czwartek, 30 czerwca 2016

Leżący

Hejka! :)
Nie wierzę, że aż tak bardzo można się zawieść. W poprzedniej notce pisałam Wam o książce, która bardzo mi się podoba i o której niewątpliwie za kilka dni napiszę Wam w samych superlatywach. Wsiadłam do pociągu i chciałam ją skończyć. Skończyłam.... ale ile się przy tym natrudziłam- to moje :D Leżący to jedna z najkrótszych książek jaka do mnie trafiła. Zaczęła się super i do połowy utrzymywałam swoją pozytywną opinię. 

Michele Serra bierze na warsztat pokolenie leżących, jak to on ich ładnie nazwał. Ich? Idealnie wpasowuję się w obraz przedstawionego młodego bohatera. Laptop, telefon, odcięcie od świata, w pokoju ulubionym przedmiotem jest łóżko do leżenia i spędzić można tam cały dzień po szkole. Wiele ciekawych spostrzeżeń, które i w moim życiu codziennym się zdarzają, a na które zupełnie nie zwracam uwagi. Może dlatego pisarz stosuje zabieg pisania do drugiej osoby liczby pojedynczej- per Ty. Zwraca się do swojego syna, uderzając w czułe punkty każdego młodego człowieka ;)

Do połowy jest naprawdę świetnie. Zdążyłam się i pośmiać, i skarcić, i oczywiście- jak wspominałam wyżej- w wielu wątkach zauważyć siebie. Jednak od drugiej połowy coś zupełnie nie zagrało i męczyłam się koszmarnie. Wychodzę z założenia, że przy książkach męczyć się nie można- zwłaszcza w wakacje, dlatego definitywnie nie polecam. Już zabrałam się za kolejną, świeżutką pozycję w świecie polskiej literatury: Wszyscy jesteśmy hipsterami. Pierwsze kilka rozdziałów- jak najbardziej na tak... ale chyba muszę przestać oceniać książki nie kończąc ostatniej strony ^^


Mam gorączkę i jest paskudnie, wiecie? :(
Jutro będę miała ekstra dzień!! Buziaki! :* ♥

wtorek, 28 czerwca 2016

Jadę!


Hejka! :D
Wiecie co jest dziwnego w byciu blogerką (przynajmniej dla mnie)? To, że kiedy chcę napisać o tym, że wyjeżdżam- przez pół godziny muszę pozować z walizką.... najlepiej jeszcze obierając pozę tak, aby było widać miłość do nowych klapek, piękną polską grafikę na bluzce i nerkę w grochy. Nie wiem czy uważam to za wielkie nieporozumienie, chyba nawet to lubię.... ale jest to przedziwne, serio! :D Tzn. zazwyczaj pokazywałam Wam jedynie moją walizkę, albo robiłam jedno zdjęcie jakieś na szybko (kiedyś miałam chyba jakąś bardziej fotogeniczną MŁODĄ twarz hahahahha, życie było łatwiejsze) jak na przykład rok temu KIEDY BYŁAM ŁYSA- możecie zobaczyć to zdjęcie TUTAJ. Wiecie, czasami to ja bym nawet chciała wrócić do takiej fryzury... ale tak żeby w każdej możliwej chwili można było wrócić do tego co jest teraz ^^

Nie wyrobiłam się, więc piszę do Was z autobusu. Dzisiaj wyjeżdżam z Elbląga, a jutro jadę do Karpacza. Moje wakacje chyba nie mają sensu, jeśli chociaż raz w przeciągu tych najcieplejszych dwóch miesięcy nie odhaczę przewędrowanej przynajmniej jednej górskiej wędrówki.  Chociaż zaczęło się to dopiero niedawno. Wcześniej nie wyobrażałam sobie wakacji tylko i wyłącznie bez morza. Aktualnie również co roku się tam znajduję, ale jednak z mniejszym natężeniem. O! Na przykład wczoraj byłam na plaży. Chciałam się tak wycwanić i pomyślałam, że chodzenie po górach zawsze kończy się dla mnie opaleniem w różne wzory- a to krótkich spodenek, a to długich skarpetek niezbędnych do górskich butów, czy koszulki (o zgrozo!) na krótki rękaw. Pojechałam z nadzieją opalenia się równiutko, zostawiając białe pola jedynie w miejscu bikini..... powiem Wam, że nigdy w życiu nie opaliłam się tak nierówno jak teraz! hahhahahaha :D Nie dość, że słońce było jedynie na okres opalania mojej przedniej części ciała, to jeszcze z przedziwnych względów użyłam kremu z filtrem jedynie w niektórych miejscach- uwierzcie, że trzydziestka działa!- tak niedbale, że można by było uznać, że zastosowałam jakiś czerwony samoopalacz. Aktualnie jestem miejscowym rakiem i wszystko niemiłosiernie mnie pali, ale... było warto! Jej, tak kocham morze, opalanie się i przede wszystkim kąpiele w morzu mmmmmm ♥ 

A Wy macie jakieś obowiązkowe punkty każdych wakacji? 
Chciałam do Was pisać całą drogę do Gdańska, ale jeszcze nie wyjechałam z mojego miasta, a już nie wiem co pisać... a to spoko opcja, patrze w okno, obrazy cały czas się zmieniają, a palce piszą mi to, co w głowie mi gra. Fajnie! Chyba zmienię standardowe miejsce pisania notek z domu na autobus hahhaha :D Odkładam komputer i idę czytać książkę. Zawitał do mnie ostatnio niesamowity egzemplarz książki o.... O MNIE! Dacie wiarę? O mnie jak i pewnie o połowie z Was. Jest wspaniała i myślę, że dzisiaj ją skończę, dlatego spodziewajcie się za kilka dni kilku słów na jej temat. Już nie możecie się doczekać? Mam nadzieję! :D 

Jak możecie wywnioskować z powyższych słów- wzięłam na wyjazd laptopa (co się ze mną dzieje :<) dlatego wyjątkowo, w tym roku nie będzie zaplanowanych notek, będą pojawiały się spontaniczne i mam nadzieję regularne oraz oczywiście bardzo ciekawe. Trzymajcie kciuki.

Całkowicie nieświadomie robiąc zdjęcia z walizką na jednym zdjęciu (nie mogąc powstrzymać śmiechu) zakryłam sobie twarz.... później, kiedy oglądałam wszystkie fotki na komputerze uznałam, że całkiem nawet modna ze mnie dziewczyna... spodnie z dziurami, zakryta twarz ręką.... czy już jestem tumbler girl?! hahhahahahaha :D No ale tak już pomijając żarty- z racji tego, że ostatnio mówiłam Wam, że rozruszam modowo tego bloga, a dzisiaj (jak już wspominałam) kupiłam przepiękne klapki, to notkę łączę trochę z outfitem (uhuhuhuhuhuhuhuu Karolina^^) 

O widzicie, jednak trochę do Was pogadam w tym autobusie jeszcze :D
Dzisiaj byłam na zakupach przed wyjazdem. No wiecie, takie ostatnie jeszcze zapomniane rzeczy. Uwierzcie, że myślałam, że spędzam w tej galerii handlowej pół życia! Strasznie nie lubię tego robić, tym bardziej, że w domu czekała na mnie już wykrojona i pozaznaczana szpilkami spódnica do uszycia (Uszyłam spódnicę! Uszyłam spódnicę! Uszyłam spódnicę!), ale było warto. Kupiłam przepiękne klapki! Klapki? O.o KLAPKI?! Taaaaaaaaak ♥ Zawsze moim obowiązkowym letnim obuwiem były japonki, do klapek nawet nie podchodziłam, ale ostatnio kiedy w biegu byłam w galerii po bułki i kilka innych rzeczy (wspominałam Wam już kiedyś, że mój najbliższy supermarket, to galeria handlowa? -.-) zauważyłam najwspanialsze buty mojego życia i postanowiłam, że jak następnym razem zawitam w to miejsce, to je kupię! Poszłam po sandały (swoją drogą równie dziwny rodzaj butów jak klapki) i niestety znalazłam tylko jedne, których i tak nie wzięłam.... teraz chyba żałuję :( W każdym razie- pamiętam jak kiedyś moja siostra nosiła takie (tylko o wiele brzydsze) klapki i kiedy próbowałam w nich chodzić, jako pięciolatka i nadziewałam się na krawędź tak bardzo mnie bolało, że nie rozumiałam, jak moja siostra może dobrowolnie się na to godzić. Teraz już wiem ♥ Mimo moich młodzieńczych wspomnień są bardzo wygodne no i po prostu piękne- koniec kropka. Chociaż znam taką, która była ze mną na zakupach i uznała, że jestem głupia, że je kupuje ^^. 

Poza tym: jakieś cztery miesiące temu postanowiłam, że kupię nerkę. Gdzieś to widziałam, coś słyszałam, spodobało mi się, poza tym to chyba jedna z najwygodniejszych form trzymania portfela i dokumentów, kiedy nosi się plecak, więc kupiłam. Uznałam, że będę oryginalna (jak zawsze z marnym skutkiem^^). Sami już pewnie nerki widzicie na każdych dziewczęcych biodrach, ale ja nie żałuję i swojej używam codziennie (od kilku dni). Idealna na koncerty, przejażdżki, wyjazdy i niewątpliwie wędrówki. Polecam :D

I co chyba najfajniejsze (nie, no dobra.... klapki są najfajniejsze) Medicine wypuściło kolekcję koszulek z Grafikami Polskimi. Jedną taką posiadam i właśnie mam na sobie. Polecam zapoznać się ze wszystkimi wzorami, bo naprawdę warto. Jej, ja to jestem taka szalona, że jak mi ktoś powie, że coś jest polskie, to lubię to tysiąc razy bardziej! Taka patriotka ohohoho^^ No ale ta na poważnie, serio- są przeceny letnie, polecam wybrać się do sklepu (rzadko to proponuję, doceńcie ^^), obejrzyjcie i zakupcie... albo chociaż na początek zobaczcie w google grafika. 

No i mam na sobie jeszcze mój ulubiony wakacyjny lakier, który niestety ładnie wygląda jedynie w cieple. Serio, kiedyś próbowałam pomalować nim paznokcie w zimę- tak bardzo męczyłam się cały dzień w szkole, że po powrocie od razu go zmyłam. Bałam się, że teraz będzie tak samo... ale jednak moja miłość powróciła znów. Lakier firmy Eveline. Zabijcie, ale całkiem nie wiem jaki numer... jeszcze tak wyszkolona ze mnie dziewczyna nie jest. Pracuję nad sobą ^^ 


okulary New Yorker | bluzka Medicine | nerka SinSay | spodnie H&M+ HandMade | buty Gino Rossi | plecak Cropp 

Buziaki! :*

czwartek, 23 czerwca 2016

Idę na plażę!



Hejka! :)
Dzisiaj pewnie większość fajnych szkół zaczęła już wakacje. Ja w tym roku nie świętuję, jednak również oficjalnie dzisiaj nastąpił ten dzień, w którym nie muszę chodzić do szkoły. Mogę podróżować, zwiedzać, odpoczywać i spać tak długo jak będę miała ochotę. Jak już wspomniałam, w tym roku jest tak tylko w teorii, ale coś tam zwiedzę i zobaczę, więc z czystym sumieniem mogę tą notką otworzyć nową kategorię i przedstawić przed Państwem nowy sezon wakacyjny- już piąty! :D Będzie fajnie, obiecuję! ^^

Wiecie, wydawać by się mogło, że do wszystkiego można przywyknąć.... jestem idealnym przykładem tego, że  jednak nie. Od sześciu lat przynajmniej raz w miesiącu mam pobieranie krwi, aktualnie wzrosło to do kilku razy w tygodniu. Cy przywykłam? Nie! I wiem, że nigdy tak się nie stanie. A co z bólem? Myślałam, że może w pewnym momencie po prostu tak zacznę funkcjonować. No wiecie- przestanę pamiętać normalne funkcjonowanie, ból uznam za normę i jakoś będzie leciało. NIE! Do bólu nie można przywyknąć i zapewne nigdy tego nie zrobię. Nie mogę funkcjonować, a jedyne co mi wychodzi, to spanie w każdej możliwej chwili... ale nie narzekam, uwierzcie, że walczę!

Z rana wybrałam się do Krynicy Morskiej w nadziei na zaczerpnięcie idealnie świeżego powietrza i nawdychanie jodu na kolejne kilka tygodni... z tego wszystkiego marnie wyszło cokolwiek, bo ból nie pozwalał mi na normalne funkcjonowanie. Więc co? Więc drzemka! Po niej postanowiłam wybrać się nad morze. Wyobrażacie sobie, że dzisiaj przy temperaturze ponad trzydziestu stopni o godzinie osiemnastej było najfantastyczniej na świecie. Przeszłam naprawdę sporo kilometrów chodząc po wodzie (zabrzmiało Jezusowo) i opalając twarz w okulary. Polecam każdemu! :D

I jeszcze tylko się pożalę- ostatnio kupiłam sobie przenośną ładowarkę (profesjonalniej: power bank) no i jest mi tak zupełnie nieprzydatna... jest częściej rozładowana niż mój telefon czy aparat. Serio! Mam tak wielką kłótnie z prądem, że nienawidzę go używać. Tak, to chyba na tym polega problem ^^ Mój telefon zawsze jest na krawędzi tych ostatnich 5% ... a co za tym idzie? Mój aparat domaga się doładowania od kilku dni. Dzisiaj nad morzem chciałam zrobić piękne zdjęcia... i wyszło jak zawsze. Jednak telefon dał radę ^^ A morze jak jezioro! Jolo.


A Wy jak zaczynacie wakacje?
Buziaki! :*

środa, 22 czerwca 2016

Dieta wegańska a paleo


Hejka! :)
Ależ dawno nie było Mięsożercy. Jednak dzisiaj przyszedł do mnie kurier i przyniósł mi przepiękną książkę z przepisami wegańskimi. Skojarzyłam, że w swojej kolekcji posiadam również książkę z przepisami paleo. Dwie zupełnie różne diety... idealnie skojarzyło mi się ze mną, z moją serią i moim życiowym miotaniem między jedzeniem mięsa, a nie.

Jak to wygląda teraz u mnie? Jem mięso i jem go więcej niż miałam. Nadal korzystam z wegańskich trików i uwielbiam to robić... ale jednak życie na łatwiznę wygrało. Poza tym (!) ile osób tyle opinii i już zupełnie nie wiem w co wierzyć. Kiedy byłam stu procentową weganką wszystkie artykuły, które mnie interesowały były właśnie na temat tego jak niejedzenie mięsa wpływa dobrze na człowieka. Aktualnie mocno zainteresowałam się dietą paleo (której nie wprowadziłam w swoje życie), która informuje, że mięso i tłuszcze zwierzęce to najlepsze dobro jakie istnieje. W czym się zgadzają? Żadna z diet nie je nabiału... chociaż to dobre, że tacy jednogłośni!

Aktualnie zupełnie nie jestem zadowolona ze swojego sposobu odżywiania, ale staram się walczyć. Jednak przez chorobę nie mam zbytnio apetytu... Ale spokojnie, to niedługo się zmieni i jeżeli będę miała pod ręką tak mnóstwo dobrych książek będę gotować naprawdę dobre rzeczy :D


Na blat poszło: 
1) La veganista super food książka poświęcona przepisom, które nie posiadają w sobie produktów odzwierzęcych. Mnóstwo bardzo ciekawych przepisów, ALE dosyć skomplikowanych, zdecydowanie nie na co dzień, a przede wszystkim- niektóre z produktów są naprawdę bardzo trudne w dostępności. Pamiętacie jak kiedyś pisałam Wam post o tym, że to co dla mięsożercy wydaje się trudne do zlokalizowania- wegan ma w domu każdego dnia... ale ja będąc weganinem nigdy nie posiadałam świeżych ziaren kakao, czy masła migdałowego lub syropu z agawy, albo śmietany z orzechów. Jestem przekonana, że gdybym korzystała z tej książki jak z Biblii to wreszcie w moim domu zaistniałyby te wszystkie bardzo skomplikowane produkty. Jednak czy da się z niej korzystać na co dzień i przede wszystkim czy posiada dania na każdą okazję? 

Nie należę do osób, które od każdej kucharskiej książki oczekują przepisu na schabowego, czy najprostszych kotletów z ciecierzycy (jak tutaj) , ale przyjrzyjmy się głębiej spisowi treści: jest śniadanie, a tam przepisy na przepyszne warzywno-owocowe koktajle, owsiane batony, twaróg kokosowy, ryż na słodko lub jogurt. Rozdział uznaję za zaliczony. Drugi jest lunch. W nim również nie brakuje dobrych inspiracji- dużo sałatek, czyli coś czego bardzo mi brakuje. Plus! Następnie znajdujemy się w obiadach, gdzie możemy znaleźć mnóstwo faszerowanych warzyw, wegańską lasagne, czy minipizze- rozdział najbardziej skomplikowany, ale nic dziwnego: przecież to obiad! :) I deser!!! Na deser mamy możliwość zrobienia mrożonego jogurtu, rabarbaru z piekarnika, czekoladowych lizaków (tak, weganie jedzą czekoladę), czy muffinki jabłkowo-gruszkowe, które u mnie pójdą chyba na pierwszy ogień! ♥

Tak więc książka na pierwszy rzut oka z tego wora hipsterskich.... ale plusuje świetną okładką, jak i zdjęciami i całą oprawą graficzną. Po zagłębieniu, składniki nie są banalne, ale z niektórych można zrezygnować, a w niektóre się zaopatrzyć.... niektórych przepisów również nie trzeba robić lub jeśli ktoś nie jest weganinem, a chce zjeść coś jedynie bez mięsa- może używać produktów odzwierzęcych. Ja tak czasami robię. Masło, mleko itp. Smak dla przeciętnego zjadacza mięsa bardzo dobry! :D Czy polecam, polecam, bo piękna! Ja z bzikiem na punkcie nowej półki stwierdzam, że dobrze mieć taką na widoku... poza tym już niedługo wychodzi druga część z samymi wypiekami o ile się nie mylę- więc warto! :D

2) Dieta Paleo dla początkujących- tak jak wspominałam, dieta ta wyznaje zasadę powrotu do człowieka pierwotnego i posilania się jedynie tym, co on tj. mięso, tłuszcz zwierzęcy, warzywa, owoce. Zero zbóż i nabiału. Jest mi blisko do tej diety jedynie ze względu na to, że moja koleżanka stosuje się tej diety. Uwierzcie jednak, że jest mi do niej chyba o wiele dalej niż do bycia weganką. Już wolałabym zrezygnować w całości z mięsa niż wżerać tłuszcz itp.  Poza tym dieta wegańska jest ukształtowana w świadomości i prawie równouprawnieniu dla zwierząt, natomiast paleo to podobno idealna dieta na schudnięcie! Racjonalnie patrząc- jeśli nie można jeść nabiału i zbóż, to można jeść naprawdę bardzo mało! A co by nie mówić- tłuszcz zwierzęcy nie tuczy. I o tym jest właśnie ta książka.

