sobota, 30 kwietnia 2016

kwietniowy przegląd filmów

Hejka! :)
Jak super, że już jutro będzie maj! Bardzo lubię ten miesiąc. Kojarzy mi się już z takim wielkim słońcem, wieloma dniami wolnego i fajnym czasem- tak po prostu :) Od majówki czuć już wakacje, wtedy idzie z górki. Dzisiaj jednak nie o majówce, a o filmach na majówkę. Kiedy ma się trochę wolnego zawsze warto wybrać się do kina! Należycie do osób, które uważają wyjście do kina z chłopakiem za zmarnowany czas? Trochę mnie dziwi, kiedy moi znajomi tak strasznie się z tego śmieją. Hahhaha. Pierwsza randka? Kino? Najgorzej. Może dlatego, że jestem kinomaniaczką i sala kinowa jest jednym z tych miejsc, gdzie mogłabym przebywać całe dnie (serio, jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło żeby stwierdzić, że może wystarczy- już tyle razy w ty miesiącu/ tygodniu byłam w kinie), ale jak dla mnie to jest spoko! Bardzo. Nie wiem co się uczepiłam spotkania z chłopakiem, tak samo jest w momencie, kiedy do kina mam wybrać się z moją przyjaciółką, z którą nie mamy czasu spotkać się przez miesiąc. Kurcze, chyba doszłyśmy już do tak zaawansowanego poziomu znajomości, że sprawia nam radość samo spędzanie ze sobą czasu, a kiedy wypełniamy ten czas robiąc coś co kochamy- to jest super! Także macie majówkę, nie macie zapalenia ucha- wybywajcie do kin! Elbląg, multikina oczywiście Wam nie polecam. Już lepiej zainwestować w rzutnik (mam taki plan, że jak będę miała swój dom, to taki sprzęt obowiązkowo znajdzie się w moim wyposażeniu). Nie znoszę tej sieci, tym bardziej nie w Elblągu. Wybieranie najgłupszych i najbardziej komercyjnych filmów, zamykanie ludzi w tak małych salach, że rzutnik chyba naprawdę robi większy obraz w domu... i ogólnie ta atmosfera zabawy podczas projekcji. Popcorn, rozmowy, beznadzieja.... Natomiast Światowid jak zawsze robi dobrze! Po pierwsze promocja: 1-3 maja bilety na wszystkie filmy są za 11 zł. Moim zdaniem d wyboru macie sporo, bo: High-Rise (podobno bardzo fajny), Niewygodna prawda (z Cate Blanchet), Letnie przesilenie (chociaż o tym, czy to dobry film trochę niżej), Księga Dżungli. 
Jeśli już w tym maju wygodnie zasiedliśmy, to Światowid proponuje również spotkanie z kinem czeskim. Pierwszy film już 4 maja. Cena biletów tylko 5 zł. Filmy co środę przez cały miesiąc. Ja będę, polecam Wam również! :)

Przechodząc do tematu notki. W tym miesiącu obejrzałam (jej, właśnie sobie uzmysłowiłam, że nie dodałam notki instagramowej w ostatnią niedzielę miesiąca O.o Pierwszy raz tak kompletnie o tym zapomniałam. Ale lipa :< ) dziewięć filmów, w tym cztery z mojej poprzedniej listy wartych obejrzenia premier. No to do dzieła:


45 lat- uwielbiam filmy, po których trzeba mega długo myśleć nad sensem życia i długo analizować nieoczywiste sceny symbolizujące naprawdę wiele. Jednak istnieją twórcy, którzy chcą zrobić tak ambitny, trudny i dobry film....że ulegają pokusie stworzenia wielkiej tajemnicy i metafory. Za dużej. Czasami bywa tak, że te filmy bez poradnika jak odczytać każdą scenę nie tłumaczą zupełnie nic. Po skończonym seansie siedzisz w fotelu i zastanawiasz się: ale o co chodziło? Idealnym przykładem starszego takiego filmu jest Wielkie piękno, nad którym rozpływali się wszyscy krytycy. No tak- ambitny film, mający tyle treści. Tylko dla przeciętnego odbiorcy to jest zupełnie niezrozumiałe! Nie oglądam filmu po to, aby przez dwie godziny zapamiętywać każdą scenę, męczyć się nadmiarem przenośni i symboli, po czym wrócić do domu i spędzić kolejne dwie godziny nad czytaniem recenzji i dyskusji na filmwebie. Pewnie, czasami w filmie zostaje jakaś jedna niewiadoma- wtedy fajnie wymyślić swoją wersję i ustosunkować się do zdania kilku innych osób.... ale nie, że przelatuje cały film, a Ty czujesz jakbyś przypadkiem znalazł się z kamerą w czyimś życiu. Uwierzcie, że ja już nawet nie pamiętam tego filmu. Uwierzcie? A oglądałam go przecież w tym miesiącu. Był ciężki, nie był fajny. Nie miał niesamowitych kadrów. Miał kilka fajnych momentów, ale nie rozpływajmy się nad nimi. Cieszcie się, że macie taką mnie- raz w miesiącu- która może Wam powiedzieć co warto, a czego nie warto. Nie wątpię, że wielu osobom się spodoba- i bardzo fajnie. Tylko niech Wam się spodoba bez czytania o nim wypowiedzi innych i ich interpretacji całego filmu. Jeżeli jednak wolicie trafić na pewniaka, to zapraszam niżej. Tam znajdziecie kilka pozycji, które na liście każdego kinomana powinny się znaleźć.


Mustang- WSPANIAŁY! To jeden z tych filmów, które naprawdę warto obejrzeć. Opowiada o siostrach, które za swoją rozwiązłość (której jak możecie się domyślić wcale nie ma) są ukarane jak najszybszym wyjściem za mąż. Co ciekawe- nie jest to pokazany świat Kobiet jakby się mogło wydawać typowych muzułmanek. Dziewczyny jak i Kobiety chodzą w normalnych ciuchach, nie muszą mieć zakrytych twarzy, ani włosów. Podczas wielu scen z koleżanką byłyśmy zszokowane, że mają tak normalnie... na pozór. Rewelacyjnie przedstawione prawdziwe życie. Tak bardzo realne, tak bardzo łapiące za serce. W moim mieście niestety filmu już nie grają, ale zapewne w najbliższym czasie pojawi się w internecie. Polecam mieć go na uwadze. Z chłopakiem, z dziewczyną, z mamą, z babcią, dziadkiem, tatą... pasuje ze wszystkimi. To tak dobry, uniwersalny film, że złapie za serce każdego.


Opowieść o miłości i mroku- super, że Natalie Portman się rozwija i chce poszerzać swoje ukryte talenty. Trzymam kciuki i nie poddaję się po jednej może niezbyt udanej próbie. Film- przeciętny. Bardzo. Jednak kadry w tym filmie, to marzenie! Naprawdę bardzo dobre! Oglądając film czułam się dobrze, ale wychodząc z sali czułam pustkę. I to nie w tym dobrym znaczeniu tego słowa. Po prostu- nie czułam nic ciekawego. Wyszłam i zapomniałam. Tyle. Czekam na kolejny film, mam nadzieję, że poza wspaniałymi kadrami treść będzie równie dobra :) Ale obejrzyjcie- oceńcie sami :)


Steve Jobs- odkąd pracuję na Mac'u nienawidzę z każdym dniem coraz bardziej. Ale to tylko taka ciekawostka, nieprzydatna nikomu do niczego. Natomiast odnośnie filmu. Jeżeli kiedykolwiek jakkolwiek lubiłam tego człowieka, to zupełnie już przestałam. Film nie jest zły, ale nie można nazwać go niczym dobrym. Jest wiele powielonych schematów filmów i wszystko jest dosyć słabe. Jednak Kate Winslet jest znakomita! Ona wygrywa cały miesiąc! ♥ Czy warto? Niekoniecznie. O Jobsie są już dwa filmy, które widziałam i żaden nie ugryzł jeszcze tematu w dobry sposób. Może gdyby ten człowiek mnie jakkolwiek interesował i wiedziałabym o nim więcej próbowałabym Wam tutaj nakreślić jaka by była moja wersja (no wiecie, będę reżyserem. Taki mam plan. Jej serio! Się pozmieniało!^^)... ale nie mam tej wersji. Wolę skupić się na innych ludziach ;)


Igrzyska śmierci. Kosogłos. Część 2- wreszcie zdecydowałam się na obejrzenie! Czy żałuję? No nie. To kiedyś musiało nastąpić. Skoro widziałam już wszystkie części, przeczytałam wszystkie książki i w pewny momencie nawet bardzo byłam zakochana, to taka była kolej rzeczy. No ale to nic specjalnego. Dobre, tylko mnie takie filmy nie przekonują. Może gdybym obejrzała to w tej dobrej chwili, to byłoby super, ale obejrzałam to już po. Zbyt późno. Nawet pierwszą częścią nie byłam zachwycona. Pamiętam, że wzbraniałam się od pójścia na nią do kina, ale przyjechał Paweł i wyciągnął mnie na ostatni seans. Byłabym chyba całkiem zadowolona. Może to właśnie ta magia kina, a nie domowy laptop? Takie filmy powinno się oglądać na dużym ekranie. Taka oczywista prawda ^^


Letnie przesilenie- nie! Nie jestem zachwycona i smutno mi! Nawet nie jestem zachwycona Marysią. W ogóle nie jestem. To był rodzaj tych filmów, które oglądasz i jest Ci dobrze, zastanawiasz się, co będzie się później działo i ogólnie historia bardzo Cię wciąga. Czekasz na więcej.... i niczego nie dostajesz O.o Wychodzisz z kina i myślisz sobie- ale co? Po co? I to nie są fantastyczne pytania. Są to pytania, które z oskarżycielskim tonem można by było zadać reżyserowi. Na maturę może i można coś z niego wynieść... ale pod względem artystycznym i takim głębszym? No jakiś sens miał. To nie była wielka porażka. Dlatego poleciłam go Wam na górze. Żebyście mimo wszystko wybrali się i ocenili sami. Wydaje mi się, że mogą istnieć ludzie, którzy w lot złapią o co chodziło i dopowiedzą sobie wszystko, czego reżyser sobie odpuścił...


