czwartek, 31 marca 2016

Co obejrzałam w marcu/ ciekawe premiery kwietnia

Hejka! :)
Tak źle jeszcze nie było przynajmniej od sześciu lat! W marcu 2016 r. nie obejrzałam ani jednego filmu. Jestem przerażona i sądzę, że ten proces będzie się pogłębiał. Jednak nie mam na to wpływu. Oczywiście, to nie jest tak, że przestają mnie kręcić filmy- wręcz przeciwnie! Teraz muszę skupić się trochę na innych rzeczach (nawet jeżeli tymi rzeczami jest odpoczynek. Nie nie należę do osób, które odpoczywają przy filmie o.O Chyba, że oglądam z kimś. Wtedy tak. Sama zupełnie inaczej podchodzę do filmów). Jedna z racji tego, że nie mam materiału do napisania notki postanowiłam wstawić najfajniejsze (moim zdaniem) propozycje premier, które obejrzeć będzie można w kinach od kwietnia. Do kina trzeba chodzić! Mam nadzieję, że poza tym, że wstawiam Wam bardzo dużo filmów, które oglądam w domu jesteście świadomi jak ważne w moim życiu jest chodzenie do kina. Bierzcie ze mnie przykład- bo to bardzo ważne w życiu każdego człowieka! Nie wyobrażam sobie, że mogłabym tego nie lubić... przecież każdy lubi chodzić do kina O.o Nie? Z odpowiedzią negatywną kojarzą mi się jedynie stereotypowi mężowie, których żony na siłę zabierają na seans, a oni biedni z nudów w ciemnej sali zasypiają... jej! Mam nadzieję, że nigdy nie trafię na takiego męża! Mam nadzieję, że mój mąż sam będzie mnie wyciągał co kilka dni do kina- idealną opcją byłoby gdyby zabierał mnie tam za często. Wtedy czułabym, że był mi pisany hahahahaha ^^ Aż mi się skojarzyło, że teraz, kiedy byłam w Kaliszu w teatrze mężczyzna obok mnie zasnął już podczas pierwszych słów aktorów i obudził się na sam koniec. Czułam, jak jego żona w tym momencie go nienawidziła ^^ Ale to przypomniało mi jeszcze jedno- muszę dla Was napisać ten post z Kalisza. Zrobiłam kilka fajnych rzecz, na które mielibyście okazję się jeszcze załapać, więc o ile nie zapomnę- to napiszę. 

Przechodzę do premier... jest ich tak wiele, że z ilości otwartych kart zacina mi się komputer. Wszystkie premiery, informacje i zwiastuny zaczerpnęłam oczywiście z filmweba. Czy istnieje jakaś inna tak dobra strona z filmami? Sama sobie odpowiadam na to pytanie w zawrotnym tempie :D

Czym się kierowałam? Przede wszystkim opisem (tak, no cóż- podając propozycję do tak dużej ilości osób nie mogłam sobie pozwolić na sugerowanie się jedynie plakatami. Poza tym obejrzałam jeden zwiastun :o). Ważne były dla mnie również oceny moich znajomych (mam w znajomych samych kinomanów, którzy jeżdżą po świecie, oglądają przedpremierowe tytuły no i wiele takich, którzy są mistrzami szukania filmów w internecie ^^). Łącząc te wszystkie wątki wyszło mi aż dziewiętnaście pozycji, które z miłą chęcią bym obejrzała w kwietniu w kinie.



1. Scena ciszy. Mogłabym teraz cytować filmeba, ale proszę- oszczędźcie mi tego. Jak zawsze wiecie, że macie możliwość wejścia na stronę i przeczytania, zobaczenia opisu. Na moim blogu możecie jedynie się zainspirować i usłyszeć moje zdanie ;) Po pierwsze: dostał Satelite za najlepszy film dokumentalny 2016r. Poza tym historia wydaje się tak niesamowita, a jest dokumentem! :o Czekam bardzo! Premiera: 22.04.2016

2. Głośniej od bomb. To jeden z najpiękniejszych plakatów filmowych jakie widziałam w swoim życiu. Urzekł mnie tak mocno, że nie ważne o czym by był- i tak bym go obejrzała. Na szczęście jest o czymś, co wiem, że już mi się spodoba- zmagania rodziny po śmierci fotografki wojennej. Fotografka wojenna- nic więcej dodawać nie trzeba ♥ Premiera: 1.04.2016

3. Bone Tomahawk. Coś mnie urzekło w tym- stylizowanym na dawne czasy- plakacie. Później przeczytałam opis i zachęcił mnie troszkę bardziej, chociaż bez rewelacji. Problemem (jak w pierwszym filmie) staje się ludobójstwo. Jednak najbardziej przekonał mnie komentarz jednego z moich filmwebowych znajomych, że film jest najlepszym filmem w tym gatunku od czasów Django nie ma nawet najmniejszej możliwości żebym go nie zobaczyła ♥ Premiera: 29.04.2016

4. Wyznania nastolatki. Niby dziwne, że mnie to interesuje, ale te lata siedemdziesiąte są kuszące. Poza tym ocena zaufanej Kasi jako film niezły bardzo mnie zachęca. Zobaczę z czystej ciekawości przygotowana na to, że może mi się bardzo nie spodobać:) Premiera: 15.04.2016

5. Opiekun. Przepiękny plakat. Historia mężczyzny, który zajmuje się osobami niepełnosprawnymi. Są od niego całkowicie zależni, ale co ciekawe- on od nich również. Jestem bardzo ciekawa. Myślę, że to będzie bardzo dobre! ♥ Premiera: 29.04.2016

6. Babka. Nie lubię takich komedii, gdzie do starcia zachodzi między pokoleniami, ale to jakoś mnie zachęciło. Bardzo. Zobaczymy co z tego wyniknie ^^ Premiera: 29.04.2016

7. Pięćdziesiąt twarzy Blacka. Nie, nie zaliczam się do grona ludzi, którzy zachwycają się pięćdziesięcioma twarzami Greya. Jednak jak to ja- zanim zaczęłam komentować musiałam przeczytać i obejrzeć. Ludzie! czym się tu zachwycać? Bardziej podniecona to jestem chyba podczas bajek dla dzieci-.- Tu byłam jedynie znudzona i odechciewało mi się wierzyć, że tak wielkie gówno mogło kiedykolwiek ujrzeć światło dzienne. Nie, nie przemawia przeze mnie oburzenie świętej katoliczki, która nie zdaje sobie sprawy, że ludzie przed ślubem chodzą do łóżka (chociaż polecam po^^) tylko to było po prostu nuuuuudne, jak flaki z olejem! Wiem, że pisałam o tym już wiele razy i oburzałam się za każdym razem tak samo mocno. No ale jak tak można! Jest tak wiele utalentowanych pisarzy, którzy muszą chować wszystko do szuflady, a nagle takie niewartościowe nic zdobywa tak wielką sławę, a co dziwniejsze zbiera jeszcze takie opinie. Kto to kurde oceniał? Roboty? Nie umiem uwierzyć żeby jakakolwiek kobieta zachwyciła się czymkolwiek, co zostało zawarte w tej książce. Nawet jeżeli jest zdesperowaną, niekochaną mężatką od dwudziestu lat i zupełnie inaczej wyobrażała sobie swoje nocne życie.... -.- Nie! Jestem na nie na każdą wzmiankę o tej książce i filmie. Więc dlaczego zawarłam w swojej dziewiętnastce parodię? Rozśmieszył mnie już sam plakat. Ten krawat jest bardziej seksowny niż cokolwiek w oryginale! -.- Opis zachęcił mnie do obejrzenia zwiastunu.Mam czasami taką zasadę, że jak już obejrzę zwiastun i mi się spodoba, to nie ma możliwości żebym nie obejrzała tego filmu- a na zwiastunie się śmiałam. Bardzo. Nie oczekujcie od tego filmu dobrego wysmakowanego żartu. Jest najpłytszy na jaki stać kino- ale ja czasami tego potrzebuję. Wybieram się do kina, moi mili, i wcale nie będę się wstydziła kupując bilet! :D Premiera: 08.04.2016

8. Królowa pustyni. Film akurat na czasie z moimi książkami jak i myślami. Także zdecyduję się na pewno. Poza tym - Nicole Kidman. Może nie przepadam za nią, ale każdy film, w którym postanawia wystąpić jest dobry. Nie wydaje mi się, żeby z tym było inaczej :) Premiera: 08.04.2016

9. Szefowa. Melissa McCarthy- nie muszę dodawać nic więcej. Wielbię tę aktorkę w każdej komedii w jakiej wystąpi ♥ Premiera 22.03.2016, a ja czekam chyba najbardziej :)

10. Bulwar. Baaaardzo mnie ciekawi. Tak po prostu. Poza tym- dobrze będzie zobaczyć Robina Williamsa na ekranie :) Premiera: 08.04.2016

11. Opowieść o miłości i mroku. Zacznę od tego, że to naprawdę bardzo ładny plakat- tylko o co chodzi z tym innym fontem w literce o i i ? O.o Tak mnie to drażni! Debiut reżyserski Natalii Portman- taka reklama zapewne przyciągnie wiele kinomanów do kina, mnie również. Co prawda myślałam, że będzie to autorski scenariusz, ale ekranizacja również wydaje się interesująca :) Premiera: 01.04.2016

12. Łowca i Królowa Lodu. Po wspaniałej Królewnie Śnieżce nie wyobrażam sobie, żeby ten film okazał się klapą. Bardzo czekam... tylko trochę żałuję, że na ekranie nie zobaczę Kristin (tak, lubię ją jaką aktorkę. Czy zasługuję na kamieniowanie? Wydaje mi się, że w zupełności nie- polubcie i przestańcie kierować się jedynie czterema czy pięcioma filmami, w których wystąpiła jako zakochana w wampirze dziewczyna przygryzająca wargę- taka rola ^^) Premiera: 08.04.2016

13. Bóg nie umarł 2. Pierwsza część była bardzo dobra. Z miłą chęcią sprawdzę, czy druga przypadkiem nie będzie zbyt naciągana- od razu Wam powiem, czy warto się wybrać ;) Chociaż to w sumie będzie dopiero ostatniego dnia kwietnia O.o Może sami się wybierzcie i oceńcie? Myślę, że nie powinno być najgorzej. Premiera: 08.04.2016

14. Mustang. Kojarzy mi się to jedynie z bajką, którą w dzieciństwie oglądałam nałogowo w kinie. W te wakacje obejrzałam ją znów- i niestety zupełnie mi się nie podobała. Mam nadzieję więc, że po obejrzeniu tej pozycji Mustang znów będzie mi się kojarzył z czymś dobrym i wartościowym. Kolejny film mocno na czasie w moim sercu- przymusowe wydanie kobiet za mąż. Czekam bardzo na to aż wyjdę z kina! ♥ 08.04.2016

