piątek, 23 grudnia 2016

przedświątecznie

Hejka! :)
Tak podejrzewam, że u każdego teraz w domu rozbłyskują lampki, ale ostatnio na facebooku zauważyłam modę na przepiękne białe lampki, więc prawdopodobnie moje są już stare i niemodne, ale cóż ja poradzę na to, że to właśnie one tak bardzo nadają klimat moim wspomnieniom o świętach (o dziwo, bo całe życie miałam jedynie niebieskie lampki^^)? Już jakiś czas temu wspominałam Wam, że moje życie ulegnie teraz całkowitej deformacji i rzeczywiście tak się stało, ale nie sądziłam, że będzie to wyglądać aż tak mocno inaczej. Jedno jest pewne- jest najlepiej na świecie. Jeśli kogoś by interesowało czy jestem szczęśliwa, to tak! Bardzo. Najbardziej!!! ♥ Wiecie co? Wcześniej myślałam, że zupełnie nie mam czasu, ale okazało się, że byłam w błędzie. Teraz przez tydzień nie wyjęłam laptopa z pokrowca (nigdy w życiu mi się to nie przytrafiło^^). Na szczęście dzisiaj po roratach na szóstą wróciłam do domu, spałam do jedenastej i miałam cały dzień dla siebie.Wreszcie mogłam posprzątać pokój, spakować resztę prezentów i wyjąć lampki, którymi udekorowałam jeden z ulubionych elementów mojego pokoju tj. drewnianą drabinę oraz, standardowo, karnisz (na którym nigdy nie wisi żadna firanka. Nie lubię jak coś zabiera mi światło, nawet kosztem obserwowania przez ludzi^^). Czeka mnie jeszcze przyniesienie do swojego pokoju małej choinki i kilku gałązek świerku i będzie najpiękniej! :) A jak tam u Was przygotowywania do jutrzejszej wigilii Bożego Narodzenia?


Buziaki! :*

piątek, 16 grudnia 2016

Daria

Hejka!:)
Ostatnie dwa tygodnie miałam niesamowicie owocne i twórcze... chociaż zapewne moi nauczyciele byliby innego zdania. Jednak nauczyciele Liceum Plastycznego w tym roku to osobny, bardzo obszerny temat, nad którym nie będę rozckliwiać się na tym blogu. W każdy razie- jestem właśnie po trzech znakomitych sesjach zdjęciowych, z których jestem ogromnie dumna. Widzę tą różnicę! Widzę ją w świetle, ostrości i sposobie, w jaki teraz podchodzę do fotografii. Tak jak już Wam wspominałam- zbrzydł mi mój styl (o ile w tak młodym i niedoświadczonym życiu mogę o czymś takim tak świadomie i bezpośrednio mówić). Zbrzydły mi krzaczki, zamknięte oczy i smutne minki. Przestało mi się to podobać i pierwszym, najważniejszym postanowieniem podczas kupna pełnej klatki było zainwestowanie więcej czasu, siebie i ochoty w bardziej świadomą fotografię. Szczerą, naturalną, poruszającą w jakikolwiek sposób. Zapewne to przede wszystkim dlatego, że miałam genialne tematy i wspaniałych modeli ze sobą.... ale czuję, że podołałam i mam głowę pełną pomysłów, a dzięki tym kilku kadrom moja lista osób chętnych na zdjęcia poszerza się do nieosiągalnych dla mnie rozmiarów- z czego w pewien sposób bardzo się cieszę! Chciałabym jeszcze napomknąć jedynie o tym, że robię również bardzo wiele zdjęć, których niestety nie mogę tutaj publikować. Są to akty kobiece. Bardzo naturalne, proste i przepiękne w swoim wyrazie. Jestem z nich szalenie zadowolona, co potęguje mój smutek spowodowany z niemożliwością publikacji ich- ale spokojnie. Jak kiedyś będę sławną artystką, to moje zdjęcia będą w galeriach sztuki i każdy będzie mógł je zobaczyć :D 

