środa, 26 października 2016

Nie chcę takiego świata!


Chyba czasami zapominam, jak wiele lat prowadzę tego bloga i jak bardzo siłą rzeczy musi on zmieniać swoje motywy przewodnie. Próbuję tutaj nie dopuszczać do siebie myśli, że jestem Kobietą. Za każdym razem staram się, aby było przyjemnie... ale chyba nie o to chodzi. Fioletowe-serce- pomijając jak bardzo żenującą nazwę posiada- jest moim internetowo zapisanym biciem serca, wszystkimi radościami i smutkami. Wszystkim tym, co mam w środku i co w jakikolwiek sposób mnie rusza. Czasami jest to najfajniejszy film, czasami rewelacyjna piosenka, książka, czy strona internetowa. Znajdziecie tutaj wiele tematów i niewątpliwie im dłużej będę starała się doskonalić tego bloga- będzie ich jeszcze więcej. Wiedziałam, że będzie mi się pisało ten post bardzo ciężko. Postanowiłam przynajmniej w pewien sposób rozluźnić się napojem, który robię jedynie przy złym humorze- czarna herbata, cytryna i dwie łyżeczki cukru. Pomaga zawsze. Mam nadzieję, że dzisiaj pomoże również.

Nie mam już czternastu lat. Moim życiowym celem nie jest obejrzenie jednego dnia jak najwięcej odcinków Pamiętników wampirów. Przez te lata stałam się Kobietą, która w swoim życiu odnalazła cel swojego istnienia i chciałaby krzyczeć o tym jak właściwa jest ta Droga, którą postanowiła podążać. Naprawdę nigdy nie chciałam namawiać do swojej wiary, wiem, że to okropne robić coś na siłę. Nie chcę przekonywać Was nadal... tylko aktualnie dzieją się w Polsce, w Kobietach takie rzeczy, że nie mogę PO PROSTU NIE MOGĘ przejść obok tego obojętnie. Niektórzy mają łatwiej-napiszą kilka słów w pamiętniku, powiedzą znajomym i im przejdzie. Ja staram się mieć z Wami stały kontakt i mówić o rzeczach istotnych lub mniej, ale jednak wylewam tutaj większą część swoich aktualnych myśli. Chciałam pominąć, przemilczeć. Nie udało mi się z czarnymprotestem, nie uda mi się również dzisiaj...

Serce mnie boli. Serce mi wręcz krwawi jako Kobiecie, Przyszłej Matce, Żonie. Po wielu burzach w swoim wnętrzu stwierdziłam, że #czarnyprotest jako taki jest dobry. Po wielu walkach z samą sobą stwierdziłam, że tak- Kobiety powinny mieć wybór w trzech wypadkach- przy ogromnej chorobie dziecka, zagrożeniu życia Kobiety, czy w wypadku gwałtu. Naprawdę w takich momentach nie mi oceniać takie wybory... Tylko jak to zawsze bywa- dasz palec, ludziom się spodoba, więc chcą całą rękę. W momencie kiedy dziewuchy wyszły na ulicę walczyć o swoje prawa i wygrały- internet zawrzał jeszcze bardziej. 

Już bardzo dawno polubiłam na facebooku fanpage gazety Wysokie obcasy. Uwielbiam ich bardzo ciekawe artykuły, które za każdym razem są naprawdę dobre i godne polecenia każdemu. Kilka dni temu na okładce dodatku do Gazety Wyborczej ukazała się Natalia Przybysz... i niestety tak, ja również wyrażę opinię na ten temat, bo moja dusza cierpi, kiedy widzę ten cały syf! 
Jak już wspomniałam wyżej- protest przeciw najnowszej ustawie był właściwy i najwłaściwszy, jednak to co spowodowało zwycięstwo Kobiet przeraża mnie dogłębnie! Tak, Kobiety zaczęły rozmawiać otwarcie na temat aborcji jedynie w tych skrajnych wypadkach. Można było przeczytać wiele naprawdę mądrych wypowiedzi i wyrobić sobie swoje zdanie na ten temat- rewelacja! Sprawa ucichła na kilka dni... i nagle- Natalia Przybysz wydaje piosenkę i udziela wywiadu. 

Poszła o krok dalej i postanowiła z dumą przyznać się do tego, że w jej kolorowym, pięknym życiu kolejne, trzecie, dziecko zupełnie nie pasowało do układanki, więc pojechała na Słowację i w pięć minut się go pozbyła. Nie, dziecko nie było chore. Nie, Natalia nie miała problemów ze zdrowiem. Nie, dziecko nie było z gwałtu. Zdrowy owoc miłości został po prostu ewakuowany z ciała, ponieważ "kobieta musi mieć wybór". WYBÓR?! Wybór do czego?! Artystka, która była dla mnie idealna, której płytę słucham namiętnie do teraz, która wydawała mi się tak mądrą i dobrą osobą- no wiecie, adopcja pszczół, dobro zwierząt. Wszystko super.

Nie chcę, naprawdę nie chcę rozckliwiać się na temat Natalii Przybysz, której płytę po przeczytaniu tego paskudnego wywiadu o mało nie zniszczyłam i nie wyrzuciłam z obrzydzenia. Chciałabym po prostu zastanowić się nad ogółem. Nad kobietami, które mają czelność w dzisiejszych czasach argumentować "swój wybór" tym, że mamy XXI wiek, że to nie średniowiecze. NAPRAWDĘ?! Czy zabijanie własnego dziecka, podczas kiedy mamy wspaniałego męża, dzieci i wszystko na swoim miejscu... czy naprawdę mamy prawo dokonywać tak brutalnego czynu?! Jak można publicznie, z dumą przyznawać się do takich czynów?! Współczuję każdej Kobiecie, która dokonała aborcji będąc młodą dziewczyną, które teraz cierpią z tego powodu. Zastanawiałam się jakiś czas temu, czy w moich oczach nie byłoby lepiej, gdyby jednak po dokonaniu tej decyzji dziewczyny żyły normalnie, bez żalu. NIE. Po przeczytaniu tak wielu słów w komentarzach stwierdzam, że posunięcie się do takiego czynu i robienie z tego zwykłego zabiegu jest ponad moje siły, sumienie i jakiekolwiek ludzkie odczucia! 

Dokąd zmierza ten świat?! Mam naprawdę wiele obiekcji wobec Kościoła- miejsca, które jest moim stałym spotkaniem z Bogiem, z sensem mojego życia. Naprawdę często zastanawiam się po co i dlaczego... ale nie uważacie, że nawet ten głupi seks po ślubie ma sens?! Okey, to mega straszne i buntuję się przeciw temu każdą swoją częścią ciała. Nawet rozmawiałam o tym z koleżanką, że pewnie ten jeden ogromny zakaz blokuje wielu młodych ludzi w wierze- nic dziwnego. Jednak spójrzmy na to trzeźwym, czysto teoretycznym wzrokiem: czy to nie pięknie rozpocząć współżycie po ślubie, z jedynym partnerem na całe życie. I nie mówię tutaj o współżyciu, które równa się produkowaniu dzieci- zupełnie nie. Brzydzi mnie to i jestem całkowicie przeciw. Chodzi mi o to, że nawet jeżeli się zabezpieczasz, ale wiesz, że to ten jeden, na całe życie i kiedyś tam pewnie pojawią się u Was dzieci... to nagle ta wpadka nie ważne zupełnie kiedy, po prostu- jest najpiękniejsza na świecie! To tak wielki owoc Waszej miłości! To coś co połączył Bóg i jeszcze bardzo pobłogosławił nowym życiem- stworzonym z Was! Dla mnie to jest tak wielkie i ogromne, że nawet nie mogę sobie tego wyobrazić! Jak w dzisiejszych czasach, kiedy połowa społeczeństwa przechodzi na weganizm, brzydząc się cierpienia zwierząt i jedzenia jajek- nagle ta sama część ubiega się za mówieniem o aborcji bez wstydu, z pełną dumą i radością, że ma się wybór! To jest dla mnie zbyt wiele...

Chcę poruszyć jeszcze naprawdę wiele wątków i stworzyć przynajmniej piętnaście akapitów, jednak dzisiaj na tym zakończę. Może w przyszłości stworzę coś nowego, chociaż mam nadzieję, że nie będę musiała. Jedno jest pewne- zaczynam jeszcze więcej i mądrzej, w bardziej przemyślany sposób pisać o Bogu na tym blogu. Skoro świat idzie w odwrotnym kierunku, to ja się przeciwko temu buntuję z całego serca! Bóg jest wielki. Codziennie dokonuje wielkich/małych cudów! Dzisiaj dokonał namacalnych w moim życiu- w Waszym też... tylko to dostrzeżcie! Serio ;)








































brak

Hejka :)
Dzisiaj miałam ważny dzień. O dwunastej wszyscy weszliśmy do sali i rozpoczął się pierwszy przegląd prac dyplomowych, a właściwie pomysłów na realizację prac kończących naszą edukacje w szkole artystycznej. Nie wiem w jaki sposób działa czas, ale jedno jest pewne- to jakieś propagandowe działanie, które próbuje nam wmówić, że miesiąc ma przynajmniej trzydzieści dni, a doba równe dwadzieścia cztery godziny. Zawsze wydawało mi się, że tydzień trwa AŻ siedem dni i muszę przemęczyć się tych długich pięć dni w szkole, by mieć później dwa dni zupełnego luzu. Czas od poniedziałku do środy mija mi zupełnie niezauważalnie, ostatnie dwa dni jeszcze szybciej. W weekend staram się zrobić wszystko- udaje mi się zrobić może dwie rzeczy. Serio cały czas coś robię. 

Jestem na siebie niesamowicie wkurzona, bo chociaż mam już na grafiki w tym roku zrobione dwa z trzech zadań... to mój dyplom leży po całości! Dopiero dzisiaj w rozmowie z nauczycielami zrodził się plan, który zapewne wykorzystam. Nie jestem do niego w stu procentach przekonana, z drugiej strony z miłą chęcią zobaczyłabym takie coś w sklepie, a tym bardziej u siebie w domu! Najważniejsze to zrobić wszystko na czwartek... a przecież jutro już środa! 