15. Niesamowita Marguerite. Na pierwszą myśl przyszła mi książkowa bohaterka Nana. Jestem ciekawa, czy tu również śpiewaczka, która nie umie śpiewać będzie piękna i zmysłowa. Jestem bardzo ciekawa ♥ Premiera: 01.04.2016

16. Major. Nie przepadam za rosyjskimi filmami. Jakoś nie przemawiają do mnie. Jednak ten mnie zaciekawił. Poza tym posiada świetne oceny moich znajomych. Obejrzę, bo może chociaż jednorazowo zmienię zdanie na temat rosyjskiego kina :) Premiera: 08.04.2016

17. Cloverfield Lane 10. Skojarzył mi się troszkę z Pokojem, ale to bardzo duże uproszczenie. Niewątpliwie nie ma nawet jednej rzeczy do porównania.... ale skoro skojarzył mi się z tak dobrym filmem, to obejrzę na pewno! :) Premiera: 22.04.2016

18. Letnie przesilenie. To taki filmowy obowiązek. W filmie gra moja znajoma z teatru elbląskiego, która dostała Złotego Lwa za najlepszą drugoplanową rolę właśnie za ten film. Miłą będzie patrzeć na znajomą twarz :D A poza tym zapowiada się naprawdę dobry film z przepięknym plakatem! ♥ Premiera: 22.04.2016

19. Cień. Nie wiem czy to będzie dobre, czy nie będzie dobre. Nawet nie wiem czemu  sumie zdecydowałam się go umieścić na liście. Temat dosyć często poruszany w rozmowach, filmach, książkach... może właśnie dlatego liczę na coś zaskakującego. Niewątpliwie będę wiele wymagać od produkcji, bo czegoś zwykłego w tym temacie jest już zbyt wiele... Premiera: 08.04.2016

Koniec! Jej, zauważyliście ile premier odbędzie się ósmego kwietnia? Dnia by nie starczyło żeby to wszystko zobaczyć! O.o Dziwnie, że tak robią, chociaż oczywiście u mnie w mieście jeżeli przynajmniej dwa wyjdą tego dnia to i tak będę w wielkim szoku ^^ Za chwilkę mam w planach sprawdzić repertuar Światowidu (Elbląg- pod żadnym pozorem nie rezygnujcie ze wspaniałego Światowidu na rzecz okropnego Multikina z małymi salami. Elbląg się nie spisał) może coś już piszą i dają znać ^^

Czekacie na coś w kinie?
Buziaki! :*
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
edit:
Notka była napisana przedwczoraj. Myślałam, że do tego czasu nic się nie zmieni, okazało się, że jednak obejrzałam dwa filmy ^^ Moja wiara w samą siebie jednak wróciła. Dwa bardzo dobre filmy... ale o nich już w następnym miesiącu - chyba, że macie mnie na filmwebie, tak już filmy są ocenione. Można zaglądać ;)

środa, 30 marca 2016

Nivea Repair & Targeted care

Hejka! :)
Jak pewnie doskonale już wiecie (chyba każdy wie, bo gadam o tym na okrągło) zapuszczam włosy. Nie jest to cierpliwe czekanie na każdy nowy centymetr, a szukanie za wszelką cenę możliwości pobudzenia do wzrostu cebulek. Czasami trafiają mi się preparaty, które idealnie w tym pomagają, a przynajmniej wydaje mi się, że pomagają. Niestety- czasami (bardzo rzadko) trafiam również na coś, co w pielęgnacji włosów bardzo mi przeszkadza. Zapraszam do mojego poprzedniego postu o szamponie i odżywce z firmy Green Pharmacy KLIK. Jak wspominałam przez długi okres bałam się zmieniać swoje kosmetyki, bo moja skóra głowy bardzo przyzwyczaiła się do stosowanego przez lata tego samego szamponu. Jednak doświadczenie wyszło bardzo zadowalająco, co spowodowało moją chęć do kolejnych testów.

Nivea wypuściła nową linię kosmetyków. Szampon i odżywka odbudowująca i chroniąca włosy. Tak jak już wspominałam bardzo mi zależy na tym żeby moje włosy były odbudowane od środka. Co mi po długich sianowatych włosach? I tak musiałabym je ściąć, bo bym z nimi nie wytrzymała. Ładne włosy to podstawa (nawet jak są to ładne dredy! :D). 

Zacznę od tego, że mają naprawdę piękne buteleczki. Na pierwszy rzut oka jest to naprawdę coś wyjątkowo dobrego. Delikatnego, małego, po prostu zwyczajnego- nieudziwnionego. Tylko później zapala się lampeczka ze zdaniem: Karolina! Nie masz czasu chodzić na zakupy. Jak już się wybierasz, to powinnaś kupować coś większego. No i moja podświadomość miała rację. Może to i ładne, ale w moim życiu zupełnie niepraktyczne ^^ 

Lubię perłową konsystencję szamponów. Po pierwszym użyciu czułam się super. Poza tym mają przepiękny zapach ♥ Włosy po umyciu są miękkie, ładnie się układają (o ile w ogóle jestem dobrą osobą do takich stwierdzeń. Moja długość na razie nie pozwala na jakieś wyśmienite układanie^^). Tyle, że po stosowaniu preparatów zaczęły mi wypadać włosy! 

Wiecie, że na blogu nie piszę o niczym zwykłym. Jeżeli piszę o kosmetykach to musi mnie to albo bardzo zachwycić, albo zupełnie rozdrażnić. Nie jestem znawcą w tej dziecinie, więc moje recenzje nigdy nie byłyby właściwe.... Jednak jeżeli coś zachwyca, albo drażni- to z czystym sumieniem wiem, że mogę o tym pisać, bo to będzie szczere, prawdziwe i wtedy sami sobie zdecydujecie, czy warto wybrać się do sklepu, czy nie.

Postanowiłam, że o produktach napiszę jedynie wtedy, kiedy naprawdę mocno mnie rozzłoszczą. Jeżeli w ogóle. No chyba, że dzięki nim stałabym się Roszpunką- wtedy również bym Was o tym poinformowała. Dlaczego więc dzisiaj piszę? No cóż- mojego księcia po moim warkoczu jeszcze niestety nie mogę wciągać do swojej komnaty (nawet jeżeli mieszkam na parterze!), ale stała się rzecz okropna. W czasie stosowania szamponu i odżywki Nivea zaczęły mi wypadać włosy. I nie, nie chodzi mi tutaj o jeden włos na kilka dni. Chodzi mi o każdorazowy ruch głową. Szkicuję sobie na lekcji okładkę do książki na białej kartce? WŁOSY! Siedzę przy komputerze? WŁOSY! Włosy były totalnie wszędzie i jestem tym faktem zrozpaczona. No wiecie, jednak teraz każdy mój włos na głowie jest drogocenny^^ 

Może to wszystko zbiegło się w czasie, ale co innego mogłabym oskarżać jak nie zmianę szamponu skoro nic innego w moim życiu się nie zmieniło? Może chodzi jedynie o moje włosy, bo słysząc opinie innych ludzi było całkiem dobrze. Nie wiem, ale coś nie zadziałało. Ja z czystym sumieniem swoje buteleczki wyrzucam i wracam do stosowania poprzednich preparatów.


Buziaki! :*

wtorek, 29 marca 2016

Jak być weganinem podczas świąt?



Hejka! :)
Już tak na wpół śpiąco postanowiłam jeszcze do Was szybciutko napisać- okazja jest ważna- koniec przerwy świątecznej, a święta niewątpliwie dla niektórych były ciekawostką co z tą Karoliną? Ciekawe czy już je mięso? Tak jak obiecałam, tak też piszę! :) Ale o tym troszkę niżej....
Tak strasznie jestem zmęczona, chociaż dzisiaj robiłam same wspaniałe rzeczy i praktycznie wszystkie wykonałam w domu- ale powiem Wam coś: odwaliłam kawał dobrej roboty, która chodziła za mną już od kilku ładnych tygodni. Możecie być ze mnie dumni ^^ A jak tam spędziliście święta? Pogoda była przepiękna, prawda? To plus sto do dobrego nastroju, więc mam nadzieję, że wszystko Wam się udało.


W sobotę nie wyobrażałam sobie jak miałabym zjeść kiełbasę ze święconki lub inne rzeczy, które w niedzielę miały znaleźć się na świątecznym stole. Na pytanie mamy, czy dla mnie też szykować mówiłam oczywiście, że tak.... ale kurcze, miałam lekki mętlik w głowie. Przyszła niedziela i... no nie zjadłam tej kiełbasy, obrzydził mnie jej zapach- ale zjadłam pasztet! Pasztet mamy obowiązkowy! Sory. Jednak, o dziwo, nie smakował mi bardzo. Później przyszedł czas na uroczysty obiad i jadłam już normalnie. Ku mojemu zdziwieniu nie miałam jakiś dziwnych wizji w głowie. Było normalnie. W poniedziałek u Babci jadłam wszyyyystko, bo nie wyobrażam sobie odmówić kiedyś karkówki z ananasem. Niedawno dostałam komentarz, że u babci to nawet ziemniaki smakują inaczej i po babcinemu... ale kurcze- to chyba nie dla mnie ;) Aktualnie jem wszystko, chociaż za każdym razem jak po coś sięgam mam myśl: to nie jest wegańskie ale tak samo mam przy niezdrowej żywności. Jem jej chyba jednak bardzo dużo, ale zawsze zapala mi się żółte światło z informacją, że nie powinnam. 