Pięknie wydana, z pięknymi zdjęciami i dobrą okładką... szkoda, że w takim małym formacie :( Posiada bardzo długi wstęp i opisanie wszystkiego na czym dieta polega, co uważam za bardzo dobry plus! I tutaj również zaczynamy od śniadania: kleik jabłkowo-marchewkowy (nie brzmi dobrze), jajecznice, kokosowe muffinki, ciasta, koktajle [...] Przychodzi czas na surówki- bałam się, że wszystkie będą z mięsem, jednak nie jest tak najgorzej. Same warzywne również się znajdą :) Zupy, mięsa, ryby i owoce morza.... i tutaj muszę przyznać, że niewątpliwie będę korzystać. Zakochałam się już w niektórych przepisach ♥ 

Co z dostępnością produktów? Lepiej niż powyżej, chociaż w niektórych przepisach również znajdują się dziwne składniki, ale to przecież dobrze. Książki kulinarne kupujemy dla zmienienia czegoś w swoim jadłospisie.


Jak dla mnie dwie książki bardzo odpowiednie i niewątpliwie będę korzystać... 
Jednak czy na jakąś dietę decyduję się znów lub czy wracam na weganizm?
Na razie się nie zapowiada ^^
Buziaki! :*

Torba i nowe stylizacje na fioletowym sercu!

Hejka! :)
Już dawno pogodziłam się z tym, że moje marzenie o byciu blogerką modową nigdy się nie uda. Yyyy... no dobra, nie miałam nigdy takiego marzenia, chociaż od zawsze w pewien sposób próbowałam tutaj ten mój styyyl jakoś przemycić. Wychodziło mi to z marnym skutkiem, ale - zaczęłam jak miałam czternaście lat, a mój sposób ubierania się polegał na zakładaniu koszulki i jeansów. Nie powiem, jak teraz wróciłam do mojej dawno zapomnianej kategorii outfit to byłam pełna podziwu, że nigdy w sumie nie było źle, ale czy jest sens kiedykolwiek pokazywać zwykłą bluzkę i zwykłe spodnie? Prawdopodobnie nie. Przynajmniej nie chcę już tego praktykować na tej stronie. Co mnie skłoniło do powrotu na to dziwne, niezidentyfikowane przeze mnie miejsce zamieszkane przez szafiarki? To że nigdy nie umiałam pozować do takich zdjęć, że nigdy nie było tego w pełni na moim blogu i że całkowicie niepewnie czuję się przed obiektywem aparatu, kiedy mam prezentować swoje ciuchy. Tak więc, aby rezygnować ze swoich słabości postanowiłam z tym walczyć (warto zaczynać od tych najmniejszych, jak ta!). Moja szafa przez te lata przeszła metamorfozę, chociaż nie uważam żeby była ona jakaś drastyczna- zawsze tak mi grało w duszy, tylko w pewnym momencie złożyły się czynniki, które pozwoliły mi stworzyć z tego dobrą całość. No ale .... po co to wszystko tak już naprawdę? Przede wszystkim dlatego, że, jak już Wam wspominałam, zaczynam moją przygodę z maszyną do szycia (już tą moją własną osobistą) i po każdym wyczynie z miłą chęcią chciałabym prezentować Wam moje małe cuda. 

No i właśnie o to się rozchodzi! Będę się chwaliła. Potrzebuję uznania! :D Dzisiaj kupując truskawki Pani powiedziała mi, że pięknie wyglądam- postanowiłam to wykorzystać i zacząć od dzisiaj, tym bardziej, że na spacer poszłam z moją nową torbą! 

Wczoraj walczyłam z maszyną do upadłego, uwierzcie. Było ciężko, wiele razy się poddawałam i wiele razy traciłam cierpliwość... zupełnie inaczej pracuje się na nowym sprzęcie, a starym z pomocą Najwspanialszej Na Świecie Babci. Zdecydowałam się na wykończenie materiału w pnie z IKEA. No wiecie, gdyby się zniszczył, to nie byłoby szkoda. Na pierwszy ogień poszło coś najłatwiejszego, czyli torba z kwadratu. Prościzna, zapewne zaawansowanym nie chce się w to nawet bawić- mi się chciało. Stwierdzam jednak, że jest o wiele za mała na moje potrzeby, ale wzór w pnie podoba mi się na tyle, że przy najbliższych odwiedzinach Matarni zakupię materiału tyle, aby starczyło na uszycie wielkiego wora (już w bardziej skomplikowanym kroju^^).

Tak sobie myślałam, że może jeśli będę zabierać w miasto statyw i będę sama robiła sobie zdjęcia (gdzieś poza zasięgiem ludzi), to te zdjęcia będą w jakikolwiek sposób ładne i chociaż w jednym procencie artystyczne i takie piękniutkie- inspirujące. Myślę, że w najbliższym czasie będę szukać takowych miejsc- tym bardziej, że przecież planowałam codzienne spacery, to idealny motyw do szukania dobrych, nietłocznych miejsc do robienia dobrych zdjęć na bloga :) Jakbym się wprawiła, to mogłabym nawet bez swoich nowo uszytych rzeczy robić takie notki. Byłoby fajnie- jednak jedno jest pewne- stawiam na siebie i statyw. Wtedy moja pewność siebie wzrasta o pięć punktów. A dzisiaj zostawiam Was z takimi śmieszkami, o! :D

I jak już dzisiaj tak modowo, to jeszcze sobie porozmawiajmy o ciuszkach ^^ Mam takiego hopla, że uwielbiam kolorowe spodnie. Zimna jesień i zima to najgorszy okres, w którym sprawdzają się jedynie jeansy... ale kiedy nadchodzi ciepła wiosna i lato można szaleć. Moja szafa wtedy pęka w szwach od nadmiaru kolorowego materiału w miejscu wydzielonym na spodnie ♥ Nawet jeżeli zazwyczaj noszę do nich ciemne, jednolite bluzki/ swetry, to czuję, że moja stylizacja jest idealna i dobrze się w niej czuję, co najważniejsze! :D A Wy macie jakąś ulubioną część garderoby? :)


najpiękniejsze spodnie na świecie Reserved | Buty  New Yorker | Torba  Hand Made - materiał IKEA | Sweter  -

Buziaki! :*

poniedziałek, 20 czerwca 2016

muzyczna siódemka

Hejka:)
Wreszcie jest nowa muzyczna siódemka, a w niej samo dobro ♥ Czekała na ten dzień już trochę czasu, ale zawsze było coś ważniejszego do napisania. Poniedziałek jednak jest zaklepany na muzykę. Bez zbędnego gadania przechodzę do prezentacji:


1. Fisz Emade Tworzywo Telefon - jedno z największych zaskoczeń, nie spodziewałam się tak szybko dostać nową piosenkę, a tu proszę! Rewelacyjna, w stylu poprzedniej płyty, ale uważam to za jak największy plus. Już tylko z niecierpliwością czekam, aż zawita do elbląskiej Mjazzgi ♥ Co najważniejsze- premiera nowej płyty już w październiku i tym razem nie popełnię błędu wysłuchania wszystkich utworów przed zakupem płyty, bo Mamuta w swojej kolekcji nie mam nadal i słucham namiętnie jedynie na Spotify :/


2. Daria Zawiałow Malinowy Chruśniak- usłyszana pierwszy raz na Spotify, ale z powodu niedawnej premiery teledysku wróciła mi o niej pamięć. Bardzo dobra! Już czekam na premierę jej płyty, po którą niewątpliwie pobiegnę do sklepu! ♥


3. Dawid Podsiadło Pastempomat- płytę znam już na pamięć, ale kilka dni temu wyszedł najnowszy teledysk i tylko dlatego piosenka znalazła się na mojej liście. To istne cudo! Jeżeli nie lubicie oglądać teledysków, to tym razem zróbcie wyjątek... kosmicznie warto! ♥


4. Natalia Nykiel Error- przewałkowana przeze mnie wzdłuż i wrzesz. Za pierwszym razem nie przypadła mi`zbytnio do gustu, ale od drugiego posypało mi się już uwielbienie i nie mogłam słuchać niczego innego. Także polecam, ale w przeciwieństwie do Podsiadło- nie polecam oglądać teledysku, jest dość słaby i kiczowaty. Poza tym kadr, który Wam wstawiłam jest aktualnie dosłownie wszędzie- przynajmniej u mnie.Fu :D


