środa, 8 marca 2017

A KYSZ! Daria Zawiałow

Hejka! :)
Od dwóch godzin mam czas tylko dla siebie. Niesamowite jak w zabieganym dniu brakuje mi możliwości przebywania w swojej osobistej samotności. Dzięki temu, że zdarza się to tak rzadko polubiłam sprzątanie, malowanie paznokci i ścieranie kurzu, czy robienie prania. Odpręża mnie bycie samej dla siebie. Cieszy mnie kiedy mogę włączyć płytę i wziąć długi prysznic oraz zrobić rzeczy dla siebie (i z sobą), na które nigdy nie mam czasu. Taki dzień zdarza mi się zazwyczaj raz na dwa tygodnie- to właśnie dzisiaj! :D Do wyjścia na spotkanie zostały mi dwie godziny i dzięki temu mam czas na spokojne napisanie postu. Uf, jak dobrze. Na szczęście dzisiaj nie będzie o niczym- wczoraj odebrałam płytę i dzisiaj kilka słów na jej temat. 

Daria Zawiałow pojawiała się w moich trzech muzycznych siódemkach. Za każdym razem kiedy tylko wydawała swój nowy singiel z automatu wpadał w mój gust muzyczny i akceptowałam go w stu procentach. Mowa tutaj oczywiście o: Malinowym chruśniaku, Kundlu burym oraz Miłostkach. Już po przesłuchaniu pierwszego utworu szukałam w internecie płyty, którą kupiłabym bez zastanowienia- niestety dość długo musiałam czekać na premierę. Wreszcie się doczekałam! ♥

Pierwszym minusem (bo dzisiaj z grubej rury,od razu od minusów) jest oczywiście forma opakowania. Jestem wielką fanką nowej mody na papierowe, przepiękne opakowania. Nie dość, że są bardzo gustowne, pięknie wyglądają, to jeszcze są niesamowicie wygodne i co najważniejsze- nie ma opcji żeby pękł plastik po okładkowej stronie. Bardzo żałuję, że nie zostało to dopilnowane, ale jestem pewna, że to nie będzie jedyna płyta Darii- czekam na drugą, już kartonową. Po drugie okładka: jest dosyć sympatyczna, ale ileż cudów można zrobić z tak piękną Darią! Zdecydowanie postawiłabym na coś bardziej ambitnego, a patrząc na to co kryje się w środku jestem przekonana, że były możliwości. Z miłą chęcią zobaczyłabym przepiękne zdjęcie profilem w kapeluszu na okładce, zamiast tego jakże zwyczajnego zdjęcia. No i trzecim (ostatnim!) minusikiem jest książeczka. Liczyłam na więcej, a tam tylko teksty piosenek i dwa zdjęcia. Szkoda. 

Na szczęście minusów koniec i jak możecie zauważyć są one dosyć nieistotne, ponieważ przy zakupie płyt najważniejszy jest krążek i to co na nim znajdziemy, a uwierzcie, że znajdziemy same wspaniałości! ♥ Płyta składa się z jedenasty utworów. Wszystko łącznie trwa ponad czterdzieści minut i uwierzcie, że jest to bardzo dobrze spożytkowany czas. Przyznam się Wam bez bicia, że nie mogłam się powstrzymać i na początku płyty słuchałam na Spotify- ale spokojnie! Byłam czujna i na początku ją zamówiłam, żeby później nie wmawiać sobie, że wystarczy mi wersja komputerowa. Dlatego chociaż płytę mam od wczoraj, to znam ją już bardzo dobrze dzięki słuchaniu jej na komputerze. To ważna informacja dla Was- tak, możecie ją całą znaleźć na Spotify! :)

Poza singlami na pierwszy plan w moich uszach wyłaniają się dwa utwory. Jest to przede wszystkim: Nie wiem gdzie jestem, która różni się od wszystkich pozostałych genialnymi chórkami i zupełnie inną manierą. Tak myślę, że to mogłaby być kolejna promocyjna piosenka. Myślę, że zrobiłaby dobrze wszystkim nieznającym Darii ♥ Niestety aktualnie przemaglowałam ją już tak mocno, że muszę zrobić sobie kilkudniowy odwyk hahah (chociaż do pisania tego akapitu włączyłam i jednak działa nadal ♥). Drugim utworem natomiast jest Pistolet. Teoretycznie bardzo infantylna piosenka z genialnym podkładem muzycznym i wspaniałym tekstem. Polecam przede wszystkim te dwa utwory do przesłuchania. A co oczywiście nie jest żadnym zaskoczeniem jeśli chodzi o mnie- najgorszym utworem jest ten anglojęzyczny. O wiele bardziej przekonują mnie te polskie! Są genialne. A tamten? Zupełny kontrast. Zawsze, niestety, przełączam... ale to ja. Wam by się pewnie spodobał hahah :D


Myślę, że szybko się nie rozstaniemy! :D
Buziaki! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz