poniedziałek, 29 lutego 2016

8. WEGANIE WSZYSTKO MUSZĄ ROBIĆ SAMI!



Hejka! :)
Wiem, że nikt mi nie dyktuje co ma się tutaj dziać i jak ma to wszystko wyglądać. Nikt za mnie nie wymyśla postów i ogólnie - co jak co, ale samowolkę mam tutaj stuprocentową... tyle, że zdarzają się tygodnie kiedy chcę Wam przedstawić naprawdę wiele. Jednego dnia mam pomysły na kilka notek, bo o wszystkim warto by było opowiedzieć akurat w ten dzień... ale wiem, że to nie ma sensu! Jednak notka dziennie myślę, że jest super wystarczająca. Tak więc próbuję wpasować się w te ramy czasowe... i coś mi nie wychodzi. Moja mała notatka co? kiedy? gdzie? nie ma żadnego sensu i przez to muszę ogarnąć wszystko jeszcze raz od nowa! :D Powoli pisze się dla Was post o Marii Peszek- ale fajnie, że jest tutaj tyle jej fanów ♥ piszą się kolejne mięsożerne posty, książkowe i muzyczne! Muzyczne przede wszystkim mnie gonią! W najbliższych tygodniach możecie zaglądać tutaj nawet dwa razy dziennie- bo czasami i tak się będzie zdarzało, że będę bardziej aktywna, a to wszystko dlatego żeby nie być zacofanym! Może i takich hiper nowości nie ma tutaj nigdy, ale moja super fajna muzyczna siódemka jest już przestarzała - jednak i tak się pojawi! :D I tworzę nową super serie! Mam już zdjęcie na wstęp. Myślę, że będzie bardzo fajnie :) A! No i dzisiaj wybrałam sobie jedenaście nowych książek, które powinny mi przyjść w najbliższym czasie. Już się nie mogę doczekać, bo baaaaaaardzo potrzebuję czytać coś, co będzie leżeć mi od pierwszych minut. Ostatnio strasznie ciężko idzie mi czytanie- to dosyć straszne O.o No dobra! Ze zdradzania planów to tyle. Z racji poniedziałku przechodzę do podsumowania kolejne wegańskiego tygodnia! :)

Dzisiejszy dzień był pod znakiem pytania: Karolinko i jak? Jutro już koniec! Jutro już zjesz mięsko! Tęsknisz? Cieszysz się, że wracasz? Na pewno! Przecież kochasz mięso ♥ Po pierwsze- mowa była o 30 dniach, a nie o jednym miesiącu... ale wiem, mogło wydawać się jednoznaczne. Nie, nie było. Pierwszy marca również jest moim wegańskim dniem :D Po drugie- czy ja serio wracam do tego mięsa? O.o 

Jest problem no! Przez miesiąc tak dobrze rozmawiało mi się z moim kolegą ♥ wiecie jakie to jest super jak robisz kotlety sojowe i chcesz już wsadzać je na patelnie, ale nagle dochodzisz do wniosku, że przecież nie możesz dać jajka do panierki... o nie! Nie jest dostępny! Ale krzyczysz wielkimi literami i on słyszy i odpowiada z prędkością światła. Wiem, że to całkowicie małe i nieistotne w byciu weganinem ( nauczyłam się! :D ) ale jakieś to takie ekstra superaśne, że można się z kimś tak super jarać jedzeniem i pomocą i odkrywaniem super prostych przepisów! :) Poza tym - miałam być zamknięta na ten miesiąc na ból zwierzaczków, na inne dziwne rzeczy, o których trąbią ludzie niejedzący mięsa... ale nie udało się! Oglądałam filmy, słuchałam i mam mega spaczony mózg! Poza tym najważniejsze dla mnie jest to zdrowe odżywianie... i chociaż dzisiaj zdałam sobie sprawę, że przez ten miesiąc zjadłam pięć jogurtów, gdzie wcześniej przez jakieś pół roku wzbraniałam się od jakiegokolwiek poza naturalnym, to byłam w szoku O.o ale jednak wielka porcja warzyw, ryżu itp robi z organizmem całkiem chyba dobrze :) Nie mogę na ten temat jeszcze wypowiadać się za bardzo, ponieważ nie zrobiłam badań, ale jak zejdą mi sińce po ostatnim pobieraniu krwi, to pewnie zmuszę się do kolejnej męki w laboratorium... chociaż serio tego nienawidzę! Prawdopodobnie skończy się na zwyczajnym obserwowaniu samej siebie ^^ Po trzecie najważniejsze! Zupełnie nie brakuje mi mięsa. Całkowicie.... oczywiście pomijając pobyty u mojej Babci. Smakują mi moje super zdrowe bułeczki z warzywami. Tym bardziej, że teraz poznaję to wszystko jeszcze bardziej i już niektóre rzeczy umiem odnajdywać na najdalszych pułkach w sklepach. To, że tego mięsa mi nie brakuje przekonuje mnie najbardziej..... ale co z tym weganizmem na stałe? Na razie twierdzę, że nie chcę świrować. Na razie chcę być bezmięsna w domu i robić sobie nadal takie ekstra super rzeczy na obiady, kolacje jak i na śniadania do szkoły.... ale w restauracji, u Babci, na wyjazdach, czy w sklepie, kiedy będę baaaardzo głodna nie chcę sprawdzać składu. Jednak obawiam się, że ta bardzo weszło mi to w głowę, że nie będę umiała w domu rezygnować z odzwierzęcych produktów, a później na wakacjach jeść hot dogi, bo to szybkie jedzenie, a ja nie będę miała czasu na nic innego. Pewnie- tak by było najfajniej. Podejść do tego z głową.... żeby ten hot dog był zjedzony w normalnej atmosferze. Bez żadnych wyrzutów sumienia. Błagam no! Prawie dziewiętnaście lat jadłam mięso w zadziwiających ilościach! Jeżeli dojdę ze sobą do super porozumienia tj. ograniczam produkty odzwierzęce, ale jeśli mam ochotę/ nie ma wyjścia/ nie ma czasu/ po prostu jest mięso i już - no to jem i koniec.... i smakuje mi i jest okey! Chciałabym żeby tak było. Byłoby super serio. Jedno jest pewne: od środy nie chcę nazywać się weganką, bo weganin nie dość, że nie je NIC odzwierzęcego, to nie używa również KOSMETYKÓW i innych produktów. Ja przez ten miesiąc skupiłam się jedynie na jedzeniu. Przez pół godziny czytałam każdy skład makaronu, ciasteczek i dżemów... po czym kupiłam swój ulubiony balsam do ciała z KOZIM MLEKIEM! Karolino, Ty hipokrytko! -.- Nie chcę być hipokrytą i nie chcę nazywać się weganinem. Nie chcę rezygnować ze wszystkiego co lubię w swoim życiu. Z miłą chęcią ograniczę, ale nie chcę rezygnować. A jak to wyjdzie w praniu? Niewątpliwie nie zrezygnuje z mojej ulubionej serii na blogu i posty Mięsożercy w świecie wega będą pojawiały się nadal... ale baaaaaardzo sporadycznie. To już na pewno nie będzie co trzecia notka, a może jedynie jedna na dwa tygodnie, albo na miesiąc- tylko wtedy kiedy akurat coś mi się nasunie na myśl... jednak nie wiem, czy mięsożerca jedzący mięso może w jakikolwiek sposób komentować tę dietę. Aktualnie mogę, bo w niej uczestniczę.... ale co później? Milion pytań bez odpowiedzi, a ja sama jestem ciekawa co i jak :D Nie obrzydza mnie krojenie mięsa na kanapki, to pewne- wczoraj wypróbowałam ^^ Ale z miłą chęcią zjadłam swoje z pomidorkiem i ogórkiem :D 

Także tak- nie pytajcie mnie w środę co ze mną. Jeżeli sama będę wiedzieć, to niewątpliwie Was poinformuję :D Jak zjem pierwsze mięso, to też Wam powiem.... będziecie w tym wszystkim uczestniczyć- czy tego chcecie czy nie. Tak postanowiłam i tak będzie :D


Ale żeby nie było tylko tak nudno o mnie, to przedstawiam Wam kolejny mit.... już jeden z ostatnich. Nie wyrobię się co prawda do jutra ze wszystkimi, ale zostało mi ich naprawdę malutko... jeżeli oczywiście mowa o tych zaplanowanych już wcześniej tematach. Mam w planach już nie swoje mity, a znajomych prowadzić na tym blogu nadal :) Nawet jeżeli będę jadła mięso od środy- to jakaś wiedza  mi zostanie i z miłą chęcią będę mogła się tym z Wami dzielić :) Jeżeli macie jakieś mity w swojej głowie, to również możecie je mi podsyłać. W swoich postach będę obalała lub stwierdzała, że macie racje! 

A dzisiaj post, na który jak patrzę to myślę sobie.... kurcze... chyba już to wiecie? Ale może nie wiecie? Może warto napisać dosadnie w oddzielnym specjalnie poświęconym ku temu miejscu na fioletowym- sercu? Poza tym Maria Peszek mi tak wyśpiewuje w głośnikach. To nic, że piszę tę notkę już od ponad pięciu godzin cały czas się rozpraszając- z miłą chęcią obalę dla Was kolejny mit - tak sobie właśnie pomyślałam, że jestem wegańską i żeńską wersją Nic bardziej mylnego hahhahha :D Tylko, że u mnie nie zawsze to wszystko jest aż tak bardzo mylne ;) Dobra! Do brzegu, Karolina! Do brzegu!


Wiecie, że nie prawda? NIE! Weganie nie muszą robić wszystkiego sami! To, że ja robię i sprawia mi to przyjemność nie oznacza, że wszyscy muszą to robić! Jeżeli nie lubisz gotować i boisz się, że będąc weganinem ( punkt dla mnie za poprawną formę w tej notce ^^ ) nie będziesz mógł wychodzić z kuchni- to się mylisz! Nie lubiłeś wtedy? Nie masz obowiązku przechodząc na bezmięsną dietę wprowadzać się do kuchni. Nie wychodziły Ci mięsne potrawy? Wcale nie oznacza, że będąc weganinem ( +2 zbieram dzisiaj punkty! :D ) nagle zdobędziesz super zdolności! NIE! Tak to nie działa. Nie lubiłeś i zawsze kupowałeś jedzenie? Teraz też kupuj i bądź szczęśliwy! :D Co z chlebem/ bułkami? Ja staram się robić, ale ostatnio mój organizm nie wytrzymuje, więc kupuję taki w 90% z ziaren- jest mega pysznie, zdrowo i czuję się z nim naprawdę dobrze.

WAŻNA INFORMACJA O PIECZYWIE! Chleby i bułki można jeść praktycznie wszystkie... jednak warto zabierać się za te, które są pakowane i można przeczytać ich skład :) Jak to powiedział mój kolega: w sklepach spożywczych można spytać sprzedawcę, ponieważ powinien on dostawać skład pieczywa z piekarni. W Lidlu podobno wiszą składy, więc można przeczytać :) Wychodźcie z założenia, że możecie jeść pieczywo, ale zawsze lepiej przeczytać i być pewnym.