Nie jest mi łatwo zrezygnować z krzaków i poważnego wyrazu twarzy na każdym zdjęciu (poza tym nie oszukujmy się- czasami jest to wręcz potrzebne!) dlatego na razie oscyluję, staram się znaleźć złoty środek, a przy okazji wreszcie zmotywowałam się do robienia grafik z modelami, a nie tylko z sobą! ♥ Co zainspirowało mnie do tych konkretnych zdjęć? ZAINSPIROWAŁO- to dobre słowo. Wiecie, w mojej klasie mam laskę, która nie rozumie tego słowa i totalnie zżyna każdą pracę jota w jotę. Nie wiem jaki jest sens chodzenia do Liceum Plastycznego, jaką przyjemność czerpie z powielania czyjejś pracy- ale to nie moja sprawa (a może jednak trochę moja? Bo serce mnie boli po każdym plagiacie!). W każdym razie ja się jedynie inspirowałam, czyli kiedyś zobaczyłam coś gdzieś, rozpoczęłam swoją pracę z modelką właśnie od takiej formy i skończyłam na zupełnie czymś innym i zupełnie SWOIM! Najważniejszym bodźcem tej sesji było przeraźliwe zimno. Tak, należę do fotografów, którzy uwielbiają rozbierać swoich modeli na mrozie i śniegu (aktu jeszcze nie udało mi się zrobić, ale wszystko przede mną- wcześniej byłam zbyt niedojrzała w tej kwestii... teraz się czaję!), ale kiedy widzę, że ktoś nie może wytrzymać i lata mu szczęka i ja również nie czuję się komfortowo- zbieram manatki i idę do domu. I tym razem tak było. Tylko różnica polegała na tym, że nie zakończyłam zdjęć dając dziewczynie herbatę, a jedynie zagospodarowałam ciemny pokój tak, aby dobrze wyglądał w kadrze (herbatę też dałam!^^). Uwierzcie, że wyglądało to bardzo źle... było niesamowicie ciemno, kratka mi się uginała pod ciężarem materiału i bałam się, że zupełnie nic z tego nie wyjdzie. No wiecie- niby miałam super plan, robiłam świadome kadry, ale czułam, że coś jest nie tak- na szczęście błędnie! Drugą inspiracją był oczywiście prl: stół, kratka, roślina, a ostatnią- najważniejszą- zdjęcie Andrzeja Wajdy wykorzystane na okładkę WAJDA: kronika wypadków filmowych,, o której pisałam kilka postów niżej. Całość złożyła się na coś z czego jestem bardzo zadowolona. Tym bardziej, że kiedy wstawiłam zdjęcie na facebooka (staram się nie bronić przed tym portalem. Czas wyjść na przeciw!) posypały się niewiarygodne ilości prywatnych wiadomości o tym jak ludzie są nim zachwyceni. Ej! To mega miłe! :) Mam nadzieję, że Wam również się podoba! :) Zostawiam Was ze zdjęciem i uciekam:


Buziaki! :*

czwartek, 15 grudnia 2016

Sully

Hejka! :)
Nie wiem, czy wiecie- ale ja wiem- jestem masochistką! Jutro pewien pilot samolotu z Liverpoolu odbędzie najważniejszy lot w moim dotychczasowym życiu. Kiedy wyląduje w Gdańsku moje życie ulegnie całkowitej zmianie i będzie tysiąc razy lepsze, fantastyczniejsze i piękniejsze. Odliczałam do wystartowania tego samolotu każdy dzień od ponad pół roku (jeśli nie od półtora roku). Jutro się go spodziewam. Więc co robi Karolina przed lądowaniem? Czyta książkę o katastrofie lotniczej. Oj, litości! ^^

Wszystko co napisałam powyżej jest prawdą, ale opisaną z przymrużeniem oka, teraz zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią na temat najnowszej pozycji od wydawnictwa Znak. Sully już okładką krzyczy, że film można obejrzeć w kinach. Można i niewątpliwie trzeba. Słyszałam wiele dobrego, a poza tym Tom Hanks mówi sam za siebie. Właśnie z niesamowitej ciekawości ogarniającej całe moje wnętrze włączyłam zwiastun (a przecież nigdy tego nie robię!). Te kilka minut trzyma w napięciu. Czuję dosyć duży zgrzyt pomiędzy książką, a filmem, ale jak wiadomo- kino rządzi się innymi prawami. Teraz oczywiście nie będę wypowiadać się na ten temat zbyt obszernie, ale mam nadzieję, że za kilka dni uda mi się go obejrzeć i napiszę co nie co. Tymczasem przejdźmy do książki. 

