niedziela, 31 lipca 2016

lipcowe inspiracje

Hejka! :D
Góry, góry, góry, góry! Już zapomniałam, że było to jeszcze w tym miesiącu. Przechodzę do prezentacji kilku kwadratowych zdjęć i lecę stąd. W sierpniu prawdopodobnie będzie więcej. Przez ostatnie dwa tygodnie mój telefon był rzucony w kąt... no dobra nie tak do końca, bo musiałam mieć przynajmniej jakikolwiek kontakt z moimi znajomymi. Eh. Głupi jest ten facebook czasami jednak ;)


1-4. Lubomirze: zaułek filmowy i muzeum Sami swoi. Bardzo fajne, polecam :D 5-11. Góry! ♥ 12. mix wzorów :D 13. Szustak i jego pięć minut w moim sercu. Z tym typem mam tak, że przemawia do mnie tylko w niektórych dniach i to nie chodzi o to co mówi.... bo filmik, który w piątek mnie wkurza i irytuje może wpaść mi to serca w niedzielę. Coś w tym jest niesamowicie przedziwnego, ale pozytywnego. Wtedy trafiał, aktualnie trochę nie trafia ;) Ale są nowe Ballady i Romanse! ♥ 14-25. Muzeum zabawek w Karpaczu. Powiem Wam, że całkiem przyjemne... chociaż te lalki takie przerażające, ale widziałam pierwszą Barbie- dla dziewczynki to nie lada wydarzenie (tak, mówię o sobie!^^) 


26-29. ciąg dalszy muzeum zabawek w Karpaczu... no i miś Jasia Fasoli :D 30. Dzikie serce- w moim wspólnotowym otoczeniu chyba każdy chłopak przeczytał już tą książce, co pociągnęło za tym również falę dziewczyn, które chciały się dowiedzieć co tam jest takiego ciekawego. Jeszcze nawet kiedy nie byłam w mojej wspólnocie, a miałam z niej jedynie koleżanki wiedziałam, że książka istnieje i kiedyś po nią sięgnę. Miałam już nawet w planach ją kupić.... kiedy zobaczyłam okładkę i uznałam, że serce mi pęka i chyba nie mogę mieć czegoś takiego w domu. Postanowiłam poczekać i od kogoś ją pożyczyć. Wszczęłam śledztwo kto takową książkę może mieć i okazało się, że już mój pierwszy cel miał... ale jakoś tak jej nie pożyczyłam O.o Bóg chyba czuwał i chciał żebym się z tą treścią zapoznała, bo po roku przypadkiem pojawiła się w moim domu. Wzięłam ją na wyjazd i pochłonęłam w dwa dni! DOBRE TO BARDZO! Polecam serdecznie. Mężczyznom jak i Kobietom. O Kobietach jest Urzeczona również się do niej zbieram, bo chyba nieziemsko warto :) 31-34. Wrocław odwiedzony! ♥ 35-37. Tak powstawały zdjęcia do postu TUTAJ   38-40. Disco Mjażdżżo ♥ 41-42. Arbuzowa lemoniada z przepisu z tamtego roku TUTAJ 43. Śniadanie ;D 44. Nowa fryzura prosto od fryzjera, który nie podcina końcówek i jest NAJLEPSZY! ♥ 45. Znalazłam zabawki dzieciństwa Pixel Chix! ♥♥♥ Nie kojarzycie? Obejrzyjcie reklamę TUTAJ 46-47. Pomagałam malować balkon w środku nocy! :D 48. Aktualnie prace w Galerii El zupełnie mnie nie przekonują, ale znalazłam kilka świetnych połączeń kolorystycznych i plakatów. Polecam zajść nawet jedynie dla nich ;) 49. Manufaktura lizaków w Elblągu! O niej już za kilka dni na blogu! ♥ 50. Recenzja Wszyscy jesteśmy hipsterami TUTAJ

Tyle. Buziaki! :*

przegląd filmów czerwiec/ lipiec

Aż wstyd się przyznać. Ostatni filmowy post pojawił się w połowie maja, tak więc opuściłam cały czerwiec... a filmów jest tylko osiem i to jeden jeszcze nie skończony, ale zaryzykuję i już go polecę! :D Nie ma co przedłużać. Powiem tylko, że dwóch nie warto, a reszta idealna na burzowe wakacyjne wieczory :)


Bank Lady (2013) - chciałam obejrzeć ten film naprawdę od bardzo dawna! Jak to zwykle przy takich wyczekiwanych filmach bywa- łączy się z tym rozczarowanie. Na szczęście nie tym razem! ♥ To naprawdę bardzo fajny film... z trochę dziwnymi czasami kadrami, ale do wybaczenia. Opowiada on o pierwszej Kobiecie, która okradała banki. Rewelacyjny i z dobrą muzyką. Polecam :)


Hotel (2013) - bardzo ciężki, drastyczny i bolesny. Kilka scen bardzo niepotrzebnych, ale ogólnie bardzo dobry! Byłam na nim w kinie, a aktualnie rzadko się tam pojawiam, więc pewnie moje odczucia były kilkukrotnie wzmocnione. Mimo wszystko bardzo polecam! Rewelacyjna Alicia Vikander, która powoli zaczyna zaliczać się do jednych z moich ulubionych aktorek! :)


Kamper (2016) - kiedyś (dokładnie TUTAJ) w muzycznej siódemce wspominałam o piosence Co jest ze mną nie tak, przy której myślałam, że do teledysku zostali zatrudnieni super aktorzy i zrobili po prostu coś dobrego. Dopiero później się okazało, że to zapowiedź polskiego filmu. Czekałam, czekałam i wreszcie się doczekałam.... tylko okazało się, że moje kino nie będzie grało tego filmu. Zapewne nawet nie wyobrażacie sobie mojej rozpaczy. Nie wiem jak to się stało, ale kilka dni po oficjalnej liście kin, w których będzie grany Kamper (i oczywiście braku Elbląga w niej) Światowid opublikował na facebooku, że jednak grają przez tydzień! Gdybym miała czas, to pobiegłabym do kina od razu po przeczytaniu tego wpisu... jednak moja cierpliwość musiała być oblana wiadrem z zimną wodą i odczekać kilka dni. Opłacało się! To był naprawdę nieziemsko dobry film! Wspaniały! ♥ Tak bardzo szczery, prawdziwy i zwykły! Jej. Pewnie już nigdzie go nie grają, ale jeśli będziecie mieli kiedyś możliwość obejrzenia go, to nie zastanawiajcie się ani chwili! :D


On wrócił (2015) - pamiętacie jak kilka lat temu pisałam Wam o rewelacyjnej książce, którą dostałam z autografem i byłam w niej długo zakochana, a opowiadał w komiczny sposób o przebudzeniu Hitlera w dzisiejszych czasach? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Nawet nie wiedziałam, że powstał film na podstawie książki, ale kiedy szukałam jakiegoś dobrego filmu i znalazłam ten- nie chciałam szukać już nic innego. I co? I po pół minucie, kiedy zobaczyłam, że film jest kręcony jak typowa hiszpańska opera mydlana poddałam się. Nie wyłączyłam filmu do końca, ale zupełnie się na nim nie skupiałam, bo szkoda było mi mojego czasu. TRAGEDIA! Filmweb pokazuje mi, że na jeden oceniłam tylko dwanaście filmów (z 1074 ocenionych filmów na filmwebie wydaje mi się, że to całkiem niewiele) ... chociaż ten zapewne przodowałby w pierwszej trójce. Nie polecam! Jeśli chcecie poznać tą całkiem przyjemną historię- to polecam zapoznać się z książką Timura Vermesa. 