5. Halsey Castle- piosenka pochodzi z końcowych napisów Łowca i Królowa Lodu i powiem Wam, że ta piosenka, to najlepsze co spotkało mnie podczas tego filmu. Rewelacja. Tak jak piosenkę wyżej- słuchała nieustannie. I całkiem ładny teledysk, ale bez przesady. Piosenka istne cudo! :)


6. Coldplay Up&Up- ostatnio puścił mi ją mój kolega i zachwyciłam się teledyskiem (wooow, o samych teledyskach dzisiaj). Poza tym piosenka jest idealnie fantastyczna, polecam serdecznie :) 


7. Męskie Granie Wahata- no i na koniec zostawiłam sobie coś niesamowicie najlepszego z najlepszych! Tegoroczny singiel Męskie Grania. Nie miałam jeszcze możliwości ani razu być na tego typu wydarzeniu (całkowicie nie rozumiem dlaczego O.o), ale co roku dostaję tak niesamowitą piosenkę, że chyba mi wystarcza ♥ Najnowsza Wataha- połączenie głosów Podsiadło, Organka i O.S.T.R. jest feeeeenooooomeeeenaaaalnaaaa! I teledysk jest super! Polecam serdecznie zapoznać się z utworem. Pozdrawiam :D

Siódemka już jest, a ja mam jeszcze dwa utwory na swojej liście, więc nowy post pojawi się zapewne dość szybko :)
A Wy czego ostatnio słuchacie?
Buziaki! :*

niedziela, 19 czerwca 2016

niedzielne inspiracje

Hejka! :)
Dzisiaj obudziło mnie piękne słońce i już siedzę na szpilkach- przerabiam zdjęcia, łączę je w zestawy i piszę tę notkę- żeby tylko jak najszybciej udać się na spacer. Taki mam plan, że będę to teraz robić codziennie. Niektórzy robią brzuszki, ja się dotleniam. Uwierzcie, że obie te rzeczy są porównywalnie trudne jeśli chodzi o motywację ^^ Dzisiaj przychodzę do Was z inspiracjami- bardzo fajnymi moim zdaniem... i w trochę innej formie niż zawsze, z innym nastawieniem :) No to lecimy:


1. Największym moim szczęściem ostatniego czasu są półki w kuchni (oh, ludzie! Dorastam. Staję się Kobietą (!) dla której zamontowanie półek przez mężczyznę jest najpiękniejszym prezentem na świecie. Mam jednak cichą nadzieję, że nigdy nie dojdę do momentu, kiedy nowy mikser na gwiazdkę (bądź co bądź potrzebny całej rodzinie) będzie dla mnie równie udanym prezentem (o zgrozo! Na poprzednie święta dostałam nową blaszkę do ciasta i ledwo nie odleciałam ze szczęścia.... coś jest ze mną nie tak! :D). W każdym razie: nastał ten dzień, kiedy wreszcie moje słoiki mogły ujrzeć światło dzienne i opuścić swoje kiszenie się w szafkach na rzecz zaistnienia na półkach. Rewelacyjnie zmieniło mi to kuchnie i jestem bardzo zadowolona. Czekam tylko na moment, kiedy to już będzie dla mnie po prostu normalne i będę sięgała po te słoiki bez żadnych emocji- na razie sobie tego nie wyobrażam ^^ W każdym razie: szukałam półek, które nie miałyby tych ohydnych podpórek wystających spod szafki, które są bardzo mocne i widoczne na pierwszy rzut oka. Zwykłą białą półkę z uchwytami schowanymi w środek znalazłam (a właściwie moja Siostra) w Ikea TUTAJ Jest w wersji mat i połysk i dla mnie idealną opcją jest ta pierwsza! ♥ Słoiczki pochodzą również z Ikea (czy ja kiedykolwiek łudziłam się, że zrezygnuję ze wszystkich przedmiotów z tego sklepu? Nie zrobię tego nigdy... przynajmniej w kuchni ! :D ) już jakiś czas temu i za każdym razem, kiedy mogę od razu po zakupach przesypać owsiankę, orzechy, czy bakalie do słoików zamiast trzymać je w tych okropnych plastikach jest dla mnie zbawienne. Słoiczki są TUTAJ i TUTAJ - chociaż zapewne tego typu gadżety znajdziecie dosłownie wszędzie :)


2. KSIĄŻKI! W tym tygodniu nie mogłoby się obyć bez nich. Trafiłam na dwie naprawdę idealne pozycje. Są pisane i skierowane przede wszystkim do mężczyzn, ale nic na to nie poradzę, że świetnie do mnie trafiają. Uwielbiam o wiele bardziej męski punkt widzenia i przekonuje mnie to zazwyczaj w stu procentach (proszę jak to łatwo można się zmienić wychodząc z kuchni do lektury^^).
Dlatego w poniedziałek odebrałam serię książek Szustaka i na pierwszy ogień poszła Wilki dwa. Jestem dopiero w połowie, ale to co się tam dzieje, to istne szaleństwo prowadzone przez Boga! Litza i Szustak odpowiadają na najtrudniejsze i najbardziej niewygodne prawdy. Pokazują życiową walkę Dobrego i złego. Z perspektywy mężczyzny- księdza- żyjącego dla innych i przede wszystkim dla Boga oraz mężczyzny- męża- żyjącego dla swojej małej wspólnoty. Pięknie to wszystko tam jest napisane. Mądrze, wartościowo, po męsku (♥) bez pocieszania, bez słodzenia. Po prostu- prosto z mostu, z wielką dozą smutków i upadków, ale i wielkiego szczęścia i miłości! Jeżeli do książek Wam daleko, to zachęcam Was do wysłuchania całej serii Wilki dwa na youtube. Jednak książka zawiera wszystko co na yoytubie i o wiele więcej, więc mimo wszystko, jak zawsze, polecam papierową wersję. YOUTUBE KLIK oraz piosenka Luxtorpedy Wilki dwa TUTAJ- polecam wsłuchać się w tekst pod względem religijnym... ja wcześniej nigdy na nią tak nie patrzyłam. KLIK
---------------------------------------------------------------
Druga to nabytek piątkowy i już skończony! Tata w budowie, to rewelacyjny blog Ojca, który zwariował ze szczęścia. Mi do czytania blogów daleko, naprawdę bardzo nie lubię czytać dużych artykułów przez ekran laptopa, dlatego kiedy tylko nadarzyła się okazja do przeczytania bloga na papierze- od razu skorzystałam! :D Książka moim zdaniem zdecydowanie dla przyszłych Ojców- Ci, którzy dzieci już posiadają na pewno sami doskonale przeżyli opisywane sytuacje w poszczególnych rozdziałach :) A co do Kobiet? Ja przeczytałam i w podczas tej czynności byłam naprawdę bardzo zadowolona, więc polecam! :) Jeszcze tylko słowo i ilustracjach, które odgrywają tutaj dosyć znaczącą rolę- nie podobają mi się wcale! Śmiem twierdzić, że są słabe, a w swoim życiu naoglądałam się już trochę dobrych kresek, więc chyba wiem co dobre jest, a co niekoniecznie... ale każdy ma swój gust. Kolor zielony jest bardzo wyraźny i na początku zupełnie mnie nie przekonywał, ale jednak po czasie przypadł mi do gustu :) I nie sugerujcie się kolorem na jakiejkolwiek stronie internetowej- odbiega zupełnie od oryginału. Link do bloga TUTAJ


3. Materiały. Coraz bliższymi krokami zbliżam się do postów poświęconych moim zmaganiom z szyciem ubrań. Jednak przez sposób mojego ostatniego istnienia tj. przebywania więcej w szpitalach niż w domu nie mam jak zabrać się za moją maszynę, ALE o wiele łatwiej spędzać czas w internecie szukając dobrych materiałów do tworzenia niż samo zasiadanie przed stołem. Ostatnimi czasy znalazłam stronę, chyba najfajniejszą: nie dość, że znajdują się wspaniałe wzory, to jeszcze (co najlepsze!) można stworzyć własny, wymyślony przez siebie wzór!(www.ku-ka.pl) Ja do tego zbieram się od jakiegoś czasu i ostatnio wpadłam nawet na pomysł żeby wymyślić całą kolekcję kilku materiałów opracowanych graficznie na dyplom z grafiki w czwartej klasie liceum plastycznego. Co prawda nie był to pierwotnie stu procentowy mój pomysł, aleeee myślę, że to może być super! Jakiś czas temu przyszedł mi pierwszy materiał w pszczoły i jestem bardzo zadowolona. Już planuję co z niego zrobię i nie mogę się doczekać ♥ 


4. Butelka z zielonym korkiem z Ikea, to moja nowa miłość. Od wielu lat szukałam czegoś na własne soki, wodę do szkoły czy inne napoje. Jednak jeśli nie była to zwykła, plastikowa butelka po wodzie- zazwyczaj po prostu przeciekała :/ Nienawidzę tego uczucia, kiedy wsadzam rękę w torbę czuję mokre! Fuu! Jeszcze nie znalazłam czegoś dobrego do przechowywania jedzenia- zawsze wylatuje! Jednak butelkę swoją idealną znalazłam! ♥ TUTAJ O wiele lepiej wygląda z przezroczystą wodą, ale to tylko takie moje zboczenie perfekcyjne dobranie kolorystyczne ^^ Na zdjęciu połączenie mango, kiwi i banana. Ekstra! :)

Resztę zostawiam Wam na następny tydzień, bo już mnie ciągnie na ten dwór! :D
Buziaki! :*

sobota, 18 czerwca 2016

Sobotnie śniadanie



Hejka! :)
Udana sobota jest wtedy, kiedy dziwnym trafem sama z siebie obudzę się bardzo wcześnie (przeciętnie jest to ósma lub dziewiąta rano), przez okno przebijają promienie słońca, jestem sama w domu i mam wolną chwilę (dłuugo chwilę!) na zrobienie dobrego śniadania i zjedzenie go bez pośpiechu w przeciągu godziny słuchając dobrej muzyki. Takie soboty są idealne i właśnie taką sobie zaserwowałam! 