Do kanapek najczęściej używa się warzyw- żadna nowość. Poza tym ja uwielbiałam robić wegańskie kotlety, ale okey- dzisiaj o tym czego nie trzeba robić samemu ^^ Można kupić kotlety sojowe ( moczysz 7 minut w wywarze warzywnym, smażysz i masz ) poza tym są sojowe pasztety. Są pasty. Dżemy z żelatyną z jabłek ( chyba ) - polecam mus figowy z Lidla. Tylko nie wiem czy jest nadal. Był na tematycznym tygodniu. Cudo! ♥ No i oczywiście są szynki wegańskie... ale ja się chyba tego boję O.o Wydaje mi się to tak bardzo niezdrowe, że nie za bardzo chcę nawet na to patrzeć- ale możliwe, że się mylę :)

Obiady można zamawiać lub wrzucać ryż i mrożone warzywa- mega spoko! Można zamawiać pizze! 

WAŻNA INFORMACJA O PIZZY! Nie wiem czy już o tym wspominałam, ale pizza z warzywami jest mega spoko ( tak, wspominałam o tym przy problemach w restauracji ) Tylko, że teraz wyrobiłam w sobie nawyk zamawiania pizzy przez telefon z dostawą do domu! Nawet jeżeli wykonasz trzy telefony, bo w dwóch pierwszych pizza jest robiona z jajkami- to mimo wszystko siedzisz w ciepłym domu i nie musisz się ruszać ;D Pytacie jedynie czy w cieście są jajka i mleko- nie? Informujecie ( przynajmniej ja zawsze informuję ) że chcielibyście, aby kucharz był poinformowany o tym, że pizza będzie robiona dla weganina ( wiadomo, zawsze można zamówić pizze bez sera, ale kucharz nie wiedząc, że nie jesz sera z innych powodów niż takich, ze nie lubisz może Ci dorzucić coś dobrego - ale niekoniecznie wegańskiego - do smaku :) ) Po tych dwóch czynnościach trzy razy informujecie, że nie ma być sera ZERO! No i szalejecie ze składnikami ♥ Polecam: oliwki, pomidor, cebula, ogórek konserwowy i dużo ziół. PYCHA! Wiem, że na początku możecie ulec złudzeniu o nie! Nie ma mięsa... to zamówię wszystkie warzywa! Nie róbcie z pizzy sałatki - spokojnie, sałatek w swoim wegańskim życiu jeszcze się najecie ;) Chociaż troszkę pamiętajcie, że istnieje takie zjawisko jak zasada trzech składników :D Będzie serio pysznie :) No i zapomnijcie o czosnkowym sosie!!!! Ale pomidorowy i ketchup możecie jak najbardziej :) Za pierwszym razem się zestresowałam co i jak z tym pomidorowym sosem i zamówiłam ketchup. Czaicie? W pizzerii poprosić ketchup do pizzy? Najgorzej -.-

Możecie robić szybkie makarony ( weganskie! razowe bodajże ) z sosem pomidorowym ( lol, ludzie podobno czasami jedzą jedynie tak- więc spoko. Możecie się nie martwić ) Możecie zrobić puree ziemniaczane z oliwkami ( aż wstyd się przyznawać, ale jak nie miałam czasu zrobiłam to chyba z dwa razy i było tak pyszne, że będę robić dalej ^^ ) no nie będę Wam wymieniać wszystkiego- ale prosty, szybki obiad praktycznie z gotowych składników jest spoko mega dostępne!

Jak z kolacją? Jogurt sojowy, wafle ryżowe z dżemem, owsianka, owoce, warzywa.... milion innych przykładów. Totalnie nic nie musicie robić sami. Wszystko jest dostępne! I jak już pisałam NIE JEST DROGO! Nie próbujcie sobie wmówić! Pasta na kanapki to koszt około pięciu złotych, około dziesięciu kotlecików sojowych to jakieś trzy złote z Waszego portfela... Serio? No nie będę wymieniać Wam wszystkiego z ceną żebyście mi uwierzyli.... ale jest tanio! Wiadomo, że znajdują się rzeczy drogie... ale czy mięsożercy nie mają totalnie nic drogiego? Błagam, nie każcie mi odpowiadać Wam na to pytanie.... -.- Za kilka dni przedstawię Wam recenzję ohydnych podstawowych artykułów w diecie weganina ( +3 punkt!^^ ) będziecie mieli ogląd już wtedy na wszystko :D 

Czy weganie muszą robić wszystko sami? BŁAGAM, CZYTELNIKU MOJEGO BLOGA- JUŻ WIĘCEJ NIE ZADAWAJ SOBIE TEGO PYTANIA PO TEJ NOTCE! :D Jeżeli to był jedyny powód, dla którego nie przeszedłeś na dietę bezmięsną- to już możesz szukać innej wymówki ;)

Poza tym- pamiętajcie, że z roku na rok jest coraz więcej ludzi dbających o zwierzaczki.
Działy spożywcze będą poszerzać się o coraz to nowsze i jeszcze tańsze artykuły :)
Mamy o wiele dogodniejszą sytuację niż weganie kilka lat temu- wiem to nawet z samej grupy na fejsie Wegańskie okazje. Także tak :)
Buziaki! :*

Przegląd filmów/ luty

Hejka! :)
Jak co robi powtarzam- nie lubię lutego. Nie wiem, jest jakiś dziwny, zimny, krótki i bez fajnych momentów- a w tym roku to jakiś istne objawienie! Jeżeli będę miała jakiś miesiąc w tym roku równie udany jak ten, to będę najszczęśliwsza na świecie! Niby nic, a zrobiłam mnóstwo fajnych rzeczy, działy się świetne rzeczy, naprawdę! Jestem zachwycona. Polecam. Dzisiaj z racji ostatniego dnia miesiąca przedstawiam Wam filmy i pierwszy raz od dawna mogę powiedzieć, że podołałam! Przejrzałam posty filmowe, aby sprawdzić jak to mniej więcej wygląda i więcej niż czternaście filmów widziałam prawie rok temu! W kwietniu 2015 roku! Niesamowite... ale wtedy to oszukałam cały system, bo obejrzałam ich aż dwadzieścia pięć! W tym poście znajdziecie jedynie dwadzieścia produkcji- nowych starych, kontrowersyjnych, śmiesznych i fajnych! Polecam się zapoznać.... na niektóre można wybrać się jeszcze do kina :) Trafiły się aż dwie dziewiątki i ani jedna dziesiątka! :)

Jest taka zasada- im więcej się ogląda tym surowiej się ocenia. Jeżeli w tym miesiącu coś będzie ocenione na sześć, to wiedzcie, że i tak jest godne uwagi! :) Nie szczędziłam trójek. Lubię ten moment kiedy umiem stwierdzić, że to już gdzieś było, że nie zachwyca- chociaż jest dobrym kinem. Także ósemka w tym miesiącu to naprawdę wysoka nota! Może i w dzisiejszych czasach jest ciężej zaskoczyć, ale skoro udaje się to tak wielkiej ilości twórców... to jestem pewna, że dałoby radę zaskoczyć i zachwycić zawsze! :)


1. Królowa ( 2006 r. ) z racji mojego Londyńskiego nastroju, który utrzymuje się we mnie nadal postanowiłam obejrzeć w koń dwie produkcje o mieszkańcach pałacu obok którego przechodziła dziennie przynajmniej raz :D Jej, w ogóle tak fajnie się ogląda na ekranie miejsca, w których było się tak niedawno ♥ Filmweb poleca i to jest niby takie wspaniałe kino.... ale mnie nie zachwyciło- zupełnie. Zwyczajne i niezbyt godne polecenia, bo po co jeżeli jest milion innych lepszych? 5/10


2. Wykolejona ( 2015 r. ) wspaniałyy! Tak strasznie uwielbiam! Tak się naśmiałam. To po prostu idealna komedia. Nie wiem, jestem dziewczyną- bawiły mnie te żarty, więc pokusiłabym się nawet na stwierdzenie, że odpowiednie dla par... ale czy ja wiem? Może nie będę niczego sugerować żeby później nie było na mnie, że zniszczyłam romantyczny wieczór ^^ Ale na babski wieczór mogę polecić z pewnością. Mega super! ♥ 8/10

3. Bezwstydny Mortdecai (2015 r. ) tak długo zabierałam się za pójście do kina, że w końcu nie poszłam -.- Typowe. Jednak w końcu obejrzałam w domu. Miałam wtedy po londyńską depresje, więc oglądanie miejsc, w których byłam super szczęśliwa było dosyć masochistyczne, ale ogólnie film był fajny. Uwielbiam Deppa... ale to wszystko jakoś mi się nie zgadzało z sobą... nie było spójne. Ładne i poprawne... ale oglądajmy dobre filmy łapiące za serce ( nawet jeżeli jedynie dobrym głupkowatym poczuciem humoru! ) 5/10


4. Dziewczyna z portretu ( 2015 r. ) oj czekałam bardzo długo. Tym bardziej, że mój kolega cały czas gadał o tym filmie, a w Londynie ( co ja z tym Londynem tak?! ) w metrze cały czas były ogromne plakaty przypominające, że warto obejrzeć.... No to obejrzałam! Powiem Wam, że jestem zachwycona. Chore to wszystko i niepoukładane jeszcze do końca w mojej głowie, ale piękne. Weszłam w świat, weszłam w historie. Tylko aktora bym zmieniła. Tak strasznie go nie lubię, ze psuł mi wszystko, chociaż prawdopodobnie grał świetnie- nie wiem, nie umiem go ocenić. Przepraszam. 8/10


5. Cowspiracy: The sustainability secret ( 2014 r. ) o filmie, jako miesięczna weganka, miałam pisać osobny post, ale jednak się powstrzymam- za dużo byłoby tu hipokryzji. Przekonywałabym Was do czegoś z czego sama nie umiem zrezygnować. Także bez zbędnych słów powiem jedynie, że warto zobaczyć- to po prostu świetnie nakręcony dokument. 8/10


6. Deadpool ( 2016 r. ) poszłam do kina tylko dlatego, że to była zamiana- ja na jeden, mój kolega na drugi. Zupełnie nie znałam historii, zupełnie nie wiedziałam czym się zachwycać, ale słyszałam, że film bardzo dobry- no więc spoko. Będę bogatsza o doświadczenia! Oczywiście, gdybym znała wszystko bardziej i dogłębniej, to pewnie śmieszyłoby mnie bardziej... tyle, że ten film sprawił, że na sali rozpłakałam się do łez ze śmiechu- a w kinie nie robiłam tego już naprawdę bardzo dawno! Także jestem jak najbardziej na tak. Wszystko w tym filmie zagrało i chociaż może nie jestem fanką filmów akcji- to ten gorąco polecam ! :) 7/10