Zanim się pojawiłeś (2016) - mam jakoś tak, że bardzo długo wzbraniam się przed każdą tego typu produkcją. Rozumiecie o co chodzi? Te młodzieżowe filmy, z ogromnym budżetem, wyprodukowane w Hollywood, z pięknymi aktorami, którzy niekoniecznie skupiają się na dobrej, warsztatowej grze aktorskiej. No cóż. Bardzo mi się podoba ta moja postawa skierowana na te filmy bardzo na anty.... tylko wychodzi zawsze jakoś tak.... że i tak je oglądam ;) To był jakiś taki nudnawy dzień, w którym oglądałam vlogi (robię to zawsze, nawet jak nie mam nudnawego dnia -.-) i na jednym z nich ktoś mówił o tym filmie. Włączyłam, obejrzałam i nie mogłam nadziwić się jak beznadziejny był! Pominę grę aktorską, bo aż brak słów.... ale przejdę do tematu, który poruszył mnie najbardziej tj. eutanazja. Film, który ma trafiać do młodych dziewczyn i opowiada o czymś takim nawet nie w negatywny sposób?! Dlaczego później mamy się dziwić, że ludzie chcą dokonywać tak okrutnych rzeczy! Oczywiście- sama eutanazja jest już tematem na inny dzień (chociaż na moim blogu zapewne nie pojawi się nigdy), ale nawet jeżeli byłabym za, to jestem zdecydowanie przeciw przedstawianiu jej w takim świetle. W tak dobrym świetle. Okropne! Bardzo mnie to poruszyło. Bardzo źle i nie polecam!


Nice guys. Równi goście (2016) - każdy mi mówił, że genialny, oceny na filmwebie powyżej siedem, a u moich znajomych prawie dziewięć. Myślałam, że nie może się nie udać... no mi się nie udało. Nie poruszył mnie ani na minutę. Nie mam o nim zdania, ale nie zmusiłam się nawet do obejrzenia do końca. I jest mi smutno pisać o tym filmie źle tylko dlatego, że każdemu się podobał i w tym momencie czuję, że gdzieś popełniłam błąd ^^ Gdyby o tym filmie było cicho, a moja reakcja byłaby taka sama, to poleciałyby hejty :D Oglądajcie na własną odpowiedzialność. Wiedzcie, że ja jestem na nie, ale istnieje mnóstwo ludzi, którzy są zachwyceni :D


Przypadek Harolda Cricka (2006) - kojarzycie filmy z Polsatu? Dzielą się na trzy kategorie: 1) zazwyczaj te słabe, na wieczorną nudę (jeżeli ktokolwiek jeszcze na wieczorną nudę wybiera film z reklamami w telewizji zamiast w komputerze) 2) świąteczny Kevin sam w domu 3) rzadko, bo rzadko, ale te polsatowskie perełki, które nie są objawieniem kinematografii, ale są całkiem przyjemne. To właśnie ten film! :D Ja ostatnimi czasy jestem zakochana w tym dziwnym aktorze... nie pytajcie dlaczego! ^^


Lobster (2015) - uwielbiam właśnie tego typu filmy! Kiedy reżyser wytwarza całkowicie nieistniejący świat i prowadzi widza w taki sposób, że, chociaż z wielki zdziwieniem, człowiek chce się tam znaleźć, a przynajmniej poznać dalsze losy bohatera. Film opowiada o hotelu, do którego na czterdzieści pięć dni przyjeżdżają samotni ludzie, aby zapoznać swoją miłość... w innym wypadku zostają zamienieni w zwierzęta. WOW! Niestety na razie obejrzałam tylko trzydzieści minut, ale dzisiaj jest chyba ten wieczór, w którym go skończę. Wydaje mi się wybitny!!!! Już teraz polecam Wam wszystkim! ♥ A jeżeli dzisiaj go obejrzę, to w jutrzejszej notce napiszę Wam dokładnie swoje odczucia! :D

No i niestety tyle. Buziaki! :*

piątek, 22 lipca 2016

nowe włosy!


Hejka! :D
Dzisiaj z rana wreszcie podjęłam ważną decyzję, z którą borykałam się już od jakiegoś czasu- poszłam do fryzjera! Z racji tego, że zawsze Wam się tutaj żalę na moje włosy, to postanowiłam, że nowy rozdział w ich wzroście również musi się tutaj pojawić! U fryzjera byłam zachwycona. Miałam pięknie wyprostowane, ułożone, po prostu idealnie. Jednak wystarczyło wyjść na dwór, przejechać się tramwajem do domu.... i po prostych włosach. Do zdjęć wyprostowałam je jeszcze raz, ale obcięłam je jedynie dlatego, że chciałam chodzić w rozpuszczonych, a nie uśmiecha mi się chodzenie wszędzie z prostownicą i prostowanie ich co około godzinę O.o Jednak co by nie mówić: moje włosy wreszcie można nazwać fryzurą! Podcięłam je dlatego, że potrzebowałam je wyrównać żeby jakkolwiek się układały. Za maksymalnie dwa miesiące będę miała długość taką jak dzisiaj rano- tylko że równą i o wiele ładniejszą i gęstszą ;D Niestety dzisiaj nie był mój dzień na zdjęcia, a już na pewno nie po wizycie w salonie. Tylko czarno-biały kolor mógł je jakkolwiek uratować więc takie oto wstawiam. Postaram się na dniach zrobić coś lepszego i w kolorach.

+ fryzjer mi dzisiaj jedynie wyrównał włosy. Rozumiecie?! Żadnego podcinania końcówek, które kończyło się utratą połowy włosów. Jestem w szoku^^


Buziaki! :*

piątek, 15 lipca 2016

Idealna

Hejka! :D
Zaczęłam do Was pisać i aż ręce mi się zatrzęsły ze szczęścia! Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cały dzień biegałam, załatwiałam różne rzeczy, piekłam ciasto TO i byłam dzisiaj w Vege Flow, o którym pisałam kilka dni temu TUTAJ. Szybko tylko Wam powiem, że niesamowicie trzymam kciuki za dziewczyny, żeby udało im się rozkręcić swój interes, bo zapowiada się naprawdę bardzo dobrze! Co prawda moje zamówienie było łudząco podobne do moich codziennych burgerów do szkoły (moje wegańskie poczynania możecie śledzić przez cały luty na tym blogu, a zdjęcia moich burgerów są TUTAJ) oraz koktajl z jarmużu, który robiłam TUTAJ- tylko zamiast mleka była woda i kiwi i powiem Wam, że było to o wiele lepsze połączenie). W każdym razie: polecam zapoznać się z menu, które zmienia się codziennie, obsługa jest naprawdę bardzo miła i moim zdaniem może z tego wyniknąć coś niesamowitego... a weganie, którym nie chce się gotować (mi się chce!) mają idealne dla siebie miejsce. WRESZCIE! :D

Przechodzę jednak do głównego wątku dzisiejszego postu. Jakiś czas temu dostałam maila z propozycją zakładu. Polegał on na tym, że miałam przeczytać książkę, która podobno bez dwóch zdań zawładnie moim sercem. Co jeśli jednak nie? Dostanę czekoladę! Kto by się nie zgodził? Chciałabym żeby tak za każdym moim nieudanym wyborem książki ktoś proponował mi czekoladę ^^ Uznałam, że jeżeli wydawnictwo Znak Literanova proponuje mi taki zakład nie mam co liczyć na tą słodycz, bo książkę pochłonę jednego dnia.... jednak mała nadzieja jawiła mi się w głowie. Co z tego wyszło? 