Ostatnio odwiedziłam tylu lekarzy, że zdecydowanie starczyłoby mi już na całe życie. Każdy z nich mówi zupełnie co innego i każdy z nich myśli, że ma rację. Jeden bardzo przekonywujący mężczyzna powiedział mi, że mam alergię na pyłki, ale moje złe samopoczucie spowodowane jest przede wszystkim nietolerancją pokarmową jak i całą chemią, która znajduje się w jedzeniu- również w owocach i warzywach, więc jeżeli myślę, że się zdrowo odżywiam, to niestety, ale żyję w błędzie.

Nie ufam internetowi (chociaż ostatnio bardzo mocno zaczęłam ufać youtubowi), dlatego wiedzę o zdrowym jedzeniu nie wyobrażałam sobie posiąść właśnie z tego źródła. Jak to ja- weszłam na empik, naszukałam się dobrych tytułów, spisałam na karteczkę i uznałam, że one pomogą mi przejść przez ten ciężki w moim życiu okres. Przez tydzień zwalały się do mnie książki o tematyce zdrowego odżywiania, oczyszczania organizmu itp. Wszystko wyglądało całkiem sympatycznie- ale wiadomo jak to w dzisiejszym świecie bywa- połowa powinna iść do kosza z podpisem Hipsterskie gówno! 

Jakiś czas temu uznałam, że kończę swoją przygodę ze zdrowym odżywianiem i nie chcę marnować na to swojego czasu. Kilka dni po tym postanowieniu dostałam diagnozę, którą opisywałam wyżej. Wróciłam do punktu wyjścia. Będę się zdrowo odżywiać- bez przesady, ale będę. Tylko, że moje zdrowe jedzenie nie będzie polegało na kupowaniu produktów jedynie w zdrowej żywności i w najpopularniejszych internetowych sklepach. Ma być prosto, smacznie, zdrowo i przede wszystkim zwyczajnie! Tak więc po odrzuceniu połowy książek, zostało wiele naprawdę ciekawych i wartych polecenia. Tak mam, że polecam, więc dzisiaj nie obędzie się i bez tego!

Śniadania i brunche u Specianich to pierwsza książka, w której spotkałam się z instrukcją jak zrobić idealne sadzone jajko, czy jajecznice (uwierzcie, że nigdy nie nauczę się robić jajecznicy! Już się w tym pogodziłam!) Cała część czwarta jest moim ulubionym zestawem, bo posiada przepisy na wszystkie podstawowe produkty! Dżemy bez cukru, hummus, ketchup, majonez, kruche ciasto, pizza [...] Poza tym na samym początku książka zawiera szesnaście artykułów na temat poszczególnych produktów i wyświęconych na ich temat mitów. Jajka są zdrowe i warto je jeść trzy razy w tygodniu, najlepiej na śniadania (z miłą chęcią korzystam z tej możliwości!). Cukier, oleje, warzywa, owoce, mleko i laktoza- to tylko kilka z podstawowych zagadnień. Następnie dochodzimy do kluczowego momentu, czyli menu! Przejrzałam wszystkie przepisy i są naprawdę banalne, a co fajne- autorzy książki polecają robić śniadania wieczorem, tak aby były gotowe na poranne zjedzenie. Od zawsze mnie dziwiło robienie jedzenia na rano wieczorem... ale może się przekonam?

Drugą fajną rzeczą idealną do śniadania jest fajny kubek. Ja swój posiadam już od dwóch miesięcy i uwielbiam przede wszystkim dlatego, że grafika na niej, to tak dobry rysunek i kreska, że za każdym razem się zachwycam! Byłam jedną z pierwszych posiadaczy kubka jak i idealnej koszulki, którą niedługo Wam pokażę. Od wczoraj Peacetolet posiada swój sklep, na który serdecznie Was zapraszam, bo warto bardzo! Ja już czaje się na kilka nowych rzeczy ^^ SKLEP


Leniwą sobotę czas skończyć i zabrać się za coś pożytecznego ;)
Buziaki! :*

piątek, 17 czerwca 2016

burzowo!