7. Joy ( 2015 r. ) przewspaniałe są stare gangsterskie filmy! Uwielbiam ich styl ich klimat... czasami mówi się, że po co kopiować, po co tak bardzo się inspirować i tworzyć coś na wzór istniejących arcydzieł, a no właśnie po to, żeby powstawały tak dobre produkcje! Wyczuć można było klimat starego dobrego kina... ale było zrobione coś nowego, coś świeżego. Bardzo mi się to dobrze oglądało. Bardzo! Polecam ♥ 8/10


8. Love, Rosie ( 2014 r. ) kolejny raz chciałam iść do kina i kolejny raz nie poszłam. W domu też wiele razy chciałam go obejrzeć, ale kiedy dochodziło co do czego- wolałam obejrzeć jakiś ambitniejszy niż głupiutki film dla nastolatek! Ach, jak bardzo nie lubię się tak bardzo mylić! Ten film jest naprawdę świetny! Zabawny, wzruszający i zupełnie nieprzewidywalny... mega! ♥ 6/10


9. Diana ( 2013 r. ) jestem jakaś na opak filmwebowi, ale mi ten film podobał się o wiele bardziej niż Królowa. Miał coś w sobie, chociaż oczywiście bez przesady- to nic nadzwyczajnego. Taki po prostu... niby żeby poznać lepiej Dianę, ale tak naprawdę nie wiem co to było. Od środka do pewnego momentu skręcony film i już. O romansie się dowiedziałam, bo nie wiedziałam! To plus- jestem mądrzejsza! :D Nie miało to zbyt wielkiej wartości artystycznej czy aktorskiej. Po prostu. Polecam inne propozycje. 6/10


10. Carol ( 2015 r. ) uwielbiam tak klimatyczne filmy. Takie zabiegi artystyczne i taki montaż... tylko, że nie lubię tego filmu -.- Nawet go nie skończyłam, bo tak mnie irytował, że nie miałam do niego siły. Jeżeli ktoś ma siły- to proszę bardzo.


11. Planeta singli ( 2016 r. ) o nieeee.... kolejna polska komedia romantyczna. Co za plakat co za gówno co to ma być?! I nagle na filmwebie krytyk filmowy ocenia go na osiem O.o Myślę: coś tutaj nie gra, muszę sama to sprawdzić! Kilka dni później poszłam. Poryczałam się i pokochałam ten film bardzo mocno! Polsko- jeżeli nadal uważasz, że nie mamy dobrych filmów, a chodzisz jedynie na komedie romantyczne, to mam nadzieję, że na tą również się wybierzesz i zmienisz zdanie. Bardzo mocne 9/10- ale nie oczekiwałabym niczego więcej... tylko tak z zasady nie daje takim filmom statusu arcydzieła , bo bez przesady! Jest to zarezerwowane na inne produkcje ^^ 9/10


12. Pokój ( 2015 r. ) WSPANIAŁY! Przez cały miesiąc oglądałam jakieś młodzieżowe głupiutkie filmy i nagle trafiłam na to! To była taka ogromna bomba dobrego kina! Uwielbiam to uczucie. Uwielbiam kiedy życie mi się poprawia jedynie dlatego, że zobaczyłam coś dobrego- po to oglądam filmy! ♥ Dałabym dziesięć... ale nie dałam. Zostaję przy mega mocnym 9/ 10 :D


13. Spotlight ( 2015 r. ) wydaje mi się, że twórcy filmy zachłysnęli się bardzo szokującą historią i zapomnieli, że nie piszą artykułu, a robią film. Zabrakło mi tu filmu! Wiem jak absurdalnie to musi brzmieć, ale czułam, że twórcy po prostu usiedli na fotelach i stwierdzili- róbcie co chcecie, ludzie i tak przyjdą do kin, bo ludzie nienawidzą Kościoła i uwielbiają gadać o pedofilach księżach.... nie, to nie chodzi o to, że jestem katolem i nie dopuszczam do siebie myśli, że istnieją księża, którzy wykorzystują małe dzieci seksualnie- jestem tego świadoma i to jest okropne! Nie tylko dla tych dzieci- dla nich oczywiście najbardziej... ale cierpią na tym również inni księża, którzy nie mogą nagle wyjść z młodzieżą na spacer, do restauracji na obiad, czy cokolwiek innego! Księża to normalni ludzie! Wkurza mnie, że mówi się jedynie o tym złym odsetku i totalnie nic o tych naprawdę wspaniałych wysłannikach Boga! Gdyby to było dobrze zrobione filmowo- pewnie byłabym zadowolona. Nie jestem, bo ciężko mi to uznać za coś co można obejrzeć w kinie.... nie oceniłam. Nie umiałam.


14. Ted 2 ( 2015 r. ) już pierwszą częścią byłam lekko mówiąc zażenowana, ale dałam szansę! Zupełnie niepotrzebnie. To nie było zabawne. To nie było dobre.... nic mnie nie ciekawiło, nic mnie nie rozśmieszyło. Bardzo nie polecam.... 3/10


15. Praktykant ( 2015 r. ) wydaje mi się, że oglądał go już każdy. Z kim rozmawiam każdy jest zachwycony i stwierdza, że oczywiście- widział. Ja również byłam zachwycona. Bardzo dobra komedia! Bardzo! Jeżeli oczekujesz dobrej, ale amerykańskiej komedii- to to jest właśnie idealna pozycja! :) Annie Hathaway jest w tej roli niesamowita jak zawsze ... chyba troszkę za nią tęskniłam, dawno jej nigdzie nie widziałam ;) Mega mocne 7/10


16. Viviane postanawia się rozwieść ( 2014 r. ) dosyć nudnawy, ale bardzo prawdziwy i realistyczny i przede wszystkim posiada przepiękne kadry! Już po tej fotografii możecie poczuć jak pięknie jest prowadzona kamera! Uwielbiam go od strony technicznej... inne trochę mnie nudziły. Szkoda. 8/10


17. We are your friends ( 2015 r. ) okey, nie od dzisiaj wiadomo o mojej wielkiej miłości do Zacka Efrona. Tak uwielbiam go i mogę oglądać go dniami i nocami... tak jakoś ^^ Podobał mi się całkiem. Ładny był pod względem kadrów. Ładny taki ogólnie. Fajny. Tylko ta modelka Emilly... po co ona tam?! -.- 6/10


18. Nigdy nie jest za późno ( 2015 r. ) zawsze mi się wydaje, że jak Meryl Streep występuje w jakimś filmie, to on jest murowanym sukcesem... nie wiem dlaczego po tylu rozczarowaniach nadal nieubłaganie tak myślę -.- To kolejna propozycja z aktorką w roli głównej, w której nic nie zagrało. Amerykański film. Te dwa słowa mówią wszystko. Nie polecam 3/10


19. Papierowe miasta ( 2015 r. ) tak bardzo długo chciałam obejrzeć ten film! Jak w końcu pojawiła się taka możliwość od razu z niej skorzystałam. Proszę, wyjaśnijcie mi dlaczego w filmach zatrudniane są osoby, które z kinem nic wspólnego nie mają. Dlaczego główną rolę dostaje osoba, która chodzi po wybiegach w najnowszych ciuchach znanych projektantów. Nie twierdzę, że bycie modelką jest złe- jest dobre... tylko niech będzie modelką i niech nie pcha się do kina! Najgorsze ze wszystkiego jest ta sztuczność i ten brak pomysłu na swoją postać! Może miała ładnie wyglądać i robić sobą film.... to tez nie wyszło. Fotomodelka na ruszającym się obrazie nie wygląda dobrze. Prosiłabym o pójście po rozum do głowy i zatrudnianie do filmów osób, które przez wiele lat się tego uczą i mają to we krwi! -.- 3/10


20. Twarz anioła ( 2014 r. ) to jest dla mnie zupełnie niezrozumiały film! O.o Jeżeli ktoś może mi powiedzieć co się zadziało, to czekam. Nie umiałabym tego nawet ocenić. Nie, nie bierzcie się za niego... i ta Cara znów! Weź idź pozuj przez aparatem i się nie pchaj do tych filmów!!!!!!!

Tyle, buziaki! ;*
Ej, jak z feriami? Ktoś z Was jeszcze ma? Czy to się już pokończyło? ^^

niedziela, 28 lutego 2016

instagramowy luty

Hejka! :)
Luty leciał mi tak bardzo wolno, a niby najkrótszy miesiąc w roku! Nieprawda! :) Tyle się wydarzyło, tak było superandzko, że mógłby trwać wiecznie. Mój permanentny entuzjazm objawiał się również w ilości zdjęć. Luty to również miesiąc przełomu! W końcu skończył się mój najgorszy okres długości włosów! Przeżyłam najgorsze- teraz będzie z górki. Mogę już upinać wszystkie włosy! ♥ Doszłam do momentu, w którym wyglądam jak człowiek.... i z każdym dniem będzie coraz lepiej. Już czekam na końcowomarcowe selfie :D Będzie dużo jedzenia dzisiaj, ale to Was chyba nie dziwi!? :D Będzie również wiele innych rzeczy, więc spokojnie :) Ale dzisiaj będzie wartościowo dla tych zajaranych jedzeniem bez zwierząt! Pod każdym numerkiem fotografii, gdzie znajduje się jedzenie- będzie podany link do przepisu! Także bądźcie czujni :D


1. Marvit zupa krem- uwaga! Nie wszystkie są wegańskie. Niektóre mają w sobie ser np. krem brokułowy, ale z tego co się orientuję pomidorowy i buraczkowy jest idealny dla nas ... tylko chyba nie za bardzo jednak mi smakuje. Myślałam, że tak, ale jednak nie ^^ 2. Robienie ulubionych ruskich pierogów dla rodziny, gdy nie możesz ich z nimi zjeść zmusza Cię do refleksji Jak żyć?! :D 4-5 i 7 wegańska kremówa KLIK 6 i 8-12. uzależniające ciastka marchewkowe KLIK 13-14. Wegańskie bułeczki. Z każdym razem wychodziły mi coraz lepsze! ♥ dopóki nie złapał mnie leń :( KLIK 15. Pączki ♥ 16-17. Pączki z ziemniaków KLIK 18- 22. Wegańskie szpinakowe burgery ( marzenie!!! Polecam mega! ♥ ) KLIK 23. Baton z chin.... tak strasznie niedobry, tak dziwna konsystencja... i sądzę, że zostałam oszukana, że wegański... ale z pamiątkami z wyjazdu się nie dyskutuje- tym bardziej z chin! :D 24. Brak ziemniaków! :o 25-26. Mega przepyszne spaghetti z tofu ♥ KLIK serio jest proste. To że dosyć długo się robi, to nie oznacza, że nie jest proste :) 27-28. Najlepsze bułki pod słońcem ♥ 29. Prawie romantyczna kolacja w kfc... z weganem -.- 30-31. Pasty na kanapki! ♥ Słonecznikowy twarożek, groszkowa pasta, dziwne coś smakujące jak pasztet, ale wegański ze sklepu. 32-35. Warzywa na patelni i puree ziemniaczane- hitem miesiąca ^^


1. Luty uzależniający od oreo! Nie polecam z mlekiem... jej, raz spróbowałam ( z kokosowym ) i tyle zachodu żeby zjeść jedno ciastko -.- Nigdy! :D 3-4. Pasztet z ciecierzycy ♥ KLIK 7. Brokuły z czosnkiem w piekarniku? ♥ KLIK 8. Znowu te ciastka marchewkowe... eh :D 9. Ryż z groszkiem i fasolą i czarnymi oliwkami jeeeeej, polecam, bo pycha! ♥ 10. Mój przyjaciel największy! Moja wspaniała wyciskarka! ♥ Do końca życia mi się nie znudzi i tak motywuje do robienia soków ♥♥  11. Najpyszniejsza spontaniczna sałatka w moim życiu! O.o 12. Wyciskane soki w szkole = życie wegan ♥ 14. Ziemniaczane krakersy Lay's jedyne coś na podobieństwo chipsów, które jest dobre, które jest wspaniałe i nie ma mleka w proszku! 15-16. Najlepsza na świecie matowa czerwona kredka do ust z Inglota- polecam bardzo ! ♥ 17. Nowe zdjęcia na suficie ( nadal nie skończonym )  19. Nowe butyyy ♥ 23. Zboczona torba :( hahhahaha :D 24. Brak czarno białych zdjęć na ścianie :o 26. Matematyka 27-30. Jeżdżenie z Magdą samochodem do szkoły jest najlepsze na świecie 31. Basen ♥ 32. Rystunek 33. Montowanie filmiku ŚDM KLIK 34-35. Czerwona kredka znóów! ♥


1. Kręcenie filmiku do szkoły z otwarcia nowych pracowni KLIK 3-4 i 31. Nowe super skarpetki! ♥ Sinsay... ale praktycznie takie same są w H&M - polecam :) 5-6 i 14-15. Najlepszy dzień moich tulipanów ♥ 7. Mamy zwykłą szafę na kurtki w szkole! O.o Moja szkoła jest najlepsza na świecie ! ♥ 8-13. Pierwsze wspaniałe mocne słońce !♥ 19. Pierwszy rząd w elbląskim multikinie? NIE NIGDY! Nawet nie próbujcie! 20-21. Wycinanie linorytu 22. Wywołane zdjęcia ♥ 23. Tworzenie zestawów! ♥ 27. Chcę psa! :( 28. Rzeźba. 30. Angielski. 31. Loooool :D 32. Pierwszy raz od dawna wyszłam w rozpuszczonych niby już długich włosach na dwóch hohoho ^^ Chwila godna upamiętnienia ^^ 33. MARIA PESZEK W GŁOŚNIKACH! Niedługo małe co nie co na blogu! :D  34. Przedwiośnie  najlepsza lektura od momentu Zbrodni i kary! ♥ Polecam!

No i tyle. Buziaki! :*

sobota, 27 lutego 2016

7. WEGANIE MAJĄ PROBLEM W RESTAURACJACH


Hejka! :) Dzisiaj postaram się napisać Wam o kolejnej wegańskiej rzeczy jak najszybciej, ponieważ marzę jedynie o łóżku. Miałam dzisiaj zbyt dużo wrażeń żeby spokojnie przesiedzieć jeszcze kilka godzin robiąc jakieś fajne rzeczy :( Na dzisiejszy temat mogłam odpowiedzieć już pierwszego dnia, bo właśnie wtedy zostałam zaproszona pierwszy raz jako niejedzący produktów odzwierzęcych mięsożerca. Miałam problem z zamówieniem? No a jak myślicie ?.... -.-


1. To była piękna historia. Zostałam zaproszona na ( prawie ) romantyczną kolację do najlepszej restauracji w mieście Elbląg, gdzie nigdy wcześniej nie udało mi się zawitać. Uznałam, że skoro posiada taki status, to jedzenia będę miała do wyporu do koloru. Weszłam. Było całkiem ładnie i przyjemnie... do czasu. Szukałam, szperałam- cóż. Została mi herbata z cytryną. W sumie spoko, przecież jest zimno, to się chociaż rozgrzeję! :) Tylko, że skoro zostałam zaproszona, to i tak musiałam coś zjeść... eh. Szukałam dalej, może coś przeoczyłam. o! Tutaj nie ma mięsa... jest ser. O! Tutaj też nie ma mięsa! SER! -.- Wszędzie ser! Jesteś wegetarianinem? Wspaniale- wszystkie potrawy Twoje. Na czym stanęło? To może zrobimy Pani sałatkę? Dobrze, ale bez majonezu! Przyniesiono mi piękną sałatkę, smakowała przepysznie. Przyniesiono mi nawet chleb. W tamtym momencie byłam przekonana, że mogę jeść każdy chleb ( nie!!! ) patrzyłam, obserwowałam.... oj, przecież powiedziałam im, że jestem weganką! Na pewno jest spoko. Cóż- okazało się, że zostałam potraktowana z takim samym świetnym pomysłem jak niepełnosprawni na wózku, kiedy są robione dla nich podjazdy... ale wcześniej jakimiś nadludzkimi siłami ten biedny człowiek musi ulecieć kilka centymetrów nad ziemią nad wysokim krawężnikiem -.- Chlebek był piękny i na pewno idealnie komponował się z sałatką... tyle, że był posmarowany MASŁEM! Przegrać już na wstępie -.- Tego co miałam w buzi wypluć już nie wypadało, ale za resztę podziękowałam. Bogu dzięki, że nie trafiłam na tych ludzi przy uczuleniu! 

2. Nie poddałam się. Jesz wszystko- nie zdajesz sobie czasami nawet sprawy gdzie są, a gdzie nie ma produktów odzwierzęcych. Na następny dzień poszłam na ( prawie ) romantyczny obiad. Tak bardzo zastanawiała mnie wegańska pizza bez sera, szynki i innych super składników! Mój kolega powiedział, że w jednej włoskiej pizzerii jest jedna, sprawdzona- ciasto bez jajek- super wypas ekstra poleca! ♥ Poinformował mnie również o tym, że żadne ciasto na pizze nie powinno posiadać w sobie jajek, ale zawsze warto spytać. W restauracji głupio było mi pytać o oczywistą rzecz- ale spytałam- i całe szczęście! Jajka były. W każdej. Podziękowałam. Wyszłam. Miałam dosyć jedzenia sałat w restauracjach.... W dwóch innych lokalach nie było mowy o wegańskiej pizzy. Dopiero w czwartek okazało się, że ciasto bez jaj jest rzeczą tak oczywistą, że popatrzyli na mnie jak na przygłupa. Pizza była przepyszna! ♥ Ale szukanie jej rozwaliło atmosferę- przyjścia i zjedzenia. Eh, bywa :D

3. Już może nie restauracja, ale lokal z zamkniętą imprezą. Byłam osobą na doczepkę tak zwaną osobą towarzyszącą na imprezie osiemnastkowej. Co jak co- ale uznałam, że jestem tak mało znaczącą tam osobą, że nie będę prosiła o osobne menu. Nie prosiłam... i nie jadłam NIC! Ani tortu, ani żadnych innych fajnych super cudownych rzeczy. Chipsów nawet nie jadłam, bo o dziwo w nich mleko jest zawsze! Impreza była idealna, więc aż tak bardzo nie było mi źle.... jednak sam fakt zabierania na imprezę kanapki z domu ( której później nie zjadłam i rozwaliła mi się w torebce ) przynajmniej dla mnie jest dosyć żenujące....

Podsumowując:
Mówiłam jedynie o Elblągu. Oczywiście, w dużych miastach jest mnóstwo restauracji dla ludzi nie jedzących nic co od zwierząt pochodzi, jednak mi chyba nie uśmiechałoby się mimo wszystko zabieranie ze sobą ludzi za każdym razem jedynie do takich miejsc. Moi znajomi jedzą mięso i skoro jestem w mniejszości- to ja powinnam się do tego dostosować... ale nie wymyślę przecież na poczekaniu menu w restauracji. Powinnam mieć możliwość wyboru! Wegan jest coraz więcej- dlaczego restauracje jeszcze o tym nie myślą?! O.o 

To jest mega wielki minus! Wielkie rozczarowanie, że jednak tego mitu nie udało mi się obalić. Bardzo żałuję. No ale cóż- takie życie. Przez ten jakże znaczący punkt ( nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam spotykać się z ludźmi na dobrym jedzeniu na mieście ) nie wyobrażam sobie w 100% przejść na weganizm. Nie i już. W domu okey, ale na mieście? Może za kilka lat....

Tyle. Myśleliście, że tak to będzie wyglądało? :)
Buziaki! :*

piątek, 26 lutego 2016

zielona herbata

Hejka! :)
Moja fiksacja z włosami zaczęła się już dawno. Walczę, czekam.... i nagle ścinam znów na łyso- no cóż... nazwano mnie kiedyś Kobietą i chyba jednak wbrew wszystkim zasadom ten ktoś nie pomylił się. Taaaak, kobieta zmienną jest i jestem tego chodzącym przykładem. Tyle, że do stycznia tamtego roku moim głównym argumentem było zrobię coś, nie wyjdzie- to zetnę. Przecież odrosną. Mając długie włosy lub dredy, które zawsze można doczepić z innym dredem łatwo było tak mówić. Aktualnie nożyczki i maszynki od wrześnie nie dotykają moich włosów ( okey, raz nożyczki na halloween, kiedy przez nitki we włosach obcięłam sobie parę centymetrów w niektórych miejscach )

Miałam dni, w których przeglądałam cały internet w poszukiwaniu informacji. Jak zawsze szukając i nie znajdując wszystkiego w jednym miejscu fioletowe serce zyskuje na mojej irytacji- przyczynia się to do zebrania wszystkich rzeczy w jednym miejscu ( w tym wypadku moim blogu ) i życie staje się piękniejsze. Mam nadzieję, że internet dzięki mnie staje się w niektórych rzeczach prostszy! Nie no.... chyba jeszcze nie mam takiego zasięgu żeby mówić o całym internecie, ale Wy możecie korzystać- a to najważniejsze! :D Serio, czytam te moje notki, na które informacji szukam kilka dni i czuję, że są dobre. Jestem z nich dumna! :D Jednak może ktoś na blogu jest nowy i chciałby dowiedzieć się o czym mówię? Podaję najważniejsze linki:


Dzisiaj chciałam się skupić właśnie na tym trzecim punkcie. Przeczytałam ten post jeszcze raz, aby sprawdzić jak mi idzie spełnianie ośmiu kosmetycznych zasad i powiem Wam, że całkiem nieźle. Jestem z siebie dumna i może właśnie dlatego co kilka dni budzę się, patrzę w lustro i widzę dużą różnicę. Co prawda gdybym piła drożdże byłaby ta zmiana widoczna trzy razy szybciej, ale nie umiem sobie tego zrobić. Jeżeli mogę uszczęśliwiać swoje życie- to to robię. Drożdże jedynie moją radość zakłócają ^^ Najlepsze jest to, że zupełnie nie skupiam się na tej liście- to po prostu już moje stałe nawyki :)

Punkt czwarty to ZIELONA HERBATA. W tamtym okresie pamiętam, że wzbudziła Wasze największe zainteresowanie. Post pisałam w październiku, teraz jest końcówka lutego- a ja dopiero od pięciu dni stosuję się do tej prostej kuracji. Picie zielonej herbaty działa na nas wewnętrznie. Myślę, że często zapominamy o tym jak ważne jest to co dzieje się z nami w środku. Jeżeli będziemy dbać o siebie jedynie zewnętrznie, to nic nam to nie da. Pierwszą naszą myślą powinno być Chcę zadbać o swoje wnętrze! Zielona herbata jest mega zdrowa i godna poleceniu każdemu. Na jej temat jest milion artykułów, więc nie będę marnować swojego i waszego czasu na powielanie ich :) Daję sobie czas do końca marca, aby zielona herbata zaczęłam działać na mnie w środku- kiedy już mój organizm zaakceptuje ją i uzna za coś normalnego wtedy przejdę do tej najważniejszej kuracji, na którą działamy zewnętrznie- czyli wcieranie zielonej herbaty we włosy i skórę głowy i pozostawienie jej na godzinę :) Czytając wiele wypowiedzi na temat takiej naturalnej odżywki byłam zaskoczona samymi pozytywnymi opiniami. Drożdże też każdy zalecał.... ale na szczęście nakładając na włosy herbatę nie muszę jej próbować! To nawet drożdże bym mogła nakładać ^^

Pod koniec kwietnia napiszę post poświęcony włosom w oparciu o skutki zielonej herbaty- więc bądźcie czujni... a najlepiej jeżeli zaczniecie ze mną. Na pewno Wam nie zaszkodzi, nawet jeżeli w niczym nie pomoże na włosy! :)


Buziaki! :*

czwartek, 25 lutego 2016

KONSEKWENTNA!

Hejka! :)
Wiecie coooooo.... wczoraj wieczorem zrobiłam mały grafik notek na najbliższy czas, bo w głowie mam burze, chcę pisać o wszystkim i nie chcę żeby cokolwiek mi umknęło, albo żebym coś dodała zbyt późno. Dzisiaj miałam mówić o kolejnej mojej walce z krótkimi włosami... jednak wczoraj działy się cuda i myślę, że skoro mi ktoś to dał i tak bardzo dobrze trafiło w moje serce, to samolubnie byłoby zostawiać to jedynie dla siebie. BÓG JEST DOBRY! Bóg jest tak dobry, że nawet nie możemy sobie zdawać sprawy jak bardzo. Wiele razy powtarzam, że obdarował mnie z niewiadomych względów najwspanialszą historią życia. Codziennie wstaję rano i stwierdzam, że mam tak wielkie szczęście, że mogłabym nim obdarować milion innych ludzi. W wielu notkach pisałam jak to bardzo jestem świadoma duchowych dołów, ale byłam przekonana, że ja jestem gdzieś obok, że moja miłość do Boga jest tak wielka, że ta przyjaźń nigdy nie osłabnie- przecież się staram, przecież rozmawiamy na okrągło, nie wypieram się Niego i wszystko jest od dłuższego czasu ustawione na tej dobrej drodze prowadzącej prosto do celu. Ta moja wiara umacniała się przez bardzo długi czas. Zaczynając od buntowniczego taaaak? no to gdzie ten Bóg był jak jego syn umierał na krzyżu? A dlaczego w takim razie są wojny ?! ( ostatnio montując film na lekcji klasy czwartek w szkole usłyszałam takowe argumenty i troszkę zaczęłam się z tego śmiać. Oczywiście jest to niezrozumiałe... ale w tym objawia się nasza maleńkość i wielkość Boga... nigdy nie zrozumiemy w pełni Jego planów- nawet nie mamy tego robić. Mamy je akceptować! ) przechodząc fazy tak wielkiej fascynacji, miłości i wdzięczności, że głowa mała. Gdybym miała utrzymać się na październikowym etapie wiary już do śmierci, to byłoby pięknie.... jednak chyba do wszystkiego można się przyzwyczaić. Zapewne do wielkiej miłości Bożej również można by było przywyknąć... taki już jest człowiek ( na szczęście na stałe, tak mocno, nikt tego nie doświadcza! Bóg wie co robić! ^^ ) Gdybym kiedykolwiek miała uznać moje rozmowy z Bogiem za coś rutynowego, Jego miłość za coś codziennego- to w pewnym momencie chyba bym się załamała. Dopiero dzisiaj dotarło do mnie co tak naprawdę dzieje się w moim życiu i jak bardzo to wszystko jest właściwe i jak bardzo potrzebne! Powiecie: tak oszukuje, że trzyma prywatność w zaciszu domu, że nic tutaj nie pisze....a mówi tak osobiste rzeczy, ale wiecie.... mówiłam takie rzeczy przed trzema tysiąca ludzi i wtedy czułam Boga najbardziej. Czułam, że oddaję to co mi daje, że robię właściwie. Może stukając w klawiaturę nie ma tej atmosfery, ale pisząc o Bogu zawsze czuję, że trafiam do kogokolwiek. Dobrze mi z tym. Także jeżeli ktoś uważa, że za dużo- to po prostu nie czytajcie, przecież Was nie zmuszam! Do wiary w Boga też nigdy, przenigdy Was nie zmuszę! :) Nawet nie za bardzo chcę przekonywać. Piszę i może w tym działa Bóg ( mam taką bardzo nadzieję ! ) i że trafia to chociaż w jedno serduszko, które ma takie problemy jak ja :)

Nie zwątpiłam. To nie o to chodzi. Jestem pewna Boga tak jak niczego innego, więc nie zwątpię nigdy! Tylko, że po wielkim zakochaniu trwającym kilka lat nagle doszłam do wybuchu wszystkich fajerwerków w moim sercu i było mi tak dobrze, że mogłam iść sama na spacer do lasu tylko po to żeby byś sama z Bogiem. Było mi wspaniale, genialnie i idealnie. Kończyłam szkołę o osiemnastej trzydzieści i od razu miałam iść na wspólnotę? Żaden problem! Mogłam tam być codziennie.... Tylko, że w pewnym momencie obudziłam się, chciałam porozmawiać i nic nie usłyszałam. Walczyłam, mówiłam, modliłam się... ale czułam, że mówię sama z sobą, że rozmawiam ze ścianą. Dziękuję temu, który odszedł ode mnie gdzieś daleko i próbuje mnie usłyszeć, ale dzieli nas zbyt wielka odległość. Chodziłam do tego Kościoła, modliłam się... tylko nagle uznałam, że moje siedzenie w pierwszych rzędach jest pozerstwem, moje zostawanie do końca po mszy wydawało mi się jakimś odliczaniem kto zostanie ostatni?! a skupienie na mszy nie istniało... przecież jest tysiąc spraw, o których można myśleć w czasie tego wszystkiego co dzieje się w ciągu godziny. Byłam zrozpaczona. Pytałam Gdzie podziała się dawna Karolina?! Tyle, że nikt mi nie odpowiadał.

W końcu uznałam, że nie chcę być pozerem, nie chcę się tak czuć.... i po tak długim wspaniałym czasie przestałam robić cokolwiek. Czasami odwiedziłam Kościół w niedzielę, bo oczywiście już nie znajdywałam czasu w tygodniu, ale uznawałam to za tak wielkie nieporozumienie, że w końcu przestałam robić nawet to. Nie mówiłam nikomu, bo było mi tak głupio, że się poddałam, że nie poradziłam sobie z taką próbą. Tylko nikt mnie nie pytał o zdanie! A ja do ostatniej chwili prosiłam żeby wrócił do mnie, żeby ze mną rozmawiał, żeby było jak wcześniej! Nie słyszałam odpowiedzi.... Przestałam i było mi źle, chociaż uznałam, że tak jest właściwie- przynajmniej nie oszukuję nikogo, że jestem taka super. Ooooo, Karolina jesteś taka super, chodzisz do kościoła! Wiara, to chyba ostatnia rzecz, którą można robić na pokaż. Nie czułam, więc przestałam.

Najgorsze jest to, że wcześniej fruwałam jakby dziesięć metrów nad ziemią ze szczęścia- takiego życiowego i duchowego. Było mi tak dobrze ze wszystkim. Nawet jeżeli miałam problemy- miałam Przyjaciela, któremu mogłam to wszystko powierzyć w modlitwie. Miałam wspólnotę, która zawsze mogła mi pomóc. Czułam, że jesteśmy wszyscy takimi dobrymi wzorcami Boga tutaj na ziemi. Ktoś mi mówił, że w życiu codziennym ciężko znaleźć czas dla Boga... ze zdziwieniem w oczach zastanawiałam się Jak to?! Przecież Bóg jest wszędzie! Gadam z nim w każdej drodze jaką dziennie pokonuję, w każdym spacerze, w każdej podróży autobusem, w każdej samotności. Szukam tej samotności tylko po to żeby być z nim. Nie rozumiałam. Czasu nie miałam na nic, ale na Boga miałam czasu całą masę! Był przy mnie we wszystkim. Byłam przeszczęśliwa! A nawet jak pewnego razu ryczałam trzy dni, bo dostałam słowny cios w brzuch- to był ze mną.. nie pozwolił mi zwątpić ani na sekundę. Pozwolił mi na najlepszą modlitwę w moim życiu ( ale to był szał, serio! Polecam! ♥ ) najsmutniejsza, najbardziej dziękczynna... a mimo wszystko tak bardzo ufna! Wiedziałam, że wszystko jest w Jego rękach, że On nie pozwoli mi na nic złego... powiedziałam wtedy swoje najlepsze świadectwo na rekolekcjach! Rycząc dzień wcześniej i nie widząc sensu swojego ostatniego półrocza.... wyszłam na scenę i nagle wiedziałam, ze nic mi nie grozi! Przecież On przy mnie trwa! Załamałabym się bez niego. Do teraz nie miałabym siły na normalne funkcjonowanie. To był listopad....

I nagle przyszedł okres.... kiedy tak życiowo byłam jeszcze szczęśliwsza niż zawsze. Mogłabym Mu dziękować za dosłownie każdą idealną sekundę w moim życiu.... a ja nie umiałam nawet powiedzieć Mu, że dobrze, że jest! I byłam szczęśliwa, taka szczęśliwa, że już bardziej się nie dało.... tylko w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że bez Niego to nigdy nie będzie to samo! Że w swoim największym smutku ostatniego czasu z Nim byłam szczęśliwsza niż w tym wszystkim co przeżywałam teraz! Nie było we mnie radości. Oczywiście, śmiałam się czasami nawet do łez, tylko, że w środku byłam pusta. Byłam martwa i nie było we mnie szczęścia. Kiedy nie było przy mnie ludzi nagle się okazywało, że śpiewanie i tańczenie w domu przy swojej ulubionej muzyce jest nudne i wcale mnie nie raduje ( wcześniej radowało bardzo! ) i po raz kolejny czułam, że oszukuję wszystkich dookoła, że oszukuję siebie. Przecież mam najlepsze życie na świecie, przecież wszystko jest pięknie- dlaczego jestem taka nieszczęśliwa?!