Nadal jestem na etapie, kiedy chcę oszczędzać się z dietą mięsną. Nadal będę nałogowo jadać warzywa i robić przedziwne wynalazki jedzeniowe- bo to rozwija i jest dobre... ale już jedynie jako hobby, a nie styl życia. Taki mam plan. Może kiedyś zmieni mi się znów i będę chciała próbować być weganką na stałe, ale to chyba nie jest zbyt prawdopodobne ;)

Tak więc chyba nigdy w życiu nie odpowiem Wam na pytanie jak można przeżyć święta na diecie wegańskiej, bo nadal jest to dla mnie zagadka nie do rozwiązania. Mój kolega wysyłał mi swoją świetną listę przepisów na święta, ale ja nawet sobie nie wyobrażam kiedy to wszystko miałabym zrobić przy jednej kuchni z moją mamą. Chyba byśmy się pozabijały bez jakiegoś dokładnego grafiku ^^

Nawet nie chcę prosić wegan o komentarze jak sobie poradzili w święta, bo po pierwsze: już trochę weszłam im w głowę i mniej więcej wiem co napiszą, a po drugie: niestety nie zrozumiem nawet gdyby była to najpiękniej ułożona wypowiedź świata!
I może teraz osoby niejedzące mięsa oburzają się na mnie, że nie mam serca, że jem zwierzęta... ale kurcze- chyba nie czuję się winna. Gdyby mi to bardzo ciążyło, to na pewno bym z nich zrezygnowała. Poza tym myślę, że duże ograniczenie jest w pewien sposób również dobre :)

Na koniec mam za to inne pytanie- przy mięsożercy wypowiadało się wiele osób, które przeszło lub chciało przejść na dietę odrzucającą produkty odzwierzęce- jak Wam idzie? Jestem bardzo ciekawa! ♥ 

Buziaki! :*

niedziela, 27 marca 2016

instagramowy marzec

Hejka! :)
Piszę ten post jedynie z przymusu terminu jakim jest ostatnia niedziela miesiąca, ale mam nadzieję, że Wy przeczytacie ją dopiero jakoś we wtorek. Mam nadzieję, że w niedzielę moje statystyki spadną o 100% i każdy z Was dobrze spędzi święta z rodziną. Od zawsze wolałam święta Bożego Narodzenia, no bo wiecie- ta cała otoczka śniegu, prezentów i wspaniałych trzech dni, podczas których jest ta magia świąt... a Wielkanoc? Łe.... dwa dni i koniec. Jej, tak mi się pozmieniało po jakimś czasie. Wiadomo, jak nie przeżywa się głębiej świąt- to zawsze lubi się bardziej te grudniowe, bo wtedy jest tak mnóstwo wolnegooo ♥ Ale kiedy Wielkanoc łączy się z przeżywaniem całego Triduum pachalnego, to to jest wyrąbiste w kosmos! :D Okey, Jezus się rodzi.... ale on dzisiaj zmartwychwstaje! Może za późno wychodzę z moimi przemyśleniami, ale zawsze można to nadrobić za rok- jeśli nigdy nie uczestniczyliście w tych trzech dniach w Kościele, to gorącą polecam. Cały rok na to czekam, bo to jest czas idealny. Jeżeli mieszkacie w Elblągu to polecam Kościół Świętego Piotra i Pawła. Zapiszcie sobie na karteczce i pamiętajcie o tym w  następny Wielki Czwartek :)

No dobra, tyle z serca- teraz przechodzimy do instagramowego marca :)


Dzisiaj niestandardowo- jedynie ogólnie. A więc: marzec stał pod smakiem ciastek z dwóch składników (banan + owsianka). Poza tym macie niesamowitą okazję zobaczyć jak powstają moje zdjęcia do mięsożercy w świecie wegan. Uwaga: śliwka w czekoladzie z Biedronki jest wegańska! Nie tak dobra jak ta prawdziwa pakowana jak cukierki... ale i tak całkiem spoko :) Przedwiośnie jest ekstra super do połowy, więc jak będziecie mieli tą lekturę w szkole, to weźcie się chociaż za tą pierwszą część. Gorąco polecam! :)


Marzec to również poznańskie targi mebli. To było tak dobre i wspaniałe, że następnym razem wybieram się tam z zamiarem kupna wszystkiego co mi się tylko spodoba ^^ Już po zdjęciach możecie zobaczyć jak było fantastycznie ♥ + mam polaroida! W końcu! Pierwsze zdjęcia zrobię co prawda dopiero w wakacje, ale dam Wam znać co i jak :D A ostatnie zdjęcie odkrywa kawałek mojej najnowszej pracy na malarstwie. Baardzo mi się podoba! :)

No i tyle. Buziaki! Pa ! :*

sobota, 26 marca 2016

sobota

Hejka! :*
Ojej, stęskniłam się za pisaniem notek, ale kiedy już chciałam się za jakąś wziąć było ciemno, a notka na fioletowym-sercu bez zdjęcia, to jak nie notka- także szybko się poddawałam. Jednak dzisiaj wstałam stosunkowo wcześnie z myślą: "o nie, muszę sprzątnąć ten wielki bałagan!". 

Dziewięć dni temu malowałam swój pokój z fioletowego na biały. Myślałam sobie- spoko, mam dużo farby, a na razie reflektuję się jedynie na dwie ściany, w tym jedna z wielkim oknem, więc starczy mi na pewno! Poświęcę jeden dzień i będę miała pięknie ♥ Nie, moi mili- tak to nie działa. Życie nie jest takie proste. Farby dobrej miałam za mało, a niedobra tak mnie wkurzała, że nie chciałam mieć z nią nic do czynienia. Pamiętacie jak przez cały wegański miesiąc wybierałam się do sklepu ze zdrową żywnością? Tym razem było całkiem podobnie. Mówiłam sobie, że pójdę po farbę, że kupię... nic z tego ^^ Na szczęście ludzie dbają o mnie bardziej niż ja sama- więc wczoraj dostałam porcję potrzebnej mi farby pod sam dom... w sumie to w sam dom, bo znalazłam ją już odebraną na korytarzu. Pierwsza w nocy- czas zacząć malować :D Nie jest jeszcze idealnie i będę musiała malować jeszcze kilkoma warstwami, ale na zdjęciu wygląda perfekcyjnie (no musicie to przyznać). 

Z racji tego, że zrobiłam właśnie coś pierwszy raz w życiu postanowiłam napisać kilka postów na ten temat, a co- nawet na taki temat można pisać interesujące i wspaniałe rzeczy. Serio! ^^ Będzie o farbach, będzie o poziomie trudności i o tym, czy jasny kolor powiększył mi pokój. Kilka postów z perspektywy dziewczyny, która jest spanikowana kiedy do wałka przykleja jej się stara farba i odłazi od ściany. To będą posty typowo dla dziewczyn, tak mi się wydaje. A propos!  Wiecie, zawsze myślałam, że ten blog odwiedzają tylko dziewczyny, ale przecież wiedziałam, że chłopaków jest tu o wiele więcej, tylko są cicho i się nie odzywają. Takie cwaniaczki ^^ 


Babka zrobiona? :D
Buziaki! :*

wtorek, 22 marca 2016

Ed Stafford. Poza cywilizacją

Hejka! 
Płakaliście mi, że się lenie, że nic nie dodaję, że nie taka była umowa... ale mogę Was zapewnić, że ostatnia rzecz jaką robię, to lenię się. Okey- w niedzielę nie zrobiłam totalnie nic, tak, mogę się tym pochwalić. Poza tym w poniedziałek postanowiłam wyłączyć wszystko i iść wcześniej spać. Tak. Macie racje- niewybaczalne. A tak na serio- jutro jest ostatni dzień szkoły, więc przez tydzień notki powinny pojawiać się regularnie, ale wiecie jak to jest: ja, święta i komputer niezbyt ze sobą współgrają. W każdym razie lubię pisać codziennie i gdybym tylko miała na to czas i siły to robiłabym to całodobowo każdego dnia, serio ^^

Dzisiaj pięć słów, bo jest już chwila po północy, a ja jeszcze mam do zrobienia naprawdę dużo rzeczy- jeżeli dzisiaj zasnę chociaż na godzinkę, to będzie naprawdę wspaniale! ♥ 
Wczoraj skończyłam książkę, która od pierwszej chwili zawładnęła moim sercem. Jestem naprawdę wielką miłośniczką podróży. Jednak dla mnie wyjechanie samej na tydzień do Wrocławia jest największym aktem szaleństwa... także chyba nie mam co się odzywać ^^ Wyobrażacie sobie mnie na bezludnej wyspie spokojnie śpiącej podczas, gdy przez całą noc chodziłyby po mnie małe szczurki? Tak... ja też nie ^^ 

Wiecie, na początku myślałam, że jak napiszę Wam tę notę, to będę pierwszą osobą, która poinformuje Was o tak odważnym człowieku, ale już pierwsza próba powiedzenia komuś o niesamowitej książce jaka trafiła do moich rąk skończyła się komentarzem: "O wow! Znam jego program na pamięć". Okey, uznałam, że trafiłam na człowieka, którego zaszokować nie zdarzyło mi się nigdy, więc próbowałam dalej i dalej bez skutku. Ed Stafford jest znany chyba każdemu człowiekowi świata- pomijając oczywiście mnie, na szczęście jedynie do poprzedniego tygodnia. 
Teraz moja notka stoi pod znakiem zapytania- czy komukolwiek trzeba tłumaczyć o co chodzi? Zapewne Wy również oglądaliście na Discovery Channel poczynania tego mężczyzny. Mimo wszystko- zaryzykuję. Może ktoś z Was jednak z mojego bloga dowie się o takiej postaci ^^

Ed Stafford postanowił przeżyć na bezludnej wyspie sześćdziesiąt dni. Wyrzucony na wyspę nie posiadał przy sobie niczego- nawet ubrania. Wyposażony został jedynie w kamery i aparaty (jedynie... chciałabym tak być jedynie wyposażona eh ^^) do nagrywania materiałów, które później w formie programu podzielonego na odcinki miał być wypuszczony do telewizji. Mężczyzna miał sześćdziesiąt dni na poradzenie sobie ze znajdowaniem pokarmu, z problemem zimna w nocy, brakiem szałasu, wody, odzieży oraz przede wszystkim musiał poradzić sobie z brakiem jakiegokolwiek człowieka blisko siebie.

Książka jest napisana rewelacyjnie! Opisany został każdy dzień i chociaż na początku notki może troszkę ubolewałam nad tym, że nie znałam tego człowieka wcześniej, to po głębszym zastanowieniu z całą pewnością mogę stwierdzić, że bardzo się cieszę, że najpierw trafiłam na spisany pamiętnik! ♥ Oczywiście, w najbliższej przyszłości mam zamiar sięgnąć po wszystkie odcinki Poza cywilizacją jednak możliwość poznania wcześniej tak intymnie człowieka, którego później będę widziała jedynie kilka minut na ekranie jest nieziemsko fantastyczna! :) Żyjemy w czasach, w których zupełnie już nas nie dziwi kłamstwo zawarte w programach telewizyjnych. Swoją drogą, z przyjemnością godziny się na niektóre zakłamania. Już w podświadomości mamy zakodowane co zaciekawi widza, a co niekoniecznie. Papier przyjmie wszystko. Karta pamięci w kamerze niekoniecznie. Wydaje mi się, że nawet jeżeli ktoś oglądał wszystkie odcinki po dziesięć razy, a w domu na najcenniejszej półce ma całą serie DVD, to mimo wszystko może być zaszokowany czytając to wszystko, co zostało spisane. Ed otwiera się tutaj maksymalnie, spisuje wszystko w wielkiej szczerości. Udostępnia ludziom swego rodzaju pamiętnik i robi to w rewelacyjny sposób!