Hejka! :D
Dzisiaj jestem tak mega szczęśliwa, że postanowiłam trochę do Was pogadać. Tak, to ten dzień kiedy fioletowe-serce staje się wewnętrznym głosem serca i gada jak najęte! :D W ciągu trzech dni przeżyłam tyle ile nie miałam okazji w całym życiu. Wiecie, uwielbiam, że mój blog jest taki czytany przez ludzi od pierwszego dnia, ale czasami jest mi z tym koszmarnie źle. Czasami chciałabym napisać na tym blogu wszystkie swoje smutki i żale, bo do papierowej formy już mi jakoś daleko.... ale nie mogę, to już nie jest miejsce, w którym mogłabym napisać wszystko co bym chciała. Za każdym razem muszę pamiętać, że zagląda tutaj chyba każdy mój znajomy i chociaż mam wielką nadzieję, że oglądają tylko obrazki i przewijają dalej, to wiem, że tak zazwyczaj nie jest. Jest kilka takich osób, które najchętniej powiesiłabym na swojej czarnej blogowej liście "Tym panom już podziękujemy",chociaż na co dzień zazwyczaj są najbliżsiy mojemu życiu. Wam mogę powiedzieć wszystko, a takim których widzę co jakiś czas na żywo jakoś tak głupio. Nie kłamstwem jest, że najłatwiej wygadać się nieznajomemu. Pisząc notkę zazwyczaj zapominam o tych, których znam... jest to całkiem łatwe, bo nigdy nie komentują mi bloga w komentarzach. Wydaje mi się wtedy, że piszę tylko do tych z daleka z internetu. A później nagle dzwonię do kogokolwiek żeby powiedzieć jak mi fajnie i... wiem, czytałem na blogu. Jest taka zasada, że jak ktoś zna mnie już trochę dłużej i powie ten, wyświęcony już w moim życiu, tekst kilka razy później nawet przez myśl nie przejdzie mu aby oznajmić mi, że przed tym jak to powiedziałam już wiedział, bo przeczytał na blogu ^^ Wracając jednak do początku- znowu zacznę o tym Bogu! Nie chcę Was nawracać, ale tak sobie myślę, że On jest taki ekstra, że nie powinno zabraknąć go w każdej mojej notce. Teraz jak już się o nim tak rozkręciłam i piszę co jakiś czas to myślę, że spoko :D Jestem okropnym grzesznikiem i z grzechów niektórych nie wychodzę przez długi czas. Skończył się już mój okres, kiedy codziennie chodziłam do kościoła, kiedy spowiadałam się raz w miesiącu i kiedy nie czułam żadnej bariery między Nim a mną. Skończyło się, ale wiem, że kiedyś powróci, bo taki ma na mnie plan. Teraz żyję sobie Ja- Ściana- On. Powiem Wam, że jest ciężko, chociaż są takie dni, że jest fajniej. Jak mruga do mnie okiem z góry, albo jak nic nie robi. Czasami jednak skopie mi tak tyłek, że aż boli. Ciężko czasami mi samej zrozumieć co mówi on, a co ten głupi Zły! Czasami się miotam i stwierdzam zupełnie na odwrót. To całkiem normalne, ale chyba nie chcę sobie tego tak tłumaczyć... Moja wiara jest piękna i polecam ją każdemu! Chrześcijaństwo to coś niesamowitego i jak najbardziej słusznego, ale nie wyobrażacie sobie nawet jak czasami jest trudno. Ostatnio na plenerze doświadczyłam tego potrójnie. Nie należę do osób, które na każdą wzmiankę: Katol! chowa się no nory i nie wychodzi póki temat nie przeminie. No właśnie nie! Jest zupełnie na odwrót. Lubię kłócić się z ludźmi o moją wiarę. Chciałabym ich wszystkich przekonać, że jest ona odpowiednia i właściwa... nie nawracam ich na siłę... ale wiecie, czasami, kiedy powtarzasz coś sto razy, a Twoi najbliżsi w ogóle tego nie rozumieją, wyśmiewają i przy każdej możliwej sposobności stwierdzają, że to co robisz jest tak głupie, ze aż płakać się chce ze śmiechu. Teoretycznie to prześladowanie chrześcijan jest gdzieś daleko, nie dotyczy nas... a mimo wszystko nawet jeżeli bez wojny, to jednak zastanówcie się- ile razy to Wy wyśmiewaliście kogoś za wiarę? Wydaje mi się to tak strasznie słabe. Nigdy nikomu nie wypominałabym codziennie, że źle się ubiera, co dopiero wytykać mu, że w to co wierzy i to co jest sensem jego życia jest bezcelowe. Kurcze, ludzie! Okey, ja jestem przekonana, że Bóg istnieje! Że Jezus zmartwychwstał! Że Niebo i Piekło istnieje i moim wielkim marzeniem (całkiem realnym) jest trafienie do Nieba. Jestem o tym tak świecie przekonana, że nigdy nie wątpię. Kiedyś Szustak powiedział, że wierzy bardziej w istnienie Boga niż ludzi, którzy właśnie siedzieli na jego konferencji. Mam w sobie coś porównywalnego. To, że aktualnie przechodzę jakieś ściany, to nie znaczy, że moja wiara w jakikolwiek sposób schodzi na powątpiewanie. Oczywiście, moje uczynki nie zawsze są w stu procentach takie na jakie powinien powoływać się bezgrzeszny człowiek. Tylko... ja nie jestem bezgrzeszna. Bóg to wie, wiedział to zanim mnie stworzył. W wyobrażeniach każdego niewierzącego katolik to osoba bez skazy. Lubują się w wytykaniu nawet najmniejszych niedociągnięć.... A katolik to przypadkiem nie powinien tak nie robić? A katolik to przypadkiem nie powinien tak robić? Wiedzą o wiele lepiej niż każdy katolik. Tylko człowiek wiary umie przejść obok katolika i stwierdzić, że wierzy, ale również ma takie problemy, ale to nie zmienia tego, że mocno wierzą! Wkurza mnie, kiedy ludzie wytykają mi błędy, które sami popełniają. Uważają, że im jest wybaczone, bo nie wierzą, a mi tak nie przystoi. Pewnie, chciałabym się wyzbyć tego wszystkiego co źle robię, ale nie zawsze mi się udaje. Nie rozumiem jednak sytuacji, kiedy na wspólnocie wszyscy powiedzą Ci- mam tak samo, pomódl się, poproś Boga o pomoc, on Cię wysłucha, a pośród niewierzących każdy Ci powie- nie powinnaś mieć takich problemów, przecież Twoja wiara Ci na to nie pozwala! A od kiedy moja wiara mi na coś nie pozwala?! W pewnym momencie trzeba zrozumieć, że Bóg zupełnie niczego nam nie nakazuje! ZUPEŁNIE NIC! Dał nam wolną wolę, to dzięki niej właśnie ludzie mogą nie wierzyć w tego który ich stworzył! Gdyby nas nie kochał tak bardzo lub gdyby po prostu miał inny plan, nie dałby nam wolnej woli, nakazałby nam siebie kochać i tyle. Po sprawie. Dał nam wolną wolę i przez nią jest tak cholernie ciężko, ale i dzięki niej jest tak niesamowicie fantastycznie, kiedy w końcu sami otworzymy swoje serca na Jego miłość. I tak, jestem dziwna. Naprawdę chciałabym nawrócić wszystkich, tak żeby po śmierci byli w Raju, chciałabym żeby moi najbliżsi znajomi byli tak mocno zakochani z Jezusie żeby już nigdy od niego nie odejść... ale to nie moja rola w nawracaniu. Dla każdego kiedyś przyjdzie czas. Ale tylko taka moja jedna rada: nie gadajcie ludziom, którzy żyją wiarą, że ich życie nie ma sensu, że ich wiara to gówno! Nawet jeżeli tak myślicie, to zostawcie to dla siebie. Nikomu nie będzie lepiej z powodu tego co wygadujecie. Czemu dzisiaj zaczęłam ten temat? Trochę przez moją okropną frustrację ostatnimi czasy podczas rozmów z moimi znajomymi, trochę przez fakt, że po powrocie z Kościoła na plenerze czułam się co najmniej gorsza (wyobrażacie sobie?! XXI wiek! Polska- kraj religijny!), a również i przede wszystkim dlatego, że ostatni najtrudniejszy w moim życiu okres przeżyłam jedynie dzięki mojej wierze jak i wierze moich najbliższych! Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak wiele smsów dostałam z informacją, że się za mnie modlą, jak wiele ludzi poświęcało czas na prośby w moim imieniu do Tego, który podobno nie istnieje.... Jej! Tak strasznie nie wiem jak to się dzieje, że ludzie nie chcą przyjąć Tego, który w moich oczach tak żywo istnieje i jest codziennie przy mnie! Nawet jak jestem najgorsza, nawet jak zamykam się na to wszystko na 100% to On jest, On walczy i fajnie, że tak robi! Kocham Go za to wszystko! Mogę Mu dziękować za tyle rzeczy, za tyle osób, mogę Mu dziękować za najlepszego Brata i najlepszą Siostrę (najlepszą Siostrę czaicie?! Mam najlepszą Siostrę na świecie i zostałam z tą informacją mocno ściągnięta na ziemie! Tak poleciało, że aż z hukiem!) i najlepszą Babcię oraz Mamę. Mam najlepszą szkołę i możliwości do rozwoju, mam najwspanialsze marzenia [...]. Mogę również się na niego wkurzać, wyzywać i krzyczeć, to co robi czasami z moim życiem, to najgorsze sytuacje w jakie wpadają ludzie i to nie na własne życzenia! Milion moich chorób, od zawsze brak najważniejszego człowieka przy moim boku i krótkie włosy, które nie rosną tak szybko jakbym chciała hahahha :D Gdybym miała taki kaprys, to usiadłabym z kartką i wypisała wszystko za co dziękuję i za co nie lubię... wyszłoby pewnie porównywalnie. No i co z tego?! Kiedy to i w tym najlepszych i w tych najgorszych najżywiej czuję Boga! To jest właśnie niesamowite, że w momencie kiedy nienawidzę świata za całe zło, którym mnie obdarza, to idę do Kościoła- ryczę i wcale nie jest mi lepiej, czasami jest nawet gorzej, ale ta świadomość, że On słucha wszystkich moich żali, wszystkich jęków i zna każdą moją łzę na pamięć jest budująca! Czytam teraz taką książkę, w której każde słowo jest akurat w czas (i myślę, że mogłabym tak powiedzieć w każdym czasie mojego życia) . O Szustaku wspominałam Wam już na tym blogu wielokrotnie, natomiast książka, którą właśnie czytam jest jego jak i Litzy z Luxtorpedy i to właśnie on przoduje w trafianiu w moje serce ze swoimi przemyśleniami. Dojrzały ojciec i mąż- wspaniały grzesznik, który kocha Boga... zwyczajnie. Po ludzku. Jestem dopiero w połowie, ale dała mi naprawdę wiele. W niedzielnych inspiracjach będzie o niej troszkę więcej- także czekajcie :D 

Przechodzą do ostatniego tematu dzisiejszej notki, już takiego luźnego- jeśli ktoś doczekał, to jestem dumna! :D Wczoraj słuchałam piosenki Męskiego Grania Armaty, w której śpiewa m.in. Mela Koteluk- patrzyłam i tak się zastanawiałam, czy mam już włosy tak długie jak ona... eh, wiadomo, że jeszcze nie, ale z każdym dniem są coraz dłuższe i fajniejsze. Za pół roku będę mogła już bez problemów śmigać w rozpuszczonych na co dzień! :D Tak sobie myślę, że powinnam je wyrównać, z tymi, które są o wiele krótsze przez wygolone boki i tył... ale sądzę, że wtedy byłyby takie króciutkie, że nie chcę tego robić! :D Wyrównam je jak już będą do pasa i kilkanaście centymetrów nie będzie robiło na mnie żadnej różnicy... nie no żartuję, nie chcę mieć włosów do pasa ^^ Czekam na takie do ramion, zrobię sobie wtedy prostą grzywkę i będę jak Magda M! Joł! :D


Buziaczki! :*

czwartek, 16 czerwca 2016

O.G.R.Ó.D.