Dopiero wczoraj, na wspólnocie, na którą zawlekła mnie jakaś wielka siła z góry ( na którą idąc zapierałam się, że nic nie powiem, że w ogóle niech sobie nie myślą, że coś ze mnie wyduszą ) ... poszłam do tych ludzi, który od tylu miesięcy widzieli, którzy pytali, którym nie odpowiadałam.... i nagle zobaczyłam ich wszystkich. Każda minuta była tak bardzo odpowiednia do mojej sytuacji... sama przed sobą przyznałam się, że moje nawet najszczęśliwsze życie bez Niego nie ma całkowicie sensu! Żadnego! Jestem Karoliną... tą w lokach/ dredach/ łysą/ krótkowłosą i nieważne jaką jeszcze... jestem Karoliną, która co tydzień wygląda inaczej i to nie ma żadnego znaczenia- ponieważ bez Niego nie mogę być w pełni sobą. Nie mogę w pełni dawać sobą samą świadectwa Jezusa! Nie jestem jego przykładem, nie jestem na jego podobieństwo! A kiedy nie jestem jego naśladowcą moje życie jest bez sensu....

Gdybym dalej unosiła się dumą i nie chciała powiedzieć nikomu o swoich problemach, to nadal żyłabym w tym gównie.... wczoraj powiedziałam i dostałam tak idealną odpowiedz, trafiającą w samo centrum mojego serca, że nie było możliwości, abym nie wróciła.

Dzisiaj wyszłam ze szkoły przed dziewiętnastą. Nie miałam autobusu i w tej ciemności musiałam iść sama prostą drogą na tramwaj około dwudziestu minut. Miałam opór przed przeżegnaniem się. Bałam się, że kiedy zacznę znowu nie spotkam się z żadnym odzewem.... i wiecie- nie spotkałam się z niczym. Szłam. Dziękowałam. Przepraszałam. Prosiłam... Rozgrzało mi się ciało i serce do nienaturalnej w taką pogodę temperatury i już wiedziałam- że jest przy mnie i że był zawsze, że kocham Go najmocniej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez niego! Nie odezwał się. Ale pokazał. 

Oszołomiona tym wszystkim na przystanku podeszłam do mężczyzny, którego powinnam się wystraszyć... no wiecie- kaptur, dres, papieros.... podeszłam żeby spytać o godzinę, bo mój telefon rozładował się jakiś czas temu. To było tylko pytanie, ale w odpowiedz wlane było tyle miłosierdzia! Tyle radości i uśmiechu! W tramwaju czułam ciepło bijące od tego człowieka i wiedziałam, że to właśnie on jest stworzony na Jego podobieństwo! Nie krótkowłosa dziewczynka, która popyla codziennie do kościoła dwa razy dziennie.... tylko ten facet, którego wypadałoby się bać. Błogosławie mu dzisiaj najmocniej!

Godzinę temu zabrałam się za ten post... chciałam napisać tylko kilka zdań. Miało pójść w inną stronę. Oddałam to jednak mojemu Przyjacielowi- powiedziałam, że niech On pisze moimi rękoma... może i fioletowe serce będzie dobre w nawracaniu! Po tylu godzinach w szkole byłam tak zmęczona, że sądziłam, że usnę po kilku sekundach.... ON JEST WIELKI! Tak strasznie Go kocham, bo jest najwspanialszym Ojcem jakiego można sobie wymyślić.... i te łzy, które teraz mi ciekną po policzkach, to znak, że powrócił, że będzie ze mną, bo już nie mógł patrzeć na moją nieporadność w szukaniu go. Patrzył z Nieba i pewnie wołał do wszystkich No patrzcie! Ta moja Karolina to całkowicie głupiutka! Ja ją tak kocham, tak ją wołam, a ona nic! Popchnął wszystkie elementy w jedną stronę, wszystko żeby tylko poprowadziło mnie w ten wyznaczony punkt i odnalazł mnie znów. BO ON JEST DOBRY! JEST WSPANIAŁY! 

Wczoraj dosyć dosadnie powiedziano mi, że nie zawsze będę miała fajerwerki... ale chodzi o konsekwencję. Nie chcesz iść do Kościoła?! To Karolina się zepnij i idź! Idź i powiedz Mu, że Ci się nie chciało, ale zrobiłaś to dla Niego. Poświęciłaś tą godzinę dla Niego, bo wiesz, że jest najważniejszy. Nie czujesz go? Nie jest perfumami. Nie zawsze musisz go czuć. Masz być pewna, że jest! Masz być KONSEKWENTNA!

Dzisiaj do mojej szkoły przyjechał Damian. Damian jest fajny i jest jednym z ludzi ze wspólnoty, z którymi mam najlepszy kontakt. Był dzisiaj i płakaliśmy ze śmiechu. Płakałam zewnętrznie i wewnętrznie.... bo daleka jeszcze droga do mojego powrotu na drogę wysłaną fajerwerkami, ale wiem, że coraz bliżej i wiem, że nie na zawsze... ale moja miłość jest teraz dojrzalsza i bogatsza w doświadczenia.... świadoma tego, że powinnam być konsekwentna!


Tyle. Dopiero teraz zrozumiałam, że potrzebowałam tego sama dla siebie. 
Mogłabym to teraz wszystko usunąć. 
Dostałam już lekarstwo.... ale może komuś też pomoże. 
Może ktoś ma te same problemy co ja- a są to problemy najwyższej rangi! 
Trzymajcie się mocno i cieplutko! 
Do usłyszenia jutro.... jutro już bez płaczu! ^^
Buziaki! :*

środa, 24 lutego 2016

6. WSZYSTKIE PRZEPISY WEGAN SĄ SKOMPLIKOWANE


Hejka! :)
Tak, czytelniku mojego bloga, odczytałam wiadomość o mojej niepoprawności odmieniania słowa określającego człowieka niejedzącego mięsa ani produktów odzwierzęcych, ale uznałam, że inna forma nie przejdzie mi przez usta, bo brzmi sztucznie i brzydko i jakoś nienaturalnie ( chociaż poprawnie! ) Mam nadzieję, drogi czytelniku i wszyscy inni czytelnicy, którym to przeszkadza, że przemęczycie się jeszcze tydzień z tą niepoprawną polszczyzną i jakoś uda Wam się dotrwać do końca z uśmiechem na twarzach ^^ Jestem pewna, że to jedno słowo powtórzone to kilka razy nie zrobi Wam większej różnicy- a ja nie musząc go pisać czuję się lepiej! :D 

Dzisiaj obalam kolejny mit, dla mnie bardzo szokujący... chociaż odkryłam to już po pierwszym dni. kilka razy już o tym wspominałam i w sumie bardzo cieszę się, że tak jest. To kolejny element, który odstrasza od weganizmu, a nie ma ku temu podstaw! Także zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat przepisów na wegańskie jedzenie! :)


Posiłkując się blogiem Eryka- moją największą inspiracją bieżącego miesiąca- sprawdziłam te najdziwniejsze składniki, bo przez ten miesiąc wiele wydało mi się jednak zwykłymi ^^ Wchodzisz na wegańskiego bloga i nagle widzisz w przepisie dwadzieścia składników. Myślisz sobie- no okey, może połowa z nich to olej, mąka i warzywa... okazuje się, że nie. Czytasz dalej. Wyczytujesz jakieś płatki drożdżowe, o których nigdy nie słyszałeś i nie miałeś pojęcia, że istnieją! Nieszczęsne tofu ( o którym niedługo cała notkaaa! ♥ ) mleko roślinne czy soja. + tysiąc przypraw, których na pewno nie posiadasz w domu i inne trudne w wymowie składniki. Co wtedy zrobić?!

Przez pierwszy dzień byłam tak podjarana tym, że wszystko posiadam, że aż robiłam zdjęcia- wyszło ich aż trzy... bo tyle przeciętnie robiłam wykwintnych rzeczy dziennie. Na obrazkach od lewej składniki na : przepyszną wegańską kremówkę, najlepsze na świecie wegańskie ciasteczka marchewkowe i wegańskie pączki z ziemniaków. Nie wygląda wcale na dużo produktów, a przede wszystkim są całkowicie dostępne? No bo jakby inaczej! Przecież wegan też człowiek ( weganin!!!! ) 


Po pierwsze: tak jak wspominałam dzień przed moją zmianą diety pojechałam na duże zakupy, podczas których obkupiłam się we wszystko, co w moim ograniczonym wtedy świecie, wydawało się wegańskie. Wiadomo: mleka sojowe, kokosowe, ryżowe, mnóstwo makaronów ( razowych! ) ryży, kasz, KASZA JAGLANA- wiadomo, obowiązkowo. warzywa, OLEJ KOKOSOWY! soja itp. Tak, miałam w domu rzeczy, które przeciętny człowiek może nie posiada, ale jeżeli nie chcesz być weganem, a jedynie zainspirować się przepisem... to przecież zamiast mleka roślinnego możesz dodać zwykłe itp.

Po drugie: jeżeli już wegańsko chcesz żeby było, to naprawdę nie jest problem. Ja do każdego przepisu używałam MLEKA ROŚLINNEGO i to warto zakupić! :) Poza tym oleje są wszystkie roślinne, więc spoko- ale olej kokosowy to takie wegańskie hipsterskie cacko ^^ Moja mama kupiła słoik chyba rok temu i nie mogłam jeść na nim totalnie nic, bardzo czułam posmak kokosa. Przeszłam na weganizm- pierwszego dnia już mi smakował. eh.... moje kubki smakowe jakoś szybko zmieniły swoim ulubieńców ^^ + prawie do wszystkiego używałam MĄKI zwykłej mąki, każdy ma w domu! :) I co dziwne..... mega często używałam marchewek! ;D A no i do wszystkiego używam mojego cukru waniliowego! Mega polecam zrobić sobie taki samemu- od razu czuję się zdrowiej odżywiającą osobą ^^

Po trzecie: trochę mi było smutno, bo w tych przepisach rzeczywiście było kilka nazw, których do tej pory nie mogę zapamiętać. Jako początkujący mięsożerca w świecie bez mięcha chciałam żeby wszystko było idealnie, ale dostałam takiego lenia, że zupełnie nie po drodze było mi na elbląską starówkę do sklepu ze zdrową żywnością (nie doszłam tak do teraz! O.o ) Kiedy był jakiś przepis, który dało się wykonać w 15 minut- okazywało się, że moja droga po zakupy zajmie ponad dwie godziny... jednak mój kolega troszkę mną potrząsną i w dobry sposób powiedział o co Ci chodzi? Przecież możesz wyrzucać składniki, których nie chcesz! I tak oto przeżyłam miesiąc z podstawowymi przyprawami ( no może nie tak do końca, bo od zawsze mam w domu ponad przeciętną liczbę przypraw... ale są to składniki, które można dostać w każdym większym sklepie, nic trudnego ) wegańskim mlekiem i hipsterskim olejem ;) Oczywiście, prawdopodobnie płatki drożdżowe, które smakują jak ser dodają lepszego smaku naszym potrawom... ale to wtedy musi być jakieś niebo w gębie, ponieważ moje jedzenie było mega smaczne, dobre i zachwycałam się nim cały czas. Chociaż- jak już wspominałam na początku- Magda mówiła, że diametralnie zmienił mi się smak i że te rzeczy niby są bez żadnej wyrazistości... nie zgadzam się z nią, chociaż troszkę spodziewałam się takiej możliwości... dlatego też między innymi zdecydowałam się na ten miesiąc całkowicie eliminując odzwierzęce produkty. Dzięki temu nie miałam możliwości posmakować jajka i tofucznica wydawała mi się jej wiernym naśladowcą ^^ 