We wstępie wspominałam, że jestem masochistką. Na szczęście czytanie o różnych tragediach w lotnictwie nie była aż tak bardzo traumatyczna. Sully to książka stworzona przez mężczyznę, który dokonał cudu na rzece Hudson i ocalił 155 osób przed śmiercią. Niewiele ponad dwieście sekund sprawiło, że stał się bohaterem i niewątpliwie zapisał się w historii lotnictwa. Pilot Sullenberger już od małego wiedział co chce robić w przyszłości. Chciał zostać pilotem. Jego marzenie się spełniło. W powietrzu spędził wiele godzin swojego życia i dopiero czytając jego słowa tak naprawdę doceniłam rolę pilotów w naszym życiu. To niesamowite jak niezauważalny jest on podczas naszej podróży, a przecież powierzamy mu całe swoje życie na kilka godzin. Rewelacyjne rozłożenie napięcia i tajemnicy. Autor zaczyna historię od swojego początku, jednak już na wstępie sugeruje do czego to wszystko prowadzi i jaki jest cel tej książki. Lot 1549 trwał niecałe cztery minuty, a ja podczas czytania poszczególnych kroków, które działy się w kokpicie myślałam, że piloci mają przynajmniej godzinę zanim wylądują. To niesamowicie jak muszą być oni wyszkoleni i zahartowani! Chylę czoła. To, że opisuję Wam jak to wszystko przebiegło nie ma nic wspólnego ze spojlerem. Nic nie straciliście czytając to wszystko co napisałam. Sully zawiera tam bardzo ważne treści, które warto przeczytać. Od momentu kiedy wsiadłam w swój pierwszy samolot, którym poleciałam do Rzymu nie czuję strachu przed lataniem. Uwielbiam to... chociaż oczywiście, przy większych turbulencjach, czy dziwnych zjawiskach pojawiają się w nas emocje. Paradoksalnie dzięki tej książce i po zapoznaniu się z wieloma katastrofami, które są tak przytaczane czuję się jeszcze pewniej. Dopiero teraz zostałam uświadomiona w tym, że nawet najpoważniejsze usterki samolotów dzięki wyszkolonym pilotom nie zawsze muszą uśmiercić wszystkich pasażerów. 

Książka napisana lekkim językiem. Idealna na kilka wolniejszych zimowych wieczorów. Bardzo polecam, a z racji tego, że mam do niej jeszcze wiele emocji- nie umiem napisać nic więcej sensownego ^^ Ale polecam! Polecam bardzo mocno! Warto. Warto przede wszystkim dla tych, którzy boją się latać. Może dzięki tej książce i wnikliwemu poznaniu jednego z pilotów zmienią swoje nastawienie do tego przecież najbezpieczniejszego transportu ;)


Buziaki! :*
ps hoł hoł hoł kolejny dobry prezent na święta!

nowości muzyczne



Hejka! :)
Zacznę do tego, że moja miłość do canona 6d nie maleje, a jedynie wzrasta każdego dnia! To takie niesamowite, że w zimę o godzinie osiemnastej mogę wziąć aparat i zrobić przepiękne jakościowo zdjęcia płyt w słabo oświetlonej części mojego pokoju. Poza tym bardzo wiele zdjęć robiłam w tym samym miejscu i nigdy nie było dobrze. Jestem świadoma tego, że to ogromna zasługa najlepszego obiektywu jaki kiedykolwiek mogłam trzymać w swoich rękach i bardzo polecam! :D A teraz przechodząc do tematu notki: muzyka! Kilka dni temu odwiedził mnie brat i zostawił mi na chwilę dwie nowości z polskich wytwórni muzycznych. Byłam niesamowicie zaciekawiona co kryją obydwie z nich, ponieważ single były tak dobre, że trochę obawiałam się o swoje emocje podczas słuchania wszystkich kawałków. Okazało się, że moje przypuszczenia nie były mylne: zarówno Organek jak i Zalewski wykonali kawał porządnej roboty i chylę czoła... a poniżej kilka słów.