W życiu mam teraz takie odliczanie do bardzo ważnej daty w moim życiu i nie, nie jest to ani dyplom, ani matura- bez zdania takich rzeczy wbrew pozorom można jeszcze dobrze pożyć! Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj czekać miałam pół roku, nagle okazuje się, że jedynie dwa miesiące... a po głębszej analizie- że tak naprawdę ponad miesiąc. Jak działa czas? Wyjaśni mi ktoś? ^^

No to raz, dwa- pobudka! Nikt dyplomu za mnie nie zrobi. Czas stawić czoła terminowi i rozpocząć zupełnie inny tryb życia. Czy ktoś z Was ma może jakieś sposoby na zmienienie swojego zmęczenia na godziny nocne, a nie te w czasie popołudnia? Przeraża mnie to, że wracając ze szkoły potrzebuję pięciu godzin snu, później mogłabym siedzieć całą noc... ale jeśli nie poszłabym o rozsądnej porze spać, to później przeżywam horror, kiedy słyszę pierwsze dźwięki mojego budzika. Czekam na Wasze porady- może ktoś sobie z tym poradził.

Poniżej przedstawiam Wam pierwszy krok w stronę mojego dyplomu.... innego niż ten, który w głowie miałam od dwóch miesięcy. Innego. Lepszego. Bardziej przemyślanego. Będzie pięknie. Później będziecie mogli oglądać i się zachwycać. Taki jest plan.



Pozdrawiam

niedziela, 23 października 2016

street fashion photos


Hejka! :)
Jedną z największych trudności w pracy nad istniejącymi zdjęciami jest odpowiednia selekcja. Każdy fotograf ma z tym problem i patrząc po niektórych blogach stwierdzam, że nie jest to przypadłość jedynie fotografów-amatorów. W szkole na lekcji fotografii kilka lat temu (matko! To już kilka lat!) usłyszałam słowa bardzo szokujące. Kiedy pewnego dnia dumna z siebie przyniosłam dosłownie wszystkie idealne zdjęcia, które zrobiłam nauczycielka poprosiła mnie abym ze stu- według mnie godnych uwagi- zdjęć wybrała pięć. CZUJECIE TO?! Awykonalne zadanie w pewnym momencie stało się normą przy każdej kolejnej sesji, którą robiłam... i oczywiście nigdy nie udało mi się zrobić tego w sposób mnie zadowalający. Jednak z racji tego, że zaczynam nowy rozdział w swojej fotografii postanowiłam, że dobry materiał, który wczoraj wykonałam, będzie idealnym do tego, aby zdecydować się na naprawdę surową selekcję. Strzelałam zdjęcia jak szalona, o czym informowałam Was wczoraj, więc kilka zdjęć było zupełnie do wyrzucenia- bo po co mi wiele tych samych kadrów. Później przyszedł czas na przeróbkę tych niby najlepszych. W tym momencie automatycznie z mojego lenistwa wiele zdjęć idzie do kosza. Jeśli na każde zdjęcie muszę poświęcić chociaż dwie minuty (moja fotografia nie cechuje się wielką oprawą graficzną), to chcę wybrać jedynie te najlepsze. Po przerobieniu wszystkich dobrych okazuje się oczywiście, że kilka z nich jest jednak całkiem słabe, bo chociaż zaczynając zapoznawać się z kadrami wydawały nam się znakomite okazywało się, że w dalszych rejonach kryły się perełki! Kiedy już przeglądając osiemdziesiąt różnych zdjęć macie jeszcze siłę klikać przycisk "usuń" wasza ilość fotografii w folderze zmienia się, wolniej, ale mimo wszystko numerki idą w dół. I nagle zostaje Wam pięćdziesiąt. Nie jesteście w stanie ich usunąć, ale macie na tyle odwagi żeby stworzyć kolejny folder i nazwać go: "najlepsze z najlepszych te do wysłania". Przeglądacie, wybieracie... okazuje się, że wywaliliście tylko dziesięć. Tworzycie kolejny folder "najlepsze z najlepszych z najlepszych te do wysłania"... ubywają trzy. Wkurzacie się, bo jak z tego materiału ma powstać jedynie dziesięć zdjęć! Przecież już wszystkie są na tyle dobre, że świat musi je ujrzeć! Nie ma opcji, zostawiam wszystkie. Po kilku sekundach walki samej ze sobą... tworzę kolejny folder. Tym razem jestem zdeterminowana do granic możliwości! Udaje mi się nawet nie przerzucać do nowego folderu zdjęcia, które lubię najbardziej (wiem, że nie spełnia wszystkich wymogów, a moją subiektywną opinię muszę odłożyć na bok i co najwyżej zdjęcie ustawić sobie na tapetę w laptopie). Okazuje się, że zostało dwadzieścia. W ostateczności schodzicie do trzynastu i nie ma możliwości żeby ktoś zmusił Was do wykonania jeszcze jakiegokolwiek ruchu... a nie! Wtedy przypominacie sobie, że przecież czas wykonać zestawy (nie robię tego nigdy, ale z nowym aparatem postanowiłam być w stu procentach profesjonalna... no chociaż w osiemdziesięciu). Zestawów uczyła mnie robić Pani Kasia i to zawsze łączy się ze zranieniami duszy twórcy ^^ Jestem zdania, że przy każdym takim wyborze powinna być jeszcze jednak, bezstronna osoba- ale ja nie lubię takich bezuczuciowych osób! ^^. Wtedy wybierasz ulubione zdjęcie i tworzysz do niego zestaw kilku zdjęć, który całością stworzy historię, którą chciałeś opowiedzieć. Zdjęcia muszę być różne, ale tworzyć wspólność. Zajęłam się tym dzisiaj o godzinie dwunastej. Zrobiłam kawę, usiadłam na łóżku- było mi ciepło, wygodnie i pomyślałam, że to odpowiedni czas. Skończyłam o godzinie piętnastej. Moi drodzy- to były trzy godziny walki o każde zdjęcie! Później zadowolona z efektów zaczęłam wysyłać je znajomym z zapytaniem, czy aby na pewno powiedziałam wszystko. Mówili, że tak. Dodawali, że rewelacyjne fotografie. Zaufałam im (w tym samym czasie robiąc jeszcze jeden zestaw.... no bo przecież jeszcze mam tyle dobrych zdjęć! I te kadry takie dobre! W ostateczności poszłam po rozum do głowy i zestaw wylądował w koszu) i we wtorek do szkoły zanoszę właśnie te osiem zdjęć, które przedstawiam Wam poniżej.

Wczoraj pisałam Wam o tym, że są to moje najlepsze zdjęcia. Po tak wielu latach robienia zdjęć użyłam tak wielkich słów z całkowitą ich konsekwencją. Patrząc na te dwa zestawy myślę sobie: "Kurcze! Przecież mam wiele dobrych zdjęć, wiele ma już kilka ładnych lat za sobą i nadal mi się podobają. Czemu teraz skreślam je dla kadrów, które powstały dzień wcześniej. Nie od dziś wiadomo, że za każdym razem te najnowsze zdjęcia podobają mi się najbardziej.."- ale tym razem jest inaczej. To nie do konkretnego zdjęcia jestem przywiązana. Tym razem patrzę na tą sesję z zupełnie innej strony. Bardzo rzadko moja fotografia ma jakiś konkretny cel, który po wypowiedzeniu nie jest banalny... a uwierzcie, że jedynie te z narzuconym wcześniej tematem są dla mnie istotne. Właśnie dlatego tak zachwyca mnie reporterka! Do teraz uważam, że to co zrobiłam w teatrze ponad dwa lata temu było mega i myślę, że będę mogła chwalić się tymi zdjęciami do końca życia (chociaż zestawy nie powstaną nigdy. Za bardzo jestem do nich już przywiązana i kocham każde zdjęcie osobno!). Możecie patrzeć na te zdjęcia i stwierdzić, że przecież są zwykłe, najnormalniejsze w świecie- ale o to właśnie chodzi. Chciałabym żebyście pomyśleli, że te osiem zdjęć (a przede wszystkim cztery pierwsze) były chwilą uchwyconą przez moje oko. Spotkałam trójkę znajomych, którzy po prostu dobrze spędzali czas i zachowałam to na kliszy. To był jeden z moich założeń. Myślę, że dopiero w momencie, kiedy patrząc na fotografie, na której naturalne trzymanie plecaka, naturalne szperanie w worku, czy naturalne ułożenie dłoni na nodze kolegi jest tak naprawdę w stu procentach wykreowane przeze mnie i fantastycznych modeli, z którymi współpracowałam. Kiedy każdy naturalny uśmiech był przeze mnie wyreżyserowany. Cieszy mnie to, że kiedy patrzę na te zdjęcia czuję jak ta trójka dobrze spędzała swój wolny czas...że ja i mój aparat jedynie przechodziliśmy obok danych scen. Wiele z moich znajomych (ej, serio wysłałam te zdjęcia chyba każdemu ważnemu człowiekowi, którego mam na fejsie) napisało mi, że: "no spoko, wyglądają ja z reklamy" i ja wtedy skakałam z radości po łóżku, bo przecież o to chodziło. Sytuacją, która zmusiła mnie do zrobienia zdjęć było zrealizowanie zadania na jeden z dziesięciu tematów, które wymyślił mój Pan od grafik. Wybrałam temat natura- postanowiłam zmierzyć się z nim w sposób inny niż zawsze. Opracowałam graficznie tkaniny z polskimi warzywami (tak,wiem- bakłażan jest z Włoch.. ale w przeciwieństwie do np. arbuza można zasadzić go w Polsce... i tak wiem, arbuz to owoc ^^) i wykorzystałam je do uszycia trzech plecaków. Na moich tkaninach znalazł się burak, rzodkiewka i właśnie owy bakłażan. Po ich wykonaniu musiałam sfotografować je tak, aby w szkole pozostał ślad po wykonaniu zadania. Postanowiłam zrobić zdjęcia w stylu mody ulicznej (oj, zachwycam się takimi od zawsze, a nigdy w życiu nie miałam przyjemności takowych wykonać... cóż za paskudny błąd z mojej strony!), które z miłą chęcią odkupiłby ode mnie jakiś bardzo szanujący się magazyn. Właśnie tu kryje się odpowiedź na pytanie dlaczego uważam, że te zdjęcia są moimi najlepszymi zdjęciami. Ponieważ wykonałam swój cel! Jestem tak bardzo zadowolona z mojej pracy, że śmiem twierdzić, że jeśli jakikolwiek magazyn potrzebowałby takich zdjęć, to z miłą chęcią chcieliby je wziąć! :D Podoba mi się w nich wszystko! A najbardziej podoba mi się to, że stworzyłam je z całą tą trójką, którą widzicie na zdjęciach. Dacie wiarę, że Piotrek przyjechał do mnie z innego miasta już o szóstej rano!? Był stylistą tej sesji i bez niego nie wyglądałoby to tak dobrze! Martyna zgrała całą ekipę i jak zawsze była w stu procentach profesjonalna.... a Monika miała samochód, tylko zapomniała o jego istnieniu i musieliśmy do drugiego miejsca iść na piechotę! hahahha. A tak na serio- Monika była trzecim ogniwem, bez którego zdjęcia nie wyglądałyby tak jak wyglądają. Była jednym z trzech najważniejszych czynników. Wszyscy do siebie pięknie pasowali, wszyscy wyglądali pięknie, pozowali pięknie i sprawili mi sobą niesamowitą radość! Także no. No po prostu jestem zakochana i już! Też bądźcie, okey? ^^


Uciekam. Buziaczki! :*

sobota, 22 października 2016

zrobiłam to!