Hejka! :)
Każdy kto zagląda na tego bloga od około roku na pewno jest świadomy mojej miłości do serii książeczek dla dzieci z serii S.Z.T.U.K.A. Wydawnictwa Dwie Siostry. W swojej kolekcji posiadałam już dwie, więc wciąż przede mną jeszcze dwie, ale spokojnie- chcę sobie dawkować przyjemności i nie rzucać się na wszystkie na raz, a wiem, że nie mogłabym wytrzymać z ciekawości, gdybym miała je wszystkie w domu. Ostatnio zajrzałam z ciekawości na stronę wydawnictwa DS i moim oczom ukazała się wiadomość o premierze nowej książki- O.G.R.Ó.D. Do ogrodów z tych wszystkich dziedzin mi najdalej i czytając o wszystkich czterdziestu dwóch żywych dziełach sztuki dało się to odczuć. Chyba nie wszystkie wizje artystyczne były dla mnie zrozumiałe i sensowne. Mało co zapierało mi dech w piersi, czy wzbudzało moją chęć jak najszybszego pojechania w dane miejsce, no aleeee.... nie ulega wątpliwości, że to kolejna książka z niesamowitymi ilustracjami! Kolejna z książek, które w dosyć zabawny, bardzo łatwy sposób przekazuje dzieciakom wiedzę na temat różnych typów sztuki jakże ważnych w naszym życiu. Fajnie, że istnieją książki dla dzieciaków, przy których Rodzice również mogą się rozwinąć i poznać coś nowego. Ja dowiedziałam się naprawdę wielu ciekawych rzeczy.... na przykład tego, że moja ulubiona roślina w pokoju jest trująca O.o A tak przy okazji wiedzieliście, że w Wielkiej Brytanii istnieje ogród właśnie z trującymi roślinami? Wejść tam można jedynie z ochroniarzem, który jest przeszkolony i wie jak zachowywać się przy kwiatach, których nie można nawet wąchać. Fajna sprawa, z miłą chęcią bym się wybrała :)

W książce znalazła się również Polska i warszawski ogród na dachu. Byliście kiedyś? Ja z miłą chęcią bym się wybrała, po opisie i ilustracji wydaje się bardzo interesujący. Już kiedyś o nim słyszałam i spodziewałam się, że go znajdę w tej książce, ale teraz jestem zaciekawiona jeszcze bardziej :) Uwierzcie, że ogrody są wszędzie! Poziomo, pionowo, na betonie, na wodzie, na schodach, na blokach, mostach, nawet na wieżowcu i w wielu innych miejscach! Chociaż wielu z projektów nie rozumiem, to wieloma również jestem zachwycona i z miłą chęcią bym odwiedziła. Takie zwiedzanie musi być bardzo odprężające i uspakajające :)

Jeden widziałam! :D Kiedy byłam w Paryżu w Wersalu miałam okazję oglądać wspaniałe francuskie ogrody Ludwika XIV. Powiem Wam, że robi ogromne wrażenie, poza tym uczyłam się o nich na lekcjach historii sztuki i byłam bardzo zadowolona, że również takie projekty znalazły się w O.G.R.Ó.D. Tak zauważyłam, że w designie uwielbiam przedziwności, a w tej naturze wolę coś co nawet jeśli sztucznie wytworzone przez człowieka jest proste i nieskomplikowane jak na przykład wspaniały i prosty (!) park w sercu Berlina. Czuję, że mogłabym Wam opisać każdy z ogrodów z osobna, bo każdy wzbudził we mnie jakieś emocje... ale nie byłby to chyba zbyt dobry pomysł- dlatego kończę, a Wam polecam zaopatrzyć się w to małe cudo- naprawdę warto! :D


Buziaki :*

środa, 15 czerwca 2016

Szukając tego

Hejka! :)
Tak mi się ostatnio zdaje, że w ogóle nie trafiam na wspaniałe książki, jednak przy dłuższym zastanowieniu okazuje się, że przecież w każdej jestem zakochana. Dziwne zjawisko, ostatnio nie za bardzo rozumiem o co mi w ogóle chodzi. W każdym razie dzisiaj nie będzie żadnego wyjątku od reguły- znowu dobra książka i to przeczytana na raz, bo nie było mocnych żeby mnie od niej odciągnąć. Za każdym razem jeżeli w książce możemy odnaleźć chociaż centymetr swojej osobowości cała historia plusuje kilka punktów w górę. Tak miałam z książką Szukając tego
Zacznę jednak od tego, że przyjemność w czytaniu jej znalazłam już w momencie, kiedy mogłam patrzeć na okładkę i idealne liternictwo: kompozycja, kolory, font [...] W moim przypadku jednak robi to swoje i chociaż nie zawsze pewnie powinnam poświęcać oprawie graficznej tyle czasu- to robię to i będę to robić. Mój blog- moje zasady, wybaczcie jeżeli to was drażni :*

Książka opisywana przez dwóch narratorów: młodą Dziewczynę i dojrzałego już Mężczyznę. Poznają się na stacji paliw i zbiegiem okoliczności znajdują się w jednym samochodzie podążając donikąd. On ma pieniądze, ona chce uciec, razem chcą spędzić czas na podróży. Z początku Ona go nie lubi, On jej pożąda od pierwszej chwili. Jeden rozdział jest z perspektywy Neli (piękne imię!) kolejny oczami Arka. Uwielbiam taką narracje! Niesamowicie dynamizuje i rozluźnia. Podczas czytania odpływałam trochę myślami w wakacyjne podróżowanie samochodami i stwierdzam, że z miłą chęcią rozpoczęłabym już lipiec.... jednak Szukając tego było dobrym przedsmakiem :)

Historia idealna na ciepłe dni, do rozluźnienia, do odpoczynku..... a co najważniejsze, szykuje się kolejna część, której już nie mogę się doczekać :) Dla Mamy jak i dla Córki- czyli połączenie, które lubię najbardziej. Kiedy książka od razu po przeczytaniu idzie w kolejne ręce i nie musi kurzyć się na półce. A jak tam u Was? Zawsze zaznaczam, czy jest odpowiednia dla dwóch Kobiet w domu, ale tak naprawdę nigdy nie pytałam Was, czy dzielicie upodobania książkowe ze swoimi bliskimi- z miłą chęcią się tego dowiem. 


Buziaki! :*

wtorek, 14 czerwca 2016

majowy przegląd filmów

Hejka! :)
Chociaż jest już czternasty czerwca z filmowym postem pojawiam się dopiero dzisiaj.
Gdyby nie ostatni, bardzo udany, maraton filmowy z Anią zapewne nie miałabym zbyt wielu propozycji do przedstawienia Wam. Jednak w trzy dni, dwie noce obejrzałyśmy ponad osiem filmów. Miałyśmy ostatnio przesyt dobrych, ambitnych filmów (czy to możliwe?! O.o) tak więc postanowiłyśmy przefiltrować filmweba pod kątem komedii, ale spokojnie- dobrych filmów również nie zabraknie. Co prawda w maju nie obejrzałam ani jednego filmu na dziesiątkę, ale ostatnio jestem dosyć wymagająca pod tym względem, jednak- znalazły się aż dwie bardzo mocne dziewiątki! No to lecimy:


1. Jak to robią single: rewelacyjna komedia! Śmieszna, ale i z kręcącą się w oku łezką. Typowa komedia amerykańska, ale z tych wartych obejrzenia :) Mam słabość do Rebel, więc to, że pojawiła się w filmie od pierwszej minuty i była w nim aż do końca wpłynęło jedynie dodatnie! :D Pasuje chyba nawet do obejrzenia z chłopakiem.... ale ja oglądałam go z przyjaciółką i sprawdziło się na medal- polecam ^^ 8/10


2. Wszystko o Stevenie- to również typowa amerykańska komedia, tylko z tych starszych i z tego szablonu, który już chyba uległ zmianie z przejedzenia. Kiedyś, gdybym obejrzała go w telewizji pewnie byłabym zachwycona.... teraz podchodzę do niego neutralnie. Przy tym filmie nasunęło mi się pytanie, czy Sandra Bullock jest dobrą aktorką? Zazwyczaj występuje jedynie w tego typu komedyjkach, ale wokół siebie rozprzestrzeniła aurę dobrego aktorstwa- o dziwo.... Jak myślicie? 6/10


3. Tajna agentka- zabijcie, ale TAK! obejrzałam film z Miley Cyrus. Bardzo chciałam to zrobić i było fajnie :D Nie spodziewajcie się po tym filmie niczego. Po prostu jeżeli macie zbyt dużo czasu i chcecie obejrzeć coś co nie ma sensu- to to jest odpowiednie. Tak, czasami mam takie zachcianki ^^ Kochałam taką Miley, która udawała Hanne, tak więc nadal z sentymentu mnie to przekonuje (bez oceny)


4. Słowo na M- czekałam na ten film naprawdę długo, ale zupełnie mnie nie zachwycił. Był poprawny, ale nie wniósł do mojego życia niczego ciekawego. Niczego. Zupełnie. Słabe 6/10


5. Spotkanie- wiele razy wspominałam Wam o moim problemie z religijnymi filmami. Nadal nie znalazłam takiego, który w pełni oddawałby wszystkie wartości mojej wiary, jak i wszystkie wartości filmowe, które wyznaję i które mnie poruszają, które w świecie kina są po prostu dobre. Chciałabym dożyć kiedyś takich czasów, kiedy to film religijny zostałby tak dobrze nakręcony, że dostałby Oskara (tak, Oskary nic nie znaczą, ale byłoby miło^^). Chciałabym coś takiego obejrzeć. Z dobrymi aktorami, którzy grają naturalnie, z kadrami, które łapią za serce i ze Słowem Bożym, które w każdej postaci jest dobre (nawet w złym filmie, jak wiadomo). Co do Spotkania- rewelacyjny pomysł! Wspaniałe dialogi i naprawdę dobrze spędziłam czas oglądając to wszystko.... tylko to nie był dobry film pod względem kinematografii (czy jak to inaczej nazwać). Pod tym względem był słabiutki. Szkoda :( Mimo wszystko serdecznie polecam! :D (bez oceny)


6. Kolonia- to jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałam! Uwielbiam moment, kiedy na ekranie pokazują się już napisy końcowe, a Ty ani myślisz o tym, żeby się poruszyć lub chociażby odezwać- wtedy wydaje się to takie nie na miejscu. Uwielbiam być w pełni rozwalona przez film! Uwielbiam kiedy przez godzinę nie wiem co z sobą zrobić. Uwielbiam to uczucie (tak samo mam z książkami) i ten film mi to dał! ♥ Polecam naprawdę baardzo, baaaardzo gorąco! 9/10