Przez dwa dni czytałam ją po kilka stron, z braku czasu niestety mogłam robić to jedynie w tramwaju, którym w wakacje i tak jeżdżę niewiele. Jednak już wyczuwałam dobre wibracje łączące mnie z tą książką. Wczoraj, podczas paskudnie pochmurnego dnia, po powrocie z basenu i zrobieniu obiadu uznałam, że czeka mnie jeszcze kilka rzeczy, ale przez całe te wakacje jestem na tyle zabiegana, że należy mi się chwilowy odpoczynek. Uznałam, że godzina z książką będzie idealnym rozwiązaniem. Telefon zostawiłam w kuchni, poszłam do salonu na kanapę. Nie wiem kiedy, ale zleciało mi pół dnia. Ocknęłam się, kiedy moje oczy ledwo co widziały tekst z zanikającego naturalnego światła za oknem. Szybko włączyłam światło i postanowiłam się ogarnąć. Zrobić coś pożytecznego, a za książkę wziąć się na następny dzień. Włączyłam komputer, dodałam szybko notkę i..... poszłam czytać dalej. Czytałam aż się skończyła!

Musiałam opisać Wam cały ten proces, żebyście zauważyli jak bardzo zostałam oczarowana tą historią! Idealna to książka stworzona ku moim potrzebom czytelniczym. Krótkie rozdziały pisane są naprzemiennie z perspektywy czterech osób, z początku zupełnie ze sobą nie związanych. Jest Marta: prawdopodobnie pielęgniarka, Anita: kobieta, która nie może od dwóch lat zajść w ciąże, żona Adama, Adam: mąż Anity oraz Eryk: artysta. Każdy rozdział kończy się w idealnym momencie, każdy kolejny zaczyna się idealnie! Wszystko w tej książce jest idealne! Jak zwykle nie chcę Wam zdradzać żadnych szczegółów. Ja nie wiedziałam o historii totalnie nic, ale złapała mnie za serce od pierwszych chwil, dlatego nie chciałabym przez przypadek powiedzieć Wam zbyt wiele. Na tym koniec mojej recenzji....

... no może jeszcze dodam tylko, że okładka jest bardzo kiepska, chociaż bardzo typowa dla thrillera. Nadal zachodzę w głowę dlaczego posiada taki tytuł. Idealna? Nie mogę na razie dopasować tego do niczego konkretnego.... jeśli przeczytacie książkę i będziecie mieli swoje spostrzeżenia, to ja jestem bardzo ciekawa waszych interpretacji tytułu :D Aktualnie oświadczam uroczyście, że zostaję fanką Magdy Stachuly i czekam na kolejną książkę!


Premiera już 17 sierpnia 2016 r. :)
Buziaki! :*

czwartek, 14 lipca 2016

spodenki do spania

Hejka! :)
Już wczoraj zabierałam się za ten post, ale sprzątanie domu oderwało mnie od laptopa. Natomiast dzisiaj, z wysprzątanymi podłogami, kuchnią i pokojami mogę spokojnie do Was pisać. Wiecie- chciałabym na tym blogu pokazywać jedynie moje fantastyczne, idealne życie i mówić Wam, że wszystko co zrobiłam w ciągu dziewiętnastu lat mi wyszło.... jak wiadomo nie zawsze tak jest i czasami piszę Wam o moich smutkach i niepowodzeniach, ale to chyba normalne. Nie chcę udawać kogoś kim nie jestem. Nie chcę udawać, że jestem wybitnie uzdolnionym dzieckiem, które umie uszyć wszystko za co się tylko weźmie. Dzisiaj właśnie o tym! :D

Wakacje to wyjazdy, przyjazdy i ogólne nocowanie po domach innych ludzi. Postanowiłam, że uszyję sobie piękną pidżamkę na bardzo gorące dni. W pracowni mam całą szafę materiałów, które gromadziłam przez wiele lat (w nadzieli, że kiedyś kupie maszynę i będę szyła- w końcu to nastąpiło!). Znalazłam piękny biały, cienki i śliski materiał- uznałam, że będzie idealny! Wymyśliłam sobie, że puszczę w nie materiał, którym będę wiązać ładną kokardkę z przodu z czarnego materiału w drobne szare kwiatki. Chciałam na bluzce zrobić z takim motywem również kieszonkę- żeby od razu było wiadomo, że to komplet. W głowie już sobie wyobrażałam jak piękne zdjęcia zrobię sobie na bloga (tym bardziej, że w najbliższym czasie mogę wykorzystywać do robienia zdjęć człowieka, a nie statyw- bójcie się, może go wykorzystam i zdjęcia będą inne niż zawsze!:D) .... no wiecie- rozścielone łóżko, biała pościel, kawa, książka, kwiatuszki, i JA w mojej pidżamce. Typowe instagramowe zdjęcie, którego nie posiadam i jak się okazało nigdy nie posiądę.

Wykrój spodenek robiłam z pomocą postu na blogu joanka-z KLIK a szyłam wraz z CoZa Szycie (o której na blogu niedługo więcej!) KLIK. Dziewczyny spisały się na medal i pięknie mi pomogły, tylko kiedy w mojej głowie pojawia się pierwsza myśl: dobra, tutaj może być krzywo, później się wyrówna -jestem stracona! Naprawdę nie polecam takiego sposobu, nigdy się nie sprawdza. W każdym razie nie sądziłam, że będzie aż tak źle i naprawdę nie wiem skąd brałam swoje wymiary. Na dole możecie zobaczyć, jak pięknie spodenki opinają mi talię (he he...). A jak miały wyglądać? Miały być całkiem luźne i wygodne. Okazały się luźne jedynie w talii, natomiast nogawki były akurat. Nie pytajcie o co mi chodziło kiedy je tworzyłam! :D A uwierzcie, że z przerwami zajęło mi to cały dzień O.o

No to tyle. Chciałam się Wam tak tylko pochwalić abstrakcyjnie i niemożliwie nieudanym osiągnięciem krawieckim! :D Żeby nie było, że tylko mi wychodzi (taaaak, nadal czuję się dumna z mojej spódniczki! ^^) Jednak aby podtrzymywać tradycję- wskoczyłam na szybko w niedokończone spodenki, założyłam bluzkę i zrobiłam zdjęcia. A co mi tam! :D


bluzka New Yorker | spodenki Hand Made - materiał wynaleziony w szafie

Buziaki! :*

poniedziałek, 11 lipca 2016

Gdynia

Hejka! :D
Uf! Wyrobię się jeszcze przed północą. Niedawno wróciłam z Gdyni i usiadłam przed komputerem... i tak postanowiłam, że sobie do Was napiszę. Zdradzę Wam pewną tajemnicę- nienawidzę czytać swojego bloga! Nigdy tego nie robię, a dosyć często zdarza mi się, że nawet nie czytam drugi raz tego co napisałam (stąd te wszystkie błędy, które mi później wytykacie^^). Wiem, wiem- zanim puszczam coś do internetu powinnam to sprawdzić, ale kiedy zaczynam czytać głupoty, które wypisuje, a które (o zgrozo!) podobają się ludziom, to mi się odechciewa! :D Mam w głowie takie ambitne plany założenia profesjonalnej strony poświęconej w całości sztuce i przede wszystkim designowi, na którym nie byłoby całkowicie mnie, a czytelnicy znaliby mnie jedynie ze zdjęcia profilowego. Siedzi mi to w głowie już naprawdę od dobrych kilku lat i tak myślę, myślę i na myśleniu się kończy. Kiedy próbuję sobie wyobrazić, że miałabym usunąć fioletowe-serce na rzecz jakiejś bezdusznej strony (chociaż zapewne o wiele bardziej ciekawej i ambitnej), to robi mi się smutno.