Ja jestem zauroczona, chociaż mimo wszystko wyczuwam, że moje nastawienie do poziomy szaleństwa wycieczkowego w swoim życiu nie zmienię w najbliższej przyszłości ^^ Czasami coś czytam/słyszę/widzę i myślę sobie: "jej, też tak chcę!". Idealnym przykładem są ludzie z Na nowej drodze życia - mogłabym czerpać z ich życia garściami. Chciałabym, aby moje życie kiedyś wyglądało właśnie tak. Pomimo młodego wieku spełniają w dwójkę swoje marzenia. Są młodym małżeństwem, które z każdym dniem pogłębia swoją miłość do siebie i do Boga. Zwiedzają cały świat i są mega szczęśliwi- kto by tak nie chciał?! Ja bym chciała bardzoooo! Ale żeby tak wyjeżdżać na bezludną wyspę i z własnej woli codziennie popadać w depresję? Moja pierwsza myśl była: "e, spoko. Przynajmniej bym odpoczęła. Słoneczko, kokosy, słoneczka, morze mmm- wspaniale"- no to ten tego, wiadomo czemu nigdy nie mogłabym znaleźć się na miejscu Stafforda. Przez całe sześćdziesiąt dni praktycznie ani na chwilę nie miał chwili wolnego. Musiał walczyć o swoje życie. Nie mógł zapominać o odpowiednim nawodnieniu, jedzeniu, spaniu i innych podstawowych- całkowicie naturalnych- czynnościach. Chociaż biorąc się z książkę gdzieś z tyłu głowy chodziły mi myśli: "jej, tak bardzo chcę mieć tak jak on!"- to po pierwszym rozdziale zupełnie zmieniłam zdanie. Nawet gdybym miła dostać za to pięć domów z basenem, nie zgodziłabym się na to nigdy- z jednego prostego powodu... co mi po pięciu domach z basenem, kiedy na wyspie nie przetrwałabym nawet jednego dnia?^^

Jeszcze tak szybciutko na temat okładki- rewelacyjna! Aż miło mi się ją otwierało w autobusie, czy pociągu. Wiedziałam, że mocno przykuwa uwagę, że jest bardzo charakterystyczna i bardzo zachęcająca. Chciałam żeby ludzie na nią patrzyli, zapamiętywali tytuł i po powrocie do domu sami po nią sięgali :) Całe wydanie wydaje mi się bardzo właściwe i prawidłowe. 

Jak widzicie- jestem zachwycona. Bardzo gorąco polecam! ♥ Nie wiem, czy należycie do osób, które traktują wielkanocnego króliczka jak św. Mikołaja (ja to tych osób nigdy się nie zaliczałam... chociaż kinder niespodzianka zawsze czeka na mnie z samego rana ^^), ale jeżeli tak- to polecam zakupić na prezent dla każdego. Chyba ze świecą szukać kogoś, kto nie byłby zainteresowany tematem jaki jest tam poruszony! ;)


Lecę, buziaki! :*

czwartek, 17 marca 2016

malowanie

Hejka! :)
Dzisiaj przy pięknym słońcu zdecydowałam się wreszcie pomalować moje fioletowe ściany, które już mi całkowicie nie pasowały do mojego wnętrza.... ale wiecie co, kiedy takwyniosłam wszystkie meble, podniosłam żaluzje i wpadło mnóstwo słońca i moja ściana się tak rozjaśniła i było tak pięknie i pomyślałam, że kurcze- szkoda. Może lepiej zostawić, bo przecież taka piękna i cudowna, ale nie- wiedziałam, że to tylko chwilowa nowa fascynacja starym kolorem i że kiedy znów przytargam meble nie będzie mi się podobało. Także na początku wzięłam się za tą mniejszą część przy oknie w nadziei, że może kiedy zrobię ją wróci mi chęć pomalowania również tej dużej na biało... niestety taki moment nie nadszedł i musiałam się zmusić do tego kroku, ale było warto. Jej jeszcze czeka mnie mnóstwo pracy przy zakrywaniu tego fioletowego koloru, ale jej- jestem taka szczęśliwa ♥ Na razie robię tylko dwie ściany, a dwie zostawiam beżowe- ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości zrobię również je. W każdym razie- Karolina i jej fioletowy blog już nie będą aż tak bardzo fioletowe... chociaż w sumie nigdy nie wstawiałam tutaj zdjęć na tych ścianach- bardziej preferowałam te jasne ściany, wygląda to zawsze bardziej profesjonalnie. Teraz nie będę miała zbyt dużego wyboru- chyba, że między białym lub beżowym, który na zdjęciach i tak wygląda na biały ^^

No to dzisiaj tyle. Cieszcie się moim szczęściem, bo ja jestem radosna w stu procentach! :D Także tak. Uwielbiam bardzo moje życie, wiecie? Dzisiaj mi się serce raduje każdą chwilą ♥ Jej, Chwała Panu, że mnie tak motywuje do czasami niezbyt wygodnych dla mnie rzeczy ;D


Buziaki! :*

środa, 16 marca 2016

Heretyczka

Hejka! :)
Uwielbiam książki, które tak silnie zapadają mi w pamięci, że nie sposób o nich zapomnieć, nie przywoływać ich w każdym możliwym momencie w każdej rozmowie. Uwielbiam te momenty, kiedy mogę powiedzieć: "No właśnie! Ostatnio czytałam taką wspaniałą książkę i tam była podobna sytuacja..". No wiecie, teraz kiedy w końcu znów na stałe wpuściłam Boga do swojego serca (i nawet jeśli jeszcze nie odczuwam fajerwerków, to już cieszę się faktem, ze kiedyś ten moment nastąpi), znów wróciłam do zauważania Go w każdym możliwym miejscu, w każdej nawet najprostszej chwili- jej, ale wtedy jest łatwo i wspaniale. Taki przyjaciel, który zawsze ma dla Ciebie czas, który nie pisze w tym roku matury lub nie pracuje gdzieś daleko i nie musi wcześnie chodzić spać jest wybawieniem, serio! 

Cieszę się, że premiera Heteryczki była dopiero niedawno, że to w tym dobrym już momencie mogłam po nią sięgnąć. Pamiętacie jak jakiś czas temu czytała książkę, która w moim sercu wywołała wielki harmider? Wybór Jasmin KLIK to był mój pierwszy krok w literaturze do zapoznania się z religią islamu i sytuacją muzułmanek. Kiedy odkryłam, że Ayaan Hirsi Ali wydała swoją kolejną książkę postanowiłam, że koniecznie muszę się z nią zapoznać.

Spodziewałam się, że będzie zupełnie inna. Tak naprawdę nie umiem jej nawet nazwać. Przez połowę książki autorka tak gmatwała, cały czas wychodziła o jeden temat za daleko, robiła wtrącenia i chyba chciała swoimi dziwnymi zabiegami sprawić, aby książka była w pewien sposób luźniejsza i łatwiejsza do przejścia. Cóż, przynajmniej w moim przypadku uzyskała zupełnie inny efekt. Nagle BUM! przestaje wtrącać swoje trzy grosze i daje jedynie suche naukowe treści. Nagle z nudzących notatek kobiety książka zamieniła się w wieloletnią, dobrze zbadaną pracę nad jednym problemem. Moja irytacja uzyskała poziom najwyższy...

Jednak jeżeli po przeczytaniu tego jednego wersu wydaje Wam się, że już możecie stwierdzić, że Heteryczka nie przypadła do gustu autorce fioletowego-serca, to grubo się mylicie. Pomijając okropny styl, na jaki postawiła Ayaan Hirsi Ali książka jest naprawdę dobra- przynajmniej dla tych, którzy nie wiedzą zbyt dużo na temat religii islamu (tak jak ja)... a wydaje mi się, że nie wie o niej naprawdę dużo ludzi, ponieważ każdemu komu o niej opowiadam jest w wielkim szoku na niektóre ciekawostki. Widząc ostatnią kropkę w książce wiedziałam, że dostałam to czego chciałam. Dowiedziałam się wielu przedziwnych rzeczy na temat, na który chciałam znać odpowiedz. 

Tylko nie wiem jak ocenić tę książkę ponieważ zapewne gdybym chciała te same informacje znalazłabym w internecie lub innych książkach charakteryzujących islam. Wiem, że Ayaan Hirsi Ali miała inny cel w pisaniu tej książki, ale jej punkty dzięki którym muzułmanki miały żyć lepiej irytowały mnie. Te same pięć punktów było powtarzane przez całą książkę i jak dla mnie były tak bardzo ogólnikowe i nic nie wnoszące, że zupełnie jestem na nie. Także czy czytać? Ja nie żałuję, ale równie dobrze możecie to znaleźć w Koranie, czy Internecie. No chyba, że chcecie poznać te dziwne przyszłościowe reformy, które chciałaby wprowadzić autorka książek- wtedy polecam :)

I słówko o okładce- całkiem przyjemna! :) Dobry odcień zielonego.


buziaki! :*

wtorek, 15 marca 2016

14 dni po diecie wegańskiej



Hejka! :)
Tak jak wspominałam pod koniec lutego- mięsożerca zostaje, ale w trochę zmienionej wersji. Jeszcze na początku miesiąca wzięłam się za zdjęcia, ale niestety miałam tak mało czasu ze światłem, że znów wyszły poruszone i nie takie jakich oczekiwałam- na tym moim wyświetlaczu zawsze to wszystko wygląda tysiąc razy lepiej. No ale dzisiaj nie o tym. Chociaż prawdopodobnie grafiki będę zmieniać raz na miesiąc lub troszkę rzadziej. Macie propozycję na jakiś nowy owoc lub warzywo? Por jednak w żadnym procencie nie okazał się oryginalny, bo po mojej, niepublikowanej, ale już zrobionej, sesji na następny dzień Eryk wstawił swoje zdjęcie z tym warzywem na Instagrama. No ale jeżeli mam mieć takie samej pomysły jak autor mojego ulubionego wegańskiego bloga, to bez problemu się na to zgadzam! :D

Dzisiaj w ramach nowych grafik i nowego zielonego koloru przewodniego opowiem Wam co nie co o moich piętnastu dniach od końca diety wegańskiej. Czy rzeczywiście nastąpił koniec? Czy wcinam mięso codziennie kilogramami? Czy coś mi się pozmieniało w głowie? Jaki jest mój stosunek do tego wszystkiego?


Na wstępie od razu zaznaczę, że weganką już nie jestem. Chciałam sama dla siebie wytrzymać jeszcze miesiąc, ale okazało się to arcytrudne. Wydawało mi się, że wydarzenie na fejsie to nie jakaś wielce zobowiązująca decyzja i nie zmieni to niczego w moim postępowaniu. Przecież to, że się na to zdecydowałam i w tym trwałam było jedynie moim samozaparciem. Tak mi się wydawało, jednak prawda była zupełnie inna. Na diecie wegańskiej w marcu wytrzymałam jeszcze pięć dni. Przyjechali znajomi i moja mama zrobiła moje ulubione jedzenie z twarogiem (jedynie twarogiem). Zapierałam się, że nie zjem. Wyszłam z domu coś załatwić, ale kiedy wracałam już na klatce pachniało mi znaną potrawą. Weszłam do domu i chociaż w głowie miałam: "Karolina, przestań. Dasz radę" to jednak nie zdejmując płaszcza ani butów zapytałam w wejściu mamy, czy może coś jeszcze zostało. Zostało. Wzięłam i uwierzcie, że bałam się to zjeść, ale bardzo chciałam. Bałam się tego smaku, bałam się, że w głowie już mi się tak pozmieniało, że mając to w buzi będę miała jakieś tragiczne sceny traktowania zwierząt przez człowieka. Uznałam, że jestem żałosna i przecież ponad osiemnaście lat jadłam mięso i nic się nie stanie. Zjadłam i było przepyszne. Uznałam, że jedno i więcej nie będę jeść nadal, że to taki wyjątek. Oczywiście, że nie. Nigdy nie ma takich wyjątków. Następnego dnia zjadłam jakąś czekoladę, później coś innego no i oczywiście wróciłam do moich ukochanych serków wiejskich. Przestałam zwracać uwagę na pieczywo- po prostu brałam to na które miałam ochotę. 