Pogrzebany- nie wiem czy macie tak wszyscy, ale na pewno jakaś część tak. Boicie się tego, że obudzicie się po śmierci w trumnie zagrzebani trzy metry pod ziemią? Kiedyś miałam tak wielką fazę na to i tak wielki strach, że myślałam o tym codziennie. Jej, serio nie polecam. Jednak są to takie rzeczy, które przerażają mnie bardzo, ale mogę o nich rozmawiać i oglądać (o niektórych nie mogę). Kiedy dowiedziałam się, że taki film istnieje- od razu zobaczyłam, czy jest w internecie i włączyłam! Przez cały film czułam, że się męczę... ale jak się skończył czułam takie WOW! Nienawidzę tego uczucia. Efekt wow powinien być jedynie wtedy, kiedy przez cały film siedzisz i z podziwem wpatrujesz się w arcydzieło kinematografii. Tylko, że wtedy to nazywa się arcydzieło, a arcydzieł istnieje mało. Dlatego są wyjątkowe. No więc okey- co Wam mogę powiedzieć? To obudzenie się w trumnie nie było aż tak bardzo po śmierci, ale było bardzo dobrze rozegrane. Nie wydawało się bardzo nierealne, więc bardzo na plus! Polecam. Jak macie czas, albo jesteście zaciekawieni- spoko :)


Projektantka- TO JEST COŚ TAK WYBITNEGO, ŻE W JEDNYM MIESIĄCU OBEJRZAŁAM GO DWA RAZY! Za każdym razem byłam tak samo zachwycona. Film należy do tych, które można oglądać na okrągło i za każdym razem zrozumiecie o wiele więcej. Mogę go oglądać naprawdę cały czas! Jeżeli ktokolwiek będzie chciał go zobaczyć- to ja piszę się na sto procent i wpadam z żelkami :D Wspaniała groteska, rewelacyjny czarny humor, wspaniałe kadry, rewelacyjne stroje, gra aktorska. WSZYSTKO! Muzyka też. Jeżeli przyszliście tutaj do mnie ostatniego dnia miesiąca tylko dlatego, że nie wiecie co obejrzeć, TO OBEJRZYCIE TO! Koniecznie! ♥ I czekam na Wasze odczucia w komentarzach ♥ CUDO! Dla takich filmów oglądam tak dużo tego wszystkiego i poszukuję czegoś co aż ta mnie zachwyci ♥


Babka- bardzo niesmaczny. Nie dość, że babcia maksymalnie chamska lesbijka (dziękuję za tak fantastyczną Babcię jaką mam! Aż się boję co by było, gdybym trafiła na taką!) i wnuczka w ciąży zbierająca kasę na aborcję. Wspaniale -.- Nic mnie w tej pseudo komedii nie rozśmieszyło, a jedynie gorszyło i chciałam zapomnieć. Na szczęście już zapomniałam. Bardzo niedobry. Bardzo niefajny. Baaaaardzo nie polecam. Smutno mi, że kiedykolwiek postanowiłam go uwzględnić w najlepszych premierach miesiąca. Fu....

Tyle. Buziaki! :*

piątek, 29 kwietnia 2016

Matowe kredki do ust


Hejka! :D
Dzisiaj będzie dużo mojej chorowitej, niewyspanej twarzy- więc jeżeli ktoś chciałby sobie oszczędzić czasu, to zapraszam jutro. Natomiast dla wytrwałych będzie kilka informacji na temat moich faworytów w dziecinie kosmetyków do makijażu! ♥ W końcu się zmotywowałam, choroba jednak ma swoje plusy. 

Zacznę od tego, że mam zapalenie ucha i chociaż walczyłam i chciałam chodzić do szkoły, to poległam. No trudno. Nienawidzę takich chorób, które w domu zupełnie się nie objawiają. Okey, czuję czasami słaby, czasami ogromny ból w okolicach ucha, ale ogólnie mogę robić wszystko (co innego, czy to robię ^^). W środę zostałam w domu. Wstałam już o siódmej (ej, serio. Czaicie? O.o) i czułam się dobrze, ale postanowiłam, że jeden dzień sobie zabaluje w domu. W czwartek wstałam, poszłam do szkoły i już na wejściu myślałam, że umrę z bólu. Wróciłam do domu i przespałam cały dzień (z przerwą na wizytę u lekarza). Dzisiaj wstałam i znów- jak nowo narodzona. Eh. Moja majówka będzie polegała na siedzeniu w domu i broń Boże nie wystawianiu głowy poza kilka pomieszczeń w moim domu. Spoko no- właśnie tak to sobie można planować życie ^^ Przynajmniej poszkicuję i poczytam książki. Aktualnie jestem w trakcie "Ferdydurke". Nie spodziewałam się czegoś tak groteskowego! Podoba mi się :)

Ale przechodzą do tematu notki: tak, wiem, że ludzie chorzy i niewyspani powinni stać daleko od obiektywu aparatu, ale z racji tego, że miałam czas, mam długie włosy (okey, dłuższe) i ogólnie całkiem dobry humor- no to sobie pozowałam, śmiałam się, i próbowałam zakryć swoje wszystkie oznaki braku zdrowia. Wyszło? Może niekoniecznie. Więc kilka wskazówek- patrzcie na kolory ust, bo o to dzisiaj przede wszystkim chodzi. Nawet miałam w planach zrobić kadry tylko z ustami.. ale były jakieś wyjątkowo nieudane. 

Ej, dzisiaj z nikim nie gadałam. Wiecie jak to się kończy- będzie dużo wtrąceń, gadania obok tematu i zupełnie nie na temat, ale będzie interesująco i z każdej dziedziny mojego życia. Będzie spoko, serio.
Dzisiejsza notka jest bardzo w czasie. Robiłam dzisiaj małe porządki w moim koszu z kosmetykami i wiecie... oglądam sobie te wszystkie vlogi i stwierdzam, że powinnam iść chyba z jakąś wielką walizką i kupić wszystko, co te dziewczyny uważają za niezbędne. Nie posiadam nic. Serio. Okey, wiadomo- pielęgnacja ciała u mnie stoi nawet na wysokim poziomie (wysokim w moim odczuciu^^), do twarzy również mam wiele spoko rzeczy, które mają oczyszczać, pielęgnować i działać cuda.... ale do makijażu?! O.o Zamówiłam kiedyś dwie paletki z czterema cieniami- jednej nie użyłam nigdy, drugą może z cztery razy. Poza tym tusze do rzęs- i nie skończyłam nawet tego, który dostałam od mamy jako pierwszy w wieku trzynastu lat ^^. Ale mam pędzelki- cztery! Wiem, że do każdego makijażu twarzy trzeba używać o wiele więcej.... ale ustalmy- nie robię makijażu!
W pierwszej liceum miałam taki okres, że wychodząc z katolika zapragnęłam poczuć się wolna. No wiecie, dredy, kolorowe paznokcie, chodzenie bez mundurka i nie przebieranie kapci w szkole- tak, uważałam to wszystko za wielkie wyzwolenie. W momencie kiedy nie możesz nic, nagle cokolwiek wydaje Ci się wszystkim. W katoliku było tak (i nie zapomnę tego do końca życia^^), że jak pomalowało się oczy tuszem w niedzielę, to zazwyczaj się ich nie zmywało, albo zmywało lekko, żeby w szkole jak ktoś zobaczy powiedzieć, że to wczoraj i tak jakoś zostało- chociaż oczywiście próbowałyśmy zmyć. Miała tak prawie każda dziewczyna i praktycznie każdy to zauważał hahaha. Jej, serio. Uwielbiam, że chodziłam do tej szkoły! To było niesamowite doświadczenie :D Także- plastyk. Pełna kontrola nad swoim wyglądem. Wtedy poleciałam z podkładami, pudrami, różami i tuszami. Taaaaak, malowałam się codziennie, ale wszyscy myśleli, że w stu procentach nic nie robię ze swoją twarzą. Przecież bez cieni, bez brązera, bez ust. No tak jaaaasne ^^ Dobra taktyka obrana- plus :D 
Tyle, że no wiecie- zakazane rzeczy jak stają się dozwolone, to pomimo, że są na początku niesamowicie ekscytujące baaaaardzo szybko się nudzą. Tym bardziej makijaż, który od zawsze był dla mnie rzeczą całkowicie bzdurną i niepotrzebną. Po co? Skoro i tak nie widać różnicy? W pewnym momencie, kiedy nie wychodziłam z domu bez tego całego podkładu i wymalowanego oczka, albo gdy malowałam się po kątach jeszcze przed lekcjami w toalecie szkolnej uznałam, że to nie powinno tak wyglądać. Uznałam, że od tego dnia koniec! Jeżeli nie będę umiała wyjść z własnego domu bez makijażu, to to będzie mój koniec. 
Jednego dnia wywaliłam wszystko w kąt i mogłam spać pięć minut dłużej (no więcej mi to nie zabierało^^). Te moje malowanie trwało jedynie kilka miesięcy, może trzy. Najpierw było tak dziwnie, ale później już normalnie. Kurde! Uwielbiam to uczucie, kiedy swędzi mnie oko- a ja po prostu mogę je przetrzeć, bez zbędnych uników, tak żeby nie rozmazać tuszu. Lubię się przytulać do ludzi policzkiem bez żadnej spiny, że na czyimś ubraniu zostanie ślad po moim podkładzie. Pewnie, w pełnym makijażu z konturowaniem noska, policzków i czoła pewnie wyglądałabym o wiele ładniej niż teraz.... tylko po co? W momencie, kiedy nie mogłabym bez makijażu spojrzeć w lustro i stwierdzić, że dzisiaj wyglądam całkiem spoko- byłoby tragicznie! Serio. Bardzo fajnie, że istnieją kobiety, które umieją się pięknie malować i wyglądają naturalnie i w ogóle super! Ja im strasznie zazdroszczę, bo czasami- na jakieś super fajne wydarzenie- też bym chciała tak ładnie wyglądać. Jednak lubię, że nie muszę wstawać godzinę wcześniej i sterczeć przy lustrze. Lubię, że nie wstydzę się zapraszać ludzi na noc do domu i budzić się obok nich. Lubię, że wystarczy mi umycie zębów, twarzy, nałożenie kremu i wyjście z domu. Spoko serio. Jak czasami patrzę na to ile rzeczy powinno się nałożyć na twarz, aby uzyskać dobry efekt, to przeraża mnie to! Niektórych rzeczy nigdy nie widziałam na oczy! :D 
Może i nawet bym się malowała, gdybym po nałożeniu czegokolwiek nie czuła całodobowej potrzeby sprawdzania w lusterku czy nic mi się nie rozmazało. Za każdym razem kiedy ktoś mi coś zrobi na twarzy czuję się jak mega brudna i nieciekawie wyglądająca osoba. Naprawdę już wolę źle wyglądać jako ja, niż źle jako wymalowana panienka. 

Kiedyś ktoś powiedział, że tylko pewne siebie Kobiety mają w sobie tyle siły, żeby wyjść ze swoją prawdziwą twarzą do ludzi. Ja za pewną siebie w wielu momentach się nie uważam... ale w sumie swoją twarz całkiem lubię, więc zgadzam się z tym :D Jakbym miała wyjść już w króciutkich szortach i pokazać swoje grube uda, to nawet jakbym była nadal sobą i nie za bardzo przejmowała się opinią ludzi... to i tak bym nie wyszła i czułabym się baaaaaardzo niekomfortowo ^^ Tak więc nie ma co przekonywać kogokolwiek do tego, ze makijaż jest zły. Jeżeli Wam w nim dobrze i jeżeli macie tyle czasu, aby go robić- to róbcie. Wszystko w zgodzie z sobą. Jedynie to jest ważne :*

Od podstawówki podobały mi się Kobiety w czerwonych ustach! Oh! Jak strasznie chciałam mieć piękne czerwone usta i nie czuć się w nich jak clown. Jednak dla dziesięcioletniej dziewczynki z czerwoną szminką z chińczyka na ustach nie jest chyba to zbyt łatwe do osiągnięcia ^^ Później przyszło gimnazjum i próbowanie już z tymi droższymi kosmetykami, ale nadal czułam się głupio. Walczyłam, walczyłam.... aż się poddałam. I dopiero rok temu, w czerwcu, Wiktoria postanowiła pomalować mnie matową, czerwoną kredką na uroczysty rodzinny obiad. Uwierzcie, że czułam się okropnie, sztucznie, co chwilę chodziłam do toalety sprawdzić, czy przypadkiem nic mi się nie rozmazało. Za każdym takim pójściem do toalety dziwiłam się, że mogłam tak wyjść do ludzi. Teoretycznie słyszałam same zachwyty nad moim wyglądem... ale ja sto razy lepiej- sama ze sobą- czułabym się bez makijażu. Nawet teraz, gdy patrzę na te zdjęcia jestem wkurzona, że dałam się na to namówić. Wyglądam serio bardzo źle! Ale wtedy miałam lat osiemnaście- teraz już mam dziewiętnaście hahaha. Coraz bliżej do bycia Kobietą :D 