Hejka! :)
Jestem Karolina. Mieszkam w Elblągu. Dzisiaj popłakałam się ze szczęścia.
Pamiętacie jak mówiłam Wam, że kupiłam nowy aparat i przeleżał kilka tygodni bez użytku, ponieważ bardzo bałam się zrobić ten pierwszy krok? Pierwszych kroków mimo wszystko jest wiele, a ja pokonuję pierwsze z nich- i uwierzcie, że każdy jest tak samo ważny i ciężki do wykonania. Było uruchomienie, były pierwsze zdjęcia w lustrze, nieudane zdjęcia na statywie, pierwsze nieudane wyjście na dwór, pierwsza rodzinna reporterka.... wreszcie przyszedł moment, w którym zrobiłam to, w czym pokładam największą chęć współpracy- ugadałam się z modelami,wyszłam na sesję zdjęciową! Fioletowe-serce i kategoria zdjęcia pokazują mi, że ostatni post z profesjonalnymi zdjęciami dodałam 23 lutego- to osiem miesięcy nie robienia fot! Coś tam zrobiłam zwykłym kompaktem na plenerze, coś tam w szkole... ale uwierzcie, ze dla mnie to nie to samo. Potrzebuję tego w takiej formie jak dzisiejsza.... chociaż dzisiaj było nietypowo. 

Jak? Nie wiem, czy kiedykolwiek wspominałam Wam jak przebiegają moje sesje zdjęciowe. Przez wiele lat zmieniały mocno swoją konwencję i po wielu spotkaniach z różnymi fotografami uczyłam się od nich pracy nad zdjęciami, wiedziałam jak inni podchodzą do zdjęć i mogłam z tego czerpać garściami. Wybierałam to co dla mnie wydawało się najistotniejsze i w ostatnim czasie wyglądało to bardzo porównywalnie. Umawiałam się z modelką, mówiłam żeby się nie malowała, brała ciemne ciuchy, skupiała się przede wszystkim na górze, bo od pasa w dół całkowicie mnie nie interesuje, bo tymi partiami na zdjęciach się nie zajmuje. Spotykałyśmy się w określonym miejscu i szłyśmy na spacer w poszukiwaniu ciekawych miejsc- krzaków. Natomiast kilka lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Umawiałam się z konkretną osobą kilka tygodni przed, chodziłam sama na spacery w poszukiwaniu ładnych miejsc... no wiecie ruiny itp. (dlatego jeśli teraz ktoś w moim wieku zachwyca się ruinami mam w głowie same złe skojarzenia. Ja już ten etap przeszłam i nie chcę go kontynuować^^), szukałam w internecie inspiracji jak mogę poprowadzić modelkę, żeby dobrze wychodziła na zdjęciach i jakie pozy mogłaby robić. Pakowałam torbę z rekwizytami (serio! Miałam rekwizyty na zdjęcia jak TUTAJ, TU, czy TUTAJ - w celu znalezienia tych zdjęć przejrzałam całego swojego bloga, spokojnie, jedynie tą kategorię....czuję, że jestem masochistą hahaha. Trzy linki powyżej to moim skromnym zdaniem TRZY NAJGORSZE sesje zdjęciowe z moim udziałem, które znalazły się na moim blogu i z których byłam bardzo dumna. Oglądajcie i porównujcie, ponieważ wiem, że w aktualnej sytuacji mogę się nimi z Wami dzielić na nowo dlatego, że zrobiłam tysiąc kroków wzwyż!) 

Dzisiaj zdjęcia nie były w krzakach. Dzisiaj zdjęcia były połączone z ulicą/ architekturą. Dzisiaj na moich zdjęciach ludzie mogli się śmiać i być ubrani po ludzku nie udając ciepłej pogody, której nie ma. Na dzisiejsze zdjęcia byłam przygotowana. Na dzisiejsze zdjęcia miałam motyw przewodni. Na dzisiejszych zdjęciach czułam się idealnie. Wreszcie- na dzisiejszych zdjęciach poczułam, że mój sprzęt mnie nie ogranicza, a ja wreszcie mogę pokazać to, czego nie mogłam za żadne skarby świata pokazać przy użyciu Sony Alpha 350. Dzisiaj popłakałam się mentalnie na samą myśl o tym jak wiele mogę jeszcze zdziałać w tym swoim życiu i jak wiele dobrego zrobić! Od zawsze powtarzam Wam, że stwierdzenie: "sprzęt nie jest ważny, liczy się talent" jest w stu procentach fałszywy! Wiem to ponieważ na każdą zmianę swojego sprzętu muszę czekać wiekami, pracując na to sama i nikogo nie prosząc o pomoc. Podczas tego czasu dojrzewam i wiem jak głupim jest bariera, którą tworzy między Tobą i Twoim talentem beznadziejny sprzęt! Siłą rzeczy jestem uzależniona od sprzętu, nie ma możliwości żebym samym swoim talentem zrobiła zdjęcie. Potrzebuję do tego aparatu... a mój Canon 6D to aparat,który aktualnie spełnia wszystkie moje wymagania i sądzę, że spełniać je będzie przez wiele kolejnych, długich lat. Moi mili, kłaniam się przed pełną klatką bardzo nisko i stwierdzam, że bycie posiadaczem jednego z tak fantastycznych modeli aparatu to zaszczyt i wykorzystam to!

Jak już wspominałam- moja fotografia zmienia styl. Zupełnie odchodzę od tego, do czego się przyzwyczaiłam, z czym było mi wygodnie/ prosto/ łatwo. Odchodzę od wszystkiego. Wyrzucam wszystkie zapisane karty w historii mojego tworzenia fotografii. Zaczynam nowy rozdział, w którym czerpać będę z moich dość dużych doświadczeń. Tak, będę brać nawet z 2011 roku! Będę powracać, drążyć temat. Będę uczyć się nowych rzeczy i poszukiwać nowszych jakości. Będę robić to wszystko co sprawia mi szczęście. Ponieważ dzisiaj znowu poczułam, że nie czuję deszczu, kiedy stoję na otwartej przestrzeni i jestem już cała mokra! To uczucie zahipnotyzowania jedynie na jedną czynność zdarza mi się naprawdę rzadko, ale zdarza mi się. I jest mi z tym wybitnie dobrze! ♥                            

Tak więc- wracam do czasów, w których nieprzespane noce poświęcam na przerabianie zdjęć. Wracam do momentu, w którym robię to co kocham.... no i niestety na chwilę wróciłam również do strzelania tysięcy zdjęć, ale to jedynie dlatego, że uczę się tego aparatu. Niedługo mam nadzieję nastąpi ten moment, kiedy znów wrócę z sobą do harmonii i nie będę robić zdjęć jak szaleniec. To niesamowicie utrudnia późniejszą współpracę ze zdjęciami na komputerze^^

Przedstawiam Wam dzisiaj na zdjęciu Trójkę Wspaniałych, bez których mój dzień nie byłby tak wspaniałym dniem! Najpiękniejsi, najbardziej fotogeniczni, z najwspanialszymi pomysłami i dobrym wspólnym zgraniem. Pracowało mi się z nimi NAJLEPIEJ i mam nadzieję, że już jutro zobaczycie efekty- chociaż nie obiecuję. Chcę to dopieścić na tysiąc procent, więc chcę być pewna, że to co wstawię będzie miało swoją wartość (tą, którą wiem, że ma!). Przy okazji możecie zobaczyć rzodkiewki i bakłażany- dwa kolejne materiały, które tworzyłam w miesiącu październik :D


Martyna(której twarz musicie znać już bardzo dobrze i prawidłowo!)♥ Monika ♥ Piotrek!♥
Buziaki dla Was dzisiaj największe! :D

burak

Hejka! :)
W tym moim Elblągu cały czas pada! U Was też? Mam nadzieję, że szybko to minie, chociaż czy nie takie są uroki jesieni? Z niecierpliwością czekam na te kilka najpiękniejszych dni, które pojawiają się znienacka i równie szybko znikają. Wtedy wszystkie drzewa są najidealniejsze, wszystko oblane jest promieniami słońca, a Ty zastanawiasz się co robiłeś przez tyle czasu i czym byłeś aż tak zajęty, że nie zauważyłeś zmieniającej się przyrody. Lubię to uczucie. Najbardziej lubię spędzać je w Gdyni na klifie, to takie fantastyczne, że już niedługo nie będę musiała wybierać się tam pociągiem... ale Ciiiii...o tym napiszę za jakiś czas obszerny post. Cały czas się do niego zbieram, bo to będzie chyba przełomowe. Czemu? Ponieważ na razie zupełnie nie mam czasu na to myśleć. Tak już mam, że niektóre posty pojawiają się na blogu i dopiero podczas ich pisania mogę skupić się na swoim życiu. To przedziwne  ^^ 

Dzisiaj jestem tutaj bardzo szybko, ponieważ przed chwilką zrobiłam kilka zdjęć, a że druga część tkaniny dopiero mi schnie i nie mogę z nią nic zrobić postanowiłam, że napiszę! :) Jutro robię coś mega, chociaż niesamowicie się stresuję, dawno tego nie robiłam- nie na taką skale.... ale o tym wszystkim jutro. W każdym razie- od kilku tygodni moja maszyna do szycia jest w nieustannych ruchu i niezmiernie mnie to cieszy, a pomimo tego, że moja szafka przepełniona jest materiałami, które chcą być wreszcie wykorzystane do czegoś fajnego, to postanowiłam tworzyć własne materiały- przynajmniej na razie. Zajmuje to niesamowicie dużo czasu, którego zupełnie nie mam, ale na szczęście udało mi się połączyć szkołę z nowym (nowym?) zainteresowaniem, tak więc spokojnie- nie olewam szkoły na rzecz malowania materiału ^^ Dzisiaj chciałam Wam tylko tak uchylić rąbka tajemnicy, żeby zachęcić Was do zajrzenia tutaj jutro ;) A teraz uciekam, bo mój materiał chyba już wysechł ;)
Buziaki! :*

czwartek, 20 października 2016

Roma Jaruszewska/ Dziecinada

Hejka! :)
Dzisiaj o siedemnastej ubrałam się, wyszłam z domu i na klatce spotkałam sąsiadów, którzy pytali mnie gdzie wychodzę. Z radością mogłam odpowiedzieć: "Do galerii... do galerii sztuki". Niestety od pewnego czasu chyba bliżej mi do tej handlowej niż do tej jedynej właściwej. W tamtym roku moje wakacje były wypełnione po brzegi odwiedzaniem miejsc wypełnionych obrazami,fotografiami, rysunkami.... aktualnie ostatni raz w Galerii El byłam jeszcze w wakacje, na dość nieudanej wystawie zbiorowej (nieudanej jedynie moim zdaniem, słyszałam bardzo wiele dobrych opinii). 