7. Ex Machina- obejrzałam jedynie ze względu na Wasze zapewnienia, że będzie dobrze. Nigdy nie przekonują mnie za bardzo tego typu filmu, ale to chyba jedynie dlatego, że trafiam na złe. Liczyłam naprawdę na dobre kino.... rozczarowałam się po całej bandzie. Teraz kiedy myślę o tym filmie sądzę, że cały pomysł był dobry, kadry były świetne... ale kiedy go oglądałam, to myślałam, że zemdleję z nudów! Do końca tak naprawdę nic nie trzymało mnie w napięciu, nigdy akcja jakoś bardzo się nie rozwinęła i w sumie nic ciekawego się nie działo. Rozumiem, że istnieją filmy, które opierają się na monotonności, spokoju i harmonii- ale Ex Machina chyba nie miała się do nich zaliczać. No nie wiem. Może to ja źle odczytałam ten film. W każdym razie jeżeli czujecie, że macie taki sam gust filmowy jak ja- to nie polecam ;) 3/10


8. Futro: portret wyobrażony Diane Arbus: rewelacyjny! Bardzo mi się podobał i jestem zachwycona. Nie wiem co mogłabym więcej o nim powiedzieć. Po prostu z całego serca polecam! To naprawdę bardzo dobre kino ♥ :D 8/10


9. Cienki bolek- w życiu każdego człowieka przychodzi moment, kiedy ma ochotę na najgłupszą komedię na świecie. Szukałam długo, ale w końcu znalazłam.... już po samym tytule wiedziałam, że będzie to ostra klapa! :D Okazało się jednak zupełnie inaczej. Okey, na wstępie od razu zaznaczmy, że to bardzo nieambitna komedia, bardzo prosta i nieskomplikowana.... ale jej, jak zabawna! :D Jeżeli umiecie odstawić na chwilę dobre kino i zaśmiać się z najprostszego humoru- to to jest film dla Was. Baaaaaardzo ekstra na wieczór! :D 7/10


10. Do utraty sił- chciałam iść na ten film do kina, ale było mi jakoś nie po drodze. Obejrzałam w końcu w domu. Bardzo dobry! Rewelacyjny, fenomenalny i stawiam go na równi z Kolonią, na temat której rozpływałam się trochę wyżej. Polecam serdecznie..... tylko nie oceniajcie źle tej Kobiety, później będziecie mieli moralniaka, jak ja przez cały film hahahhaha ^^ 9/10


11. Łowca i Królowa Lodu- na wstępie powiem tylko, że pierwsza część podobała mi się o wiele bardziej! Kristen Stewart jednak robiła ten film... każdy w poprzedniej części robił ten film. Kiedy tutaj jej zabrakło, nagle zabrakło wszystkiego i coś dobrego pojawiało się jedynie przy zjawiskowej Charlize Theron ♥ I zapewne składa się na to niesamowita gra aktorska, jak i uroda oraz nieziemskie kreacje (były idealne!)... szkoda jednak, że pojawiała się tak rzadko. Nie mogę powiedzieć, że był nudny- takie filmy nigdy nie są nudne, bo zbyt wiele zmienia się nam przed oczami na minutę, ale nie złapał mnie za serce. Zupełnie. Jednak jeżeli nie oglądaliście pierwszej części, to polecam serdecznie :) 7/10

12. Zamiana ciał- kolejna z tych "słabych" komedii... okazała się jednak nie taka słaba i bardzo się cieszę, że wreszcie udało mi się ją zobaczyć! :D Polecam serdecznie... na każdą okazję :) 8/10

Buziaki! :*

piątek, 10 czerwca 2016

plenerowy piątek

Hejka! :)
O Brzostkowisku słyszałam już dużo wcześniej, kiedy na fotografii Pani pokazywała nam swoje przepiękne zdjęcia bydła, które się tam znajduje. Pomyślałam, że z miłą chęcią sama popróbowałabym takiej fotografii. Zwierzęta to nie pejzaże, ale i nie ludzie- mogło wyjść lub całkowicie nie. Przyjechałam i okazało się, że bydło jest tak ogromne, że samo patrzenie na nich zapiera dech w piersi... tylko nie przewidziałam, że nie będę miała lustrzanki, dobrego obiektywu z przybliżeniem i bliskiej relacji ja-zwierze zza barierki. No cóż: okazało się, że zwierzęta w tym miejscu są super szczęśliwe i mają naprawdę wielkie tereny, na których przebywają. Tak więc jeżeli chciałabym zrobić dobry portret zwierzęcy, to musiałabym wejść w stado... i zapewne już nigdy bym z niego nie wyszła. Dzisiaj była taka chwila, że poszłam z moim nauczycielem kręcić film i musieliśmy podchodzić naprawdę blisko. Bałam się! Ja się ogólnie bardzo boję zwierząt. Tym bardziej takich wielkich zwierząt. Tak więc kręciliśmy, chodziliśmy, staliśmy, przyzwyczajaliśmy je do nas.... i w końcu poszliśmy- a mi z moich planów na zrobienie zdjęć z bliska wyszedł tylko jeden kadr... z daleka ;) Ale za to jaki kadr! Jestem w stu procentach zakochana! :D Gdybym nie miała tak fajnej tapety, to zapewne właśnie bym ją zmieniała... ale jednak zostanę na wstawieniu zdjęcia jedynie na bloga. No to tyle, idę na przegląd :*


Buziaczki! :*

czwartek, 9 czerwca 2016

Wiktorka



Hejka! :D
Tak jak wspominałam dzisiaj mam dla Was zdjęcia Wiktorii. Baaaaardzo mi się podobają, chociaż czuję, że nie oddałam klimatu fioletowych pól. Mimo wszystko zdjęcia mi się bardzo podobają i jestem niesamowicie zadowolona z mojego małego, białego aparatu kompaktowego. Widzicie jak świetne jakościowo zdjęcia robi? Oczywiście brak wizjera spowodował, że czułam się jak typowy chińczyk na wycieczce, więc nie czułam się komfortowo- ale po powrocie do domu i włączeniu photoshopa było całkiem przyjemnie. Nie uważacie, że efekty są ekstra? :D Jutro tym samym aparacikiem robię zdjęcia Piotrkowi, które też prawdopodobnie tutaj wstawię, tak więc czekajcie. Zostawiam Was z Wiktorią... i wiecie- teraz mam takie przemyślenie:

Zawsze wszyscy gadają, że nie ważne czym, ważne z jakim zapleczem świadomości... i po tych zdjęciach śmiało mogę powiedzieć to samo, jednak z miłą chęcią powiem Wam coś więcej. Gówno prawda, że czymkolwiek można zrobić zdjęcia! Okey, jakoś w przeliczeniach na procenty to najwięcej ma pomysł, później to umiejętności.... a na ostatnim miejscu znajduje się sprzęt. Jednak on mimo wszystko również znajduje się na liście. Wydaje mi się, że uczyć trzeba się na najlepszym sprzęcie, który potrafi załatwić za nas wiele, na którym nie będziemy zrażać się swoimi błędami. Później dochodzi się do momentu, w którym panuje się już nad kadrem, światłem i pracą z modelem.... i wtedy zdjęcia można robić czymkolwiek- nawet telefonem. Myślę, że właśnie dlatego Ci wszyscy znani fotografowie z taką pewnością mówią o tym, że zdjęcia można robić wszystkim. Zapewne dlatego Instagramy znanych, świadomych fotografów są najwspanialszym miejscem na tym portalu- gdzie można popłynąć i zgubić mnóstwo czasu! :D I tak sobie myślę, że jeżeli ktoś z Was myśli sobie, że zakupi kompakt zamiast lustrzanki, bo wyjdzie taniej, a efekt jest taki sam- to uwierzcie, że nie ;) Jeśli by tak było ludzie nie inwestowaliby takich finansów w sprzęt. To, że efekt wyszedł dla mnie zadowalający, to nie znaczy, że nie było trudno do niego dojść ;) Ciężko pracuje się jak chińczyk na wakacjach ^^ Prawie żadne zdjęcie nie wyglądało dobrze bez programu graficznego... no i tak to się właśnie wszystko ma. Wybitny muzyk zagra znaną piosenkę na stole uderzając widelcem- początkowi muzycy prawdopodobnie nie. Także może i ja kiedyś dojdę do momentu, kiedy moje zdjęcie telefonem będzie tak dobre, że z miłą chęcią mogłabym je umieścić na jakiejś wystawie.... ale to chyba jeszcze kawałek drogi przede mną, chociaż całkiem już blisko. A co niesamowite w kompakcie- podnosząc rękę do góry kadr wydaje się taki szeroki, a postać tak niewielka, że nie uzyskałam takiego efektu nigdy z moimi obiektywami w lustrzance (chociaż wiele razy chciałam)- poza tym z ciężarem lustrzanki nie byłoby to takie łatwe jak teraz ;) Mam nadzieję, że rozumiecie wszystko co chciałam Wam przekazać? Zapraszam do zapoznania się ze zdjęciami:


Buziaki! :*