czwartek, 25 maja 2017

Czerwień Jarzębin

Hejka! :)
Pamiętacie mój pierwszy raz z Katarzyną Michalak? Kiedy kilka dni temu dowiedziałam się, że będę miała możliwość przeczytania kolejnej jej książki byłam zachwycona! Szczerze mówiąc, choć autorka jest dla mnie genialną pisarką, to nie przywykłam do śledzenia premie wydawniczych z takim zaangażowaniem jak robię to na przykład przy filmach. Dlatego wielkim zaskoczeniem było dla mnie tylne skrzydełko okładki książki... ponieważ pierwszy raz zobaczyłam jak wiele cudowności napisała już Pani Katarzyna! Jest to niewątpliwie kopniak w moją stronę i pobudzenie mnie do nadrobienia zaległości. Muszę to jednak odłożyć na później, gdyż teraz mam ambitniejsze plany przeczytania totalnie wszystkiego co zalega mi na moim stosie. Jest tego pełno, co powoduje kilka miesięcy nadrabiania i dzielenia się z Wami tym. Jestem już w trakcie, jednak gdy wczoraj listonosz przyniósł mi świeżutką, jeszcze przedpremierową Czerwień Jarzębin nie mogłam się oprzeć pokusie odstawienia wszystkiego co dotychczas miałam w rękach i zagłębienia się w lekturę. Tak się na szczęście złożyło, że pięć minut przed listonoszem skończyłam Boginię tańca- o której już niedługo ;)

Czerwień jarzębin to niewątpliwie zupełnie inny środek niż woła do nas okładka. Czasami zupełnie nie rozumiem grafików, którzy pracują w Znaku i dobierają szaty graficzne bez wcześniejszego zapoznania się z książką. Jestem przekonana, że teraz w głowie świta Wam myśl o tym, że będzie to romansidło dla kobiet i nic więcej. Ja, muszę szczerze przyznać, trochę zdziwiłam się, że autorka ta genialnego kryminały przechodzi w tak spokojną tematykę... ale przecież kobieta zmienną jest ;) Okazało się jedna, że nie. Okładka wprowadza w błąd i niestety bardzo trudno wyjść z przekonania w jakim tkwimy od początku. To kolejna propozycja, która jest brutalna, która jest tak brutalna jak mało która książka (może pomijając Czarny charakter, o którym pisałam kilka dni temu). Nie braknie tu oczywiście również miłości. Historia poprowadzona płynnie. Zazdroszczę tego lekkiego pióra i możliwości przeczytania książki jednym tchem!♥ Niewątpliwie zrobiłabym to wczoraj w nocy, gdyby nie perspektywa wstania o siódmej rano. Gdy człowiek nie chodzi do szkoły, nagle nawet dziewiąta jest godziną wczesną^^.

Książka swoją premierę ma dokładnie w Dzień Matki i jest proponowana jako prezent na tę okazję, ale szczerze Wam powiem, że moja Mama nie przebrnęłaby przez tak ostrą książkę. Dlatego tutaj taka uwaga dla Was- jeśli jeszcze nie macie prezentu, a Wasza Mama woli ballady i romanse, to zastanówcie się nad czymś innym... na przykład nad jedną z wielu pozycji w zbiorze Sióstr Bronte- dawno o nich na moim blogu nie było i z powodu przeczytania już totalnie wszystkiego pewnie szybko się nie pojawi. Tak więc ta propozycja ode mnie, to swego rodzaju głód wzmianek o siostrach tutaj :D Chociaż widzicie... zależy. Nigdy nie podejrzewałabym mojej Babci o to, że może być fanką kryminałów, a okazało się, że byłaby wielce rozradowana, gdyby była posiadaczką wszystkiego, co wychodzi spod pióra Pani Kasi... więc może jednak warto spróbować? :p


Jestem na tak! Buziaki! :*

1 komentarz:

  1. Ja teraz czytam Strącony Anioł :)
    Zapraszam serdecznie na nowy post,
    a w nim same szybkie samochody :-)
    Pozdrawiam!

    MÓJ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń