niedziela, 29 maja 2016

Instagramowy maj

Hejka! :) Ostatnia niedziela zobowiązuje do przerzucenia wszystkich nowych zdjęć z telefonu na komputer, wykadrownia je w kwadraty i dodania na bloga. Już się nie mogę doczekać, kiedy nadejdą wakacje i te notki będą naprawdę bardzo ciekawe i co najważniejsze- z całej Polski! :D Jednak w tym miesiącu musicie borykać się z chorowitą Karoliną, która zazwyczaj czas spędza w domu, ale spokojnie, chyba nie jest aż tak źle ;) No to lecimy:


3. Maszyna do szycia, o której wspominałam więcej TUTAJ 4-6. mleko kokosowe i kuleczki z kokosem TUTAJ 9. Ulubione buty ♥ 10. Najlepszy sposób na szparagi na szybko TUTAJ 11-12. "To skomplikowane"- książka, która wywołała u mnie łzy! TUTAJ 13. Sezon na koktajle: mój ulubiony ten z kiwi ♥ 14-17. Ciasto z rabarbarem PRZEPIS  18. Zdecydowałam się w końcu na rabarbarowy koktajl- nie polecam :( 19. Grafatak! Kto był- ten wie :D 20. "Polaccy" TUTAJ


1. Krem do biustu działający cuda, o nim już niedługo ;) 2-5. Koniec roku zobowiązuje do używania ołówka. 6-8. Ozdobne ramiączka TUTAJ 9. Matematyka 10. Skarby szafy mamy 11-12. Ulubione spodnie 13. Długie włosy!♥ 14. Nowa bananowa maska do włosów (o niej już niedługo) 15. Wszystko o zdrowym i rozważnym jedzeniu- już niedługo na blogu 16. MamaGrafika 17-18. W drogę! 19. Ferdydurke ♥ 20. Omlet z rana ♥ 22. Najdziwniejsze skarpetki mojego życia! (Sinsay) 23-25. Gotowa do wędrówek z nerką ♥

No i to by było na tyle dzisiaj. Ja zmykam.... 
bo wiecie, wczoraj nieświadomie zaczęłam przeżywać jeden z najlepszych tygodni w swoim życiu ♥
Buziaki! :*

sobota, 28 maja 2016

Mamo, Tato- zaraz Dzień Dziecka!

Hejka! :)
Na moim książkowy stosie zbiera się coraz więcej dziecięcych książek z pięknymi ilustracjami, co zainspirowało mnie do napisania postu z propozycjami na prezenty dla dzieci. Wiadomo, że święto 1 czerwca może obchodzić każdy, nie ważne w jakim wieku- jednak ja mimo wszystko skupię się dzisiaj na tych najmłodszych. A swoją drogą? Jak to jest u Was? Tylko Wy w waszych domach świętujecie, czy każdy? Czy nic sobie z tego nie robicie? ^^
Tak jak już wspominałam będą książki i książek będzie najwięcej (wiadomo, jak zawsze ^^), ale pojawią się również inne propozycje. Czasu jest mało, ale księgarnie otwarte od 10 do 18, więc Rodzice, dacie radę. Ja jako Dumna Matka Chrzestna dwójki małych szkrabów zawsze mam problem z jakimkolwiek prezentem- no wiecie, typowe, nie ma żadnej okazji, można wykupić cały sklep. Zbliżają się urodziny- i nagle wielki problem, bo nie ma nic. Eh ^^ Zazdroszczę mojej siostrze, która naprawdę za każdym razem umie znaleźć coś niesamowicie fajnego i niepowtarzalnego. Jednak ja chyba w ogóle nie umiem kupować prezentów. Zazwyczaj je robię... i nie wiem czy to fajnie ^^ Wiadomo- prezent od serca jest najfajniejszy, ale nie zawsze: stąd ten post. Gdyby ktoś akurat zawitał na mojego bloga przypadkiem i nie miał jeszcze pomysłów: przybywam z pomocą! :D

1. Książki

Oczywiście przede wszystkim wszystkie (totalnie wszystkie) książki z wydawnictwa Dwie siostry. Moje już niestety wylądowały wszystkie u Tymona i zachowały się tylko te dwie, ale gdybyście w ogromie wszystkich tytułów nie wiedzieli co warto, to zapraszam do moich starych postów z recenzjami (po kliknięciu w numerki będziecie przekierowani do recenzji) 1 2 3 4 5 6 7 


Kilka dni temu trafiła do mnie książka wydana tak samo jak: "O czym szumią wierzby", o której możecie przeczytać TUTAJ. Po pierwsze- uwierzcie, że naprawdę przepięknie oby dwie razem wyglądają i jeśli wydawnictwo Vesper postanowi wydać całą serię takich książek, to niewątpliwie do tego czasu urodzi mi się dziecko i w pokoju będę mogła z dumą zamontować półkę, na której je wszystkie poustawiam! :D W O czym szumią wierzby ilustracje są kolorowe i są wybitne, ale .... kiedy tylko otworzyłam Pinokio (pomijając, że uwielbiam tą historię i znam ją prawie na pamięć!♥) i ujrzałam perfekcyjne czarno-białe rysunki, to aż podskoczyłam z wrażenia! ♥ Okey, może dzieci potrzebują kolorowych, hałaśliwych i ruchomych bodźców- ale to niewątpliwie od nas zależy, czy dostarczymy im tylko tego, czy może jednak czegoś więcej. Czegoś dobrego. Te moje opisywanie tutaj czasami książek dziecięcych ma na celu przekonania chociaż kilku osób, że warto inwestować jedynie w dobrze ilustrowane książeczki, których w sklepach pod dostatkiem! Dlatego, nie dość, że książka byłaby idealnym prezentem dla dziecka- to jeszcze dla Was. Polecam serdecznie. Wydawnictwo Vesper


a) Które dziecko nie lubi krótkich wierszyków? Żadne! :D Dlatego mam dla Was propozycje, która ostatnio wpadła w moje ręce Busz tuż tuż to zbiór dziesięciu rymowanek prosto z Australii! Nie dość, że są bardzo fajne, to jeszcze uczące i zabawne. Do tego dochodzą jeszcze trudne wyrazy, które z boku są tłumaczone... no i co dla mnie najważniejsze- są naprawdę bardzo fajne ilustracje! Co możecie zobaczyć już po okładce. Zakochałam się w tym zielonym odcieniu ♥ I jeszcze taka mała dygresja: umiecie czytać rymowane wierszyki na głos? Ostatnio próbowałam czytać ją mojej koleżance i wyszło dosyć marnie hahahha. W mojej Rodzinie to mąż będzie się tym zajmował, ja mogę czytać opowiadania... o! Z miłą chęcią będę czytała Pinokio albo moją ulubioną Piękna i bestia ♥ 
b) O prawie rozmowy z użyciem głowy - mam w tym roku ekonomie w klasie. Podobno mam jedne z lepszych ocen, ale siedzenie na tym przedmiocie jest tak dziwne, że bardzo tego nie lubię. Nagle dowiedziałam się, że istnieje książka o ekonomi dla dzieci. Pomyślałam: "ludzie, co jeszcze wymyślicie?!" nie było mi dane na razie jej przeczytać, ale zapoznałam się z drugą częścią tej serii, w której w bardzo fajny sposób Anna Garbolińska opisuje tym najmłodszym pojęcia związane z prawem polskim. Zaczynają się wakacje, Lila wyjeżdża na wakacje i zapoznaje się z różnymi trudnymi pojęciami. Nie dość, że czerwiec to idealny czas na czytanie książek o podróżach wakacyjnych- to jeszcze w bardzo prosty sposób uczy ważnych rzeczy ;) A czy są obrazki? Za inne dziecięce książki bym się nie brała ;) SĄ! I są naprawdę bardzo fajne, kolorowe i dobrze wykonane :) Nic, tylko brać na prezent :D Wydawnictwo Novae Res


2. Tipi- to ostatnio takie moje małe szaleństwo. Ze wspomnianą już wyżej moją siostrą ostatnio postanowiłyśmy, że kiedyś uszyjemy taki same, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Natomiast przedstawiam Wam dwa piękne Tipi, które znalazłam na jednej ze stron... i już na niej zostałam, dlatego pod spodem przedstawiam Wam jeszcze kilka fajnych gadżetów dla dzieci.


Tipi1
Tipi2

3. Konika na biegunach powinno mieć chyba każde dziecko. To wspaniała zabawka. Nie cierpię tych takich maskotkowych- niestety jeden taki właśnie w domu posiadam.Jednak te drewniane są wspaniałe i delikatne. Poza tym rewelacyjne klocki z tektury, półeczka w kształcie Tipi. No i mam na tyle bzika, że jestem przekonana, że moje dziecko pierwsze co ode mnie dostanie będzie aparat. Mój kuzyn kiedyś dostał i bardzo się cieszył. To fajna zabawka. Chyba każde dziecko to lubi, tym bardziej, że teraz na każdym kroku widzi ludzi z aparatami, czy telefonami ;)


niebieski koń na biegunach
tekturowe klocki
półka w kształcie Tipi
lody
aparat

4. Drewniane klocki to kolejna rzecz, które każde dziecko powinno mieć. Twoje jeszcze nie ma? Polecam :D Poza tym fajny zestaw księżniczki i króla. ♥


drewniane klocki
drewniana piramida
zestaw króla
magiczny zestaw

5. Coś co zdecydowanie skradło moje serce! Przypinany ogon smoka! No genialneee! Są do wyboru dla dziewczynki i dla chłopca. Dobrze jest wiedzieć, że nie tylko ja zawsze marzyłam o posiadaniu ogona ^^ Materiałowy pióropusz ♥

ogon
pióropusz 

6. Jako miłośniczka lamp weszłam na Pakamerę żeby sprawdzić co mają w swojej ofercie do pokoju dziecka i mają naprawdę genialne rzeczy! Ja jestem zakochana najbardziej w tej w mapę świata ♥ + drewniany stolik imitujący pień- sami wiecie dlaczego ;)

lampy

7. Szmacianki (link podaję w opisie i polecam zajrzeć) maskotki na zamówienie, wykonane w bardzo solidny sposób. Materiał jest idealnie miękki i tak miły, że aż nie chce się ich oddawać dziecku ^^ Ja w domu w czasie Wielkanocy posiadałabym chyba z dwadzieścia zajączków w różnych kolorach oraz króliczków z długimi nogami (zdjęcie nr 3). Polecam bardzo bardzo serdecznie :)

Szmacianki

Uciekam uczyć się matematyki.
Buziaki! :*

piątek, 27 maja 2016

Pomniejszy przypadek manii wielkości

Hejka! :)
Wczoraj rezerwowałam pierwsze bilety na pociąg na wakacje i chyba dzisiaj udzielił mi się ten wakacyjny klimat, bo po drodze wstąpiłam dzisiaj do sklepu i kupiłam plecak oraz nerkę (w końcu mam swoją nerkę!! ♥) na łażenie po górach i oczywiście nie tylko. Spokojnie, wczoraj wyczerpałam temat modowy na najbliższe kilka tygodni, więc dzisiaj zupełnie nie o tym. 

Dzisiaj musiałam trochę czasu spędzić w kolejkach do przychodni oraz w autobusach, dlatego była to idealna chwila na wyciągnięcie książki no i wreszcie udało mi się skończyć Pomniejszy przypadek manii wielkości- nie uważacie, że jest to wspaniały tytuł? Brzmi przepięknie. Do tego doszła jeszcze rewelacyjna okładka, która moim zdaniem jest idealna- nie miałabym do czego się w niej przyczepić. Kolorystyka, kompozycja, font, namalowana twarz kobiety- prawdopodobnie jedna z najlepszych okładek, która trafiła w moje ręce w tym roku. Tak dzisiaj zaczynam sobie od końca, bo załadowałam już zdjęcie i pisząc to cały czas patrzę na grafikę i jestem zakochana! :D

Wydawało mi się, że skoro tytuł, temat jak i okładka są dobre, to spędzę bardzo miły czas przy tej lekturze. Niestety nie bez powodu użyłam słów: "wreszcie skończyłam"- ciągnęła się za mną i nudziła mnie niemiłosiernie. Sam temat i podjęta próba przedstawienia go jak najbardziej na plus. Od pierwszych stron poczułam dobre wibracje z tą książką... tyle, że na pierwszych stronach się skończyło. Nie wiem co na to wpłynęło, ale zupełnie nie mogłam poczuć lat, w których historia się dzieje, nie czułam wieku bohaterów, ani żadnego miejsca- okey, wiem, że często to zamierzony zabieg i wiele razy ma on bardzo ważne znaczenie, ale jeżeli tutaj też miało tak być i moje zdezorientowanie jest normalne, to i tak uważam to za minus. Ta zagadkowość i możliwość zdarzeń w każdym miejscu Polski (jeżeli takowa miała być) nie zdała egzaminu. 

Czytając tył książki mam ochotę przeczytać jeszcze raz tą całą historię! Jest to streszczone w taki sposób, że chciałabym to wszystko poczuć, zrozumieć... tyle, że ja przecież tę książkę przeczytałam i zupełnie mnie nie zachwyciła O.o Wiecie, że uwielbiam dzielić się z Wami moimi dziwnymi emocjami co do książek i zazwyczaj uwielbiam (co dosyć normalne) kiedy są to pozytywne emocje. Tym razem takich nie było. Było znudzenie i chwilowe zaciekawienie tematem w pewnych momentach. Mocno trzymam kciuki za to, że to książka po prostu jeszcze nie dla mnie. Jednak korci mnie, aby przeczytać ją za parę lat. Może wtedy siedząc z kawą w wygodnym fotelu wejdę w klimat i będę mogła ustosunkować się do tego mocniej. Kurcze, chciałabym żyć na Ziemi naprawdę niesamowicie wiele lat. Chciałabym pisać tego bloga całe życie i po 50-tce zacząć robić/ czytać /oglądać wszystko to co teraz i sprawdzać swoją reakcje na to samo, ale z dużo większym bagażem doświadczeń i z większą dojrzałością. Myślę, że byłoby to bardzo rozwijające doświadczenie. Tym bardziej, że w moje ręce wpada naprawdę wiele książek, które wiem, że spodobają mi się dopiero za kilka lat. Jak na przykład: Jądro ciemności. Oczywiście, to nie jest tak, że za każdym razem, kiedy coś mi się nie podoba stwierdzam, że jestem po prostu za młoda- po prostu, czasami tak czuję w sercu ^^

Książka o miłości. O niespełnionej miłości. O Mężczyźnie i Kobiecie. O cichej i nieudolnej walce Mężczyzny o Kobietę. Z pozoru idealny temat dla dziewczyny. W praktyce- może to i dobre, ale na razie nie dla mnie. Chciałabym żeby ktoś z Was ją przeczytał i ze mną podyskutował- zapraszam! :D


Jeśli starczy mi czasu, to na jutro planuję duży post! Trzymajcie kciuki :D
Buziaki! :*

czwartek, 26 maja 2016

Ozdobne ramiączka Promees


Hejka!:)
Nie sądziłam, że kiedykolwiek spędzę nad matematyką cały wolny dzień robiąc zadania i ciesząc się z każdego dobrego rozwiązania- tak, o dziwo robiąc matmę czasami udaje mi się uzyskać zadowalający wynik hahhahaha. Tak więc dnia mimo wszystko nie uważam za stracony- no wiecie: sinusy, cosinusy i miary kątów- ale nie uważam tego dnia za największe spełnienie moich marzeń. Teraz wracam do Was po kilku godzinach przeglądania vlogów i naprawdę zastanawiam się, gdzie ten czas ucieka na youtubie. Jeżeli ktoś kiedyś powiedział, że facebook pochłania czas, to bardzo się z tym nie zgadzam- tam można rozmawiać z ludźmi i przeżywać z nimi wspólne jakieś tam chwile... a ten youtube? Eh, porażka ^^

Dzisiaj jednak nie o moim pożytecznym (i tym mniej) marnowanym czasie, a o czymś modowym. Dacie wiarę? Będę Wam dzisiaj pisać właśnie na taki temat ^^ Dzisiaj wynalazłam w starej szafie mojej mamy piękne spodenki w kratkę czarno-białą i w sumie to właśnie stamtąd pochodzi największa ilość moich ciuchów. Dochodzą do tego jeszcze rzeczy mojej Babci, lumpeksowe cuda, rzeczy stare, brzydkie, ale w swojej brzydocie piękne.... no i na te z sieciówek nie starcza już miejsca, a nawet ochoty na szukanie ich- skoro zaraz ktoś na ulicy będzie szedł w takim samym stroju. Tak już mam.... Do tego dochodzi jeszcze nienawiść do zakupów i nie kupowanie ciuchów przez internet- więc widzicie jak to wychodzi ^^ Chociaż nie ukrywam, odkąd w moim mieście mój najbliższy supermarket rozbudowali w Galerię Handlową, to chodząc po bułki zachodzę obejrzeć co się dzieje w kilku moich ulubionych sklepach. Kończy się to zazwyczaj oczywiście przymierzalnią, a później kasą.... a później płaczem, kiedy wszędzie widzę dosłownie te same ciuchy na innych dziewczynach, eh. Wiem, że faceci tego nie rozumieją, bo wiele razy już spotykałam się z odpowiedzią: "no i co z tego? O.o", ale jestem przekonana, że dziewczyny w tym momencie przybijają mi piątkę i krzyczą: "Mam tak samo!". Podobno wszyscy chcemy być niesamowicie oryginalni i niesamowicie inni od wszystkich, ale wystarczy tylko spojrzeć na zimę i na zielone kurki przemierzające białe ulice (krytykuję, ale również zaliczam się do tych osób... w 1/5 mojej zimy- posiadam również papużki i mój piękny beżowy płaszcz [oczywiście z szafy mojej mamy]). Tak to już jest, że to co nieuniknione i tak nadejdzie- więc jeżeli nawet z głową pełną pomysłów na zakup oryginalnych ciuchów idziemy do sklepu, to szybko zostajemy oblani szklanką zimnej wody- koleżanko, nic tu nie dostaniesz, wszystko w każdym sklepie i tak jest takie samo! I co zrobisz? No nic nie zrobisz. Trzeba żyć i polubić chyba tą naszą zwyczajność w tym wszystkim. Ja niestety nadal nie chcę i nadal walczę.... ale kilka dni temu poległam i z chęcią Wam o tym napiszę! :D JA, która chodzi w męskich ciuchach, płaszczach po matce, ciuchach, w których pozowała moja Mama trzymając mnie na rękach  wieku kilku miesięcy, która chodzi w ciuchach znalezionych w szafach Babci, bo po prostu z automatu zakochuję się we wszystkim co tam znajduję [...] nagle padłam ofierze!

Już od dawna widziałam w necie ozdobne ramiączka, ale chyba na początku były od razu ze stanikiem, a ja niestety nie chciałam kupować w ciemno stanika przez internet. No i tak czekałam, czekałam, czekałam... aż w końcu znalazłam stronę, która produkuje same ozdobne ramiączka (nawet z ozdobami, ale mi nie były potrzebne). W tamtym momencie moja miłość do tego gadżetu urosła czterokrotnie i postanowiłam, że trudno- najwyżej nie będę patrzeć na inne dziewczyny- BIORĘ! Jakiś czas temu mi przyszły, a ja nadal cieszę się jak dziecko. Czasami takie małe rzeczy sprawiają mega dużo szczęścia. I ja, która przez wiele lat nosiła staniki bez ramiączek tylko dlatego żeby nie było ich widać spod żadnej bluzki, nagle zamówiłam sobie ramiączka, które wchodzą aż na dekolt i nie mam zamiaru ich chować- jak to człowiek może się zmienić ^^

Chciałam Wam je pokazać, ale oczywiście nie będę tutaj świecić swoim biustem, dlatego przedstawiam Wam zdjęcia takie, na których wyglądam, kiedy możecie mnie zobaczyć na ulicy. Nie o to chodzi przecież aby pokazać całe te ramiączka, a jedynie o to żeby je zasugerować. Z racji tego, że nie widać ich całych wstawiam Wam linki do moich modeli (i tak bym Wam wstawiła, nawet gdyby były widoczne całe ^^). Model GRACE oraz ZOEY- moje ulubione♥ - dwa pochodzą z internetowego sklepu Promees. Jak na razie nie znalazłam lepszego, a trochę ich szukałam.