Tak jak na wstępie wspominałam- notek nie czytam, ale czasami zdarza mi się przeglądanie postów w poszukiwaniu fajnych zdjęć w celu pobudzania wspomnień. Czasami oczywiście sięgam do dysku, ale tam mam ogrom tych zdjęć- tutaj zazwyczaj wstawiam tylko jedno. Ludzie niewątpliwie radzą sobie ze wspomnieniami równie dobrze bez bloga, ale ja już tak mam, że z blogiem mi łatwiej! :D I wiadomo, że nie piszę tego bloga dla siebie, dziwią mnie ludzie, którzy mówią, że to tylko dla nich, a starają się o jak największe statystyki. Ja piszę bloga tak o! dla ludzi, którzy chcieliby coś zobaczyć, poczytać. Chciałabym żeby czasami coś stąd wynieśli, zobaczyli, przeczytali, kupili, obejrzeli, wyjechali [...] no i uśmiechnęli się... czasami też bym chciała żeby uwierzyli w Boga, ale wiem, że jedynie z moimi słowami to się nie uda ^^. 

Wiecie do której notki lubię wracać najbardziej? Do tej, w której z Magdą pozujemy w moim jeszcze niewyremontowanym domu czekając na autobus do Gronowa. Byłyśmy wtedy w gimnazjum i wybierałyśmy się do Liceum Plastycznego, które później miało się okazać naszą szkołą. Nigdy nie patrzę na to zdjęcie z folderu, zawsze patrzę na nie, kiedy przypadkiem trafię na nie tutaj. Wtedy jest mi tak fajnie. Fajnie, że trzy lata temu podjęłam właśnie taką decyzję, chociaż chciałam sprzeciwić się całemu światu i zrobić po swojemu! :D Dopiero teraz zauważam jak dobra to była decyzja tzn. zauważam to od początku, ale teraz już tak na pełnej petardzie (mmm, cóż za zacytowanie tytułu książki, która czeka i czeka aż po nią sięgnę- to chyba siedzi w mojej głowie^^)!

Czemu tak dzisiaj o tym mówię? Dzisiaj z Magdą wybrałyśmy się do Gdyni. Pomijając zasyfione morze, w którym woda była tak lodowata, że prawie się poddałyśmy przed wejściem (prawie!^^), to jednak zachwycałyśmy się wszystkim co tam zobaczyłyśmy. Siedzę sobie właśnie w domu, jest już noc (jednak chyba nie wyrobie się przed nocą) i tak mi się marzy, żeby za trzy lata znów przeglądać swojego bloga, natrafić na to zdjęcie i przypomnieć sobie, że kiedyś tak się zajarałam tym miastem, a tym bardziej szkołą w nim! I że osiągnęłam to co chciałam, że dostałam się do tej filmówki i zrobiłam wszystko na czym tak bardzo mi zależało. Chciałabym tam mocno pisać do Was o tym, że jestem studentem szkoły filmowej i mówić Wam jak tam jest. Wtedy już w ogóle nie narzekałabym na mojego bloga, bo pisałabym Wam o samych świetnych rzeczach! ♥ :D 

No tak mnie dzisiaj poniosło trochę w marzenia i chciałam się tym z Wami podzielić. Kupiłam sobie dzisiaj w Tigerze klaps filmowy, który miał mnie trochę zmotywować do rozpoczęcia pracy nad filmem do teczki. Taki mam pomysł, żeby zacząć go najpóźniej w sierpniu. Cały pomysł mam już w głowie, ale do kartki i długopisu jakoś mi jeszcze daleko.... a wiecie jak to jest- w głowie jedno, a w rzeczywistości drugie. Zmieszczenie wszystkiego co chce się przedstawić w max pięciu minutach jest nie lada wyzwaniem... ale jak nie ja to kto!? :D 

Wiecie cooo.... jak trafię na ten post za trzy lata to będę już po tej szkole bronić swój film! ^^


Buziak! :*

niedziela, 10 lipca 2016

niedzielne inspiracje

Hejka! :D
Dzisiaj przestawiam Wam niedzielne inspiracje. Mało, ale treściwie. Jestem tak zmęczona, że marzę jedynie o łóżku, więc będzie po szybkości . To zaczynamy:


1. Disko Mjażdżo- w marcu informowałam Was, ze taka impreza będzie miała miejsce. Poszliśmy, pokochaliśmy i postanowiliśmy to powtórzyć! Długo nie trzeba było czekać, bo wczoraj odbyła się druga edycja. Wydawać by się mogło, że nie może być lepiej, bo pierwszy raz zawsze jest tym, co pamięta się najlepiej. Jednak z Magdą postanowiłyśmy nie porównywać i bawić się jakby wcześniej nie było niczego. Powiem Wam, ze porównując nawet każdą sekundę oddzielnie wczoraj było fantastyczniej! Już boję się, co stanie się przy trzecim wejściu do Mjazzgi!:D Tak więc serdecznie Wam polecam i zapraszam. Jak nie jesteście z Elbląga to też wpadajcie, bo bardzo warto! :D (zdjęcie z lewej jest z marca, gdzie byłam dresiarą oraz zdjęcie z lipca, gdzie wyglądałam już bardziej normalnie (?).


O tym miałam Wam powiedzieć już milion miesięcy temu, ale całkowicie zapomniałam :/ W każdym razie nic straconego, bo co w internecie się udostępni zostaje na stałe, tak więc dzisiaj mogę polecić, tym którzy jeszcze nie widzieli, film HEY z Azji. Trwa ponad godzinę i jest naprawdę bardzo dobry! Ja jestem zachwycona i chociaż obejrzałam go tylko raz, to mogłabym go zobaczyć jeszcze kilka. Fil znajdziecie TUTAJ


Fanpage Liceum Plastycznego w Gronowie Górnym w wakacje odżywa i jest naprawdę bardzo interesujący! Polecają tam naprawdę dobre artykuły i z miła chęcią, przynajmniej ja, z tego korzystam. Po pierwsze: polecam polubić :D Po drugie: ostatnio polecili stronę niezlasztuka.pl, na której jest artykuł o trzynastu filmach, w których występuje sztuka na pierwszym miejscu. Przejrzałam listę i szczerze mówiąc mam wielkie braki! Na pierwszy rzut niewątpliwie pójdzie Klimt (swoją drogą zauważyliście jak ostatnio zrobiło się go dużo wszędzie?! Widzę go na każdym kroku, w każdym bazarze na każdej możliwej rzeczy. Jak dla mnie przesada zbyt okropna!). Polecam przejrzeć i obejrzeć coś (a najlepiej wszystko) w te wakacje! :D


Kolejna informacja dla Elbląga. Ostatnio odkryłam, że na elbląskiej starówce są burgery! Postanowiłam, że koniecznie muszę się tam wybrać i wypróbować. Byłam ostatnio i wzięłam na wynos burgera z cukinią, rukolą, bakłażanem itp. Był całkiem w porządku, ale nie było to najlepsze co jadłam w życiu. Dzisiaj wybrałam się tam drugi raz i wzięłam klasycznego- i to był strzał w mhhhh.... w siódemkę! Naprawdę spoko! I chociaż nie jest to najlepszy burger jaki jadłam w swoim życiu, to na Elbląg jest to najlepsze, co posiada to miasto! :D Mowa tutaj o Tatance, która znajduje się na Rzeźnickiej 10-11/C :) Aha! No i chyba co najważniejsze, co miesiąc mają jednego sezonowego burgera! W maju był ze szparagami, tak żałuję, że nie wiedziałam o nie wtedy! :(