1. Organek Czarna madonna: jakiś czas temu to właśnie mój brat powiedział mi, że w sklepach już jest druga płyta Organka i że zapewne już ją mam... no cóż. Ostatnio u mnie na bakier ze wszystkim, co kiedyś było dla mnie niesamowicie ważne nagle stało się zbędne. Mhy... może zbędne to zbyt duże słowo, ale z braku czasu musiałam sobie na pewien czas odpuścić. Stało się tak z filmem, kinem, teatrem i z dziwnych powodów również z muzyką na CD. Ktoś mógłby teraz powiedzieć, że przecież kupienie płyty zajmuje kilka minut. Jednak wchodzi w to trochę większej pracy- m. in. bycie na bieżąco z nowościami, a ja ostatnio nie mam czasu, na szukanie niczego- chyba, że wyświetli mi się na mojej inspirującej tablicy. Wtedy wiem wszystko ^^ No ale wreszcie się dowiedziałam, miałam możliwość przesłuchania i.... jestem zachwycona! W tym momencie debiutancka płyta wydaje mi się tak bardzo infantylna. Ta natomiast jest już w pełni dojrzała i genialna. Oczywiście pierwszą uwielbiam i będę słuchać jeszcze wiele lat, ale dopiero teraz zauważam ogrom talentu i niesamowitą świadomość artystyczną. Męskie, mocne granie. Gitara. Dobry głos. Tekst. Słucha się tego wyśmienicie, chociaż za pierwszym razem czułam lekki niepokój (ale ja chyba zawsze tak mam za pierwszym razem). Tak więc jeżeli obawialiście się, że z Tomkiem stało się coś niedobrego, albo że po pierwszej już nie warto sięgać po kolejne- to przybyłam z pomocą i właśnie dzisiaj oświadczam, że warto sięgać, warto słuchać i czerpać garściami! Jak niesamowicie fantastyczne jest to, że mamy w Polsce tak genialnych artystów! Tak genialnych i bardzo mocno udzielających się w świecie muzyki. Nie wiem jak Wy, ale ja cały czas o nim gdzieś słyszę. I słyszę same dobre rzeczy! :) Polecam bardzo mocno!


2. Zalewski Złoto: zacznę od tego, że na Spotify jest już cała płyta i polecam posłuchać numerek dziesiąty w duecie z Natalią Przybysz i po jej wysłuchani zakochani bez pamięci pobiegnijcie do sklepu i od razu kupcie cały krążek! Jestem niesamowicie zachwycona! Zupełnie inna niż wszystkie utwory, z genialnym tekstem, muzyką i dodatkiem damskiego głosu. W sumie dosyć ciężko mówić tutaj, że akurat ta jest inna od wszystkich, ponieważ nie ma tu dwóch takich samych piosenek. Cała płyta jest bardzo różnorodna, ale nie chaotyczna. Wszystko rewelacyjnie się łączy i przechodzi. Na płycie znaleźć można oczywiście single takie jak: Miłość czy Luka. Wplecione w inne utworu nabierają świeżości i chociaż na youtubie już ich nie puszczam, to miło znowu posłuchać ich na lepszych głośnikach niż te laptopowe ^^ Słuchając jej trzy razy była przerażona, że nie jest dobra... ale czwarty odsłuch był zbawienny. Serce zaczęło bić mi mocniej i czuje jedynie te emocje, których potrzebowałam. Myślałam, że płyta wydana w 2013 roku Zelig była już najlepszym co Zalewski mógł zrobić, ale oczywiście się myliłam! CUDO! 6 stycznia w Mjazzdze będzie jego koncert, zapewne nie ma już biletów, ale gdyby były, to biegnę od razu! Muszę dowiedzieć się na dniach co i jak. Trzymajcie kciuki :) Nie da się nie powiedzieć kilku słów o okładce płyty. Z każdym dniem przekonuję się do niej coraz bardziej, a trzeba zaznaczyć, że już za pierwszym razem wpadła mi w oko. Jednak dzisiaj pisząc ten post i wpatrując się w zdjęcie, które zrobiłam tej płyty, to jestem zachwycona! Doszukuję się nowych detali, które umknęły mi wcześniej. Wow, rewelacja! Ostatnio przestaję się opierać grafikom bazującym na fotografii. W mojej szkole jest to w pewien sposób metoda realizacji tematu po łepkach, ale moim zdaniem jeśli ktoś zrobi dobre zdjęcie (a takich ludzi jest mało!) i później ma na to dobry pomysł, to może stworzyć coś naprawdę genialnego. Chcę używać swojej fotografii, chcę ją modyfikować i takie przykłady jak ten utwierdzają mnie jedynie w przekonaniu, że mam rację! :) Polecam płytę bardzo! :)