Jak to działa?
Zamawiacie ramiączka, które najbardziej Wam się podobają- pomimo, że na stronie zdjęcia przedstawiają bardziej płaski brzuch modelki i jej długie włosy:/ no ale warto użyć wyobraźni lub zdjęcia modelu ramiączek, bez pokazania ich na ciele- zamawiacie i czekacie. Ramiączka przychodzą w pięknych czarnych pudełeczkach (dzięki temu są również idealne na prezenty! Wyglądają naprawdę gustownie!♥) , odczepiacie swoje stare ramiączka od stanika i przyczepiacie te- nic bardziej prostego! :D

A Wy co myślicie o ozdobnych ramiączkach? Myślicie, że to fajny pomysł? Moim zdaniem jak zawsze znajdzie się grupa dziewczyn, która przesadzi z eksponowaniem swojego nowego nabytku, ale widziałam naprawdę wiele Kobiet, którym taki element jedynie dodawał uroku. Mam nadzieję, że będę jedną z nich ^^ Ulegniecie też? :p


Link do sklepu KLIK.
Buziaki! :*

środa, 25 maja 2016

Zmywacz do paznokci w chusteczce


Hejka! :)
Jak już mogliście zauważyć- uwielbiam podróżować. Zazwyczaj robię to w jakiś ekstremalny sposób, albo przynajmniej pod taki podchodzący. Chociaż zazwyczaj moje wycieczki odbywają się w towarzystwie facetów i wszystkim wydaje się, że zachowuje się podczas nich jak księżniczka- nie noszę bagażu, narzekam na bolące nóżki i wstaję dwie godziny wcześniej żeby się pomalować, no bo przecież z chłopcami! Nie mogą zobaczyć mnie takiej rano zwykłej! Yyyy... nie. Mogą i to robią :D A bagaże noszę sama i jestem z tego bardzo zadowolona. Wiecie kiedy jestem najbardziej zadowolona? To dosyć proste- kiedy mój bagaż jest najlżejszy. Kiedyś w tym celu używałam walizki na kółkach, a moja kosmetyczka zajmowała połowę całej przestrzeni i nadal, kiedy mam taką możliwość lubię wpakowywać wszystko do wielkiej torby i na miejscu czuć się jak u siebie w domu z pięcioma rodzajami balsamów, kremami do rąk, lakierami do paznokci na każdą okazje itp. Jednak jeżeli znajduje się gdzieś z tą moją wielką kosmetyczką- to można uznać moje wakacje za dość ekskluzywne tj. takie bez żadnych wielkich nieprzewidywalnych niespodzianek, z wiadomym noclegiem i terminem pobytu. No ale co z tymi innymi? Moja mama już zna mnie na tyle, że za każdym razem obdarowuje mnie nowymi "mini rzeczami na wycieczki". Jak np. szybko schnący i nie zajmujący miejsca ręcznik, malutkie buteleczki na żele, kremy, mała kosmetyczka itp. Wszystko spoko- ale bardzo nie polecam tych ręczników, są ohydne! Jednak zawsze w tych minimalistycznych w bagaż wyjazdach miałam problem z lakierami, zmywaczem i wacikami (wiadomo, że nie tylko, ale to wydawało mi się najbardziej bzdurne- no wiecie, zazwyczaj na tygodniowym wyjeździe zmieniacie raz kolor paznokci.. a butla ze zmywaczem zajmuje baaardzo dużo miejsca). Jestem uzależniona od dobrze pomalowanych paznokci (chociaż o dziwo często mam źle, ale wtedy nie czuję się komfortowo) także jeżeli wyjeżdżam gdzieś na tydzień to zmywacz jest nieodzownym elementem, który pakuję. 

I dlaczego dzisiaj tak długo o niczym? Ponieważ kilka dni temu odkryłam coś tak fenomenalnego, że nie było możliwości, abym o tym Was nie poinformowała! Kiedy mam więcej czasu, a pojawiam się właśnie po jakieś jedzenie w Biedronce, zawsze zachodzę na kilka chwil na dział kosmetyków, bo bardzo często, kiedy widzę u koleżanek jakieś bardzo kolorowe i ciekawe kosmetyki okazuje się, że są właśnie stamtąd. Ja sama chyba jeszcze w swojej kolekcji nic nie mam, jednak czasami warto się rozejrzeć.

Ostatnio znalazłam zmywacz do paznokci w chusteczce! Czujecie, jak bardzo ułatwia to całe życie?! To tak niesamowicie mała rzecz, a jestem wdzięczna, że ktoś wpadł na pomysł wyprodukowania jej. Bałam się, że nie zadziała, jednak ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu podczas testowania odkryłam same plusy. No to lecimy: chusteczka jest bardzo wygodna w użyciu, starcza spokojnie na dziesięć paznokci (jakby się uprzeć, to koleżance na wyjeździe również można pożyczyć ^^), zajmuje niesamowicie mało miejsca (patrząc przez pryzmat wyjazdów i zmieszczenia się w kosmetyczkę)... a teraz najlepsze: NIE ŚMIERDZI! Ma rewelacyjnie delikatny zapach, który zupełnie nie drażni i w sumie nawet nie za specjalnie pachnie, ale to dobrze. Poza tym chusteczka jest z dodatkiem olejku, więc paznokcie po zmyciu nie są wysuszone, a jedynie piękne i nawilżone! Już po pierwszym użyciu zostaję wielką fanką i jeżeli wejdzie to na rynek jako produkt całkowicie normalny i dostępny w każdej drogerii, to bez dwóch zdań przerzucam się na nie zamiast zwykłego zmywacza, który śmierdzi, wysusza i w połączeniu z wacikiem nie daje tak dobrego efektu oczyszczenia paznokcia ze starego lakieru.

Przed chwilą sprawdziłam w internecie i chusteczki można kupować również w aptece i przez internet (mowa o chusteczkach z innych firm) także niewątpliwie w najbliższym czasie zaopatrzę się w swoich kilka sztuk.



A Wy co o tym sądzicie? Myślicie, że to dobry wynalazek?
Ja jestem zakochana! :D
Buziaki! :*
+ dzięki temu, że mam teraz taki wielki stół mogę robić na nim wszyyyystko. Może na zdjęciach nie wygląda aż tak dobrze, jak biała płaszczyzna, ale albo zaopatrzę się w jakiś biały podkład przeznaczony do robienia zdjęć, albo będziecie musieli się przyzwyczaić do mojego pięknego brązowego stołu- jedno jest pewne... pojawiać się tutaj będzie, bo uwielbiam go najbardziej na świecie! ♥

wtorek, 24 maja 2016

ciepło. gorąco. UPAŁ.

Hejka! :)
Wczoraj szykowałam dla Was (dziewczyn) ekstra post i chciałam go dzisiaj opublikować, ale kiedy tylko się obudziłam uznałam, że dzisiejsze fioletowe-serce będzie wyglądało zupełnie inaczej. Ubrałam się... i przepakowałam się z mojej ulubionej ogromnej torby w mój ulubiony zielony, letni plecak. Pamiętacie go? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Byłam zachwycona ile rzeczy mi się tam zmieściło. Zazwyczaj miałam problem ze zmieszczeniem chociaż połowy rzeczy, a dzisiaj schowałam tam nawet aparat. Miałam taki plan, że w szkole poproszę kogoś o fajnych kilka fotek na bloga- żeby wszystko było widać ALE dzisiaj miałam prawie wszystkie lekcje na komputerach, a wtedy jestem na tyle pochłonięta pracą, że nigdy nie wychodzę na przerwy (zdajecie sobie sprawę, że spędziłam dzisiaj bite cztery godziny na poruszeniu nóg w literce K ... i nadal nie jest perfekcyjnie?! Już nigdy nie skrytykuję żadnej animacji. Teraz, kiedy jesteś świadoma jakie to jest trudne docenię wszystko! Serio.). Tak więc wracając ze szkoły z wielką teczką, paczkami z poczty (przyszło do mnie piękne najnowsze ilustrowane wydanie Pinokia! ♥ chcę już znaleźć czas na czytanie go ♥), marchewkowym sokiem jednodniowym (uzależniłam się!) postanowiłam zrobić fotkę... Nie pomyślałam, że to będzie aż tak trudne- wstydziłam się na tyle, że zrobiłam na szybko jedno zdjęcie i szybko schowałam aparat hahahhahaha. Gdyby nie matematyka życie byłoby przepiękne!:D W każdym razie- ogłaszam wszem i wobec, że dzisiejszym dniem oficjalnie zaczęło się moje lato. Espadryle (szok! ostatnio nauczyłam się tego słowa!), polecam, piegi i świeże truskawki na obiad. Macie jakieś swoje elementy zwiastujące wakacje? Poskładaliście je już w całość, czy nadal szukacie? 
Czasami się wkurzam na to co mnie spotyka. Kilka rzeczy w moim życiu nie jest zbyt wesołych... ale kiedy później to wszystko analizuję, to wiem, że każde moje zdarzenie ma w sobie coś ważnego do przekazania w przyszłości. Zawsze należałam do grona osób, które uwielbiają mieszkać w Polsce, które cieszą się z tego, że są Polakami i nie wyobrażają sobie mieszkać gdzie indziej (co innego jeżeli chodzi o patriotyzm lokalny- chociaż z wiekiem chyba zmienia mi się to całkowicie). Lubię, że jest zima, że jest tak strasznie zimno i ciemno przez prawie cały dzień, lubię błoto i piękną złotą jesień, lubię kiedy w maju wszystko zaczyna już bardzo kwitnąć no i oczywiście BARDZO lubię lato, w którym każdy odżywa na nowo i jest super szczęśliwy. Kocham nasze mega wysokie temperatury, kocham nocne, lipcowe burze... i w ogóle- kocham Polskę, polecam! :D


Buziaki! :*

poniedziałek, 23 maja 2016

tak słonecznie!

