środa, 29 marca 2017

Dziewczyna, którą kochałeś

Hejka! :)
Bardzo, ale to bardzo długo zajęło mi czytanie książki, którą dzisiaj mam przyjemność Wam przedstawić. Ciekawiła mnie tak bardzo, że w letni, przepiękny dzień pochłonęłabym ją w kilka godzin, ale niestety- obowiązki spowodowały, że tylko kilka razy udało mi się wieczorem usiąść z herbatą pod kocykiem i napawać się szczęściem tak rzadkich chwil w moim życiu. Nawet jeżdżenie do szkoły motywowało mnie bardziej, bo wiedziałam, że codziennie będę miała przynajmniej godzinę na przeczytanie (co prawda bardzo zaspanymi lub zmęczonymi oczami) kilku stron. 

Zacznę jednak od punktu, który w moich postach jest ostatni, ale w tym wypadku rzuca się na pierwszy plan i nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Mowa tutaj oczywiście o szacie graficznej, ściślej mówiąc- o okładce. Jest to wręcz karygodne posunięcie! Okładka nie pasuje do żadnej strony, która znajduje się w tej książce, a na dodatek przez pierwsze trzysta stron kuje w oczy swoją absurdalną formą! Dziewczyna, którą kochałeś, to książka, która dzieli się na dwie części. Pierwsza opowiada losy Sophie, kobiety, która podczas wojny musiała borykać się z wieloma problemami. W swojej restauracji wraz z siostrą obsługiwała niemieckich żołnierzy, ale jej największym bólem była tęsknota za mężem. Wyobrażacie sobie czytać tragiczne losy kobiety podczas wojny. Losy kobiety, która nie ma jedzenia, nie czuje się bezpieczna i nie ma pieniędzy na to, aby ogrzać dom. To wszystko oprawione jest w kolorową okładeczkę, która emanuje szczęściem. O CO CHODZI?! Jestem tym zażenowana i pierwszy raz czuję jak grafik zatrudniony do zrobienia okładki nie zapoznał się nawet ze streszczeniem!

Jednak nie o tym mowa. W książce najważniejszy jest środek, a ten jest fenomenalny! Jak już wspominałam- pierwsza część poświęcona jest Sophie. Natomiast druga opowiada losy współczesnej kobiety Liv. Z początku przejście z coraz bardziej wciągającej historii w nowy wątek jest drażniąca i nie byłam z tego powodu zadowolona, ale później nabiera to wszystko sensu. To naprawdę rewelacyjne ponad pięćset stron. To historia o sile kobiet, o miłości. O tym, co zawsze w książkach Jojo Moyes najważniejsze, ale w zupełnie innym, świeżym i o wiele bardziej dojrzałym wydaniu. Zmiana jak najbardziej na plus. Czekam na kolejne książki, a tymczasem zapraszam Was również do zapoznania się z moją wcześniejszą przygodą z autorką przy udziale: Razem będzie lepiej i tym razem okładka była strzałem w dziesiątkę ^^ KLIK


Buziaki! :*

2 komentarze:

  1. Hejka.
    Przepraszam za "spam", ale apeluję do Ciebie, abyś przywróciła na swojego bloga to magiczne okienko zwane wyszukiwarką. Ta w przeglądarce niestety nie działa tak precyzyjnie. Nie jestem stałą czytelniczką Twojego bloga, wchodzę tu właściwie wyłącznie ze względu na filmy (kiedyś jeszcze ze względu na książki - ale mamy zbyt rozbieżny gust i przestałam się sugerować Twoimi wysokimi ocenami, bo trzy razy mocno się przejechałam na tym - zupełnie nie moja bajka), a że oglądasz ich bardzo dużo, to bez wyszukiwarki jestem jak dziecko we mgle XD Chcę sprawdzić, co myślisz o konkretnym tytule i nagle bum - nie mogę go znaleźć, choć z filmweba wiem, że oglądałaś. No smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ostatnio o Tobie myślałam, bo coś szperałam po blogu i natknęłam się na jakiś Twój komentarz- witaj! :D
      Wydaje mi się, że wyszukiwarki nigdy na blogu nie miałam, a przynajmniej nie usuwałam... ale specjalnie dla Ciebie zrobiłam tak, że teraz jest tuż pod kategoriami :) Miłego szukania filmów :)

      Usuń

Komentarze na moim blogu pozwalają mi poznać tych, którzy czasami tutaj zaglądają. Pozwól poznać mi i siebie! Porozmawiaj ze mną! :)
Na każdy sensowny komentarz staram się odpisywać ( u mnie na blogu ) - jeżeli masz jakieś pytanie PYTAJ! :)
* reklamowanie swoich blogów poprzez moją stronę jest głupie, ale rób co chcesz! ;)