Na szczęście w moim mieście oferowano wydarzenie, którego przegapić nie mogłam. Mamy w szkole nauczycielkę, fenomenalną nauczycielkę, ponieważ dobroć i miłość wypływa z każdego najmniejszego skrawka jej ciała, nie wspominając o uśmiechu, czy spojrzeniu! Miałam przyjemność uczestniczyć w jej lekcjach jedynie przez rok, ale uwierzcie, że były to wtedy najbardziej odprężające zadania jakie świat widział. Czuliśmy się trochę jak w przedszkolu- kredki, wydzieranki, klejenie, wycinanie- wiele osób dziwiło się tym pracom, ale mi w dzisiejszych pracach dały dużo dobrego. Fajne to było no ^^ W każdym razie Roma Jaruszewska, bo o niej mowa, to artystka, która zupełnie nie afiszuje się ze swoim talentem. Jest po prostu fantastycznym człowiekiem, który zawsze może w szkole pomoc, który zawsze się uśmiechnie i porozmawia o wszystkim w drodze powrotnej autobusem do domu. Oczywiście jestem zaznajomiona z twórczością każdego mojego nauczyciela- w innym przypadku byłabym wielką ignorantką O.o Prace pani Romy były wystawiane już na wielu wystawach, w których miałam przyjemność uczestniczyć i za każdym razem zaskakiwały mnie swoją innością. W momencie kiedy w galerii jest mnóstwo czarnych płócien z białymi kreskami (które uwielbiam i chylę czoła!), poważnych grafik, czy ciemnych obrazów nagle dostrzec można bardzo kolorowe obrazy przedstawiające dzieci. Z pozoru może się to wydawać naiwne, dziecięce, niedojrzałe i niegodne uwagi.... jednak jest zupełnie inaczej! Pierwszy raz widziałam wystawę poświęconą pracom jedynie tej artystki i.... nadal nimi żyję! Były fenomenalne! Połączenie rewelacyjnego malarstwa z fantastycznym pomysłem graficznym. Ukazanie codzienności, jak i niezmierzonej wyobraźni dwóch małych chłopców. Nie mogłam skupić się na oglądaniu obrazów po kolei, bo moje oko cały czas wyprzedzało mnie o kilka kroków, a serce zaczynało szybciej bić. Zupełnie nie spodziewałam się tego co zobaczyłam i jestem wprost onieśmielona talentem i pomysłem. W galerii usłyszałam słowa:"patrząc na te obrazy chcę przestać malować"- i jest to chyba jeden z najlepszych komentarzy jakie można usłyszeć podczas swojej wystawy ^^ 

Poniżej przedstawiam Wam zdjęcie obrazu skradzionego z fanpage'a Romy, który również znalazł się na wystawie. Wstępnie chciałam Wam wstawić trzy zdjęcia najlepszych prac, ale uznałam, że lepiej chyba żebyście poszli sami do Galerii i obejrzeli te wszystkie dzieła :D No to tyle. Lecę ;)


Buziaki! :*

poniedziałek, 17 października 2016

Chujowa Pani Domu

Hejka! :)
Teraz możecie wstać i zaklaskać z wyrazami uznania, bo oto pierwszy raz od ponad miesiąca skończyła książkę. Nie, nie jest tak, że przez ten czas nic nie zaczynałam, z niektórymi tytułami zaznajomiłam się naprawdę całkiem dobrze, tylko jakoś nie mogłam dobić do mety. Tym razem się udało.

Dzisiaj będzie troszkę o najnowszej premierze wydawniczej Znaku tj. Chujowa Pani Domu. Dopiero siostra uświadomiła mnie jak ważny jest to tytuł dla Polek. W internecie wrze, każda Kobieta chce ją posiadać i zrobić sobie z nią zdjęcie, aby pojawiło się na fanpage'u Magdaleny Kostyszyn. Weszłam, sprawdziłam-rzeczywiście jest ich całkiem sporo ^^ Jedynymi słowami, które udało mi się przeczytać było: "jedyną wadą jest to, że zbyt szybko się czyta". Uznałam, że to żadna wada, a w moim życiu takich książek teraz potrzeba. Zasiadłam, przeczytałam w ciągu podróży do Sopotu i z powrotem. Mam już wszystko bardzo dobrze poukładane w głowie, więc z przyjemnością podzielę się z Wami moimi przemyśleniami i odczuciami.

Patrzę na książkę zupełnie świeżym okiem, przez pewien czas miałam styczność z fanpage, ale najwidoczniej później przestał mnie zadowalać, bo aktualni nie należy do mojej listy polubionych profili. Tak więc jeśli znacie i lubicie, to nie przejmujcie się tym jednym akapitem. 
Zawsze wydawało mi się, że na Chujowej Pani Domu autorka dodaje zdjęcia swoich poczynań kulinarnych, bałaganu domowego, czy innych dziwnych przypadków, w których to Perfekcyjna Pani Domu jest wybitna i uczy Kobiety jak żyć i postępować w swoich czterech kątach. Teraz przebiegłam szybko kilka postów na tablicy i teoretycznie rzeczywiście tak jest... a ta książka?!

Mam dziewiętnaście lat, ale prawie wszyscy moi znajomi są starsi. Mam z nimi stały kontakt i mówiąc w skrócie: wiem jak zachowują się trzydziestolatkowie. Tak więc już na wstępie pomińmy komentarze typu:"bo jeszcze żyjesz w bajce, nie wiesz co to prawdziwe życie!". 

W środku znalazłam naprawdę garsteczkę przykładów z nieperfekcyjnego życia Pani Domu. Troszkę się pośmiałam, troszkę było zabawnie.... i nagle ŁUP! Przez 283 strony zostałam porządnie zdołowana tym, co podobno nieuchronnie czeka mnie za kilka lat. Jestem świadoma tego, że literatura nie ma jedynie przedstawiać fajerwerków pięknego życia, to dobrze, że jest kontrą do seriali i bajkowego życia wprost z amerykańskich filmów, czy zawsze pogodnych dni u największych blogerek. Idealnie, kiedy nagle możemy na świat spojrzeć z zupełnie innej perspektywy, kiedy możemy powiedzieć: "Uf! Na szczęście ktoś również nie ma tak kolorowego życia!". Jednak moim zdaniem ta książka to już zupełna przesada, serio. 

Chylę czoła wszystkim Kobietom, które od pierwszego stycznia aż do końca Świąt Bożego Narodzenia codziennie borykają się z przeszkodami każdego rodzaju. Raz za chude nogi, to znów za gruby brzuch, zła praca [...] Okey, autorka wspominała w książce siebie sprzed lat, kiedy to zapisywała w pamiętniku, że jak dorośnie to.... ja chyba jeszcze jestem na tym etapie. Wydaje mi się, że moje przyszłe dorosłe życie jeszcze nie istnieje, że męża znajdę za sto lat (chociaż jakby tak się przyjrzeć, to partię obok siebie mam najlepszą), a dzieci to urodzę za dwa wieki. Wiem, że to wszystko potoczy się już pewnie z szybkością światła za kilka lat, ale chcę żyć sobie jeszcze przeświadczeniem, że do swojej oficjalnej dorosłości (ludzie, ja już jestem oficjalnie dorosła, ale ciiii..) moja pościel będzie bielsza, uda chudsze, nogi dłuższe, włosy piękniejsze, paznokcie zawsze zadbane. Wydaje mi się, że w momencie, kiedy będę piękną Kobietą z domem składającym się z samych wielkich, czystych okien i białych ścian znajdę sobie męża kucharza i spłodzę z nim najpiękniejsze dzieci, które będą miały jedynie drewniane zabawki i ubrania od znanych projektantów. Tak sobie pomarzyć można zawsze ^^ Może ta książka nie trafiła w mój dobry czas, może ja nie chcę być tak strącana na ziemię.... tylko KURCZE! Moi trzydziestoletni znajomi chyba lepiej bawią się życiem niż bohaterka tej książki. Czułam mocne przygniecenie stereotypowym paskudnym życiem i nie podobało mi się to. 

W książce było naprawdę wiele momentów świetnych, do zaznaczenia markerem i rozsyłania znajomym dla chwili śmiechu, bo to naprawdę dobre wspomnienia młodzieńczych lat.... ale całą resztę z miłą chęcią bym pominęła. Jest to niewątpliwie dobrze napisane pod względem językowym, o dziwo również humorystycznym- oczywiście, nie myślcie, że w książce jest tyle żalu, że trzeba nad nią siedzieć z chusteczkami, co to to nie. Jednak mimo całego tego żartu jest to po prostu smutne i mam nadzieję, ze uda mi się nigdy nie być tak niezadowoloną z życia Kobietą, tak smutną i wymęczoną. Mam nadzieję, że do końca życia będę lubiła jarać się mandarynkami w święta, że nigdy nie zacznie mi sprawiać problemu kupowanie prezentów pod choinkę... no a to, że Bóg mi trochę pomógł i nie muszę martwić się o swoją figurę oraz makijaż co rano- to tylko jedne z wielu punktów, w których różniłam się od bohaterki. Trochę to miłe, nie powiem, czytać o kimś kto pisze o tej innej lepszej i nagle okazuje się, że to właśnie z tą drugą identyfikujesz się bardziej. Broń Boże, nie czuję się lepsza od nikogo- ale to nie ja w tej książce zrobiłam ten podział. 