Hejka! :)
Uwierzycie, że dzisiaj ledwo przytomna wyszłam na autobus w bluzce, swetrze, kurtce i wielkiej chuście?! O.o Przypomnę tylko, że już o siódmej było chyba powyżej dwudziestu stopni, a kiedy wyszłam z klatki moi sąsiedzi patrzyli na mnie jak na wariatkę. No cóż, nieprzystosowanie do życia na zewnątrz według Karoliny ciąg dalszy^^ Pomijając mój ból ucha i głowy, do którego już powinnam przywyknąć spędziłam całkowicie cudowny dzień! Słońce jednak robi niesamowite rzeczy z człowiekiem, tym bardziej kiedy słoneczny dzień wypada w poniedziałek- dzień, w który przypada mi fotografia. Zabrałam analoga i z racji tego, że pod ręką akurat znalazłam modela (tak przypadkiem), to strzelałam foty jak leci. Mateusza zapewne znacie, jeżeli wchodzicie na tego bloga od baaaaardzo dlugiego czasu. Jeżeli nie, to za kilka dni prawdopodobnie będziecie mieli okazję poznać go jeszcze troszkę lepiej, bo kilka zdjęć z aparatu cyfrowego również znalazło się na mojej karcie. Dzisiaj jednak zostawiam Was  prześwietlonym baaaaaardzo słonecznym zdjęciem, no i tyle. Jutro wracam z czymś ciekawszym... ale dzisiaj się uśmiechnijcie i będzie super! :D

A teraz sobie tak myślę, że ostatnio w ogóle nie wstawiam tutaj zdjęć z ludźmi, ze szkoły, ze swojego życia. Lubiłam te notki- ale ja chyba zawsze lubię na tym blogu wszystko czego nie ma. Nie dogodzę sobie nigdy ^^ Z racji tego, że jest coraz cieplej, to myślę, że będzie więcej mojej twarzy z ludźmi ... ale to tak na marginesie. Musiałam Wam to napisać ^^


Buziaki! :*

czwartek, 19 maja 2016

muzyczna siódemka

Hejka! :)
Dzisiejsza muzyczna siódemka jest wyjątkowa. Dlaczego? Ponieważ została stworzona z prośby pewnej osoby. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i z racji tego, że nie miałam określonego dnia, kiedy te posty się pojawiały- miałam swobodę w dopieraniu swojej magicznej siódemki. Czasami trwało to naprawdę bardzo długo, czasami wystarczył tydzień żebym skomponowała swoją nową listę. Tak to już bywa z muzyką, nie zawsze wchodzi łatwo. Tym bardziej, kiedy wokół tak dużo dobroci w postaci nowych płyt, których chce się słuchać i słuchać. Kilka dni temu weszłam w historię youtuba, pousuwałam wszystkie vlogi i.... zostałam z niczym. Zupełnie nic nie miałam, czym mogłabym tutaj Was zainspirować. Zrobiłam coś, czego nie robię nigdy- włączyłam przypadkową pierwszą piosenkę, której nigdy bym nie kliknęła i ona poprowadziła mnie w odmęty różnych przedziwnych wykonawców. Nie trafiałam za każdym razem, ale w pewnym momencie stworzyłam siódemkę, która wydaje mi się na tyle tajemnicza, że sama będę jeszcze musiała wrócić do tej listy, żeby zapoznać się z całą twórczością wymienionych artystów. Dzisiaj trochę polskiej muzyki, której nie znałam wcześniej... ale spokojnie- nie tylko.

1. Na pierwszy rzut idzie Mike Posner. Mój Chłopak czytając to pewnie łapie się za głowę i zastanawia się w jaki sposób mnie zabić, ale tak, z ręką na sercu muszę się Wam do czegoś przyznać. Chociaż po pierwszych przesłuchaniach nie podchodziłam do tego zbyt pozytywnie... to w końcu się uzależniłam. Mowa tutaj o remiksie piosenki I took a pill in Ibiza. No uwielbiam ją, uwielbiam ją puścić, kiedy nie wiem czego słuchać podczas zmywania naczyń, czy ugniatania ciasta na knedle z rabarbarem (swoją drogą: pyszne, polecam). ALE żeby było ciekawiej- włączyłam tą piosenkę teraz, późnym wieczorem, i bardzo mi się nie podoba. Zależy od chwili. Jednak w muzycznej siódemce dzisiaj nie o niej, a o: In the Arms of a Stranger. Spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam na Spotify włączyć całą płytę, ale jednak nie złapała mnie aż tak za serce. Jednak piosenkę polecam bardzo serdecznie :D


2. James Blake I need a forest fire: to jedyna piosenka, która w szale szperania po Youtube znalazła się tutaj z facebooka. Już nie pamiętam z jakiego fanpage'a (jednak na pewno dobrego, bo jedynie takie na swojej tablicy mam ^^). Polecam serdecznie, bo mnie łapie za serce :D


3. Przechodzę teraz do polskiej muzyki, jednak zacznę od dwóch, a w zasadzie trzech artystów, których znałam wcześniej, których cenię i którzy są tutaj w sumie żadną niespodzianką. Na pierwszy ogień idzie Zabrocki i jego piosenka Herbu warkoczyk. Piosenkę znałam już o wiele wcześniej, ponieważ z całą płytą artysty zapoznałam się po jego koncercie w Gdańsku, na którym byłam ładnych parę miesięcy temu... jednak piosenka znalazła się w dzisiejszym poście ze względu na swój rewelacyjny teledysk! Mówiłam Wam ostatnio o teledysku Bovski, wszystkich produkcjach The Dumplings itp.... wszystkie te zespoły mają w sobie coś pseudo alternatywnego, hipsterskiego (o zgrozo, nie znoszę tego słowa!), artystycznego, modnego, kolorowego i cukierkowego. Wszystko ma przyciągać uwagę swoją niebanalnością... tylko w pewnym momencie używać tego zaczął każdy nowo wschodzący artysta, więc stało się to bardzo pospolite, jednak ludzie chyba tego nie zauważyli. Jeszcze. I nie twierdzę tutaj, że nie lubię kolorowych, cukierkowych teledysków- LUBIĘ! I właśnie Zabrockiego lubię! Dobry teledysk, z rewelacyjną kreską, dobrym pomysłem i dobrym wykonaniem. Artystycznie to spełnia wszystkie moje wewnętrzne standardy i uważam tą "dziecięcą kreskę" za o wiele ciekawszą niż milion kaktusów przemykających po bokach monitora. Sory. Czekałam na coś tak dobrego i się doczekałam. Dziękuję.


4. Krzysztof Zalewski Luka: miałam wielką fazę na tego mężczyznę. Już mi przeszło i weszłam w etap, kiedy w pewien sposób mnie irytuje, jednak coś mnie podkusiło do włączenia jego piosenki i okazała się rewelacyjna! Wybaczcie, ale teraz będę zwracała naprawdę dużą uwagę na teledyski, ponieważ jest to krótka forma nagromadzenia naprawdę wielu fajnych pomysłów na dobre kadry- a ja właśnie potrzebuję wielu takich inspiracji. Jeśli okazuje się, że do dobrej muzyki dostaję również dobry obraz- to jestem przeszczęśliwa. Tutaj tak było! Polecam serdecznie. Bardzo w stylu Zalewa, ale mimo wszystko coś zupełnie innego. Spokojniejszego? Po prostu bardzo dobrego ♥


5. Paweł Domagała Jestem tego wart: mam problem z tą piosenką, bo nie wiem czy jest dobra. Czasami tak mam, że coś mi się spodoba i nie wiem czy jest wartościowe, czy jest gównem, ale jakoś tak mnie zamajaczyło i oczarowało, że nic mnie to nie interesuje. Próbowałam przeanalizować tę piosenkę słuchając jej wiele razy i nie doszłam do żadnego wniosku, ale chyba ją lubię. Chyba tak ^^ Jednak jest to chyba najsłabsza ze wszystkich pozycji dzisiejszego dnia. Piszcie mi co o niej myślicie, może razem dojdziemy do jakiegoś wniosku ^^


6. I teraz dwa zespoły, które wzbudziły we mnie naprawdę dużo dobrych emocji! To ten rodzaj jeszcze niezbyt znanych artystów, którzy tworzą bardzo dobrą muzykę, a ich teledyski to małe dzieła sztuki!! Nie wiem jak Wam to lepiej wyjaśnić, ale zapewne każdy z Was ma w oku taki czytnik- o! Dobry, polski, niezbyt jeszcze znany zespół, który wie co dobre! :D No to dzisiaj mam takie właśnie dwa i jestem nimi tak zafascynowana, że niewątpliwie w najbliższej przyszłości zapoznam się z ich twórczością w obszerniejszym wymiarze :) Na początek Bubliczki i ich piosenka Abo mie zabiją . Bardzo specyficzna muzyka, ale bardzo odpowiednia na wieczory przy komputerze. Właśnie zastanawiam się nad zakupem ich płyty i na stronie zauważyłam, że jest ich już aż trzy! Może jednak są znani, tylko ja ich nie znam? ^^


7. Same suki- słuchałam naprawdę dużo nowych zespołów i bardzo wiele odrzucałam, ten jednak coś miał w sobie. Jeszcze nie wiem co, ale nie wyłączyłam. To coś musi znaczyć. Polecam Wam posłuchać wszystkich piosenek, ja niewątpliwie kiedyś to zrobię. Jednak na pierwszy rzut polecam VillageAnka która mnie zaintrygowała, może w Was również wzbudzi jakieś emocje. Myślę, że całkiem spoko ^^

Tyle. Buźka, do jutra! :*

środa, 18 maja 2016

Polaccy


Hejka:)
Wpadłam właśnie w taki okres, kiedy prze chorobę nie mam siły na nic poza siedzeniem w domu (chociaż na siłę staram się wykonywać również inne czynności). Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i dzięki temu mogę poświęcić dużo czasu na czytanie książek, stąd tyle ich ostatnio na blogu. Mam nadzieję, ze traktujecie to jedynie jako mocny plus wchodzenia na fioletowe-serce. Prawda? ;) Ostatnio trafiłam na dosyć ciekawą pozycję i chciałabym się nią z Wami podzielić. Tym razem moja selekcja miała następującą kolejność: ciekawy tytuł, dobra okładka, opis książki. Elementów aż nazbyt dużo żebym mogła się rozczarować. Wybrałam książkę Polaccy. Dobry tytuł, wręcz perfekcyjna okładka: fajny rysunek dobrą kreską, font w odpowiednim kolorze i w dobrym miejscu, właściwa kompozycja i kolorystyka- nic tylko brać! Z opisu dowiedziałam się, że to książka o nas- o Polakach oczami dziewczyny w stanie przejściowym tj. tym po studiach, ale jeszcze przed pracą. Ściślej mówiąc: ten najgorszy moment w rozwoju człowieka, ale ze świadomością, że nie w domu, ale gdzieś blisko są rodzice, którzy zawsze pomogą. 

Poznajemy Wandę 1 stycznia i w swoim dzienniku prowadzi nas przez cały rok swojego życia, nie pomijając oczywiście najważniejszych polsko-kościenych świąt, swojego komentarza do Polski, Polaków, pracy, pieniędzy i mieszkania z przyjaciółmi. Niewiele ponad sto stron zawiera naprawdę bardzo dużo dobrych i smacznych (!) żartów na temat naszego narodu oraz obecnej sytuacji. Co ciekawe są to prawdy o nas, o których pewnie każdy z nas kiedyś myślał, ale nie są to te oklepane stereotypy, przynajmniej nie zawsze. To ten rodzaj wytykania naszych dziwnych/ śmiesznych wad, których nie ma na każdej możliwej stronie z takimi rzeczami. Są to wyszukane sytuacje, chociaż spotykają każdego z nas, a jak wiadomo- tych najbardziej pospolitych i nieomawianych sytuacji najłatwiej zapomnieć. Wiele razy podśmiewałam się  pod nosem, bo to naprawdę zabawna szczera prawda o ludziach. Bez zbędnego gadania- konkrety, które dobrze się czyta i przy których dobrze spędza się czas. 