W grudniu na święta dostałam od Babci czerwoną matową kredkę do ust z Inglota. No wiecie- wigilia wieczór, przyjechał mój kolega, wyglądałam całkiem ładnie, to czemu nie. Pomalowałam się tą kredką i przez pierwsze trzy minuty czułam się spoko.... a później już było tragicznie! Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie ruszę tego czegoś do ust i że nigdy więcej nie będę już próbowała. Czerwone usta, chociaż bardzo piękne, nie są przeznaczone dla mnie. Koniec. Kropka.
Jednak życie nie jest takie proste ^^ Podeszłam do próby jeszcze raz- i było meeeeeega spoko! Przez całą noc ani razu nie musiałam ich poprawiać, nawet jadłam i nic mi się nie działo. Nie miałam ochoty co chwilę chodzić do łazienki sprawdzać co i jak. Było mi super spoko :D Nawet zaszalałam i pomalowałam sobie usta na czerwono jak zwiedzałam Londyn, muzea i Londyński most... taka byłam! :D No i co? No i doszłam do tego, że już mogę malować usta na czerwono. Znalazłam idealny produkt i chociaż robię to sporadycznie (od grudnia pomalowałam nią usta pięć razy- w tym dwa do zdjęć ^^) to jestem w niej tak zakochana, że postanowiłam kupić dwie kolejne... a z racji tego, że tak je uwielbiam postanowiłam w końcu zapoznać Was z nimi, a może gdzieś tutaj jest taka kolejna ja, która również poszukuje czerwonej idealnej szminki^^


Co do tej naturalności- to ciąg dalszy. Wiem, że Red Lipstick Monster w jednym ze swoich filmików uczy jak tworzyć swoje usta na nowo, jak malować, konturować, powiększać i zmniejszać. Tu po raz kolejny rysuje się moja pewność siebie- jeżeli chodzi o twarz (hehehe). Lubię swoje usta, uważam, że w sumie lepsze mi się nie mogły trafić- tylko mogły by mi tak nie pękać. Jednak kształt mają całkiem spoko. Oczywiście- im będę starsza tym będą lepsze, bo kiedy byłam mniejsza ta okropnie mocno i agresywnie zarysowana górna warga nie za bardzo pasowała do małej, niewinnej dziewczynki. Aktualnie jest już okey, coraz bardziej się do nich przekonuję. Jak mam narzekać na coś w swoim wyglądzie, to spokojnie znajdę inne rzeczy ^^. Także tak- nie konturuje ust! Mimo, że maluję je na czerwono zostawiam je jak najbardziej naturalne. Maluję po prostu po swoich i wypełniam kolorem. Szminki mają to do siebie, że powiększają usta przez to, że podczas malowania i tak maluje się tą niekolorową część dolnej wargi. Mi tyle wystarczy.

Czerwona matowa kredka, którą posiadam ma numerek 20 i gorąco ją polecam. Nie widziałam innych, ale ta jest moim faworytem do końca życia. Całkiem jasna, taka krwista, taka mmmm idealna :D Jest bardzo sucha, ale mówię to w samych pozytywach, ponieważ po pomalowaniu ust zupełnie nie mam wrażenia, że się rozmazuje. Nawet kiedy coś dotknę ustami, albo dmucham nos i przez przypadek otrze mi się o usta. Wszystko zostaje na miejscu i jest perfekcyjnie. Poza tym trzyma się na ustach tak długo... JAK CHCECIE! No chyba, że jesteście u Babci na urodzinach i zupełnie nie przejmujecie się tym, że jednak coś na tych ustach macie i jecie wszystko co znajduje się w zasięgu Waszych oczu. Wtedy może nie być tak dobrze ^^. Ja jej nigdy nie poprawiałam. Pomijając Londyn- no ale wiecie, w Londynie chodziłam w niej grubo ponad dziesięć godzin, jadłam itp. Ogólnie syf, zmęczenie, brud i te sprawy robią swoje. Nie wiem co mi odbiło żeby malować sobie usta na dzień, w którym wiedziałam, że będę wykończona. Ale tu jest kolejne pytanie- jak z pełnym makijażem na twarzy można cały dzień zwiedzać? Odpowiedzcie mi, proszę :D
Moje usta do najszczęśliwiej nawilżonych nie należą, więc w nocy marzyłam już jedynie o tym żeby jak najszybciej to z siebie zmyć i nawilżyć je balsamem! Serio. Polecam na każde wesele, na każdą imprezę, nie polecam w momencie, w którym całkowicie Wam to jest niepotrzebne! 

Zwróćcie uwagę na długość moich włosów i to jak pięknie wyglądam na tym zdjęciu- inne już takie nie będą ^^


Tak jak wspominałam, dzisiaj poza recenzją będzie mnóstwo opowiadań. Lecę z kolejnym: zawsze myślałam, że jak będę dorosła i bogata, to będę chodzić do konsultantek, które będą mi doradzały idealne kolory kosmetyków- pod oczy, pod odcień skóry, kształt, brwi, nos itp. Myślałam, że są to niesamowicie profesjonalne Kobiety, które się nie mylą nigdy. Może niesamowicie dorosła i bogata jeszcze nie jestem, ale z takich porad korzystam (rzadko, bo rzadko... ale kiedy chcę dobrać perfumy, odcień kredki, czy odpowiednie produkty do dbania o cerę) i nieeeee! To wcale nie są niesamowite wróżki, które zawsze trafią w stu procentach. Myślisz, że pójdziesz i na spokojnie kobieta zobaczy kolor Twoich oczu, oceni wszystko, doda, zsumuje i będziesz bardzo zadowolona!? Nie. Tak nie jest. Także kolejny powód dla którego nie będę się malować- nikt mi nie pomoże :( 
Po wspaniałym wyborze czerwonej kredki poszłam do Inglota wybrać inny kolor. Chciałam żeby był bardzo naturalny, na co dzień (hehehe, na co dzień u mnie w makijażu oznacza zupełnie coś innego^^) delikatny. Pani mi nie pomogła, ale podała lusterko i próbowała ładnie pomalować usta (tego też niestety nie umieją). Wybrałam kolor i wydawał mi się odpowiedni, jednak po powrocie do domu okazał się brązowy O.o Nie cierpię brązowych ust- wyglądają według mnie bardzo niesympatycznie i martwo. Było mi trochę smutno, ale przy kolejnym pomalowaniu okazało się, że jednak wszystko okey. Po prostu zmienia kolor przy sztucznym oświetleniu. 

Kolorek numer 23 z dwa razy mogliście mnie w niej zobaczyć już na blogu, bo jest to kolor, który serio jest bardzo naturalny i którym całkiem często maluje sobie usta (nie kłamiąc, miałam ją na ustach chyba już ponad dziesięć razy: wliczając w to również jedynie malowanie na zdjęcia... bo to właśnie do zdjęć jest perfekcyjna!). Miałam ją również w Londynie. Kredka jest już bardziej tłusta i niestety za każdym razem obawiałam się, że rozmazała mi się po całej twarzy. Mimo wszystko jest bardzo trwała. BARDZO! Tylko koszmarnie powiększa usta. Strasznie tego w niej nie lubię. Wydaje mi się, że są wtedy na pół twarzy. Mimo wszystko nie wysusza ust i jeśli chcielibyście zdecydować się na coś delikatnego, ale jednak na ważne wyjścia- to jest odpowiednia. Nie myślcie, że kiedy pomalujecie się nią na wakacyjny piknik z chłopakiem, to będziecie wyglądały jakbyście dopiero wstały ^^ Mimo, że jest naturalna, to jednak jest bardzo mocna i wyraźna... no i to powiększenie ust. eh. Ale jeżeli już o tym pikniku mowa- z chłopakiem bardzo proszę, nic się z nią nie dzieje także tego ^^


Najnowszy mój zakup w sumie jedynie do jednego projektu, ale myślę, że się nie zmarnuje- to po prostu była motywacja :) Chciałam troszkę ciemniejszą i intensywniejszą, coś na wzór pięknej szminki Reni Jusis w teledysku Bejbi Siter. Tak ten kolor jest idealny. Mój to numer 28. Próbowałam jeszcze bardzo jasny i nie wiem jakim cudem ktoś mógł dać do produkcji taki kolor... no wiecie taki mydlany najjaśniejszy róż. Przedziwne! Ta kredka sprawia wrażenie najbardziej nawilżającej, ale za to nie jest taka tłusta jak numerek 23. Miałam ją już malowane usta dwa razy (raz dzisiaj i wcześniej) do zdjęć, więc nie miałam jej jeszcze na dworze, ale myślę, że bardzo spoko. Tylko jakoś dobrze skomponować z ciuchami, żeby nie wyglądało landrynkowo i myślę, że będzie pięknie. Trochę mnie ogranicza chyba ten kolor różowy. Muszę to zmienić! ^^

I patrzcie, teraz taki mały test. Okey, jestem chora, nie wyglądam za dobrze... ale kiedy zobaczyliście mnie w mocnych ustach i zobaczycie zdjęcie poniżej, czy nie wydam Wam się bardzo osłabioną dziewczynką z niedoborem wszystkich witamin potrzebnych do normalnego funkcjonowania? No właśnie tak działa codzienne malowanie się. Kiedy nagle chcesz się od tego uwolnić i postanawiasz iść bez makijażu do szkoły wszyscy zachodzą w głowę, czy przypadkiem poprzedniej nocy nie przedawkowałaś narkotyków ^^ Słabooo! ^^ A przecież na blogu praktycznie zawsze jestem bez makijażu i nie wygląda to źle. Chyba? Wygląda? O.o Aktualnie sama jak przeglądam tę notkę przerażam się na widok tego ostatniego zdjęcia. Serio jest ze mną źle :D Cieszę się, że na co dzień jestem może niezbyt piękną, ale naturalną dziewczyną, a kiedy poświęcę troszkę więcej czasu ludzie stwierdzają, że jest okey, ale lubią mnie taką jak wyglądam zawsze. Wtedy jest super :D


Dzisiaj tak bardzo dłuuugo, ale jutro sobota, więc u nikogo nauka historii sztuki nie ucierpi jakoś bardzo mocno ^^
Buziaki! :*

czwartek, 28 kwietnia 2016

BŁYSK



Hejka! :)
Powoli zapamiętuję już wszystkie teksty na pamięć, pamiętam jaka piosenka jest kolejna i codziennie uzależniam się od tej płyty coraz bardziej. Wniosek? Najwyższy czas napisać o niej na blogu! BŁYSK jest u mnie już od pięciu dni, ale widzę, że nie wzbudziła w Was takich emocji jak Maria Peszek i jej najnowszy Karabin. Okey, na Peszek czekałam z niecierpliwością, ale nie ma chyba ani jednego zespołu, na który czekałabym bardziej niż na HEY. Hey to moja miłość do końca świata i wiem, że nic tego nie zmieni. Każdy koncert, wywiad z Nosowską, czy kolejny krążek tylko mnie w tym utwierdza. Są takie zespoły, które trafiają w stu procentach! Szczęściarze, którzy odnaleźli już twórców bliskich swojemu sercu ♥ W dziecinie kina oczywiście takim kimś dla mnie jest Tarantino- nie ważne co zrobi, nigdy nawet przez myśl nie przejdzie mi, aby stwierdzić, że to było kiepskie. Oceniać go mogę jedynie w rankingu jego twórczości. Coś mogło mi się podobać mniej lub bardziej... porównując tylko do jego wcześniejszych filmów. Tak to już jest. Dobrze mi z tym. Dobrze mieć taką artystyczną pewność. 