Buziaki! :*

poniedziałek, 12 grudnia 2016

The young pope/ Młody papież

Hejka! :)
Kilka miesięcy temu obejrzałam zwiastun serialu. Nie wiem dlaczego, ponieważ nigdy tego nie robię, ale pewnie uwiódł mnie wzrok Jude'a Law. Te kilka minut sprawiło, że zakochałam się bez pamięci i uznałam, że co by się nie działo- serial muszę obejrzeć!No i oczywiście... zapomniałam. Na szczęście mam znajomych, którzy wiedzą co dobre i w czteroosobowej grupie mobilizowaliśmy się do wspólnego zapoznawania się z wizją Sorrentino. Jednego dnia wzięłam nawet aparat żeby nie wstawiać Wam zdjęcia z internetu, tylko nas podczas seansu, ale jakoś tak nie było kiedy zrobić tę fotkę i postanowiłam, że zrobię następnym razem... którego już nie było, bo sezon się skończył! Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wielki smutek nas przepełnił, bo Młody papież to naprawdę fantastyczny serial! ♥

Pius XIII jest młodym, przystojnym dopiero co wybranym na papieża mężczyzną. Nie rozpoczyna dnia bez Coca-Coli i nałogowo spala dziennie ogromną ilość papierosów. Czy poza tym zachowuje się jak wszyscy jego poprzednicy? Zdecydowanie nie. Po wyjściu Kościoła do ludu, innych religii i ludzi niewierzących Pius XIII zrywa z panującymi zasadami i powraca do poprzedniego kanonu papieskiego. Jego zmiany wzbudzają wiele protestów i negatywnych komentarzy, jednak mężczyzna nie zważa na ich zdanie dalej robiąc swoje. Co najdziwniejsze? Nie wierzy w Boga... 

Tu pojawia się problem. Zakochany w sobie papież, który ma głosić Boga ludowi nagle chowa się w murach Watykanu, rezygnuje z pielgrzymek i spotkań z wiernymi. Z niechęcią wychodzi na przemowy do ludu, a jeśli już się na to zdecyduje- mówi do nich tyłem. Swoje pierwsze słowa kieruje w zupełnej ciemności, tak aby żaden dziennikarz nie zrobił mu dobrego zdjęcia do gazety. Jest surowy i bardzo restrykcyjny. Na pierwszy rzut oka stwierdzić można, że zupełnie nie pasuje na miejsce, które zajął... jednak czy na pewno?