To wszystko ważne, jednak to, czym najbardziej ujęła mnie książka było dla mnie niezłą niespodzianką. Polaccy to książka ilustrowana (!), a ilustracje znajdujące się w środku są naprawdę bardzo dobre, idealnie i humorystycznie odwzorowują tekst i są po prostu miłe dla oka. Całe to małe cudeńko jest miłe dla oka i warte posiadania na swojej książkowej półce w domu. Niedługo zbliża się Dzień Dziecka i chociaż może dla naszych małych pociech nie będzie to idealny prezent, to przecież każdy z Nas ma w sobie małe dziecko (mam nadzieję, że macie. Macie, prawda?) i czasami warto sprezentować sobie coś dobrego. Jest to również dobry prezent na urodziny, imieniny, czy inne okoliczności- moim zdaniem dla każdego. Kolegi, wujka, cioci, mamy, taty, koleżanki [...]


Ilustracje autorstwa Anny Brauntsch. Mam nadzieję, że już po tych trzech przykładach poczuliście jakie są dobre.
Buziaki! :*

wtorek, 17 maja 2016

Ziaja cupuacu

Hejka! :)
Dzisiaj kosmetycznie. Tak, czasami warto^^ Ostatnio chciałam Wam się żalić, że straciłam chęć i wenę do pisania bloga i że chyba zaprzestaję... ale jak to mój pan od grafik mówi- nie ma czegoś takiego jak wena, jest tylko brak dyscypliny... czy jakoś tak. Może i coś w tym jest. Kiedy tam wkurzałam się na tego bloga i nie wiedziałam całkowicie o czym pisać wreszcie postanowiłam, że koniec. Rozejrzałam się po pokoju, zapisałam w telefonie notki na poszczególne dni i notki będą pojawiały się codziennie. Taką mam nadzieję.

Nie wiem czy też tak macie, ale ja nienawidzę tego uczucia, kiedy w pierwsze ciepłe dni zakładam spódniczkę i moje nogi odbijając promienie słoneczne swoją bladością biją po oczach wszystkich, których mijam! Tragedia najgorsza na świecie. No ale cóż- chociaż chodząc na basen nadal widzę, że moja opalenizna od stroju plażowego nadal nie zeszła, to jednak w spódniczce wygląda to do lipca źle, a przynajmniej ja bardzo źle się z tym czuję. No wiecie- jak nie lubi się swoich nóg, to chce się jakkolwiek poprawić ich wygląd, przynajmniej jeżeli chodzi o kolor ^^. 
Zapewne na blogu zauważyliście, że jestem uzależniona od wszelkich rodzajów balsamów, a może nie? W sumie czasami wspominam, ale chyba rzadko piszę o jakimkolwiek produkcie osobny post? No nieistotne. W każdym razie- jestem uzależniona, balsamów używam codziennie i jedną z najgorszych uczuć dla mnie, jeśli chodzi o ciało, jest brak nawilżenia i biała skóra. Fuj! No tak więc walczę z tym swoim ciałem jak mogę używając wszystkiego co dostępne. Zaczynając od żeli pod prysznic z balsamem, po olejki, balsamy, masła [...] Zazwyczaj sięgam po produkty Ziaji, ponieważ wydają mi się jakkolwiek naturalne, poza tym znajdują się w aptece i nawet jeżeli to tylko zabieg marketingowy- to przekonują mnie tym. Produkty są o odpowiedniej wielkości, ładnym zapachu i dobrym działaniu. Także dla mnie bomba. Przynajmniej na razie. Może gdybym miała niesamowicie dużo czasu, to chodziłabym po drogeriach i testowała wszystkie kremy i balsamy jakie istnieją w każdej drogerii. Do takich luksusów trzeba chyba być vlogerką, a ja jeżeli nawet kiedykolwiek zacznę nagrywać vlogi na youtuba, to niewątpliwie moją przewodnią tematyką nie będą kosmetyki. Co to oznacza? Zapewne tyle, że póki ktoś nie poleci mi jakiegoś niesamowitego kosmetyku, to zostanę przy swojej sprawdzonej Ziaji ^^.

Zbyt długie wstępy jak zawsze, także do brzegu. Kilka lat temu opaliłam się w spodenki- wiadomo, początek wakacji, po mieście chodzi się w spodenkach, a nie bikini. W sumie opalam się tak co roku, nic na to nie poradzę. Jednak pewnego roku bardzo mi to przeszkadzało i we wrześniu postanowiłam zainwestować w samoopalacz. NAJGORSZA INWESTYCJA MOJEGO ŻYCIA! Jeżeli kiedykolwiek ciągnęło Was do zakupu tego kosmetyku, to bardzo nie polecam. Śmierdzi, nadaje pomarańczowy, bardzo nienaturalny kolor skórze no i oczywiście musicie uważać, bo jeżeli kremu nie położycie w jakiekolwiek miejsce, to będą plamy, których nie pozbędziecie się przez kilka dni, a z plamami na dwór wychodzić trochę wstyd. Także swoją buteleczkę w koszyku kosmetyków mam, ale nigdy więcej nie użyję.
Moje ulubione balsamy do ciała mają niestety to do siebie, że po ich użyciu moja skóra staje się bielsza (zapewne jest to spowodowane ilością, którą ładuję na nogi, ale wolę żeby były nawilżone, niż posiadały jakiś niesamowity kolor, zwłaszcza jeżeli chowam je pod zimowe spodnie.), dlatego postanowiłam w tym roku przygotować się do wakacji trochę wcześniej. Mam ten komfort, że nie muszę pół roku wcześniej martwić się o swoją sylwetkę i płakać w poduszkę, że nie wyjadę z chłopakiem nad morze, bo zobaczy, że jestem grupa. Uf! O jedno zmartwienie mniej!☻ Może nie jednym, ale tym przewodnim problemem jest to, że przed pokazaniem się komukolwiek bez długich spodni powinnam najpierw śmignąć na kilka dni na plażę. Nie zawsze jest taka komfortowa sytuacja, więc warto posiłkować się czymś, co można dostać w drogeriach. Posiadałam kiedyś fantastyczny krem, który poprawiał koloryt skóry, ale był zwykłym balsamem do ciała. Nie wiem na czym polegał, ale był ekstra. Ostatnio szukałam go w Rossmanie dobre dwadzieścia minut, ale chyba został wycofany (tak samo jak mój olej do włosów, płaczę bardzo mocno, bo mogłam ostatnim razem zakupić kilka buteleczek! Potrzebuję znaleźć coś nowego i dobrego- polecajcie mi, proszę... bo jestem zrozpaczona. Moje włosy idealnie rosły po tym specyfiku :( ). Nie znalazłam nic, ale poszłam do salonu Ziaji i moim oczom rzuciłam się brązowa seria kosmetyków. Musicie przyznać, że wśród białych produktów trudno ich nie dostrzec. Byłam zachwycona designem. Wzięłam, poczytałam, uznałam, że jest idealny! Podeszłam do pani i na wszelki wypadek spytałam jeszcze raz: "Czy to na pewno nie działa jak samoopalacz?". "Nie, jest bardzo delikatny"- odpowiedziała. Uwierzyłam.
Wróciłam do domu i użyłam na palec żeby zobaczyć zapach- identycznie ohydny jak ten z samoopalaczy. Nie wiem czy znacie tą woń, która ciągnie się za Wami całe dwa dni i nie możecie na niczym się kupić, bo cały czas to czujecie, dziewczyny- jestem przekonana, że znacie, facie chyba nie używają, więc ich nie pytam ^^. Samoopalacze mają to do siebie, że te intensywne perfumowane zapachy są po prostu nie do wytrzymania. Dystrybutor cupuacu pisze, że to delikatny zapach pobudzający zmysły- ewidentnie kłamie! Już na wstępie wiedziałam, że będę używać go jedynie na noc. Jednak co mi po nocy, kiedy nie będę mogła przez to spać? Mimo wszystko to zrobiłam. Rano byłam zadowolona z efektu. Nie była to niesamowita zmiana, ale ja zauważałam lekki kolor, a o to mi właśnie chodziło.

Wczoraj użyłam produktu jak każdego swojego balsamu, pamiętając aby po użyciu dokładnie umyć ręce i przedramiona (tak się zawsze wczuwam, że one również zawsze są w kremie... jej, serio. Proces nakładania kremów na moje nogi trwa zawsze kilkanaście minut, no chyba, że mi się nie chce- to tylko kilka). Poszłam spać, ale na wszelki wypadek wywaliłam swoją białą pościel w maki i do spania wzięłam szary koc. Rano obudziłam się z mega pomarańczowymi nogami!! Pobiegłam pod prysznic i zleciało wszystko co zbędne i został jedynie ładny, ale mimo wszystko bardzo intensywny kolor. A co z przedramionami- plamy! Rewelacja -.- A gdzie zapewnienia, że to nie samoopalacz i jedynie delikatnie poprawia koloryt? Myślałam, że używanie go przez miesiąc poprawi mi kolor nóg może o jeden, dwa odcienie. Nie spodziewałam się, że wystarczy jedna noc. I całe szczęście, że nie postanowiłam użyć tego na inne partie ciała.

Czy jestem zadowolona z zakupy? Zdecydowanie nie. Nienawidzę tego zapachu, którego nie mogę się pozbyć. Spodziewałam się o wiele mniejszej intensywności i zdecydowanie nie przewidywałam pomarańczowej skóry... nawet jeżeli tylko po obudzeniu. Żeby jednak tak nie negować jedynie to wymienię teraz plus- idealnie nawilża! Gdyby pominąć te wszystkie, niesamowicie istotne(!) minuty, to używałabym codziennie i byłabym niesamowicie szczęśliwa. Niestety w tej sytuacji to odpada :( I mogłabym aplikować nawet mniejsze ilości kremu.... ale ten zapach za każdym razem jest okropny, więc nie ma nawet takiej opcji żebym kiedykolwiek się jeszcze na niego zdecydowała. Także apeluję do dziewczyn, które nienawidzą zapachu samoopalaczy- nie kupujcie!


Czy znacie jakieś DOBRE kosmetyki na poprawę kolorytu skóry? Czekam na propozycje :)
Buziaki! :*

poniedziałek, 16 maja 2016

Reni Jusis BANG

Hejka! :)
To jest właśnie takie sprawiedliwe, że kiedy w końcu zaczynam chodzić do szkoły, to leje całymi dniami. Ja się pytam gdzie jest moja piękna pogoda i słońce, które widziałam z łóżka, kiedy leżałam chora. No gdzie to jest?! :D W każdym razie w następnym tygodniu ma być znów ładnie, więc bardzo czekam, a na razie rozkoszuję się noszeniem swoich zebrowych kaloszy. Dobrze, że nie mam ich jedynie po to, aby kurzyły się w szafie. Taaaak, tak to sobie będę tłumaczyć.

