja obrona tam decyduje o Twoim kolejnym ogromnym kroku w przód do życia. No nie mogę sobie tego wyobrazić. W każdym razie było ciężko, ale chyba poczułam jeszcze większą motywację. I chcę malować jeszcze lepsze obrazy! Tak sobie myślę, że to dobry plan. I w ogóle możecie być dumni, bo do następnego etapu przeszli moi najlepsi ziomale : Magdalena, Wiktorka i Grzegorz! ♥ Szaleję z radości i trzymam za nich mocno kciuki! :)

No to co, o przeglądzie wystarczy- no chyba, że macie jakieś pytania, to z chęcią odpowiem w komentarzach. Pytajcie, nie gryzę ;)

PO DRUGIE: już tak odstresowywując się- dzisiaj miałam kolejne super skarpetki. Tym razem w kolejne psy i znów ich za bardzo nie widać, więc zapraszam TUTAJ - tak cały czas podaję tą samą stronę, ale to dlatego, że miałam duże zamówienie i na razie się nimi jaram, więc tak noszę codziennie. Śmiałyśmy się dzisiaj z Wiktorią, że już tak naprawdę totalnie nie interesuje mnie co na siebie założę, bo najważniejsze dla mnie są skarpetki- straszna beka :D 

PO TRZECIE: może to przez dzisiejszy szalony dzień ( rozumiecie, że bez wyrzutów sumienia wstałam dzisiaj o 9, bo wejście z teczką miałam dopiero na 12. ) ale prawdopodobnie jest też drugi powód- już tak bardzo przez te trzy dni przedstawiłam Wam moją szkołę, że nie za bardzo wiem co prócz mnie i moich znajomych ( no i skarpetek ^^ ) fotografować. Także dzisiaj z tą setką mi nie wyszło- przyznaję się bez bicia, ale brakuje jedynie siedmiu zdjęć, więc chyba do wybaczenia :D W każdym razie jutro też jest dzień i to na dodatek ostatni. Postara się tworzyć dużo fantastycznych kompozycji- chociaż jutro plan prawie normalnej szkoły ^^


PO CZWARTE: to tak trochę wracając do poniedziałku, ale wtedy nie chciałam o tym gadać, bo nie chciałam się bardziej dołować. Mam taki fantastyczny przedmiot jakim jest PROJEKTOWANIE. Czy może być dla mnie coś lepszego? NIE. A czy może być dla mnie coś gorszego niż ten przedmiot? NIE. Rozumiecie, że zrobili nam go na ósmą rano w poniedziałek, no ja nie wiem no- mi jest trudno tak wstać w poniedziałek o szóstej i jakoś nie mam motywacji. Narobiłam sobie zaległości i gówno z tego wszystkiego wyszło. Byłam ( i jestem ) tak bardzo zła na siebie, że nawet sobie nie wyobrażacie! A w poniedziałek to już zupełnie! Mimo wszystko dzisiaj po lekcjach poświęciłam swoje dwie godziny lekcji z animacji i poszłam projektować pokój. Udało mi się i właśnie widzę piątkę na semestr z projektowania. Uf! Ale ocena oceną- czuję, że zawiodłam. Przychodźcie ferie, później będzie już dobrze. Serio! Będę w szkole codziennie. Ostatnio tak sobie nawet z Magdą myślałam, czy nie warto by było założyć bloga o motywacji do chodzenia do szkoły. No wiecie taki #tydzien_z_Karoliną tylko przez całe życie :D Hahaha, wtedy bym musiała chodzić do szkoły, żeby mieć zdjecia ( wiecie, że nawet w tym tygodniu mi to pomogło?! ^^ Chociaż dobra, przyznam się bez bicia- nie była chyba na trzech lub czterech lekcjach, bywa )



PO PIĄTE: jeju, serio nie wiem co się dzieję, ale po raz kolejny wracałam do domu samochodem. Tym razem co prawda innym- ale właśnie zanotowałam rekord tygodniowego niejeżdżenia autobusem prawie wcale ^^

PO SZÓSTE: na fotografii mam nowy temat, jakim jest dokument. Postanowiłam już kiedyś, że przy nowej lustrzance zaszyję się w domu mojego Dziadka i przez trzy dni będę fotografować go w jego naturalnym środowisku. Na nową lustrzankę na razie nie mam co liczyć ( jestem mistrzem odkładania pieniędzy! -.- ) ale jakiś tam nowy aparat jak wiecie wpadł mi w ręce, więc połączę te dwa pomysły i zrobię Dziadka na dokument do szkoły- przynajmniej będę miała większą motywację żeby zrobić je szybciej. Dzisiaj jedynie próbowałam aparat, więc skupiłam się na detalach, ale no kurde- nadal rozpływam się nad tym aparatem! ♥ Dokumentu pewnie Wam nie pokażę, bo Dziadek to taka typowo osobista sfera życia, więc nie... ale w miniaturkach przedstawiam siedem prób. Do lutego stworzę coś mega- czuję to :D 

PO SIÓDME: dzisiaj nic nie wykombinuję do dziesiątki. Musicie zadowolić się tym. Mogłabym pisać masło maślane, ale jest już po dwudziestej trzeciej, a ja mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia na jutro do szkoły ;) Przegląd się skończył, można odetchnąć... ale mimo wszystko moje ferie zaczynają się dopiero od środy wyjazdem do Torunia, ale na razie ciiii- dowiecie się w swoim czasie. Zapewne nową porcją zdjęć. Jak już mam takie cudo, to będę korzystać :D


Ślę Wam mega mocne buziaki!:*
jejku, miałam o tym nie mówić, bo to takie dziwne, ale dzisiaj u dziadka oglądałam JAKA TO MELODIA i Golec uOrkiestra śpiewali jakąs tam pioseneczkę i tak mi się spodobała, że słucham cały wieczór. Tak mnie to śmieszny ^^ No ale gusty muzycznego się nie wybiera - ja najwidoczniej mam taki ^^ Polecam Liczę na minus, bo taki całkiem przyjemny, zimowy tekst. Jakoś tak na dzisiaj... i dużymi krokami zbliżać się musi muzyczna siódemka. Chyba nie za bardzo już lubię te posty, więc rzadko je robię- ale Wy je lubicie? Jestem ciekawa ;D