Podsumowując, nigdy nie kupiłabym tej książki nikomu, bo nie lubię dołować ludzi, jednak mimo wszystko nie jestem ślepa i widzę jak dobrze przyjmuje się ta książka w świecie literatury Kobiecej. Mam tylko nadzieję, że te Panie po prostu z większym przymrużeniem oka biorą wszystko co jest w środku. Ogromnie zaciskam kciuki tylko nad tym, aby żadna z nich nie miała tak smutnego życia! Mam nadzieję, że mają mnóstwo radości w swoim życiu i spędzają je wyśmienicie- nawet jeśli czasami jest ciężko i są zmęczone. Ja też jestem, ale pomijając mój permanentny brak czasu jestem zakochana po uszy, mam wspaniałych znajomych, dobrą muzykę, wspaniałą szkołę, filmy, kino, rozwijam się artystycznie i nie tylko, mam dobrze urządzone swoje cztery ściany i fantastyczną rodzinę. Mój chrześniak rośnie na jednego z czterech najfantastyczniejszych chłopaków w moim otoczeniu, mam świetny sprzęt na którym szkolić mogę swój warsztat fotograficzny, szyję ciuszki i plecaki. I wiecie co? Pozwoliłam zawładnąć moim życiem Bogu- a to on jest Drogą! Jeżeli swoją dorosłość zaczynamy wtedy, gdy możemy świadomie i bez konsekwencji nadanej przez Mamę przestać chodzić do Kościoła... to moim zdaniem nie jest to dorosłość. Otwórzcie serce na Boga, a będziecie szczęśliwi. Testowałam. Nie tylko ja ;)

Co mam zrobić z tym fantem? Nie wiem. Jednak pisanie ten notki zdziałało cuda. Zaczynając ją pisać wiedziałam wszystko co chcę o niej napisać, teraz już nie wiem nic. Nie podobała mi się, ale musicie odróżnić złą książkę... od niewpadające w określony gust. Jestem pewna, że to nie jest zła książka! Jest napisana dobrze, szybko się ją czyta, wszystko się w niej zgadza, jest humor, jest normalność, jest okey... Ale moja osobowość nie pozwala mi na to żeby podobało mi się wieczne biadolenie i narzekanie. No po prostu nie! Spodziewałam się płakania nad rozlanym mlekiem (dosłownie!) lub nad nieudanym ciastem... dostałam żal za w stu procentach nieudane życie.... 
Cenię jednak tę książkę za fakt, że tak mocno zmusiła mnie do zastanowienia się nad swoim życiem i do tak głębokiego, jeszcze większego polubienia go! Może to właśnie powinien być pretekst do przeczytania jej? Zdanie sobie sprawy, że mamy wspaniale!? ♥♥


Jestem ciekawa Waszych opinii. Czytaliście? Podzielcie się ze mną wrażeniami:)
Buziaki! :*

niedziela, 16 października 2016

niedziela

Hejka! :)
Wczoraj siedziałam cały dzień w Sopocie i chwilę przed wyjazdem postanowiłam, że może warto zabrać ze sobą aparat i wreszcie wyjść z nim na spacer- zrobić coś w końcu bardziej ambitnego niż swoje zdjęcia w lustrze (nie umniejszając oczywiście ^^). Wzięłam i zabrałam tylko jeden obiekt BŁĄD! Zachowałam się jak przed tysiącem lat, kiedy to kupiłam sobie nowy aparat z dwoma obiektywami i postanawiałam brać w drogę albo jeden albo drugi... ludzie! Kto wpada na takie głupie pomysły. Jak obiektywy są różne, to się bierze dwa! No i tak podczas pierwszych już zdjęć cierpiałam katusze, bo powiedziałam, że ten inny spisałby się o wiele lepiej. No ale nie o tym.

W tę sobotę pierwszy raz wyszłam z moim nowym aparatem na dwór. Czuję się jak typowy amator i naprawdę dopiero poznaję co i jak. Używam na razie jedynie funkcji tych, które używałam w moim starym Sony, tak więc minie jeszcze wiele czasu zanim zapoznam się ze wszystkimi cudami, które może mi zaoferować. Trochę się wkurzam, ale z drugiej strony sprawia mi to mega dużo radości, że to wreszcie sprzęt mnie przerasta i mam cel do którego dążę. Wcześniej niestety moje umiejętności były hamowane przez możliwości aparatu- a to chyba najgorsza z możliwych rzeczy! Brakuje mi niesamowicie obiektywu do lustrzanki.... analogowe obiektywy są świetne! Uwielbiam je i będę w nie inwestować całe życie, bo fotografie wychodzące spod ich oka są magiczne ♥ Tylko, że do niektórych sytuacji po prostu nie pasują. Przynajmniej nie mi. Oczywiście, analogowa fotografia na klisze sprawdza się zawsze.... tylko, że samym analogowym obiektywem mogę osiągnąć jedynie coś pomiędzy (no może troszkę bardziej przechylając się w stronę jakości analogowej ;) ), a posiadając lustrzankę cyfrową chciałabym czasami jarać się ostrym jak żyleta zdjęciem. Bez żadnych szumów i czaderskich efektów starej kliszy (fu, stara klisza kojarzy mi się z tymi czarnymi podpalonymi rogami zdjęcia... nie o to mi chodzi^^) Także no- jeżeli interesujecie się moim życiem od strony sprzętu- to aktualnie zbieram hajs na obiektyw. UZBIERAM! :D

Chciałam Wam dzisiaj napisać post o mojej fotografii... ale dziwnym trafem na moim facebooku znalazłam dzisiaj reklamę postu na blogu Izy. Daaaaawno tam mnie nie było, ale coś mnie podkusiło żeby wejść. Weszłam i okazało się, że kropka w kropkę jest tam zawarte wszystko to, co tworzy się od dawna w moim sercu. Od dwóch godzin zastanawiam się, czy powielać to co jest już gdzieś napisane, czy lepiej posłużyć się czyimś dobrym tekstem? Uznałam, że napiszę sama.... teraz, kiedy pisze- uznałam, że jednak warto zajrzeć i zobaczyć Jak poradzić sobie z zastojem fotograficznym? KLIK Cieszę się, że istnieją ludzie, którzy mają jak ja. Bałam się, że w świecie dzisiejszego BUM na fotografie tylko mi odwaliło i nie używam aparatu. Okazało się, że nie i troszkę mnie to podbudowało- tym bardziej, kiedy czytam, że dziewczyna wyszła z tego fotograficznego doła. I ja i ona kupiłyśmy aparat na pełnej klatce i mam nadzieję, że obydwie damy radę... i że jak też tak macie, to też sobie poradzicie. I jak nie chodzi o fotografie tylko o coś innego to też ^^

Wiecie, mam zamiar zmienić swoją fotografie. Diametralnie zmienić swój styl. Przez wiele lat oglądałam na fotoblogach (no jak Iza, wszystko mi się w tym jej poście zgadza. Serio. Czuję, że mamy tak samo. Aż do niej napiszę! :D) różne dziewczyny. Moim ideałem była Natalia Brączkowska. Jej fotografie były piękne, robione w studio, zazwyczaj dwie te same modelki, zdjęcia ładne, piękne, delikatne, kobiece. Patrzyłam na to milion godzin i zachwycałam się tym codziennie. Napatrzyłam się tego tyle, że nieświadomie sama chciałam robić takie zdjęcia. Oczywiście, dołożyłam dużo od siebie... ale ta uroczość w pewien sposób została. Minęło bardzo dużo lat, moja świadomość fotograficzna pogłębiła się,  a wrażliwość uległa totalnej zmianie. Aktualnie moimi mistrzami już nie jest Annie Leibovitz, której fotografie są bajkowe, przepiękne i dosyć sztuczne. Teraz chyba nie chcę podawać swoich ulubieńców, bo cały czas poszukuje... ale zachwyca mnie minimalizm, a z drugiej strony zakochałam się w czarnobieli, brudzie, poruszeniu, szumie i syfie- i nie, nie takim przez nieudane kolorowe zdjęcie, takim przez całkowitą świadomość. Już chyba przestaje bawić mnie wychodzenie z dziewuszkami na dwór. Chciałabym wejść w ludzi, w ich radość, w ich smutek, w ich emocje. Chciałabym robić fotografie, o której ludzie powiedzą, że ma sens! Chciałabym przestać robić zdjęcia dziewczynkom. Serio....

... jednak z drugiej strony lubię to! I chcę to robić nadal... ale trochę inaczej. Wiem, że minie dużo czasu zanim tak diametralnie zmienię swoje nastawienie- ale tak chcę i tak zrobię. Nie lubię swojej fotografii teraz. No....