Dzisiaj mam dla Was pierwszą z dwóch płyt, które ostatnio nabyłam. Niestety długo po premierze, ale tak jak Wam wspominałam jestem uzależniona od zakupów na empik.com. Bardzo nie lubię chodzić do zwykłego Empiku po płyty, bo wszystko tam jest w tak wielkim nieporządku, że odechciewa mi się czegokolwiek szukać (chociaż ostatnio jakiś dobry logistyk postanowił coś z tym zrobić i w salonach płyty ustawione są grzbietami, a nie okładkami. Jest o wiele łatwiej, ale to i tak daleko do ideału... no a w takim internecie- wpisujesz, zaznaczasz, kupujesz i czekasz- dla mnie bomba^^). Także przeczekałam miesiąc i w dniu premiery najnowszego krążka Brodki odebrałam dawkę niesamowicie dobrej muzyki. No to lecimy:

Teraz przemówię wspomnieniami: Reni Jusis kojarzy mi się z tym, że kiedy miałam kilka lat razem z rodzicami poszliśmy w Krynicy Morskiej na koncert piosenkarki, której nie kojarzyłam, ale moi rodzice podniecali się kilka dni. Nawet przy niej stałam, kiedy rozdawała autografy... ale w sumie po co mi autograf lub zdjęcie laseczki której nie znam? Pamiętam, że się wgapiałam jak koło mnie przechodziła... a Reni była chyba dosyć zdziwiona. Nic dziwnego, też bym się zdziwiła takiego dziwnego dziecka O.o Hahhahahah .... To tak musiałam się z Wami podzielić, a teraz już tak całkiem serio :p

Reni Jusis stała się dla mnie kimś kogo lubię słuchać od momentu, kiedy usłyszałam jej rewelacyjną płytę Iluzjon cz.I Byłam zakochana w każdej piosence i naprawdę często do niej wracałam... teraz jakoś mniej. Nagle przez siedem lat było o piosenkarce głośno jedynie dlatego, że nie szczepiła swoich dzieci. Okey, burzliwy temat, ale na razie jako przyszła mama nie za bardzo mnie to interesowało. Czekałam i czekałam... i nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo wyczekuję nowej płyty. W końcu gdzieś tam zasłyszałam, że wraca (!). Wystartowała z nieziemsko dobrym singlem i wspaniałym teledyskiem (jak kiedyś nie lubiłam teledysków, tak teraz kocham... ) Bejbi Siter -jeśli ktoś nie słuchał, to TUTAJ. Spodziewałam się właśnie takiej płyty. Już nie Zakręconej, ale też nie spokojnej jak A mogło być tak pięknie. Czułam, że płyta będzie całkowicie czymś nowym. Nową Reni Jusis- dojrzałą już artystką, która w Polsce zrobiła naprawdę wiele. 

Jak jest? Za każdym razem jak opisuję Wam jakąkolwiek płytę, nawet taką, która wiem, że będzie pewniakiem, muszę dać jej czas, musi mi wpaść mocno w ucho i przed wystawieniem swojej publicznej opinii chcę być pewna swojego zdania. Słucham, słucham...zazwyczaj zajmuje mi to pełne 24 godziny wałkowania całej listy kawałków. Zazwyczaj już wtedy wiem co z tym zrobić i jak Wam to przekazać. Taki obrałam system i na razie sprawdza się dobrze. Po tym czasie mogę już zabierać się również za inne płyty i wrócić do normalności. Płyta BANG jest jednak zupełnie inna. To nie jest tak, że mi się nie podoba. Zupełnie nie! Jedenaście kawałków, które znajdują się na płycie są dobre. W większości mi się podobają, jednak mają w sobie coś męczącego i niezidentyfikowanego. Czuję, że nie odkryłam jeszcze gdzie mogłabym ich słuchać, bo do pisania notki, czy skupiania się na czymś innym jest dosyć fatalna. Słuchając wszystkich kawałków po kolei nagle zaczyna mnie niesamowicie boleć głowa (chociaż od trzech tygodni ból głowy nie opuszcza mnie ani na krok, załóżmy jednak, że wtedy boli mnie bardziej). Jest kilka piosenek takich, których mogę słuchać zapętlając je na okrągło. Jest to przede wszystkim: Zombie świat, Na skróty tęczą, Bejbi siter. Jednak nie jest to to czego się spodziewałam. Bliżej tej płycie do dojrzałej i świadomej, ale jednak Zakręconej, bardzo daleko do płyty Iluzjon i niestety dosyć ciężko znaleźć, prócz trzech podanych wyżej, tytułów, które wpasowywałyby się stylem do singla. Jest taka opcja na Spotify, że można po prostu wyłączyć piosenki, których nie chcesz słuchać i zapewne jeżeli za tydzień nadal nie przekonam się do niektórych utworów zrobię selekcję. Mam nadzieję, że to jednak nie nastąpi ^^. Jeszcze walczę.

Mimo wszystko, czy żałuję? Zupełne nie! Po pierwsze: chociaż nie wszystko do mnie przemawia, to wiem, że jest to dobre, tylko po prostu nie w moim stylu. Po drugie: super, że wróciła i mam nadzieję, że już nie zniknie i po trasie koncertowej (na którą mam nadzieję, że zawitam) zaszyje się w studiu nagraniowym i stworzy coś kolejnego ;). Myślę, że warto się zainteresować. Warto poznać chociaż na Spotify, aby wiedzieć co też zmalowała. Mnie zawsze interesują powroty dobrych, polskich twórców. Taki sentymencik. Dobrze, że na sentymencie się nie kończy! :D 

Nie wyrzuciłam jej w kąt, jak wreszcie nauczę się wszystkich piosenek na pamięć i będę mogła w słoneczny dzień otworzyć okno i w kuchni śpiewać i tańczyć w rytm muzyki- to będę szczęśliwa. Czuję to. I nie mogę się doczekać koncertu! Są to tak taneczne utwory, że marzę o tym, aby w tym uczestniczyć! Ostatnio oceniam płyty pod względem koncertów, zauważyliście? No cóż... chyba udzieliła mi się magia wakacyjnych festiwali muzycznych ;) Każdy z nas to chyba przechodzi, prawda?

I dwa słowa o okładce- mega ekstra kolorystyka, pomysł no i świetny font (tak a propos, bo w sobotę zapomniałam o tym wspomnieć.. w książce To skomplikowane KLIK główni bohaterowie w pewnym momencie za swój główny żart wzięli font-fanatyków. Kiedy tak czytałam te ich żarty i zdziwienie, że istnieją ludzie, którzy mogą wyjeżdżać na spotkania o literkach, gadają o literkach i w ogóle- są fanami literek- poczułam, że trochę to trafia też we mnie hahaha. Tak, chyba jestem font-fanatykiem i dobrze mi z tym! ^^ Serio. Zauważyliście, że za każdym razem piszę o fontach? Sory, tak już mam. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe... ale po prostu w pewnym momencie poczułam magie litery i tak już zostało i nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie to ważne w całym odbiorze- ja sobie do pewnego momentu zupełnie nie zdawałam z tego sprawy. Dobrze, że jest Liceum Plastyczne w Gronowie Górnym i dobrze, że wybrałam grafiki jako swoją specjalność! ♥ Dzięki przeznaczenie :D ) I płyta jest nieziemsko mocno niebieska- jak najbardziej na plus. Wszystko wizualnie jest mega wielkim plusem. Polecam gorąco- na Spotify tego nie dostaniecie ^^


Buziaki! :*

niedziela, 15 maja 2016

niedzielne inspiracje

Hejka! :)
Dzisiaj będzie trochę inspiracji. Podam Wam kilka linków do fajnych blogów i stronek, które ostatnio znalazłam. Myślę, że warto się nimi zainteresować, bo ja jestem w szoku jakie to fajne rzeczy ;) No to żeby nie przeciągać: zaczynamy!

1. Odkryta wczoraj na facebook'u w proponowanych polubieniach. Tak czasami mam, że jeśli nazwa lub zdjęcie profilowe mnie zainteresuje, to wchodzę- i zazwyczaj nie żałuję. Tak było również tym razem. Safa sztywniary, to rzec by można było typowy blog szafiarki. Nie zagłębiałam się w niego zbyt mocno, chociaż przewinęłam kilka kart oglądając zdjęcia i nie mogłam się powstrzymać przed oglądaniem go dalej. Jednak -o dziwo- tutaj nie o blogu. Nie lubię blogów szafiarek, a przy okazji to słowo w Polsce nie jest chyba zbyt dobrze odbierane? Dziwnie się czuję jak go używam, ale to chyba nic obraźliwego? Nie wiem, chyba obracam się w kręgu ludzi, gdzie tacy ludzie są wyśmiewani. Jednak Ryfka do pustych, zakochanych dziewczynek w modzie chyba nie należy. Z tego co zdążyłam zobaczyć, to naprawdę wartościowa i bardzo fajna osoba, no i prowadzi bloga z pasji, a nie z chęci dostawania jedynie darmowych ciuchów z Chin, to się bardzo chwali! Jednak jeśli nie o blogu to o czym? A no właśnie o tym fanpage'u! Zakochałam się w nim od pierwszej chwili. Na jej facebook'u można znaleźć po prostu WSZYSTKO! Wszystko jest mega inspirujące i naprawdę godne polecenia. Książki, miejsca, strony, ciuchy, wywiady, artykuły...czego tylko dusza zapragnie. Strona jest aktualizowana chyba codziennie, a ja nie mogę doczekać się nowych postów. Taaaak, wiem, że znam ją od wczoraj- szybko umiem się prawdziwie zakochać :D A, no i blogerka pochodzi z Krakowa i o nim i o ciekawych miejscach jest również bardzo dużo. Mam jeszcze w planach opisać Wam kilka rzeczy, a tu proszę... mogłabym o Rafce pisać cały dzień. Już kończę, ale mam nadzieję, że zachęciłam Was do zalajkowania i cieszenia się fantastycznymi inspiracjami na swojej tablicy każdego dnia? ;) KLIK



2. Tak na serio, czyli o małżeństwie u Salwatorianów. Od zawsze mam w głowie zakodowane, że małżeństwo psuje wszystko, że po ślubie jest fajnie może z rok, a później zaczyna się walka o jakąkolwiek czułość, o jakiekolwiek zainteresowanie. Wystarczy spojrzeć na małżeństwa najbliżej naszego otoczenia. Wieczne kłótnie, sprzeczki, brak jakiegokolwiek okazywania miłości, o czułości nie wspominając. Przecież praca, domowe obowiązki, dzieci, zmęczenie. Skoro już są pewni tego, że będą razem na całe życie, to po co się starać? Nic dziwnego, że przez lata nie chciałam nawet pomyśleć o tym, że mogłabym szukać w młodym wieku męża. Oczywiście, chciałam męża, ale późno- tak dla zabezpieczenia starości, ale póki co chciałam szaleć, chciałam mieć chłopaków, którym by na mnie zależało i którzy by się starali.... tylko, że wtedy nie było Boga tak poza niedzielami w kościele (a czy tam był?). W pewnym momencie okazało się, że jak jest Bóg to jest zupełnie inaczej. I wiecie, to wszystko co pisałam wyżej wydaje mi się teraz takie niemądre. Pewnie, że chcę męża! Chcę męża już nawet teraz, bo sakrament małżeństwa to dopiero początek wielkiej przygody Miłości, a udać się to może jedynie z Bogiem i w Bogu. Nie ma innej opcji. Jeżeli podejdziecie do ołtarza w swojej białej sukience, popatrzycie w oczy swojego przyszłego męża i zobaczycie w nim wielkie działanie Boga i chęć budowania z nim relacji na cześć Boga, to kurczeeee- co się może nie udać?! Z Bożą miłością tak wielki sakrament musi trwać wiecznie! :D Jednak nie jest tak z górki. Ślubujemy, ale później zaczyna się codzienne życie, w którym nie można zapomnieć o tym, że On jest i trzeba dbać o tę relację. Mega pomocny w tym jest Szustak i jego internetowe (ale oczywiście nie tylko) katechezy na temat małżeństwa i miłości do płci przeciwnej. To nie jest łatwe i nikt nigdy tego nie powiedział... jednak trudne rzeczy, które dają owoce są baaaardzo satysfakcjonujące! :D Salwatorianie organizują tygodniową modlitwę za małżeństwa dla par z dużym stażem, jak i tych młodych. Czytając to co będzie się działo jestem zachwycona! :) Fajnie, że mówi się o tym coraz więcej, że księża chcą w różne sposoby trafiać do małżeństw i pomagać im. Mega super hiper ekstra. Teraz ktoś mógłby prychnąć i powiedzieć: "No spoko, ksiądz na pewno wiele pomoże Ci w kwestii małżeństwa, przecież ma tyle doświadczenia". Kurcze, ma! Ludzie, którzy tak mówią nie mają w sobie jeszcze tej wiary w to jacy księża są niesamowici i że przez ich usta przechodzą słowa Boże. Nikt na tych spotkaniach nie będzie uczył małżonków jak zachowywać się w sypialni. Będą rozmowy na temat miłości. Uwierzcie, że księża i miłości (w oparciu o Biblię) mogą powiedzieć naprawdę wiele. Poza tym- przychodzi do nich naprawdę wiele par ze swoimi problemami. Ci faceci naprawdę wiele przeszli i doświadczyli. Jestem przekonana, że śmiało ich można słuchać! :D Cały plan TUTAJ


3. Pamiętacie jak pisałam Wam o płycie Julii Marcel? Jeśli nie, to odsyłam TUTAJ, naprawdę świetna płyta. Czemu teraz o tym wspominam? Ponieważ kiedy szukałam dobrego jakościowo zdjęcia okładki CD zainteresowałam się autorką pomysłu na tak fajną, barwną i w pewien sposób chaotycznie spokojną okładkę. Dzięki temu znalazłam fantastyczną stronę z nieziemsko utalentowanymi ludźmi, którzy prezentują tam swoje fotograficzne prace. Ostatnio trafiam na naprawdę kiepskie zdjęcia i często zastanawiam się, czy to jakkolwiek może być jeszcze fajne? Czy nie warto wyrzucić aparatu i zająć się czymś naprawdę pożytecznym. Serio, ostatnio widzę ludzi, którzy kiedyś może i wydawali mi się fajni i utalentowani, którzy teraz robią wielkie kariery, zarabiają mnóstwo kasy i są szczęśliwi.... tylko ich warsztat nagle staje się gorszy od mojego, a ja swoje prace wrzucam do pliku na komputerze i o nich zapominam. Okey, może to moja wina, jednak robię to, ponieważ nadal wydaje mi się, że umiem jeszcze zbyt mało. Pewnie, zdarza się, że za swoją prace biorę pieniądze. Jeżeli ktoś docenia, jest zadowolony i przez to muszę poświęcić o wiele więcej czasu na to wszystko- to to jest bardzo miłe. Tylko, że nie byłabym wstanie w tym momencie wciskać moich usług za kilka tysięcy. Sama ze sobą czułabym się źle, bo wolę mieć swobodę i brak stresu w głowie- a co jeżeli nie wyjdzie? O.o Szkoda, że niektórzy nie mają tego w sobie. Jednak czemu się dziwie? Ostatnio wzięłam udział w ślubnej sesji zdjęciowej (i tak, nie miałam o tym wspominać, bo moje wkurzenie na ten temat sięga zenitu, ale postaram się wspomnieć jedynie o tym temacie i go nie rozwijać!). Obejrzałam wszystkie zdjęcia i byłam naprawdę bardzo wkurzona. Wstydziłam się, że wzięłam udział w czymś tak źle wyglądającym w obiektywie. Naprawdę nie podobały mi się te zdjęcia i było mi bardzo smutno! Przyszłam do szkoły w poniedziałek i pierwsze co usłyszałam: jej, piękne te zdjęcia! Więc czemu mam się dziwić, że Ci ludzie robią taki chłam, skoro ludzie później się nim jarają?! Nie mogę im nic zarzucać. Znaleźli sposób na zarabianie kasy, ludzie się na to nabierają- bardzo proszę. Nie chcę w tym uczestniczyć.
Tylko co teraz? Wtedy działa Bóg i mruga do mnie mówiąc: Nie wszyscy są tacy źli, Karolinko. Zobacz tutaj. Przypadkowo jakoś podrzucę Ci tę stronę żebyś zobaczyła super utalentowanych ludzi robiących coś jedynie z pasji! Bóg taki wielki za każdym razem :D No więc przypadkowo trafiłam i stwierdziłam, że skoro oni mogą, to ja też! :D Będę zamykać oczy na to całe gówno i może jakoś przeżyję ;) Naprawdę bardzo serdecznie polecam Wam AFPHOTO KLIK. Bo wiecie.... poruszone zdjęcie zamienione na czarno-biało z szumami zazwyczaj nie jest inwencją twórczą fotografa. To po prostu czasem dobry kadr, który nie wyszedł i naprawianie go za wszelką cenę. Oczywiście czarno-białe zdjęcia z szumem są mega i uwielbiam je, na szczęście umiem już odkryć kiedy miało zostać tak wykonane, a kiedy zostało jedynie tym ratowane. A każde zdjęcie ostre jak żyleta nie oznacza dobrej fotografii.... jeśli kadr jest beznadziejny to fotografowi po prostu szkoda było tej jakości, więc oszukuje widza swoją jakością, bo może nie zwróci wtedy uwagi na beznadziejnie nieprzemyślany kadr? Zapewne niestety tak..... Smutno mi. W każdym razie dobrze, że istnieją strony, na których są wartościowi artyści, z wartościowymi pomysłami, pięknymi fotografiami, z szumami, z dobrą jakością, z poruszeniami i czarno-białą fotografią- wszystko jak najbardziej przemyślane ♥ 

4. I nie mogę nie wspomnieć tutaj o Kobiecie, która fotografią łapie za serce! Sonia Szóstak, to osoba, która robi tak genialne zdjęcia, ze brak mi tchu! Nie będę na jej temat rozpisywać się zbyt dużo, bo wszystkie plusy, które wypisuję w poprzednim punkcie można przypisywać właśnie jej. Nie wiem, czy to przede wszystkim moja wielka miłość do Pan Tu Nie Stał, ale zrobiła tak wspaniałe fotografie promujące ich ciuchy, że jestem w wielkim szoku! Jeśli kiedyś osiągnę taki poziom, to będę czuła się naprawdę spełniona! Pomysły, kadry, wykonanie, kolory, wszystko- wszystko tu gra! Jestem na tak na 100000000 procent! Do całego portfolio zapraszam TUTAJ
5. O Masochiście zapominam i do niego powracam. Raz mnie śmieszy, a później irytuje. Właśnie mam moment, w którym bardzo mnie śmieszy i jestem na tak. Ostatnio zaczął wstawiać swoje krótkie filmy na o2.pl i swoim zwyczajem- ciętym językiem próbuję rozśmieszyć widzów swoim komentarzem na dosyć poważne tematy. Zapraszam do polubienia go na fp, ponieważ o swoich nowych odcinkach zawsze informuje właśnie tam. Do ostatniego odcinka odsyłam Was TUTAJ. Czy się zgadzam? Przed przejściem na miesięczny weganizm na pewno, teraz znam to również z innej strony i rozumiem wegan. Także tak... ale filmik polecam ^^


6. No i jeszcze tak z ostatniej chwili. Wspaniałe polskie plakaty studentów ASP w Poznaniu! Polecam zobaczyć TUTAJ


To by było na tyle dzisiaj. Mam nadzieję, że mocno Was zainspirowałam :D
Buziaki! ;*

sobota, 14 maja 2016

To skomplikowane

Hejka! :)
Jakiś czas temu pisałam Wam o moim pierwszym razie z książką czytaną caaaałą noc aż do skończenia się stron, a dzisiaj napiszę, może nie o pierwszym razie, ale to chyba za każdym razem jest tak samo mocne i efektowne. Dzisiejszą pozycję To skomplikowane przeczytałam wczoraj wieczorem i.... płakałam jak bóbr! Jestem prawie pewna, że w tym wypadku książka była jedynie swego rodzaju pomocą przy rozładowaniu moich dziwnych smutków- no ale cóż, wydaje mi się, że każdy pretekst, aby książka wzbudziła emocje jest dobry i właśnie po to powstają książki. Emocje, emocje, emocje. 

Jak wiecie rzadko sięgam po pozycję młodzieżową, ale tym razem miałam ku temu okazję i postanowiłam, że czemu nie. Czasami te książki są naprawdę bardzo dobre! Nigdy nie zapomnę mojej super przygody z trzema tomami serii Delirium KLIK. I właśnie przez tę książkę czasami daję jeszcze szanse innym książkom dla nastolatek. Jak widać wychodzę na tym naprawdę dobrze. 