Nosowska, jej teksty i muzyka- wszystko co łączy się w zespół HEY do mnie przemawia. Po wspaniałym singlu Prędko Prędzej przyszedł czas na zakup całej płyty. Niestety, ale nie było mi dane być na koncercie przedpremierowym- nic straconego, nadrobię to mam nadzieję jeszcze w wakacje. Kupiłam i przeleżała jeden dzień na innych płytach. W sobotę rano włączyłam... słuchałam cały dzień. Po pierwszym przesłuchaniu czułam, że jest tak fenomenalne, że nie będę umiała ubrać tego w słowa. Jednak po drugim przesłuchu nagle okazało się, że coś mi w tym nie gra. Trochę mi było smutno, miałam nadzieję, że będzie to wielka muzyczna petarda. Nie poddałam się. Odłożyłam i włączyłam w niedzielę rano. Okazało się, że sobota nie była po prostu moim dniem na słuchanie Błysku. W niedzielny poranek wszystko brzmiało zupełnie inaczej i fantastyczniej! Nawet lepiej niż za tym pierwszym razem.

Łukasz napisał mi, że podoba mi się dlatego, że jestem młoda i lubię pop. Jednak dla niego płyta jest bardzo słaba. EH! We wtorek wróciłam z takim przeświadczeniem do domu i postanowiłam jeszcze raz wsłuchać się w tą, jak i w dwie poprzednie płyty. Zastanawiałam się, czy na tle Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! oraz Do rycerzy. do szlachty doo mieszczan wyjdzie bardzo blado. Nie lubię porównywać, wiem, że często to robię.... jednak uważam, ze to jest słabe. Każdy nowy projekt jest odrębną częścią i wydaje mi się, że porównywanie coraz to nowszych kawałków do tych najlepszych i najważniejszych w karierze zespołu nie ma sensu... no ale całkowicie nieświadomie trochę to robiłam. Na wstępie zaznaczę, ze totalnie nic nigdy nie będzie równało się płycie z 2009 r.  Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Nawet w momencie, kiedy mój chłopak wyda rewelacyjną płytę, którą będzie zachwycał się cały świat (a wyda), to i tak uznam, że jest wspaniała... ale zaraz po HEY. Już nawet z samych sentymentów uznaję tą płytę za wielkie arcydzieło. Pod względem muzyki, tekstów, okładki, całego szumu wokół niej, teledysków i wszystkiego co łączyło się w idealną całość pisaną alfabetem Morse'a. Od tego właśnie wydania zaczęła się moja taka oczywista miłość do nich. Kupowanie płyt, nałogowe słuchanie i uwielbianie. Płyty słucham bardzo rzadko, ale za każdym razem jak już włączę, to czuję coś sympatycznego na sercu. Jeżeli dziesięcioma kawałkami można wzbudzić takie emocje chociaż u jednej osoby (a wiadomo, że nie jestem wyjątkiem), to chyba można uznać pracę za udaną. Także wczoraj idąc za ciosem postanowiłam posłuchać wszystkich trzech na raz- chronologicznie. Pierwsza- wiadomo. Druga- kiedy jej nie słucham, nie za bardzo jej lubię, ale kiedy już włączam czuję, że trafia, jak każda. Trzecia, najnowsza- szczerze mówiąc troszkę się obawiałam, że rzeczywiście jest słabo. Dlaczego? Bo bardzo łatwo mnie zmanipulować, a tym bardziej Łukasz to umie ^^. 

No i nie! Przestaję w ogóle słuchać co ten gość do mnie mówi! Nadal, po przesłuchaniu tego nowszego/ przemienionego Hey uważam, że Błysk w niczym się nie różni poziomem od swoich poprzedników. Powiem więcej, myślę, że to najlepsza z tych trzech płyt jeżeli chodzi o klimat na koncercie. Sama Nosowska o tym wspominała. Tym bardziej jestem przekonana, że na trasie koncertowej do Błysku muszę zawitać. 

Dziesięć utworów, to nadal mocno siedzące w konwencji nowego Hey piosenki. Okey, uwielbiam stare piosenki Hey, które zmuszają do szalonych tańców, buntu, wzruszają swoimi mocnymi tekstami i sprawiają, że świat staje pod jeszcze większym znakiem zapytania, a po przesłuchania jakiejkolwiek piosenki człowiek staje się tysiąc razy smutniejszy. No tak, tak jest. Tylko ten zespół jest na scenie już ponad dwadzieścia lat. Kurcze, wydaje mi się, że zmiany są spoko! Są wręcz wymagane. Ci ludzie dorastają, dojrzewają, zmieniają im się problemy. Moim zdaniem nie byłoby to zbyt wiarygodne, gdyby już dorosła Kobieta darła się do mikrofonu i z mocnym brzmieniem śpiewała o tym, że piosenka musi posiadać tekst. Pewnie, nie przeczę, że to było złe. To było WYBITNE! To było bardzo potrzebne Polsce i na zawsze zostanie jedną z najfajniejszych piosenek jakie usłyszałam w życiu. Wspaniale, że nadal grają to na koncertach, że ludzie tak świetnie się przy niej bawią. Czemu w świecie, w którym na pudelkach i innych stronach cały czas neguje się stare kobiety, które wstrzykują sobie botoks, bo nie chcą poddać się zmianie czasu, jaka w nich następuje. Czemu można się śmiać z Kobiet, które za wszelką cenę chcą wyglądać jak nastolatki... ale kiedy dojrzały zespół chce spróbować czegoś nowego, CZEGOŚ DOBREGO, innego, nagle pod singlem spływa milion komentarzy, że starego Hey już nie ma i nigdy nie będzie. No nie będzie! Kto by chciał cały czas żyć przeszłością! Jej, tak strasznie nie rozumiem ludzi. Czy naprawdę wolelibyście żeby Nosowska chodziła łysa, w glanach i była zbuntowana? Nie uważalibyście jej wtedy za śmieszną i niepogodzoną ze swoim wiekiem Kobietą? Poza tym Nosowskiej godzenie się z czasem idzie zadziwiająco łatwo. Chyba ma jakiś układ z Naturą, bo co roku wygląda tylko lepiej i piękniej. Idealny przykład kobiety jak wino. Z każdą sesją zdjęciową jest piękniejsza, z każdym koncertem, nowym kolorem włosów, każdą stylizacją... jej, uwielbia ją i już! Za wszystko! Nawet ostatnio kupiłam sobie sukienkę na podobieństwo jej- to się nazywa fan hahahah ^^
Taka kolej rzeczy- artysta się rozwija i to bardzo dobrze, kiedy spróbuje czegoś innego. Okey, nie wszystkim się udaje. Jednak Hey każdą swoją nowszą płytą pokazuje, że są świadomi tego co robią i robią to genialnie. Ja im ufam i ufać będę, a jeśli ktoś chce żyć tylko przeszłością- to polecam interesować się jedynie starymi płytami, bo jest ich dosyć sporo i są równie wspaniałe. Jeżeli nigdy Wam się nie znudzą te sztampowe hity sprzed ponad dziesięciu lat, to super. Ja mimo wszystko zawsze będę trzymała kciuki za ich rozwój i nowe brzmienia. Nawet jeżeli kiedyś wypuszczą czysty pop- to jeżeli będzie on stał na wysokim poziomie i trafi w moje ucho, to również będę szczęśliwa. Serio. Pozdrawiam.

Odnośnie okładki jeszcze- kiedy widziałam ją pierwszy raz, to było mi trochę smutno, niepotrzebnie. Z bliska wygląda naprawdę bardzo dobrze! Idealny odcień zieleni. Idealnie odróżnia się od innych płyt. Jest świeża, wiosenna. Przepiękna. Polecam serdecznie. I jeśli mogę poradzić Wam jedną rzecz: kupujcie wersje rozszerzone. Znajdują się w nich plakaty! ♥ I nie, nie jest to plakat (jak zazwyczaj) przedstawiający prostokątną wersję okładki płyty (tak jak początkowo myślałam). Jest to zbiór kwadratowych zdjęć całego zespołu. Trochę wydrukowany Instagram. Kiedy zobaczyłam, to trochę płakałam i zazdrościłam. No ale nic- muzyka najważniejsza. Was jeszcze mogę ostrzec i polecić, więc polecam! :D Co prawda wtedy płyta jest chyba pomarańczowa, ale może na żywo również wygląda tak fajnie jak zielona? :) Jednak faworytem na zawsze zostanie okładka Do rycerzy... świetny pomysł i idealnie, że były różne wersje tak mało na pozór różniące się od siebie! :) Bardzo ją lubię ♥


Buziaki! ;*

środa, 27 kwietnia 2016

Sklepy cynamonowe

Hejka!
Zawsze mam inną wymówkę na moją nieobecność, więc dzisiaj zarzucę nową: mam gorączkę, jestem umierająca i ogólnie nie za ciekawie. Wczoraj po szkole wróciłam, weszłam do łóżka, zasnęłam na kilka ładnych godzin i nie interesował mnie cały świat. Aktualnie gorączki już chyba nie mam, ale zajadam się czosnkiem, wodą z cytryną, miodem itp. Jutro już będę zdrowa! Od piątku zaczynam swój baaaaardzo długi weeend majowy. Do dyspozycji będę miała aż dziewięć dni, będzie się działo. Mam taki plan, że będę miała plan! Jakoś ostatnio mi to chyba umyka i później bardzo na tym tracę. Pozdrawiam gorąco ludzi zorganizowanych, bo jeżeli mają w sobie mnóstwo miejsca na spontaniczność, to są najlepsi. Dzisiaj usiądę (okey, poleżę), wezmę kartkę i w te dziewięć dni zapiszę same super rzeczy, na które nigdy nie mam czasu. W żadnym dniu nie zapomnę o fioletowym-sercu. Powiem więcej: wymyślę coś super, lepszego niż zawsze. Mam nadzieję, że się uda :D

A czemu taka długa ta przerwa? Poza trzydniową majówką doliczają mi się również dni, w których maturzyści piszą matury. Tak, jestem w wieku, w którym i ja powinnam przeżywać, stresować się i uważać te dni za najgorsze na świecie. Na szczęście zostało mi to oszczędzone- mam jeszcze rok! ♥ Kiedyś wydawało mi się, że to nie ma sensu. Rok dłużej w szkole? NIGDY! Teraz wybrałabym tak jeszcze tysiąc razy. Naprawdę. Także- zbliżają się wybory szkół. Pamiętajcie o tym co mówię. Jeżeli w plastykach odstrasza Was jedynie ten dodatkowy rok, to uwierzcie, że po czterech latach będziecie rękami i nogami zapierać się żeby nie odchodzić. 