Okey, mamy piętnasty marca. Od czternastu dni, czyli równych dwóch tygodni, mogę jeść mięso. Czy robię to? Pewien Oskar, który uczy mnie życia, powiedział, że twaróg to nie mięso, także z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie- nie jem mięsa. Aktualnie moja dieta wygląda jak ta wegetariańska, ale już nie mam zamiaru nazywać się jakkolwiek. Nie jem mięsa. Zdarza mi się jeść żelki. Na razie ograniczyłam wszystko co odzwierzęce na kanapki. Jem mnóstwo warzywa na obiad i nadal jaram się każdym przepisem wegańskim. Tylko oficjalnie nie mogę już nazywać się osobą niejedzącą produktów odzwierzęcych ponieważ chociaż zwracam na to nadal uwagę przynajmniej jeden produkt w moim zakupowym koszyku zawiera mleko. 

Czy jestem szczęśliwa, że wróciłam do jedzenia nabiału? Tu właśnie poznacie (zapewne nie pierwszy raz) absurdalność Karoliny. Płakałam Wam, że bardzo nie chcę być weganką, chcę jeść mięso, a teraz nagle czuję dyskomfort kiedy muszę Wam powiedzieć, że już nie jestem kimś kto odmawia sobie nabiału. Pewnie, to pójście na łatwiznę. Skoro chciałam jeszcze wytrzymać miesiąc, to czuję, że gdzieś tam przegrałam z samą sobą. Jednak ograniczam, a mięsa nie jem nadal- a o to mi przede wszystkim od połowy lutego chodziło. Także czuję się mniej więcej usprawiedliwiona.

Co z mięsem? Chcę wrócić. Tylko na razie nie miałam możliwości zjedzenia go. W domu już przywykłam do potraw bez mięsa (to o wiele łatwiejsze niż wyzbycie się wszystkich potraw z mleka!) na mieście jeszcze nie jadłam- pomijając uroczysty obiad po chrzcinach, na który w lutym już zgłosiłam chęć wegańskich potraw. U babci na obiedzie jeszcze nie byłam, a sądzę, że to właśnie tam się złamię. Na razie mięso nie jest mi do niczego potrzebne i cieszę się, że z niego nie korzystam. Nawet jeżeli wrócę, to chcę, aby to mięso pojawiało się max dwa razy w tygodniu, a nie wciąż- jak miałam to w zwyczaju do tej pory. Oczywiście, nie popadnę w absurd wyliczania W tym tygodniu dwa razy już zjadłam, to już więcej nie mogę. Podejdę do tego normalnie. Przynajmniej na razie mam taki plan, ale wiadomo jak to z planami bywa. Może kiedy poczuję już, że nic złego się nie dzieje kiedy jem kotleta- to nie będę miała oporów przed powrotem do swojej poprzedniej, pierwotnej wersji odżywiania.

Musicie wiedzieć, że jeżeli przejdziecie na weganizm nawet na miesiąc, to coś tam Wam w głowie przynajmniej na chwilę zostanie. Przez większość swojego życia nie rozumiałam ludzi, którzy przez lata byli wegetarianami, ale chcieli wrócić do jedzenia mięsa tylko, że nie potrafili. Chcesz? Czemu nie potrafisz? Już wiem. To bardzo zmienia nastawienie człowieka to mięsa i tym wszystkim co za tym stoi. Oczywiście, jeżeli bardzo będzie się chciało wrócić, to problem staje się mniejszy, ale mimo wszystko nadal jest. Ja nie wyobrażam sobie, że w najbliższych dniach zjem kotleta. Tak, wiem, że robiłam to całe życie, ale nagle o tym zapomniałam. Prawdopodobnie przejdzie mi do świąt, wtedy dam Wam znać co i jak. Na razie jestem ciekawa Waszej opinii. 

Buziaki! :*

poniedziałek, 14 marca 2016

no hej

Hejka! :)
Czy u Was też tak okropnie pada cały dzień? To strasznie demotywujące, tym bardziej jak jest cały dzień ciemno. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- wróciłam do domu ze szkoły i zrobiłam super dużo rzeczy, które czekały na mnie od kilku dni. Nigdy nie sądziłam, że siedzenie przy biurku będzie mi sprawiało tyle radości, ale to chyba to wyprzedzanie teraźniejszości i świadomość, że w kwietniu to będę miała w tym pokoju świeżo, pięknie i tak jak chciałam mieć za kilka lat. Wooow! Cudownie! ♥ Oczywiście jak już wszystko będzie gotowe to Wam pokażę... ale przede mną jeszcze długa droga- bardzo fajna droga. Ostatnio doszłam do wniosku, że najwięcej radości sprawia mi kompletowanie pokoju. Kiedy już osiągam ten efekt, którego pożądałam mimowolnie od razu mam w głowie kolejny pomysł do realizacji i chcę wszystko zmieniać. Tylko zazwyczaj dział się to z tego co miałam i chociaż wyglądało zupełnie inaczej, to nie zmieniałam aż tak wiele- zawsze ten sam kolor ścian, zawsze te same meble... a teraz będzie inaczej! Wiem, że pewnie moje tygodniowe nieodzywanie się i gadanie o pokoju- jeszcze w tak niepełnych informacjach- nie jest niczym super, ale obiecuję, że od jutra posty będą już bardzo ciekawe i fajne! Mam kilka pomysłów. Czas też będę musiała znaleźć. Będzie dobrze! :D Dzisiaj tyle... ostatnio narzekałam, że piszę zbyt długie posty- to dzisiaj jest króciutki :)


Buziaki! :*

sobota, 12 marca 2016

zmiany zmiany zmiany

Hejka! :)
Miałam jakąś małą niewyjaśnioną blokadę w pisaniu notek, ale dzisiaj już mam taki temat, że musiałam do Was napisać. Wczoraj byłam w Poznaniu na Targach Mebli. Jechałam tam ze świadomością, że nie będzie nic ciekawego, że będą same masowe meble nastawione jedynie na zysk, a nie na wartość designerską. Oryginalny design? Nie ma opcji, nie tego tam szukam. W Poznaniu dostali informację, że w pewnie meble nie będą nas interesowały, więc możemy od razu przejść do hali pięć... Nie jestem za bardzo ogarniętą osobą i jeżeli już w pierwszym boksie widzę fantastyczny fotel w kwiaty, to wydaje mi się, że mogę umrzeć podczas wynoszenia go z zaaranżowanego wnętrza, bo taka śmierć to spełnienie marzeń ^^ No i chodziłam sobie po tych wszystkich pomieszczeniach. Zachwycałam się. Robiłam zdjęcia i myślałam sobie, że mając wielki dom kupię wielki na prawie trzy metry stół, który rozkłada się tak naprawdę jednym palcem. Zainwestuję w piękne krzesła, stoły, biurka, lampy. Kiedy wreszcie uznałam, że zwiedziłam wszystko wróciłam do miejsca początkowego. Wszyscy pytali, czy aby na pewno odwiedziłam piątkę, bo tam jest najlepiej- moja odpowiedz była oczywiście twierdząca... aż do czasu. Na szczęście dostałam gratisowy czas i mogłam szybko pobiec do tego designerskiego miejsca (bo oczywiście oszukałam rzeczywistość i wcale tam nie byłam!). Myślałam, że wcześniej w tych wnętrzach było pięknie.... ale nie. Płakałam, że nie będzie designu i nagle dostałam go w czystej postaci. Były stoiska z samymi (pięknymi) fotelami, lampami lub stołami. Było najpiękniej! Niestety mając piętnaście minut na obskoczenie wszystkiego- zdążyłam zrobić jedynie zdjęcia tego co wpadło mi w oko i zabrania wszystkich możliwych katalogów, aby później obejrzeć je w domu. 

Do mojego wspaniałego, elbląskiego pokoju wróciłam późno w nocy, więc nie patrzyłam już totalnie na nic. Dzisiaj wstałam o ósmej rano, popatrzyłam na sufit- wszystko pięknie. Później popatrzyłam na fioletową ścianę i uznałam, że mam dość. 
Po pierwsze: jestem już w 100% przekonana, że maluję ściany na biało! Dosyć mam tego fioletowego szaleństwa. Jak będą białe ściany, to już nie będzie takiego rozgardiaszu i będzie spokojniej i piękniej ♥ A białe ściany zawsze łatwiej pomalować na kolor, więc spoko. Chociaż myślę, że przez rok się nie znudzę. 
Po drugie: nie minął miesiąc od skończenia mojej leśnej serii, a ja już z niej zrezygnowałam- widzicie, właśnie dlatego nigdy nie pokazałam Wam mojego skończonego pokoju- takie słowo w moim życiu nie istnieje! ^^  Dzisiaj mój kolega stwierdził, że jak już będę miała własne mieszkanie, to będę tam zmieniać wszystko na okrągło... mhy, wydaje mi się, że nie. Aktualnie muszę wszystkie swoje inspiracje kuchenne, salonowe, sypialniane, itp zawrzeć w jednym małym pokoiku- przy całym własnym mieszkaniu będę miała o wiele łatwiej. Myślę, że nie będzie tak źle ^^ 
Po trzecie: wywaliłam ze swojego pokoju wszystkie meble! Pozbyłam się IKEI w 90%!!!♥ zostawiając jedynie łóżko. 
Po czwarte: zamawiam krzesło, które postanowiłam kupić jak już będę dorosła i będę miała dorosłe życie we własnym mieszkaniu. Plany mi się trochę pozmieniały i postanowiłam, że nie będę czekać, bo jak poczekam to nie kupię nigdy. Zamawiam piękne biurko (jeszcze nie wybrałam, ale cały czas szukam), czaicie?! Biurko ze swojego pokoju wyniosłam już jakieś cztery lata temu i postanowiłam że nigdy do niego nie wrócę... no ale cóż- nastawienie do życia czasami ulega zmianie! :D