To skomplikowane opowiada o nastolatce, która wyjeżdża na studia, przez utrudnienia w znalezieniu mieszkania ląduje w domu przyjaciółki swojej mamy ze studiów. Kobieta ma dwóch synów i córkę. Jednak coś w ich domu jest nie tak. Celeste uważa karton za imitację swojego brata, który wyjechał w podróż, a cała rodzina uważa to za całkiem normalne. Julie nie podoba się ta cała sytuacja, za wszelką cenę chce im pomóc. Dziewczyna zaczyna rozmawiać z bratem, który jest w podróży i nieoczekiwanie zakochuje się w nim... Czy można zakochać się w kimś kogo nigdy się nie widziało? 

Książka bardzo inspiruje się facebookiem (bardzo nie lubię tego w drukowanych książkach, że kiedy człowiek chce oderwać się na chwilę od internetu- okazuje się, że w swojej chwili wolnej z papierową lekturą bohaterowie uwielbiają ten portal i czasami posługują się tylko nim, no ale cóż- taki już mamy klimat).  Także tutaj znajdziemy wpisy na tablicy, rozmowy na czacie itp. Cóż się dziwić, w biografii autorki można przeczytać, że: "kiedy nie pisze pasjami przegląda Facebook. 

I w sumie od pierwszej chwili coś się podejrzewa, czeka się na koniec. Znacie to fascynujące uczucie kiedy możecie w głowie powiedzieć: WIEDZIAŁEM! Tak przeczuwałem! W filmach, czy książkach, to jest genialne, za każdym razem. No chyba, że chodzi o coś co miało trzymać w napięciu, a Ty wiedziałeś, że i tak nic z tego, bo na końcu komedii romantycznej i tak będą razem do końca życia- są dwa warianty ^^. Dzisiaj był ten lepszy. Podejrzewałam, wiedziałam od początku.... ale i tak czekałam na potwierdzenie i autorka zszokowała mnie swoją interpretacją późniejszych wydarzeń.

Jeszcze dwa słowa o okładce- nie! Przedziwne te kółeczka i na dodatek jeszcze zdjęcie twarzy jakiejś dziewczynki O.o Bardzo mnie irytowała przez cały czas czytania... już wolałabym te kółeczka i zwykłe jednokolorowe tło... no ale cóż, nie można mieć wszystkiego ^^

No fajna no. Taka właśnie w dobrym momencie mojego życia. Jestem bardzo zadowolona, że ją przeczytałam i chciałam Wam o tym napisać, więc napisałam. Czuję się spełniona :D



Buziaki! :*

piątek, 13 maja 2016

WYSTAWA

Hejka! :)
No i widzicie co z człowiekiem robi choroba? Zapomniałam o swojej własnej wystawie! Dzisiaj zadzwoniła do mnie Babcia i powiedziała, że dopiero teraz była i zobaczyła. DOPIERO?! Ja nie byłam wcale. Kurcze, na śmierć zapomniałam, że takie coś miało w ogóle istnieć. Wstyd. Zebrałam się i jak na skrzydłach pobiegłam do Ogrodów. Wstyd się przyznać, ale miałam się tam wybrać dzisiaj na zakupy... głupio by było, gdybym zupełnie nie zwróciła uwagi na swoje duże zdjęcia na środku galerii^^ Na szczęście Babcia mnie od tego uratowała! Tak więc dla zainteresowanych- w Centrum Handlowym Ogrody od 6 maja można oglądać moje dwa zdjęcia z sesji z Martyną, które mogliście widzieć TUTAJ. Oczywiście jakoś tak wstydziłam się zrobić zdjęcie, więc zajęło mi to jedną sekundę (włączając w to szukanie w torebce, wyjęcie, zrobienia zdjęcia), tak więc wybaczcie brak super reporterskich zdjęć... no ale już taki wstydzioszek ze mnie. Nic na to nie poradzę :D W każdym razie, bardzo się cieszę, że coś takiego zaistniało i z miłą chęcią zapraszam Was do Elbląga, żeby zobaczyć moje prace w dużym formacie na żywo ;)

A w Galerii byłam po odebranie płyt i książek. Już niedługo o tym wszystkim i o jeszcze większej ilości rzeczy wszystko napiszę na blogu. Tak więc nie zniechęcajcie się tym, że nie co dziennie pojawia się tutaj post. Będą się pojawiać. Będą bardzo interesujące i w ogóle! Tylko chcę, jak zawsze, bardziej postawić na treść niż na systematyczność. Ja naprawdę staram się codziennie tutaj pisać. Tylko jak czasami wchodzę i całkowicie nie wiem o czym pisać... to nie chcę wywlekać tutaj swoich myśli^^ Oczywiście, czasami są na tyle ciekawe lub na tyle nie umieją wytrzymać w mojej głowie, że się tutaj pojawiają... ale wtedy to ma sens. Nawet jak ja się wkurzam i Wy się wkurzacie, że taka bez ładu i składu... to wiedzcie, że jakiś sens musi mieć na pewno :D Także ja dzisiaj zmykam do kuchni robić kilka rzeczy, a Was zapraszam tutaj jutro :) Będzie fajnie, serio ^^


Buziaki! :*

wtorek, 10 maja 2016

nowy pokój- w całości

Hejka! :)
Dzisiaj miałam niezłą podłamkę, ale postanowiłam, że zrobię ciasto. Spędziłam cały dzień w kuchni... i już mi lepiej. Tym bardziej, że ciasto mi wyszło ekstra super i podczas pisania notki cały czas je sobie jem :D Naprawdę niewiele potrzeba mi do szczęścia, ale to dobrze.
W notce mam Wam do przedstawienia W KOŃCU(!) mój zmieniony pokój. Pamiętałam, żeby robić fotki podczas każdej zmiany z myślą o blogu, jednak teraz, kiedy je przeglądałam trochę się na siebie nawkurzałam.... wszystkie te zdjęcia robiłam na szybko i nie było żadnego fajnego kadru- z tego powodu nie mogę Wam zbyt dużo pokazać. Pokażę Wam tą fazę najwcześniejszą, ale już jednam po zmianie- z fioletowymi ścianami. Z białymi ścianami oraz efekt końcowy. Prawdziwego końca szukać jeszcze daleko, ale tak wstępnie jest już gotowe! :D

No to lecimy. Pamiętacie jak w jednej z notek wspominałam Wam, że kolor nie ma znaczenia, a jedynie istotne w powiększaniu pokoju jest farba, która w połączeniu ze światłem daje optyczne odsunięcie ścian? Jeżeli nie: zapraszam TUTAJ. Czemu o tym wspominam? Ponieważ nie chcę żebyście sugerowali się tymi zdjęciami. Tutaj fioletowy pokój wygląda naprawdę mrocznie. Jednak jest to baaardzo niesprawiedliwe, bo pierwsze robiłam w tragicznym sztucznym oświetleniu i w ciasnym kadrze. Także biały pokój, poza samym dobrym umeblowaniem, wygrywa na wstępie kadrami i oświetleniem- fotograf wiedział co robić, żeby ukazać jak fajnie jest teraz, a jak było źle wtedy ^^

Nadal cieszę się, że miałam swoje piękne fioletowe ściany, ale w białych jestem po prostu zakochana!!!!!! ♥ Także jeżeli ktoś z Was zastanawia się nad białymi ścianami- to polecam bardzo!!


Co uległo zmianie? Przede wszystkim wyrzuciłam te obrzydliwe biurko i krzesło zastępując je ogromnym stołem (serio jest ogromne i fantastyczne! Mogę położyć na nim tyle rzeczy, a i tak zawsze jest miejsce ♥ Poza tym mogę rozłożyć go jeszcze bardziej i może być jeszcze większy! :o Ale to może w przyszłości w innym mieszkaniu ^^). Nowe krzesło od pierwszego momentu zrobiło niezbyt dobre wrażenie. Nadal nie za bardzo je lubię, ze względu na to, że robiło okropne problemu po rozpakowaniu, ale ogólnie wygląda ekstra... i jest mega wygodne. Na mój kręgosłup- wybawienie. W porównaniu z poprzednim- niebo a ziemia. Mam podobne w sali od języka angielskiego w szkole, przez całe lekcje każdy się buja na siedzeniach, bo są tak wygodne... i to jedyna klasa, z której nie chce się wychodzić na przerwę, bo jest wygodnie. Taka magia krzeseł :D Polecam serdecznie... chociaż o tym krześle prawdopodobnie jeszcze niedługo wspomnę kilkoma zdaniami, do tego czasu możecie się powstrzymać przed kupnem :)
Co jeszcze? Moja roślina rośnie i jest teraz naprawdę ogromna. Ma kwiatki i rosną jej nowe liście. Zastanawiam się, czy na następny rok nie będę musiała niestety oddać jej na działkę do Babci, ponieważ wydaje mi się, że u mnie może mieć za mało miejsca i zbyt mało słońca. Jednak na razie walczę! Kupiłam sobie konewkę i spryskiwacz do liści. Pielęgnuję, dbam i kocham. Przy takiej trosce powinno być dobrze. Prawda? ^^ I znalazłam chyba w końcu złoty środek na moje książki. Połowa z tych, które u mnie zostały wyjechała z pokoju, a połowa z całości (rozumiecie, tamta połowa to tak jakby 1/4 całości ^^) na razie zimuje u mojej koleżanki, która deklaruje, że teraz po maturze będzie już czytać i nadrabiać. Tak więc na razie jest super... tylko zupełnie sobie nie wyobrażam, że mogłabym je teraz znowu pomieścić wszystkie w jednym pokoju O.o Już czekam na własny dom i na wygospodarowanie jednego pokoju na biblioteczkę. Będzie pięknie! ♥ Marzę o tym od zawsze. Od małego dzieciaka mama chodziła ze mną do jednej ze swoich koleżanek, od których wychodziłyśmy obładowane najnowszymi hitami książkowymi! To było dla mnie bajeczne. Wspominałam Wam już, że mając dziesięć lat czytałam książki dla dorosłych kobiet, prawda? Nie dziwi Was to, mam nadzieję? ^^ No, to taka biblioteczka w przyszłości, a na razie ograniczony do minimum stosik w pokoju :D
Pień został i skrzynia wraz ze skrzynką ze zdjęciami również :) A marcowy prezent w postaci drabiny będzie ze mną wędrował po wszystkich mieszkaniach do końca życia- tak ją kocham ♥ Nie uważacie, że jest najwspanialszą drabiną ozdobną na świecie?  JEST.




No i co Wy na to? Czekam na Wasze opinie :D
Buziaki :*