I żeby tylko o mięsie nie było (chociaż w Tatańce wegetariańskie burgery też wyczaiłam! :D), to informuję, że niedawno został otworzony w Elblągu wegetariański bar! Jeszcze tam nie zawitałam, ale niewątpliwie zawitam w najbliższej przyszłości!! Już się nie mogę doczekać. Restauracja nazywa się Vege Flow i znajduje się na ulicy Garbary 19. Nie dość, ze bez mięsa i produktów odzwierzęcych, to jeszcze bez sztucznych barwników, konserwantów, białego cukru, oleju palmowego.... no czas Wam powiem! :D


No i tyle. Tak jak mówiła tak i zrobiłam. Może nie jest to spowodowane nawet w 100% moim zmęczeniem, a tym, że gdzieś zgubiłam listę, na której miałam inspiracje :/ Może do następnego razu! :D
Buziaki! :*

piątek, 8 lipca 2016

spódniczka w pszczoły


Hejka! :D
Dzisiaj tak jak mówiłam wybrałam się w las na zrobienie zdjęć, na których chciałam Wam pokazać zrobioną przeze mnie spódnicę połączoną z całym zestawem. Już jakiś czas temu zakochałam się w jednej z magicznych ścieżek w elbląskiej Bażantarni, dlatego postanowiłam, że to będzie pierwsze eksperymentalne miejsce, w którym sama sobie wykonam zdjęcia statywem (pierwsze poza domem). Zadanie okazało się nie lada wyzwaniem. Stwierdzam, że nie umiem pozować pokazując ciuchy, a idąc z tym zamiarem nie umiem po prostu ładnie pozować- tak aby ubranie było na drugim planie. Tak więc stałam sobie na tej dróżce, próbowałam pozować jak prawdziwa modowa blogerka .... i nie za dobrze mi to wychodziło ^^ Poza tym moja fryzura w rozpuszczonych włosach jednak wcale nie była tak fajna jak mi się wydawała i gdyby nie różaniec na ręce nie wyszło by z tego prawdopodobnie nic. Tak to jest, kiedy nie zabiera się z sobą gumki, a na ręce poza zegarkiem znajduje się tylko różaniec- no cóż, po raz kolejny umacnia mnie to w przeświadczeniu, że ten mały sprzęt warto mieć przy sobie zawsze! ;D Tak się jeszcze złożyło, że moje najmniej wygodne buty są również jednymi z moich ulubionych. Zazwyczaj nie obcierają mnie wcale, ale kiedy nagle to się stanie... to mam całe pokaleczone stopy. Nie rozumiem kiedy to się dzieje i czy jest jakakolwiek zasada ku temu O.o W każdym razie to właśnie dzisiaj był ten dzień, w którym obtarłam całe nogi i było mi naprawdę ciężko dojść do tego lasu... ale doszłam! :)

Dopiero się uczę jakkolwiek pozować w ciuchach (jakkolwiek to dziwnie brzmi), dlatego robienie zdjęć zajęło mi o wiele więcej czasu niż samo uszycie spódniczki- dacie wiarę?! O.o A co do samej spódniczki- to jest ona zapinana na czarnych sześć guzików. Są przyszyte po skosie i zazwyczaj noszę je po prawej stronie, ale czasami również na środku. Podoba mi się bardzo, chociaż materiał się bardzo gniecie- ale kiedyś może posiądę tak dobrą wiedzę na temat materiałów, że już będę wiedziała co i jak! :D Tak jak już wspominałam wielokrotnie materiał można zakupić ze strony KUKA (www.ku-ka.pl) . Moim kolejnym planem jest wykorzystanie pszczółek do torebki jak i do elementu przy bluzce oraz, jeżeli starczy mi materiału, do zrobienia opaski na główkę mojej chrześnicy- myślę, że będzie wyglądać fajnie. Takie plany na najbliższą przyszłość. Będzie to najprostsze cięcie, więc zapewne zrobię to przy jednym posiedzeniu i z miłą chęcią przedstawię Wam to wszystko tutaj. Tak się będę wszystkim chwalić- nawet jak mi nie będzie wychodzić. Taki mam plan! :D


bluzka New Yorker | katana second hand | spódnica Hand made- materiał KUKA | buty Reserved | torba Mohito | zegarek H&M

Buziaki! :*

czwartek, 7 lipca 2016

Szyjemy z_jednego_metra!

Hejka! :D
Czekałam na ten powrót do domu cały wyjazd... to dziwne. W każdym razie: po szpitalach, po lekarzach, po wyjazdach- wreszcie mam spokój. Moje życie będzie teraz tak bardzo usystematyzowane i z planem na każdy dzień, że jestem przekonana, że wszystko co planuję sobie w głowie uda mi się zrobić. Siedzenie w mieście w czasie wakacji jednak ma milion swoich plusów... a przynajmniej ja umiem to wykorzystać ;)

Pamiętacie jak ostatnio mówiłam Wam, że uszyłam spódnicę? O niej jeszcze na blogu będzie głośno, bo w trakcie tworzenia włączyła mi się artystyczna wizja i na uszyciu się nie skończy. Stworzę swoje małe dzieło i mam nadzieję, że wyjdzie tak jak mam to w głowie. Jednak dlaczego teraz o niej wspominam? Ponieważ powstała ona jedynie dlatego, że chciałam wypróbować siebie, maszynę i wykrój jeszcze przed wykrojeniem jej z docelowego materiału w pszczoły. 

Udało się! Jednak zrobiłam ją w dzień wyjazdu. Na zrobienie pięknej spódniczki w pszczoły musiałam poczekać jeszcze tydzień. Wróciłam o siódmej rano, spałam do dwunastej, pobiegłam do pasmanterii po guziki i nici (wiecie, że uszyłam dwie rzeczy na nowej maszynie bez świadomości, że do maszyny używa się innych nici O.o Cyrk na kółkach z tym moim szyciem! Na szczęście zdobyłam potrzebną wiedzę i teraz już jest chociaż troszkę profesjonalniej :D Kolejnym etapem będzie znalezienie odpowiedniego pojemnika na nici, igły, szpilki, nożyczki i wszystkie potrzebne rzeczy- jest ich sporo! Jak już znajdę idealny, to Wam pokażę), wróciłam i zaczęłam szyć! Oczywiście jak to zazwyczaj bywa- kiedy chcesz żeby koniecznie Ci coś wyszło zazwyczaj jesteś tak zestresowany.... że Ci się nie udaje. U mnie było ciężko- ale jestem w stu procentach zadowolona. Jak na pierwszy (okey, okey- drugi) raz to naprawdę całkiem dobrze. 