Trzecia liceum zobowiązuje. Nie wiem, czy też tak mieliście, ale ja przy starszym rodzeństwie, kuzynkach i Babci posiadającej małą biblioteczkę ze starymi najważniejszymi polskimi książkami, zawsze czekałam aż dojdę do momentu, w którym będę musiała przeczytać Pana Tadeusza, Lalkę, Quo Vadis, Przedwiośnie no i oczywiście te niesamowite Sklepy cynamonowe. 
Zazwyczaj okazywało się, że moje marzenia o przymusie przerobienia tych książek kończyły się moim wewnętrznym płaczek. Oczywiście- każda z nich coś w sobie miała, ale kiedy przychodzą wątki historyczne, rozpracowywanie wszystkiego na części pierwsze i dostawanie ocen za swoją wiedzę z literatury, którą właśnie się omawia... ludzie! Nie polecam nigdy. 

Jednak ze Sklepami cynamonowymi było trochę inaczej. Pamiętacie jak w tamtym roku pojechałam do Zakopanego? Codziennie przed wędrówką lub zaraz po niej wracaliśmy do pokoju. Jednak chwilkę przed zachodziliśmy do sklepu. Do Sklepu cynamonowego. Jeszcze wtedy o tej książce wiedziałam, że jedynie jest, natomiast mój kolega był już dawno po jej przerobieniu. Opowiadał mi niesamowite historie tego sklepu i podsycał moją ciekawość. Jednak z racji wielu innych propozycji do czytania w moim zbiorze- postanowiłam, że książkę, która i tak będzie moją lekturą- zostawię sobie na później. Tak też zrobiłam. 

Właśnie nadszedł ten rok, w którym to Sklepy cynamonowe były zadane mi na lekcji. Jedno opowiadanie, tytułowe. Zasiadłam z niesamowitą ciekawością, chłonęłam każde słowo. Czekałam na to, o czym opowiadał mi mój kolega. I wiecie co? Całe opowiadanie ma lekko ponad trzydzieści stron, ale o sklepach jest zaledwie.... jedno, może dwa zdania. 

Czytałam i czułam, że nie rozumiem niczego. Zestresowana poszłam do szkoły i okazało się, że to co miałam zrozumieć-zrozumiałam. Jednak Schulz jest postacią tak zagadkową, że Łatwiej mówić Schulzem niż o Schulzu. Dlatego ja nie będę próbowała wyjaśnić Was o co w nich chodzi. Oszczędźcie mi tego ^^ Powiem Wam jedynie, że zaciekawiona tym jednym opowiadaniem przeczytałam wszystkie pozostałe. Idealny przykład literatury, do której wiem, że będę musiała wrócić jeszcze wiele razy, ponieważ za każdym razem zrozumiem ją zupełnie inaczej- lepiej. To książka magiczna, w której jest tak wiele ukryte, z której trzeba tak dużo wyciągnąć. Podobno Schulza nie da się nie czytać na głos. Coś w tym jest. Po Sklepach cynamonowych już każde inne czytałam na głos. Było warto. Chociaż rozumiałam i tak jeszcze w niewielkim stopniu, to mimo wszystko w większym. Te historie po prostu trzeba poczuć, usłyszeć i wyobrazić sobie. Jeżeli będę pisała tego bloga w wieku trzydziestu lat, to obiecuję Wam, że napiszę o niej znów, po drugim przeczytaniu. Post będzie wyglądał zupełnie inaczej i tysiąc razy lepiej. Na razie moją uwagę i zachwyt przyćmiewa tak niesamowita odmienność od innych książek, które miałam w ręce. 

Co do oprawy graficznej. Wydawnictwo MG i ich serię ilustrowaną na pewno już dobrze znacie. Sklepy wydane w tej samej konwencji w przepięknym żółtym kolorze zawierają w sobie rysunki Schulza! ♥ Rewelacyjne szkice, które dopełniają tę książkę i tworzą z niej małe arcydzieło literackie jak i kulturalne. Posiadanie takiego małego cuda w domu, moim zdaniem, jest konieczne i bardzo uszczęśliwiające. No i pięknie wyglądające przy okazji! :) Schulza można lubić i nie lubić, jednak nie można nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że to wybitny artysta! Także ja gorąco polecam. Kupić, w tym wypadku kupić, ponieważ niewątpliwie nie będziecie chcieli się z nią rozstawać i z miłą chęcią będziecie chcieli wrócić do niej po kilku latach. A przynajmniej moje myśli są ulotne i wydaje mi się, że jeżeli nie miałabym jej na półce szybko bym o niej zapomniała, a na pewno nie miałabym sentymentu, kiedy otwierałabym zupełnie inne wydaje, niż to które czytałam będąc dziewiętnastoletnią dziewczynką :)


Buziaki! :*

czwartek, 21 kwietnia 2016

Zemsta


Hejka! :)
Nie sądziłam, że tak szybko napiszę ten post i nie sądziłam, że zdarzy się przy nim coś tak niesamowitego. Wczoraj wieczorem grzecznie położyłam się do łóżeczka, jak zawsze mega wymęczona, ale całkiem szczęśliwa. Myślałam, że od razu pójdę spać, ewentualnie po przeczytaniu kilku stron książki. Jednak nic z tych rzeczy. Wczoraj przeżyłam swój pierwszy raz i z miłą chęcią Wam o tym opowiem. Właśnie teraz.

Milion razy wspominałam Wam o tym, że książka, która zmotywuje mnie do porzucenia swoich obowiązków i zwykłego odpoczynku przy lekturze pod ciepłym kocykiem, musi być naprawdę dobra. Wręcz wybitna. Od kilku lat niestety moim jedynym sposobem na przebrnięcie przez tony książek są podróże do szkoły, a wcześniej (jeszcze skuteczniejsze) podróże autobusami na drugi koniec Polski. W takich miejscach najlepiej pochłania mi się książki i czuję wtedy dobrze, nawet bardzo dobrze, spożytkowany czas, który spędzam siedząc na wyznaczonym miejscu parę godzin. Nie wiem jak ludzie to robią, że w podróż nie zabierają książek! O.o Kiedyś siedziałam w autobusie przy chłopaku, który przez sześć godzin nic nie robił. NIC. Nie miał ani słuchawek, ani telefonu, ani książki, ani jedzenia. Siedział. Dobrze, że w pewnym momencie ktoś odpalił na komputerze film z napisami, to biedny mógł sobie chociaż w taki sposób czytać hahhaha. Zdarzenie miało miejsce jakieś dwa lata temu, a ja mimo wszystko nigdy tego nie zapomnę. Ja, która wsiadłam do autobusu, wyjęłam słuchawki, poduszkę, telefon, mp4, książkę, jedzenie, zdjęłam buty, nałożyłam na siebie koc... i po dwóch minutach zrobiłam ze swojego miejsca miniaturkę domu (bo przecież przez długi czas, to był mój weekendowy dom^^), nie mogłam się nadziwić jak można nie robić NIC przemierzając całą Polskę i tak marnotrawiąc czas. Okey, to podróże są wyjaśnione. Czytam zawsze. Nawet jak książka nie jest fajna, chociaż wtedy idzie mi o wiele trudniej. 

Jednak jak zabiorę się za książkę w domu, to to jest wielkie święto! Oczywiście, kilka lat temu w przerwę między świętami, a sylwestrem codziennie czytałam po jednej książce liczącej ponad 300 stron, bo nie umiałam robić nic poza tym- tak mnie pochłaniały... ale teraz jestem już dojrzalsza, wiem, że nie mogę sobie pozwolić na takie rzeczy, poza tym- chyba nawet bym nie chciała. Mimo wszystko taki dzień z kocykiem, jedzeniem pod ręką i książką uważam za dzień idealny. Czasami zdarza mi się to w wakacje, kiedy mogę wylegiwać się na balkonie i udawać, że jakkolwiek w tym momencie się opalę ^^. 

Mówiłam Wam kiedyś o mojej zazdrości do ludzi, którzy umieją całymi nocami czytać książkę, która ich zachwyci. Nawet jeżeli czują zmęczenie- nie zasną, bo historia ich rozbudzi. Ostatnio jak jechałam na poznańskie targi meblarskie mój kolega strasznie się ze mnie śmiał, że zasnęłam podczas czytania, nawet nie zauważając kiedy. Tak, jestem osobą, na którą książki działają usypiająco. To nie oznacza, że mnie nudzą. Po prostu- usypiają. Całe życie myślałam, że tak jest i muszę to zaakceptować. Wczoraj okazało się inaczej...

PRZEŻYŁAM SWÓJ PIERWSZY RAZ Z KSIĄŻKĄ PRZEZ NOC ♥ Nawet nie wiecie jaka byłam zachwycona, gdy po trzech stronach poczułam nagłe przebudzenie i tak wielką ekscytację oraz chęć poznania kolejnych wątków. Czytałam i czytałam, cały czas zadziwiając się, że chociaż już grubo po północy, wcale nie chce mi się spać. Czytałam i czytałam i ... skończyłam dopiero jak przeczytałam ostatnie słowo. Jestem zachwycona ♥ 

Zemsta to pierwszy kryminał, który w tak wspaniały sposób zupełnie na drugi plan porzuca mafijne sprawy (chociaż tutaj drugi plan jest ważny) i skupia się przede wszystkim na miłości... a miłości w tej książce jest bez liku. To idealna lektura dla Kobiet. Przyznać się bez bicia, która z Was nie chciałaby mężczyzny gangstera jak ze starych filmów? Każda marzy o twardzielu, przy którym czułybyśmy się bezpieczne, który byłby groźny dla całego otoczenia, ale dla nas byłby najukochańszym stworzeniem świata, czułym, miłym i romantycznym. Poza tym, która nie chciałaby diamentów, długich sukni, limuzyn i bali co drugi dzień? Ah.... rozmarzyłam się nad filmami, których widziałam chyba zbyt wiele ^^ W książce odnajdujemy dwie Kobiety, które takie szczęście mają. Ich serce odnajduje dwóch mężczyzn zamieszanych w mafię i próbują sobie z nimi ułożyć życie. Z jakimi skutkami? Chyba sami umiecie sobie odpowiedzieć na to pytanie ;) 

Skala zabijania w tej książce jest ogromna, ale skala miłości przewyższa ją pięciokrotnie. Tak wspaniale czyta się wszystko co znajduje się w środku. Tylko tak szybko to wszystko się kończy. Ja z miłą chęcią żyłabym z nią kilka miesięcy- tylko wtedy ból po ostatnich stronach byłby jeszcze większy. Tak, to właśnie ta pozycja, po której zakończeniu nie wiesz co zrobić (uwielbiam te momenty! ♥). 

W ostatnim akapicie trzeba się przyczepić, bo nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła! :D Okładka książki jest przykładem typowej bardzo złej okładki. Takich rzeczy po prostu się nie robi. Patrząc na nią można po prostu przejść obojętnie- bo takich książek w księgarni tysiące (niestety)- a kurcze no, ta książka powinna krzyczeć samą sobą, że w środku dzieje się magia i trzeba po nią sięgnąć! Grafik tego nie zdziałał, ale mam nadzieję, że ja tą notką zmotywuję Was do pójścia do księgarni. Jej, serio warto. 


No to tyle. Cieszcie się ze mną moim nowym osiągnięciem w życiu :D
Buziaki! :*

środa, 20 kwietnia 2016

co z tym Elblągiem?