Buziaczki! :*

piątek, 14 października 2016

muzyczna siódemka w nieco powiększonej wersji

Hejka! :) Z racji tego, że ostatnia muzyczna notka była ponad miesiąc temu, a aktualnie mam bardzo odkrywczy czas, nie chciałam dzielić tytułów na kilka postów (bo jeszcze znów stąd ucieknę na nie wiadomo ile i okaże się, że nigdy bym ich nie wstawiła) dlatego prezentuje Wam dzisiaj mocno powiększoną wersję muzycznej siódemki. Polecam Wam zapoznać się z każdą piosenką osobno, bo niesamowicie warto! :) No to lecimy, bo pozycji jest ponad piętnaście:

1. Coma 2005 YU55- informacja o płycie spłynęła na mnie bez żadnego wyczekiwania, więc była niesamowicie miłą niespodzianką. Obawiałam się co zrobi Rogucki, obawiałam się jego najnowszej maniery głosu, martwiłam się, że po tak genialnej płycie jaką jest Czerwony album może mnie nie zachwycić już nic. Okazało się, że rzeczywiście płyta z 2011 roku jest tak wielkim arcydziełem, że przekonuje mnie w stu procentach i zostaję fanem każdej piosenki do końca życia (pisząc ten post nie słucham nowej płyty, tylko właśnie tej czerwonej ^^). No ale dzisiaj nie o niej- 2005 YU55 jest naprawdę bardzo dobrą płytą! Inną, ale bardzo dobrą. Niesamowita energia i świetne teksty! Kolejnym plusem jest fakt, że trwa ponad godzinę i naprawdę nie sposób się nią znudzić... bo zazwyczaj po prostu nie mam czasu na przesłuchanie wszystkiego za jednym razem ^^ Na razie niestety korzystam jedynie z youtubowego udostępnienia całej płyty, ale już czaję się na nią w Empiku! :) I jeśli chcecie się nią zainteresować, to nie zaczynajcie od singla Lipiec, moim zdaniem jest dosyć mierny w porównaniu do całej płyty, serio ;)


2. Arek Kłusowski Koniec/ Na niby- program The Voice of Poland nie należy do moich ulubionych, w sumie wręcz przeciwnie. Nasłuchałam się o tym tyle niefajnych rzeczy, że nie mam z nim żadnych dobrych wspomnień, ale... jakoś tak się składa, że bardzo często znajduje jakiegoś polskiego, młodego twórcę i po zagłębieniu się w jego przeszłość okazuje się, że słucham go dzięki temu, że wziął udział w tym programie i ktoś go zauważył. Tym razem było tak samo. Niebanalna barwa głosu połączona ze wspaniałymi tekstami dała genialne połączenie. Jak to dobrze, ze daję polskim artystom drugą szansę, bo za pierwszym myślałam, że to kolejne muzyczne niedociągnięcie. Tak więc jeśli Wam również nie spodoba się za pierwszym przesłuchaniem- gwarantuje, że drugi raz będzie inny. Przynajmniej mam taką nadzieję :)


3. Agnieszka Chylińska - to jest chyba najsprytniejsze zapromowanie płyty w dzisiejszych czasach. Spokojne tworzenie płyty, wydanie jej i po cichutku dodanie singla, kiedy jest już na półkach sklepowych. Przyznam szczerze, że byłam wielką antyfanką poprzedniej płyty wydanej siedem lat temu Modern rocking ... obawiałam się włączyć najnowszy teledysk do Królowej Łez, ale okazało się, że sam teledysk przedstawia prawdziwą, starą Agnieszkę i była to bardzo radosna informacja! Co prawda już mi zbrzydła, ale słuchałam jej naprawdę dużo. Polecam Wam posłuchać całej płyty- jest na Spotify- bo moim zdaniem jest naprawdę dobra. Później zgrabnie można przejść na płytę poprzednią, bo wtedy okazuje się, że nie jest aż taka zła... była po prostu zbyt dużym szokiem z poprzednią wrażliwością wokalistki O.N.A Aktualnie Forever Child troszkę uspokaja, więc jest łatwiej zaakceptować te disco brzmienia.... nawet są takie skoczne, leciutkie, urocze ^^ Ale najnowsza płyta jest bardzo dobra! Polecam! I okładka również jest świetna :)


4. Tash Sultana Jungle - piosenkę wysłał mi Paweł tylko ze względu na to, że artystka jest łudząco podobna do mnie sprzed kilku lat, jak jeszcze byłam w gimnazjum i miałam bardzo długie loki. Kojarzycie? Byłam przekonana, że podobna nie jest, bo ludzie zawsze mi tak gadają tylko wtedy jak dziewczyna ma po prostu duże oczy... ale ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to prawda. Kto na początku zobaczy podobieństwo- dla tego nagroda ^^ Pomijając to podobieństwo, to zakochałam się w tej piosence! Troszkę przydługie intro, które za każdym razem przewijam.... ale później zaczyna się bomba! ♥ Poleca maksymalnie :)


5. Organek Missisipi w ogniu - pamiętam Tomka jeszcze z czasów Sofy. Kiedyś w Mjazzdze byłam na ich koncercie i podobało mi się tylko to co śpiewał on. Miał jakąś taką moc i dobrą energię. To wtedy dowiedziałam się o jego solowej płycie i byłam pewna, że będę ją posiadać. Od tego wydarzenia minęło już naprawdę sporo lat, a ja nadal zachwycam się nad tą decyzją! Przy każdej kolejnej piosence przekonuję się, że to jeden z najlepszych artystów polskiej muzyki. Jestem zachwycona. Po prostu zachwycona! ♥


6. The weekend Starboy - bardzo nie podoba mi się teledysk, nie oglądajcie. Jednak piosenka jest całkiem znośna, aktualnie przy tak dobrym zestawie muzycznym w tej notce wychodzi dosyć blado, ale i tak bladość w tej liście to nic wielkiego. Polecam dla każdego, kto lubi zagraniczną muzykę. Jest dosyć zwykła, dosyć prosta, ale chwytliwa.


7. Alicia Keys Blended Family - tak bardzo czuję, że najnowsza płyta będzie idealna i śmiem już teraz twierdzić, że będzie najlepszą i najbardziej świadomą w twórczości artystki. Nie robi niczego nadzwyczajnego, nie zmienia swojego głosu, gatunku muzycznego, czy czegokolwiek tam innego- ale kiedy na youtubie wyświetlają mi się pojedyncze nowe piosenki, to po prostu za każdym razem skaczę z radości, że po raz kolejny chwyciło! :) Już czwartego listopada odbędzie się premiera! Już teraz możecie zobaczyć okładkę płyty... i ona mówi wszystko! Jest taka prosta, naturalna, zwyczajna... właśnie tego oczekuję od tego krążka i wiem, że się nie zawiodę  ♥


8. John Legend Love me now - to taka typowa piosenka dla Johna, ale chyba nigdy mi się to nie znudzi i za każdym razem będę się zachwycać. Po raz kolejny jest romantycznie, dobrze i właściwie. Nic dodać nic ująć :) Trzeba słuchać! :)


9. Piotr Zioła - to opowieść jak brzydka okładka może okłamać potencjalnego słuchacza. Ten sztucznie wsadzony papieros w usta, blondynek, loczek, skóra.... nie przekonało mnie to, chociaż nigdy zbytnio się nie wpatrywałam. Na wstępie, widząc gdzieś miniaturki uznałam, że to nie dla mnie i nie będę słuchać kolejnych wcieleń małoletnich polskich chłopczyków. KAROLINA! Dobrze, że masz siostrę, która czasami przytwierdza Cię do ziemi. Pewnego dnia dostałam smsa, że moja siostra odkryła fantastycznego artystę, podekscytowana spytałam jakiego.... Piotra Ziołę.... uznałam, że nie ma gustu muzycznego i niech lepiej się do mnie z takimi nowinkami nie odzywa ^^ Przekonywała, że warto chociaż raz przesłuchać płyty. Z ciekawości nie mogłam tego nie zrobić. Zrobiłam. Całą płyta mocno mnie dusi, jest jakoś źle złożona, bardzo źle się czuję kiedy jej słucham... no wiecie, taki ucisk, że nie możecie robić nic innego, nie możecie się skupić, nie możecie nic napisać- bo słuchacie muzyki. Płyty nie są do tego tworzone! Przynajmniej nie te, których słucham.... ale- osobno mogę słuchać każdej! Dziwna taka przypadłość no ale tak :D Do jednej piosenki została nawet zaproszona Natalia Przybysz- i była to bardzo dobra decyzja. Na Spotify jest cała płyta, a na youtube są wykonania akustyczne ♥


10. Alma Karma - no strasznie lubię tę dziewczynę! ♥ Nie umiem pisać o zagranicznej muzyce, tak więc po raz kolejny nie napiszę zbyt wiele- ale polecam posłuchać :)


11. Sia The girl you lost to cocaine - uwielbiam Sie! Tak jak za każdym razem piszę- jej każda piosenka jest tą właściwą i uwielbiam słuchać jej muzyki (chociaż na płytę nigdy się nie zdecyduje, próbowałam kiedyś słuchać i jakoś mi nie wchodzi). Ostatnio kolega wysłał mi wideo sprzed 5 lat, gdzie to młoda Sia śpiewa sobie radośnie piękną pioseneczkę. No ja uwielbiam na nią tam patrzeć! Polecam... ale nie polecam całego godzinnego koncertu w tym studio, bo nie jest fajne :(


12. Jacob Banks Grace - czuję, że jego wszystkie piosenki są takie same, ale tak samo mnie przekonują. Zastanawiałam się, czy go tu umieścić, ale uznałam, że czemu nie- słuchajcie! :D


13. Moderat Eating hooks - posiada bardzo dobry teledysk i polecam skupić się tutaj właśnie na nim. Moim zdaniem piosenka jest jedynie dopełnieniem. Nie wiem czy to fajnie. Prosząc kogoś o z wizualizowanie mojego muzycznego projektu smutno mi by było gdy było lepsze niż moje dzieło ^^ Ale jako odbiorca mogę się cieszyć, że połączenie muzyki i wideo jest zadowalające :)


14. Wild Belle Our love will survive - baaaaaaaaardzo to jest przyjemne i ma chyba bardzo ładny teledysk. Chyba, bo nigdy nie udaje mi się go obejrzeć w całości, jakoś tak zawsze tylko przypadkiem na chwilkę zobaczę kilka kadrów i niesamowicie mi się podobają. Ktoś mi może zarzucić, że pisząc post i wspominając o teledysku mogłabym już poświęcić te kilka minut i obejrzeć go w całości, żeby mieć swoje zdanie... ale nie moi Mili- obejrzę go jak będę miała ochotę, a  nie jak zmusi mnie do tego blog! ^^


Dzisiaj zostawię Was jedynie z tym. W kolejnej notce wspomnę coś więcej ;)
Buziaki! ;*

czwartek, 13 października 2016

notka filmowa

Koniec tego dobrego, moi mili. Od tygodnia zbieram się do napisania notki, otwieram to okno i zupełnie nie wyrabiam się z czasem. Nie wiem jak to się dzieję, że przy tak dobrej organizacji (ej, serio jestem dobrze zorganizowana!) nie wyrabiam się z niczym. Moja jedna czynność zajmuje mi masę czasu, przez co nie mogę zrobić ich tyle ile zapisuje rano. Ostatnio na grafikach miałam temat, który postanowiłam potraktować w sposób bardzo inny i taki, gdzie praca nad nim będzie sprawiała mi jedynie przyjemność. Sprawiała. Uszyłam dwa świetne worko-plecaki... tylko poświęciłam na to niesamowitą ilość czasu. No ale nic. Aktualnie siedzę na lekcji filmu. Powinnam pisać scenopis, ale zupełnie nie mam dzisiaj do tego głowy. Mam jakieś pół godziny na napisanie notki... przynajmniej zaczęcie, także postanowiłam to zrobić (ale nigdy nie bierzcie ze mnie przykładu, aktywne uczestniczenie w lekcjach jest bardzo ważne ^^).... ja się trochę usprawiedliwiam tym, że będzie filmowo ^^