Po czwarte: jak jesteś weganem ( weganinem !! ) to masz ochotę chociaż raz spróbować tofu.... i zazwyczaj się w nim zakochujesz, więc przy nadarzających się okazjach bycia w supermarketach i promocjach na ten produkt- po prostu wkładasz go do koszyka na zapas później łapie Cię o północy ochota na coś pysznego... i stwierdzasz, że zrobisz coś wykwintnego- znajdujesz przepis, okazuje się, że jest tam kostka tofu? Co za problem- sięgasz do lodówki i masz. Chodzi właśnie o to, że kiedy jesteś weganem nawet tydzień i jesteś tym zajarany .... to szperasz po blogach, odkrywasz i dzięki temu już mniej więcej wiesz co i jak. Będąc w sklepie, a dzień wcześniej widząc jakieś składniki w przepisie, który Cię interesował, po prostu je kupujesz- i masz! Bardzo często zdarzało mi się, że kupowałam na zapas. Zawsze się przydawało! :)

Po piąte: pewnie, jakbym została weganką na zawsze, to na pewno wreszcie wybrałabym się do tego sklepu ze zdrową żywnością i zakupiłabym płatki drożdżowe, czarną sól i mąkę z ciecierzycy ... jednak na razie zdecydowałam, że to będzie jedynie miesiąc ( nie wiem w sumie jaka będzie moja decyzja końcowa, daje sobie czas myśleć o tym dopiero we wtorek^^ ) i chociaż miałam ciśnienie na spróbowanie wszystkiego, to nie wystarczyło mi dni ^^

Podsumowując:
Nie jesteś weganem ( nie możesz być weganem, bo takie słowo nie istnieje! ) tylko dlatego, że przerażają Cię te wszystkie przepisy? Bzdurny argument! :D Jest banalnie, prosto i pysznie... a wiadomo, że po pewnym czasie stałej diety w domu naturalnie zaczynają się znajdywać nawet te bardziej skomplikowane składniki. Takie życie ;)

Macie pytania? Piszcie śmiał! Buziaki! :*

wtorek, 23 lutego 2016

Daria

Hejka! :)
Dzisiaj bardzo późno, ale zupełnie nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek- a notka miała być super. Dzisiaj przedstawię Wam kilka najświeższych zdjęć, bo jeszcze z soboty. Już co nie co o nich wspominałam. Na zdjęciach przedstawiam Darię. Na miejsce nie miałam planu, jak nigdy nie mam planu- wybieram jedynie region miasta, tyle mi wystarczy. Nie zdarzyło się jeszcze żebym czegoś dobrego nie znalazła. Tak samo i tym razem. Kiedy zrobiłyśmy kilka początkowych zdjęć i nagle przeszłyśmy w głąb naszego osiedla ( czasami nawet nie trzeba długo szukać ^^ ) prawie przeszłyśmy docelowe miejsce, gdyż był tak tak naprawdę jedynie śmietnik- butelki, papierki itp. Nie rozumiem ludzi, którzy nie dość, że imprezują w lesie, to jeszcze tam śmiecą. Miejsce nie wyglądało zachęcająco, ale ja poczułam wielki potencjał w drzewach- a rzadko w nich widzę cokolwiek interesującego na zdjęcia! Kojarzycie jakieś moje zdjęcia z drzewami? Tak sobie teraz myślę, że chyba nie istnieją :D Miałyśmy zostać na chwilę, a zostałyśmy do końca- jak na razie jeszcze przeżywamy etap kiedy to pogoda decyduje ile trwa sesja zdjęciowa, a nie ja ^^ 

Bez zbędnego gadania po prostu zachęcam do zapoznania się ze zdjęciami. Mam nadzieje, że spodobają się Wam chociaż w lekkim stopniu tak bardzo jak podobają się mi! :) A sobie życzę żebym za jakiś miesiąc nadal uważała, że są dobre- bo wiadomo jak to ze mną bywa ^^


Buziaki! :*

poniedziałek, 22 lutego 2016

5. ŻEBY BYĆ WEGANEM TRZEBA MIEĆ DUŻO HAJSU


Hejka! :)
Dzisiaj jest tak strasznie pochmurny dzień, że nie chce mi się wychodzić spod kołdry nawet po herbatę do kuchni... niestety nie ma tak dobrze. Jest poniedziałek- z domu wychodzić trzeba ^^ Nim zapomnę, chciałabym Was zachęcić do obejrzenia ( i oglądania co niedzielę ) filmików na youtube odnośnie Światowych Dni Młodzieży. Już od jakiegoś czasy mam w planach dodać dla Was więcej informacji na ten temat, ale na razie jakoś mi z tym nie po drodze- do czasu! Zobaczycie, że niedługo będziecie mieli tutaj całą bazę informacyjną ^^ Tymczasem zapraszam do zapoznania się z naszymi elbląskimi wolontariuszami KLIK  W tą niedzielę będzie już pierwsza katecheza. Już będzie fajniej! :D

Dzisiaj natomiast ani o Krakowie ani o youtube. Dzisiaj mili Państwo skończył się mój trzeci tydzień bezmięsnej męki Jak mi z tym? Zapraszam do przeczytania ;)


Powoli zaczynam żałować, że o swojej miesięcznej diecie wegańskiej powiedziałam tak wielu osobom ( pomijając bloga- tutaj wiedzcie wszyscy, widzę jak wielkie zainteresowanie wzbudza ta seria. Swoją drogą mega super! ♥ Wkładam w te posty tyle czasu, że miło mi później patrzeć na wszystkie komentarze i statystyki :D ) Teraz kiedy luty dobiega końca wszyscy są tak bardzo ciekawi co z tą moją dietą dalej. Czy zostanę? Czy przestanę? Czy w głowie mi się już do końca pomieszało? No i jak z tą głową jest? Oj, ciężko... powiem Wam. Naprawdę ciężko. Po trzech tygodniach jarania się wszystkim co wegańskie, po rozmowach z weganami no i mega dobrym codziennych dwudziestoczterogodzinnym kontakcie z moim kolegą , którego mogę spytać dosłownie o wszystko i który cieszy się kilka godzin, kiedy sama znajdę jakiś przepis, którego nie znał i może go wypróbować. Lubię to życie. Lubię je w domu. Lubię blendować wszystko na paćkę i jeść gruz, kiedy nie chce mi się iść do sklepu po chleb z napisanym składem lub nie chce mi się piec bułek. Lubię to wszystko strasznie mocno.... chociaż nadal wiem, że mogłoby być zdrowiej! 

Tylko, że nagle trzeba wyjść z domu. Pójść do restauracji lub na osiemnastkę. I jak wtedy nie możesz zjeść nawet tortu to w głowie zapala Ci się Chyba coś jest nie tak?! Kurde, a co Ci się stanie jak go zjesz?! Nie jesteś uczulona! Ty nie zjesz, to ktoś inny zje. To mleko już zostało wydojone no i koniec kropka. Świata nie uratujesz tym, że nie zjesz! Gdyby jednego dnia ogłoszono, że nie można już jeść mięsa, to z moim kolegą pewnie skakalibyśmy ze szczęścia. Mielibyśmy taką przewagę nad ludźmi, którzy są jeszcze tacy nieświadomi jakie super rzeczy można robić.... ale teraz kiedy jadąc do koleżanki na obiad muszę zabierać swój makaron to stwierdzam, że coś jest nie tak i chcę zaprzestać, bo czuję się idiotycznie. Nie wyobrażam sobie, że na święta do mojej babci przyniosę sobie własne jedzenie zapakowane w pudełeczka. Na razie chodząc do niej i decydując się jedynie na herbatę wiem, że to tylko na chwilę- ale gdyby to miało być już na zawsze- to jak?! Jak można gardzić jedzeniem babci?! Mojej babci nie można, bo gotuje najlepiej na świecie! 

Oczywiście, mam już tak bardzo spaczony mózg przez te wszystkie rozmowy, przez te wszystkie filmy, nawet przez to, że na okrągło teraz bronie wegan, że nie wyobrażam sobie na razie, że mogłabym zjeść jakieś zwłoki. Tylko, że zauważcie- miesiąc temu nie wyobrażałam sobie tych zwłok nie jeść. Punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia. Tego się trzymajmy. Nadal chcę wrócić do mięsa, bo jestem zbyt słaba żeby tak sobie odmawiać wszystkiego. Poza tym czuję się zbyt idiotycznie czytając każdy skład, nie mogąc wejść do sklepu, złapać czegoś i wyjść. Nie mam ochoty robić tej męki swoim znajomym.

Nie mogę przecież oszukiwać systemu i być weganką jedynie w domu, bo tak mi w sumie odpowiada, ale u babci już jeść zwykłe jedzenie, bo to jedzenie babci. Nie wiem jak to pogodzić, ale czuję, że teraz całe swoje życie, całą swoją energię poświęcam na jedzenie. W głowie, w rozmowach cały czas tylko jedzenie, jedzenie i jedzenie. To złe, ale wiem, że niewątpliwie każdy wegan tak ma- bo jak nie zwracać uwagi na jedzenie, kiedy wszędzie można doszukać się zwierząt.

Eh. Najciekawiej to w mojej głowie będzie za tydzień we wtorek, kiedy już będę mogła zjeść normalne naleśniki i kupić sobie hot doga.... w tej chwili mdli mnie jak myślę sobie, że mogłabym zjeść parówkę. A mówiłam sobie- Karolina, tylko pamiętaj, nie oglądaj żadnych wegańskich obrazków, zdjęć ani filmów! Nie gadaj z weganami o zwierzętach! Wymieniaj się z nimi jedynie przepisami. Ta .... -.- Tyle właśnie wyszło, że moja siostra na połowę marca musiała mi zamawiać w restauracji na uroczystość wegańskie menu! Spokojnie, będę Was informować co i jak. Jakiś film chyba nagram na moją relację pierwszej piersi z kurczaka w buzi po praniu mózgu! ^^ O ile oczywiście zdecyduje się ją zjeść... aaaaaaaaaaaaaa... nienawidzę! :D Przecież ja nie mogę być weganem! Nie mogę. 