Hejka! :)
Mam dla Was dzisiaj aż dziesięć rewelacyjnych wydarzeń, które w najbliższym czasie dzieją się w Elblągu. Także- Elblążanie- interesujcie się, bo warto. Najbliższe wydarzenie już jutro, kolejne w piątek, sobotę, niedzielę i tak dalej. Jeżeli ktokolwiek powie mi jeszcze, że w Elblągu nic się nie dzieje, to dostanie ode mnie w nos. Nie mówmy tutaj o organizacji i ludziach, ale to miasto się stara, robi mnóstwo dobrego. Gdyby tylko zmienić nastawienie ludzi byłoby pięknie. Sama się łapię na tym, że niestety, ale często po spędzeniu w szkole dziesięciu godzin mam ochotę jedynie leżeć w łóżku i nie wychodzić już nigdzie. Poza tym pojawiają się oczywiście jeszcze obowiązki szkolne na następny dzień, jednak sądzę, że gdyby człowiek nigdy nie odczuwał zmęczenia wszystko można by było ze sobą pogodzić. Ja ostatnio mocno się rozleniwiłam, muszę Wam to przyznać. Cały czas coś robię, ale jest to jakieś takie domowe i niespektakularne, więc nie odbija się w moim sercu jakimś wielkim echem zrobienia czegoś pożytecznego. Aktualnie jednak będę miała prawdopodobnie zajęty każdy weekend (i nie tylko) i to jest bardzo fajne. Trzeba się ogarnąć! Jakiś czas temu jeden z ludzi (nie wiem jak go nazwać hahah) powiedział mi rzecz bardzo mądrą (czasami mu się zdarzało!). Niektórzy są po to, aby tworzyć miejsce, tworzyć wydarzenia, spotkania- jednak przeciętny człowiek jest stworzony, aby wypełniać te miejsca, wydarzenia i spotkania samym sobą. Kiedy w takim miejscu pojawi się wiele osób chcących aktywnie wypełnić przestrzeń, to spędzony czas nigdy nie będzie złą aktywnością. Wkurzam się czasami, że tak mało osób wychodzi, że kiedy jest jakieś niesamowite zdarzenie pojawia się tak zaledwie paręnaście osób, ale co z tego?:) Ważne, że ja się zmotywowałam, przyszłam, zobaczyłam, spożytkowałam. Fajnie by było, gdybyście Wy też to robili. Teoretycznie ten post jest skierowany do ludzi z mojego miasta, ale tak naprawdę to tylko popchnięcie Was wszystkich palcem do tego, żeby sprawdzić w internecie co dzieje się w Waszych miastach, co możecie zrobić i gdzie wypełnić miejsce swoją osobą. Nie martwcie się, dzisiejszy post jest elbląski, ale za jakiś czas pojawi się również ogólnopolski- pełen sztuki jak zawsze. Zawsze? Bardzo dawno już nie było wydarzeń marzeń. Tak, na górze kawałek mojego pokoju, bo dalej go kocham i wszystko co się w nim znajduje :D 

 1. Wernisaż Kieniksman/ Sadowa/ Kozłowski 21.04.2016 r. godz. 15.30 Liceum Plastyczne w Gronowie Górnym. Pamiętacie jak pisałam Wam, że ludzie z mojej paczki dostali się na przegląd i są tak utalentowani, że aż miło patrzeć na to jak się rozwijają. Na ogólnopolski przegląd dostała się tylko Wiktoria, ale z racji tego, że cała trójka jest genialna zajęli najwyższy wynik w historii naszej szkoły. Z racji tego, że w nowym budynku mamy przestrzeń wystawienniczą: robią wystawę. Rysunku, malarstwa i chyba rzeźby. Będą naprawdę ciekawe i bardzo różnorodne prace, więc z miłą chęcią mogę Was zaprosić na jutro. Nie bójcie się, to że odbywa się to w naszej szkole, to nie zmienia faktu, że każdy może przyjść! Dojazd jest super prosty- szesnastka podjeżdża pod samą szkołę, przystanek Gronowo szkoła. Poznacie. Poza tym będą ciastka! :D


2. Drzwi otwarte Liceum Plastycznego w Gronowie Górnym godzina 10-14 23.04.2016 r. Jak już wiele razy wspominałam- gdybym ja kiedyś nie wybrała się na drzwi otwarte tej szkoły, to nigdy bym się w niej nie zakochała, nigdy bym do niej nie poszła i nigdy nie przeżyłabym takich wspaniałych chwil! ♥ Jedźcie, zobaczcie. Będą warsztaty, uczniowie będą oprowadzać po salach i mówić o poszczególnych przedmiotach. Będzie fajnie, serio :) Warto przyjechać i zobaczyć, czy to miejsce dla Was. Jak już jesteście starzy i nie macie możliwości dopiero zapisywać się do liceum, to i tak przyjdźcie i zobaczcie, ja bym przyszła ^^ Jej, z miłą chęcią wróciłabym do tego dnia, kiedy wraz z Magdą w kapelusikach, sukieneczce w kwiatki, lokach i lenonkach pojechałyśmy do naszej przyszłej szkoły. Czułyśmy taki inny świat, kiedy już z niej wyszłyśmy. Zupełnie inaczej teraz ją widzę, chociaż równie wspaniale. Serio, korzystajcie kiedy możecie! W okolicy lepszej szkoły nie znajdziecie, ba! moim zdaniem to najlepsza szkoła w całej Polsce. Mała, przyjemna, kochaniutka taka mmmm ^^ Aż mi się wzięło na wspomnienia, znajdę Wam to zdjęcie sprzed 3 lat, jedno się już tutaj kiedyś pojawiło :) KLIK- jej, racja. Pamiętam jak nauczyciele się nami zachwycali, mówili, że to na pewno artystyczne dusze i bardzo na nas czekają hahahha. Super :D


3. Ostatnie już wydarzenie w najbliższej przyszłości organizowane przez Liceum Plastyczne w Gronowie Górnym, to dyplomy klas czwartych. Ja widziałam jedynie zdjęcia w aparacie prac, jednak wydają mi się na bardzo wysokim poziomie. Są takie gustowne, kolorowe i bardzo ciekawe. Serdecznie Was zapraszam. Wystawa odbędzie się 28 kwietnia, godziny jeszcze nie znam- ale przypomnę Wam o tym w którejś z najbliższych notek :)


4. Mniej- więcej - 28.04.2016 r. Galeria El. Wystawa Tycjana Knuta. Artysta współczesny, którego w sumie wcześniej nie znałam, jednak widząc jego prace w google grafika jestem pewna, że albo będzie to bardzo dobre, albo bardzo złe. Z miłą chęcią się przekonam, czy trafi w moje serce :) Jednak do tego czasu jeżeli chcielibyście wybrać się na dobrą wystawę, to w Galerii El przez kilka dni można jeszcze oglądać  (wystawa czynna do 22.04) Procesja Narcyzów. Ja mam zamiar wybrać się jeszcze raz, prawdopodobnie jutro, ponieważ podczas wernisażu, przy takiej ilości ludzi było bardzo ciężko poczuć to wszystko, co chciał przekazać artysta. 

 

5. DISCO MJAŻŻDŻO- 22.04.2016 r. godzina 21.00 w elbląskiej Majzzdze. Dzisiaj właśnie pomalowałam paznokcie na złoto, kupiłam tak wielkie kolczyki koła jak moja głowa i już nie mogę się doczekać. Będzie zarąbiście. Polecam Wam wszystkim. Będzie genialna muzyka, zabawa i towarzystwo. Jak można lepiej spędzić początek weekendu?! Tylko z Mjazzgą i Disco! ♥


6. Grafatak- 14.05.2016 r. godzina 20.15 w Mjazzdze. Po raz kolejny oglądać będziemy mogli zmagania utalentowanych ludzi, którzy przez kilka godzin będą musieli odpowiedzieć na wybrany temat w sposób graficzny, malarski, rysunkowy [...]. Pośród uczestników będzie moja Magda i mój nauczyciel od grafik artystycznych. Wszyscy w szkole mówimy o tym na okrągło. Będzie się działo! Zapraszam wszystkich :D


7. Koncert Lubomskiego- 24.05.2016 r. godzina 20.15 w Mjazzdze. Ciężko mi kiedy ludzie nie mają czasu na sztukę, tym bardziej kiedy jest bardzo dobra. No ale cóż... nie wiem jak wyglądać będzie moje wyjście na to wydarzenie, bo chociaż do kina chodzę już sama bez żadnych problemów, to nie wyobrażam sobie samotnego wyjścia na koncert NIGDY! Także- jeżeli chcesz ze mną iść, to chodź! :D Bardzo polecam, bo to naprawdę fantastyczny muzyk.


8. Elbląg za pół ceny- 23/24.04.2016 r. z tego co widziałam wiele bardzo fajnych restauracji, Galeria El, salony kosmetyczne, hotele [...] biorą w tym udział, więc niewątpliwie warto. Lubię te akcje w Elblągu. Tym bardziej, że w tym roku całe moje miasto zostało przyozdobione bardzo fajnymi plakatami w dobrej stylistyce. Niby takie proste, a oko cieszy :D


9. Premiera Letnie przesilenie 22.04.2016 r. godzina 18.30 w Światowid. Czekam na ten film naprawdę długo. Fajnie ogląda się znajomych na dużym ekranie, tym bardziej kiedy grają nagradzane (czyli bardzo dobre) role :) Niestety ja na film wybrać się będę mogła dopiero w poniedziałek, ale ostatniego dnia miesiąca niewątpliwie Wam o nim napiszę kilka słów, już się nie mogę doczekać. Szturmujcie kino! :D


 10. TyDZIEŃ wychodnego dla mam- 20/26.05.2016 r. w Światowidzie. Cały program jest dostępny na stronie Światowidu lub na facebooku. Naprawdę bardzo fajne propozycje filmowe, w idealnej cenie. Także matki, wybierajcie się i korzystajcie z chwili wolnego. Ja, chociaż matką nie jestem (jeszcze!^^), to z akcji skorzystam jako zwykły mieszkaniec Elbląga, ponieważ filmy naprawdę bardzo mnie zachęcają ♥ Np. Wszystko gra- najnowszy polski film. Czekam bardzo! :D

No to tyle. Mam nadzieję, że Was skusiłam ;)
Buziaki! :*

wtorek, 19 kwietnia 2016

Julia Marcell Proxy


Hejka! :)
Wiecie co? Ostatnio popełniłam największy błąd swojego życia i do teraz przez to cierpię. Kupiłam trzy płyty przez internet, jeszcze przed premierą. W dwóch zamówieniach, więc Hey przyjdzie mi akurat za trzy dni, właśnie wtedy, kiedy trafi na półki sklepowe. Tak strasznie się cieszę i nie mogę się doczekać- już czuję jak całymi dniami będę ją wałkować. Oczywiście kiedy już będę wiedziała co i jak i jak Wam to wszystko ładnie opisać- od razu dodam post poświęcony najnowszemu Błyskowi. Mam nadzieję, że się cieszycie. Jednak ten błąd oczywiście nie polega na zakupieniu płyty Hey, tylko na kupieniu w jednej paczce Brodki i Reni Jusis. Gdyby nie to płyta tej drugiej grałaby mi już w głośnikach od wielu dni, a tak to dostanę ją dopiero pod koniec maja. Ah! Bardzo płaczę :D No nic, w każdym razie cieszę się, że w ogóle do mnie trafią i będę jednego dnia podwójnie szczęśliwa. One również znalazły się na mojej liście najciekawszych premier najbliższego czasu, więc również pojawią się na blogu z rozszerzonym komentarzem. 