1. Złodziej tożsamości:
Film, który swoją premierę miał już trzy lata temu. Do dzisiaj pamiętam jak świetnie bawiłam się na sali kinowej i jako jedyna śmiałam się do łez. Boję się oglądać drugi raz film, z którym mam dobre wspomnienia. Obawiam się, że po kilku latach, większej świadomości, doświadczeniu życiowym i zmianie samej siebie nie będę już zadowolona z efektów, które będę widzieć na ekranie. Na całe szczęście z tym filmem tak nie było! Mogę powiedzieć, że w stu procentach jestem przekonana, że poświęcenie niecałych dwóch godzin na ten film jest dobrym wykorzystaniem czasu! To rewelacyjnie dobra komedia. Bardzo śmieszna, co chyba najważniejsze. Do obejrzenia w zimne dni z kimś obok jak znalazł! ;)


2. Rewers:
Czarna komedia. Wydaje mi się, że ten gatunek ma to do siebie, że osoby oglądające te filmy naprawdę wiele wybaczają po prostu niedobrym filmom. Jeśli film jest beznadziejny, ale oznaczony jako czarna komedia, to po prostu jest czarną komedią... a nie złym filmem. O CO CHODZI?! Okey, rozumiem, że ten gatunek jest czymś wyjątkowym, rzadkim i z tego powodu bardzo ekscytującym. Tylko, że podczas oglądania tego rodzaju filmów trzeba mieć w głowie troszkę rozsądku (można mieć w głowie rozsądek? O.o). Poszliśmy z klasą i tak się stało, że siedziałam po jednej stronie z Magdą, a po drugiej z kolegą. Z Magdą umierałyśmy z żenady tego filmu, natomiast osoba po mojej drugiej stronie co kilka minut powtarzała: "To czarna komedia.... zrozumcie". No nie, to nie chodziło o czarny humor, nie chodziło o trudny humor... chodziło o żałosny scenariusz i historię. To pierwszy film, w którym zachwycona byłam muzyką, kadrami, montażem i oceniałam tych wszystkich twórców na dziesięć na filmwebie... natomiast reżyser i scenarzysta dostał ode mnie naprawdę słabe oceny. Wychodziłam z sali zażenowana, kiedy to panie wychodzące ze mną zachwycały się nad artyzmem i wspaniałością tego dzieła! I właśnie takich chwil nie znoszę! Już wolę iść na film, z którego ludzie opuszczają salę, który nikomu się nie podobał, którym jestem zażenowana.... niż kiedy ludzie się zachwycają, a ja zastanawiam się co jest ze mną nie tak. W głowie nadal mam piękne kadry, jestem zadowolona, że obejrzałam ten film po tylu latach, odkąd chciałam to zrobić.... ale nie, no nie polecam Wam....


3. Szefowa:
UWAGA! To pierwszy film, w którym występowała Melissa McCarthy i który zupełnie nie przypadł mi do gustu. Był nudny. Nie miał żadnego sensu. Zupełnie nie był śmieszny... ale oglądanie go nie sprawiało mi bólu. Oglądałam. Obejrzałam. Poszłam spać. Koniec. Filmów nie tworzy się po to żeby zrobić te trzy czynności, filmy tworzy się w zupełnie innym celu. Nawet takie. Czy polecam? Nie umiem powiedzieć, że nie... ale jeśli macie mało czasu, a chcecie obejrzeć jakiś fajny film, to zabierzcie się za jakiś inny film ;)


4. Ostatnia rodzina:
Mam nadzieję, że nadrobiliście, tak jak ostatnio Was prosiłam. To ważne żeby zobaczyć ten film. To zawsze jest bardzo ważne oglądać wszystkie filmy, o których mówi cała Polska i które zbierają tyle nagród. Trzeba obejrzeć, ale nie trzeba się zmuszać do tego, żeby się Wam podobał. Miałam tą przyjemność, że mogłam uczestniczyć w spotkaniu po seansie z Dawidem Ogrodnikiem. Tylko, że w Elblągu mamy takiego dziennikarza, który nie umie zadawać pytań, którego pytania nic nie wnoszą, które są nieprofesjonalne i zupełnie niemające sensu. Także spotkanie zupełnie nic mi nie dało, bo aktor nie mógł się otworzyć.... no okey, coś tam powiedział, coś mi objaśnił... ale bez większych fajerwerków. A co z filmem? W połowie filmu wpatrzona w ekran (bo przecież to genialny film! Dostał tyle nagród! Wszyscy się zachwycają! Dawid Ogrodnik! Beksińscy!) nagle się ocknęłam i zadałam sobie pytanie: "czy on rzeczywiście jest taki dobry? Chyba mi się nie podoba". Borykałam się z tym pytaniem przez wiele dni i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie- nie podobał mi się. Nie podobał mi się pod względem biograficznym to jeszcze zupełnie nie urzekł mnie swoją formą. Dusił mnie swoją scenerią, denerwował dynamiką bohaterów- ciągłym krzykiem, biegiem, rozwalaniem mebli [...]  Nie podobał mi się tym bardziej, że Tomek Beksiński został przedstawiony w sposób haniebny. Cały film zastanawiałam się jak z taką manierą ten człowiek mógłby prowadzić audycje w tak spokojnym radio jakim jest Trójka. No nie mógłby, ponieważ Tomek mówił zupełnie inaczej. I uwierzcie, że to duży problem. Spaczony obraz jednego z dwóch głównych bohaterów jest jednym z największych minusów tego filmu. Okey, film pobudził mnie do głębszego zapoznania się z Beksińskimi. Znałam, lubiłam (Zdzisława Beksińskiego niesamowicie szanuję za jego wrażliwość i piękne fotografie, obrazy mnie nie przekonują zupełnie. Tomka Beksińskiego szanuję natomiast za rewelacyjne audycje, które miałam okazje słuchać na Youtube oraz za płytę z wybranymi przez niego piosenkami, którą udało mi się posiadać), ale po filmie i wielkim wkurzeniu postanowiłam zagłębić się w to bardziej. Mimo wszystko- niesamowicie polecam obejrzeć ten film, ponieważ taki film po prostu trzeba zobaczyć, nawet tylko dlatego, żeby światu ogłaszać, że nie jest dobry. Polecam go obejrzeć, abyście mogli wchodzić z ludźmi w świadome dyskusje.


5. Las, 4 rano:
W świecie kina istnieje niepisana zasada, w której znajdują się rzeczy/ sceny/ zachowania/ czyny, których nie pokazuje się na ekranie, a jedynie można je sugerować. Ten film jest tego zupełnym przeciwieństwem. Pierwsza ze scen, to taka, w której główny bohater przez kilka minut zabija królika, a później bardzo dokładnie pozbawia go skóry, kroi go itp. Uwierzcie, że nie jest to pożądany widok i z całą pewnością przynajmniej w połowie ludzi na sali zapaliła się w głowie lampka z myślą :" Już nigdy nie zjem zwierzęcia!"- oczywiście, takie myśli bardzo szybko przechodzą ^^ Pomijając to, Las, 4 rano to naprawdę dobry film. Po prostu dobry. Bardzo dziwny, przedziwy.... ale dobry. Wkurzało mnie w nim wiele, ale i wiele cieszyło i zachwycało. Z miłą chęcią mi się go oglądało i z całą pewnością mogę powiedzieć, że był to najlepszy film, który w tym roku widziałam na Replikach Festiwalu w Gdyni.


6. Gdzie jest Dory:
To bardzo stara pozycja, którą widziałam w kinie już kilka miesięcy temu, ale z racji tego, że zapomniałam o niej wspomnieć, robię to dzisiaj. Gdzie jest Nemo to bajka, która cieszy w każdym wieku, którą można oglądać miliony razy i za każdym razem jest świetna. Tak, mogę oglądać jak wiele razy.... ale jeżeli wychodzi kolejna część, to nie chcę oglądać pierwszej po raz kolejny O.o To chyba całkiem logiczne, prawda? No cóż, niestety. Dory miała te same problemy co przed lat mały Nemo, działo się zupełnie to samo. W niektórych momentach było troszkę inaczej i w całym filmie śmieszył mnie jedynie wątek z Krystyną Czubówną... to tyle, nie polecam. Weźcie się lepiej za pierwszą część, jeśli ktoś z Was jeszcze jakimś cudem jej nie widział ;)


7. Little Boy:
Oglądałam go z moim kolegą, który widział to już chyba pięć razy i który.... znał cytaty na pamięć. Nie znoszę oglądać filmu pierwszy raz z człowiekiem, który go już widział, więc miałam złe nastawienie, ale- okazało się, że to cytowanie jedynie dodawało temu seansowi :D Jest to film religijny, ale religia jest tutaj tak subtelnie zarysowana, że nadaje się dla każdego. To po prostu fantastyczna opowieść o dziecięcej ufności. Piękne przekazanie miłości do Ojca.... i jestem pewna, że będziecie płakać, bo płaczą nawet faceci! :D Polecam najbardziej!♥ Pomijając to, że gra tutaj Czarodziej z Wavery Place i robi to całkiem marnie.



Jutro będzie notka muzyczna, a że aktualnie poznaję ogrom muzyki, to będzie maksymalnie ciekawie! Zapraszam :)
Buziaki! :*

poniedziałek, 3 października 2016

nie mieszajcie w to mojej wiary! #czarnyprotest

Nie, nie jestem zła. Jestem zupełnie bezradna na to co dzieje się w Polsce. Jestem trochę wkurzona, że moje słowa do nikogo nie docierają. Nie chciałam tego robić na tym blogu. To miejsce, w którym ma być wesoło i kolorowo. Z racji tego, że mam zasięg większy niż tylko twarzą w twarz, to postanowiłam to wykorzystać. Chyba tak muszę. 