Serial oglądałam z kolegami i Księdzem na parafii i czułam naprawdę niesamowite działanie Boga w tamtym czasie. Dialogi są wręcz idealne, ukazanie wszystkiego perfekcyjne, ponieważ wszystko zależy od tego jak spojrzymy na cały serial. Jestem osobą wierzącą (co doskonale wiecie), na plebani spędzam zapewne jedną czwartą swojego życia i całkiem dobrze idzie mi patrzenie na Księży jako na ludzi, a nie świętych stąpających kilka centymetrów nad ziemią. Nie, to nie oznacza, że zgadzam się na jakiekolwiek przestępstwa, które tyczą się osób świeckich, czy już tych zakazanych czynów po święceniach... ale nie patrzę na każdego Księdza przez pryzmat gwałciciela i pedofila. Jeśli by tak było, czyż nie powinniśmy na każdego mężczyznę patrzeć jedynie pod tym względem? To jak media manipulują niektórymi sprawami jest okropne. Oczywiście, bardzo ważne aby mówić o takich rzeczach, sprzeciwiać się im, ale ludzie (!) nie popadajmy z paranoję. I z tego powodu właśnie bałam się tego serialu. Ludzie zawsze wynajdą we wszystkim to czego chcą. W serialu znajdziemy seks, nałogi, brak wiary, spiski i wszystko czego tylko można chcieć. Nie twierdzę, że tak nie jest. Pewnie istnieją tacy księża... ale jeśli zdecydujecie się obejrzeć Młodego papieża- błagam (!) patrzcie na niego jak na fikcję, ponieważ takową jest. Pius XIII nie zasiadł na tronie papieża i nie schował się w Watykanie. Wszystko tu jest nieprawdą. Jeśli podejdziecie do tego w taki sposób- możecie naprawdę wiele zyskać, a nawet: pogłębić swoją wiarę! Młody papież mówi naprawdę przepiękne rzeczy, z których można wynieść wiele dobrego, a niektóre zdania można nawet wpleść w kazania (to taki spaczony obraz ze względu na to, że oglądałam go z Księdzem, który kazania mówi ^^). Byłam i jestem zachwycona i chociaż bohater był przedstawiony jako czarny charakter... to w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno? Sezon się skończył, a ja nie znalazłam odpowiedzi, dlatego tym bardziej czekam na drugą serię.

Pomijając cały kontekst wiary, Boga i papieża... Młody papież jest serialem zrobionym na najwyższym poziomie. Zaczynając od kadrów, które zapierały dech w piersi, przez scenografię i oddanie charakteru prawdziwego Watykanu i każdej komnaty (ej, czasami się łapałam na tym, że serio wierzyłam, że wygonili papieża i całą załogę na potrzeby kręcenia serialu^^) kończąc na arcyważnym punkcie jakim jest muzyka! W każdym momencie, każda ścieżka jest idealna. IDEALNA! A czołówka to majstersztyk, który może i lekko bym zmodyfikowała.... ale mając już tą fantastyczną podstawę mogę zrobić wiele. Sama z siebie nie wpadłabym nigdy na pomysł, aby zrobić to w taki sposób i połączyć z tak fantastyczną muzyką! Wow! ♥

Polecam bardzo serdecznie. Jeśli wahacie się przed rozpoczęciem, to przestańcie i włączcie pierwszy odcinek :D Jest ich tylko dziesięć, a ze swojego doświadczenia wiem, że kiedy zaczną się nowe sezony i będzie więcej do nadrobienia wielu z Was podda się na starcie (mam tak z milionem seriali i strasznie tego nie lubię!). 


Buziaki! :*

piątek, 9 grudnia 2016

Plakat Polski


Hejka! :)
Wiecie co, zupełnie usunęłam się ze światu internetu a ściślej mówiąc z internetu przez laptopa. Zupełnie nie mam czasu na nic. Wkurza mnie, że wszyscy chcą ode mnie nie wiadomo ile, a ja nie umiem znaleźć czasu nawet na bloga, który jest dla mnie mega ważny. Wracam tutaj już nie wiem który raz, ale jestem tym razem pewna, że nie wrócę na długo. Na szczęście mam kilka pomysłów na fajne posty, więc przez kilka dni prawdopodobnie będę. Będziecie mogli wtedy dowiedzieć się trochę o fajnym serialu, poznać nową muzykę, obczaić kilka nowych tytułów książek i zainspirować się czymś co pozwoli Wam zrobić super prezent pod choinkę! Ja w tym roku niestety zupełnie nie znajduję czasu na długie podróżowanie po sklepach w celu kupienia drobiazgów dla najbliższych, więc co mi się udało, to kupiłam przez internet! Uf! Jakie to pomocne. Także wchodźcie, czekajcie. Będzie fajnie. Mam nadzieję.