Ostatnio mówiłam Wam kilka zdań na temat debiutanckiej płyty Bovski, która zupełnie mnie nie zachwyciła. Na drugi rzut wzięłam Julie Marcell. Tym razem niestety znów skorzystałam z portalu Spotify, ponieważ niby byłam pewna, ale z drugiej strony coś we mnie krzyczało, że nie wszystko w tej artystce do mnie przemawia, więc lepiej spróbować przez legalne źródło, ale mimo wszystko o wiele tańsze, szybsze i bez wychodzenia z domu. Obawiałam się, że będzie to drugi zawód mojej super listy (z listami tak jest! Za każdym razem jak robiłam te dziwne listy super premier z Pawłem, to połowa z nich była największym niewypałem świata. Pamiętacie je? Fu!).

Płytę rozpoczyna singiel Tarantino. Już na wstępie powiem tylko, że jeżeli chcecie oceniać płytę po stylistyce teledysku, to nie róbcie tego- to nie będzie dobra ocena i na szczęście będzie błędna. W teledysku dzieje się tak dużo, że naprawdę nie wiadomo na czym skupić uwagę. Dochodzi jeszcze tekst aktorek i wszystko robi wspólny harmider. Ciężko. Nie polecam. Natomiast sama piosenka tak jak już kilka razy wspominałam jest naprawdę świetna. Ja co prawda bardzo nie lubię piosenek o problemach dzisiejszego wieku, jakimi są facebook, internet, brak rozmów, globalne ocieplenie, Ikea itp. a ta płyta składa się głównie z tej problematyki. Na całe szczęście Marcell robi to z bardzo dobrym smakiem. Świetne teksty z rewelacyjnym wokalem i chórkami (!). Melodie wpadają w ucho i kiedy płyta się kończy mam w głowie tylko jedną myśl- puścić to wszystko jeszcze raz. Mnóstwo tutaj firm, korporacji i udziwnień XXI wieku, ale to naprawdę dobrze ze sobą gra. Poza tym niesamowicie cenię sobie artystów, którzy tworzą teksty piosenek, które później sami śpiewają, a przy tym jeszcze grają na instrumentach w trakcie koncertów. Wow! Człowiek orkiestra. Za każdym razem jak dowiaduje się, że jakieś naprawdę bardzo głębokie teksty nie płyną prosto z serca głosu, który słyszę robi mi się trochę smutno.... także piątka, Julia! ;)

Krążek zawiera osiem piosenek. OSIEM! Powinno być chyba jakieś prawo, które ustalałoby minimalną liczbę utworów na płycie. Mimo wszystko- nie liczy się ilość, a jakość. Szczerze mówiąc tą zadziwiająco małą liczbę zobaczyłam dopiero przed chwilą, kiedy chciałam zabrać się za ten akapit. Słuchając płyty zupełnie nie odczuwam żeby trwała zbyt krótko. Po przesłuchaniu jej jeden raz nie mam w sobie żadnego uczucia niedosytu. Czuję tylko, że chcę jeszcze raz posłuchać ich wszystkich. Teksty są naładowane bólem, cierpieniem i niezgadzaniem się z teraźniejszością (przynajmniej ja to tak odbieram), jednak dzięki dobremu brzmieniu płyta nie jest ciężka, można by było wręcz rzec, że gdyby nie wsłuchiwać się w testy- jest bardzo lekka. Całkiem przyjemna. Jeżeli Waszą jedyną obawą przed kupnem płyty jest ta ósemka, to uwierzcie, że jest to jedna z lepszych ósemek, które zostały wydane w tym roku w Polsce (z gatunku muzyki, której słucham, oczywiście- w innych nie wiem). Ja niewątpliwie już niedługo zmotywuję się do zakupienia Proxy. Uwierzcie, że nie ma tutaj ani jednej złej piosenki. Są tylko dobre i wybitne, a co dla mnie najważniejsze- są po polsku! Tak, jestem zakochaną w Polsce dziewczyną i uwielbiam Polskę, polskich artystów, polskie teksty piosenek, polskie filmy. Tak- jakbyś był nowy, to właśnie się dowiedziałeś, jak jesteś już tutaj stary- to na pewno długo już to wiesz i Cię to nie dziwi :p

Nie obędzie się bez komentarza do okładki. JEST IDEALNA! IDEALNA! To jest najpiękniejsza okładka jaką widziałam w ostatnim czasie. Oczywiście, na początku mi się w ogóle nie podobała- za dużo się w niej działo, ale później przekonywałam się do niej coraz bardziej, a kiedy zobaczyłam ją w dużym formacie byłam zakochana! Zobaczenie tych wszystkich szczegółów, posiniaczonego kolana, kraba, jednorożca, psa, pistoletu [...] wszystkiego jest bardzo dużo, ale nie za dużo. Mogłabym wywołać ją sobie w wielkim formacie i powiesić w domu- byłabym zachwycona. Kto wie, może i tak zrobię :D Autorką zdjęcia jest Sonia Szóstak, o której niedługo jeszcze więcej na tym blogu. Od wczoraj jestem tak wielką fanką, że serce mi się raduje, że ludzie są tacy utalentowani! ♥♥♥


Polecam 100%
Buziaki! :D

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Mędrzec kaźni

Hejka! :)
Jejku, ale mamy ześwirowaną tę pogodę! Raz pada, raz świeci słońce i to wszystko w naprawdę niezbyt dużym odstępie czasu. Trochę smutek, bo chciałabym już się pozbyć kurtki i latać w kolorowych spodenkach. Za niewiele ponad dwa miesiące zaczynają się wakacje i wtedy zaczną się upały i piękny czas. Już się nie mogę doczekać, będzie czadowo! :D Macie już jakiś plan na ten czas? Ja niby mam, ale to wszystko mi się jakoś komplikuje i nie wiem, czy do czerwca będę miała cokolwiek zaplanowane. Szkoda, lubię mieć taki chociaż malutki szablon i chociaż jeden poważny wyjazd- tak, żeby mieć pewność, że wakacje nie będą zmarnowane. Oczywiście, w moim wypadku zmarnowane nie są nigdy... ale jednak dla dobrego samopoczucia fajnie być pewnym. Zobaczymy jak to będzie. Jedno co jest pewne- chciałabym żeby w tym roku fioletowe-serce nie ucierpiało na moich wyjazdach i żeby było tu bardzo inspirująco, wartościowo i fajnie. Relację zdam Wam we wrześniu :p

Dzisiaj jednak nie o planach, a o książce! Tak mocnej książce, że ciężko zapomnieć o niej chociażby na chwilę po zamknięciu ostatniej strony. Czytam bardzo dużo i zazwyczaj są to pozycje, które mnie zadowalają. Jednak czasami zdarzają się takie petardy, że brakuje słów, którymi można by było opisać swoje uczucia. Mędrzec kaźni właśnie taki jest. Niepozorna, cieniutka książka zawierająca w sobie niewiele ponad sto trzydzieści stron. Nie wiem dlaczego, ale kiedy po nią sięgałam wydawało mi się, że będzie ona o kanibalu. Tak jakoś dwa słowa na "k", więc uznałam, że będzie fascynująco. Jednak już po kilku stronach okazało się, że nie o kanibalu, a o kacie. Zupełnie dwie różne postacie, ale moim zdaniem równie ciekawe. W tym wypadku nawet ciekawsza.

Młody dziennikarz wyjeżdża do Paryża w celu przeprowadzenia swojego pierwszego, poważnego wywiadu. Jest bardzo podekscytowany. Jak to bywa z sytuacjami pierwszymi- wkłada w to całe serce. Wie, że od tego zależy jego przyszłość i może osiągnąć naprawdę wiele. Rozmowę przeprowadzić ma ze starszym już mężczyzną, który przez wiele lat był paryskim katem i sprawował władzę nad gilotyną. Podczas jego służby życie straciło ponad trzysta przestępców. Mężczyzna jednak okazuje się bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną. Wspólnie spędzają przyjemnie czas, a poza odpowiedziami na pytania zadawane przez młodego dziennikarza nawiązują rozmowę o swoich poglądach na temat wyroków śmierci. Jest to niesamowicie mocne wejście wgłąb człowieka. Tak ciężko czasami zrozumieć naszą naturę i nasze postępowanie. Kiedy na wierzch wychodzą nasze najgorsze cechy, które niestety posiada praktycznie cała ludzkość w świadomości czytelnika dzieje się coś tragicznego! Ja byłam w stu procentach rozwalona i ciężko mi było dojść do siebie przez długi czas. Oczywiście poza niesamowitymi przemyśleniami dwóch mężczyzn w książce znajduje się również niesamowita historia, która trzyma w napięciu. Mędrzec kaźni należy do tych tytułów, które tak bardzo zaciekawiają, że po pierwsze: nie można się od niej oderwać i pochłania się ją za jednym razem, a po drugie: tak bardzo trzyma w napięciu, że naprawdę trzeba się mocno skupić, aby nie wybiegać wzrokiem zbyt daleko. Mam nadzieję, że każdy z Was zna to uczucie, kiedy serce zaczyna bić szybciej, a Wy chcecie jak najszybciej skończyć całą historię- nie dlatego, że macie tego wszystkiego dość, a dlatego, że już nie możecie się doczekać zakończenia! Jeżeli nigdy tak nie mieliście, to śmigajcie do księgarni i bez zastanowienia kupujcie Mędrca kaźni. Moim skromnym zdaniem- dzieło wybitne! W najbliższym czasie mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po kolejny tytuł Tomasza Kowalskiego i jeżeli on również okaże się tak dobry, to zostanę wierną fanką! Ah, już dawno nic nie poruszyło mnie tak bardzo. 

O okładce dzisiaj aż nie wypada wspominać. Ja mimo wszystko to zrobię, jednak nawet jeżeli byłaby to najgorsza z okładek, które widziałam w życiu, to i tak nie wiele by mnie to interesowało. Treść, moi drodzy, treść w środku załatwia wszystko! Jednak tym razem wszystko skomponowało się w idealną całość, a oprawa graficzna dodaje jedynie plusów. Nie będę się nad nią zbyt długo rozczulać, ale uważam, że jest bardzo, bardzo dobra! Zaczynając od kolorystyki, poprzez font (chociaż ten języczek od "ę" jest niepokojący! ^^), umieszczenie napisów i kawałka tej gazety. Dobrze no! Bardzo dobrze. Jedyne nad czym bym popracowała chwilę dłużej to ta krew spływająca z kołnierzyka koszuli. Już prawie jest dobrze, ale mimo wszystko wygląda troszkę zbyt nienaturalnie... Pomysł jest rewelacyjny, a poprawka zajęłaby pewnie kilka minut. To tylko takie moje małe przyczepienie się, jak zawsze ^^ 
A jeśli już zaczęłam o tej stronie dla oka, a nie dla duszy przede wszystkim- to moim zdaniem zawarte w środku fotografie wszystko psują! Tak, w środku znaleźć możecie naprawdę wiele zdjęć, rysunków, rycin przedstawiających gilotyny, ludzi z obciętymi głowami, itp. Jedna wydaje mi się, że bez tego książka obyłaby się bez dwóch zdań, a czytelnik nie byłby rozpraszany podczas czytania. Często patrzy się na książkę i szuka obrazków- kiedy są jest dobrze, jednak nie w tym wypadku :D