Tak jak wspomniałam- na razie krzesło i biurko dopiero zamawiam, więc z piwnicy przyniosłam moje stare w komiks ( jej, pamiętacie je? Często fotografowałam różne rzeczy na nim, bo wydawało mi się to takie fajne. fuj ^^). I na razie jest przedziwnie, ale ja już w głowie widzę, że będzie pięknie! :) Także tak. Na dzisiaj to tyle. Zostawiam Was jedynie z informacją, że warto jechać na targi poznańskie za rok! Mega inspirujące! ♥


Buziaki! :*

wtorek, 8 marca 2016

Wtorek


Hejka! :)
Dzisiaj miałam w planach napisać dla Was notkę o najświeższych i najcudowniejszych premierach polskich płyt tego roku tj. do kwietnia. Już nawet zaczęłam zbierać materiały, ale w pewnym momencie uznałam, że taka notka nie do końca miałaby sens, kiedy nie posiadam ich w rękach i nie mogę nic więcej powiedzieć prócz dat premier. Dlaczego usunęłam wszystkie otwarte karty i wzięłam zdjęcie z dzisiaj robione telefonem. Postanowiłam, że napiszę coś zupełnie nieinteresującego od siebie. Tylko w momencie kiedy zaczęłam pisać, nie wiedziałam za bardzo co o czym i jak. Aktualnie moją głowę zaprząta najwspanialsza informacja mojego życia i w ogóle tak sobie myślę, że czas do lipca zleci mi w zawrotnym tempie. Także tak! Wiedźcie, że jestem przeszczęśliwa i w ogóle już nic nie potrzebuję więcej! ♥ 

Z racji tego, że moja głowa nie jest dzisiaj zdecydowanie przystosowana do racjonalnego myślenia, to jednak napiszę Wam o tych premierach płyt. Na tym się będę mogła przynajmniej skupić i dotrwam do końca. Wybrałam gorącą dziesiątkę polskich wykonawców. Nie wszystkie albumy posiadają jeszcze swoje okładki, także wybaczcie jeżeli któraś informacja pojawi się bez graficznego przedstawienia. W niezapomnieniu o żadnej ważnej dla mnie płycie pomogła mi strona datapremiery.pl - mega przydatna strona! Dzisiaj na nią trafiłam i zakochałam się do tego stopnia, że zostaję na dłużej :D Kolejność, standardowo,  nie ma żadnego znaczenia.


1. Bovska Kaktus - wydaje mi się, że cała Polska jednego dnia zaczęła słuchać Kaktusa to był jakiś szał. Wszyscy nagle jednego dnia zaczęli się zachwycać, zapraszać do wywiadów, do robienia ścieżek muzycznych do filmów itp. Dosyć oczywistym było, że wytwórnie zaczną się ścigać o podpisanie kontraktu na płytę. No i stało się: 11 marca 2016 r. odbędzie się premiera płyty, ale już teraz możecie ją zamawiać na wielu stronach. Niestety, widziałam środek. Nie będę już miała wielkiej niespodzianki, ale rzeczywiście wydaje się bardzo klimatyczna, z duszą. Zamierzam zrobić większe płytowe zakupy- ta niewątpliwie jako jedna z pierwszych trafi do koszyka! ♥

2. Ania Dąbrowska Dla naiwnych marzycieli - nie wiem jak to się dzieje ze niektóre premiery przechodzą obok mnie tak bardzo niezauważone, ale to jest jeden z tych przykładów. Ania Dąbrowska i jej singiel Nieprawda jest fenomenalny, a ja myśląc, że odkryłam go jako jedna z pierwszych później dopiero zostałam sprowadzona na ziemię, że nie- że premierę singiel miał już w listopadzie. Płyta jest już na Spotify (bardzo tego nie lubię, kiedy polska muzyka jest cała udostępniona w internecie. Bardzo często, kiedy nie wiem czy to okaże się dobre- słucham jej. Podoba mi się no i cóż... nie lubię kupować płyt, które znam już na pamięć), więc czy kupię? Bardzo bym chciała, ale nie wiem czy nie wybiorę tym razem tej internetowej wersji... Premiera: 4 marca 2016 r. 

3. Luxtorpeda Mywaswynas - strasznie mnie to dziwi, że ten zespół znalazł się w moim zestawieniu "naj". Oczywiście- bardzo lubię słuchać i już chyba z cztery razy kupowałam bilety, ale za każdym razem coś mi wypadało w życiu, że nie mogłam jechać. Nigdy żadną płytą w 100% się nie zainteresowałam, ale tej jestem ciekawa. Zobaczymy co i jak :) Premiera 1 kwietnia 2016 r.

4. Kortez Minialbum - o Bumerangu pisałam TUTAJ. Wszystko mi się w niej zgadzało. Zaczynając od okładki, poprzez każde słowo każdej piosenki, kończąc na rewelacyjnej wrażliwości artysty... no i nagle wychodzi coś nowego, coś świeżego, ale tak naprawdę dalej wałkującego ten sam temat. Nie lubię odgrzewanych kotletów. Nie wiem, czy naprawdę to miało sens. Nie lepiej było poczekać z nowymi pięcioma piosenkami na kolejną płytę? Informacja: "Kortez wydaje nową płytę!" byłaby lepsza, niż: " Wychodzi poszerzona o pięć kawałków stara płyta Korteza". Mimo wszystko- chociaż wiem, że nie kupię, to jestem bardzo ciekawa, co w tym- już trzecim, o litości!!!!- albumie się pojawi. Premiera 11 marca 2016 r.

5. Julia Marcell Proxy - nie powiem, że jakoś się zachwycam twórczością Julii. Byłam raz na jej koncercie i było okey, ale bez fajerwerków. Bardzo lubię jej polskie piosenki, to prawda. Ostatnio trafiłam na youtube na jej piosenkę pt. Tarantino. Szczerze mówiąc weszłam tam jedynie ze względu na to nazwisko. Wyczekiwałam jakiegoś nawiązania... i się doczekałam dwóch słów o tym, no ale nie ważne. Kiedy wsłuchujesz się w tekst, to jest okropnie, ale jak już zapomnisz o patrzeniu na okładkę płyty oraz na czytanie teksty, to jest bardzo przyjemnie :) Fajne jest to, że album zawiera jedynie polskie piosenki... ale dlaczego jest ich tylko osiem? O.o Jednak mimo wszystko w najbliższej przyszłości zdecyduję się na posiadanie jej w swoim domu. Myślę, że to będzie baaaaardzo dobre! :) Premiera 11 marca 2016 r.

6. Rebeka Davos - uwielbiam ten zespół i tak strasznie się cieszę, że sobie radzą w tym muzycznym światku, że robią coś naprawdę dobrego! ♥ Pierwsza płyta to objawienie, uwielbiam słuchać dniami i nocami, bo zawsze jest na nią dobra pora. Myślę, że z drugą będzie jeszcze lepiej... chociaż okładka podoba mi się o wiele bardziej ta pierwsza. Mimo wszystko- mam nadzieję, że to jedyna wpadka i środek będzie zadowalający :) Premiera 18 marca 2016 r.

7. Maria Peszek Karabin - płytę posiadam i więcej o niej TUTAJ Premiera 26 lutego 2016 r.

8. Monika Brodka Clashes - jestem baaaardzo ciekawa co tam się pojawi. Jestem nawet niesamowicie ciekawa okładki do płyty. Ciekawe jak to będzie i na pewno będę nią zainteresowana! Na Grandę obudziłam się za późno i w pewnym momencie nie było już sensu jej kupować. Trochę żałuję, bo wiadomo- teraz już jej nie będę kupować, a jak mam ochotę i muszę słuchać jej w internecie, to jest jakoś tak nieciekawie :( Premiera 13 maja 2016 r.

9. Soniamiki Federico - wspominałam o niej już w muzycznej siódemce. Bardzo czekam, bo jestem przekonana, że będzie wybitne. Mam jednak nadzieję, że Zosia zajmie się oprawą graficzną, bo jest w tym wspaniała. Mam nadzieję, że nie odda tego w ręce wytwórni, która pozbawi tego wszystkiego duszy. Mocno trzymam kciuki i czekam na premierę. Murowany mój zakup! :D Premiera 8 kwietnia 2016 r.

10. HEY Błysk - kolejność nie miała mieć znaczenia, ale HEY- moja miłość- musiało zostać wyróżnione. Tak bardzo moje serce podskoczyło z radości na wieść, że będzie nowe! Nie muszę słuchać ani jednej piosenki, czytać jakiejkolwiek recenzji, oglądać jakiegokolwiek teledysku, czy wywiadu. Oczywiście, będę to robić- ale dopiero po tym jak kupię płytę i sama nacieszę się byciem z nowym Hey! ♥ Tak bardzo super czekam, że nawet sobie nie zdajecie sprawy, a do premiery jeszcze mnóstwo czasu, bo ukażę się dopiero (prawdopodobnie) w kwietniu, a jak z Brodką mogę czekać nawet do połowy maja... to tutaj jest mi bardzo ciężko. Jednak istnieje możliwość bycia na koncercie przed płytą PrzedBrzask, ale chyba nie za bardzo mnie to przekonuje. Wolę być sama z tak dobrą muzyką. Zapoznać się z nią sama i dopiero później jechać na koncert (bo pojadę na pewno! )

No ty tyle! :)
buziaki!;*
A wszystkim Kobietom czytającym mojego bloga wysyłam wielkiego buziaka i tysiące tulipanów! :)

poniedziałek, 7 marca 2016

10. RECENZJA PODSTAWOWYCH OHYDNYCH RZECZY WEGAN


Hejka! :)
Nadszedł dzień, w którym czas pożegnać się z mięsnymi grafikami. Jednak, jak już wspominałam, mięsożerca się nie kończy i będzie nadal- ale bardzo odświeżony i moim zdaniem bardzo fajny. Już nie mam siły patrzeć na te zdjęcia z pożeraniem mięsa. Eh, za szybko mi się wszystko nudzi- to mój podstawowy życiowy błąd, ale dzisiaj nie o tym. Wybiło dawno po dwudziestej drugiej. Nie, nie zasypiam jak grzeczna dziewczynka, nie ma co się łudzić- nie ma nawet opcji żebym kiedykolwiek wyrobiła się po szkole ze wszystkim do tak wczesnej pory. Tym bardziej, że po szkole jestem naprawdę padnięta i dzisiaj jak zabita padłam już w autobusie, a później jeszcze na kilka godzin w domu. Także moje późniejsze spanie może troszkę się tłumaczy? Idę zaparzyć zieloną herbatę i biorę się za dłuuuugi post. Ostatni i bardzo przeze mnie wyczekiwany. 