Kiedy tak sobie wkuwałam szpilki przypomniała mi się mama mojej koleżanki, która podobno nie umie przyszyć nawet guzika. Ja dzisiaj przyszyłam ich aż sześć i naprawdę zachodzę w głowę jak ktoś może nie umieć tego robić. Okey, rozumiem, że może się nie chcieć... ale żeby nie umieć? ^^ Mam nadzieję, że Wy umiecie :D

Co do materiału, bo o nich też miało być tutaj sporo: materiał w pszczoły pochodzi ze strony, o której już Wam pisałam TUTAJ  KUKA (www.ku-ka.pl) , w której sami możecie zaprojektować swój wzór! ♥ Ja jednak na razie nie skorzystałam z tej możliwości, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa :D Przyszedł do mnie metr tkaniny. Uszyłam z niego spódnicę... a jego nadal jest sporo. Dzięki temu zrodziła się w mojej głowie taka myśl, że będę Wam mówić co można z metra i że można naprawdę dużo. Tak więc tych postów będzie naprawdę sporo. Uszeregujmy to teraz: na początku będzie taki post jak dzisiaj- trochę słów wstępu i mojego gadania o materiale, sklepie, wykrojach, nitkach itp.... tematy robocze, w pracy. Później będzie pojawiał się post z kompletnym strojem- w ładnej scenerii (taki jaki pojawi się jutro^^) i kolejny i kolejny... aż na końcu będę zbierać wszystkie te rzeczy w jedną zlepkę. Myślę, że może być fajnie, bo z tego metra można serio dużo :D A mi się zawsze wydawało, że to pewnie trzeba kupować z piętnaście metrów na bluzkę.... bez sensu ^^ A! no i nie byłabym sobą, gdybym w te posty nie wplątywała książek. Za kilka dni przedstawię Wam tę, która zainspirowała mnie najbardziej do tego całego zamieszania.


Buźka! :*

wtorek, 5 lipca 2016

Wszyscy jesteśmy hipsterami

Hejka! :)
Myślałam, że nigdy to nie nastąpi, ale wreszcie mogę napisać ten post. Przez kilka dni męczyłam się z brakiem czasu na przeczytanie jakiejkolwiek strony książki, bo albo chodziłam po górach, albo byłam zbyt zmęczona i wolałam pójść spać niż czytać. Dzisiaj jednak się zaparłam i postanowiłam, że ją skończę. Stanęłam w połowie. Odpuściłam sobie dzisiaj park miniatur (całe szczęście!!), usiadłam z kawą przed wejściem i przeczytałam całą. Tak mnie wciągnęła, że z każdą stroną byłam coraz bardziej zadowolona, że na nią trafiłam.

Wszyscy jesteśmy hipsterami, to całkiem świeżutka pozycja debiutującego na rynku polskiego pisarza. Szukając daty premiery (czerwiec 2016) niestety zdarzyło mi się trafić również na kilka recenzji. Czemu niestety? Ponieważ później jest mi trudno napisać całkowicie osobiste swoje zdanie. W głowie huczą mi trafne, wcześniej przeczytane, fragmenty, które z miłą chęcią umieściłabym u siebie. Dlatego, dla bezpieczeństwa, czytałam tylko po kilka słów i przechodziłam dalej. Wszystkie te recenzje były bardzo pozytywne i wołały głośno jak to wspaniale dobry debiut. Czy rzeczywiście?

Daniel Radecki przedstawił tak rzeczywisty świat, że pomimo zapewnień jak bardzo książka jest tylko i wyłącznie wymysłem jego wyobraźni- bardzo trudno mi w to uwierzyć i mówię to oczywiście w samych superlatywach. Nie będę dociekać, czy wszystkie wydarzenia są zgodne z prawdą czy nie- chcę jedynie poinformować, że niektórym pisarzom zabieg oszukania czytelnika i stworzenie pozorów czytania biografii nie wychodzi, natomiast tym razem wyszło to świetnie :)

Kim jest ten hipster? Próbowałam wyjaśnić mamie znaczenie tego słowa i niestety nie udało mi się. Kiedy do Polski dopiero co wchodziło to słowo z łatwością znalazłam definicję i przełożyłam ją na życie codzienne. Aktualnie słowo zmieniło znaczenie, chociaż w słowniku widnieje to co dawniej. I co teraz? ^^ Zabierając się za książkę stwierdziłam, że zapewne będzie o tych teraźniejszych hipsterach tj. ludziach tak bardzo chcących być innymi, że zakładają zerówki, zapinają koszule na ostatni guzik i podwijają nogawki. Bycie innym? Całkowicie nie :D Jednak w środku nie znajduję niczego o tego typu ludziach. Tytuł- tytułem, a historia- historią. 

Trzydziestoletni mężczyzna opisuje swoje życie. Pokazuje jak bardzo udało się wszystko jego kolegom... a jak on został z niczym, w małym miasteczku, z którego każdy chciał uciec. To książka o przyjaźni, o Kobietach i o wódce. W bardzo prostu i dostępny, czasami dość komiczny sposób przedstawiający ludzi i ich szablonowe marzenia i oczekiwania wobec swojej przyszłości. Przede wszystkim jednak jest to książka naszpikowana tak wielką dozą goryczy, że po przeczytaniu jej zrobiło mi się szalenie smutno. Nie, nie chodzi o to, że zaczęłam płakać, bo ostatnie słowa pobudziły moją romantyczną duszę. Autor przez całą książkę uświadamiał mnie jakie to życie jest złe, paskudne i nie nadaje się do niczego. Jestem przekonana, że każdy znajdzie tutaj swoje odczucia i mogą różnić się od moich diametralnie... może Radecki pisał to wszystko z bananem na twarzy, ale to moja recenzja, mój blog, moje miejsce, moje wrażenia- ja przez całe trzysta stron odczuwałam blisko sobie niesamowicie nieszczęśliwego człowieka, który postanowił swój smutek przelać na papier i podzielić się nim z ludźmi. Fajnie, dobrze, że ludzie w taki sposób starają się oczyścić.... ale dla mnie czytanie smutnych prawd życiowych, które mogą dopaść mnie w najbliższym czasie jest dobijające. Nie lubię tak. Należę do osób, które wiedzą, że nieszczęście istnieje na świecie, ale które nie chcą codziennie gnębić się myślą, że każdy ma gorzej. Uwielbiam wiedzieć, że inni mają lepiej. Książki przepełnione pozytywną energią, to coś czego szukam! ♥ Oczywiście, uwielbiam również sięgnąć po książkę, w której dzieje się tyle krzywd, że są aż nieprawdopodobne. Losy mężczyzn z Wszyscy jesteśmy hipsterami są tak bardzo realistyczne, że dobijają swoją oczywistością. Wzbudzenie smutku nie polega na opisaniu śmierci piątki małych dzieci. Może on się ukazać w tych najprostszych, codziennych marzeniach, które się nie spełniają, a o których każdy myśli na okrągło. 

Teraz bierze mnie na refleksje odnośnie mojego życia. Próbuje nie wplatać w tą notkę konkretów, dlatego owijam wszystko na około, co nie idzie mi zbyt prosto, ale w mojej głowie pojawia się istne szaleństwo analizowania i dochodzenia do wniosku, że jednak nic nie ma sensu. Eh, nie lubię takiego nastawienia. Mimo to książka mi się podobała, czytało mi się ją świetnie, chociaż aktualnie mam przez nią problemy ^^ Poza tym okładka jest świetna, chociaż ja zamieniłabym muszkę po czarno-białej stronie na zwykły krawat.. ale to tam tylko taki mały elemencik ^^