Polecam tak bardzo, że nawet nie wiecie jak! :D
Biegnijcie do księgarni. Zobaczycie, że ta książka będzie żyć swoim życiem- będziecie pożyczać ją każdemu, bo to naprawdę dobra lektura!
Buziaki! :*

niedziela, 17 kwietnia 2016

youtuberzy według fioletowego-serca

No hejka! :)
Dzisiaj mam dla Was listę vlogów, które nałogowo oglądam, ponieważ jak pewnie wiecie jestem od tego uzależniona. Nie uważam tego za coś godnego polecenia, ale czasami można dowiedzieć się naprawdę sporo ciekawych rzeczy, więc jakoś próbuję siebie usprawiedliwiać za ilość zmarnowanego czasu na youtube. Podziwiam ich za systematyczność, której mi bardzo często brakuje... poza tym podziwiam ich za odwagę. Kręcenie filmów i wrzucanie swojego wizerunku w sieć w takiej formie jest chyba tylko dla odważnych. Okey, na mojego bloga wchodzi naprawdę masa ludzi, ale ja jeszcze mogę zakryć się klawiaturą. Tekst pisany to zupełnie coś innego niż wypowiedziane, arejestrowane słowa. Montaż tego wszystkiego i ta świadomość, jak nośny jest teraz każdy vloger- no cóż, moim zdaniem jest to bardzo stresujące i w pewnym momencie już bardzo zobowiązujące. Czuję czasami duży niesmak, kiedy moi najczęściej oglądani vlogerzy dodają tak bardzo swoją prywatność. Wam się wydaje, że ja tutaj na blogu piszę o wszystkim co się w moim życiu dzieje, ale tak nie jest zupełnie! Fioletowe-serce to około 20% mojego życia i myśli. Wiem, że oni również nie wstawiają 100%, bo nie byłoby to możliwe.... ale czasami czuję, że proces tworzenia filmiku musiał być okropny. Wiecie, idziecie sobie na romantyczną kolację ze swoim chłopakiem i komentujecie wszystkie Wasze zamówienia. Mnie irytuje nawet jedno instagramowe zdjęcie, więc nie wiem jakbym się zachowywała przy vlogerze :D

Przejrzałam całą listę swoich substrybcji (i nie tylko) i wyszła mi naprawdę spora lista. Musicie jednak wiedzieć, że wstawiam tu wszystkie vlogi, które oglądam. Za niektóre (większość) się wstydzę i wkurzam jak oglądam. Moglibyście spytać: po co więc to robisz? Nie umiem Wam odpowiedzieć na to pytanie. To wychodzi jakoś zupełnie niespodziewanie. Mnóstwo tu vlogów kosmetycznych, kiedy ja praktycznie nigdy się nie maluję. To chore :D Także przy każdy vlogu będę pisała, czy to jest coś bardzo fajnego, czy oglądam jedynie z dziwnych niezrozumiałych dla mnie powodów ^^ To do dzieła, coś czuję, że trochę mi to zajmie ^^


1. Lisie piekło- jej, bardzo lubię, serio. Dziewczyna jest taka przesympatyczna i ma tak piękny głos, że mogłabym przy nim zasypiać. Vlog typowo skierowany na żart i zabawę, jednak zrobione jest to z dobrym smakiem. Oglądam naprawdę sporadycznie, ale lubię. Daję TAK na subskrybowanie :D


2. Serafin- to jeden z tych vlogów, które uwielbiam! Człowiek jest tak przezabawny, że bardzo często płaczę ze śmiechu oglądając jego filmiki. Nie zawsze niestety są wypałami, ale za te kilka wybitnych perełek jestem w stanie mu wszystko wybaczyć :D Poza tym to kolejny fantastyczny głos idealny do poduszki ^^


3. Wielmożny Igor- typ irytuje mnie w prawie każdym wypowiedzianym zdaniu, ale cenię go tak bardzo za to, że na youtube stara się stworzyć coś wartościowego! Uwielbiam patrzeć na jego scenerie w Fajnym programie, uwielbiam oglądać jego przemyślane kadry i całkiem fajne filmy... i cieszę się, że istnieją ludzie, którzy tworzą coś z sercem! Oglądam praktycznie każdy odcinek, bo za każdym razem daje niesamowicie ciekawe tematy. W trakcie się wkurzam, ale to nie jego wina. Po prostu zupełnie do siebie nie pasujemy. Mimo wszystko będę oglądać i się zachwycać :D Zapraszam również na jego instargama, tak również dzieje się bardzo ładnie ♥


4. Cukier- nie wiem czy znacie, ale dziewczyna prowadziła wcześniej vloga o nazwie Azjatycki cukier. Ja nie oglądałam, czasami mi się jedynie wyświetlało w proponowanych, ale wtedy jeszcze nie byłam tym zainteresowana. Aktualnie oglądam niektóre odcinki. Kolejny piękny głos (jej, oglądam chyba vlogi jedynie dla pięknych głosów ^^). Dziewczyna mieszka w Azji i w każdym odcinku pokazuje coś fajnego, bierze kamerę na spacer i opowiada cokolwiek. fajne to całkiem... tylko filmiki są trochę długie, rzadko udaje mi się dojść do końca ...


5. MayaTheBee- trafiłam na tego vloga w prawdzie dopiero po skończeniu swojej wegańskiej diety, ale dziewczyna porusza niesamowicie ciekawe pytania i są to zazwyczaj odpowiedzi na bardzo fajne pytania widzów. Np. weganizm- a aborcja; wegańskie słodycze; wegańska ciąża; wegańskie dziecko; wegańskie kosmetyki i naprawdę wiele wiele ciekawych tematów, z którymi zmaga się chyba każdy nowy weganin :) Także na mojej dzisiejszej liście ten vlog jest jedynym z tych bardzo ambitnych i naprawdę bardzo ciekawych. Moim zdaniem nie jest on jedynie dla roślinożerców. Youtuberka mówi naprawdę ciekawe rzeczy i nikogo nie ocenia, co ważne, moim zdaniem :)


6. Banshee- o już kiedyś o niej mówiłam. Strasznie się cieszę, że jest coraz bardziej popularna i że jej tak wszystko wychodzi... ale jak oglądam jej filmiki, to tak strasznie jej nie rozumiem O.o No ale oglądam, wiem- jestem dziwna. Pamiętam Wasze oburzenie jak kiedyś ją tutaj wstawiłam na bloga... chyba już Was rozumiem :D Ale fajnie, że tam jest zawsze tak kolorowo i w ogóle ^^ To jest fajne nadal.


7. Wobec obiektywu- jeżeli mogę obwiniać kogokolwiek o uzależnienie się od vlogów, to jest to właśnie Olga. Poznałam ją jakieś dwa lata temu i byłam taka zachwycona. Oczywiście, najpierw zakochałam się w jej głosie i sposobie mówienia, to było fantastyczne. Serio. Poruszała świetne tematy i mogłam oglądać ją całymi dniami. Nie wiem czym to zostało spowodowane, ale kiedy wyprowadziła się na studia... chyba chciała coś zmienić w swoim vlogu i zmienić koncepcje prowadzenia go. No wiecie, ja też próbuję ulepszać mojego bloga- nie wszystkim może to przypaść do gustu. Ja właśnie należę do tych osób, które lubią stare vlogi sprzed kilku lat. Aktualnie próbuję czasami Oldze jeszcze dać szansę, wierzę, że może znowu do mnie trafi... ale tak się nie dzieje. Już chyba sobie sam spokój ;)


8. Szczepanikov- w sumie to oglądałam u niego może z pięć filmików, ale uwielbiam jego głos! No kurde, serio. Mogę jedynie słyszeć i nawet nie za bardzo słuchać o czym mówi (chociaż mówi całkiem zabawnie). Także bez zbędnych komentarzy. Polecam :D


9. EatAndRide- w sumie widziałam tylko jeden filmik, ale przekonał mnie tym co mówił. Zasubskrybowałam, bo myślę, że kiedyś do niego wrócę. Wam również polecam. Tym bardziej jeżeli jesteście weganami i chcecie ćwiczyć, zdrowo się odżywiać i w ogóle... być ekstra :D


10. Na gałęzi- o tym vlogu już pisałam. Kolejny ambitny i genialny vlog o filmach! Różne ciekawostki z dużego ekranu. Fajny gość, który dużo wie i dzieli się swoją wiedzą. Fajnie. Bardzo popieram ;D


11. Marco Kubiś- oglądam bardzo rzadko, ale to chyba najpiękniejszy głos męski jak w życiu słyszałam (pomijając Piotra). Mówi on tym swoim cudownym, seksownym głosem o snach- przede wszystkim. Teraz się zastanawiam czemu oglądam żałosne vlogi i później mówię sobie, że jak kiedyś będę miała czas, to zacznę oglądać Marco. Kurde! Ok, może nie mam czasu, ale na głupie vlogi zawsze znajdę chwilę (chwilę he he he...). Polecam serdecznie ten kanał ♥

 12. Julia Kobus- jak trafiłam na ten vlog czułam żenadę. Jej, jak można mówić tak dużo o swoim życiu. Tak bardzo prywatnie. Jednak aktualnie wybieram sobie tylko niektóre tematy i to jest naprawdę fantastyczna dziewczyna, jej! ♥ Mówi trochę o Francji, trochę (bardzo dużo) o sobie, poleca, neguje... ogólnie bardzo przyjemnie... No i piękny głos :D


13. StylizacjeTv- uwielbiam Karolinę! To jedna z tych vlogerek, które przy oglądaniu chciałoby się przytulić :D I chociaż tematyka nie wpasowuje się w moje normy pod żadnym względem, to nic mnie to nie obchodzi i oglądam. Dziewczyna ma naprawdę dużą wiedzę i bardzo się stara. I ma chyba ogromne serduszko ♥ Super!:)


14. Langusta na palmie- Szustak stara się jak może i do mnie myślałam, że będzie trafiał zawsze- jednak po grudniowych codziennych odcinkach jakoś między nami przestało iskrzyć i trwa tak do teraz. Mam jakiś wielki uraz i ciężko mi się zabrać za cokolwiek nowego, więc tego nie robię. Teraz weszłam i widziałam, że są rozmowy o psalmach. Z miłą chęcią się tym zainteresuje w najbliższej przyszłości :) Polecam Wam! ♥


 15. Na nowej drodze życia- pisałam o nich wiele razy. Po prostu uwielbiam. Są wspaniali i z miłą chęcią mogłabym mieć takie życie jak oni ♥ Strasznie im kibicuję i wiem, że Bóg ma na nich super plan. To fajne! :D


16. 2ryby- lubię, chociaż nie tak bardzo jak Szustaka kiedyś. Jednak czasami zaglądam i są to zawsze dobrze spędzone minuty. Polecam gorąco. Na kanale jest mnóstwo osób mówiących, więc nie ma monotonności. Możecie przebierać w odcinkach... i stwierdzić kto ma dar przemawiania do Was i trafiania w Wasze serca. Super sprawa ;D


 17. Masochista- naprawdę nie oglądałam bardzo dawno. Trochę mnie chyba znudził. Trochę w pewnym momencie zaczął kręcić na tematy, które zupełnie mnie nie poruszały. Ale spokojnie, za rok matura. Nawet jeżeli idiotyczne- to recenzje lektur będą przydatne ^^

Miałam jeszcze około pięciu vlogów, ale uznałam, że obędzie się bez nich. Piszcie mi, czy jesteście ciekawi tej usuniętej piątki, to może w najbliższym czasie postaram się stworzyć drugą część youtuberów według fioletowego-serca. Poza tym jestem ciekawa co Wy oglądacie, bo oglądacie na pewno- przyznajcie się ;D
Buziaki :*