Po tytule stwierdzić już można, że i mi przypadło napisać o #czarnymprotescie. Nie, nie po to żeby wylansować swojego bloga poprzez ten hasztag, nie dlatego, że dzisiaj krzyczałam i strajkowałam... chcę napisać o tym, że serce mi pęka, kiedy czytam co ta ustawa zrobiła z MOJĄ Wiarą, Kościołem i najwspanialszym Tatą w Niebie. W wierze katolickiej jest dziesięć przykazań. Jedno z nich- piąte- mówi o tym, że nie mamy prawa zabijać. Od lat Kościół wszczyna różnego rodzaju akcje, aby przekonać ludzi do tego, że życie zaczyna się od pierwszego dnia poczęcia. Musicie przyznać, że to całkiem logiczne. Kościół NIE POTĘPIA ludzi, którzy poddali się aborcji. Kościół w takich chwilach POMAGA ludziom, którzy usunęli ciążę. Kościół stara się DAĆ WIARĘ, że Bóg w Niebie wybaczył i kocha nas każdego dnia tak samo.. ale dzisiaj nie o tym (tak, serio. Dzisiaj nie będzie tak bardzo o tym, to jedynie w gwoli wstępu).

Irytuje mnie w dwustu procentach, kiedy ktoś próbuje wmówić całemu światu, że to wina kościoła. Całkowite zabronienie aborcji pod groźbą kary ZOSTAŁO WYMYŚLONE PRZEZ POLITYKÓW. Polityka, to nie Kościół. Polski Kościół NIE POPIERA USTAWY, na poparcie moich słów przedstawiam Wam OFICJALNE stanowisko polskich biskupów:

"Biskupi oświadczają, że nie popierają karania kobiet, które dopuściły się aborcji. Te kwestie Kościół rozwiązuje w sakramencie pojednania, zgodnie z przepisami prawa kanonicznego i normami etyczno-moralnymi. Uwarunkowania kobiety decydującej się na aborcję są złożone i zróżnicowane. Należy dołożyć wszelkich starań, by wobec zamiaru przerwania ciąży, każda kobieta była otoczona wszechstronną i życzliwą opieką oraz pomocą medyczną, materialną, psychologiczną i prawną". 

Mam dziewiętnaście lat. Za kilka lat chcę być matką. Chcę urodzić gromadkę dzieci i stworzyć pełną rodzinę, w której przekażę dalej swoje wartości i miłość do Tego Jedynego Boga. Nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek mogłabym dopuścić się aborcji... tylko co ja mogę wiedzieć?! Będąc szczęśliwie przeżywającą życie nastolatką mogę wygłaszać niestworzone historie o tym jak bardzo chcę być cnotliwa i bezgrzeszna. ŻADNA z Nas nie wie jak zachowałaby się podczas ciąży przez gwałt, obawy przed własną śmiercią, czy niewyobrażalnie ciężką chorobą jeszcze nienarodzonego dziecka. Oczywiście, każde życie ludzkie jest tak samo ważne, jednak wiem, że My, jako ludzie jesteśmy słabi i nie ze wszystkim umiemy sobie poradzić. To nic złego. 

Z początku chciałam uczestniczyć w #czarnymprotescie- jestem w stu procentach przeciwna tej ustawie. Jestem przeciwna, tym bardziej, że aktualne prawo nie powodowało, że każda Kobieta co drugi dzień szła na zabieg. Były to przypadki najtrudniejsze, sytuacje bez wyjścia. Jestem przeciwna ludziom, którzy decydują za innych w tak niewyobrażalnie nieludzkich sytuacjach. Nie można decydować za osobę, która została tak mocno zraniona i ranić ją jeszcze bardziej. Zupełnie inaczej jest kiedy czujesz w sobie działanie Boga, kiedy czujesz Jego Miłość, kiedy potrafisz sobie przetłumaczyć, że wszystko jest po coś, że taki był jego plan. Jednak co z tymi, którzy nie wierzą? Co z tymi, którzy wierzą, ale nie potrafią sobie poradzić z tak wielką tragedią?! Co wtedy? Czy naprawdę warto jest pozwolić tej biednej Kobiecie przez dziewięć miesięcy przeżywać katorgi, tylko po to żeby zniszczyć ją fizycznie i psychicznie?! Odpowiedź brzmi nie. Jestem w stu procentach za obaleniem tej ustawy! W STU PROCENTACH. Jednak dzisiaj nie strajkowałam.....

Dlaczego? Dlatego, że strajk był OBRZYDLIWY! Cały dzisiejszy dzień, jak i wiele dni przed 3 października. Wydarzenie, które miało na celu pobudzenie do współczucia, do zastanowienia się nad najgorszymi scenariuszami, które mogą spotkać Kobietę, Mężczyznę lub Rodzinę okazało się przeokropną kpiną w stronę ludzkiego zachowania. Czarno-białe zdjęcia, ze środkowym palcem na planie pierwszym, przekleństwa i wyzwiska. Nie czułam w tym żadnego działania dobra. ŻADNEGO. Jednak najgorsze było to, że wszystkie słowa wycelowane były w Kościół. Przepełnione tak wielką nienawiścią, takimi protestami. Wszystko wynikające tak naprawdę ze znikomej wiedzy. Kościół chce dla ludzi DOBRZE- to miejsce/ Ci ludzie prowadzeni są Słowem Bożym! Obrzydliwym jest dla mnie to, że od kilku tygodni czułam się w pewien sposób gorszym człowiekiem. Tylko dlatego, że nie walczyłam o prawa Kobiet (choć sama Kobietą jestem), że nie wzięłam udziału w wydarzeniu odejścia z Kościoła. Czułam wszystkie spojrzenia moich znajomych i fakt, że uczestniczę w życiu Kościoła i mojej Wspólnoty, chociaż przecież to miejsce, gdzie Kobiety nie są szanowane i nie mają żadnych praw.

Wiem, istnieje mnóstwo szablonowych katoli i księży. Zdaję sobie sprawę, że o nich jest najgłośniej i za każdym razem w takiej sytuacji zastanawiam się jak wielki musi być Bóg, że od tego złego mnie uchronił. Możliwe, że kiedyś trafię na parafię, przez którą będę musiała szukać Kościoła oddalonego o 20 kilometrów, ale co z tego?! Póki wiem, że okropni księża są jedynie wyjątkami i częścią tego świata, do tego czasu będę żyła w przeświadczeniu, że cała instytucja jaką jest Kościół jest dobra! Chciałabym, aby ludzie byli świadomi dwóch stron medalu. Przede wszystkim jednak chciałabym, aby ludzie nie łączyli polityki i zaistniałych ostatnimi czasy sytuacji z Kościołem!

W tym wszystkim działa zły. I nie, nie chodzi mi tu o pozostawienie aborcji w niektórych przypadkach bez kary. Widzę go w każdym poście, który udostępniają wkurzone NIEWIERZĄCE Kobiety. Widzę go w każdym poście, który zachęca do opuszczenia Kościoła. Widzę go wszędzie tam, gdzie Czarny Protest jest wyrażany poprzez złość, oszczerstwa, środkowe palce i twarze pełne nienawiści... widzę go i boję się jak wielką moc posiada nad ludźmi. 

Nie, nie chodzi o to żeby stwarzać teraz białe protesty. Przede wszystkim chodzi o to, aby to omadlać. Modlić się o każde nienarodzone dziecko, o Kobiety, które mają je w swoim łonie i o Mężczyzn, którzy zazwyczaj są bezradni, ponieważ to nie w ich ciele tworzy się nowe życie. Trzeba omadlać każdą ich decyzję, trzeba ich wspierać, być przy nich. Potrzebna jest również modlitwa o wszystkich strajkujących, aby nie tworzyli nieistniejącego obrazu Kościoła! 



Zachęcam do zajrzenia również TUTAJ

niedziela, 2 października 2016

leniwa niedziela

Hejka! 
O nieeee, ostatnio pisałam Wam o takim strasznie dziwnym dniu, w którym nic mi nie wychodziło. Dzisiaj mam trochę inny, może i by mi wszystko wychodziło (w sumie na pewno, bo zrobiła dzisiaj kilka spoko rzeczy), ale zupełnie nic mi się nie chce. Siedzę i nic nie robię. Zupełnie nie chce mi się dodawać postu filmowego, bo wiem, że spędzę nam nim bardzo długi czas, bo mam do powiedzenia bardzo dużo słów. Obiecuję, że zrobię to jakoś w tygodniu, a wy w tym czasie nadróbcie zaległość jaką jest odwiedzenie kina w celu obejrzenia Ostatniej rodziny. Jeszcze Wam nie powiem, czy fajny czy nie fajny (i nie sugerujcie się zdaniem wszystkich tych ludzi, którzy krzyczą, że jest cudowny!), ale bardzo chcę móc z Wami później o tym podyskutować- jak już poznacie moje zdanie ;) + nie odnosicie wrażenia, że jak na moim blogu staram się zrobić coś całkiem ładnego z ciekawym zdjęciem i użyciem photoshopa, to ten blog przestaje być fajny. Jest taki nieosobisty i niecodzienny. Jestem ciekawa jakie są Wasze odczucia, bo mi się podoba, ale wolałabym żeby fioletowe-serce pasowało przede wszystkim Wam :D

Buziaki! :*

sobota, 1 października 2016

DOM

Hejka! :D
Mam chyba taką niepohamowaną potrzebę tworzenia czegokolwiek w photoshopie, tylko dlatego, że zupełnie nie używałam go przez cały tydzień- kiedy to myślałam, że będzie to najbardziej aktywnie wykorzystywany program tygodnia. Także tak. Wróciłam do domu i jestem bardzo szczęśliwa, że jeszcze jutro jest niedziela i mam czas na nadrobienie wszystkich zaległości. Uf! Po powrocie do pokoju czekało na mnie mnóstwo paczek, z których będę czerpać tematy na notki- tj. dwie książki, zdjęcia, kilka awizo z super rzeczami! W głowie cały czas huczy mi myśl o filmach miesiąca i instagramowych zdjęciach... ale w tym miesiącu chyba niespecjalnie się spisałam. Jednak obejrzałam kilka polskich premier, o których na dniach niewątpliwie Wam napiszę, ponieważ warte są kilku słów. Zostawiam Was ze zdjęciem, a ja uciekam- i odezwę się jutro! :)


Buziaki! :*