Buziaki! :*

poniedziałek, 4 lipca 2016

to i owo o biuście

Hejka! :D
Ostatnio odkryłam kosmetyczne objawienie, o którym niekoniecznie chciałam Wam pisać, bo myślałam, że całkiem mi w sumie niezręcznie, ale (!) ostatnio przyszła do mnie koleżanka i zszokowała mnie swoim myśleniem na temat biustu. Była ona święcie przekonana, że kiedy zdejmuje biustonosz jej biust cały czas pracuje i wyrabiają się mięśnie, przez co jej kobieca część ciała podnosi się i ujędrnia. Byłam na tyle przerażona, że uznałam, że moją misją na ten czas będzie napisanie postu, który całkowicie obala ten przedziwny mit (swoją drogą- zauważyliście jak fioletowe-serce zmienia się w skarbnicę obalonych mitów? hahah :D). Kto wie, może więcej dziewczyn ma takie myśli w głowie. Na temat kosmetyków może nie znam się za dobrze, ale to o czym będę pisać dzisiaj nie pochodzi jedynie z mojego wyobrażenia, a z wiedzy, którą zdobywałam przez lata. Także mężczyźni, dzisiaj sobie odpuśćcie czytanie postu- zapraszam jutro i już teraz wysyłam Wam końcowe buziaczki :*

Dziewczyny! Czy jeżeli leżymy na kanapie i oglądamy film, to nasz brzuch wtedy pracuje i jego mięśnie się wyrabiają i tworzy nam się kaloryfer?! Albo czy siedząc przed komputerem i nie ruszając nogami możemy spalić kilogramy i wyrobić mięśnie?! Nie! Więc dlaczego niektórzy ludzie uważają, że zdejmowanie stanika od razu po powrocie do domu, to najlepsze co można zrobić swojemu ciału? To tak nie działa ;) Biorąc nawet jedynie na logikę.

Biust kobiecy, to nie lada wyzwanie dla każdej z nas. Szkoda, że tak mało jest o tym informacji, a aby się do tego stosować trzeba przeszperać sporą część internetu. Ja swego czasu przeszperałam i już swoje wiem. Oczywiście, dziewczyny o małym biuście (zazdroszczę!) mają zapewne problem z głowy. Nie dość, że pięknie wyglądają w każdego rodzaju bluzce, to jeszcze mogą latać sobie po mieście bez staników i zawsze jest to stosowne (oczywiście z bluzka ^^). Dzisiaj jednak swoje słowa kieruję do tej drugiej grupy, ale zapraszam każdą do przeczytania :) 

Po pierwsze- niestety, ale trzeba myśleć przyszłościowo- nie lubię. Wyobraźcie sobie siebie za trzydzieści lat. Piersi to wielkie obciążenie dla kręgosłupa, który w wieku dojrzałej Kobiety jest już o wiele słabszy. Po drugie- piersi umocowane są na takich jakby sprężynach. Jeśli puszczamy wolno piersi przez połowę każdego dnia- automatycznie te sprężynki (przez siłę grawitacji, ciężar, itp) coraz bardziej rozciągają się do dołu, co powoduje, że nasze piersi nie są napięte na odpowiedniej wysokości. Po trzecie- nie stosowanie kremów na piersi może mieć marne skutki, nawet w niezbyt dalekiej przyszłości. 

Co najważniejsze? Dobrze dobrany biustonosz! Większość (jeżeli nie wszystkie) Kobiety przez wiele lat są święcie przekonane, że ich rozmiarem jest 75B (przechodziłam przez to przez wiele lat^^). Jeżeli w końcu olśni nas i uznamy, że to chyba nie jest idealnie dobrana bielizna otrzymujemy wielkiego plusa (ode mnie i całego świata). Przez naprawdę długi okres starałam się sama zmieniać swój odpowiedni stanik, ale szukałam w sieciowych sklepach jak np. H&M, Reserved, Cubus [...] Ważna informacja to taka, że: jeżeli nie zmienia Wam się waga ciała, a rosną jedynie piersi, to nigdy nie zmienia Wam się cyferka. Cyferka np. 75 to obwód pod biustem. Zazwyczaj jest ten sam. Natomiast cały sens znajduje się w literce :D Jakieś dwa lata temu, kiedy już miałam dosyć wszystkiego postanowiłam wybrać się do salonu, w którym przesympatyczna Pani ze ścianą certyfikatów poświęciła mi ponad trzy godziny na to, aby uświadomić mnie, że z D w jeden dzień powinnam przejść na G. I chwała jej za to! To była jedna z najlepszych decyzji w moim Kobieco-wizualnym życiu. Później starałam się korzystać również z porad pań w Esotiq czy Calzedonia. Niestety kobiety tam pracujące są sprzedawcami i nie muszą posiadać żadnych kwalifikacji w doborze biustonoszów do każdej Kobiety. Tak więc moja rada: szukajcie mniejszych sklepów, w których sprzedawczynie są wykształcone i, czasem z powodu małej ilości ludzi w sklepie, poświęcą Wam naprawdę wiele godzin! ♥ 

Tu o biustonoszach nie koniec. Nie ma takiej możliwości, aby po powrocie z pracy zdejmować stanik! Jeżeli dobierzecie dobry, nie będzie Wam przeszkadzał, a wręcz przeciwnie- będziecie czuły się o wiele bardziej komfortowo niż bez niego. Co za tym idzie? Kobiety z dużym biustem muszą spać w stanikach! Taka przypadłość, życia nie przeskoczysz ;) Oczywiście, możesz się buntować, ale wyjdzie to jedynie Tobie na niekorzyść. Ja oczywiście umarłabym śpiąc w sztywnym staniku z drutami, dlatego już jakiś czas temu dobrałam sobie dwa świetne staniki sportowe składające się całkowicie z materiału i gumek w odpowiednich miejscach. Zaopatrzenie się w dwa na początek, moim zdaniem jest odpowiednie i praktyczne :D

Kolejnym ważnym elementem, którego nie stosuję, bo jestem leniem!!!!! jest ćwiczenie mięśni biustu. Na youtube znajduje się wiele Kobiet, które pomogą Wam dobrać dobre dla Was ćwiczenia. Myślę, że to ekstra opcja. Może jeśli na studiach będę mieszkała z jakąś dziewczyną w mieszkaniu (chociaż nie sądzę), to może zmotywowałybyśmy się do tego razem- podobno w kilka osób raźniej. Tak więc zachęcam, ale nie namawiam, bo wiem jak trudno się do tego zabrać.

No i przechodząc do objawienia kosmetycznego (nikt mi nie zapłacił za tą reklamę, nikt nie wysłał mi nawet produktu. Sama jako grzeczna dziewczynka poszłam do Rossmana, wydałam 20 zł i byłam szczęśliwa! ^^).  Już jakiś czas temu uznałam, że na ćwiczenia mogę jeszcze jako tako przymknąć oko, ale w krem muszę się zaopatrzyć. Do zakupu podchodziłam cztery razy, bo nigdzie nie mogłam wypatrzeć jakiegokolwiek. Wreszcie znalazłam. Bajkowo informował mnie, że to krem cud, który tworzy niewidzialny stanik na ciele, podnosi piersi i powiększa je. Obalmy mity! 
Moje miłe, żaden krem nigdy w życiu nie powiększy Wam piersi. Żadne, nawet najlepsze, masaże nie sprawią, że Wasz biust stanie się większy- to po prostu niemożliwe. Nie po to Kobiety płacą tyle za operacje, aby powiększyć swoje kształty. Nie łudźmy się, że cokolwiek pod względem rozmiaru ulegnie zmianie. Jeżeli to sobie wyjaśnimy- to nie będzie rozczarowania i będziemy mogły cieszyć się kremem i jego skutecznością :D

Druga sprawa- potrzeba cierpliwości i systematyczności! Na ulotce napisane jest, że potrzeba aż czterech tygodni- z jednej strony dużo, ale jeżeli wcześniej nie robiliśmy z biustem zupełnie nic, to nie ma to znaczącej różnicy. Tak więc zaczynając używać kremu myślałam, że może dopiero po miesiącu zobaczę jakąkolwiek zmianę. NIE! Okazało się, że krem działa już po kilku dniach. Biust jest jędrny i podniesiony do góry, a ja wreszcie chociaż w małym stopniu zaakceptowałam tą dziwną część swojego ciała :D Co ważne- opakowanie starcza na całą pielęgnację, jednak na ulotce można wyczytać, że warto krem używać cały czas- po czterech tygodniach: dwa, trzy razy w tygodniu. No i jeszcze jedno: zazwyczaj jest tak, że po dłuższym czasie zapach kosmetyku mi się nudzi. Nie tym razem. Bardzo delikatny i idealnie dobrany przynajmniej do mojej skóry. Nawet opakowanie mi się podoba. Po prostu wszystko mi się podoba. Jestem zachwycona i gorąco polecam! 