Pamiętacie jak dwa lata temu byłam we Wrocławiu i niesamowicie cieszyłam się z wizyty w Galerii Plakatu? Chyba nigdy nie zapomnę mojego szczęścia, które towarzyszyło mi podczas tych kilku godzin. Z galerii wyszłam z dwoma plakatami które mojemu sercu są bardzo bliskie- Bałtyk i Krynica Morska. To miejsca gdzie spędziłam najwięcej czasu w przeciągu swoich dziewiętnastu lat życia. Miałam niesamowite szczęście, że te dwa plakaty były przepiękne! Tak naprawdę wszystkie mi się podobają, ale te są jednymi z najlepszych. To się nazywa szczęście ahahha. Uznałam, że kupowanie Elbląga mieszkając w Elblągu jest bez sensu i postanowiłam, że jeśli będę miała taką ochotę to zrobię to jak stąd wyjadę... chociaż nie przekonuje mnie fakt, że nie ma samego Elbląga, a jedynie elbląski kanał, ale jest to kwestia do przegadania. Plakat jest piękny, więc warto. 

No i widzicie. Minęły dwa lata, a ja dopiero teraz zdecydowałam się na podjęcie jakichkolwiek kroków w tej sprawie. Na razie wyjęłam jakieś stare ramy i wsadziłam tam moje dwa przepiękne plakaty. Z braku mężczyzny w domu położyłam je na razie luzem, ale już za tydzień moja sytuacja się zmienia. Pomocnego Mężczyznę będę miała na wyciągnięcie ręki, więc wreszcie będę mogła puścić wodzę fantazji i nie kłaść wszystkiego co chcę mieć na ścianie na podłogę ahhaha. To oczywiście też ma swój urok- ale w granicach rozsądku.

Mam jeszcze kilka pocztówek z replikami plakatów i mam zamiar kupić piękne, brązowe ramki w starym stylu (idealnie by było, gdybym znalazła takie u Babci lub Dziadka!!) żeby pasowały mi do całego pokoju. Do wykorzystania mam całą białą ścianę, na której kilka lat temu miałam odkryty wieszak na ubrania. Zdjęciem niestety nie umiałam oddać uroku dwóch ram, które na plus zmieniły mój pokój... ale pomimo, że stoją na wierzy i zasłaniają mi wszystkie płyty, to już jest pięknie! :D

Jestem teraz w szale szukania odpowiedniego prezentu na wigilię klasową i już kilka dni temu wpadłam na pomysł, że to może być dobre rozwiązanie! Was również zachęcam. Plakaty teraz wracają do domów i rozwiązania w jakich można je zobaczyć są naprawdę bardzo zadowalające. Nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię tu oczywiście o plakatach motywacyjnych z wymyślnymi fontami (swoją drogą- we wtorek odkryłam font, który idealnie pasuje do mojego dyplomu artystycznego! Nareszcie!♥ Długo poszukiwane rzeczy cieszą najbardziej). Mam na myśli dobre ilustracje, piękne plakaty i rozwiązania graficzne. Jak to zawsze bywa- najwięcej można znaleźć rzeczy niedobrych, ale istnieją perełki, na których widok aż chce się krzyczeć z radości. Dlatego podam Wam skąd można czerpać, ale oczywiście są to linki dzięki którym możecie przeszukać cały internet w poszukiwaniu czegoś dalej ;) Ja swoje plakaty kupiłam w stacjonarnej Galerii Plakatu we Wrocławiu KLIK. Internetowe sklepy z plakatami to m. in. : galeriaplakatu.com.pl  :)


Buziaki! ;*