Nie zapominajmy, że w mięsożercy obalam mity. To, że widzicie w temacie słowo ohydne! nie oznacza, że wystarczy teraz tylko przelecieć zdjęcia i dowiedzieć się czego lepiej nie ruszać w normalnej diecie. Nie, chociaż kilka rzeczy rzeczywiście nie przypadło mi do gustu, ale przecież nie musiało- nie wszystko odzwierzęce również lubiłam. Pierwsze szablonowe punkty notki napisałam jeszcze na początku lutego, kiedy niczego nie znałam i jeszcze ze świeżością wchodziłam w dietę wegańską. Moją ciekawość wzbudzało przede wszystkim tofu- o co chodzi? Czemu zastępuje wszystko? Jak to smakuje? Jajko? Mięso? Ale jak?! Milion pytań bez odpowiedzi... do czasu :D Oczywiście na sprawdzenie poszło również mleko roślinne no i kotlety sojowe, które niby smakują jak prawdziwe. Przyznam szczerze, że wcześniej o tym nie myślałam, ale istnieją również różne wegańskie czekolady i nie chodzi tu jedynie o gorzką czekoladę kupowaną w sklepie. Byłam do niej bardzo dobrze nastawiona, ale moi znajomi wzbudzili we mnie obawę, że to na pewno nie będzie dobre, bo oni już jedli. Eh, słuchaj się ludzi, którzy żrą mięso cztery razy dziennie i nagle chcą spróbować czegoś wegańskiego...

Poruszyłam wątek jedzenia mięsa i urozmaicenia menu o dania wegańskie. Oczywiście, jest to możliwe. Tylko, że jeżeli na co dzień jesz ser i nagle ktoś przynosi Ci ser z ziemniaków (ostatnio mój kolega wynalazł na niego przepis *.* Muszę spróbować w najbliższym czasie, chociaż zupełnie nie ciągnie mnie na razie do serów na kanapkach) to murowane, że nie poczujesz w nim ani trochę sera. Jednak jeżeli ktoś takiego produktu nie jadł od miesiąca, to już jedynie w pamięci został mu ten smak i kiedy spotka się z czymś w konsystencji, nazwie, podaniu, kolorze [...] podobnym do pierwowzoru, to naprawdę może zachwycać się zgodnością smaków! Także moja mała sugestia- jesz codziennie rano jajecznice? Nie rezygnuj z niej na rzecz tofucznicy- bo nie jesteś weganinem. Znasz smak jajka nie tylko ze wspomnień. Jesz schabowego? Nie próbuj wmawiać sobie, że raz zjedzony sojowy zamiast tego ze zwierzęcia będzie smakował tak samo. To są produkty jedynie w pewien sposób podobne i zastępujące. Nigdy nie będą smakowały tak samo. Oczywiście, może zdarzyć się, że wegańskie będą smakowały lepiej... ale moim zdaniem zdarza się to jedynie weganom. Niektórzy mają tak, że czują wielkie poczucie winy jedząc zwierzęta- więc jeżeli nagle mogą zrobić pasztet, który smakuje jak pasztet, ale żadne stworzenie na tym nie ucierpi, to są w siódmym niebie. Sama ta świadomość dodaje smaku potrawom. Pamiętajcie o tym czytając tę notkę i pamiętajcie, że jadłam je, kiedy całkowicie odrzuciłam produkty odzwierzęce :)


1. TOFU  to był szalony czas. Właśnie kiedy przeszłam na weganizm Biedronka zrobiła wielką promocję na ten produkt. Na facebookowej grupie, której jestem członkiem, ludzie kupowali po jedenaście kostek. Pytali jak mrozić, co robić, jak używać. Miałam w swojej głowie: powariowali?! No bez przesady! Jednak później dowiedziałam się, że tofu potrafi kosztować nawet jedenaście złotych, a w promocji kosztował niecałe cztery. Okey, musiałam przyznać, że jeżeli ktoś uwielbia tofu i używa go bardzo często, to rzeczywiście - niech mrozi, a co mu tak! :D Ja próbowałam jedynie tego z polsoja. Nie wiem czy jest jakaś różnica między firmami, jednak ja uznałam, że skoro mam tak mało czasu, to wolę nie kombinować i jak już chcę zrobić coś dobrego to i kupię ten dobry i sprawdzony produkt :) Tofu używałam trzy razy ... a jednak kostka czeka w lodówce na coś ekstra ^^ Z tego co wiem istnieją różne smaki, jednak ja za każdym razem decydowałam się na ten oryginalny. Co ważne- ma bardzo dobry skład, więc polecam.


tofucznica  Karolina, ale pamiętaj żeby zjeść tofucznicę! Jest pyszna i smakuje jak prawdziwa jajecznica. Milion razy wspominałam, że jeżeli jajka, to jedynie omlety (jestem mistrzem omletów tak swoją drogą... no chyba, że robię je dla Pawła- wtedy są najgorsze,ale to pewnie tak z miłości ^^). Całkowicie nie umiem robić jajecznicy. Te jajka są tak strasznie ścięte i suche i w ogóle nie smaczne. Tak, wiem, że dzieci pierwsze czego uczą się w kuchni to robić jajecznicę i później dumne z siebie robią śniadania do łóżka rodziców. Wybaczcie, moi rodzice nie mieli ze mną tak dobrze. Mój mąż również nie będzie miał (ale mój mąż będzie przecież kucharzem, więc to on będzie wymyślał idealne śniadania do łóżka- to tak murowane, jak ta moja biblioteka w domu. Jeeeeeej, swoją drogą śniadania do łóżka są ekstra super ♥) chyba, że nadejdzie już era dzieci. Przez to nie lubię jajecznicy, nie przepadam i w ogóle fuj! Chyba, że ktoś zrobi najlepszą na świecie np. Tata Pawła ooo, wtedy mogę jeść :D Albo taka wakacyjna ze świeżymi grzybkami, pomidorem, szczypiorkiem i szynką  to wegańska notka ^^ Także no. Jajecznica śniadaniem marzeń zdecydowanie nie jest, więc tofucznicy nie zrobiłam z tęsknoty za jajkami w tej postaci, a z czystej ciekawości. I jak? Zacznijmy od tego, że konsystencja jest całkiem przyjemna. Bardzo zbity twaróg, który można rozgniatać w dłoni... tylko, że podczas smażenia śmierdzi jak stary kapeć... lekko, ale mimo wszystko. Przedziwne. Wróciłam z porannego basenu, poczułam ten zdrowy tryb życia, więc postanowiłam zaserwować najlepszą i najzdrowszą wersję- czyli właśnie tą letnią. Nie wiem, czy bez utęsknionego szczypiorku i pomidora by mi smakowało... no wiecie, ten unoszący się zapach starego kapcia nie zachęcał jakoś szczególnie., ale ogólnie było całkiem smaczne, serio! Myślę, że za drugim razem byłoby w ogóle dobrze. Tylko chyba nie prędko mi do kolejnej jajecznicy, nawet jeżeli bez jajek. Tofu z czystym sumieniem przeznaczam na coś innego. Próbować jednak nie zaszkodzi. Działajcie. Korzystałam z przepisu z bloga Jadłonomia TUTAJ. Tak, widząc w składnikach: płatki drożdżowe i czarną sól prawie się poddałam, ale tak jak wspominałam w TEJ notce- skomplikowane przepisy siedzą tylko w Twojej głowie. Jeśli chcesz możesz je uprościć i już jest łatwo i przyjemnie. Może brak płatków drożdżowych nie daje smaku sera, ale nie oszukujmy się- tam nie ma sera, więc nie kłammy temu naszemu mózgowi tak bardzo przy każdym posiłku. Pomijając płatki drożdżowe też było dobrze, serio :) Chociaż nadal się zastanawiam nad kupnem- może kiedyś w godzinach otwartych sklepów wybiorę się na stare miasto i kupię. Warto, bo są w każdym przepisie. Ciekawe, czy aż tak bardzo zmieniają smak?



Spaghetti bolognese z tofu zamiast mięsa da się? TAK! Czy wyśmienicie zastępuję mięso, że po prostu czujesz jakbyś pożerał mielone? Wcale! Nie wiem, może nie minęło jeszcze zbyt dużo czasu, albo może okazało się, że jednak jestem miłośniczką warzyw, a to mięso to zawsze było tylko urozmaicenie, ale w tym wszystkim zachwycałam się wszystkim, a nie smakiem podobnym do mięsa- czy tofu smakuje jak prawdziwe mięso. Nawet mi to przez myśl nie przeszło, jakoś tak- zapomniałam. Za bardzo cieszyłam się, że zrobiłam coś tak pysznego, a zasmakowało mi tak bardzo, że robiłam trzy razy i nie zaprzestanę! ^^ Długa lista składników to tylko takie pozory. Jak jesteś weganinem to po pierwsze: masz wszystko w domu, a to najważniejsze. Po drugie: włączasz muzykę, kroisz, dusisz, smażysz i nagle nie wiadomo kiedy kończysz i już możesz jeść. Polecam naprawdę bardzo serdecznie- myślę, że zamieniając tofu na mięso będzie też dobre, ale mimo wszystko polecam ten pierwotny przepis... tylko nie doszukujcie się mięsa, błagam :) Skorzystałam z przepisu Eryka z bloga ervegan KLIK


2. MLEKO ROŚLINNE  przez miesiąc użyłam cztery takie opakowania, aż dziwne, ponieważ używałam praktycznie codziennie przynajmniej jedną szklankę. Jeżeli myślicie, że poradzicie sobie bez mleka podczas diety wegańskiej, to jesteście w błędzie. Nikt mi nie powie, że nie lubi naleśników! Dodawane jest również do majonezu (majonez wegański, polecam) ciasta i wszystkie produkty, w których na co dzień używane jest mleko zwierzęce. Tak, używałam i kupowałam. Kokosowe, ryżowe, sojowe (jest jeszcze milion innych). Czy da się je pić w szklance chociażby do Oreo? NIE! Tak bardzo kartonowy smak. Można do porównać do rozwodnionego mleka zwierzęcego, z naprawdę dużą ilością wody, oraz z dodatkiem aromatu kokosowego lub innego, ale w kokosowym można było to wyczuć najbardziej. Nadal nie zrobiłam swojego kokosowego mleka, ale to jeszcze nadejdzie! Poza tym kiedyś w szkole moja wychowawczyni mówiła, że mleko makowe dla dzieci na noc to objawienie. Także to wszystko jeszcze przede mną. Natomiast na razie jestem zdecydowanie na nie, jeżeli chodzi o mleko do szklanki... ale nie oszukujmy się, widzenie mnie ze szklanką mleka zwierzęcego nie należało to częstych widoków, a właściwie nie należało do żadnych widoków, ponieważ nigdy takich nie było. Ktoś w ogóle jeszcze pije sobie mleko tak przed komputerem? 