No ale dobra. Moją burzę w mózgu zostawię sama dla siebie, nie będę Was już tym męczyć ^^ Żeby nie było aż tak nudno, to dzisiaj obalę kolejny mit. Jaki? To już możecie dowiedzieć się z tytułu posta. No to lecimy:


Tak. Wegan = milion. Przechodząc na weganizm byłam świadoma, że będzie to kosztowny miesiąc, że te wszystkie składniki na pewno nie są darmowe i spoko. Jak ma być zdrowo, to czemu nie. O zdrowym weganizmie pisałam TUTAJ Pierwsze zakupy- wiadomo: migdały, suszone owoce, mleko kokosowe, ryżowe, sojowe, ryże, kaszy, milion świeżych owoców i warzyw, zupy wegańskie itp.... a no i jeszcze stek... na zdjęcia ! :D 


No i nie oszukujmy się, nie wydałam dwóch złotych... ale jak robiłam mięsne zakupy, to też rzadko udawało mi się za pełen wózek zapłacić dwa złote O.o Policzmy ile razy... mhy.... nigdy?!!!! Tak więc będąc przy kasach jakoś nie odczułam, tym bardziej, że były to pełne zakupy żywności takiej na dłużej. Tak więc - jolo ^^


Tak strasznie nie lubię gadać o kasie, a wyczuwam, że dzisiaj będzie typowo ekonomicznie, statystycznie i nie podoba mi się to- ale to ważna kwestia, kiedy mówi się o weganizmie, więc jakoś może zapomnę o niekomfortowej sytuacji, w jakiej sama postanowiłam się postawić. 

O jedzeniu będzie więcej w jakimś innym poście, ale uchylam rąbka tajemnicy przestawiając kilka fotek :D No to lecimy:

Kanapki do szkoły z czym? W normalnym życiu zapewne z serem i szyną. Sery i szynki z niewiadomych względów są pakowane po pięć plasterków, są niedobre, niezdrowe i napakowane świństwami ( uważałam tak już wcześniej! ) ale kosztują jakieś dziesięć złoty. Jak jadłam mięso to tak w sumie całkiem szybko to się wykorzystywało na dwie osoby, no ale spoko przecież- jedzenie jest po to żeby je jeść. Aktualnie nie mam możliwości na takie szybkie wsadzenie czegoś do kanapki szkolnej, więc w mojej lodówce ani śladu takich produktów ( na szczęście moja mama postanowiła również czasami wszamać to co przygotowuje ) I z czym robię kanapki? Z mnóstwem warzyw!!! ♥ Czasami z wegańskim kotletem, albo ostatnio z pastami, w których się zakochałam! ♥ A pasta najpyszniejsza z najpyszniejszych to puszka groszku i jeden ząbek czosnku- koszt? Pewnie jakieś niecałe dwa złote, a pasty jest cały kubek... tylko, że zadziwiająco szybko znika ^^ 

Już zauważyliście, zjadacze mięsa, jak bardzo żyjemy w błędzie? Nie? No to lecimy dalej:

Tofu to koszt ok. 12 zł- tyle że nikt takiego nie kupuje i wszyscy czekają na promocje ! :D No a promocje są bardzo często i wtedy kosztuje około czterech złotych... a zastępuje jajka, mięso i ser ( chyba ser, jeszcze nie próbowałam ) Mięso jest niezdrowe, naszpikowane antybiotykami ( wcześniej też miałam tego świadomość! ) i kosztuje więcej. Spaghetti z tofu i tofucznica to objawienie i jest przepyszne! ♥ Napiszę o tym już niedługo! :D 
Mleko roślinne to koszt ok. 12 zł- jak ktoś nie wie. Później nagle okazuje się, że jest takie za cztery, a jeszcze później, ze mleko kokosowe można zrobić samemu z kokosa... co wynosi około 2 zł... czy ile tam kosztuje paczuszka wiórków kokosowych i jest zdrowe i wiesz co w nim jest jak pijesz! 

I wszyscy tak gadają, że w każdym przepisie wegańskim są kilogramy migdałów, nerkowców i innych drogich rzeczy. POKAŻCIE MI W KTÓRYM?! Bo nie zauważyłam. Jeżeli nie jesteśmy weganami i wchodzimy na przepis, w którym zastępujemy zwierzęce produkty innymi, to rzeczywiście doznajemy szoku - ja doznawałam i się zdarzałam - tylko jak nagle jesteś weganem, to się okazuje, że to wszystko masz w domu, bo kilka migdałów potrzebowałeś do innej rzeczy, mleko zrobiłeś, to masz; olej kokosowy to podstawa pierwszych zakupów, więc starcza Ci przynajmniej na miesiąc; warzywa masz do wyboru do koloru i tak jakoś... każdy przepis możesz zrobić bez wychodzenia z domu. Migdały, nerkowce, żurawina, daktyle itp SĄ ZDROWE! Powinny być w każdej diecie- ja przynajmniej przed weganizmem jadłam codziennie do jogurtu naturalnego. Było mi dobrze ♥ 

Ok, już mi się znudziło gadanie o forsie, więc przechodzę do podsumowania:D

Weganie nie wydają pieniędzy na niezdrowe mięso! Nie wydają pieniędzy na żółty ser, który ma w sobie nie wiadomo co! Oszczędzając na niezdrowych zwłokach mogą bezboleśnie przeznaczyć pieniądze na zdrowe inne produkty... które swoją drogą powinny chociaż czasami znajdować się w diecie każdego przeciętnego człowieka dbającego o swoje zdrowie. Migdały w przepisie nie oznaczają żadnego wykwintnego ani drogiego jedzenia -.- Po jednych większych zakupach okazuje się, że produkty starczają na wiele, nie tylko na jeden, przepisów i dań. 

I pewnie- jak jesteś turbo zdrowym weganem, to będziesz wydawał majątek w sklepie ze zdrową żywnością... tyle, że jak nie jesteś weganem i odżywiasz się turbo zdrowo, to też chodzisz do takich sklepów, a mięcho kupujesz dziesięć razy drożej niż przeciętny człowiek w supermarkecie- bo jest zdrowsze. Jak jesteś niezdrowym weganinem- to masz serio mega spoko! Masz tak jak niezdrowy przeciętny człowiek- tylko jesz kanapki z pastami, a nie z mięchem. Spoko. 

Nie odczuwam cierpienia. Cierpiałam jak nie miałam możliwości w markecie kupić dobrej szynki, która starczyłaby mi na trochę więcej niż dwie kanapki ^^ Teraz nie cierpię i jestem super dumna z każdego nowego wynalazku na chleb w mojej lodówce :D I wiem, że pisałam o niezdrowym weganizmie- ale moje kanapki akurat są w stu procentach zdrowe i jest mi z tym dobrze! Zostawiam tak nawet jak już nie będę weganką! ♥

Tyle. Jeżeli tylko pieniądze trzymały Was przed byciem weganami- to już przestańcie się martwić. Dieta jak każda- super normalna! :) 
Pod względem kosztów oczywiście ^^
Buziaki! :*

sobota, 20 lutego 2016

słoneczna sobota

Hejka! :)
Powoli ( w sumie nie, bardzo szybko! ) przyzwyczajam się do tego chwilowego, ale codziennego słoneczka. To jest chyba najfajniejszy i najbardziej szczęśliwy czas dla wszystkich ludzi w Polsce- te pierwsze promienie. Jej. Uwielbiam to. A dzisiaj wszyscy byli jakoś niesamowicie szczęśliwi w moim otoczeniu- to jeszcze lepiej! :D Bo to jest taka prosta zasada, o której każdy na okrągło mówi: trzeba się uśmiechać i wtedy ludzie uśmiechają się do Ciebie, bo co mają się nie uśmiechać?! Chyba, że masz uśmiech zabójcy ( ja mam podobno czasem- czyt. podobno prawie zawsze... a w sercu i w głowie wydaje mi się, że obdarowuje ludzi najserdeczniejszym pozdrowieniem... ta, jasne Karolino, nadzieja umiera ostatnia ) ale nie komentujmy mojego ładnego czy brzydkiego uśmiechu- to idzie w złą stronę ^^ Także uśmiechy proszę ładne w tym tygodniu do wszystkich na ulicy. Przyjmujecie?! :D

Dzisiaj wreszcie wybrałam się na zdjęcia z Darią Wreszcie- bo przekładałyśmy to kilka razy, a umawiamy się już od pół roku, tak to ze mną już jest ^^ W każdym razie znalazłam tak rewelacyjne miejsce, że nadal jestem zauroczona. Jednak o wszystkim opowiem Wam za kilka dni przy notce ze zdjęciami. Bądźcie czujni! ^^

A skoro sesja, to mój dzień wyglądał dzisiaj dosyć ubogo. Myślenie o zdjęciach, przerabianie zdjęć, kadrowanie zdjęć w kwadraty, dodawanie szumów do zdjęć- zdjęcia zdjęcia zdjęcia! No tak to już jest, ale lubię to. Miałam przepyszną herbatę, słoneczko za oknem, ciepłe ubrania i wegańskie żelki! :D Nienawidzę przerabiać zdjęć- nadal. Prowadzę tego bloga już tyle lat i stwierdzam, że chyba nigdy tego nie polubię... chociaż jak kiedyś wspominałam- jeżeli widziałabym świetne efekty, to może bym pokochała? Tylko jak- skoro nie lubię sztuczności? Przy moim sposobie zdjęć trudno o jakąś spektakularną zmianę.... chociaż czasami tworzy się coś naprawdę fantastycznego. I wtedy to lubię. Rzadko, bo rzadko ale lubię. Już chyba nawet po tylu latach znalazłam złoty ( może dopiero srebrny ) środek na to żeby ten czas nie był aż tak bardzo obciążony jedynie pracą i nudnym zajęciem. Także- możecie być dumni! :D 

Jedyną odskocznią od zdjęć był dzisiejszy wypad do teatru. Elbląska scena po raz kolejny pokazała, że jej się chce, że umie i że robi dobrze! Sztuka Mayday chciałam wybrać się jeszcze kilka miesięcy przed premierą... i nagle wybrałam się na przedostatni spektakl w repertuarze O.o Miejsca były ostatnie dwa na balkonie. Jeju, powiem Wam, że oglądanie sztuki z balkonu to jakieś nieporozumienie... przynajmniej w tym moim.Nie było widać całej sceny i cały czas musiałam machać głową podążając za aktorami. Serio ktoś się na to godzi dwa razy? Ja więcej nie pójdę! Jedynie dół! Nawet ostatni rząd jest o wiele lepszy niż balkon. Weście sobie to co mówię do serca - i nie popełniajcie mojego błędu... no chyba, że jutro- bo jutro ostatni spektakl, a sztuka naprawdę jest świetna! Bardzo zabawna, chociaż momentami okropnie nudna! Na jutro zostały może z dwa miejsca na tym nieszczęsnym balkonie- no ale raz dacie radę ( wiem, że przed chwilą pisałam, że nie.... ale mówiłam o sztukach wszystkich innych, nie o tej ^^ ) Poza tym Mayday jest grany w wielu miastach, także zachęcam do zapoznania się z repertuarem w innych teatrach- i bez wahania zamawiajcie bilety- warto! :)


Ogólnie to go nie lubię, ale słońce skusiło mnie na dziwne pozowanie z nim, bo był pod ręką- a samej to tak głupio ^^
Buziaki! :*