A póki nie wybierzecie się do sklepów (bo ufam, że jednak to zrobicie) polecam stosować naprzemiennie cieple i zimne kąpiele. Kilka takich serii w ciągu jednej wizyty pod prysznicem i biust również zmienia swoje zachowanie :D To taka mała ciekawostka, o której wiedziałam już dawno.... ale na kremie również o tym jest napisane (widzicie jak ten krem jest genialny. Wszystko wie i o wszystkim napisze!^^). 

Oczywiście nie zapominajmy, że rezultat będzie widoczny jedynie wtedy, kiedy zastosujecie się do wszystkich wyżej wymienionych punktów :)


No to tyle. Mam nadzieję, że Wam pomogłam :)
Umarła mi wczoraj dusza, wiecie?
Nie mam już duszy i mi smutno przeraźliwie :(
Buziaki! :*

niedziela, 3 lipca 2016

instagramowy czerwiec

Hejka! :)
Nie wiem o co mi chodziło, ale byłam święcie przekonana, że jak pojadę w góry, to ta pierwsza niedziela tutaj będzie tą ostatnią miesiąca, więc idealnie dodam instagramowy czerwiec.... wczoraj zrozumiałam jednak, że zaczął się już lipiec i znowu będę z typ w plecy! A żeby tego było mało uznałam, że wczoraj jest niedziela i o mały włos nie dodałabym tego postu ^^ Jednak nie ma co się poddawać. Z tygodniowym opóźnieniem- ale są... i jest ich mnóstwo! Jeszcze nawet ze szkoły (o której niewątpliwie wszyscy chcą już zapomnieć ^^). No to lecimy:


1-3. Ten moment, kiedy idziesz do studia fotograficznego i okazuje się, że nie ma w nim ni jednego aparatu i poradzić sobie musisz jedynie swoim kompaktem (swoją drogą znów dał radę. Sprzęt marzenie ♥) 4. Odlewanie rzeźby 5. Artystyczne zdjęcie nóg Piotrka! :D 6. Takie dłuuuugie włosy! ♥  7-25. Plener w Brzostkowisku, o którym mogliście trochę czytać na blogu ;) 26. Koktajl i Fisz Emade Tworzywo ♥ 27. Światło ♥ Tak się w nim zakochałam, że zrobiłam zdjęcia.... które nikomu się nie podobają, eh :D 28. Uruchomiona maszyna do szycia! 29. Muffinkowe omlety od Burzymiwbrzuchu 30. Własnoręcznie uszyta torebka ♥ 31-33. Pierwszy wyjazd nad morze w oficjalne wakacje :) 34. La Veganista- książka z przepisami 35. Największy dylemat ostatnich dni. Sandały z Reserved... myślicie, że spoko? ^^ 36. Szyję spódnicę ♥


2. Grafika polska na koszulkach w Medicine ♥ 3-4. Najpiękniejsze klapki na świecie Gino Rossi ♥ 5. Trochę zmian 6. Powrót do korzeni. Mój ulubiony obraz znów w pokoju! :D 7-12. Uszyłam spódnicę!!!!! (jeszcze nie skończyłam, ale będzie moc! ♥) 13. Czas na góry! 14. I czekanie na autobusy 15. Chodzenie po dachach. 16-17. Takie długie włosy- znóów! ♥ 18. Samotnia! ♥ 19-36. Praga.


No i tak to wyglądało! :D
Aktualnie mi się poszczęściło i mam pod ręką samochód, więc wybywam w podróże :D
Buziaki :*

piątek, 1 lipca 2016

Praga

Hejka! :)
Hey śpiewa taką piosenkę, w której pierwszy wers zawiera słowa: Karol ma w Pradze most, do dzisiaj żyłam w niewiedzy jakie jest kolejne słowo i kiedy teraz dla pewności sprawdziłam cały (chociażby jedynie oczywisty sens) tekst... zrobiło mi się smutno ^^ Mam taką przypadłość, że (najczęściej właśnie z Hey, który jest moim ulubionym zespołem już od przynajmniej dziesięciu lat niezmiennie) często polskie teksty wchodzą mi najdziwniej do głowy i zmieniam słowa na takie, które nie mają sensu- chociaż dla mnie oczywiście mają :D Tak więc, miał być fajny wstęp i miało być cudowne nawiązanie do To Tu, ale jednak nie będzie, bo to nie ma sensu... nożownik mieszka w warszawskiej, a nie czeskiej Pradze^^

W każdym razie przechodząc do sedna sprawy: odwiedziłam dzisiaj kolejną część świata i pierwszy raz zrobiło mi się smutno. Zwalam to w pewnym stopniu na moją gorączkę i podejrzenie anginy, no ale.... wiem, że prawie zawsze wybieram te najbardziej oblegane miejsca na świecie i w sumie wcale mi nie jest z tym źle. Sama tworzę tłum, więc nie mogę obwiniać kogoś o robienie tego samego. Nigdy mi to nie przeszkadza, ale zawsze się tego spodziewam. Praga kojarzyła mi się z piwem, deszczem i samotnymi uliczkami z parasolem.... okazało się, że piwo jest- nawet całkiem dobre, ale o deszczu nie ma mowy, a tym bardziej o samotnych uliczkach, nie wspominając o Moście Karola, po którym nie da się spokojnie przejść. Trochę mi smutno. Od zawsze ta Praga za mną chodziła (kilka lat temu byłam nawet trochę bliżej obcowania z nią, bo dostałam od kolegi przepiękny wachlarz z jednym z fragmentów obrazów Muchy ♥), nie jakoś mocno, ale zawsze miałam nadzieję, że kiedyś zobaczę. No powiem Wam, że nic szczególnego. 

To była wycieczka, która miała wzbudzić we mnie miłość do wyjechania do stolicy Czech na dłużej, a wzbudziła może jedynie zauroczenie przewodnikiem, który swoją drogą opowiadał tak genialnie, że mogłabym go słuchać sto lat! ♥ Grupa, wycieczka, przewodnik, pogoda- wszystko w jak najlepszym porządku, nawet buty miałam najwygodniejsze na świecie, więc było idealnie... tylko miejsce nie to ;) Może ktoś kto kocha Pragę i czyta moją notkę łapie się za głowę- jednak wybaczcie, takie moje zdanie, które zapewne z mojej własnej woli niezbyt szybko (jeżeli w ogóle) się zmieni. Jest tyle miejsc do odwiedzenia, że wolę nie ryzykować kolejnego rozczarowania :D Most Karola zaliczony! To ważne^^ I tyle. Moim kolejnym celem jest zdobycie Śnieżki- to mnie zawieźć nie ma prawa! :D


Buziaki przesyłam gorące! :*