Abstrahując- ostatnio próbowałam zjeść Oreo tak jak należy. No wiecie przekręć, poliż, zamocz i ... zjedz. Nie wiem kto tak robi, ale nie odczuwałam żadnej przyjemności w tak wielu czynnościach przy jedzeniu jednego małego ciastka i wcale nie było lepsze... może to przez to mleko. No ale jestem na nie. Czekam na Wasze opinie, bo o dziwo bardzo mnie to interesuje :D Właśnie włączyłam reklamę z tym uroczym dzieckiem i bardzo przystojnym Tatą... jest stanowczo za późno ^^



3. SOJA   z soi jest wszystko! Dosłownie wszystko! sojowe mleko, sojowe pasztety, sojowe pasty, sojowe kotlety, sojowe jogurty, śmietany [...] Chcesz coś zjeść? Wiedz, że przynajmniej połowa z tych rzeczy będzie z dodatkiem soi :D Nie zrobiłam zdjęcia jogurtu, więc napiszę od razu tutaj- akurat ten co jest powyżej jest pyszny, ale bardzo sztuczny. Czekoladowe jogurty z Rossmana są spoko, ale smakują bardzo czekoladą w połączeniu z jakimś jabłkowym kwasem... dziwne. Poczułam, że oszukałam rzeczywistość, że zjadłam aż tak wiele jogurtów w ciągu miesiąca, a przez pół roku nie zjadłam chyba żadnego O.o Wegaństwo zmienia. Nie możesz zjeść naturalnego jogurtu i Twój rozsądek wariuje ^^ Tzn. oczywiście, możesz zrobić swój jogurt.... ale musisz najpierw kupić jogurt. Absurd O.o


kotlety sojowe nie wyobrażałam sobie, że po miesiącu nie będę miała zdania na temat kotletów z soi. Przyznam się już na wstępie, że nie robiłam jeszcze sama kotletów, bo zaczęłam od tych gotowców i zupełnie, ale to zupełnie mi nie smakowały! Chciałam dać im drugą szansę w tą sobotę, ale znalazłam w lodówce cukinię i pomyślałam, że połączę ją z innymi warzywami i ryżem i nie będę psuć sobie smaku kotletami. Biorę pod uwagę, że mogły mi nie wyjść i że prawdziwe, dobrze zrobione są przepyszne... no ale robiłam wszystko według wskazówek, więc ja nie wiem o co chodzi ^^ Dobrze, że miałam ziemniaki i sałatkę i mogłam zatuszować ich smak. Serio. Nie polecam. Jest tam mnóstwo pysznych warzywnych kotletów np. z czerwonej fasoli- roboty 5 minut, a w smaku rewelacyjne! 


sojowa pomidorowa pasta na kanapki  tak, czasami można iść na łatwiznę- tym bardziej jak skład takiej łatwizny jest całkiem zadowalający :) Nie chciałam decydować się na żadne pasztety, bo nie czułam potrzeby oszukiwania systemu kupując sojowe pasztety, szynki, czy sery. Chciałam warzywne pasty- natrafiłam na tą i stwierdzam, że jest pyszna! ♥ Polsoja wyprodukowała jakieś dziwne pasty, które nawet nie mają określonego smaku na opakowaniu no i cóż- samemu też nie można ocenić, bo bez dodatku soli, pieprzu i pomidora nie miało to wszystko sensu. Natomiast pasta Orico stała się moim mistrzem. Bałam się, że się od niej uzależnię (czaicie? Uzależnić się od kupowanej pasty pomidorowej? O.o Rozumiem od domowej pasty groszkowej, bo uzależnienie od domowych produktów brzmi jeszcze całkiem rozsądnie... ale no... to jakbym się uzależniła od pasztetu O.o) w połączeniu z chlebem z samych ziaren robiła idealne połączenie! Nawet mi się chciało wstawać na siódmą do pracy :D


4. WEGAŃSKA CZEKOLADA  to była pierwsza z rzeczy, które zrobiłam i byłam zachwycona! Słodka, smakująca jak czekolada, ale bardzo zdrowa! Składająca się z daktyli i kakao. Taaaak i teraz przeciwnicy diety bezmięsnej stwierdzą no pewnie, daktyle! Przecież to majątek w czystej postaci Serio? -.- Znowu zamienię się w Panią od Ekonomi Mrs Karolina eh, do czego Wy mnie zmuszacie :D Tyle ile tutaj przez ten miesiąc powiedziałam o pieniądzach, to chyba z nikim nigdy tyle nie mówiłam. Dobra do sedna. Po pierwsze: daktyle są zdrowe! Mają w sobie bardzo dużo potasu. Jak to w internecie wyczytałam są również skarbnicą cukrów prostych itp. Po drugie: na allegro znalazłam daktyle 200 g za 3,50 zł. Do czekolady potrzebujemy 100 g. Cały słoik w takim razie wynosi około 2 zł- dodając jeszcze koszt innych składników. Na zapytaj.pl napisane jest, że Nutella 250 g kosztuje 7 zł, gdzie pół słoika to cukier. Zostawiam to bez komentarza... Jeżeli ktoś zrozumiał swój życiowy błąd, to zapraszam po raz kolejny do przepisu z Jadłonimi KLIK :) 

To tyle na dzisiaj. Czekajcie na nową odsłonę mięsożercy! :D 
Jest druga w nocy, nie chce mi się spać :(
Chyba powinnam sama sobie robić to mleko makowe, może i na mnie podziała ^^
Buziaki! :*
ps macie jakieś doświadczenia z podstawowymi wegańskimi produktami? :)

niedziela, 6 marca 2016

inspiracje niedzielne!

Hejka! :) 
Trochę zamuliłam z dzisiejszymi inspiracjami, ale najważniejsze, że są! Będzie dzisiaj przede wszystkim o vlogach, blogach i fanpage'ach :) Bez zbędnego gadania przechodzę do podawania Wam linków i lecę spać. Jutro szkoła....


1. Zdecydowanie wygrał dzisiejszy tydzień. Znałam już wcześniej, ale kilka dni temu przejrzałam wszystko. Uwielbiam. Zapraszam serdecznie do polajkowania fanpage'a, bo dzienna porcja dobrego żartu jest chyba potrzebna w  życiu każdego człowieka! :D Ból istnienia Schoperhauera KLIK


2. Nie zapoznałam się jeszcze nawet z trzema filmikami, ale już wiem, że gościu mówi na temat i mówi rzeczy bardzo dobre! Niewątpliwie przy najbliższej okazji postaram się zagłębić w większą ilość materiału i zdobyć wiedzę na temat ciekawostek filmowych. Na gałęzi KLIK


3. Fanką kanału SerafinTv jestem od dawna, ale nie było go jeszcze w moich niedzielnych inspiracjach, dlatego pojawia się dzisiaj. Nie będę polecała swoich ulubionych filmików, bo musiałabym wymienić prawie wszystkie- także śmiało klikajcie w którykolwiek, nie pożałujecie ^^ SerafinTv KLIK


4. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie coraz bliżej. Ja nadal motywuję się do napisania dla Was kilku postów na ten temat... ale musicie jeszcze chwilę poczekać. Natomiast na kanale na youtube współtworzę filmiki z małymi naukami. Był już odcinek o podstawowych informacjach wyjazdu, o hymnie jak i o Dniach w Diecezji- na terenie całego kraju obowiązują te same zasady, więc śmiało możecie zaglądać ;) Betania ŚDM KLIK

5. Jedną z fajniejszych opcji na Youtube jest możliwość oglądania krótkich katechez księży z całego kraju. Ostatnio trafiłam na kanał dwóch ryb i krótkie odcinki z udziałem Ks. Pawła Hrynczyszyna. 1. Duchowy zarost czyli duchowy wzrost od zaraz- jak na razie obejrzałam jeden odcinek, ale sądzę, że to coś dla mnie na ten moment KLIK oraz kilka słów o miłości. Mnie najbardziej zszokował filmik o 5 językach miłości... zdawaliście sobie sprawę, że niektórzy odczuwają miłość poprzez ofiarowane im prezenty? O.o Dobrze, że ja tak nie odczuwam! Bardzo bym tak nie chciała. Jak zachęca ksiądz- warto wraz ze swoim partnerem zobaczyć jaki język określa Waszą miłość- możecie mieć dwa różne sposoby okazywania miłości i odbierania jej, warto dojść do porozumienia. Jeżeli kiedykolwiek nawiążę jakiś długotrwały związek, to niewątpliwie z przyjemnością skorzystam :D KLIK


6. Natrafiłam zupełnie przypadkiem dzisiaj po południu. Od jakiegoś czasu marzy mi się rzucenie tego wszystkiego w cholerę (po maturze... no i może po filmówce, która nagle tak bardzo stała się moim celem, ale ostatnio z tymi moimi planami istny zawrót głowy, więc zostańmy jedynie na maturze. Filmówkę zawsze można skończyć później^^) i wyjechania daleko, dookoła świata. Patrząc na miłość autorów bloga Na nowej drodze życia aż by się chciało wyjść na ulicę z kartką Zostań moją miłością i jedź ze mną w świat! Będę miła i kochana! Będę uśmiechnięta i nie będę narzekała... tylko pojedź i spędź ze mną wspaniałą niekończącą się przygodę ♥ Jedna na razie mnie to nie dotyczy i zadowalam się wspaniałymi, ale krótkimi wyjazdami w bardzo cywilizowane miejsca. Dzięki internetowi mam możliwość podglądania innych jak spełniają marzenia i tak do Adama i Asi dochodzi jeszcze jedna para szaleńców. Bloga na razie jedynie przejrzałam, ale pokochałam za ilość i jakość zdjęć- za tekst wezmę się już niebawem! :) droga szczęścia KLIK


7. O blogu Ktoś na przyczepkę już wspominałam, jednak ostatnio dodali dwa rewelacyjne posty, więc skoro ja miałam okazję je poznać, nie mogłabym nie podzielić się nimi z Wami. Przede wszystkim jest to post poświęcony odporności, a teraz to mega ważne, tym bardziej, że mnie właśnie coś bierze KLIK... chociaż o dzieciach, to mam nadzieję, że mimo wszystko na mnie też chociaż troszkę podziała. Drugi post jest poświęcony instagramowemu śniadaniu z dodatkiem filmiku na YT. Rewelacja. Polecam bardzo serdecznie KLIK


8. Ostatnia pozycja w dzisiejszej notce, to dwie bardzo ciekawe książki kulinarne. Ich najważniejszym składnikiem są kwiaty i chwasty. Może kwiaty nie zachęcają mnie aż tak bardzo, bo wiele razy o nich słyszałam i w sumie czuję, że to normalne, tym bardziej okładka nie zachęca mnie jakoś ekstra mocno... ale chwasty to objawienie! Jutro lecę do księgarni i kupuję. Ostatnio patrzyłam na swoją półkę i stwierdzam, że w mojej kuchni będą same przepiękne i bardzo niecodzienne książki kulinarne. Super ♥ Polecam gorąco. A może ktoś z Was ją ma? Chciałabym poznać Waszą opinię

Dzisiaj tyle, bo oczy mi już opadają ze zmęczenia :)
buziaki! :*
Jutro mięsożerca! Ostatni z grafiką mięsną ^^